Koszyk 0

Profil recenzenta:
sosenka

  • recenzje: 228
  • osób uznało recenzje za przydatne: 129

Recenzje użytkownika

Autor: sosenka
Data:
"Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej" to książka Johna Gimlette. Połączenie opowieści i reportażu z cyklu "Orient Express". Jest to jedna z lepszych serii książek podróżniczych.
Autor zjechał trzy zawarte w książce miejsca: Gujanę, Gujanę francuską i Surinam. Gujana to inaczej Dzikie wybrzeże - teren między Orinoko a Amazonką. Przyznam się, że wcześniej, mimo, że wiedziałam o istnieniu tych miejsc, nic o nich nie wiedziałam. Teraz moja wiedza jest bardzo duża i nabrałam wielkiej ochoty, by kiedyś się tam udać. Już samo wprowadzenie sprawiło, że wiedziałam o tym, że bardzo spodoba mi się ta książka. We wprowadzeniu autor krótko opowiedział całą historię Gujany, wszystkie ważne historyczne wydarzenia i daty, streścił wszystko na temat dzikiego wybrzeża lekkim i prostym językiem, dzięki czemu potem bez problemu rozumiałam wszystko co opisywał. Mimo, że natłoku informacji w krótkim wstępie było naprawdę bardzo wiele, ani jedno zdanie mnie nie znudziło i przeczytałam wszystko od deski do deski. Gimlette potrafi w taki sposób opisać zdawałoby się nużące fakty historyczne, że wszystko wchodzi od razu do głowy i co ważniejsze pozostaje w niej. To się rzadko zdarza.
John Gimlette jest obserwatorem historii Gujan. Nie ocenia, ani nie stara się dociec kto jest winien tego, że mieszkańcy, mimo, że upłynęło wiele lat, wciąż cierpią głód, biedę i nie mają perspektyw na przyszłość. To właśnie bardzo mi się spodobało. Ta książka to suche fakty, mimo, że autor pisze swoich specyficznym, lekkim i bardzo przyjemnym stylem, potocznym językiem, to jest to zbiór informacji przekazywanych czytelnikowi w ciekawy sposób. Nie ma tu prywaty, komentarzy i zdania autora. Nie jest to jednak książka bezosobowa, wręcz przeciwnie, ma się wrażenie jakby była pisana do jednej konkretnej osoby, to sprawia, że łatwo się ją czyta, jak rozmowę. Mnóstwo jest dialogów z tubylcami, co lepiej pokazuje i obrazuje sytuacje, na które natknął się autor. Ta podróż była niebezpieczna, jednak jej efekt jest wspaniały.
Gujana to w pewnym sensie koniec świata. Jak większość miejsc, w przeszłości także i ona dotknięta była niewolnictwem. Co jednak straszniejsze, w kolonii Holenderskiej niewolnictwo panowało prawie do czasów pierwszych samochodów! Wszystko zaczęło się, gdy "biali" odkryli, że Gujana to królestwo cukru. Zapragnęli stworzyć imperium, każdy chciał zarobić, ale do pracy nie było zbyt wielu chętnych. Tak właśnie powstało niewolnictwo. Bardzo zapadło mi w pamięć pytanie, które zadał autor:
- Czy niewolnictwo było przeżytkiem średniowiecznego myślenia, czy też raczej zwiastunem współczesnej filozofii, zgodnie z którą sprzedać można wszystko, o ile tylko cena jest właściwa?
Czytając najbardziej podobało mi się to, jak Gimlette opisał Iwokramę, miejsce nad rzeką chętnie odwiedzane przez turystów. Opisał je jako magiczne, które trzeba zobaczyć na własne oczy aby zrozumieć, jak widok natury może sprawić radość, uszczęśliwić.
W "Dzikim wybrzeżu" opisy są piękne, krajobrazy magiczne, a całość wciąga do ostatniej strony. To przede wszystkim książka podróżnicza z nutką historii w tle, ale na pewno to jeden z tych tytułów, które zawierają tak lekko opisane krajobrazy, miejsca i szlaki, że po przeczytaniu człowiekowi zdaje się, że nigdzie nie chciałby się znaleźć tak bardzo, jak w opisanym w książce miejscu.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
Wiersze są czymś, po co lubię sięgnąć od czasu do czasu, gdy mam ochotę poczytać coś lekkiego, nie wymagającego ciągłego skupiania się na akcji, wątkach. Gdy nie mam ochoty na zwykłą powieść, ale chcę spędzić czas z książką. Właśnie dlatego ucieszyłam się, gdy po otwarciu paczki od wydawnictwa barbelo, okazało się, że "Alchemia miłości" to zbiór krótkich wierszy o życiu i miłości, pisanych przez różnych autorów. Jeszcze bardziej ucieszyłam się z faktu, że myśli i wiersze zawarte w tej książce są wstępem do świata Islamu, bo uważam, że Perskie motta, myśli i poezja są najpiękniejsze, bo zawsze mówią o życiu, miłości i szczęściu.
"Alchemia miłości" to także dosyć długi wstęp od autorów, równie refleksyjny, oraz obszerne aneksy i terminy zawarte w książce. To wszystko sprawia, że łatwiej zrozumieć przesłanie tej lektury, oraz konkretne puenty wierszy.
Wiersze zawarte w tym tytule, są uniwersalne. To jedne z tych treści, które jak już sprawdziłam w domu, każdy rozumie inaczej, na swój sposób i te, które do jednych przemawiają, innym nie przypadają do gustu i na odwrót. Mimo, że poezje powinno się dozować, czasami zdarzało mi się czytać jeden wiersz za drugim, bez przerwy. To jedne z piękniejszych, bardziej wzruszających i skłaniających do myślenia krótkich przemyśleń, z jakimi miałam przyjemność się spotkać. Jednak zanim zachwyciła mnie treść, bardzo przypadła mi do gustu okładka i ogólna oprawa książki. Piękna, twarda oprawa w piękne arabskie wzory i obrazek, a do tego pięknie wydane strony w środku sprawiają, że na samo oglądnięcie książki, zeszło mi trochę czasu.:)
To nie są typowe wiersze, a raczej myśli, na każdy dzień i dla każdego, i każdemu też je polecam.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
Khalil Gibran to autor znanego na całym świecie "Proroka". Jednak inną, równie piękną opowieścią jego autorstwa, jaką chcę wam przedstawić, jest książka, bardzo wzruszająca i skłaniająca do wielu przemyśleń - "Połamane skrzydła". Na początku mamy długi, ale niezwykle wciągający zapis życia autora. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, ale muszę przyznać, że chętnie dowiedziałabym się więcej nie tylko o jego twórczości, ale i życiu, bardzo dramatycznym.
To krótka, ale zapadająca w pamięć historia młodego mężczyzny, który ze wzajemnością zakochuje się bez pamięci, w pięknej i delikatnej Salmie, córce bogatego kupca. Oboje stają się najszczęśliwszymi ludźmi na świecie dzięki swej miłości, jednak Salma przeznaczona jest komuś innemu. Nie dane jest im być razem, muszą się rozstać, a dziewczyna niedługo potem wychodzi za mąż, co łamie serce jej niedoszłego ukochanego. Mężczyzna zapada się w sobie, pogrąża w rozpaczy i przygnębieniu.
"Połamane skrzydła", to historia miłości dwojga ludzi, niespełnionej i cierpiącej, której można przypisać wiele znaczeń, jednak jej głównym przesłaniem, jakie wysnuł autor, jest to, że „Miłość jest jedyną wolnością na tym świecie, ponieważ wynosi dusze na wyżyny, gdzie nie dosięgną jej ludzkie kodeksy i tradycje, gdzie nie kierują nią prawa natury”.
Cała książka jest pisana nie codziennym, pięknym językiem, jakiego nie widziałam w żadnej innej książce. Autor każdą rzecz opisuje jak największe cudo świata, na pewno nie jest to książka dla osób, które lubią prosty, konkretny język. Pod tym względem ta książka jest najpiękniej napisana ze wszystkich jakie czytałam.
Na uwagę zasługuje też sposób wydania. Ta książka jest wąska, lecz długa, a okładka wydrukowana jest z materiału przypominającego płótno, lecz bardzo miła w dotyku. W środku strony są przepięknie zaprojektowane, śnieżnobiałe. To fantastycznie wydana książka, krótka lecz pozostająca w głowie na całe życie, idealna na prezent i refleksyjny wieczór.:)
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
"Chodząca mądrość" to nowość wydawnictwa Barbelo, poradnik i super komedia, a także dużo życiowej mądrości. Wszystko autorstwa znanego popularyzatora duchowości, prawdziwego guru w dziedzinie szczęścia - Deepaka Chopra i jego syna Gothama.
Nie jest to jednak typowy poradnik, ani zbiór banalnych myśli, czego wiele osób, sądząc po opiniach w internecie, nie znosi. Ta książka to raczej opowieść, pisana lekkim piórem, o życiu syna jednego z najsłynniejszych guru duchowych naszych czasów. Jego obserwacje i myśli, poglądy i życie, z jednej strony normalnego męża i ojca, a przede wszystkim właściciela nienormalnego psa, a z drugiej strony syna ważnej, znanej i podziwianej osobowości, co często rodzi presję.
"Chodząca mądrość" jest podzielona na rozdziały. Każdy rozpoczyna się pytaniem Gothama skierowanym do jego ojca Deepaka. Pytaniem o sens życia, szczęście i różne refleksyjne aspekty. Są to króciutkie wymiany zdań, po których rozpoczyna się rozdział. Każdy o czymś innym, opowiadający o jakiejś sytuacji czy zdarzeniu w rodzinie Chopra. Najbardziej zainteresował mnie ten, opowiadający o trudnych poszukiwaniach niani dla synka Gothama i jego żony Candice. Najważniejszym jego aspektem było nie to by opiekunka miała referencje, albo doświadczenie, lecz to, aby Cleo - ich pies, raczył zaakceptować nowego członka rodziny w "swoim" domu.
Muszę zaznaczyć, że ta książka przede wszystkim pokazuje, jak ważną rolę odgrywa w życiu pies, czego można się od niego nauczyć i do jakich wniosków można dojść, kiedy spojrzy się na swojego pupila nie jak na zwierzę, które je, śpi i chodzi na spacery, lecz jak na przyjaciela, który jest z nami zawsze, kocha nas i często śpi z nami w jednym łóżku.:) Okazuje się bowiem, że to mądre w swojej prostocie stworzenia, od których nawet wypada się uczyć.
Ten tytuł różni się od innych książek formą pisania. Jest to potoczny, prosty język, ale bardzo fanie ułożony w całość. Są opowieści Gothama z dzieciństwa i dorosłego życia, różne ciekawe i śmieszne opowiastki, a wszystko komentowane w refleksyjny sposób przez Deepaka. Jednak zawsze główną bohaterką wszystkich zdarzeń jest Cleo. Przyznaję, że nie za bardzo polubiłam Gothama z charakteru. Jest trochę denerwujący. Za to zainteresowałam się jego ojcem, o którym słyszałam, ale jakoś nigdy nie czytałam jego książek. Teraz mam ochotę to zmienić. Bardzo podoba mi się także nieco szalona, ale ciepła rodzina Choprów. Ich stosunek do siebie ale i do psów. Mimo, że przeczytałam całość jednym tchem, uśmiałam się i cały czas byłam bardzo wciągnięta w treść, dużo się też nauczyłam. To zasługa sprytnie wetkniętych "między wiersze" złotych myśli słynnego Deepaka.
Na pewno jest to jedna z tych książek, do których często będę wracać, bo jest lekka, mądra, inteligentna i bardzo zabawna. Dzięki niej, inaczej też spojrzałam na swojego psa. Okazuje się, że moja pupilka także może mnie dużo nauczyć:)
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
Już dawno nie spotkałam się z tak dziwną książką jak „Maria”. Powieść jest bardzo dramatyczna i wzruszająca, bazuje na niespotykanych pomysłach i jest bardzo oryginalna. Z początku trudno było mi się za nią zabrać, jednak po trzech pierwszych stronach wciągnęłam się i ciągle było mi mało tych bohaterów, ich przygód, całej akcji – chciałam więcej, więcej i więcej. Zakończenie pozostawiło po sobie uczucie nasycenia i ogólnego zadowolenia, jednak żal było rozstawać się z tą historią. Już zawsze będzie mi jej brakować. Będę tęsknić za postaciami – Marią i Karolem – oraz ich losami, jednak przede wszystkim brakować mi będzie tego wyjątkowego klimatu i czaru, jakim niewątpliwie jest wiernie odzwierciedlona, niemiecka wioska z przełomu XIX wieku.
Miejsce to – zwane Kleinern – z początku wydaje się być brutalne: mieszkańcy żyją co najmniej niepoprawnymi moralnie tradycjami, kobiety zaś mają mało praw i traktowane są oczywiście gorzej od mężczyzn. Żyją tu Maria i Karol – dwójka zakochanych w sobie bez pamięci ludzi, którzy już wkrótce mają zostać rodzicami. Związkowi temu sprzeciwia się jednak uparty ojciec dziewczyny. Gdy dowiaduje się o poczęciu dziecka, wyznaje w końcu swoje powody – Karol i Maria są rodzeństwem. Wiadomość ta spada na nich jak grom z jasnego nieba. Młodzi szybko rozumieją, że od teraz są okryci hańbą, a mieszkańcy odrzucają ich, jakby byli przeklęci. Połączeni szczerym, prawdziwym uczuciem jednak, Maria i Karol myślą wyłącznie o tym, by zapewnić dom i szczęśliwe, godne życie dla swego dziecka. Pragną być dla niego rodziną, planują więc odejście z wioski i podróż do miejsca, gdzie nikt ich nie zna i będą mogli zacząć zupełnie od nowa. W tym celu wypływają do Ameryki.
Trudno nazwać Kleinern ważnym miejscem akcji. Tam wszystko się co prawda zaczyna, losy Marii prowadzą nas jednak przez następne strony, przez ocean, aż do Nowego Świata. Bohaterowie napotykają jeszcze na wiele przeszkód, ale też na parę radosnych momentów pełnych nadziei. Wszystko sprowadza się ostatecznie do tego, że Maria musi dokonać bardzo ważnych wyborów. Czy w imię miłości warto poświęcić wszystko, co było jej dane od dnia narodzin? No i czy miłość jej i Karola ma choć ułamek szansy na przetrwanie?
Mi ta powieść ogromnie się podobała, nawet mimo tego, że z góry przewidziałam prawdopodobne zakończenie. Jest pełna wrażeń, cieszy samo jej czytanie. Pochłonęłam ją jednym tchem, jest pisana bardzo lekkim, konkretnym stylem i pozbawiona obszernych opisów, szczegółów, akcja posuwa się więc naprzód szybko i krótko mówiąc, ciągle jest ciekawie. Styl autora przypadł mi do gustu, chętnie zapoznam się z jego twórczością.
Jak można się domyślić, książka trafia na półki „ulubione” i „na pewno wrócę w przyszłości” ;). Uwielbiam wyszukiwać podobne perełki i się nimi dzielić, a „Maria” na pewno jest cennym znaleziskiem.
Na zakończenie słów parę o wydaniu – dlaczego wszystkie książki nie mogą się tak starannie prezentować? Schludne wnętrze oprawione ciekawą, zachęcającą okładką. Ogólnie rzecz biorąc – piękne wydanie. I jak świetnie prezentuje się na półce ;).
Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
Ostatnio dzięki wydawnictwu Rosikon Press, wpadła mi w ręce książka-wywiad z serii "Świadkowie tajemnicy". Jest to seria książek, która próbuje rozwikłać najbardziej tajemnicze zagadki świata, które do tej pory nie znajdowały żadnych racjonalnych wytłumaczeń w nauce. Książka, którą ja dostałam, jest próbą wyjaśnienia tajemnicy powstania i pochodzenia Całunu Turyńskiego.
Nie jestem za bardzo religijna, ale tego typu tajemnice intrygują wszystkich, nawet osoby niewierzące. Od wieków ludzie próbują znaleźć dowody na istnienie Boga, na to, że Jezus naprawdę istniał i umarł za ludzi na krzyżu, szukają śladów i często im się to udaje. Całun Turyński jest właśnie jedną z takich poszlak na drodze do odnalezienia prawdy o Bogu. Jest to najkrócej mówiąc płótno, w które rzekomo owinięte było ciało Jezusa po zdjęciu go z krzyża i pochowaniu do grobu. Na płótnie tym widnieje jakby "odbite" ciało, zarys mężczyzny, lecz nikt nie potrafi powiedzieć w jaki sposób wizerunek znalazł się na materiale.
Z książki dowiedziałam się, że do badań nad tą relikwią, została powołana specjalna grupa STURP. To wybitni naukowcy i fachowcy z różnych dziedzin, którzy razem, za zgodą (z trudem wywalczoną) Watykanu i samego Papieża, rozpoczęli bardzo żmudne, dokładne i trudne badania. Mimo, że napotkali wiele trudności i niechęci wobec swoich działań, nie poddawali się. Książka ta jest wywiadem Grzegorza Górnego z jednym z badaczy ze STURP, Barrie'm Schwortzem. Barrie opowiada bardzo ciekawie i dokładnie, językiem prostym co pozwala zrozumieć trudne zagadnienia naukowe. Czyta się bardzo szybko i muszę przyznać, że książka bardzo mnie wciągnęła czego się kompletnie nie spodziewałam! :)
Dowiedziałam się, że Watykan wbrew pozorom był i nadal jest, bardzo niechętny wszystkim tym, którzy chcą dowiedzieć się czegoś o Całunie. Gdy badacze z trudem wywalczyli zgodę na swoje badania, uzyskali zaledwie tydzień czasu na wszystko, w dodatku przydzielono im go akurat w momencie, gdy trwała ekspozycja Całunu dla turystów. To zabierało naukowcom wiele czasu. Wstawali oni wcześnie rano by rozpocząć badania, potem Całun wynoszono na widok publiczny dla turystów, po czym wieczorem badacze znowu mieli zaledwie parę godzin na swoje badania. Nie mieli dużego wsparcia i poparcia dla swojej pracy. Kiedy pracowali nad relikwią, byli zszokowani sposobem w jaki traktowano tą cenną pamiątkę religijną. Nie była ona odpowiednio zabezpieczona, a inna grupa, która badała Całun, kompletnie nie respektowała zasad obchodzenia się z Całunem, co według Barrie'go spowodowało utratę setek śladów na płótnie, które mogły dać odpowiedz na wszystkie nurtujące pytania, a zostały zniszczone przez głupotę i bezmyślność.
Nie chcę zdradzać wszystkiego, bo warto to przeczytać samemu. Jest to naprawdę ciekawa książka, którą przeczytałam w jeden dzień i nie mogłam się od niej oderwać.:) Całun Turyński wciąż jest zagadką. Mimo, że badało go wielu specjalistów z dziedziny chemii, fizyki, wybitni fotografowie, malarze i nawet naukowcy z NASA, wszyscy zgodnie stwierdzają, że wizerunek Jezusa nie został namalowany, naszyty, nie jest fotografią ani wynikiem manipulacji przy płótnie. Jednocześnie wszyscy twierdzą, że nie wiadomo jak odbicie mężczyzny pojawiło się na płótnie.
Polecam wszystkim tą książkę, bez względu na wiarę lub jej brak, bo jest to po prostu próba wyjaśnienia jednej z największych zagadek świata, która nawet w niedowiarkach, budzi niepewność.
Czy ta recenzja była przydatna?

Zamiana

Ocena:
Autor: sosenka
Data:
„Zamiana” to niezwykle wciągający, klimatyczny thriller psychologiczny. Przyznam, że do tej pory nie miałam okazji przeczytać wiele książek z tego gatunku, jednak po lekturze książki Zoe Beck z pewnością będę częściej to robić.
Powieść ta jest skonstruowana bardzo przemyślanie, tak by stopniowo budować napięcie i coraz bardziej intrygować czytelnika, mimo że akcja nie jest tak dynamiczna, jak to bywa w podobnych do thrillerów kryminałach, lecz toczy się swoim wolnym rytmem. Czytając „Zamianę” czułam się jakbym oglądała bardzo dobry film, mocny, mroczny, tajemniczy, ukazujący ciekawe aspekty psychologiczne.
Sam pomysł na fabułę książki był jak najbardziej trafiony. Zamiana dzieci w szpitalu, choroba psychiczna, rozpad małżeństwa, chęć zdobycia sławy, poważania, pieniędzy, odrzucenie przez społeczeństwo, badania genetyczne nad ludzkimi zarodkami – to tematy, które budzą wielkie zaciekawienie u czytelnika, chęć podjęcia dyskusji, zahaczają o etykę i poglądy, powodują wzburzenie i silne emocje.
Akcja książki dzieje się w dwóch ramach czasowych, co także według mnie jest ciekawym zabiegiem. W czasach współczesnych, oraz od końca lat 70. XX wieku.
W 1978 roku w Berlinie Carla Arnim przebywa w szpitalu, do którego trafiła z powodu półpaśca. Z tego też powodu była rozdzielona ze swoją malutką córeczką Felicitas, którą urodziła pół roku wcześniej, w obawie przed zarażeniem dziewczynki. Po krótkiej rozłące, jedna z pielęgniarek przynosi jej dziecko, które ku zdumieniu Carli, nie jest jej. Nikt jednak nie chce uwierzyć kobiecie, łącznie z jej mężem. Wszyscy twierdzą, że postradała zmysły i odrzuca swoją córeczkę. Wmawiają jej, że przyniesione przez nich dziecko jest jak najbardziej jej małą Felicitas.
Więcej na: http://ciszaczasija.blogspot.com/2013/06/zamiana.html
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
"Na rozdrożach dziejów. Historie prawdziwe i alternatywne" to książka historyczna Andrzeja Wielowieyskiego. Jest to żołnierz AK, ekonomista, publicysta, redaktor i działacz klubów Inteligencji Katolickiej.
To książka historyczna, ale inna od wszystkich. Są w niej zawarte fakty i autentyczne wydarzenia, ważne momenty w historii Polski, jednak pokazane z nieco innej perspektywy. Autor stara się pokazać czytelnikowi, jak mogły potoczyć się przełomowe momenty historyczne gdyby postąpić inaczej, zmienić bieg wydarzeń lub taktykę. W ten sposób autor opisuje mnóstwo zdarzeń.
Książka jest podzielona na osiem rozdziałów. Opowiadają one o takich wydarzeniach jak Bitwa pod Grunwaldem, Solidarność, II wojna światowa, ale nie tylko.
Mnie szczególnie zainteresował rozdział o II wojnie światowej, bo to chyba wciąż kontrowersyjny i burzący temat.
Dowiedziałam się wielu ciekawych informacji, np. tego, że Francuzi mieli znaczący wpływ na sytuację w czasie wojny i według autora, mogli powstrzymać ostateczne wydarzenia.
Lektura tej książki pozwoliła mi też na przypomnienie sobie wielu istotnych dat w historii Polski, ale też i na poznanie wydarzeń, o których wcześniej nie słyszałam. Teorie i poglądy autora były momentami trudne do ogarnięcia, ale przede wszystkim ciekawe i jak się okazuje, często jego zdaniem, można było zapobiec wielu nieszczęściom i rzezi.
Nie jest to jednak lektura lekka. Trzeba się jednak trochę znać na historii, kojarzyć daty i mocno skupić, jeśli jednak poświęci się trochę czasu, można nauczyć się wielu cennych rzeczy. Nie zapamiętałam wszystkiego, jednak trochę z tej książki pozostało w mojej pamięci i cieszę się, że uzupełniłam swoją wiedzę, bo po to przede wszystkim są takie książki.
Czasami tylko denerwowała mnie pewność siebie Wielowieyskiego. Niektóre jego poglądy choć mądre, starał się przekazać w zbyt pewny siebie sposób. Czytając miałam wrażenie, że nie przyjmuje on innego zdania niż jego własne. Jednak to tylko moje odczucie i możliwe, że wielu czytelników będzie miało inną opinię.
Nie czytałam książki od deski do deski, bo to nie jest odpowiednia lektura do takiego sposobu czytania. Raczej sięgałam po rozdziały, które mnie interesowały, skakałam po książce, i tak właśnie polecam ją czytać, bo zmuszając się do czytania nieinteresującego nas tematu, zniechęcamy się do lektury.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
Kiedy dostałam książkę "Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera" od wydawnictwa TRIO, autorstwa Maryny Miklaszewskiej, byłam przekonana, że to reportaż! Jednak myliłam się, choć nie do końca. Jest to powieść z bohaterami, akcją, fabułą, a jednak zawarto w niej fakty, przedstawia ona coś realnego, opowiada o realnych zjawiskach, więc jest to też po części reportaż, tyle że sprytnie ukryty w ciekawej, lekkiej i zabawnej powieści.
Jest to powieść z nurtu "political fiction". Przyznam, że jeszcze chyba nie czytałam powieści tego gatunku, aż do teraz i zdecydowanie przekonałam się do tego gatunku. Książka opowiada o zjawisku Hipstera. Według definicji jest to osoba podążająca za modą, śledząca wszelkie nowinki, jest zawsze trendy i cool, a nawet ponad modę, wszelkie zwyczaje. Zawsze o krok przed resztą. Główna bohaterka, Nina, podąża tropem marynarki od Armaniego kupionej w sklepie Vintage, przekonana, że jej właściciel to typowy hipster. To spotkanie zmienia jej życie.
Maryna Miklaszewska jest tłumaczem, dziennikarką i bardzo dobrą pisarką. Jej styl pisania jest lekki i przyjemny. Bardzo przekonał mnie do książki. Nie skomplikowany język, potoczny i prosty, zabawny ale bez głupich tandetnych dowcipów i przekleństw, a niestety ostatnio wielu autorów myśli, że aby rozśmieszyć czytelnika trzeba ich trochę upchnąć do fabuły. Ten tytuł jest jednak przede wszystkim mądry i to mnie między innymi urzekło.
Sama książka jest podzielona na trzy części, a oprócz tego ma rozdziały. Podział na części jest ciekawy. Pierwsza i trzecia część, to opowieść, fabuła. Natomiast druga część książki to "Notatki z widowni". Wśród nich są takie podtytuły jak teatr, widownia, castingi, trailery i inne, a każdy podtytuł dokładnie i lekko opisany. Można się dużo dowiedzieć o teatrze i filmie. Przeglądając książkę, nie wiedziałam o co chodzi z tą częścią drugą, ale po przeczytaniu całości, widzę, że to idealnie wpasowany element.
Jednak jak napisałam na początku, to powieść przede wszystkim polityczna, opowiadająca o Polsce, o sytuacji w kraju i jego paradoksach, zaletach i wadach. Jenak oprócz tego także trochę kryminału, romansu, przygody i sensacji. Coś dla każdego. Polecam ją wszystkim, bo można przy miłej lekturze skonfrontować swoje opinie, zdanie i spostrzeżenia z tymi zawartymi w książce, bo to jedna z tych, które mają skłaniać do myślenia, sprawiać, że człowiek się burzy lub zgadza z treścią.:)
To było moje pierwsze spotkanie z gatunkiem "political fiction" i jestem zadowolona i ciekawa innych tytułów.:)
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
Tym razem recenzja czegoś szczególnie emocjonalnego i mi bliskiego. Już dawno żadna książka nie poruszyła mną tak bardzo, jak ”Ostatnie lato”. Jest to niebywała, autobiograficzna opowieść o dosyć trudnej tematyce, nakłaniająca do najgłębszych refleksji.
Pani Z. jest chora i świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Nie wierzy już w zapewnienia lekarzy, ich pozytywne prognozy ani żadne cuda. Każdy dzień przysparza jej dodatkowej dawki cierpienia, które rośnie z każdą chwilą. Złośliwa choroba zaś z każdą minutą przybliża kobietę do nieuchronnego paraliżu. W tych ciężkich chwilach ma ona przy sobie jedynie wierną kotkę i dokarmiane ptaki. Bohaterka pogrąża się w zadumie. W myślach cofa się wstecz aż do wspomnień swojego nie zawsze wesołego dzieciństwa. Ukazana zostaje jej historia, od samego początku. Poznajemy przeszłość jej rodziców, okrutne losy matki, dziadka-tyrana, napotykamy wojnę i związany z nią strach i terror. Śledzimy pierwsze lata Z., jej nietypowe dzieciństwo, obserwujemy jak dorasta i nieuchronnie zbliżamy się do momentu, w którym jest już ona ciężko schorowaną staruszką z początku książki. Staruszką wspominającą swoje pełne cierpienia, ale jak się okaże także i radości oraz piękna, życie.
Cesarina Vighy, wenecjańska poetka, napisała nie tyle powieść, co wzruszające świadectwo pogodzenia się z chorobą i śmiercią, przy którym nie da się nie uronić choć jednej łzy. Autorka sama zapadła na bardzo rzadką neurologiczną chorobę (niestety tytułowe lato rzeczywiście było jej ostatnim), sama więc myśl o tym, że cały ten ból i cierpienie były autentyczne i pochodziły od niej pogrąża mnie w dodatkowym smutku. Jednakże nie jest to oczywiście wyłącznie ckliwa, tragiczna powieść, gdyż to co przedstawia to całkowite pogodzenie się z losem i rzadka umiejętność cieszenia się z życia, nawet jeśli zbliża się ono do końca. Czytając, to jest właśnie piękne.
Równocześnie Cesarina zachowała lekki styl, przyjemny w odbiorze dla czytelnika. Genialnym pomysłem autorki okazało się zastosowanie dwóch typów narracji. Głównie spotykamy się tu z narracją pierwszo-osobową, ale pojawia się także narrator trzecio-osobowy, wszechwiedzący, dzięki któremu możemy ujrzeć panią Z. taką, jaką widzą ją ludzie.
Podoba mi się wydanie książki, aczkolwiek coś jest nie tak z tą okładką. Jest bardzo ładna, ale niespecjalnie pasuje do tego typu powieści, nasuwa na myśl raczej jakąś bardziej optymistyczną historię.
Jak powiedziałam, ”Ostatnie lato” to powieść przepiękna i bardzo wzruszająca, której szczerze mówiąc grzechem byłoby nie polecić. Uważam, że wszyscy powinni się z nią zapoznać i wyrobić własną opinię. Na pewno nie jest to mój ulubiony gatunek, a mimo to ta jedna pozycja zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Gorąco polecam.
Czy ta recenzja była przydatna?

Ciotki

Ocena:
Autor: sosenka
Data:
„Ciotki” Anny Drzewieckiej, to zbiór wspomnień, które autorka napisała jako dorosła kobieta, ale z perspektywy dziecka. W książce mamy przedstawioną chronologicznie historię jej rodziny, a w szczególności wspomnienia dotyczące jej ciotek. Każdy z rozdziałów opowiada o którejś z nich, ale nie tylko. Mamy także rozdziały poświęcone m.in. zwierzętom, jakie pojawiły się w życiu autorki, dziecięcym przyjaźniom, wakacjom, dziadkom.
Jednak to właśnie tytułowe „ciotki” królują w tej króciutkiej książce. Było ich osiem. Każda z nich była inna i wniosła coś do życia Drzewieckiej. Każdą z nich autorka, zapamiętała na swój sposób i tak je przedstawiła. Czytając książkę, dowiadujemy się wiele nie tylko na temat członków rodziny pisarki, ale i o niej samej.
„Ciotki” Anny Drzewieckiej to niezwykle ciepła, rodzinna książka. Czytając ją przeniosłam się z powrotem do okresu beztroskiego dzieciństwa i do wspomnień dotyczących moich własnych ciotek. Wróciły do mnie piękne chwile, które są bezcenne i tkwią w moim sercu i pamięci. Jestem szczęśliwa, że miałam okazję przeczytać tak cudowną historię, która pozwoliła oderwać mi się od rzeczywistości i dzięki której znów mogłam poczuć się dzieckiem. Wróciły wspomnienia o miejscach, ludziach, zwierzętach, które przewinęły się przez całe moje dotychczasowe życie.
Przypomniałam sobie smak najlepszych pierogów na świecie, zrobionych przez ciocię Bożenkę, oraz niezwykłe historie o drugiej wojnie światowej i podróżach po świecie, opowiedzianych przez ciocię Zosię. Przypomniałam sobie jaka wesoła i pełna życia była ciocia Krysia, oraz jaka surowa i apodyktyczna była ciocia Bronia. Jedne ciotki odeszły, inne pozostały. Dzięki temu, że miałam i mam ogromną rodzinę, tych ciotek było i jest mnóstwo. Jednak najbardziej ukochane i tak były moje babcie:)
Podsumowując, „Ciotki” to książka, która nie ma zwrotów akcji, zawiłej fabuły, lecz posiada wiele cennych, nostalgicznych historii, przynosi ciepło, radość, smak dzieciństwa. Pozwala się odprężyć, zanurzyć w myślach. Mimo, że książka nie jest wybitnym arcydziełem, to będę do niej wracać z wielką przyjemnością.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
"Sztuka uprawiania róż z kolcami" to powieść o chorobie i samotności młodej kobiety, która stara się żyć normalnie pomimo przeciwności losu. Cały swój wolny czas, myśli i serce oddała różom, aż pewnego dnia, nagle w jej życiu pojawiają się ludzie, którzy nieświadomie pomagają jej otworzyć się na świat. To książka autorstwa amerykańskiej autorki, Margaret Dilloway, która właśnie tym tytułem, debiutuje w gatunku powieści.
Główna bohaterka to Gal. To młoda kobieta, która od dziecka choruje na nerki. Jej stan pogarsza się, choć ona sama ciągle tryska sarkastycznym humorem i w miarę dobrą jak na swoją sytuacje werwą. Gal mieszka sama.
Jest nauczycielką biologii, zawiedzioną na swoich nie rozgarniętych uczniach, oraz wielką pasjonatką róż. To właśnie one pozwalają jej przeżyć każdy dzień, a nawet nadają sens jej życiu. Gal nie tylko uprawia, ale i hoduje oraz tworzy nowe gatunki tych pięknych kwiatów. Chwila, w której może w końcu wyjść z pracy i udać się do swojej ogródkowej szklarni, jest jej ulubioną porą dnia. Oczywiście jak każdy, także i ona, mimo że nigdy się do tego nie przyznaje, czuje się czasami samotna, zmęczona i sfrustrowana. Jej życie nie różniłoby się zbytnio od życia innych samotnych kobiet, gdyby nie dializy, na które udaje się co drugi dzień, oraz ciągłe oczekiwanie na zbawienie - nerkę, która pozwoliłaby jej przeżyć kolejne parę lat.
Gil nie ma dobrych stosunków z siostrą Becky, nie utrzymuje także kontaktów z jej córką Riley. Stroni od nadopiekuńczej matki, jednak ma jedną wierną i oddaną przyjaciółkę, koleżankę ze szkoły Doris. To nauczycielka sztuki, wiecznie zakochana i randkująca fanka lat '50. To ona pomaga Gil w czasie gorszych dni i nie tylko. Jednak monotonie przerywa nagły, niespodziewany przyjazd siostrzenicy. Okazuje się, że Becky bez słowa przysłała swoja córkę do Gal, na czas swojej pracy w Hongkongu. Mimo, że niepewna, Gal coraz bardziej angażuje się w wychowanie Riley i łapie z nią coraz lepszy kontakt. Zaczyna też wychodzić ze swojej skorupy i śmielej dąży do realizacji swych marzeń.
Muszę przyznać, że spodziewałam się bardziej dramatycznej książki, a ta mnie mile zaskoczyła. Było w niej mnóstwo wzruszeń, ale ukrytych, jak na przykład to, w jaki sposób Gil walczy o nerkę z innym pacjentem alkoholikiem, można to zaobserwować będąc przy końcu książki. Na początku nie przepadałam za Gal, jednak z czasem zaczęłam rozumieć jej sarkazm i docinki, brak zaufania do innych.
Nie przypadły mi natomiast do gustu Doris oraz Becky. Mimo, że ta pierwsza jest oddaną przyjaciółką, trochę denerwowała mnie tym, że za mało starała się pomóc Gil "duchowo". Owszem, woziła ją na dializy i odwiedzała, ale nie starała się choćby zachęcać ją do wyjść z domu, otwarcia się na ludzi. Denerwował mnie też jej lekki styl bycia. Natomiast Becky to wyrodna matka i jeszcze gorsza siostra. Książka pokazuje różnych ludzi, wszyscy z czasem się zmieniają, nie będę zdradzać niczego więcej, bo nie chcę psuć wam czytania, jednak mogę powiedzieć, że to na pewno była powieść lekka i przyjemna. Jej tragizm był delikatny i dawkowany po trochę przez całą książkę. To także dobra lekcja o życiu i docenianiu jego wartości, a główną nauką tego tytułu, jest to, że każda róża ma kolce i tak naprawdę to właśnie one nadają jej sens, bo pozwalają docenić pączek. Myślę, że każdy zrozumie to na swój sposób.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
Uwielbiam biografie, szczególnie wybitnych osobowości, lub ludzi wokół których zawsze krążyły legendy. Nie jestem jednak fanką biografii artystów, piosenkarzy, aktorów, którzy wcale nie posiadają wielkiego dorobku, ale piszą, bo to teraz modne.:)
Dlatego też byłam bardzo rozdarta, gdy otworzyłam paczkę od listonosza, w której była biografia Ilony Felicjańskiej - znanej polskiej modelki, konferansjerki i celebrytki. Przede wszystkim dlatego, że z jednej strony znam tą Panią z telewizji i gazet, gdzie jej imię nie jest zbyt dobrze kreowane i kojarzone, z drugiej strony zawsze staram się najpierw czytać a potem oceniać książkę, a ludzi najpierw poznawać bliżej, potem dopiero wyrabiać sobie opinię. Jednak nie ukrywam, że o Ilonie Felicjańskiej wiedziałam tylko tyle, ile wykrzyczały nagłówki zeszłorocznych gazet, a krzyczały o jej braku moralności, zahamowań, niedbałości o dzieci i alkoholizmie. To nie są dobre rekomendacje, dlatego chyba jak każdy, byłam sceptycznie nastawiona do tej celebrytki.
Po lekturze, mam nieco inne, ale równie niejednoznaczne zdanie i znowu jestem rozdarta.Książka jest pisana w formie wywiadu. Jest to rozmowa z dziennikarką Anetą Pondo. Na pewno pytania nie są łatwe. Dziennikarka wypytuje celebrytkę o wszystkie jej sekrety i porusza wszystkie tematy. Żadna publiczna afera nie została pominięta.
Ilona Felicjańska opowiada historie zabawne, wzruszające i kontrowersyjne. Jednak czytając niektóre rozdziały, na przykład poświęcony jej relacji ze znanym fotoreporterem, znienawidzonym przez większość celebrytów, Przemysławem Stoppą, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że modelka strasznie naciąga swoje wypowiedzi, po prostu kłamie. Tłumaczy skandal ze swoimi kontrowersyjnymi zdjęciami tak pokrętnie, że niestety jej nie uwierzyłam. Z drugiej jednak strony, w innych tematach zdarzało się, że jej współczułam. Nie mogę oceniać jej jako człowieka, bo nie wiem jak było w jej życiu naprawdę i jakim ona naprawę jest człowiekiem, jednak udało mi się chociaż dostrzec, że na pewno jest to kobieta, która dużo przeszła i wiele się w życiu nauczyła. Posiada mądrość doświadczeń, którą na pewno widać w jej wypowiedziach, ale nie zmienia to faktu, że nadal nie jestem jej wielką fanką i nie zgadzam się z nią w wielu sprawach.
Mimo wszystko, jak każdą biografię, także i tą warto przeczytać. Jest to taki gatunek książek, który bez względu na nazwisko osoby o której mówi, zawsze wnosi coś nowego, pozwala spojrzeć na życie z innej perspektywy, poznać drugiego człowieka. Biografie zawsze są wartościowe, bo opowiadają o życiu konkretnej osoby, które zawsze jest bezcenne. Polecam ją też osobom, które lubią wdrażać się w świat celebrytów i znać wszystkie najnowsze plotki, a ta książka na pewno ich dostarcza. Trudno jest wystawić ocenę książce o czyimś życiu, myślę, że tego typu tytuły powinno się po prostu czytać obiektywnie i wyrabiać zdanie według swoich kryteriów.
Czy ta recenzja była przydatna?

Hartland

Ocena:
Autor: sosenka
Data:
"Hartland. Pieszo przez Amerykę", to kolejna książka z serii "Orient Express". Uwielbiam ją i zawsze chętnie zasiadam do lektury, a tym razem moja radość była jeszcze większa, bo Ameryką interesuję się od dawna. Moja ciekawość jednak nie dotyczy typowej Ameryki jaką znamy, Nowego Jorku, Hollywood itp. Według mnie piękniejsze są bardziej nieznane regiony, kultura ludzi żyjących z dala od zgiełku miasta, ich tradycje, piękne krajobrazy. Dlatego też "Hartland" od razu mi się spodobało.
Książka jest autorstwa Wolfganga Buschera, który mimo braku doświadczenia i wielu przestróg ze strony znawców pieszych wędrówek, postanowił zaryzykować i udać się w pieszą podróż w głąb jednego z najbardziej różnorodnych krajów. Przemierzył Amerykę, ponad 3500 tys.km, bez żadnego wsparcia, samotnie, bez pojazdu i właściwie prawie za darmo. Korzystał z gościny mieszkańców, docierał w miejsca, która na co dzień nie interesują przeciętnego turysty. Widział wiele i wszystko w bardzo przyjemny i lekki sposób opisał.
Przede wszystkim, Buscher skupił się na "dzikich" zakątkach Ameryki. Przeszedł Missouri, Dakotę, zwiedził Oklahomę i wiele innych miejsc. Właśnie te indiańskie dawniej terytoria, krainy mustangów i westernowe sprawy, interesują mnie najbardziej. Myślę, że ta strona Ameryki jest tak wyjątkowa, bo to właśnie kawałek kultury niedostępnej w żadnym innym miejscu na świecie. Autor wspaniale oddał ich klimat, opisał w cudowny sposób dziką zwierzynę jak wilki, rezerwaty dla Indian, kasyna, religijność mieszkańców Dakoty. W książce wyraźnie czułam Dziki Zachód znany mi z telewizyjnych filmów. Do tego autor ma bardzo przyjemny sposób pisania, który sprawia, że jego relacje brzmią trochę jak powieść,którą bardzo dobrze się czyta. To jedna z książek, które sprawiają, że człowiek jeszcze kilka dni po ich przeczytaniu rozmyśla o fabule, a ja do tej pory marzę o przebyciu trasy jaką pokonał Wolfgang.:)
Nie jest to jednak tylko zbiór przygód Buschera. Dzięki tej lekturze bardzo wzbogaciła się moja wiedza o Ameryce. Autor jest jak dobry nauczyciel historii, który nie tylko uczy na pamięć paru ważnych dat i wydarzeń, ale opowiada o nich bardzo ciekawie i myślę, że to właśnie takie "opowiedziane lekcje" najbardziej wchodzą do głowy. Tu tak było. Momentami byłam zdziwiona, że niektóre fakty, o których słyszałam, a które wydawały mi się nudne, okazały się bardzo ciekawe po wdaniu się w "szczegóły".:)
Jestem też zdziwiona, jak bardzo różnią się od siebie ludzie zamieszkujący jeden kraj, lecz różne stany. Oczywiście znamy szalonych, nowoczesnych Nowojorczyków i wyluzowanych, zawsze uśmiechniętych Kalifornijczyków z seriali i filmów, wszyscy chyba kojarzą też religijnych, bardziej konserwatywnych, staromodnych Teksańczyków, w kapeluszach i kowbojskich koszulach. Zawsze jednak myślałam, że ich różnorodność jest wyolbrzymiona na potrzeby kina, natomiast okazuje się, że w Ameryce każdy stan jest jak inny kraj.
Myślę, że ta książka przypadnie do gustu wszystkim. Jest zabawna, interesująca, wciąga od pierwszej strony i często zadziwia. To prawdziwy obraz Ameryki, takiej jaką jest ona naprawdę. To też samotna wędrówka przez najdziksze zakątki, mnóstwo życiowych nauk i anegdot, opowiadań z życia w podróży człowieka odważnego i utalentowanego. Polecam choćby po to, by nauczyć się czegoś "mimochodem" o historii jednego z najbardziej okupowanych przez turystów krajów.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
"Jak wychować idealnego psa w okresie szczenięcym i później" to już trzecia książka z serii Zaklinacz psów, autorstwa Cesara Millan i Melissy Jo Peltier. Poprzednie dwie pochłonęłam niemal od razu i zastosowałam wiele z rad Cesara, a efekty widoczne w zachowaniu mojego psa są naprawdę duże.:)
Mimo, że mój pies jest już dorosły, bardzo chciałam mieć trzecią część serii, bo jest to część, w której są już zawarte konkretne ćwiczenia i porady dotyczące zachowania psa w domu, na spacerze i podczas zabawy. Poprzednie dwie, były raczej teorią psiego życia.
Jak zwykle Cesar pisze językiem prostym i podaje mnóstwo przykładów na poparcie swoich tez i poglądów. Bardzo mi się to podoba, bo przynajmniej mi, dużo łatwiej jest przyswoić jakąś metodę, gdy mam ją opisaną na konkretnym psie. Książki zaklinacza są zawsze dosyć grube, pisane od serca. Nie ma w nich samej teorii, ale wszystko jest dokładnie wyjaśnione i opisane. Pomijając fakt, że jak poprzednie części, tak i ta jest pięknie wydana i ma mnóstwo zdjęć w środku, jest też najlepszym źródłem wiedzy dla każdego posiadacza psa.
W środku mamy 9 rozdziałów, mówiących o nauce prawidłowej zabawy i spędzania wolnego czasu z psem, nauce dyscypliny i szacunku, podstawowych zasad dobrego zachowania, zapotrzebowania konkretnych ras, ich zwyczaje i natura i wiele innych. Kilka rzeczy pomogło mi zrozumieć mojego psa, na przykład to, że wielki temperament nie jest wcale jego cechą , lecz wrodzoną cechą owczarków niemieckich. Także wiele innych cennych informacji, bardzo mi się przydało i pomogło w paru sprawach, mimo, że mój pies jest dorosły.
Zaklinacz psów jest autorytetem wielu osób i myślę, że niejeden właściciel czworonoga mógłby bardzo skorzystać na jego radach. Ta książka jest do tego idealna. To co podoba mi się najbardziej, to
przejrzystość książek Cesara, ich treść i sposób grupowania informacji. Najpierw mamy treść, ogólne przedstawienie sytuacji i objaśnienia. Następnie autor podaje przykład, który ma nam przybliżyć wszystko "w praktyce", a na koniec praktyczne porady i ćwiczenia, a pod koniec rozdziałów tabelki podsumowujące wszystko czego "nauczyliśmy się" w rozdziale.
Wiem, że nie wszyscy lubią taką tematykę i samego Millana, ale jak zwykle polecam jego książki, bo uważam i nie tylko ja, że są to jedne z lepszych źródeł wiedzy o naszych pupilach, a ta część jest wręcz kluczowa, bo uczy nas opieki nad psem od wieku szczenięcego, kiedy to wszystko właśnie zaczyna się kształtować. Jeśli jednak ktoś tak jak ja, nie miał swojego psa w wieku szczenięcym, może wybrać poszczególne ćwiczenia i praktykować je, a na swoim przykładzie potwierdzam, że i tak zadziałają.:)
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
"Sztuka kreacji marzeń" to ostatnio głośna książka, która bardzo mnie zainteresowała, dlatego ucieszyłam się, gdy dostałam ją od wydawnictwa Illuminatio. Autorem jest Mike Dooley, znany autor wielu bestsellerów właśnie z tematyki psychologicznej.
Przede wszystkim muszę pochwalić wydanie książki. Ma piękny błękitny kolor, duży format i twarda oprawę. Jest bardzo przejrzysta i ładnie wydana w środku.
Jeśli zaś chodzi o treść, również przypadła mi do gustu. Książka ma osiem rozdziałów, w których autor tłumaczy na czym polega branie życia w swoje ręce, przejmowanie kontroli nad swoim życiem i dążenie do szczęścia i spełnienia marzeń. Okazuje się, że wcale nie jest to niewykonalne i takie trudne, wystarczy motywacja, chęci i pragnienie zmian. Autor zawarł kilka ćwiczeń, które wykonywane często i sumiennie, pozwolą rozpocząć ciąg zmian naszego życia. Według niego wina za nasz brak spełnienia na wielu płaszczyznach życia, jest brak wiary w siebie samych, we własne możliwości. To my jesteśmy odpowiedzialni za sukcesy i porażki i tylko my możemy kreować swoje życie, przemieniać porażki w coś pozytywnego.Gdy nauczymy się wyciągać z każdego wydarzenia, nawet pozornie negatywnego, coś dobrego, to z czasem żadne przeciwności nie będą nas załamywać, bo od razu będziemy dostrzegać w nich plusy, nie zważając na minusy. Wejdzie nam to w krew, stanie się nawykiem. Dochodząc w tym do perfekcji sprawimy, że w naszym życiu nie będzie już upadków, oczywiście nie oznacza to, że przestaniemy czuć smutek, złość czy żal, po prostu nie będziemy już rozpamiętywać złe chwile, nasz spadek samopoczucia będzie trwał krótko, szybciej odzyskamy równowagę. To co do tej pory było dla nas tragedią, nagle stanie się łatwe i pomocne w uzyskaniu czegoś lepszego.
Bardzo podoba mi się, że autor pisze bardzo lekko, przyjemnie i potocznie, ale wciąż czuje się jego autorytet, nie spoufala się z czytelnikami, nie stara być na siłę śmieszny, a jednak nawet gdy treść mówi o czymś, co powinno nas denerwować, potrafi w tak zabawny sposób omówić temat że właściwie zgadzałam się ze wszystkim co pisał.
"Sztuka kreacji marzeń" to kompletny program spełniania marzeń. Oczywiście nie wystarczy przeczytać książkę by spełnić swe pragnienia. Jeśli jednak naprawdę się zmotywujemy, a ta książka w tym bardzo pomaga, zbierzemy siły i rzetelnie, sumiennie spróbujemy wykonać ćwiczenia i dostosować się do rad autora, możemy być pewni, że odniesiemy sukces. To co mi podobało się w tej lekturze, to wszelkie dodatki, które uprzyjemniają czytanie i sprawiają, że mimo, że treść mówi o życiu i trudzie spełniania marzeń, ja czułam się jakbym czytała lekką powieść. Jednym z takich dodatków jest notka "wiadomość od wszechświata" zawarta w każdym rozdziale.
Gdybym miała na siłę szukać wad tego tytułu, byłoby i tak bardzo trudno coś znaleźć, jedynie przeszkadzało mi, że na tą ilość stron było jedynie 8 rozdziałów, co powodowało, że nie mogłam zakończyć czytania na konkretnym rozdziale tylko w połowie, w trakcie. Lubię czytając dokańczać rozdziały, a nie przerywać w trakcie. Jednak treść wynagradza wszelkie minusy, tak samo wydanie książki. Nie mogę zdradzać za dużo, bo w takich publikacjach zdradzenie o jednego szczegółu za dużo czasem potrafi zniszczyć cała radość z lektury, a w poradnikach takich jak ten, zdradzenie jakiegoś wątku ze środka może zniszczyć i zaburzyć całą "naukę", dlatego polecam wszystkim, aby samemu zabrać się za tę książkę, bo naprawdę warto.:)
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
"Miłość, Bóg i kuchnia francuska" autorstwa Jamesa F. Twymana, to książka uniwersalna. Nadaje się chyba dla większości osób, ponieważ składa się z kilku gatunków. To powieść, romans, przygoda, obyczajówka, gastronomia i poradnik duchowy w jednym! Połączenie tych gatunków w jednej fabule, wyszło bardzo ciekawie, choć poradnik i kurs gotowania kuchni francuskiej są jakby upchnięte mimochodem, co sprawia, że czytelnik nabywa pewnych cennych umiejętności i przyswaja mądrości życiowe nawet tego nie zauważając. To czyni tę książkę i lekką i mądrą.
James, główny bohater, zostaje porzucony przez Michelle już w pierwszym rozdziale, a właściwie na pierwszej stronie.:) Od tej pory zaczyna się jego wędrówka, samotna choć w otoczeniu ludzi, w poszukiwaniu nawet nie szczęścia, lecz sensu życia. Nie jest to depresyjny bohater, raczej znudzony, zniecierpliwiony. Jego przewodnikiem życiowym, który stara się pomóc mu w tych poszukiwaniach, jest kucharz francuski Robert Dufau. Jego dewiza to prostota, zarówno w życiu, jak i w uczuciach i gotowaniu. Według niego to wystarczy aby być szczęśliwym, wystarczy tylko nauczyć się wcielać ją w każdą sferę życia. I tego właśnie uczy się James. Stara się przyjrzeć sobie, swoim uczuciom, przeszłości i teraźniejszości, życiu i otoczeniu. Wraz z bohaterem, nieświadomie także i czytelnik przygląda się sobie.
Dla mnie kluczowym momentem przemiany Jamesa jest jego rozmowa, w trakcie której uświadamia sobie, że nie jest zdolny do miłości tylko i wyłącznie dlatego, że nie kocha samego siebie. Nie darząc się uczuciem nie można obdarować nim innych. Takich i wielu innych mądrości, ta książka jest pełna.
Oprócz takich wątków, są jednak jeszcze sytuacje zabawne, przyjemne i smaczne.:) W książce opisy dań i samego gotowania, przygotowywania posiłków są bardzo dokładnie opisane. Wiele razy czułam się głodna czytając. Nie jest to typowe, znane francuskie menu, tylko smaczne, proste potrawy.
Autor bardzo przyjemnie i lekko pisze, jego książka jest naprawdę miłą lekturą, skłaniającą do refleksji. Zdecydowanie jest to pozycja na letnie wieczory, choć zaledwie na dwa dni, bo czcionka jest dosyć spora, a i objętość ksiażki nie jest zbyt gruba. Polecam wszystkim osobom chcącym dobrze, relaksująco spędzić czas, nauczyć się czegoś i poczytać coś ciekawego. Ta książka właśnie spełnia wszystkie te wymagania.Jedyne co może nie spodobać się co niektórym osobom, to dosyć długie monologi i rozmowy. Dla mnie w większości były one ciekawe i potrzebne.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
W jednej z bogatych dzielnic w nadmorskiej rezydencji w Miami Beach, doszło do niewiarygodnej zbrodni. Młodzi ludzie w wieku nastu lat urządzili sobie imprezę, która skończyła się późno w nocy. Zmęczeni postanowili odpocząć i położyli się spać. Nie wiedzieli, że to ostatnia noc w ich życiu, bowiem do domu wkradli się mordercy, którzy sprawnymi, wyćwiczonymi ruchami, poderżnęli gardła prawie wszystkim w nim się znajdującym. Z kilkunastu osób, udało się przeżyć tylko czterem, w tym głównej bohaterce Chloe Marin. Napastnicy , którzy dokonali zbrodni, popełnili samobójstwo, zostawiając przy sobie list. Okazało się, że należeli oni do sekty, Kościoła Prawdziwych Ludzi. Pozostali członkowie tej sekty, wraz z jej największymi przedstawicielami, odcięli się twierdząc, że nie mają z tą zbrodnią nic wspólnego, a osoby, które jej dokonały działały na własną rękę i były niespełna rozumu. Po pewnym czasie Kościół prawdziwych Ludzi zawiesił swoją działalność.
Dziesięć lat później Chloe jest już dorosłą kobietą, której udało się otrząsnąć z tej tragedii. Przyjaźni się z Victorią, Jaredem i Bradem, którzy także przeżyli masakrę nastolatków. Razem tworzą zgraną paczkę i zawsze mogą na siebie liczyć. Ważną osobą w życiu głównej bohaterki jest także jej wuj Leo, który pomógł jej się podnieść po traumatycznych przeżyciach i skłonił do rozpoczęcia nowego życiu z podniesioną głową. Czuwa nad nią i jest dla niej jak ojciec.
Chloe z zawodu jest dyplomowaną psycholożką i prowadzi zajęcia terapeutyczne, ale ma także zdolności artystyczne, dzięki którym pomaga policji. Od niedawna pracuje także jako modelka dla Agencji Bryson, do której należy również Victoria. Pewnego dnia znika jedna z podopiecznych agencji, Collen. Wszyscy twierdzą, że dziewczyna uciekła z jakimś bogatym facetem, po to żeby narobić wokół siebie rozgłosu, dzięki któremu zyska na sławie, ale jest też teza, że stało jej się coś strasznego i nie żyje. Marin zaczyna prowadzić śledztwo.
Kolejnym bohaterem jest licencjonowany detektyw Luke Cane, który jest byłym policjantem. Jego także życie nie oszczędziło i również przeżył pewną tragedię, po której zdecydował się odejść z policji. Pewnego dnia zgłaszają się do niego rodzice jednej z modelek pracujących dla agencji Brysona, twierdząc, że ich córka znajduje się w wielkim niebezpieczeństwie, po tym jak zniknęła Collen i że nie mogą się z nią skontaktować. Detektyw postanawia zająć się tajemniczą sprawą zniknięcia modelek i pod kamuflażem projektanta strojów kąpielowych wkracza do agencji, aby rozpocząć śledztwo.
Tam spotyka się z Chloe Marin, której szybko udaje się rozszyfrować prawdziwą tożsamość detektywa i tak zaczyna się ich wspólna przygoda. Razem zaczynają ze sobą współpracować i dojść prawdy, a przy okazji zakochują się w sobie i coraz bardziej do siebie zbliżają. Śledztwo zaczyna przybierać niespodziewane obroty, a życiu modelek, w tym Chloe grozi niebezpieczeństwo. Okazuje się, że sprawa ta ma wiele wspólnego z "masakrą nastolatków" sprzed dziesięciu lat.
"Instynkt mordercy" to książka przy której dobrze się bawiłam. Powieść ta jest połączeniem kryminału i romansu, co zapewnia wspaniałą rozrywkę. Bohaterowi byli ciekawi, akcja zwartka, a opisy sprawiały, że czułam się jakbym była w Miami. Czytając miałam także wrażenie, że oglądam amerykański film:)
Z początku nie byłam zachwycona tą pozycją, bo pierwszy i drugi rozdział nie przypadł mi do gustu i myślałam, że dalej będzie tylko gorzej, ale ku mojemu zaskoczeniu książka nabrała takiego obiegu spraw, że czytałam ją jednym tchem. Bardzo zaciekawił mnie wątek z sektą, który myślę, że jest największą zaletą tej książki. Jest jednak jeden duży minus, który obniżył moją ocenę, autorka ni z tego ni z owego wtrąciła do powieści wątek paranormalny, który według mnie kompletnie nie pasował i zniszczył całą historię. Mogło się obyć bez niego. Myślę, że zabieg ten był spowodowany brakiem pomysłu jak zakończyć śledztwo.
Co do zakończenia, całkowicie nie spodziewałam się, kto okaże się mordercą. To było dla mnie wielkim zaskoczeniem, jak i większość poszlak w książce. Podsumowując książka jest ciekawa, przyjemna i nieprzewidywalna:) Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
Główną bohaterką książki jest Camille Preaker. Młoda kobieta, która niedawno opuściła klinikę psychiatryczną. Z zawodu jest dziennikarką i pracuje w Chicago dla gazety "Daily Post".

Camille nie utrzymuje kontaktów z rodziną i stroni od innych ludzi. Nie ma znajomych, przyjaciół, poza swoim przełożonym i jego żoną. To właśnie od niego dostaje zlecenie napisania dwóch artykułów o morderstwach na dwóch małych dziewczynkach w jej rodzinnym mieście Wind Gap. Obie dziewczynki zostały uduszone i pozbawione uzębienia.

Miejscowa policja nie ma kompletnie żadnego pojęcia, czy w tę sprawę zamieszany jest ktoś tutejszy, czy może ktoś z zewnątrz. Jedynym świadkiem, który widział uprowadzenie jednej z ofiar, jest chłopiec, w którego słowa prawie nikt nie chce uwierzyć. Śledztwem zajmuje się także pewien detektyw, do którego główna bohaterka odkrywa nowe uczucia. Jednak w książce tej nie ma ani odrobinę ckliwego romansu, więc jeżeli ktoś nie lubi gdy taki wątek pojawia się w kryminałach, lub thrillerach, może być spokojny.:)
W celu napisania artykułów, Camille zmuszona jest wrócić w rodzinne strony, do rodzinnego, wielkiego, wspaniałego wiktoriańskiego domu, który kryje wiele tajemnic. Przekraczając jego próg, dziennikarka nawet nie spodziewa się co ją w nim czeka i będzie musiała na nowo skonfrontować się ze swoją przeszłością.

Camille Preaker właściwie nigdy nie miała dobrych relacji ze swoja matką, która jest jedną z ciekawszych postaci w książce. Zarówno to, jak i śmierć młodszej siostry w czasie, gdy dziennikarka wchodziła w okres dojrzewania, znacznie zaważyło na jej psychice.
Kobieta od wielu lat się okalecza, a jej ciało jest całe w bliznach. Każda z blizn jest jakimś słowem, bowiem dziennikarka "pisze" na sobie wyrazy, które odzwierciedlają jej stan psychiczny, nastrój. Na co dzień próbuje zamaskować swoje ciało odpowiednim ubiorem, jednak przez swoje "dzieło" nie jest w stanie normalnie żyć, funkcjonować. Nie pozwala sobie na bliższe kontakty z mężczyznami, nie może założyć rodziny. Pragnie i szuka akceptacji. Jednym z jej nałogów jest również alkohol.
W książce poznajemy także przyrodnią siostrę Camille, Ammę. Z pozoru to grzeczna dziewczynka, rozpieszczana przez rodziców, w rzeczywistości jest potworem, znęcającym się nad rówieśnikami, ale nie tylko. Dziewczyna włóczy się wraz ze swoją "świtą" po mieście, podczas gdy pozostali mieszkańcy miasta chronią swoje dzieci przed mordercą. Amma zadaje się także ze starszym towarzystwem, zażywa narkotyki, wie co to ostra zabawa. Od początku nie ukrywa swojej prawdziwej twarzy przed starszą siostrą, która uważa nastolatkę za przerażającą.

"Ostre przedmioty" to debiutancka powieść Gillian Flynn. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu autorki i jej wyobraźni. Stworzyła niesamowicie intrygujący, mocny, mroczny i tajemniczy thriller psychologiczny, który z każdą stroną wciąga coraz bardziej. Momentami czytając, można poczuć dreszcze przerażenia, jednak nie spowodowane strachem, lecz raczej zachowaniem, postawą bohaterów książki.
Autorce udało się wykreować niezwykle ciekawe postaci, szczerze mówiąc, w głowie się nie mieści, aby móc ot tak sobie je wymyślić. Mam wrażenie, że Flynn musiała sporo dowiedzieć się o chorobach psychicznych, albo miała z nimi kontakt. Wnioskuję to, po tak realistycznych opisach w książce, z jakimi nie udało mi się jeszcze spotkać w innych thrillerach.
Flynn w swojej powieści jest niezwykle wnikliwa, dba o każdy szczegół, detal. Nie pozostawia niedomówień.

Język, którym pisze autorka jest prosty, ale czasami ostry, wulgarny, wręcz odpychający. Nie jest to jednak minusem tej powieści, a wręcz przeciwnie, oddaje jej klimat.
Mimo, że w książce nie ma dynamicznych akcji, gwałtownych jej zwrotów, to śledztwo jakie prowadzi Camille, oraz losy każdego z bohaterów wciągają na tyle, że nie sposób się od niej oderwać.
Podsumowując, książka bardzo mi się podobała, chociaż przyznam, że pierwsze jej rozdziały nieco mnie nużyły. Była inna od thrillerów, które do tej pory czytałam, szczerze mówiąc dla mnie bardziej to była mroczna powieść psychologiczna. W każdym bądź razie jest to naprawdę udany debiut. Z pewnością sięgnę po następne dzieła autorki.

Książkę polecają wielcy pisarze, tacy jak Stephen King i Harlan Coben. O ile z tym pierwszym się całkowicie zgadzam co do opinii na temat książki, to kompletnie nie rozumiem Cobena, który twierdzi, że powieść była zabawna.Czytając ją w ogóle nie było mi do śmiechu, wręcz przeciwnie.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: sosenka
Data:
"Księga kodów podświadomości", to kolejna, druga już część serii pisanej przez Beatę Pawlikowską. Jest ona bardzo znaną w Polsce i lubianą podróżniczką, a swoje przygody i spostrzeżenia opisuje w książkach o podróżach, stylu życia, językach obcych itd.
Bardzo lubię książki podróżnicze Beaty Pawlikowskiej. Są ciekawe i przede wszystkim można się czegoś z nich nauczyć o różnych miejscach na świecie. Jednak "Księga kodów" budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, jest to dobrze napisana książka, prostym językiem, przejrzyście, bez bałaganu. Jednak trochę denerwuje mnie nachalność tego tytułu. Beata Pawlikowska założyła, pewną tezę i usilnie powtarza, że każdy w głębi popełnia pewne konkretne, wypisane w książce błędy, a jeśli zaprzecza, lub nie zgadza się z tą tezą, to tylko potwierdza ten fakt. To trochę denerwuje, bo w poradnikach tego typu, zawsze wytłumaczone jest jakieś zjawisko, podparte przykładami, po to, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie i wyciągnąć z książki jakieś rady pasujące do siebie samego. W książce Beaty tego nie był. Autorka od razu wsadziła wszystkich do jednego worka i uparcie twierdzi, że każda próba niezgodzenia się z czymś, tylko potwierdza, że nie chcemy dopuścić czegoś do swojej świadomości. Byłoby dużo lepiej, gdyby autorka po prostu przedstawiła swój punkt widzenia, opinię i opisała wszystko ze swojego punktu widzenia, zamiast zmuszać czytelnika do bycia identycznym jak autorka. Denerwowało mnie także to, że często w rozdziałach pojawiały się różne wnioski, natomiast nie ma konkretów, które jak pisze Pawlikowska, zostały zawarte w kolejnych częściach. To trochę tak, jakby ta książka była jedynie dodatkiem, natomiast sedno zawarte będzie w kolejnych książkach.
To, czego jednak nie toleruję i co odrzucało mnie od lektury, to przekleństwa, których niestety jest dużo. Autorka niby przeprasza za nie, argumentując iż są to jedynie ekspresyjne dodatki, dla podkreślenia czegoś, jednak dla mnie książka jest źródłem kultury, nie miejscem na takie wyrażenia.
Szczerze mówiąc jestem zaskoczona tą serią. Czytając inne, podróżnicze książki Beaty, widziałam ją całkiem inaczej, natomiast autorka "Księgi kodów" to całkiem inna osoba. Styl pisania i "charakter" widoczny w fabule diametralnie się różnią od innych publikacji autorki. Zdecydowanie wolę czytać o świecie, niż poglądach Pani Pawlikowskiej. Nie twierdzę, że są one głupie, bo Pani Beata jest doświadczoną i inteligentną kobietą, a także utalentowaną autorką, jednak ta seria to jak próba zmuszenia czytelnika do stania się identycznym jak autorka, a według mnie każdy jest inny i nie należy nikogo oceniać swoja miarą.
Jednak nie jest to książka zła, jak zwykle w przypadku autorki, można się dużo od niej nauczyć i przypomnieć o codziennych, banalnych ale ważnych rzeczach. Jak wszystkie jej książki, także i ta ma mnóstwo morałów, a takie lektury zawsze są relaksujące. Czekam na kolejne części serii, ponieważ pierwsza podobała mi się bardziej niż druga, a Pawlikowską bardzo lubię.
Czy ta recenzja była przydatna?