Koszyk 0
Opis:
Jest początek lata w sennej angielskiej wiosce Bishop's Lacey. W wielkim domu Buckshaw ambitna młoda odkrywczyni Flawia de Luce przeprowadza eksperymenty chemiczne w laboratorium odziedziczonym po ekscentrycznym wuju. Pracuje nad truciznami. Pewnego ranka na grządce z ogórkami odkrywa trupa. Zostawia probówki i palniki Bunsena, postanawia rozwiązać osobiście kryminalną zagadkę, ku utrapieniu miejscowej policji. Ale czyż można ją winić? Czy jedenastoletnie cudowne dziecko ma inny wybór ... Tym bardziej, że zostawione jest samo sobie i zmaga się z jawną wrogością sióstr i obojętnością owdowiałego ojca, którego całym światem jest kolekcja znaczków. Nagradzana i chwalona przez krytykę powieść kryminalna Alana Bradleya przeznaczona jest zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych, którzy będą oczarowani nieustraszoną, zabawną i nieprzejednaną następczynią Miss Marple. Napisana stylowo książka roi się od nagłych zwrotów akcji i wystudiowanych detali. Czyta się ją jednym tchem. Spróbujcie ugryźć to ciasteczko? Fragment książki: "Ciemności panujące w szafie miały barwę skrzepniętej krwi. Wrzuciły mnie do środka i zamknęły drzwi na klucz. Oddychałam ciężko przez nos, probując rozpaczliwie zachować spokoj. Przy każdym wdechu liczyłam do dziesięciu, a przy wolnym wydechu do ośmiu. Na szczęście pakując mi knebel do ust, zostawiły odkryte nozdrza. Mogłam swobodnie wciągać do płuc stęchłe, wilgotne powietrze. Wpychałam paznokcie pod jedwabny szal, ktorym skrępowały mi ręce na plecach. Ponieważ jednak zawsze obgryzałam paznokcie do krwi, więc niewiele mi z tego przyszło. Chwała Bogu, że kiedy mnie krępowały, splotłam mocno palce! Odpychając je u nasady, mogłam rozepchnąć dłonie ściśnięte ciasnym węzłem. Kręciłam nadgarstkami, przyciskając je do siebie i rozluźniając węzeł. Kciukami ściągałam jedwab, przepychając węzły między dłonie, a potem ku palcom. Gdyby były na tyle rozumne, żeby związać mi kciuki, nigdy bym się stąd nie wydostała! Co za kretynki! Uwolniwszy dłonie, wyjęłam knebel z ust. Teraz do drzwi! Ale najpierw trzeba się upewnić, że nie zasadziły się na mnie? Przykucnęłam i wyjrzałam przez dziurkę od klucza. Chwała Bogu, wyjęły z niej klucz. W pobliżu nie było nikogo oprocz skłębionych cieni, gratow i smętnych bibelotow, długi strych stał pusty. Miałam czyste przedpole. Sięgnęłam nad głowę i w głąb szafy. Zdjęłam druciany wieszak wiszący na tylnej ścianie. Wsunęłam wygięty koniec wieszaka do dziurki od klucza i chwyciłam mocno ramiączka w ten sposob powstał wytrych w kształcie litery L, który włożyłam w głębiny starodawnego zamka. Po chwili wytężonego grzebania i podważania, usłyszałam zbawienny trzask. To było za łatwe! Drzwi szafy otworzyły się niemal same. Byłam wolna! Zeskakując po dwa stopnie z szerokich kamiennych schodow, znalazłam się w holu i zatrzymałam się u drzwi jadalni, by przerzucić warkocze przez ramiona ? tam, gdzie ich miejsce. Ojciec nadal upierał się, aby obiad podawano o pełnej godzinie i abyśmy zasiadali do posiłku przy masywnym dębowym stole tak jak wtedy, kiedy żyła mama. Ofelia i Dafne jeszcze nie zeszły, Flawio zapytał poirytowanym tonem, podnosząc głowę znad najnowszego numeru "Brytyjskiego Filatelisty", który leżał otwarty między ziemniakami a mięsem. Nie widziałam ich od wieków odpowiedziałam. To prawda. Nie widziałam ich, odkąd mnie zakneblowały, zawiązały mi oczy i zaniosły związaną jak prosię schodami na strych, gdzie zamknęły mnie w szafie. Ojciec spiorunował mnie wzrokiem znad okularów przez przepisowe cztery sekundy, po czym na powrót oddał się rozczulaniu nad pięknem podziwianych przez siebie lepkich z jednej strony skarbów. Obdarzyłam go szerokim uśmiechem szerokim na tyle, by ujrzał druciany aparat, który więził moje zęby. Wyglądałam z nim jak obdarty ze skory sterowiec, ale ojciec lubił wiedzieć, na co wydaje pieniądze. Ale tym razem był zbyt zajęty, by podziwiać osiągnięcia współczesnej ortodoncji. Uniosłam pokrywę porcelanowej salaterki od Spodego i spośród głębin ręcznie malowanych motyli i malin wyłowiłam pełną łyżkę groszku. Używając noża jako popychacza i widelca jako ościenia, ułożyłam groszki na talerzu w starannie uformowane rzędy i kolumny szereg za szeregiem maleńkich zielonych kuleczek, ustawionych w odstępach, których precyzja rozradowałaby serce najbardziej wymagającego szwajcarskiego zegarmistrza. A potem, począwszy od dolnej lewej strony, nadziałam pierwszy groszek na widelec i zjadłam go. To wszystko było winą Ofelii. Miała już przecież siedemnaście lat i można by się po niej spodziewać przynajmniej odrobiny dojrzałości, jaka cechuje dorosłych. To, że zmawiała się z trzynastoletnią Dafne, przechodziło wszelkie pojęcie! Razem miały trzydzieści lat. Trzydzieści lat! przeciwko moim jedenastu. Powiedzieć, że to nie fair, to mało zachowywały się skandalicznie. Ich zachowanie wołało o pomstę do nieba. Następnego ranka byłam zajęta kolbami i retortami w laboratorium chemicznym na górnym piętrze wschodniego skrzydła domu, gdy do środka wpadła Ofelia i nie zająknąwszy się nawet o dniu dobrym, ryknęła: - Gdzie mój naszyjnik z pereł? Wzruszyłam ramionami. - Nie jestem strażniczką twoich błyskotek. - Wiem, że go zabrałaś! W szufladzie z bielizną miałam miętówki Imperial Mints, a jak zauważyłam, przedziwnym zbiegiem okoliczności zaginione w tym domu miętówki zawsze lądują w tej samej koszmarnej paszczy. Poprawiłam płomień lampki spirytusowej, nad którą ogrzewałam zlewkę z czerwoną cieczą. - Jeśli insynuujesz, że moja higiena osobista nie dorasta do twych niebotycznych standardow, możesz iść pożuć moje kalosze. - Flawia! - Właśnie tak. Mam powyżej uszu obwiniania mnie o wszystko, Felu. Przerwała moje święte oburzenie, pochylając się krótkowzrocznie nad rubinową zlewką, w której ciecz właśnie zaczynała wrzeć. - Co to za lepka maź w środku? - Zastukała w szkło długim, zadbanym paznokciem. - Przeprowadzam doświadczenie. Bądź ostrożna, Felu, w środku jest kwas! Oblicze Ofelii pobielało. - Tam są moje perły! Należały do mamusi! Ofelia jako jedyna z córek Harriet mówiła na Harriet "mamusia" - jako jedyna z nas była wystarczająco duża, żeby ją pamiętać jako kobietę z krwi i kości, która nosiła nas w brzuchu, o czym Ofelia nieustannie nam przypominała. Harriet zginęła w wypadku w górach, kiedy miałam zaledwie rok. Od tamtej pory w Buckshaw nie mówiono o niej zbyt często. Czy zazdrościłam Ofelii jej wspomnień? Czy czułam się nimi dotknięta? Nie sądzę, sprawa była o wiele poważniejsza. W dosyć przedziwny sposób gardziłam wspomnieniami Ofelii o naszej mamie. Podniosłam powoli głowę tak by okrągłe szkła okularów błysnęły jej oślepiająco w oczy semaforami światła. Doskonale wiedziałam, że kiedy tak robiłam, Ofelia przeżywała katusze, wyobrażając sobie, że nagle znalazła się w towarzystwie szalonego niemieckiego naukowca z czarno-białego filmu wyświetlanego w kinie Gaumonta. - Potwor! - Jędza! - odparowałam." Czytaj dalej >> << Zwiń
  • Vesper
  • miękka
Mniej Więcej
  • Alan Bradley
  • 2010
  • 2
  • 368
  • 210
  • 145
  • *, 97883-61524-823
  • 9788361524823
  • Z1809

Recenzje czytelników

Zatrute ciasteczko - polecam

Ocena:
Autor:
Data:
Kupiłam książkę mojej nastoletniej córce w prezencie pod choinkę. Był to traf w dziesiątkę, ksiażka okazała się interesująca i zarówno wciągająca. Jak najbardziej polecam :)
Czy ta recenzja była przydatna?

Hasło: Arszenik! Czyli Flawia Mścicielka z Kucykiem

Ocena:
Autor:
Data:
Po latach poszukiwań, po przeczytaniu setki (tysiąca!) lektur, po dłużyznach Orzeszkowej, po Sienkiewiczowskiej brawurze i chałturze, po zielono-wzgórzowych podnietach Aneczki, po pierwszych słodko-gorzki lekturach Siesickiej, po sanatoryjnych klimatach Manna, po alkoholowych ciągach Pilcha, w końcu znalazłam moje literackie alter ego: Proszę Państwa! Oklaskami powitajmy Flawię de Luce!

Flawia to główna bohaterka „Zatrutego ciasteczka” (pierwszy z pięciu tomów). I to bohaterka nie byle jaka ... Ta jedenastoletnia dziewczynka, to nieprzeciętnie inteligentna, dowcipna, potomkini znamienitego, aczkolwiek podupadającego angielskiego rodu, która uwielbia chemię, szczególnie zaś jej dział poświęcony truciznom. Flawia jest półsierotą (jej matka Harriet tragicznie zginęła w Tybecie, gdy Flawia była jeszcze niemowlęciem), ma dwie starsze siostry: Ofelię (ubustwiająco młodych mężczyzn i lustro) i Dafne (ciągle zatopiona w lekturze), z którymi nieustannie toczy wojnę. Ważną postacią w jej życiu jest także wierny i oddany rodzinie de Luce ogrodnik Dogger i gospodyni pani Mullet, która niestety nie posiada żadnych talentów kulinarnych. No i ojciec dziewczynki, zdziwaczały ekscentryk, zapalony filatelista, który nijak nie potrafi ukoić bólu po tragicznej śmierci żony. Wszyscy oni mieszkają razem w ogromnej, wielowiekowej rodzinnej rezydencji Buckshaw.

Flawię poznajemy z początkiem lata, a akcja powieści toczy się krótko po wojnie, gdy książę Karol jest jeszcze berbeciem (panuje Jerzy VI). Pewnego poranka, dziewczynka odkrywa w ogrodzie umierającego mężczyznę, którego ostatnim słowem jest łaciński zwrot „Vale!”, czyli żegnaj. I tu zaczyna się przygoda, pierwszy trop, początek zagadki, która zdeterminuje życie dziewczynki. A stawka jest wysoka, ponieważ głównym podejrzanym o zabójstwo nieznajomego jest ojciec Flawii.

„Zatrute ciasteczko” to świetna i na wyraz absorbująca przygoda literacka. Kryminał z intensywnym (nomen omen) smakiem retro, gdzie znaleźć można nietuzinkowych bohaterów oraz wcale niełatwą sprawę do rozwiązania (dzięki ci autorze, za tak rzadkie dziś zjawisko!). Ta książka jest dowodem na to, że pisarz szanuje swoich czytelników, choćby wspomnieć jeszcze liczne literackie konotacje (np. w laboratorium Flawii jest szkielet o wdzięcznym imieniu Yorick) – wspaniała szarada, a poza tym ta ironia! Ten humor!

W tej książce zachwyca wszystko: przekład, literacki kunszt i wydanie (brązowy kolor czcionki, jakże zmyślne rozwiązanie). To lektura dla czytelnika w każdym wieku. I zaprawdę chcę się więcej. Ach, Falwio! Dlaczego odkryłam cię tak późno?! Dlaczego?!
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena