Koszyk 0
Opis:
Ponuraki, drżyjcie! Zosia nie pozwoli Wam się nudzić! "Cześć! Mam na imię Zosia. Okropnie, prawda? Jeśli chodzi o nazwisko, to też mogłoby być lepiej. Wierzbowska brzmi nieźle, ale jest na W. Każdy uczeń na świecie wam to powie, że nie ma gorszej rzeczy, niż wylądować na początku albo na końcu listy. Ale dosyć tego! Nie jestem przecież jakąś okropną pesymistką. Specjalnie zaczęłam od najgorszych rzeczy, żeby jak najszybciej mieć je za sobą. No, może jeszcze powinnam wspomnieć o ... mojej młodszej siostrze Mani. Całkowita porażka! Choć muszę przyznać, że to dzięki Mani ruszyła lawina niecodziennych wypadków w?naszej rodzinie. A może to przez psią kupę? W każdym razie właśnie dlatego, pisząc te słowa, siedzę na jabłoni rosnącej w ogrodzie naszego nowego domu przy ulicy Kociej 5." "Zosia z?ulicy Kociej" to przezabawna seria o perypetiach rezolutnej Zosi i jej zwariowanej rodzinki. W pierwszej części sporo niespodzianek: konkurs na Pajęczą Twarz Roku, trup na schodach, taniec z pralkami, a nawet spotkanie z pewnym Bezskorupciastym! Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Agnieszka Tyszka
  • 2012
  • 1
  • 224
  • 192
  • 140
  • 97883-10-122070
  • 9788310122070
  • ZAJ19
  • 10-13 lat

Recenzje czytelników

Zosia vs Gorsza Reszta Świata

Ocena:
Autor:
Data:
"Zosia z ulicy Kociej" jest książką fabularnie ciekawą, doskonale zilustrowaną i, na pierwszy rzut oka, ciepłą, jak kocyk otulający w zimowy wieczór. Dlatego kupiłam ją córce, 8-letniej pochłaniaczce książek.

Niestety, po pierwszym rzucie oka, okiem rzuciłam drugi raz. I trzeci. Za czwartym obie gałki oczne wisiały mi już na szypułkach, jak u morskiego stwora, i trwałam w stuporze i niesłychanej konsternacji.

Jako wieloletnia fanka innej pisarki, pani Musierowicz ... ostatnimi czasy coraz bardziej zniechęcałam się do jej publikacji - jeżycjadowy podział świata na "my-szlachetni" i "wy-cała reszta" mierził mnie i powodował niesmak.
Błąd.
Bo mogło być gorzej.
Bo w "Zosi z ulicy Kociej" pani Tyszka nie kreuje podziału świata przez komentarz odnarratorski. Tu jest to wprost włożone w usta 9-latki - że my jesteśmy wspaniali, a całą reszta to chłam.

Wszyscy inni to chłam, ponieważ, na przykład, oglądają telewizję. Albo noszą różowe sukienki i wygłupiają się, śpiewając do mikrofonu. Albo, o zgrozo, mają bardziej niż "Zosia" wyszukane imiona. Ot, proszę, Laura i Wanessa (tu mi się przypomina casus Sandry Wątroby z "M jak DżeM", czyli nadal mamy do czynienia z nieprzepracowaną traumą pani Tyszki pt. córka autorki i koleżanki, a zatem - wyś-miać, wyś-miać!).

Dziwny jesteś, jeśli u ciebie w ogrodzie rośnie tylko trawa, bo najlepiej, jak rośnie gąszcz. Jeszcze bardziej dziwny, a w sumie to nawet już beznadziejny - jeśli przycinasz żywopłot i nie chcesz mieć w ogródku dzikiej dżungli. Jeśli twoje dziecko nosi sukienkę baletnicy, to zasługujesz na Pogardę Pierwszego Stopnia.

Natomiast jeśli jesteś normalną, zwyczajną dziewczynką o zwyczajnym, ładnym imieniu, możesz bezkarnie powiedzieć o tym chłamie, że to głupie dziewczyny są. I możesz je wyśmiać, pogardliwie. Bo ty nie jesteś chłamem, Zosiu. jesteś skromna, oryginalna, cenisz ciepło rodzinne (a jak wiadomo, ludzie bogaci mają wyłącznie zimno i to na pewno nie rodzinne) - więc możesz innymi gardzić i wyśmiewać ich styl życia, gdyż twój jest Jedyny Słuszny.

Wieszanie majtek na sznurku na własnym podwórzu jest dowodem na to, że jesteś ograniczona umysłowo i niewychowana. I twoje majtki też.

Jednocześnie bohaterka mówi "Leonia była trochę grubsza niż reszta dzieciaków w grupie, ale czy to powód, żeby się z niej naśmiewać?" - jak koledzy wymyślili piosenkę "Leonia większa od słonia". Och, och, a co by było, jakby gruba Leonia nosiła różową bluzkę z Hannah Montaną i cekinami, i oglądała seriale? Zapewne już można by się z niej było naśmiewać. Albo, przynajmniej, gardzić nią w milczeniu.
Jest ustęp o dbaniu o wizerunek i karierę w odniesieniu do 9-latek. I dojrzałe przemyślenia trzecioklasistki na temat nieprawdziwego, plastikowego, hanamontanowego świata. I jaka ta Penelopka biedna, że nie zna się na motylach, pewnie dlatego, że cały swój czas poświęca dbaniu o wizerunek i karierę wokalną. Bo Penelopka ma na koszulce koronę z kryształków, okropnie nie lubię tego typu ozdób, a wy? :P

Jak bozię kocham, mam ochotę tej szlachetnej, kryształowej Zosi coś bardzo niemiłego zrobić. Mimo, ze też nie znoszę "księżniczkowej mody", nie oglądam telewizji, a w ogródku planuję dziki gąszcz, jak już będę mieć ten ogródek. Zosia jest wredną zarozumiałą, wywyższającą się dziewczynką, z którą nieprzyjemnie się przebywa.

Końcówka książki - opadło mi wszystko, co tylko mogło... Z początku wydawało się, że bohaterka przejrzała nieco na oczy i zorientowała się, że jednak te koleżanki w och! bolerku z futerkiem nie są takie złe...

"Za nimi przybiega Laurka w bolerku z futerkiem i ogłasza, że ich występ odbędzie się za 15 minut i że nas bardzo zapraszają. Dziękujemy, ona odbiega w podskokach. Może to nawet jest trochę miłe z jej strony? Specjalne zaproszenie. Tak sobie myślę, przyznajecie, że dość życzliwie, gdy Mania nachyla mi się do ucha i mówi:
- To bolerko pasuje jej jak PIĘĆ DO KOTA!*
- Och Maniu! Ty, oczywiście, znowu masz rację! - wołam i obydwie zaczynamy się śmiać."

Promowanie mody na "normalność"? Satyra na modę "ksieżniczkową"? Takie hasła krzyczały do mnie z innych recenzji tej książki. Na litość, po lekturze autentycznie mam ochotę celowo paradować pod zosinymi oknami w różowej bluzce z cekinami i wyrykiwać przeboje Hanny Montany, żeby tej zarozumiałej smarkuli na złość zrobić. Naprawdę o to chodziło?

A mogła być to dobra książka dla dzieci. Mogła to być, tak jak zapewne planowała autorka, ciepła i wesoła historia o aklimatyzacji dziecka w nowym środowisku, w nowym otoczeniu; o nawiązywaniu nowych przyjaźni, o poznawaniu sąsiadów, z humorem, z uśmiechem i odkrywaniem nowego świata.

Oczyma wyobraźni widzę dziewczynkę spacerującą między żywopłotami łomiankowskich posesji, mogę to zobaczyć, spędziłam tam prawie całe tegoroczne wakacje... czuje się w powietrzu słońce, wszędzie panuje cisza - ludzie zamknięci są w swoich domach, albo siedzą w korporacjach w Warszawie.

I tak, wydaje się, że humor jest, ale jest to humor dla wybrańców, znaczy - śmieje się Zosia, śmieje się jej siostra Mania, śmieje się ich mama. Najczęściej z kogoś, niestety. Jest sporo humoru słownego - czteroletnia Mania przekręcająca wyrazy, która mogłaby być naprawdę zabawną postacią, gdyby nie to, że bierze przykład z zadufanej w sobie siostry. Nawiasem mówiąc, autorka dawno nie miała do czynienia z małymi dziećmi, tak sądzę (ten sam problem zresztą ma w "Jeżycjadzie" pani Musierowicz, u której czterolatki recytują wiersze po łacinie, a roczniaki rysują idealne kółka).

Jest mi przykro, że dałam się nabrać.
Jest mi przykro, że potencjał został zmarnowany. Podoba mi się lekkie pióro pani Tyszki, i tym bardziej jestem zła. Bo to mogła być dobra książka. A przynajmniej - poprawna książka. A choćby - przyjemna, rozrywkowa obyczajowa lektura dla mojej ośmiolatki. A wyszło nie tak.
Nie lubię, kiedy wychodzi nie tak.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Zosia vs Gorsza Reszta Świata

Ocena:
Autor:
Data:
"Zosia z ulicy Kociej" jest książką fabularnie ciekawą, doskonale zilustrowaną i, na pierwszy rzut oka, ciepłą, jak kocyk otulający w zimowy wieczór. Dlatego kupiłam ją córce, 8-letniej pochłaniaczce książek.

Niestety, po pierwszym rzucie oka, okiem rzuciłam drugi raz. I trzeci. Za czwartym obie gałki oczne wisiały mi już na szypułkach, jak u morskiego stwora, i trwałam w stuporze i niesłychanej konsternacji.

Jako wieloletnia fanka innej pisarki, pani Musierowicz ... ostatnimi czasy coraz bardziej zniechęcałam się do jej publikacji - jeżycjadowy podział świata na "my-szlachetni" i "wy-cała reszta" mierził mnie i powodował niesmak.
Błąd.
Bo mogło być gorzej.
Bo w "Zosi z ulicy Kociej" pani Tyszka nie kreuje podziału świata przez komentarz odnarratorski. Tu jest to wprost włożone w usta 9-latki - że my jesteśmy wspaniali, a całą reszta to chłam.

Wszyscy inni to chłam, ponieważ, na przykład, oglądają telewizję. Albo noszą różowe sukienki i wygłupiają się, śpiewając do mikrofonu. Albo, o zgrozo, mają bardziej niż "Zosia" wyszukane imiona. Ot, proszę, Laura i Wanessa (tu mi się przypomina casus Sandry Wątroby z "M jak DżeM", czyli nadal mamy do czynienia z nieprzepracowaną traumą pani Tyszki pt. córka autorki i koleżanki, a zatem - wyś-miać, wyś-miać!).

Dziwny jesteś, jeśli u ciebie w ogrodzie rośnie tylko trawa, bo najlepiej, jak rośnie gąszcz. Jeszcze bardziej dziwny, a w sumie to nawet już beznadziejny - jeśli przycinasz żywopłot i nie chcesz mieć w ogródku dzikiej dżungli. Jeśli twoje dziecko nosi sukienkę baletnicy, to zasługujesz na Pogardę Pierwszego Stopnia.

Natomiast jeśli jesteś normalną, zwyczajną dziewczynką o zwyczajnym, ładnym imieniu, możesz bezkarnie powiedzieć o tym chłamie, że to głupie dziewczyny są. I możesz je wyśmiać, pogardliwie. Bo ty nie jesteś chłamem, Zosiu. jesteś skromna, oryginalna, cenisz ciepło rodzinne (a jak wiadomo, ludzie bogaci mają wyłącznie zimno i to na pewno nie rodzinne) - więc możesz innymi gardzić i wyśmiewać ich styl życia, gdyż twój jest Jedyny Słuszny.

Wieszanie majtek na sznurku na własnym podwórzu jest dowodem na to, że jesteś ograniczona umysłowo i niewychowana. I twoje majtki też.

Jednocześnie bohaterka mówi "Leonia była trochę grubsza niż reszta dzieciaków w grupie, ale czy to powód, żeby się z niej naśmiewać?" - jak koledzy wymyślili piosenkę "Leonia większa od słonia". Och, och, a co by było, jakby gruba Leonia nosiła różową bluzkę z Hannah Montaną i cekinami, i oglądała seriale? Zapewne już można by się z niej było naśmiewać. Albo, przynajmniej, gardzić nią w milczeniu.
Jest ustęp o dbaniu o wizerunek i karierę w odniesieniu do 9-latek. I dojrzałe przemyślenia trzecioklasistki na temat nieprawdziwego, plastikowego, hanamontanowego świata. I jaka ta Penelopka biedna, że nie zna się na motylach, pewnie dlatego, że cały swój czas poświęca dbaniu o wizerunek i karierę wokalną. Bo Penelopka ma na koszulce koronę z kryształków, okropnie nie lubię tego typu ozdób, a wy? :P

Jak bozię kocham, mam ochotę tej szlachetnej, kryształowej Zosi coś bardzo niemiłego zrobić. Mimo, ze też nie znoszę "księżniczkowej mody", nie oglądam telewizji, a w ogródku planuję dziki gąszcz, jak już będę mieć ten ogródek. Zosia jest wredną zarozumiałą, wywyższającą się dziewczynką, z którą nieprzyjemnie się przebywa.

Końcówka książki - opadło mi wszystko, co tylko mogło... Z początku wydawało się, że bohaterka przejrzała nieco na oczy i zorientowała się, że jednak te koleżanki w och! bolerku z futerkiem nie są takie złe...

"Za nimi przybiega Laurka w bolerku z futerkiem i ogłasza, że ich występ odbędzie się za 15 minut i że nas bardzo zapraszają. Dziękujemy, ona odbiega w podskokach. Może to nawet jest trochę miłe z jej strony? Specjalne zaproszenie. Tak sobie myślę, przyznajecie, że dość życzliwie, gdy Mania nachyla mi się do ucha i mówi:
- To bolerko pasuje jej jak PIĘĆ DO KOTA!*
- Och Maniu! Ty, oczywiście, znowu masz rację! - wołam i obydwie zaczynamy się śmiać."

Promowanie mody na "normalność"? Satyra na modę "ksieżniczkową"? Takie hasła krzyczały do mnie z innych recenzji tej książki. Na litość, po lekturze autentycznie mam ochotę celowo paradować pod zosinymi oknami w różowej bluzce z cekinami i wyrykiwać przeboje Hanny Montany, żeby tej zarozumiałej smarkuli na złość zrobić. Naprawdę o to chodziło?

A mogła być to dobra książka dla dzieci. Mogła to być, tak jak zapewne planowała autorka, ciepła i wesoła historia o aklimatyzacji dziecka w nowym środowisku, w nowym otoczeniu; o nawiązywaniu nowych przyjaźni, o poznawaniu sąsiadów, z humorem, z uśmiechem i odkrywaniem nowego świata.

Oczyma wyobraźni widzę dziewczynkę spacerującą między żywopłotami łomiankowskich posesji, mogę to zobaczyć, spędziłam tam prawie całe tegoroczne wakacje... czuje się w powietrzu słońce, wszędzie panuje cisza - ludzie zamknięci są w swoich domach, albo siedzą w korporacjach w Warszawie.

I tak, wydaje się, że humor jest, ale jest to humor dla wybrańców, znaczy - śmieje się Zosia, śmieje się jej siostra Mania, śmieje się ich mama. Najczęściej z kogoś, niestety. Jest sporo humoru słownego - czteroletnia Mania przekręcająca wyrazy, która mogłaby być naprawdę zabawną postacią, gdyby nie to, że bierze przykład z zadufanej w sobie siostry. Nawiasem mówiąc, autorka dawno nie miała do czynienia z małymi dziećmi, tak sądzę (ten sam problem zresztą ma w "Jeżycjadzie" pani Musierowicz, u której czterolatki recytują wiersze po łacinie, a roczniaki rysują idealne kółka).

Jest mi przykro, że dałam się nabrać.
Jest mi przykro, że potencjał został zmarnowany. Podoba mi się lekkie pióro pani Tyszki, i tym bardziej jestem zła. Bo to mogła być dobra książka. A przynajmniej - poprawna książka. A choćby - przyjemna, rozrywkowa obyczajowa lektura dla mojej ośmiolatki. A wyszło nie tak.
Nie lubię, kiedy wychodzi nie tak.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena