Koszyk 0
Opis:
Rozsmakuj się w historii dawnych Słowian! Gdy myślimy o tym, co jadali i pijali nasi przodkowie we wczesnym średniowieczu, zazwyczaj przychodzą nam do głowy dwie rzeczy: mięso i piwo. Jednak menu dawnych Słowian było o wiele bardziej urozmaicone! Hanna i Paweł Lisowie jako pierwsi w Polsce podjęli się odtworzenia wczesnośredniowiecznych słowiańskich przepisów i smaków, bazując zarówno na wł ... asnych eksperymentach przeprowadzanych w Grodzisku Żmijowiska pod Kazimierzem Dolnym, jak i opracowaniach etnograficznych, historycznych, archeologicznych, botanicznych oraz tych z zakresu ziołoznawstwa. Efektem ich badań jest opowieść o różnorodnych aspektach kultury Słowian – potrawach, zwyczajach, ziołach, technikach kulinarnych. Dowiemy się z niej, jaka jest geneza rosołu, dlaczego barszcz nazywamy barszczem i z czego oryginalnie się go gotowało, jakich przypraw używano w czasach, gdy nie znano pieprzu, co pijano, gdy nikt nie słyszał o kawie ani herbacie, jakie warzywa stosowano w słowiańskich kuchniach oraz kim naprawdę był Piast. Ponadto autorzy przygotowali około 120 przepisów, między innymi na polewki, piwa, dania z kasz, bryjki, mięsa, miód pitny, które możemy przyrządzić we współczesnych kuchniach. Znajdziemy tu również porady, jak gotować w glinianych garnkach, wędzić owoce czy nawet piec w jamie ziemnej! Książkę wzbogacają felietony dotyczące życia i obyczajów dawnych Słowian oraz szczegółowy wykaz produktów spożywczych, którymi dysponowali nasi przodkowie. Hanna Lis – z zawodu bibliotekarz, z zamiłowania popularyzatorka wiedzy archeologicznej i najstarszych tradycji kulinarnych Słowian. Specjalizuje się w odtwarzaniu receptur potraw oraz rekonstrukcji wczesnośredniowiecznych technik kulinarnych. Od dziesięciu lat stale współpracuje z Muzeum Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym przy realizacji programu archeologii doświadczalnej „Pożywienie Słowian”. Wyniki swoich badań opublikowała w książkach: „Archeologia doświadczalna w Muzeum Nadwiślańskim” i „Archeologia doświadczalna w Grodzisku Żmijowiska”. Współautorka wydanej w roku 2009 pionierskiej na polskim rynku książki „Kuchnia Słowian. O żywności, potrawach i nie tylko…”. Paweł Lis – archeolog, wykładowca w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego, od 2009 roku kierownik Grodziska Żmijowiska, oddziału Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym. Pomysłodawca i twórca funkcjonującego tam ośrodka archeologii doświadczalnej. Autor ponad 50 publikacji z dziedziny archeologii. Od roku 2004 organizator Warsztatów Archeologii Doświadczalnej, w trakcie których realizowane są programy poświęcone wczesnośredniowiecznej ceramice naczyniowej, pożywieniu Słowian, metalurgii i obróbce żelaza, dziegciarstwu oraz budownictwu obronnemu. Dorobek pierwszych dziesięciu lat archeologicznych eksperymentów opublikowany został w pracach zbiorowych pod jego redakcją: „Archeologia doświadczalna w Muzeum Nadwiślańskim” i „Archeologia doświadczalna w Grodzisku Żmijowiska”. Współautor wydanej w roku 2009 książki „Kuchnia Słowian. O żywności, potrawach i nie tylko…”. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Hanna Lis, Paweł Lis
  • 2015
  • 1
  • 320
  • 252
  • 194
  • *, 9788310-12652-8
  • 9788310126528
  • ZCOIP

Recenzje czytelników

GENIALNA!

Ocena:
Autor:
Data:
Od pięciu lat mieszkam w mieście, ale wychowywałam się na wsi. Gdy byłam mała, nie było nic dziwnego ani rzadko spotykanego w tym, że w czasie zabawy, gdy biegało się po łąkach, zrywało się liście szczawiu i zajadało, aż się uszy trzęsły, a buzia krzywiła. Lata minęły i cóż, chyba mogłabym się podpisać pod tymi zdaniami: „Obecnie wszyscy doskonale rozpoznajemy logotypy i marki różnych firm, w tym spożywczych, nie rozpoznajemy natomiast podstawowych roślin, z których zrobione jest jedzenie ... Ufamy produktom sterylnie zapakowanym w plastikowe opakowania i przetworzonym w wielkich fabrykach, boimy się natomiast zjeść roślinę zerwaną na łące” (str. 28). Na szczęście jednak nie jest ze mną aż tak źle, by nie odróżnić grochu od kukurydzy, o czym w swoim felietonie wspominają Hanna i Paweł Lisowie. Mogę się jeszcze pochwalić, że wiem, jak smakuje własnoręcznie zrobiony i uwędzony żółty ser lub domowe piwo – a to wszystko dzięki mojemu mężowi, który jest zafascynowany stylem życia, w którym wiele rzeczy można robić samemu. „Kuchnia Słowian” miała być więc częściowo lekturą dla niego.

Ale nie tylko mąż jest zadowolony z tej wyjątkowej publikacji; na jej przykładzie widać, że moja miłość do historii zatacza coraz szersze kręgi. Wprawdzie pozostaję wierna dwóm ulubionym epokom, ale jednak nie ograniczam się i staram podążać za tym, co mnie zaciekawi, a w kolejnych książkach popularnonaukowych baczną uwagę kieruję w stronę bibliografii. O kuchni średniowiecznej mogłam poczytać już u Mai i Jana Łozińskich w „Historii polskiego smaku”, ale to publikacja poświęcona zwyczajom kulinarnym wyłącznie Słowian mocno mnie zaintrygowała. A użyte wyżej słowo „wyjątkowa” okazało się jak najbardziej zasadne.

Hanna i Paweł Lisowie pracują w Muzeum Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym, w oddziale, jakim jest Grodzisko Żmijowiska. Oboje popularyzują wiedzę archeologiczną oraz zajmują się archeologią doświadczalną. Na potrzeby niniejszej książki odtworzyli receptury blisko stu dwudziestu potraw wywodzących się ze średniowiecza. Znajdziemy wśród nich przepisy na kasze, mięsa czy napoje. I powiem Wam jedno: jak na osobę, która nie lubi gotować, nigdy bym nie przypuszczała, że z takim zachwytem będę czytała książkę, jak by na to nie patrzeć, kucharską. Że już nie wspomnę o tym, jak bardzo robiłam się miejscami głodna, tym bardziej że większość dań na załączonych zdjęciach wyglądała baaardzo apetycznie. Aż chciałoby się popróbować tych przysmaków przygotowanych przez autorów, a później samemu podjąć wyzwanie ich ugotowania. Część przepisów opatrzona jest komentarzem, jak poradzić sobie współcześnie, ale tak naprawdę mocno wierzę autorom, że aby dogłębnie poznać słowiańskie smaki, lepiej jest włożyć w to trochę więcej wysiłku i najpierw zaopatrzyć się w odpowiednie garnki, a potem rozpalić ognisko czy wykopać ziemną jamę. Warto jeszcze podkreślić, że odtworzone przez państwa Lisów potrawy były badane pod kątem ich wartości odżywczej. I okazało się, że słowiańska dieta wcale nie była tak uboga, jak by się to nam mogło wydawać.

No właśnie, bo oprócz samych przepisów, „Kuchnia Słowian” zawiera także część, nazwijmy ja, teoretyczną. Autorzy prezentują w niej nie tylko swoje doświadczenia, ale również wnioski, jakie płyną z licznych badań nad obyczajowością Słowian. To dzięki niej dowiemy się, jak wyglądała kuchnia słowiańska „od kuchni”, czyli jakich naczyń i urządzeń używano, jakie stosowano techniki przygotowywania i konserwowania żywności oraz czym przyprawiano dania. I chyba najbardziej zadziwia to, że część zabiegów, które sami dzisiaj stosujemy, bo uważamy, że tak jest zdrowo – a zarazem tradycyjnie – nasi przodkowie czynili intuicyjnie; mało tego, chyba nie od rzeczy będzie refleksja, czy aby oni nie stosowali bardziej urozmaiconej diety, niż my obecnie (pamiętając oczywiście, że nasi antenaci na pewno nie rozmyślali nad tym w takich kategoriach, że stosują jakąś dietę czy że prowadzą zdrowy tryb życia).

Chciałam jeszcze wyrazić moje wielkie uznanie dla Wydawnictwa (i oczywiście wszystkich tych, którzy przyczynili się do kształtu, jaki ma ta publikacja) za edycję i szatę graficzną. „Kuchnia Słowian” to jedna z najpiękniej wydanych książek, jakie miałam przyjemność trzymać w swoich dłoniach. Nie oszukujmy się, lektura nie byłaby tak, hm, smakowita i pyszna, gdyby nie kolorowe zdjęcia towarzyszące przepisom – czarno-biała kolorystyka na nikim nie zrobiłaby wrażenia – oraz przedstawiające grodzisko w różnych porach dnia i ludzi w nim pracujących – szczególnie to piękna i cenna rzecz dla tych, którzy mają słabość do takich klimatów.

„Kuchnię Słowian” polecam z całą mocą. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie; nawet jeśli nie zainteresuje go warstwa historyczna, to na pewno nie przejdzie obojętnie obok receptur na średniowieczne dania. Hannie i Pawłowi Lisom należy się ogromna wdzięczność, że zechcieli uchylić furtki do swojego świata i podzielić się swoją pasją z czytelnikami. Ich pisana z polotem, pełna ciekawostek książka jest jedną z najlepszych, jakie czytałam w tym roku. I na pewno będę do niej wracać.

Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Smaczna czy ohydna? Jaka była kuchnia Słowian?

Ocena:
Autor:
Data:
Mdła i szarobura czy wyrazista w smaku i miła dla oka? Jaka była kuchnia Słowian? Co jadali nasi przodkowie, którzy nie mieli dostępu do tylu kulinarnych "dobrodziejstw". To naprawdę ciekawa sprawa - dowiedzieć się, czym żywiły się osoby, którym przyszło żyć wiele wieków temu. Ja wiem, bo jestem mądrzejsza o lekturę "Kuchni Słowian" napisaną przez małżeństwo Hannę i Pawła Lisów. Jeśli Wam powiem, że książka jest niezwykła, nie będzie to kłamstwem, ale prędko o tym zapomnicie ... Ale gdy dodam, że po przeczytaniu "Kuchni Słowian", pobiegłam do marketu po mąkę pszenną razową, a potem wstałam w sobotę wcześniej niż zwykle, by upiec podpłomyki po słowiańsku? To znaczy, że sprawa jest poważna.

Kiedy zobaczyłam, że Nasza Księgarnia zapowiada ukazanie się "Kuchni Słowian", zamarzyło mi się jej przeczytanie. Zapachniała mi obietnicą poznania wiedzy dostępnej tylko naukowcom i nie opuszczającą murów laboratoriów. Książki kulinarne jakoś szczególnie mnie nie zajmują, ale ta wydawała się wyjątkowa. Nie rozczarowałam się. Przeciwnie, znalazłam w niej wszystko, czego chciałam się dowiedzieć. Wiem nawet więcej niż chciałam.

Paweł Lis jest archeologiem i wykłada na mojej uczelni - Uniwersytecie Rzeszowskim; szefuje Grodzisku Żmijowiska, oddziałowi Muzeum Nadwiślańskiemu w Kazimierzu Dolnym, gdzie założył ośrodek archeologii doświadczalnej. Hanna Lis jest z zawodu bibliotekarzem, a z zamiłowania popularyzatorką wiedz archeologicznej i tradycji kulinarnych Słowian. Oboje sporo publikują oraz biorą udział w festynach archeologicznych, na których serwują publiczności smakołyki naszych przodków. "Kuchnia Słowian" jest ich popisowym daniem:-) Jeśli oni tak dobrze gotują, jak piszą, mogłabym u nich jadać z zawiązanymi oczami.

"Kuchnia Słowian" to udane połączenie książki kulinarnej z przepisami i obszernymi wyjaśnieniami do nich, publikacji naukowej opatrzonej przypisami, komentarzami, odwołującymi się do średniowiecznych źródeł, oraz książki podejmującej tematykę archeologiczną i historyczną. Ma w sobie coś z pięknego albumu, ponieważ ilustrowana jest dużą ilością fantastycznych zdjęć słowiańskich potraw. To miksowanie tematów, gatunków, kontekstów smakuje nadzwyczaj dobrze. Czytając towarzyszyło mi wrażenie "powrotu do przeszłości", cofnięcia się w czasie. Momentami ta książka tak mnie porywała, że wydawało mi się, że to ja tropię resztki słowiańskich smaków. Może autorom właśnie o to chodziło?

Jaka była kuchnia Słowian? Mdła, bez smaku i wyglądu czy też kolorowa i zaskakująca kubki smakowe? Utarło się, że pożywienie naszych przodków musiało być nijakie, skoro nie mieli ani cukru, ani przypraw z torebki ani współczesnych barwników. Jeśli tak się Wam wydawało (mi także), że Słowianie tylko polowali i jedli jakąś paskudną roślinność, jesteście w błędzie. W tej arcyciekawej książce znajdują się takie przepisy (autorzy podkreślają, że Słowianie wcale nie musieli dokładanie tak jadać), że kubki smakowe i wyobraźnia same się budzą. Są tu: smażone czereśnie w miodzie z kwiatami czarnego bzu, ogórki z miodem, polewka z lebiody, jajecznica z pokrzywą, kawa z żołędzi (mój faworyt), groch z miodem, pieczona rzepa, warzywa korzeniowe karmelizowane, kisiel owsiany czy jajka pieczone w popiele. Przyznacie, że wybór całkiem niezły i że aż korci człowieka, by spróbować te cuda:-)

By wiarygodnie odtworzyć skarby słowiańskiej kuchni, autorzy wykonali gigantyczną pracę. Odwołują się do "Kroniki polskiej" Galla Anonima, Geografa Bawarskiego, "Kroniki Czechów" Kosmasa, Relacji Ibrahima ibn Jakuba z podróży do krajów słowiańskich, "Żywota człowieka poczciwego" Mikołaja Reja i Księgi Henrykowskiej. Szperają w doniesieniach środowiska archeologów. Dokopują się do wyników badań słowiańskich naczyń. Udają się do laboratoriów. Konsultują się z ekspertami od roślinności (m.in. z Łukaszem Łuczajem również z Uniwersytetu Rzeszowskiego). Na podstawie znalezionych tam informacji, pichcą na własną rękę metodą prób i błędów. Potem częstują swoimi kulinarnymi eksperymentami na piknikach archeologicznych. Publiczność jest zachwycona. Publiczność dziękuje. Publiczność chce więcej. I oto jest książka. Książka, po lekturze której stajemy się głodni. Książka napisana tak smakowicie, że momentami łapałam się na myślach, iż chciałabym się znaleźć choć na moment w tamtych pięknych czasach. "Kuchnia Słowian" jest wyborna, autorzy - bez podlizywania się - serwują czytelnikowi wspaniałą wycieczkę w czasie i przestrzeni, pokazując wspaniały dorobek i pomysłowość naszych przodków.

Tak, ja również dałam się porwać fenomenowi słowiańskiej kuchni. Przygotowując się do recenzji tej książki, wiedziałam, że muszę zakasać rękawy, bo jak inaczej mogłabym Wam polecić coś z serwowanych dań? A że trochę się bałam upiec dziką kaczkę w glinie:-) czy też bryję na zielono, pokusiłam się o rzecz chyba najłatwiejszą. Podpłomyki, które kiedyś zastępowały chleb. Kupiłam mąkę pszenną razową, dolałam trochę zimnej wody prosto z kranu, wyrabiałam przez 15 minut, a potem upiekłam na blasze kuchni kaflowej. Chyba się udały, bo wyrosły, a to warunek, o czym piszą autorzy. A że są naprawdę dobre świadczy fakt, że mój 4,5-letni syn ze smakiem je zajadał. Mi też bardzo smakowały!

W "Kuchni Słowian" autorzy obalają mit przaśnej kuchni naszych przodków i pokazują piękną słowiańską ideę slow food, znaną już wtedy! Opisują rzadko stosowane na co dzień w naszych kuchniach procesy konserwowania żywności (wędzenia, suszenia czy kiszenia), które pozwoliły Słowianom dłużej przechowywać dobyte pożywienie. Radzą, jak przy wykorzystaniu roślinności z łąk (rdest, nadać potrawom wyrazistego smaku i koloru. Uczą kulinarnego survivalu - mnie np. zachwyciły słowiańskie lodówki, ale gwarantuję Wam, że w książce znajdziecie więcej takich "nowinek". Obiecałam sobie, że podczas wakacji jeszcze spróbuję ugotować coś słowiańskiego:-) Pora na wyzwanie większe niż podpłomyki. Pora przełamać się i zjeść coś, co rośnie na łące obok bez obaw, że jest trujące albo zanieczyszczone. Przecież to, co kupujemy w sklepach rzadko ma coś wspólnego ze zdrową żywnością.

Zapraszam na mój blog Mdła i szarobura czy wyrazista w smaku i miła dla oka? Jaka była kuchnia Słowian? Co jadali nasi przodkowie, którzy nie mieli dostępu do tylu kulinarnych "dobrodziejstw" co my? Myśleliście o tym kiedykolwiek? Bo to naprawdę ciekawa sprawa - dowiedzieć się, czym żywiły się osoby, którym przyszło żyć wiele wieków temu. Ja wiem, bo jestem mądrzejsza o lekturę "Kuchni Słowian" napisaną przez małżeństwo Hannę i Pawła Lisów. Jeśli Wam powiem, że książka jest niezwykła, nie będzie to kłamstwem, ale prędko o tym zapomnicie. Ale gdy dodam, że po przeczytaniu "Kuchni Słowian", pobiegłam do marketu po mąkę pszenną razową, a potem wstałam w sobotę wcześniej niż zwykle, by upiec podpłomyki po słowiańsku? To znaczy, że sprawa jest poważna.




Spokojnie, zacznijmy od początku.

Kiedy zobaczyłam, że Nasza Księgarnia zapowiada ukazanie się "Kuchni Słowian", zamarzyło mi się jej przeczytanie. Zapachniała mi obietnicą poznania wiedzy dostępnej tylko naukowcom i nie opuszczającą murów laboratoriów. Książki kulinarne jakoś szczególnie mnie nie zajmują, ale ta wydawała się wyjątkowa. Nie rozczarowałam się. Przeciwnie, znalazłam w niej wszystko, czego chciałam się dowiedzieć. Wiem nawet więcej niż chciałam.









Hanna i Paweł Lisowie to ciekawi ludzie. On jest archeologiem i wykłada na mojej uczelni - Uniwersytecie Rzeszowskim; szefuje Grodzisku Żmijowiska, oddziałowi Muzeum Nadwiślańskiemu w Kazimierzu Dolnym, gdzie założył ośrodek archeologii doświadczalnej. Ona jest z zawodu bibliotekarzem, a z zamiłowania popularyzatorką wiedz archeologicznej i tradycji kulinarnych Słowian. Oboje sporo publikują oraz biorą udział w festynach archeologicznych, na których serwują publiczności smakołyki naszych przodków. "Kuchnia Słowian" jest ich popisowym daniem:-) Jeśli oni tak dobrze gotują, jak piszą, mogłabym u nich jadać z zawiązanymi oczami.








"Kuchnia Słowian" to udane połączenie książki kulinarnej z przepisami i obszernymi wyjaśnieniami do nich, publikacji naukowej opatrzonej przypisami, komentarzami, odwołującymi się do średniowiecznych źródeł, oraz książki podejmującej tematykę archeologiczną i historyczną. Ma w sobie coś z pięknego albumu, ponieważ ilustrowana jest dużą ilością fantastycznych zdjęć słowiańskich potraw. To miksowanie tematów, gatunków, kontekstów smakuje nadzwyczaj dobrze. Czytając towarzyszyło mi wrażenie "powrotu do przeszłości", cofnięcia się w czasie. Momentami ta książka tak mnie porywała, że wydawało mi się, że to ja tropię resztki słowiańskich smaków. Może autorom właśnie o to chodziło?








Jaka była kuchnia Słowian? Mdła, bez smaku i wyglądu czy też kolorowa i zaskakująca kubki smakowe? Utarło się, że pożywienie naszych przodków musiało być nijakie, skoro nie mieli ani cukru, ani przypraw z torebki ani współczesnych barwników. Jeśli tak się Wam wydawało (mi także), że Słowianie tylko polowali i jedli jakąś paskudną roślinność, jesteście w błędzie. W tej arcyciekawej książce znajdują się takie przepisy (autorzy podkreślają, że Słowianie wcale nie musieli dokładanie tak jadać), że kubki smakowe i wyobraźnia same się budzą. Są tu: smażone czereśnie w miodzie z kwiatami czarnego bzu, ogórki z miodem, polewka z lebiody, jajecznica z pokrzywą, kawa z żołędzi (mój faworyt), groch z miodem, pieczona rzepa, warzywa korzeniowe karmelizowane, kisiel owsiany czy jajka pieczone w popiele. Przyznacie, że wybór całkiem niezły i że aż korci człowieka, by spróbować te cuda:-)









By wiarygodnie odtworzyć skarby słowiańskiej kuchni, autorzy wykonali gigantyczną pracę. Odwołują się do "Kroniki polskiej" Galla Anonima, Geografa Bawarskiego, "Kroniki Czechów" Kosmasa, Relacji Ibrahima ibn Jakuba z podróży do krajów słowiańskich, "Żywota człowieka poczciwego" Mikołaja Reja i Księgi Henrykowskiej. Szperają w doniesieniach środowiska archeologów. Dokopują się do wyników badań słowiańskich naczyń. Udają się do laboratoriów. Konsultują się z ekspertami od roślinności (m.in. z Łukaszem Łuczajem również z Uniwersytetu Rzeszowskiego). Na podstawie znalezionych tam informacji, pichcą na własną rękę metodą prób i błędów. Potem częstują swoimi kulinarnymi eksperymentami na piknikach archeologicznych. Publiczność jest zachwycona. Publiczność dziękuje. Publiczność chce więcej. I oto jest książka. Książka, po lekturze której stajemy się głodni. Książka napisana tak smakowicie, że momentami łapałam się na myślach, iż chciałabym się znaleźć choć na moment w tamtych pięknych czasach. "Kuchnia Słowian" jest wyborna, autorzy - bez podlizywania się - serwują czytelnikowi wspaniałą wycieczkę w czasie i przestrzeni, pokazując wspaniały dorobek i pomysłowość naszych przodków.




Tak, ja również dałam się porwać fenomenowi słowiańskiej kuchni. Przygotowując się do recenzji tej książki, wiedziałam, że muszę zakasać rękawy, bo jak inaczej mogłabym Wam polecić coś z serwowanych dań? A że trochę się bałam upiec dziką kaczkę w glinie:-) czy też bryję na zielono, pokusiłam się o rzecz chyba najłatwiejszą. Podpłomyki, które kiedyś zastępowały chleb. Kupiłam mąkę pszenną razową, dolałam trochę zimnej wody prosto z kranu, wyrabiałam przez 15 minut, a potem upiekłam na blasze kuchni kaflowej. Chyba się udały, bo wyrosły, a to warunek, o czym piszą autorzy. A że są naprawdę dobre świadczy fakt, że mój 4,5-letni syn ze smakiem je zajadał. Mi też bardzo smakowały!









W "Kuchni Słowian" autorzy obalają mit przaśnej kuchni naszych przodków i pokazują piękną słowiańską ideę slow food, znaną już wtedy! Opisują rzadko stosowane na co dzień w naszych kuchniach procesy konserwowania żywności (wędzenia, suszenia czy kiszenia), które pozwoliły Słowianom dłużej przechowywać dobyte pożywienie. Radzą, jak przy wykorzystaniu roślinności z łąk (rdest, nadać potrawom wyrazistego smaku i koloru. Uczą kulinarnego survivalu - mnie np. zachwyciły słowiańskie lodówki, ale gwarantuję Wam, że w książce znajdziecie więcej takich "nowinek". Obiecałam sobie, że podczas wakacji jeszcze spróbuję ugotować coś słowiańskiego:-) Pora na wyzwanie większe niż podpłomyki. Pora przełamać się i zjeść coś, co rośnie na łące obok bez obaw, że jest trujące albo zanieczyszczone. Przecież to, co kupujemy w sklepach rzadko ma coś wspólnego ze zdrową żywnością.

Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena