Koszyk 0
Opis:
Tymur Korszak, młody i zdolny programista pracujący w firmie produkującej gry komputerowe, specjalizujący się w tworzeniu botów, pewnego dnia otrzymuje dziwne zlecenie - musi naprawić usterkę w botach, które skonstruował parę lat wcześniej dla tajemniczego klienta z Ameryki Południowej. W grę wchodzą olbrzymie pieniądze. Po krótkim namyśle chłopak udaje się w podróż do Chile. Jego nowym tymczasowym miejscem pracy okazuje się dziwne laboratorium na pustyni Atakama. Budowla jest pilnie strzeżona ... otacza ją ogrodzenie pod napięciem. Działająca tam ekipa pod kierownictwem genialnego nanotechnologa-wizjonera, Japończyka Keitaro Roka, stworzyła istoty do złudzenia przypominające 12-letnich chłopców, zdolne wytrzymać ekstremalne warunki i działać według wytycznych. Boty są nieustannie poddawane ciągłym badaniom i testom, jednak przed kilkunastoma dniami wydarzyło się coś, co postawiło cały zespół w stan pełnej gotowości bojowej - spora grupa "malców" (tak ich nazywa narrator) uciekła i zaczęła zagrażać bezpieczeństwu miejscowej ludności, a także pracowników NGF Lab. Zadanie młodego programisty jest nieskomplikowane: sprowadzić boty z powrotem. I odkryć przyczyny, dla których odważyły się na taki krok... Czytaj dalej >> << Zwiń
  • Muza
  • miękka
Mniej Więcej
  • Maksym Kidruk
  • 2014
  • 1
  • 624
  • 206
  • 131
  • 978-83-7758-770-6
  • 9788377587706
  • ZBL4U

Recenzje czytelników

BÓG KARZE NAS ZA TO, CZEGO NIE UMIEMY SOBIE WYOBRAZIĆ, czyli o "Bocie" Maxa Kidruka

Ocena:
Autor:
Data:
Unurzani po łokcie w technologicznej brei, jesteśmy zalewani każdego dnia falą nowinek, których ilość jest odwrotnie proporcjonalna do upływającego czasu. Przystosowani do niezliczonej ilości badań i odkryć w rejonie różnych dziedzin nauki, nie przecieramy oczu ze zdziwienia na widok dronów z wbudowaną sztuczną inteligencją usprawniających działania biblioteczne, czy inteligentnych ubrań, które dzięki wbudowanym obwodom mogą w czasie rzeczywistym monitorować nasze funkcje życiowe ... Z każdym mijającym dniem na naszych oczach fantastyka naukowa przestaje być tylko fikcją, a zaczyna stawać się rzeczywistością cokolwiek przerażającą i nieuniknioną. Nie da się ukryć, że wysoką świadomość tego faktu posiada również autor Bota - Max Kidruk, który w swej książce z premedytacją wciąga swego czytelnika w koszmarny technologiczny świat, w którym dawno przestało funkcjonować pojęcie science fiction.

Tymur Korszak to ukraiński programista, wiodący cokolwiek spokojne, acz specyficzne życie. Zamknięty w swym hermetycznym światku, godzi swe uczucia pomiędzy komputerami, kodami, grami komputerowymi i botami, a piękną narzeczoną Aliną. Nie da się ukryć, jak przystało na domorosłego programistę, Tymur poświęca 90% czasu dla własnych zainteresowań i pracy. W firmie, w której jest cenionym pracownikiem, zajmuje się BOTAMI. Programami, które naśladują zachowania człowieka, nierzadko wyposażonymi w elementy sztucznej inteligencji, wykorzystywanymi do sterowania przeciwnikami w grach komputerowych bądź jako klon "żywego" użytkownika na czatach i forach internetowych. BOTÓW używa się tam, gdzie potrzebna jest reakcja lepsza niż u człowieka, gdzie wymagana jest absolutna skuteczność, a także w celu całkowitego naśladowania i kopiowania ludzkich zachowań. Tworzenie tego typu programów to dla Tymura codzienność, która zostaje, jak się w przyszłości okaże, boleśnie przerwana pojawieniem się pewnego Chilijczyka - Oscar'a Steirmanna. Chłopak nie ma pojęcia, że beznamiętna twarz nieznajomego zwiastuje niebagatelne problemy. Po zaproszeniu do milionowego kontraktu Korszak zostaje wysłany na drugi koniec świata - do Atakamy, gdzie miejsca mają osobliwe zjawiska. Po chilijskiej pustyni pałętają się bowiem dzieci o blond włosach i ultramarynowych oczach...

Słowem wstępu pragnę zaznaczyć, że do czytania Bota podeszłam z ogromnym entuzjazmem. Wpływ na to miała przede wszystkim magnetyczna okładka, której chłód, surowość i prostota przykuły moją uwagę. Ponadto opis wydawcy, po którym zdałam sobie sprawę, że autor zaserwował czytelnikowi ostrą jazdę bez trzymanki na hybrydowym techno-thrillerowskim rollercoasterze. Nie da się ukryć, że smaczku dopełniła również osoba pisarza. Max Kidruk z wykształcenia jest inżynierem energetyki, a w swym dorobku ma kilka książek specjalistycznych. W sferze jego zainteresowań pozostaje szeroko pojęta informatyka oraz programowanie, w czym czuje się jak ryba w wodzie, co w połączeniu z nieprzeciętnym talentem pisarskim, daje mieszankę wybuchową. Nim jednak odkryłam, jak wielki potencjał tkwi w tym młodym człowieku, musiałam przeczytać jego książkę.

Pierwsze strony Bota to istne trzęsienie ziemi. Później jest jeszcze lepiej, bowiem napięcie nieprzerwanie rośnie. Kidruk postawił wszystko na jedną kartę i w bardzo plastyczny sposób, już od samego początku postanowił rzucić czytelnika wprost w objęcia przerażających piasków Atakamy. Jest to zabieg cokolwiek ryzykowny. Niejednokrotnie pisarze w miarę upływu historii tracą polot i spowalniają akcję, by po skończonej lekturze czytelnicy pozostali rozczarowani. Nie ma to jednak miejsca w przypadku tej książki. Kidrukowi ryzyko się opłaciło. Od momentu, gdy do naszej wyobraźni wnika obraz "malców" o blond włosach i ultramarynowych oczach stajemy się niemalże niewolnikami jego słów, które bardzo dosadnie wnikają do naszych umysłów. I nie jest to przesadzone odczucie.

Cała historia stworzona przez autora to jedno wielkie pasmo niespodzianek. Z chęcią i niecierpliwością przelatujemy po każdej stronie książki, by jak najprędzej ją przewrócić i dowiedzieć się - co dalej? Kim są niezidentyfikowane widma nawiedzające pustynię i czy są ludźmi czy maszynami? Kto jest winni, a kto się do tego nie poczuwa? I nareszcie, gdzie leży granica człowieczeństwa, której nikt nie powinien przekroczyć? Te i wiele innych pytań podczas czytania pojawiają się, znikają, zastępowane przez nowe. Nie da się ukryć, że autor posiada ogromny talent, który całkowicie przekłada się na oddziaływanie na czytelnika. Balansuje z nim na cienkiej linii. Gdy wydaje nam się, że wszystko już wiemy, zostajemy zdezorientowani przez nowe fakty, których nie sposób przewidzieć. Fabuła ma swój sinusoidalny rytm, którego nie zaburza żadne niewłaściwe słowo, czy fakt. Lubię książki, w których wszystko jest na swoim miejscu, a Bot należy właśnie do takich lektur. Gdyby przestawić lub zamienić choćby jedno słowo, cała konstrukcja posypałaby się jak domek z kart.

Rytmiczna i zaskakująca fabuła oraz plastyczny język to zdecydowanie najmocniejsze strony książki Kidruka. Nie jest to jednak wystarczające, aby zbudować świetną powieść. Zatem, co z resztą? Godne odnotowania jest to, że autor postanowił zastosować w swej książce kilka niecodziennych trików. Po pierwsze - obrazki. Nie są to rysunki, a najzwyklejsze w świecie zdjęcia różnego rodzaju aparatury, czy maszyn. Początkowo byłam do tego nastawiona sceptycznie, bo przecież moja wyobraźnia jest tak bogata, że nie straszne mi wysoko zaawansowane opisy. Nic bardziej mylnego. Kidruk posługuje się nieraz wyspecjalizowanym językiem z różnych dziedzin: medycyny, informatyki, czy wojskowości. Jakkolwiek ktokolwiek mądry by nie był, nieraz można się porządnie zaplątać w treści. Zdjęcia świetnie dopełniają tego, o czym czytamy. Pozwalają usystematyzować wiedzę, aby się nie pogubić i aby lektura nie była męcząca, a dalej pozostawała przyjemna. W końcu przecież nikt z nas nie musi znać się na wszelkich aspektach współczesnych dziedzin nauki.

Poza tym - niezliczona ilość przypisów. Można by stwierdzić, że Kidruk swą powieścią przełamał pewne wyraźne granice rozdzielające literaturę popularnonaukową od literatury pięknej. Zdjęcia, czy przypisy, są charakterystyczne dla tego pierwszego rodzaju, lecz dla drugiego - w ogóle. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy czytając o pewnych nieznanych mi miejscach, maszynach, czy aparaturze zostały mi one wyjaśnione u dołu strony. Jest to element, do którego musiałam się przyzwyczaić. Niemniej autor nie przekroczył granicy i podobnie jak z fabułą, zabawił się w utworzenie uniwersalnej książki, będącej zarówno źródłem rozrywki, jak i specjalistycznej wiedzy.

Ostatnim aspektem, który choć nowy i dotąd mi niespotykany, przeszedł ogniową próbę mojej krytyki, było uprzedzanie wydarzeń. Nikt z nas nie lubi, gdy w rozdziale poprzedzającym pewne zdarzenie, autor jakby nigdy nic nadmienia o tym, że COŚ się stanie. Nie ma wtedy miejsca na element zaskoczenia, czyżby? Jak już pisałam, Kidruk nie dość, że pogonił akcję, zabawił się w połączenie literatury pięknej i naukowej, to jeszcze dodał ryzykowne rozwiązania z pewnego rodzaju spoilerowaniem samego siebie. Nie bójcie się jednak, jeśli myślicie, że to zepsuje Wam radość czytania, bowiem działanie tego mechanizmu jest odwrotne. Zdradzenie np. o czyjejś śmierci nie wzbudza rezygnacji i chęci odłożenia książki, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej do niej przyciąga! Fenomenem jest to, że choć pozornie wiemy co się zdarzy, nie wiemy JAK zostanie to przeprowadzone i w głównej mierze właśnie to powoduje, że nie chcemy odstawić Bota na półkę, a czytać dalej i chłonąć całą tę pogmatwaną, a zarazem jakże sensowną i czytelną historię, której głęboki sens, aż wpija nas w fotel.

Co ważne, książkę czyta się stosunkowo szybko, choć jest długa, ma małe marginesy i czcionkę. Aż chciałoby się napisać - z zapartym tchem, ale obawiam się, że nie potraktujecie moich słów dosłownie, a powinniście. Bot nie posiada żadnych wad. Jestem totalnie oczarowana kreacjami postaci oraz dosadnym poczuciem humoru w nim zawartym, który jest wyważony i nie przekrasza, ani nie trywializuje pewnych scen. Czarny humor tylko dopełnia całości. Ponadto muszę kategorycznie stwierdzić, że dawno nie czytałam książki, która tak bardzo by mnie przeraziła. Technologiczny thriller winien się zwać techno-horrorem. Wpływa na to ponura wizja umaszynowionej rzeczywistości, poprzetykana siecią przerażających wyobrażeń na pograniczu strachu i wzburzenia dosadnością zdarzeń i opisów. Kidruk pisze tak umiejętnie, że każda oderwana kończyna, czy każda śmierć, rana, czy ból, współodczuwana jest przez czytelnika w stopniu porównywalnym z postacią, wyłączając jedynie fizyczne obrażenia.

Bot to można by rzec przełomowa książka w sferze literatury science fiction, jak i literatury w ogóle. Jej niecodzienna forma, trudna tematyka, istota i sens, dopełniają tylko jej wyjątkowości. Max Kidruk to autor, który skradł moje czytelnicze zafascynowanie. Choć książkę skończyłam już wczoraj, wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem jego talentu i nie mam serca zabrać się na kolejną powieść, która oczekuje na regale. Polecam tym, którzy są fantastami - fanatykami science fiction i literatury fantastycznej, a do tego z zapałem chłoną wiedzę o nowoczesnej technologii i przyszłościowych rozwiązaniach; którzy lubią się bać w nietradycyjny sposób, a także tym, którzy są świadomi i nie wykluczają, że świat każdego dnia zmierza ku samoistnej zagładzie. Choć wydarzenia zamieszczone w książce na razie pozostają w sferze fikcji literackiej, to nikt zaprzeczyć nie może, że mogą one stać się prawdziwe w dalekiej (oby!) przyszłości.

***

Recenzja własna opublikowana na blogu pod adresem: http://tellingthemthestory.blogspot.com/2014/09/bog-karze-nas-za-to-czego-nie-umiemy.html
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Mam nadzieję, że to się nie dzieje

Ocena:
Autor:
Data:
Lata temu ze sporą przyjemnością przeczytałem kilka książek zaklasyfikowanych jako technothrillery, chyba ich najbardziej znanym twórcą jest Michael Crichton. Także Bot Maxa Kidruka jest klasyfikowany jako taka literatura, trzeba przyznać, że całkiem udana.

Młody ukraiński programista Tymur Korszak dostaje bardzo intrygującą propozycję pracy na chilijskiej pustyni Atakama. Zlecenie okazuje się na tyle intratne ... że decyduje się narazić na gniew swojej narzeczonej i przełożenie dawno zaplanowanego ślubu. Kiedy wraz z innymi uczestnikami kontraktu dociera na miejsce, czeka go niemiła niespodzianka – nie o wszystkim mu powiedziano i tak naprawdę więcej czasu spędzi walcząc o życie niż programując. Stworzone wcześniej przez niego oprogramowanie zostało bowiem wszczepione grupie zmodyfikowanych przy pomocy nanotechnologii chłopców i coś poszło nie tak. Przyznam szczerze, że jako informatyk spotykałem się ju wielokrotnie z tematami styku człowiek-maszyna, ale wizja Kidruka jest chyba najbardziej niepokojąca, momentami nawet odrażająca. Nie w sensie, że książka jest kiepska, ale to, co wymyślił autor, te wydarzenia, które stały się wynikiem eksperymentów na ludziach, w jego książce naprawdę niespecjalnie mi się spodobały.

Książka jest napisana naprawdę bardzo przyzwoicie, młody ukraiński autor znakomicie „czuje się” się w tym rodzaju literatury. Nie przesadza z opisem technicznych aspektów opowiadanej historii, ale równocześnie przekazuje sporo interesujących informacji, czym na pewno zaskarbi sobie sympatię sporego grona miłośników gatunku. W technotrillerze jest łatwo przeszarżować, ale według mnie tu się udało. Na pewno sporym ułatwieniem dla autora było to, że jest podróżnikiem i prawdopodobnie dość dobrze zna realia Ameryki Południowej, dzięki temu sceneria ponurego laboratorium na środku pustyni Atakama wypada bardzo wiarygodnie. Oczywiście w niektórych momentach trzeba logikę „zawiesić na kołku”, ale jak dla mnie ani razu nie przekracza granicy, za którą czeka już śmieszność bądź irytacja czytelnika. Jest jednak rzecz, do której wypada się przyczepić. Zupełnie nie przekonuje mnie pomysł, aby nie zwiększyć ilości ochrony, kiedy eksperyment zaczął iść nie tak. Jedyną rzeczą, która ewentualnie mogłaby to wyjaśniać, to przesadna chęć zachowania dyskrecji. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych i nie uważam, ze za każdym dziwnym wydarzeniem mogą stać służby specjalne czy niedobre wojsko, ale mam jednak nadzieję, że na jakimś odludziu nie szykuje nam nikt podobnej niespodzianki jak ta, o której pisze Ukrainiec.

Na koniec jeszcze mała uwaga. Odrobinę mnie rozbawiło to, że „tym najgorszym” jest tym razem USA. To amerykański rząd finansuje te wyjątkowo obrzydliwe badania, takie podejście nie zdarza się zbyt często.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.