Koszyk 0
Opis:
Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, Dirk''t Larien przekonuje się, że świat Worlorn, chluba światów zewnętrznych, bardzo się zmienił i jest teraz umierającą planetą. Worlorn podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych otchłani. Dumni Kavalarowie władają swym światem zgodnie z opartym na przemocy kodeksem. Jednak ich brutalna cywilizacja zaczyna chylić się ku upadkowi… „ ... Fascynujący opis obcych światów i kultur oraz klimat mrocznego westernu przeniesionego w galaktyczne przestrzenie sprawiają, iż Martin trwale zapisał się wśród najlepszych dokonań space opery”. Roger Zelazny Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • George R.R. Martin
  • 2013
  • 2
  • 394
  • 9788377851876
  • 9788377851876
  • ZB6Z1

Recenzje czytelników

Debiut nie taki oczywisty

Ocena:
Autor:
Data:
George R. R. Martin jest obecnie twórcą drugiej – tuż po "Władcy Pierścieni" – najbardziej rozpoznawalnej sagi fantasy na świecie (co w znacznej mierze zawdzięcza serialowi). Nie od razu jednak Westeros zbudowano – pierwszy tom "Pieśni lodu i ognia", "Grę o tron", wydano niemalże dwie dekady po powieściowym debiucie twórcy (warto wspomnieć, że w gatunki inne niż fantastyka naukowa poszedł dopiero po odniesieniu sukcesów za sprawą tych pierwszych). " ... Światło się mroczy", wspomniany powyżej debiut, można podsumować znanym przysłowiem: nie wszystko złoto, co się świeci.

Historia rozgrywa się na Worlomie – planecie niegdyś szczycącej się mianem centrum wszechświata, obecnie umierającej i podróżującej przez bezkres kosmicznej próżni. Jej mieszkańcy uciekają niczym szczury z tonącego okrętu, a dawna chluba cywilizacji skazana jest na pogrążenie się w zapomnieniu. Głównym bohaterem opowieści jest Dirk t’Larier, dawny przyjaciel pięknej Gwen, wezwany przez nią w okresie ostatnich podrygów brutalnej cywilizacji Kaavalan.

"Światło się mroczy" to podręcznikowa space opera – mniej lub bardziej romantyczna przygoda gdzieś daleko w kosmosie. Wydawać by się mogło, że pójdzie za tym także dynamiczna opowieść, która co rusz zaskakiwać będzie nagłymi zwrotami akcji. Nic bardziej mylnego – pierwsze kilkadziesiąt stron to raczej żmudne i, nie ma co ukrywać, nudne wprowadzanie czytelnika w realia, a także tworzenie zarysu relacji między Gwen a Dirkiem. Kolejne epizody wcale nie przynoszą poprawy, bo wręcz ociekają tym, co Martin zdołał w swoim warsztacie poprawić dużo później (co widać zresztą po "Pieśni…" i postaci Tyriona Lannistera – dowodzie na to, że da się filozofować i nie robić tego w męczący sposób).

Filozofia – to największa bolączka "Światło się mroczy". Nie ma nic gorszego niż puste frazesy, monologi prowadzące donikąd i systemy wartości w praktyce okazujące się budulcem trwałym jak piach. Wyraźnie widać w tym aspekcie próbę uwiarygodnienia bohaterów, nadania im głębi i ostrzejszych rysów – finalny efekt jest jednak zupełnie przeciwny, a całokształt przypomina "Romea i Julię" w wersji futurystycznej, z której sączą się nudny romantyzm i marny patos.

Obok próby zbudowania wiarygodnych postaci Martin podjął się także kreacji sięgającej dalej, poza najważniejsze wydarzenia w opowieści. Niestety, ale i tutaj efekt jest kiepski – usiłowania pokazania czytelnikowi przestrzeni otaczającej Worlom i zaznaczenie, że to tylko drobny punkt na mapie wszechświata, zostały zrealizowana fatalnie, głównie ze względu na nieumiejętność uporządkowania tych informacji i odpowiedniego ich rozłożenia w czasie. Inaczej mówiąc: za dużo i zbyt chaotycznie. Wraz z rozwojem fabuły coraz trudniej przychodzi kreacja obrazu uniwersum w takim tempie, jakiego wymaga pisarz. Chociaż trzeba oddać autorowi sprawiedliwość – o ile nie potrafił poradzić sobie z uporządkowaniem przestrzeni kosmicznej, o tyle naprawdę dobrze zdołał oddać realia upadającej cywilizacji oraz toczącej ją moralnej zgnilizny.

"Światło..." ulatuje z pamięci wyjątkowo szybko, po kilku dniach trudno sobie przypomnieć, z czym miało się do czynienia. Co więcej, kontakt z powieściowym debiutem Martina może być szokiem dla osób znających jego twórczość jedynie z "Pieśni lodu i ognia" – przepaść dziewiętnastu lat między cyklem a recenzowaną książką jest w tym wypadku kluczowa. Recenzowane dzieło jest zbyt chaotyczne, a próby uratowania go za pomocą patosu i filozofii zakończyły się fiaskiem (a nawet wyrządziły więcej szkody niż pożytku). To pozycja, którą można ze spokojnym sumieniem wykreślić z planów czytelniczych – ów trup nie zasługuje na ekshumację w świadomości odbiorców.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Bardzo inny Martin

Ocena:
Autor:
Data:
Kto nie zna tego pana? Nie widać rąk podniesionych nieśmiało do góry. Po „Grze o tron” George R.R. Martin jest jednym z bardziej poczytnych i znanych autorów na świecie i myślę, że to stwierdzenie nie jest przesadą. Często sięgam przy tak sławnych autorach po wcześniejsze książki. Jest to metoda, która pomaga mi zaobserwować, jak bardzo rozwinęli się w swojej pisarskiej karierze. Gdy zatem w moje łapki wpadło „Światło się mroczy”, byłam trochę zaniepokojona ... gdyż fanką science-fiction nigdy nie byłam, ale… musiałam zapoznać się ze środkiem.

Martin urodził się trzy lata po zakończeniu II wojny światowej w stanie New Jersey, w Bayonne. Jest twórcą science-fiction oraz fantasy – zarówno opowiadań, jak i powieści. Niewątpliwie największą sławę przyniosła mu „Pieśń Lodu i Ognia”, którą zekranizowano dla kanału HBO. Martin jest wielokrotnym zdobywcą nagród Nebula, Hugo oraz wielu innych (np. World Fantasy Award). Znany jest ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi i… dość sadystycznego męczenia swoich bohaterów, a także czytelników.

Dirk t’Larien nigdy nie zapomina o złożonych obietnicach. Gdy jego dawna miłość, Gwen, wzywa go, przybywa jej na ratunek. Tym sposobem trafia na Worlorn – planetę, która niegdyś była chlubą światów zewnętrznych, a aktualnie jej populacja znacznie się zmniejszyła i umiera. Dirk z pewnością nie spodziewał się spotkać ukochanej w takim otoczeniu, a tym bardziej poznać jej obstawy w postaci dumnych Kavalarów. Ten lud bowiem nie unika przemocy, a swój kodeks traktują niezwykle poważnie – ale o tym t’Larien przekona się już wkrótce…

Naprawdę lubię światy, które są zbudowane od podstaw – mają one zasady, religię, kulturę, a nawet język. Widzę wtedy, iż autor zdecydowanie postawił na bycie kreatorem, nic go nie krępuje – daje upust swej fantazji. Dodatkową zaletą jest to, gdy taki świat jest uporządkowany i podany w przystępnej, zrozumiałej dla czytelnika formie. Nie będę ukrywać, że początek lektury „Światło się mroczy” z tego względu wypadał nadzwyczajnie słabo.

Martin miał dość konkretny pomysł fabularny – głównie skupił się na ukazaniu rzeczywistości, w której żyją bohaterowie, a także ich zwyczajach. Niestety, zarzucił tym samym odbiorcę powieści wieloma informacjami. To natężenie sprawiło, że ciężko było mi zrozumieć, gdzie znajduje się główny wątek, kto jest kim w historii, a także… o co temu autorowi chodzi? To uczucie dezorientacji utrzymało się przez kilka pierwszych rozdziałów, przy których z uporem maniaka sprawdzałam w dołączonym słowniczku nieznane mi pojęcia, a także analizowałam fakty.

Chociaż początkowo nie byłam zachwycona ilością tworów kulturowych autora, których wydawało się zdecydowanie za dużo, jak na jedną powieść, nie mogę odebrać Martinowi ukłonu za naprawdę świetny obraz kultury. Nacja, którą stworzył – Kavalarowie – była niezwykle dopracowana, a ich zwyczaje całkowicie pochłaniają. Ich prawa były surowe i brutalne, jednak odnosiły się do dumnej historii – to była prawdziwa przyjemność czytać o czymś tak realistycznym.

Język Martina był bardzo szczegółowy – pisał dosłownie z dość metaforycznym zacięciem, jeśli chodzi o opisy przyrody, czy też otoczenia. Jego świat był niezwykle barwny i pełny. Dzięki sumienności autora otrzymaliśmy bardzo interesujący portret wyimaginowanej kultury, co mnie szczególnie urzekło.

Postacie „Światło się mroczy” intrygują – autor zrywa ze schematami i – podobnie jak w „Pieśni Lodu i Ognia” – nie waha się przy kontrowersyjnych rozwiązaniach. Jego bohaterowie nigdy nie są krystalicznie czyści, zawsze mają jakieś wady, które irytują czytelnika. Nie postępują słusznie – często wręcz wydaje się, iż buntują się przeciw nakazom bycia idealnym herosem. Mimo tego właśnie to w nich można pokochać – są po prostu inni.

Martin zaskoczył mnie w „Światło się mroczy”. Nie jest to powieść pełna akcji, jak mogłam się spodziewać – wręcz przeciwnie – płynie ona dość wolno i spokojnie, by przyspieszyć w kulminacyjnym momencie. Rozwiązania autora są nieoczekiwane, podobnie jak sama fabuła. Z pewnością ta historia najbardziej urzekła mnie dzięki dobrej kreacji tradycji i kultury oraz postaci. Jest to powieść nie tylko dla miłośników autora, ale także dla ciekawskich, którzy chcą się dowiedzieć – jak ten słynny George R.R. Martin zaczynał i czy faktycznie warto go czytać?


„Prześlij mi to wspomnienie, a przybędę, nie zadając pytań.”


Pozdrawiam
/ludzka-sokowirowka.blogspot.com/
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.