Koszyk 0
Opis:
Świat po wojnie jądrowej. Na skażonej ziemi rodzą się nie tylko groteskowe rośliny i stworzenia, ale też groteskowe idee. W małej społeczności Charlottesville w Utah dominuje kult Carletona Lufteufla, sprawcy nieszczęść, które spadły na ludzkość. Urodzony bez rąk i nóg Tibor McMasters, twórca wspaniałego fresku w kościele wyznawców Lufteufla, zaprzęga do swego wózka ukochaną krowę i wyrusza na pielgrzymkę, żeby poznać oblicze Boga Gniewu... Philip K. Dick i Roger Zelazny ... dwie znakomitości amerykańskiej science fiction, w "Deus Irae" postanowili dokopać się do korzeni judeochrześcijańskiej religijności. Zamysł ten, zapowiadający się na obrazoburczy, dzięki dobrodusznemu humorowi autorów zaowocował jednak wielce sympatyczną, humanistyczną powieścią. WOJCIECH SIUDMAK (ur. 1942) - polski malarz. Mieszka i tworzy we Francji. Uważany za czołowego reprezentanta realizmu fantastycznego. Prace wystawiał m.in. we Francji, Niemczech, Anglii, Szwajcarii, Kanadzie i USA. Honorowy Obywatel Miasta Wielunia i Ozoir-la-Ferriere. Otrzymał Order Zasługi RP. Czytaj dalej >> << Zwiń
  • Rebis
  • twarda
Mniej Więcej
  • Philip K. Dick, Roger Zelazny
  • 2014
  • 3
  • 270
  • 234
  • 160
  • 978-83-7818-622-9
  • 9788378186229
  • ZBLUI

Recenzje czytelników

...tylko Ty potrafisz tego dokonać, Deus Irae

Ocena:
Autor:
Data:
„Podoba mi się koncepcja bycia kuszonym – powiedziała Lurine, zapalając fajkę, która zgasła. – Wszyscy ulegają pokusie. Ciebie kuszą te pigułki, wciąż je zażywasz. Ludzie – tacy jak ty – mają naturę pieska preriowego: są chorobliwie ciekawscy. Wystarczy, żeby pieski usłyszały dziwny odgłos, a już wyłażą z nory, żeby zobaczyć, co to takiego. Tak na wszelki wypadek.”
Zawsze mam problem, aby napisać chociaż parę sensownych słów na temat jakiejkolwiek książki Phillpa K. Dicka ... Jego książki są jedyne w swoim rodzaju i niepowtarzalne – każda z nich to niesamowita, pełna metafor i ukrytych przesłań opowieść. Tak samo jest w przypadku „Deus Irae”, która powstała z udziałem Rogera Zelaznego – autora jeszcze mi nieznanego, jednak mam w planach nadrobienie tej zaległości. Myślę, że sam tytuł każdemu kojarzy się w pewnym stopniu z Bogiem i duchowością. Prawidłowo, bo właśnie tego tyczy się ta pozycja. Kwestia religii, poszukiwania swojej drogi, rozmyślania nad sensem duchowości i znalezienia odpowiedzi na jedno nurtujące ludzkość pytanie: Gdzie jest Bóg?
„-Spowiedź jest czymś dziwnym – powiedziała zamyślona Lurine. –Po niej wcale nie czujesz się wolny, tak by ponownie grzeszyć. (…)
-Spowiadając się, czujesz – mówił Pete Sands – że możesz wyartykułować swoje złe myśli i czyny. Nadać im kształt. Nie boisz się ich już tak bardzo, gdyż stają się tylko słowami.”
W książce „Deus Irae” otrzymujemy wizję świata zniszczonego przez wojnę jądrową, gdzie zaczęły się rozwijać różne dziwaczne formy życia. Co ciekawe, główny bohater jest również zdeformowany i porusza się na wózku ciągniętym przez krowę (nie żartuję!). Tibor McMasters jest jednak niezwykle zawziętą osobowością i jego niepełnosprawność nie przeszkadza mu w udaniu się na pielgrzymkę, aby poznać oblicze Boga Gniewu. Podczas tej podróży będzie miał czas na nostalgię i rozmyślanie, spotka niesamowite istoty, a czy przyjdzie mu ujrzeć samego Boga? Tego musicie dowiedzieć się sami.
Lektura ta należy chyba do najnormalniejszych opowieści, jakie roiły się w głowie Philipa K. Dicka. Oczywiście wciąż łatwo wyczuć jego specyfikę, czy to w kreacji bohaterów czy samym stylu, ale jednak nie da się ukryć, że historia tutaj zawarta jest dużo mniej skomplikowana, niż bywa to zazwyczaj. Chociaż skomplikowanie w przypadku pana Dicka jest rzeczą nad wyraz pozytywną i chwytającą za serce. Książka ta z pewnością daje jednak do myślenia i czytelnik sam zaczyna zastanawiać się nad poruszanymi w niej kwestiami. A czy widać tutaj jakiś wpływ współautora? Ciężko mi określić nie znając jego twórczości i stylu, ale być może właśnie jego udział dodał tej „normalności”.
„Panie Gniewu. Przyjdź do mnie. Ubiczuj mnie i zabierz na łono Natury.(…)Panie, ty, który tak wiele uczyniłeś, który masz władzę nad całym cierpieniem, wybaw mnie od cierpienia, jakie mnie dopadło. Ty je sprowadziłeś, ty jesteś przyczyną mojej udręki. Wybaw mnie od niej, gdyż tylko ty potrafisz tego dokonać, Deus Irae.”
Cóż mogę rzecz? „Deus Irae” mnie porwało, jak każda książka Dicka. Czy znajdzie się kiedyś w ogóle jakaś jego powieść, która nie wywoła we mnie żadnych emocji, nie zapadnie mi w pamięć, nie omami mnie? Wątpię. Jestem wręcz w 100 % pewna, że taka sytuacja jest czystym absurdem. „Deus Irae” jest świetną pozycją, idealną na pierwsze spotkanie z tym autorem – nieco lżejsza niż inne lektury tego pana, które mam już na swoim koncie, ale zdecydowanie nie gorsza. Inna, ale wciąż specyficzna i oryginalna z ciekawą wizją świata po apokalipsie. Zdecydowanie polecam! (Jakby to mogło kogoś zdziwić…)
bookeaterreality.blogspot.com
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Deus Irae

Ocena:
Autor:
Data:
Kontynuując moją przygodę z twórczością Philipa K. Dicka, sięgnąłem po książkę Deus Irae, która została napisana we współpracy z Rogerem Zelaznym. Przedstawia ona świat po wojnie nuklearnej, w którym na skażonej ziemi rodzą się groteskowe rośliny, stworzenia, ale również idee. Nastał bowiem kult Boga Gniewu, czyli tytułowego Deus Irae, który wypiera wiarę chrześcijańską. W małym miasteczku Charlottesville w Utah mieszka Tibor McMasters - mężczyzna pozbawiony rąk i nóg ... ale jest za to niezwykle uzdolniony malarsko. W Kościele wyznawców Boga Gniewu tworzy wspaniały fresk, ale jedyne co mu pozostało, to oblicze Deus Irae. W tym celu wyrusza na pielgrzymkę na swoim wózku zaprzężonym w krowę, aby poznać jego prawdziwe oblicze...

Niestety w przypadku tej książki spotkał mnie lekki zawód. Być może wiąże się to z faktem, że spodziewałem się po niej czegoś nieco innego. Otóż cała otoczka związana z życiem po katastrofie nuklearnej nie do końca została stworzona z zachowaniem wierności faktom. Przede wszystkim Carl Lufteufel był zwykłym amerykańskim urzędnikiem, a jednak spowodował globalną katastrofę nuklearną. Wydaje się to nie mieć zupełnie sensu, ponieważ kiedyś, jak i obecnie, nie jest wcale tak prosto w demokratycznym państwie o detonację bomby atomowej, nie mówiąc już o użyciu całego arsenału, co miało miejsce w książce. Nie mogła zatem tego zrobić jedna osoba, nawet jeśli spojrzymy na to z lekkim przymrużeniem oka... Jeszcze innym zagadnieniem jest wszechobecna mutacja - w ciągu kilkudziesięciu lat powstały dziesiątki nowych gatunków zwierząt, jak i ludzi, które wytworzyły własne zachowania oraz społeczności. Jednak jeśli wczytać się w opisy tych istot, to zbyt diametralnie się one różnią, aby była mowa nawet o podkoloryzowaniu kwestii mutacji. Z drugiej zaś strony, autorzy bardzo dobrze oddali zachowanie ludzi po takiej katastrofie. Nastąpiło bowiem mentalne i cywilizacyjne cofnięcie się poziomu ludzkości o co najmniej kilka wieków. Zaczęła się walka o przetrwanie kolejnego dnia, a dane schowane w schronach, mające pozwolić ludzkości się odbudować, zostały zwyczajnie zapomniane. Zmieniły się priorytety i odbudowa cywilizacji przeszła na dalszy plan... Wydawać by się mogło, że wątki postapokaliptyczne będą dominować, tymczasem stanowią jedynie tło, które nie jest szczególnie mocno rozwijane w trakcie opowieści. Czego bardzo żałuję, ponieważ z pozostałymi elementami mogłoby one stworzyć zdecydowanie lepszą całość. A tak nakreślają jedynie pokrótce realia w jakich przyszło żyć bohaterom oraz wprowadzają do problematyki książki.

Osobnym i najważniejszym jednak zagadnieniem jest tytułowy Deus Irae. Można by sądzić, że Carl Lufteufel, jako osoba, która spowodowała zagładę świata, będzie napiętnowana i przeklinana przez kolejne pokolenia. Tymczasem został on uczyniony bogiem i, według Kościoła Boga Gniewu, ma on zarówno powłokę cielesną, jak i boską. Natomiast kościół chrześcijański jest w mniejszości i przegrywa walkę o wiernych... Nikogo zatem nie powinno zdziwić, że w książce w dużej mierze dominują rozważania na temat boga, dobra i zła, czy sensowności religii. Niestety również i w tym przypadku te dysputy potrafią chwilami znużyć i odnosi się wrażenie pewnej wtórności w argumentach bohaterów. Oczywiście nie brakuje niesamowicie klimatycznych scen, jak chociażby Lufteufel wyrywający sobie nietypową koronę cierniową z głowy, czy nawiązanie do Całunu Turyńskiego. lecz giną one w niedopracowanej historii i przedłużających się dialogach.

Deus Irae jest opowieścią o zrujnowanym świecie, w którym doszło do odwrócenia wartości. Najważniejszy jest nie chrześcijański Bóg, lecz Bóg Gniewu, będący uosobieniem urzędnika odpowiedzialnego za nuklearną katastrofę. Książka zawiera wiele świetnych pomysłów i idei, lecz posiada również pewne niedoskonałości, które nie pozwalają w pełni nacieszyć się tym, co autorzy chcieli w niej przekazać.

hrosskar.blogspot.com
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena