Koszyk 0
Opis:
Słowo pupilla oznaczało w łacinie laleczkę, dziewczynkę, sierotę, osobę nieletnią znajdującą się pod czyjąś kuratelą – a zarazem źrenicę, pierwotnie nazywaną tak z powodu maleńkiego obrazu nas samych („laleczki”), jaki dostrzegamy w oku osoby, na którą patrzymy. Jednak pupa to po łacinie również poczwarka, czyli stadium rozwojowe owadów, któ ... re podlegają przeobrażeniu zupełnemu. W miękko brzmiącym słowie pupilla tkwi już zatem zapowiedź radykalnej metamorfozy. Namysł nad figurą dwudziestowiecznej nimfetki to opowieść o tym szczególnym splocie znaczeń; o zaskakującym aliansie etymologii, entomologii i optyki. W masowej wyobraźni wywrotowa fille fatale pojawia się przede wszystkim dzięki Nabokovowskiej Lolicie, choć nie jest to ani pierwsza, ani ostateczna spośród rozlicznych inkarnacji drapieżnej dziewczynki. Małoletnie kochanki wielokrotnie powracają w minionym stuleciu jako autorki anarchistycznych posunięć, językowej rebelii, estetycznych i filozoficznych wybryków, oszustw i pułapek. Ich historie należy dziś być może przeczytać przede wszystkim jako traktaty optyczne, w bohaterkach dostrzec zaś nie tyle ofiary nadużyć, ile ich sprawczynie. Pupilla to bowiem figura inicjacji, patronująca odbieraniu niewinności – intelektualnej, erotycznej, metafizycznej. Figura paradoksalna: mechanizm jej działania opiera się przecież na udawaniu kogoś, kto sam inicjacji potrzebuje. W tym właśnie tkwi jej siła i na tym między innymi polega groza zapowiadanego przez nią doświadczenia. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz
  • 2015
  • 2
  • 328
  • 163
  • 225
  • 978837453-312-6
  • 9788374533126
  • ZCRTA

Recenzje czytelników

Nie tylko "Lolita".

Ocena:
Autor:
Data:
Fakt, że szczególnie interesują mnie książki o kobietach, jest chyba cechą, że tak powiem, typową. Obraz kobiety gdzieś tam, jej życie w jakichś tam czasach, w warunkach trudniejszych bądź łatwiejszych, dawniej czy współcześnie… Motyw ten jest dość lubiany, nie tylko wśród czytelników, jako że życie żon, matek i córek znanych postaci było często okryte tajemnicą, ale wcale nie mniej ciekawe. Przeglądając zawartość swoich stosów książkowych natknęłam się jednak na jedną ... bardzo specyficzną pozycję, która w dość nietypowy sposób wpasowuje się w zadany motyw, dość jaskrawo się jednak wyróżniając na tle innych tego typu pozycji. Mowa o „Pupilli” Katarzyny Przyłuskiej-Urbanowicz, książce, będącej właściwie pracą doktorską, dotyczącej nie kobiet, a dziewczynek, i ich specyficznej roli: „małoletniej kochanki”, dziecka, które staje się drapieżnikiem, zanim jeszcze stanie się świadome własnej seksualności.

Autorka podejmuje się analizy pięciu przypadków: wedekindowską Lulu, Alice Antoinette de Watteyille, Lucia, młoda akrobatka Dolores, i, ponad wszystko, Lolita, znana z prozy Nabokowa. Nie należy dać się jednak zwieść myśleniu, że książka to tylko analiza tych pięciu postaci i zachwytów bądź oburzenia nad ich losami – te dziewczynki to jedynie pretekst do rozważań o większym rozmachu. Każdy rozdział prezentuje inną postać, a ilości informacji, jaka zostaje podana przy okazji sprawia, że ona sama gdzieś się w tym wszystkim gubi, zatopiona w okolicznościach, konsekwencjach, objawach, twórcach, myślach twórców, relacjach wśród obsady, reakcjach społeczeństwa; na szczęście jednak odnajduje się zawsze w odpowiednim momencie by z mocnym akcentem zakończyć swoją opowieść.
Jest to z jednej strony zabieg bardzo udany, ponieważ przemyca spory ładunek informacji pod pozorem na wpół poetyckiego tekstu, który sam w sobie wydaje się być obszerną dygresją, spowodowaną fascynacją nie tyle samą osobą dramatu, co jej otoczką; z drugiej – bardzo łatwo się w tym zgubić. Więcej: czytelnik nastawiony na informacje dotyczące tylko interesującego go tematu szybko zniechęci się, przytłoczony szczegółami, które wiążą się z omawianą postacią najczęściej w bardzo odległy sposób.

Wspomniałam o poetyckim języku, zastosowanym w książce; to kolejna rzecz, która nie każdemu przypadnie do gustu. Tym, co rzuca się w oczy przy czytaniu jest przede wszystkim bogactwo opisów, z zastosowaniem wyjątkowo rozbudowanego słownictwa, opartego na przenośniach i grach słów, co zdziwiło mnie, jako że spodziewałam się języka raczej sztywnego i konkretnego po publikacji będącej pracą dyplomową, dzięki któremu przeczytam, może z wypiekami na twarzy, rzeczową relację o tym, co autorce udało się wykopać z odmętów kultury. Tymczasem, aby uzyskać taki efekt, trzeba się przebić przez gąszcz zawiłości i dygresji, by dowiedzieć się, że naga prawda wcale nie jest tak oczywista, choć zdecydowanie bywa gorsząca.

Ciągnąć myśl dalej: czy obraz kilkulatki, będącej kochanką o wiele starszego od niej mężczyzny, może nie gorszyć? Pewien bunt i opór wywołuje już sama myśl, a jeśli dodamy do tego kreację tych dzieci na drapieżne istoty, które na wpół świadomie może dążą do tego, by zwodzić i uwodzić, natrafimy na kolejną przeszkodę. Nie każdy to przełknie; zaryzykuję stwierdzenie, że trzeba pewnej specyficznej otwartości, by móc myśleć w tej kategorii nie jako o gwałcie popełnianym na świętej niewinności, a jako o sztuce, czy nawet odległym, choć fascynującym zjawisku. Mnie niestety tego brakuje, a opowieść o każdej z bohaterek traktuję bardziej jako relację z miejsca popełnienia przestępstwa niż piękny i tajemniczy obraz. Dopełnieniem tego są ilustracje: zdjęcia, obrazy, rysunki… część z nich jest tylko lekko sugestywna, przekaz zawierając w ułożeniu ciała, natomiast część wprost przedstawia postacie w negliżu; bardzo interesującą, choć nadal wywołującą podświadomy sprzeciw, częścią tej strony książki były zdjęcia Sally Mann, przedstawiające jej córki ucharakteryzowane i pozujące w rolach dorosłych. W tym miejscu łatwo było zauważyć pewne niepokojące piękno dziecięcych twarzy o zbyt dojrzałym spojrzeniu – ale w „Pupilli” nie pokazano nawet połowy tego, co pani Mann udało się stworzyć.

Książkę pani Przyłuskiej-Urbanowicz zdecydowanie można nazwać solidnym kompendium wiedzy na zadany temat, wiedzy podanej w sposób specyficzny, ale interesujący, nierówny: raz łagodny, to znowu zahaczający o wulgarność. Porusza wiele tematów, i już choćby z tej przyczyny może znaleźć wielu sympatyków; przeplatając feministyczne motywy z treścią brzmiącą jak rzucone niemal wprost oskarżenie o celowe zwodzenie męskiej nacji na złą drogę przez bardzo małoletnie przecież dziewczynki brzmi momentami jak trudny i pełen zwrotów akcji dialog; porównania entomologiczne dodają jej posmaku naukowej rozprawy, w opozycji do której stoi użyte w tekście słownictwo. Powtórzę: „Pupilla”, mimo że jest książką niesamowicie intrygującą i świetnie napisaną, nie każdemu przypadnie do gustu, nie każdemu uda się też nie zniechęcić się po kilku początkowych stronach. Niemniej jednak warto ją znać, tak jak dobrze jest mieć rozeznacie w poruszanym przez nią temacie, który coraz mniej jednoznacznie jest traktowany przez społeczeństwo… i cenzurę.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.