Koszyk 0

Z Katarzyną Czajką o życiu w świecie seriali, fatalistycznych wizjach świata bez łączności i o tym, czy kultura może być ciężkostrawna

Autorka właśnie wydała książkę Dwóch panów z branży, prowadzi popularnego bloga Zwierz popkulturalny, pisze doktorat z historii kina w dwudziestoleciu i jeszcze zawodowo przeszukuje Internet dla tygodnika „Polityka”. Na szczęście znalazła chwilę, żeby odpowiedzieć nam na kilka pytań.

Budzisz się rano i okazuje się, że nie ma zasilania, nic nie działa, nie ma łączności ze światem – co robisz?

Przede wszystkim wychodzę z domu i idę zobaczyć, co u moich bliskich. Inna sprawa, że kiedyś umawiałam się ze znajomymi, że jeśli kiedyś zupełnie szlag trafi nam łączność, to spotykamy się pod Rotundą w Warszawie. Takie fatalistyczne myślenie. Natomiast nie bałabym się nudy. Książek starczy mi do końca świata.

Dzień uważasz za udany, gdy…

Uda mi się miło spędzić czas ze znajomymi albo rodziną i mam choć chwilkę, by w spokoju coś obejrzeć albo poczytać. Dzień bez fikcji to dzień stracony.

Jeśli mogłabyś „żyć” w dowolnym serialu/filmie – co by to było?

Podoba mi się świat przedstawiony w serialu Jess i Chłopaki. Bohaterowie mieszkają w dużym przestronnym mieszkaniu w Los Angeles i choć mają mniejsze i większe zmartwienia, to mogą liczyć na wsparcie przyjaciół. Brzmi to bardzo przyjemnie.

Gdybyś spotkała Benedicta Cumberbatcha – serialowego Sherlocka – co byś mu powiedziała?

Pewnie bym nie znalazła żadnego dobrego pytania :0 Ale tak serio, to porozmawiałabym z nim o jego zaangażowaniu w kino niezależne. Bardzo lubię brytyjskie niezależne kino i jestem zainteresowana, co ma o nim do powiedzenia tak rozchwytywany aktor.

Skąd zainteresowanie polskim kinem dwudziestolecia międzywojennego i tym samym pomysł na książkę?

Zaczęło się od telefonu od dziadka. Mój dziadek jest profesorem historii ekonomii. Znał moje zainteresowanie kinem, dwudziestoleciem i podsunął mi temat kin w dwudziestoleciu międzywojennym jako ciekawe, także z punktu widzenia ekonomii zagadnienie. Niewinny początek, ale okazało się, że jak tylko zaczęłam o tym czytać, to wpadłam po uszy.

Myślisz kino, mówisz…

Życie. To drugie, życie inne od mojego, gdzie mogę patrzeć na świat cudzymi oczami, poznawać całe spektrum emocji, być czymś więcej niż tylko sobą. Ale kiedy mówię o budynku, to zawsze widzę mój lokalny multipleks.

Najważniejsze wydarzenie w historii kina to…

Po pierwsze, pojawienie się dźwięku – to zmieniło wszystko, Charlie Chaplin bronił wtedy kina niemego, mówiąc, że aktorzy w niemym kinie mają zupełnie inne środki aktorskie, wypracowane przez lata i pojawienie się dźwięku wszystko niszczy. Rzeczywiście, dźwięk zmienił kino na zawsze. Po drugie – wydaje mi się, że po filmach Nowej Fali już nic nie było takie samo. Ale momentów przełomowych jest sporo. Moment wprowadzenia do filmu postaci generowanych komputerowo też zmienia więcej niż się nam wydaje.

Chciałabyś mieć własne kino? Opcjonalnie w zestawie z maszyną do podróży w czasie, tak żeby było to kino np. w dwudziestoleciu:)

Oj nie. Wydaje mi się, że prowadzenie kina odbiera nieco magii przychodzeniu do niego na seanse. Znam osoby pracujące w kinach i niestety – za dużo pracy za mało rozrywki. Ale gdybym mogła, chciałabym zobaczyć, jak wyglądały kiedyś seanse kinowe. Najbardziej ten pierwszy w Paryżu.

Jakim zwierzęciem jest Zwierz? Lwem salonowym czy raczej cichą myszką?

Myślę, że jestem świnką morską. Zero agresji i mnóstwo miłości do świata, ale nie da się mnie zignorować. Prawda jest taka, że kiedy się siedzi i pisze, trzeba być trochę cichą myszką, która najbardziej lubi własne towarzystwo. Ale czasem trzeba być lwem, chociażby dlatego, że przebywanie wśród ludzi pozwala znaleźć inspirację do pisania.

Co byś zrobiła, gdyby któregoś dnia okazało się, że obejrzałaś już absolutnie wszystkie seriale?

- Zaczęłabym jeszcze raz. Zawsze można jeszcze raz przeżyć pewne emocje, przypomnieć sobie ulubione odcinki albo sprawdzić, czy pamięta się wszystkie diagnozy doktora House’a.

Czy kultura bywa dla Ciebie ciężkostrawna?

Mam problem z pewnymi bardzo wysokimi rejonami kultury wysokiej. Wychodzę z koncertów Warszawskiej Jesieni i czuję, że potrzebuję dużo przestrzeni i samotności, by wszystko przemyśleć i przetrawić. Nic nie jest samo w sobie ciężkostrawne, ale niektóre dzieła potrzebują trochę więcej czasu, by móc je docenić.

Jesteś uzależniona od pisania?

Raczej od dzielenia się moimi przemyśleniami. Moi znajomi mogą zaświadczyć, że jeśli nie mam pod ręką komputera i kartki papieru, zaczynam wygłaszać swoje przemyślenia niemalże w formie recytowanego wpisu. Koszmar!

Masz profile m.in. na Instagramie, Twitterze, Tumblr, prowadzisz bloga i vloga na You Tubie. Kiedy znajdujesz na to czas?

Myślę, że jeśli coś jest pasją, to nietrudno znaleźć na to czas. A jednocześnie – otaczają mnie ludzie pełni zrozumienia. Ewentualnie mam wehikuł czasu, ale obiecałam, że się do tego publicznie nie przyznam.

Co aktualnie czytasz?

Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u Anny Sulińskiej. Lubię literaturę faktu i lubię, kiedy pokazuje się ciekawy fragment rzeczywistości ,o którym się nie myśli zbyt często. To fascynująca i miejscami bardzo zabawna książka.

Jaki film/serial ostatnio oglądałaś i się zachwyciłaś lub rozczarowałaś?

Wielkie nadzieje wiązałam z serialem Bodo, który przecież dotyczy mojego ukochanego okresu w historii kina. Niestety mimo niezłej obsady nie spełnia moich oczekiwań. Z filmów natomiast ostatnio bardzo podobała mi się Opowieści o miłości i mroku na podstawie wspomnień Amosa Oza. Ciekawa produkcja, dopiero debiut Natalie Portman, ale widać olbrzymią wrażliwość reżyserki.