Sierociniec pełen nadziei
Sylwia Kubik
Książka
| Wydawnictwo: | Filia |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 336 |
| Rok wydania: | 2026 |
Kup w zestawie
O książce Sierociniec pełen nadziei
W świecie ogarniętym wojną, głodem i strachem dwoje dzieci trafia do sierocińca prowadzonego przez zakonnice. Za murami starego budynku próbują odnaleźć namiastkę bezpieczeństwa, ciepła i normalnego życia, choć codzienność wciąż naznaczona jest utratą, tęsknotą i widmem śmierci. „Sierociniec pełen nadziei” to poruszająca opowieść o dzieciach, które zbyt wcześnie musiały dorosnąć, i o nadziei, która niekiedy zawodzi.Podobne do Sierociniec pełen nadziei
Inne książki Sylwia Kubik
Szczegółowe informacje na temat książki Sierociniec pełen nadziei
| Wydawnictwo: | Filia |
| EAN: | 9788384415450 |
| Autor: | Sylwia Kubik |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 336 |
| Rok wydania: | 2026 |
| Data premiery: | 2026-08-26 |
| Podmiot odpowiedzialny: | Grupa Wydawnicza Filia Sp. z o.o Kleeberga 2 61-615 Poznań PL e-mail: [email protected] |
Oceny i recenzje książki Sierociniec pełen nadziei
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Jest coś w książkach o wojnie widzianej oczami dzieci, co rozrywa serce na strzępy. „Sierociniec pełen nadziei” Sylwii Kubik to właśnie taka historia – bolesna, prawdziwa i zostająca z czytelnikiem na długo. To opowieść, która wstrząsa i otwiera oczy, a do tego została oparta na prawdziwych wydarzeniach. Akcja toczy się w świecie ogarniętym wojną, głodem i strachem. Poznajemy Cecylię i Czesia, rodzeństwo, które po śmierci matki trafia do sierocińca prowadzonego przez zakonnice. Za murami starego budynku próbują odnaleźć namiastkę bezpieczeństwa i normalności, choć codzienność naznaczona jest tęsknotą i widmem śmierci. To poruszająca opowieść o dzieciach, które zbyt wcześnie musiały dorosnąć. Największą siłą powieści są bohaterowie z mocno zarysowanymi portretami psychicznymi. Dziecięca psychika pod wpływem traumy zmienia się tu na naszych oczach – strach przechodzi w odwagę i odpowiedzialność za drugiego człowieka. Autorka nie pozostawia jednak w tle sióstr zakonnych, które także muszą dokonywać własnych, dramatycznych wyborów. To nie jest łatwa lektura. Momentami naprawdę boli. Sylwia Kubik unika jednak nadmiernego patosu, pokazując autentyczne emocje i rzeczywistość taką, jaka była. Mimo ciężaru tematu, gdzieś w tej ciemnej otchłani tli się tytułowa nadzieja – czasem krucha, ale pozwalająca znaleźć siłę, by przetrwać. Książkę polecam każdemu, kto szuka głębokich, poruszających historii o sile ludzkiego ducha. To lektura dla osób, które nie boją się trudnych tematów i chcą przeżyć coś naprawdę wyjątkowego. Jeśli lubicie wzruszające opowieści, które zostają w sercu na długo – to jest pozycja dla Was. Moja ocena: 10/10 BRUNETTE BOOKS
Cecylka i jej brat Czesio są jednymi z wielu ofiar wojny. Jeszcze żyją. Ich tata zaraz na początku wojny został wezwany do walk. Nadal nie powrócił. Mama robi co się da aby zapewnić dzieciom chociaż jeden posiłek dziennie. Ale nadchodzi dzień gdy rodzeństwo zostaje skazane na siebie. Są zbyt mali by przeżyć w zamkniętym mieście, gdzie nie dociera pomoc i dostawy jedzenia. Jedna z niewielu dobrych kobiet zabiera je do siebie. Ale i ona nie może zostawić dzieci. Tym sposobem trafiają do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Tam pewny jest jedynie dach nad głową. Reszta? Reszta jest jedną niewiadomą. Dzieci muszą szybko dorosnąć, a nadzieja na lepsze jutro zaczyna powoli gasnąć. Dzieci. Najbardziej niewinne ofiary bezsensownych wojen dorosłych. Od zawsze. Kto by się przejmował ich losem? Po co? I tak nie są do niczego potrzebne. Nie pomogą. Nie pójdą walczyć. Trzeba je tylko karmić, pilnować, zajmować, opiekować... Wojna nie patrzy na nikogo, a co za tym idzie człowiek na patrzy na człowieka. Dba o siebie, czasem swoich bliskich. Innych mija byleby tylko nie przysporzyć sobie kolejnego kłopotu. To kolejna z książek Pani Sylwii, która bardzo boli. Zwłaszcza rodziców patrzących na swoje pociechy i wyobrażając sobie te straszne sceny z przeszłości. W powieści ciągle krąży nadzieja, ale z rozdziału na rozdział coraz bardziej zanika. Świat przedstawiony jest pełen niepokoju, trosk, chorób, poczucia niemocy i głodu. Ten wygląda z każdej strony. Chociaż to historia, której akcja toczy się podczas Pierwszej Wojny Światowej, losy bohaterów można by było umieścić i w tej kolejnej. Ludzie nie umieją uczyć się na błędach i nieustannie największymi ofiarami każdej wojny są dzieci. Polecam.
, KTO MI DAŁ ZGODĘ NA TO, ŻEBY KSIĄŻKA O SIEROCIŃCU TAK MNIE PRZECZOŁGAŁA?! Sięgnęłam po nią z myślą, że poznam kolejną historię osadzoną w trudnych czasach. Dostałam jednak coś znacznie bardziej osobistego. Taką książkę, przy której kilka razy łapałam się na tym, że przestaję być tylko czytelnikiem i zaczynam przeżywać losy bohaterów po swojemu. Czytałam ją na przemian ze słuchaniem audiobooka i ten duet sprawdził się u mnie świetnie. A ja? Siedziałam, słuchałam, czytałam i coraz częściej miałam w głowie jedno: „Pani Sylwio, naprawdę musiałaś mi to zrobić?” Oczywiście, że to wydźwięk tylko pozytywny. Autorkę ogromnie cenie i szanuję, bo już miałam przyjemność czytać jej książki. Dzisiejsza recenzja dotyczy książki „Sierociniec pełen nadziei” autorstwa Sylwii Kubik. Mamy rok 1915. Wojna i już na dzień dobry wiadomo, że nie będzie lukru, brokatu ani jednorożców galopujących po tęczy. Poznajemy Marię oraz jej dzieci, Cecylię i Czesia. Maria próbuje zapewnić dzieciom choć odrobinę bezpieczeństwa, ale wojna ma własne plany. Choroba, bombardowanie, utrata domu i nagle dzieci trafiają do sierocińca prowadzonego przez zakonnice. Przyznam szczerze, że najbardziej weszły mi pod skórę właśnie dzieci. Nie dlatego, że autorka zrobiła z nich jakieś papierowe, idealne postacie, wręcz przeciwnie to dzieci, które chcą mieć obok siebie mamę, chcą czuć się bezpiecznie i po prostu chcą normalnie żyć, a świat funduje im rzeczy, których żadne dziecko nie powinno oglądać ani rozumieć. Jako mama chyba nie potrafiłam czytać tego całkowicie „na chłodno”. Przy Marii automatycznie włączało mi się myślenie: „A gdyby to było moje dziecko?” i wtedy historia przestawała być tylko historią z 1915 roku. Robiła się niepokojąco bliska, bo przecież każda matka chce jednego, a mianowicie żeby jej dziecko było bezpieczne. Możemy mieć różne charaktery, różne życie i różne problemy, ale ten instynkt jest chyba jednym z najbardziej podstawowych, jakie mamy. Właśnie dlatego Maria została ze mną na dłużej. Patrzyłam na nią nie tylko jak na bohaterkę powieści, ale jak na kobietę, która próbuje zrobić wszystko, co może, kiedy rzeczywistość konsekwentnie zabiera jej kolejne możliwości. Nie ma magicznego rozwiązania. Nie ma przycisku „cofnij”. Jest tylko kolejny dzień i pytanie jak go przetrwać. Powiem Wam szczerze, że miałam ochotę wejść do tej książki, złapać Marię za rękę i powiedzieć: „Dobra. Teraz ja się tym zajmę”. Oczywiście rzeczywistość szybko przypominała mi, że nie mam żadnej możliwości wejścia do fikcyjnego świata, więc pozostawało mi siedzieć z książką i przeżywać wszystko razem z bohaterami. Może kiedyś wymyślą coś takiego, że będzie można uczestniczyć w historii, którą obecnie będziemy czytać? Fiu, Fiu. Bardzo mocno działała na mnie również sama perspektywa wojny. Autorka pokazuje przede wszystkim to, co dzieje się z ludźmi, z rodziną, dziećmi czy codziennością. Czytając tę książkę, kilka razy pomyślałam: kurczę jak łatwo przyzwyczajamy się do tego, co mamy. Mam dach nad głową, jedzenie, możliwość pójścia do sklepu, kupienia czegoś, czego akurat potrzebuję, zaparzenia kawy. Czytam o ludziach, dla których podstawowe rzeczy stają się marzeniem. Mój wewnętrzny dział reklamacji mówi: „Proszę pani, reklamacja na narzekanie została odrzucona. Proszę docenić to, co pani ma.” I wiecie co? Chyba rzeczywiście warto. Nie w jakimś przesłodzonym stylu „kochaj życie, a wszechświat wynagrodzi Ci wszystko”, tylko zwyczajnie tak po ludzku doceniać, zauważać, pomagać, nie przechodzić obojętnie, bo „Sierociniec pełen nadziei” bardzo mocno przypomina mi również o tym, że nie wiemy, z czym drugi człowiek przychodzi do nas każdego dnia. Może się uśmiechać, może żartować, może wyglądać, jakby wszystko było w porządku, a w środku może właśnie walczyć o przetrwanie własnego świata. Nie potrafię powiedzieć tak po prostu: „to dobra książka”. Człowiek chciał sobie poczytać i posłuchać audiobooka, a dostał jeszcze mały remont własnego myślenia. Polecam całym sercem. Czekam na wasze wrażenia