Koszyk 0

Wywiad z Remigiuszem Mrozem

Przystojny, utalentowany, sympatyczny. Sprawdzamy, czy Remigiusz Mróz, gwiazda polskiej powieści kryminalnej, jest kosmitą czy człowiekiem z krwi i kości. Pytamy, jak powstają jego książki i jak żyje.

G.S. Remigiuszu, niebawem premiera trzeciej części historii o Chyłce i Oryńskim. Ukaże się „Rewizja". Przyznam, że miałam okazję już ją przeczytać i jest rewelacyjna. Czy masz malutką tremę przedpremierową?

R.M. Zawsze! Dreszczyk emocji wprawdzie jest nieco większy, gdy chodzi o pozycje nie wychodzące w trwającym już cyklu, ale nieustannie obecny. Dlatego na pierwsze recenzje i opinie czytelników zawsze czeka się z niemal chorobliwą ciekawością.

G.S. W „Rewizji" piszesz dużo o środowisku Romów. Czy miałeś okazję poznać je osobiście?

R.M. Właściwie nie i stanowiło to pewien problem, bo osobie z zewnątrz niełatwo wniknąć w ich hermetyczny świat. Znałem kilku Romów, ale było to w czasach podstawówki, więc wartość poznawcza w kwestii ich środowiska była raczej niewielka. Ale z drugiej strony dzięki temu research do książki był naprawdę ciekawy.

G.S. Jesteś perfekcjonistą i to widać w Twoich książkach. Czy planujesz dalsze części thrillera prawniczego?

R.M. Tak, chociaż muszę przyznać, że pierwszy tom w założeniu miał być też... jedynym. Nie planowałem serii, ale dopuściłem taką możliwość, kiedy wydawca podsunął ten pomysł. Trochę o tym rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że jeśli czytelnicy będą chcieli dalej czytać o Chyłce i Oryńskim, zabiorę się do pisania. A teraz efekt jest taki, że nie wiem, na ilu tomach się skończy...

G.S. I wykończysz czytelników szokującymi zakończeniami.

R.M. Siebie też! Najczęściej sam nie wiem, jak skończy się dana historia.

G.S. To ciekawe. Powiedz mi, jak się czuje młody człowiek, który nagle staje się gwiazdą? Bo wszedłeś na rynek literacki jak czołg.

R.M. Nie mam pojęcia, bo tak się nie czuję. Cieszę się, że książki zbierają dobre opinie, a czytelnicy potrafią zarwać noc, by skończyć rozdział. Cieszę się, że ich liczba rośnie, a wchodząc do księgarni, widzę kilka swoich książek na półce. I w końcu cieszę się, że mogę żyć z tego, co uwielbiam robić. To niesamowite uczucie.

G.S. Czyli zamierzasz się poświęcić wyłącznie pisaniu?

R.M. Właściwie od początku tylko na tym się skupiam. Kiedy wyszła moja debiutancka powieść, a było to w kwietniu 2013 roku, postawiłem wszystko na jedną kartę. Zrezygnowałem z innych zajęć, w odwodzie zostawiając sobie jedynie doktorat.

G.S. I w ciągu dwóch lat wydałeś, jeśli się nie mylę, 11 książek. To niesamowite.

R.M. To tylko rezultat tego, o czym wspomniałem. Zawarłem sam ze sobą umowę. Uznałem, że jeśli mam zostawić wszystko inne, to biorę się za pisanie na poważnie. Narzuciłem więc sobie codzienną rutynę, którą zresztą realizuję do dzisiaj. Od rana do popołudnia piszę, potem biegam, żeby nie zwariować, a wieczorem znów siadam do pisania.

G.S. A kiedy masz czas na prywatne życie?

R.M. Czas znajdzie się zawsze, doba w końcu ma aż 24 godziny. Parę odchodzi na sen, ale resztę można całkiem nieźle zagospodarować. Inna sprawa, że praca pisarza to robota, która niełatwo daje o sobie zapomnieć. Nawet jeśli robisz coś innego, istnieje duże prawdopodobieństwo, że twój umysł w tym czasie zajmuje się obmyślaniem jakiegoś wątku.

G.S. Czym zamierzasz zaskoczyć swoich czytelników?

R.M. Czym się da! Ale mówiąc poważnie książki często zaskakują mnie samego, co wyjątkowo mnie cieszy, bo oznacza to, że później taki sam efekt może to wywołać u odbiorcy. Oprócz tego w szufladzie mam kilka powieści mieszczących się w gatunkach niekoniecznie zbliżonych do tych, w których dotychczas się poruszałem. Mam nadzieję, że okażą się miłym zaskoczeniem, kiedy trafią na półki księgarń.

G.S. Jesteś bardzo znany, rozpoznawalny, właściwie stałeś się marką, ale bardzo chronisz swoją prywatność. Tak naprawdę nic o Tobie nie wiemy. Może uchylisz rąbka tajemnicy.

R.M. Wychodzę z założenia, że pisarz powinien być tajnym agentem dla swojej twórczości. Być dla każdej swojej książki fundamentem, nie fasadą. Daleki jestem od koncepcji Murakamiego czy McCarthy'ego, którzy wznoszą wokół swojego życia osobistego wysoki mur, ale zgadzam się z Kingiem, który często podkreśla, że to książka jest ważna, nie autor.

G.S. Zgoda, ale czytelnicy chcą poznać bliżej ulubionego pisarza. Spróbujmy inaczej. Jak spędzasz wolny czas?

R.M. Jak na typowego książkoholika przystało, na czytaniu. Ale oprócz codziennej dawki literatury muszę też zaaplikować sobie kilkanaście wybieganych kilometrów i przynajmniej jeden odcinek dobrego serialu. I pizzę, koniecznie. Domowej roboty, z mąki orkiszowej i z niepoważną ilością indyjskich przypraw.

G.S. Oooo! I sam ją pieczesz?

R.M. Pewnie! Właściwie określenie „pizza" jest trochę nieprecyzyjne, bo przepis ewoluuje od lat i aktualnie danie to przypomina raczej calzone bez sera – placek robię tylko z wody, mąki i przypraw, rozwałkowuję, a potem do środka ładuję pomidory, zieloną paprykę i czarne oliwki. Tylko nie pytaj o proporcje, bo robię wszystko na oko.

G.S. Zapytam o coś innego. W swoich powieściach poruszasz często trudne tematy, na przykład w „Rewizji" uzależnienie Chyłki od alkoholu. Wspaniale pokazujesz ludzkie dramaty. Czy to Cię nie wypala?

R.M. Nie, ale niejednokrotnie rzeczywiście odciska jakieś piętno na psychice. Najbardziej odczułem to podczas pracy nad „Głębią osobliwości". Część akcji działa się w obozie koncentracyjnym Mauthausen, więc spędziłem sporo czasu na przeglądaniu zdjęć, czytaniu dokumentów, opracowań i wspomnień. I właściwie same zdjęcia wystarczyły, by potem łatwo się nie zasypiało. Ma to swoje plusy i minusy – te drugie są oczywiste, ale walor emocjonalnego zaangażowania w research jest taki, że łatwiej później przenieść te emocje na swoich bohaterów.

G.S. Która z postaci z twoich książek jest Ci najbliższa?

R.M. Trudne pytanie. Wszystkie w pewnym stopniu mi towarzyszą, nawet kiedy o nich nie piszę. Raz po raz wychyną gdzieś z podświadomości i będą domagać się tego, by sprawdzić, co u nich słychać. Chyba najbardziej zżywam się z tymi, którzy przeszli w moich książkach najwięcej pod względem osobistym. A więc może Chyłka i Forst?

G.S. Czy prawnicze wykształcenie ułatwia Ci pisanie? Pytam, ponieważ w Twoich książkach wszystko jest przemyślane, ułożone i perfekcyjne.

R.M. W pewnym sensie tak, bo praca nad doktoratem nauczyła mnie pewnej metodyki. Poza tym to spore ułatwienie podczas pisania kryminałów – przebrnąwszy przez postępowanie karne na studiach, człowiek mniej więcej orientuje się w najważniejszych sprawach. Wie, kiedy może zapaść decyzja o tymczasowym aresztowaniu, kiedy uprawomocni się wyrok et cetera. Ale najważniejsze jest chyba to, że po prostu wiadomo, gdzie szukać rzeczy, o których się zapomniało.

G.S. Znajomy pisarz powiedział mi, że pojedzie na Targi Książki, żeby Cię dotknąć i sprawdzić czy na pewno jesteś człowiekiem z krwi i kości, czy może kosmitą. Coś w tym jest. Ideały nie chodzą po świecie, a w Tobie trudno znaleźć jakąś skazę.

R.M. Nie żartuj, rys ci u mnie pod dostatkiem. Jedna wynika wprost z naszej rozmowy – jestem beznadziejnym przypadkiem pracoholika. A jeśli któregoś dnia nie mam czasu pisać lub biegać, chodzę zły jak osa. Nazajutrz współczuję wszystkim, którzy mieli wątpliwą przyjemność przebywać ze mną dzień wcześniej.

G.S. Uff. Oddycham z ulgą. To znaczy, że nie zawsze jesteś uśmiechnięty i sympatyczny?

R.M. A pewnie, że nie. Choć przyznaję, że jeśli rzeczywiście w życiu można robić to, co się sobie wymarzyło, to łatwiej o uśmiech nawet, kiedy coś nie idzie po twojej myśli.

G.S. Jakie masz najbliższe plany literackie?

R.M. Obecnie pracuję nad czwartym tomem z Chyłką. Zacząłem kilka dni temu, wgryzam się powoli w historię, ale już widzę, że będzie ciekawie. Gdy skończyła się „Rewizja", sam byłem ciekaw, co dalej, ale muszę przyznać, że planowałem coś zupełnie innego. Jak zawsze jednak to książka jest górą, a autor może się tylko przyglądać temu, co się dzieje. Oprócz tego kilka książek w najbliższych miesiącach ukaże się na rynku. Po „Rewizji" w maju przyjdzie czas na zakończenie trylogii z Forstem, a na wakacje zmienimy trochę klimat i przeniesiemy się do czasów zaboru austriackiego.

G.S. To wspaniale, czekamy. Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas.

R.M. Dziękuję również!

Rozmawiał(a): Grażyna Strumiłowska