Szary chłopiec w wieku Chrystusa

Henryk Urbanek

Szary chłopiec w wieku Chrystusa

 

Szary człowiek” – cóż naprawdę znaczy ten, tak często, nieraz bezmyślnie, wypowiadany, idiom? Kim jest – „szary człowiek”? Jednym z nas? Każdym? Niemalże moralitetowym everymanem? Poeta dopełnia go i odmienia – to „szary chłopiec”… Ale czy chłopiec może być „szary”? Młodość to przecież właśnie zaprzeczenie wszelkiej „szarości”, jakkolwiek by ją definiować, w jakiejkolwiek przestrzeni duchowej i historycznej by ją umieszczać. Młodość to – wtedy, gdy trwa, nie widzimy tego tak ostro – właśnie eksplozja kolorów (życia? świata? istnienia?): wyrazistych, soczystych, gwałtownych, mocnych. I – dodajmy za poetą – trzeci idiom, jakby Doskonałe-wypełnienie: wiek Chrystusowy. Taką postacią jest bohater tej książki: szary chłopiec w wieku Chrystusa.
Ten chłopiec, mówi tu do nas jednocześnie ze wszystkich czasów swojego życia: z młodości, z czasu Chrystusowego, z czasu dojrzałości, która przekroczyła już smugę cienia, która „już wie”. Nie tyle mówi, co – bądźmy precyzyjni – rozmawia, a najczęściej: zadaje pytania. Rozmawia – jak to everymanowi przystoi: w imieniu każdego z nas – z Bogiem, z innymi ludźmi (także: poetami, mędrcami), z czasem, z losem, z przypadkiem, ze śmiercią, z miłością, rozpaczą i zachwytem, cierpieniem, z historią (także z tą konkretną: polską historią ostatnich dziesięcioleci…). Wiersze te są takimi właśnie pytaniami – pytaniami o sens tego wszystkiego, co się nam w tej przedziwnej przygodzie tu przytrafia. To są pytania fundamentalne, podstawowe i czasami śmiertelnie poważne, bo chodzi przecież o życie i śmierć: ich sens lub bezsens, absurd. Odpowiedzieć na te pytania – to sprawa życia i śmierci. Tyle że – i to już dojrzały bohater tej poezji wie doskonale – nie da się odpowiedzieć na te pytania. Można je postawić – „do tego służy” poezja. I choć sens wymyka się wierszom, wymyka się modlitwom, wymyka się naszym krzykom i szeptom, ważne jest, by pytać, choćby próbować rozproszyć Wielką Ciemność. Wiersze tu zebrane są poetyckim zapisem pojedynczego konkretnego losu, doświadczenia i świadomości, biografii,
której przyszło potoczyć się właśnie tu i właśnie teraz. Ważne – i poetycko najciekawsze – wydaje się to, że poecie udało się połączyć to, co jednostkowe z perspektywą
uniwersalną, i to, co historyczne z widzeniem natury metafizycznej (to zresztą najbardziej charakterystyczne dla tej poezji). Język tej poezji – artystycznie bardzo zróżnicowany:
od wierszy-modlitw po „scenariuszowy” zapis dnia sekunda po sekundzie – jest oszczędny, mocny, czysty, pozbawiony patosu i sentymentalizmu; to jakby jedyny poetycki język,
który może udźwignąć ciężar stawianych pytań, jedyny, jakim można je odważnie, po męsku wypowiedzieć. To zbyt poważna sprawa, by można o niej mówić bawiąc się czarodziejstwem słów… Poeta, autor tych wierszy, dochodzi – swoją własną drogą, na własne poetyckie ryzyko – do takiego miejsca, w którym stać już dojrzałego człowieka i artystę na to, by bez złudzeń, pomocnych iluzji, asekuranckiej ironii, po prostu powiedzieć – toutes proportions gardees –

Polały się łzy me czyste, rzęsiste
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną,
Na mój wiek męski, wiek klęski;
Polały się łzy me czyste, rzęsiste…

Ale i – zapytać: dlaczego? jak to się wszystko stało? Jaki
jest tego Sens? Jeżeli jest…

Bronisław Maj

Sowello
Oprawa miękka

Wydanie: pierwsze

ISBN: 978-83-641-9355-2

Liczba stron: 96

Format: 115x170mm

Cena katalogowa: 19,00 zł