Koszyk 0
Opis:
Krakowska groza miejska oparta o uwspółcześnioną Alicję w Krainie Czarów. Ala jest zwyczajną dziewczyną: nosi okulary, studiuje farmację, czasem imprezuje, czasem kłóci się ze współlokatorką, jest zakochana z wzajemnością w Tomku, przystojnym malarzu. Jej życie nie różni się zbytnio od życia wielu innych dziewczyn. Jednak wszystko zmienia się pewnej styczniowej nocy, kiedy Ala wybiera się do klubu, w którym wcale nie chce być, pije więcej, niż zamierza, i pali to ... czego normalnie by nie zapaliła. W narkotycznym transie traci nad sobą kontrolę i ląduje w toalecie z nieznajomym. Kilka tygodni później spotyka się z Kotkiem, swym umiejącym znikać i pojawiać się na zawołanie przyjacielem. Szuka u niego pomocy. Musi usunąć pasożyta, który po tamtej imprezie zalągł się w jej brzuchu. Kotek pomaga Ali dostać się do lekarza, który godzi się dokonać nielegalnej aborcji. I wszystko powinno być już normalnie, a jednak coś jest nie tak. Rzeczywistość staje się podejrzanie niepewna. W mieście pojawia się coraz więcej szczurów. Koty dziwnie się zachowują. Ala zaczyna się zastanawiać, czy nie postradała zmysłów. Na dodatek okazuje się, że lekarz nie wykonał swojej roboty jak należy… Aleksandra Zielińska (ur. 1989 w Sandomierzu) – pisarka i ilustratorka. Autorka opowiadań fantasy. Jej utwory pojawiały się w licznych antologiach, m.in. 13 ran, 15 blizn, 17 szram, Kochali się, że strach czy Nawiedziny. Przypadek Alicji jest debiutancką powieścią Aleksandry Zielińskiej. Czytaj dalej >> << Zwiń
  • WAB
  • twarda
Mniej Więcej
  • Aleksandra Zielińska
  • 2014
  • 1
  • 256
  • 201
  • 130
  • 978-83-280-0879-3
  • 9788328008793
  • ZBMWG

Recenzje czytelników

Witajcie w Krainie Czarów

Ocena:
Autor:
Data:
Alicja, studentka farmacji budzi się pewnego styczniowego poranka na krakowskim Podgórzu. Wycieńczona i brudna wraca do domu z klubu Kitsch. Nie jest sama. Od tej pory towarzyszy jej pamiątka tej nocy, rosnący pod sercem pasożyt. Miasto też wygląda inaczej, pojawiają się szczury, królik albinos i nowy przyjaciel - Kotek.

Przypadek Alicji to połączenie prozy obyczajowej, ukazującej różne aspekty życia, w tym wchodzenie w dorosłość z grozą miejską. Niesamowitością ... jaką zdolny jest zaserwować tylko ludzki umysł. Czy może szaleństwem, bo jak inaczej nazwać stan, gdy nie wiemy czy to co nas spotyka jest jawą czy snem?

Autorce udało się umiejętnie wpleść w akcję powieści wiele nawiązań popkulturowych. Widać odniesienia m.in. do Alicji z Krainy Czarów Carrolla, Czarnoksiężnika z Krainy Oz, pojawia się ukłon w stronę Szczęśliwej ziemi Orbitowskiego, a mottem są jego słowa, że realne jest to, co nam służy. Do tego dochodzi Miasteczko Twin Peaks, Monty Python i Święty Graal oraz sąsiad namiętnie słuchający Slayera. Wszystko doskonale współgra z całością, nie ma się wrażenia, że wtłoczone zostało na siłę w celu uatrakcyjnienia powieści.

Doskonale zarysowany jest też portret głównej bohaterki. Możemy dobrze poznać nie tylko samą Alicję, ale też jej rodzinę, nie tak idealną jak to na pierwszy rzut oka wygląda. Nerwowa matka, wycofany ojciec, który nie chce zająć żadnego stanowiska i rodząca dziecko za dzieckiem siostra. Taka rodzina nie mogła wychować osoby poukładanej i szczęśliwej, radzącej sobie z problemami. Stworzyła Alicję, którą Kraina czarów zdaje się przerastać.

Ważnym elementem powieści jest tło - Kraków pozbawiony magii. Pełen rozwrzeszczanych turystów, studentów, pijaczków wieczorami opróżniających tanie wina. Aleksandra Zielińska mimo, że nie urodziła się w Grodzie Kraka, zna i czuje to miasto. Podobnie jak Orbitowski potrafi ukazać jego niesamowity nastrój, jednocześnie obdzierając z pocztówkowego blichtru. Zaniepokoić i otworzyć przed nami inny świat. Miasto w mieście, miejsce w którym na każdym kroku czai się coś złego.
Zielińska prowadzi nas w niszczejące PRL-owskie osiedla, parki, wypełnione turystami place, szemrane kluby i bary. Koniec końców trafiamy jednak tam, gdzie autorka przygotowała dla nas miejsce: Krainy czarów, czy może piekła. Jak zwał tak zwał, bo jak pisze Zielińska, każdy ma taką Krainę czarów na jaką sobie zasłużył.

Autorce gratuluję tak udanego debiutu, i to w serii Archipelagi, która zawsze kojarzy mi się z najlepszą literaturą. Bo co do tego, że to dobra powieść, którą warto przeczytać nie mam najmniejszych wątpliwości. Wpadnijcie do króliczej nory i odwiedźcie Krainę czarów Alicji. Pełną mroku, lęków, przerażenia, niepewności, ale chwilami nie pozbawioną też humoru. Polecam, to na pewno nie będzie zły trip.

Recenzja z bloga:
http://blog-ksiazkiimy.blogspot.com/2014/10/przypadek-alicji-aleksandra-zielinska.html
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Wspomnienie obłąkanego umysłu

Ocena:
Autor:
Data:
Historia zaczyna się w mroźną, marcową noc przed knajpą, w której serwują głównie wódkę. Tam, spowita papierosowym dymem, stoi Alicja. Łzy spływają jej po policzku. Trudno jednak powiedzieć, czy płacze, czy jest jej zimno. Za nią, w morzu alkoholu i bez granic w konwenansach, bawi się krakowska bohema. Alicja jest studentką, jakich pełno w Krakowie, przyjechała ze wsi i z trudem odnajduje się w nowym świecie. Jednak to nie brak dopasowania do grupy jest problemem ... Zmartwienie Alicji jest proste: spóźniający się okres, dużo spóźniający się okres. Nie byłby to jeszcze dramat, gdyby choć wiedziała kto jest ojcem, bo na pewno nie jej partner Tomasz. Alicja płacze, bo wpadła w króliczą norę, ta jednak okazała się nie prowadzić na druga stronę lustra, ale gdzieś zupełnie indziej...

"każda zła rzecz przychodzi nieproszona" /s 63/

PODĄŻAJ ZA CZARNYM KRÓLIKIEM

Alicja od początku zadaje sobie pytanie: kto jest temu wszystkiemu winien. Zdecydowanie czuje się jak ofiara, nie dostrzegając swojego wkładu w rozwój wydarzeń. Jest młodziutka, jeszcze nie wie czego w życiu chce, ale definitywnie stwierdza, że nie chce tego dziecka i wyraźnie mu to komunikuje dławiąc go nikotyną, zalewając alkoholem oraz zatruwając narkotykami. Jest zdesperowana, musi coś z tym rosnącym w niej pasożytem zrobić. Ciąża to dla niej stan ostrej delirki, który nie skończy się wraz z porodem, bo to „coś” w niej chce zniszczyć wszystko, nie tylko ją samą. Los szybko łączy jej drogi z pewnym Kotkiem o tajemniczym uśmiechu. Jegomość szybko staje się przyjacielem Alicji. Kotek pojawia się i znika, nieustannie zadaje pytania, ma dość lekceważące podejście do wszystkiego. Co jednak najważniejsze, zawsze doskonale wie, co Alicja myśli przez co sprytnie podsyca w niej niebezpieczne wizje. W końcu kimś, kto uważa się za osobę przeciętną, noszącą okulary nijaką panienkę, łatwo jest manipulować. Dodatkowo, od zawsze prześladuje ją przedwczesne poczucie klęski i zagubienia. Chciałaby coś zmienić, osiągnąć, gdzieś dojść, ale nie wiem za bardzo co i gdzie. A jeśli nie dba się o cel podróż, to nie ma znaczenia którędy się pójdzie.

WITAJ W KRÓLICZEJ NORZE

Kraków wyłania się z kart powieści zmęczony, zimny i tak szary, że nawet deszcz nie jest w stanie go odświeżyć. Nie jest jednak pusty: ulice, kawiarnie, chodniki, ławki, wszędzie kręcą się ludzie, miejscowi albo przyjezdni, nie ważne, w tym mieście nie ma prywatności. Wszyscy gdzieś pędzą, rozmawiają, jadą na zajęcia lub do pracy, potem odpoczywają w kawiarniach, nad Wisłą, czy aktywnie spędzają czas na rowerach. Ale jak to mówią: najciemniej jest pod latarnią. W tłumie najłatwiej pozostać niewidocznym. Nocą, Kraków staje się inny światem, znieczulony alkoholem, gdzie ludzie patrzą na ciebie nienaturalnie rozszerzonymi źrenicami. Krew w trzewiach nocy tętni pobudzona białym proszkiem, które szczury zlizują ze swoich ofiar. Mroczne zaułki Krakowa pełne są dziwnych stworzeń: gadających kotów, krwiożerczych szczurów, zainfekowanych królików. Wszystkie czekają, aż ktoś zaśnie w alkoholowym upojeniu, by obgryźć mu opuszki palców.

Alicja jest przeźroczysta za dnia, za to nocą wkracza do innej, bardziej wyrazistej, ale mrocznej krainy. Te dwa światy do siebie nie pasują, dlatego dni zlewają jej się w całość. Na co dzień jej życie głównie wypełniają studia, na których „trzeba zaliczyć wszystko i wszystkich, być zawsze i wszędzie” /s 38/, w końcu to najlepszy uniwerek w kraju. Jedynie nocą jest wolna, wyrusza na wyprawy, których potem nie pamięta, a to może i lepiej, bo szczury dzienne, czy szczury nocne, co za różnica. Czas wymyka jej się niepostrzeżenie, a ona nie jest w stanie go dogonić, lub cofnąć. Podejmuje więc decyzję i „wypija” magiczny napój, który ma ją uwolnić. Królicza nora okazuje się jednak pozornie bezpieczna /s 67/. Pojawiają się omamy, poczucie lęku i zagrożenia. Problem nie znika. Co robić dalej?

NIEWINNA JAK CZAROWNICA NA STOSIE

Historia Alicji jest opowieścią o dorastaniu, poszukiwaniu swojego miejsca i ponoszeniu odpowiedzialności za czyny. Bohaterka podejmuje różne decyzje, i te dobre i te złe, choć częściej złe, ale mimo wszystko budzi sympatię. Powiem nawet więcej, ja jej kibicowałam, miałam nadzieję, na dobre zakończenie złych wyborów. Dlaczego? Bo to możliwe. Alicja do końca próbuje się bronić i pozostać po właściwej stronie moralności. Problem w tym, że to co dobre dla niej, jest złe dla innych. Alicję nie należy oceniać, ale przeżywać. Jej historia, to opowieść o uczuciach: rozczarowania, samotności, bólu. Łatwo jest uwierzyć, że rozwiązanie jakie zaproponowała jest najlepsze, zakończy wszystko, a potem będzie dobrze. Przecież każdy pociesza, że "to jeszcze nie dramat", i że "wszystko będzie dobrze". Cóż, rzeczywistość to nie Kraina Czarów. Powrót do rzeczywistości boli.

Książka zadaje również pytanie o prawo do decydowania o własnym ciele, delikatnie zwraca uwagę na bioetyczny aspekt sytuacji Alicji. Autorka nie wchodzi jednak w tą tematykę zbyt głęboko. Alicja przekracza granice moralności niezdarnie, potykają się o jej próg. Nie jest bowiem zła, może szalona, ale nie zła. Czy dla powieści w ogóle istotna jest ocena moralna postępowania Alicji? Czy mamy prawo ją oceniać? Dorosłość każe nam być kimś z góry założonym, a Alicja nie chce takowych założeń jeszcze robić. Nie chce czegoś, na co nie jest gotowa. Ma do tego prawo, a może nie? Podążamy za nią, gdyż chcemy wiedzieć jak ów bunt wobec determinacji się skończy. Taka droga łatwo prowadzi do wydania sądu o zaistniałej tragedii. Wydając sąd o Alicji patrzymy w całkowicie złą stronę. Warto bowiem się zastanowić nad czymś, co w powieści jest transparentne: dlaczego i czy musiało do tego wszystkiego dojść?

MALOWANE RÓŻE


„Przypadek Alicji” jest debiutem powieściowym Aleksandry Zielińskiej. Pisarka znana dotąd z krótkich form, postanowiła zabawić się z czytelnikiem w pełnowymiarową grę percepcji. Początkowo realistyczna powieść, szybko staje się surrealistycznym horrorem, a ten, zaburzając granice logiki, poddaje w wątpliwość zdrowie psychiczne bohaterki. Niemal od początku status tego, co realne jest wyraźnie zaburzony. Wszystko może być albo wytworem psychotycznej osobowości bohaterki, albo metaforyczną walką o zachowanie wolności, tak niemożliwej i upragnionej, że aż szalonej. Nie otrzymujemy rozstrzygnięcia, co do statusu wydarzeń. Historia kończy się tragicznie, gorzko i strasznie, ale przecież zakończenie nie może być inne (i nie chodzi o nieudolność polskiej psychiatrii, czy pomocy społecznej) - biologiczna rzeczywistość nie znosi odmowy, a kraina czarów też ma swoje prawa: gdy raz ją opuścisz (nawet niechcący) nie ma już powrotu, bowiem to, co ponownie tam znajdziesz, nie będzie już tym, czego się oczekiwało.

Powieść jest ciekawie skomponowana i precyzyjnie zrealizowana. „Przypadek Alicji” nie jest jednak powieścią nowatorską. Zielińska nie zrobiła kroku w przód przed Senecala, Piekarę, Orbitowskiego, czy Małeckiego. Sięgnęła po aktualnie popularną otoczkę, dzięki której unowocześniła klasyczną historię. Zrobiła to jednak bardzo dobrze, ujmując swoją wrażliwością i poczuciem humoru. Stworzyła dramatyczną powieść obyczajową z surrealistyczny horrorem w tle. Historia przeraża oraz przestrzega, ale przed czym, to już zależy od naszej tęsknoty, bądź też nie, za „krainą czarów”. Zielińska konfrontuje czytelnika z lękiem i gniewem rodzącym się w obliczu determinacji. Nie daje jednak odpowiedzi, nie naprowadza na trop, którym moglibyśmy podążać dalej. Cała powieść jest długim definiowaniem problemu, który każdemu jest doskonale znany: niechciana dorosłość. Dorosłość jest stanem zagrożenia, wyjściem z kolorowej krainy czarów do szarego, brutalnego świata. Autorka ukazuje ten proces jako natychmiastowy, wymuszony i niechciany. Nawiązania do powieści „Alicja w Krainie Czarów”, choć przedstawiona przez pryzmat innego medium stają się przerażająco zaburzone i zniekształcone. Historia nie odbiega jednak zbyt daleko od źródeł swojej inspiracji, dlatego „Przypadek Alicji” słusznie można nazwać literackim recyklingiem. Nie koniecznie jest to jednak aż tak wielki zarzut. Popkultura lubi to, co już było, a Zielińska wychodzi z pojedynku zwycięsko, bo nie odgrzała kotleta, a przyrządziła go w inny sposób. Książka nie ma na celu straszyć, czy pouczać, ale pragnie być przeżyta, czy to ponownie, czy dopiero pierwszy raz. To tak jak z filmem „Borderlands” – standardowa historia prowadzi nas do momentu, gdzie nie ma już wyjścia. Ta powieść jest jak wielki potwór, który trawi nas żywcem, bo pomyliliśmy króliczą norę z jego żołądkiem.

POLISH HORROR STORY

"Przypadek Alicji" jest horrorem, jednak wynikająca z tej odmiany gatunkowej brutalność zostaje złagodzona przez surrealistyczne, bajkowe wydarzenia, metafory i postacie. Przerażające są jednak sceny, w których nie mamy pewności czy to, co się dzieje jest prawdziwe. Alicja tak kroczy uliczkami niewyraźnego Krakowa, by pokazać nam miejsca budzące niepokój, pełne chaosu i ułudy. Podążą za zapachem śmierci i brudu, tam gdzie ożywają kocie truchła. Granice realności zacierają się. Jednak krew zawsze jest krwią. Moment jej pojawienia się sprowadza czytelnika na ziemię.

Sięgając po „Przypadek Alicji” wielbiciele horroru i grozy nie zawiodą się. Powieść tworzy niezapomniany klimat i wciąga aż do samego końca. Mam nadzieję, że umiejętna reinterpretacja klasyki, to w przypadku autorki, dopiero preludium do wprowadzenia jakiejś innowacji w ramach odmiany gatunkowej – tego właśnie oczekuję od Zielińskiej, dlatego powtórzę teraz słowa, które padały już nie raz: mam nadzieję, że pisarka rozwinie skrzydła i zostanie Orbitowskim w spódnicy.

Długich dni i zaczytanych nocy. Podążajcie za atramentowym królikiem.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.