Koszyk 0
Opis:
"Psia kupa okryta jest złą sławą! Trochę słusznie, bo bardzo nieprzyjemnie jest wdepnąć w taką kupę na chodniku. A trochę niesłusznie, bo okazuje się jednak, że kupa jest potrzebna, i to bardzo. Bez niej nie kwitłyby tak pięknie mniszki lekarskie pospolicie zwane mleczami! Polecam tę książeczkę, bo jest ona głęboko ekologiczna i pokazuje, że w przyrodzie potrzebne są nie tylko piękne rzeczy, ale też te, które uważamy za obrzydliwe. A ja przy okazji dowiedziałem się ... dlaczego w naszym ogrodzie mamy tyle kwitnących mniszków!" Adam Wajrak. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Kwon Jeong-Saeng
  • 2012
  • 34
  • 250
  • 240
  • 978-83-932534-3-2
  • 9788393253432
  • ZAOAD

Recenzje czytelników

O tym, że psi bobek nie gryzie /Psia kupa - Kwon Jeong-saeng/

Ocena:
Autor:
Data:
http://alicyawkrainieslow2.blogspot.com/2014/06/o-tym-ze-psi-bobek-nie-gryzie-psia-kupa.html

Przedstawię wam bajkę, bajkę o stolcu, czyli kupie, gównie, odchodach, fekaliach, ekskrementach, łajnie, gnoju, bobku, kale, klocku, mierzwie. Nie, to żaden makabryczny żart – to książka dla dzieci. O dziwo, całkiem mądra książka. Można by powiedzieć, że Kwiaty Orientu zafundowały czytelnikom naprawdę ciekawego kwiatuszka do kolekcji, który zmusi ich do wyjścia z pewnych sztywnych ram myślenia ... Dzieci w przeciwieństwie do dorosłych nie boją się granic. Nie mają też oporów w ich przekraczaniu.

Gabarytowo, zdobyta książka, ni jak nie mieściła mi się w torebce, więc taszczyłam ją pod pachą, narażając się na zdziwione spojrzenia. Inni towarzysze współniedoli autobusowej, której nie trzeba wyjaśniać tym, którzy latem podróżują tym środkiem transportu, spoglądali na moją zdobycz z pogardą. Nie dość, że KUPA wyraźnie widoczna w tytule, to na okładce rysunek bezwstydnie WYPRÓŻNIAJĄCEGO się psa? Polska, cokolwiek by nie mówić, nazbyt tolerancyjnym krajem nie jest. Mam nadzieję, że fascynacja wyrażająca się nerwowym chichotem, kogokolwiek sprowokowała do szukania informacji o tej pozycji i pozwoliła zrozumieć, dlaczego ktoś wydał coś o takim tytule i z takim obrazkiem na okładce.

Mały piesek zrobił małą kupkę. Ta trafia na świat, który początkowo jest jej piekłem. Samotna, zdruzgotana, opuszczona i pogardzana przez wszystkich wydzielina wiedzie samotną egzystencję. Do czasu aż nie kiełkuje obok niej mlecz, który obiecuje zakwitnąć tak pięknie jak gwiazdy, jeśli stanie się jego nawozem. Kupa przenika do samego pączka i zakwita. Wspólnie z rośliną, deszczem, glebą staje się pięknym kwiatkiem, cieszącym oczy i nos.


Oprócz kupy i mlecza mamy w bajce jeszcze innych bohaterów, a właściwie antybohaterów. Jest okrutny ptak, pierwsza istota z którą kupa ma styczność: istota pełna uprzedzeń i wrogości. Jej podejście kreuje sposób myślenia o sobie naszej kupy, niestety nie jest on pozytywny. Jest kura i jej pisklęta. Kwoka jest przykładem tego, jak wychowuje się nowe pokolenie, zarażając je swoimi własnymi uprzedzeniami. Nie przekaże swoim dzieciom otwartości na inność i nie nauczy ich doceniania każdego elementu otaczającej rzeczywistości , chociażby ze względu na to, że został po coś stworzony. Jest też grudka ziemi, która wcale nie czuje się lepiej niż psi bobek, ale z poczucia winy, która ją zżera, wyżywa się na nim. Z czasem jest jej przykro, że tak się zachowała, próbuje poznać naszego bohatera, rozmawia z nim i opowiada swoją historię. Zmieniając się i swoje podejście rehabilituje się. Dlatego cieszymy się, że zostaje jej przywrócone należne miejsce w świecie.

Bajka o psim ekskremencie, jak szybko zauważamy, nie jest pozbawiona elementu okrucieństwa (ale czyż nie takie właśnie jest życie?). Wyobraźmy sobie, że jesteśmy czującą, wrażliwą istotą i pierwsza osoba jaką w życiu widzimy, na nasz widok krzyczy: To kupa! Kupa! A fuj, brudne…nieprzyzwoite… Przykre, prawda? Nie wiem, jak Wam, ale mnie roślinka i jej żądania wydały się przerażające. Zdaje się ona być pozbawiona uczuć i emocji! Beznamiętnie ogłasza, czego potrzebuje i to dostaje: - Potrzebuję nawozu. Musisz stać się moim nawozem. (…)Musisz się całkowicie rozpuścić i przeniknąć w głąb mnie.
Piękna alegoria, wyszukany symbol ale…włącza się mój czepialski zmysł. Czy jesteśmy odtrącani przez wszystkich, to czy gdy ktoś z nami rozmawia, nie dajemy mu się łatwo wykorzystać? Więc mlecz to: przyjaciel, mentor, czy sprawny manipulator? W tej konkretnej bajce nie o to jednak chodzi, tutaj to przede wszystkim PRZYSZŁOŚĆ.


Treść bajki nie jest istotna. Bo byłaby to po prostu gówniana historyjka o kupie. Ważne jest to, co zawarło się pomiędzy kolejnymi literami, słowami, wersami. Kolejne sensy nachodzą na siebie i się uzupełniają, odkrywając mnogość interpretacji. O sile tej bajki świadczą przede wszystkim pytania, które dzięki niej sobie zadajemy.
Psia kupa, to gorzka prawda o nas: jesteśmy szybcy i powierzchowni w osądach, zapalaniu się w swoich uprzedzeniach. Oceniamy kierując się dziwnie przyjętą estetyką, która i tak zmienia się z pokolenia na pokolenie. Nie zważamy jak to, co myślimy i mówimy jest krzywdzące dla innych. Dobitnie przypomina nam więc, że każda żywa istota chodzi z kupą w sobie i że sami nie jesteśmy takimi, jakimi chcemy się widzieć, chowamy się za fałszywymi wyobrażeniami. A jesteśmy taką samą częścią świata, jak mała, smutna kupa.
To także historia o pozorach, które tak kochamy. O tym, jak coś co było „brzydkie”, po tym, gdy odnajduje w życiu cel, przechodzi metamorfozę i staje się piękne. Zachwycając się, nie dostrzegamy, że nadal pozostaje po części tą samą psią kupą, tą, której nie chcieliśmy znać ani lubić.
Ważkim problemem jest zrozumienie złożoności świata: jeden jego element nie istnieje bez drugiego. Tak samo ogół nie istnieje bez ja, ani ja bez ogółu, dzięki któremu docieramy do samych siebie itd.
Historia kupy, to przede wszystkim historia każdego z nas, prawda o szukaniu sensu życia. Wszystko na świecie ma swoje miejsce i swój cel. Z tego rodzi się pytanie: czy mogę być w życiu tym kim chcę, znaleźć swój unikatowy cel, czy mogę być tylko tym, do czego zostałam stworzona? A może zostałam stworzona do tego, by być kim chcę? I szczęściem jest odkrycie tego właśnie celu?


Głębokie, ekologiczne przesłanie bajki nakłania do zwrotu ku temu, co naturalne. Naturalny nawóz jest najzdrowszy i obecny od zawsze (A może skup kup?). Musimy przypomnieć sobie, lub na nowo uświadomić, że kupa jest obecna w pięknym kwiatku, który wąchamy, w smacznych owocach/warzywach, które z przyjemnością spożywamy. A ogarnia nas przecież sztuczność, sami zabijamy, to co naturalne, niedoskonałe, goniąc za wydumanym ideałem. Zapominamy, że świat jest różnorodny i dzięki tej różnorodności żyjemy, a sztampowy ideał jest miałki, jałowy i bez życia. W naszym świecie, ogórków i pomidorów równej miary (ale za to bez smaku), nawet mleczowi grozi niebezpieczeństwo. Nie pasuje on przecież do równo przystrzyżonych trawników… to zwykły chwast. Kto jednak dał nam prawo i wyznaczył kryteria do tej oceny?
Czy ekologiczne PSIEsłanie do mnie trafia? Rozumiem konieczność istnienia i ekologiczną korzyść, jednak psich kup na trawnikach i chodnikach jest moim zdaniem zbyt wiele, aby nagle przestały być palącym problemem (np. zagrożenie epidemiologiczne). Za duża ilość czworonogów przypada na zbyt małe skwerki, a to już efekt złego zarzadzania zielenią w miastach, i większych i mniejszych. Ze względu na to, że jest jej coraz mniej, o prawa do niej toczą się zacięte batalie: spacerowicze, piknikowicze kontra psie kupy. Naturalnych łąk pełnych mleczy, koniczyn i podobnych roślin jest również coraz mniej. Warto zastanowić się nad wszechobecnością i nadużywaniem kosiarek, które stanowią niebezpieczeństwo nie tylko dla roślin, ale także dla zwierząt. Czy równo przystrzyżone trawniki na których rośnie TYLKO trawa są naprawdę aż tak atrakcyjne? Nie dla mnie. Dzikie i nieokiełznane ogrody natury, w których i psom nikt nie będzie zabraniał naturalnych czynności, są tym za czym mam nadzieję niedługo już zaczniemy tęsknić. A za ta tęsknotą pójdą i czyny.

Nawet kupa, gdy jest dobrze narysowana może wzbudzać sympatię. Z kart książki patrzy więc na nas pulchna, rumiana, z oczkami jak węgielki – miła dla oka – wydalona papka niestrawionych resztek pokarmu. Ilustracje w książce, mimo tego, co przedstawiają, są bardzo refleksyjne i sugestywne: bohaterka pozostawiona samotnie w deszczu, opuszczona i smutna, przytulająca się... – no, sama słodycz. Rysunki personifikujące psią kupkę i ukazujące ją jako małego słodkiego ludzika, to najwyraźniej przemyślany zabieg, bez pudła trafiający w wyobraźnię czytelnika: małego i dużego.


Czasami najgrubszy podręcznik czy encyklopedia nie nauczy nas tego, co ilustrowana książeczka, w której jedno obok drugiego, zestawione zostały pozornie nie pasujące do siebie słowa: kupa i bajka. Prawda o życiu nie musi być bowiem koniecznie zamieszczona w jakimś opasłym tomisku, przemądrym w słowa, sprytnie splątanych i zawiłych. Ona lubi ukrywać się rzeczach niepozornych, np. w kilku zakreślonych jakby od niechcenia słowach.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Nawóz dla umysłu

Ocena:
Autor:
Data:
Podejrzewam, że gdyby nie promocja wydawnictwa Kwiaty Orientu, nie skusiłabym się na zakup książki pod tytułem „Psia kupa”. Książki, która jest bajką, ale osoba taka jak ja nie zwróciła na to uwagi, bowiem wystarczyło mi samo to, iż owa lektura pochodzi z Korei. Nie jest to do końca mądre, ale cóż za głupotę się płaci, w tym przypadku dosłownie. Jednak mogę powiedzieć, że wbrew pozorom są to bardzo dobrze wydane pieniądze.
„Psia kupa” to bajka ... która może odstraszać a zarazem intrygować tytułem, ale przede wszystkim jest opowiadaniem z morałem, a jakżeby inaczej. Ta krótka historia zaczyna się w momencie gdy owa psia kupka zostaje wyrzucona z organizmu małego pieska. Od tego czasu jest pozostawiona sama sobie, a każdy omija ją szerokim łukiem, do czasu gdy na swojej drodze spotka mlecz. Rozmowa z tą roślinką będzie niezwykle pouczająca i pozwoli psiej kupce spojrzeć na swój los z innej perspektywy.

To bardzo ciekawa historia nie tylko o odchodach, ale o także o samotności, jak również kwestii dotyczącej tego czego często nie doceniamy, pomijamy i uważamy za zbędne, to dotyczy się zarówno rzeczy jak i ludzi. Jednak w tej bajce poruszany jest dodatkowo inny ważny element a mianowicie ekologia. W ciekawy sposób można wytłumaczyć dziecku jak kiedyś i jak teraz często w różnych gospodarstwach używa się tego nawozu do uprawy roślin. Dodatkową ciekawostką jest sam fakt tego, iż ta książka powstała ponad czterdzieści lat temu a mimo to nadal jest aktualna, historia oprócz tego, iż jest ciekawie opowiedziana, ma też cudowną oprawę graficzną. Uważam, iż mimo przerażającego, dla niektórych tytułu warto mieć taką bajkę i pokazać ją swojemu dziecku.
Na inne recenzje zapraszam na http://miejsce-na-ksiazke.blogspot.com/
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena