Koszyk 0
Opis:
Od żywych liczniejsi staną się zmarli… Thriller, który skrywa mroczną tajemnicę. Labofnia. Wyspa ukryta przed resztą świata gdzieś pośrodku Atlantyku. Nie figuruje na żadnej mapie, nie istnieje w żadnych wspomnieniach. Służby wywiadowcze Ameryki i Europy robią wszystko, by nikt nie dowiedział się o tym miejscu. Mieszkańcy Labofni odznaczają się niecodziennymi cechami. Ich ciał ... a znacznie różnią się od ciał ludzi: niższą temperaturą, słabszym pulsem, zesztywnieniem, spowolnioną przemianą materii, brakiem oddechu… Pewnego dnia na wyspę trafia rozbitek Johannes van der Linden. Nie jest do końca pewien, skąd wyruszył i dokąd trafił. Otrzymuje schronienie i zostaje otoczony opieką. Labofnia staje się jednocześnie jego przekleństwem i wybawieniem. Musi dostosować się do nowych zasad i struktur dziwnej wspólnoty. Wkrótce przekona się, że nad światem nieumarłych ktoś lub coś sprawuje bezwzględną kontrolę. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Stene Oystein
  • 2015
  • 328
  • 205
  • 135
  • 978837785-555-3
  • 9788377855553
  • ZCSIE

Recenzje czytelników

Inne spojrzenie na zombie

Ocena:
Autor:
Data:
Zombie. Przerażające stwory, które żyją mimo tego, że części ich ciał zaczynają gnić, które wydają niepokojące odgłosy, chodzą niczym mumie ze starych horrorów i chcą nas ugryźć.

Nasz główny bohater budzi się w obcym miejscu. Nie wie kim jest, nie wie jak się nazywa, skąd pochodzi, zapewne nawet gdyby powiedzieć mu, że pochodzi z takiego to a takiego państwa to i tak nie wiele by mu to powiedziało.
Nie może płynnie poruszać swoim ciałem ... ręce i nogi nie chcą słuchać jego poleceń a język zdaje się przyrósł mu do podniebienia. W sumie to bez różnicy, bo krtań i tak zapomniała jak artykułuje się słowa i pozostało mu jedynie chrapliwe rzężenie.
Po czasie dowiaduje się, że znajduje się na wyspie Labofnii, gdzie wyszkoleni pracownicy postarają się mu pomóc na nowo mówić, wymawiać litery i dadzą mu pracę, biorąc pod uwagę szczegółową wiedzę na dany temat jaką posiada. Bowiem podobnych do naszego bohatera, nazwanego później Johannem, jest na wyspie wielu i każdy z nich otrzymał podobną pomoc.

Nie wszystko jednak jest tak piękne, na jakie wygląda. Jednym z mieszkańców wyspy jest Pedro, który zna każde wydarzenie historyczne jakie miało kiedykolwiek miejsce. Nie wie skąd to wie, skąd te informacje zalęgły się w jego mózgu, ale Labofnia nie takie cuda widziała. Władze wyspy umieściły Pedra na stanowisku kontrolera biletów, mimo że co roku składał on odwołanie od ich decyzji, podając coraz to i nowe argumenty na to, że jest stworzony do pracy na innym stanowisku. Niestety, jego umiejętności były może i nietypowe, ale także sprzeczne z ideą wyspy; przed laty zdecydowano, że Labofnia nie będzie istnieć równolegle z pozostałą częścią świata i że tam nie będą liczyć się żadne wydarzenia historyczne.
A jakiekolwiek postulaty wychodzące od "umarłych" są przez władze ignorowane i w ogóle nie brane pod uwagę.

Nie wiadomo skąd biorą się nowi mieszkańcy wyspy; po prostu o świcie znajduje się ich leżących w pozycji embrionalnej na środku plaży a oni sami też nie są w stanie powiedzieć, gdzie byli wcześniej. Te niewiadome, które krążą wokół ich istoty powoduje u zwykłych ludzi strach przed nieznanym i postawę obronną. Wolą z góry założyć, że to złe istoty i trzymać ich z daleka od "normalnych", niż znaleźć z nimi wspólny dialog.

Książka napisana jest dwutorowo; z jednej strony mamy historię asymilacji „naszego zombiego” a z drugie zaś możemy dzięki zapisom dokumentów, poznać dzieje wyspy, od pierwszych statków podróżniczych, które zawitały na brzeg, aż do decyzji amerykańskiego prezydenta i ministrów zagranicznych innych państw, którzy postanowili utrzymać istnienie Labofni w tajemnicy i którzy odcięli się od istot tam zamieszkujących, gdyż stwierdzili, że są oni prezydentami i rządami „żyjących” a nie żywych trupów.

Szczerze żal mi było zombi, którzy ze swojej natury byli niezwykle potulni i nastawieni pokojowo a przez działania rządów i nagonkę, która objawiła się ukazywaniem w popkulturze wizerunku mięsożernych zombie, które nie mają żadnych skrupułów i nastawione są jedynie na mord, stali się agresywni tylko po to, by chronić samych siebie.

Gdyby zombie istniało naprawdę to historia, którą stworzył autor „Wyspy zombie” byłaby rewelacyjnym wytłumaczeniem. Wszystko pięknie ze sobą współgra, tworząc naprawdę autentyczną historię. Nie mrożącą krew w żyłach, ale taką, która wzbudza współczucie wobec tych, którzy zostali skrzywdzeni przez silniejszych od siebie.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Wyspa Zombie - Człowiek w skórze potwora

Ocena:
Autor:
Data:
„Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie, świat, w którym baśń ta dzieje się” – ten krótki fragment znanej piosenki w sposób ekstremalnie minimalistyczny streszcza ten tytuł. Ukryta przed oczyma całego świata wyspa staje się nagle wspólnym tematem rozmów wybranej garstki osób. Czy znajduje się na niej coś, czego może obawiać się ludzkość? Czy znane z filmów, literatury, a także pradawnych wierzeń żywe trupy istnieją naprawdę? Czy apokalipsa zombie może się ziścić ... Jeżeli pragniecie znaleźć odpowiedzi na powyższe pytania, to serdecznie zapraszam do lektury książki Oysteina Stenea pt. „Wyspa Zombie”.

Głównym bohaterem tej powieści jest rozbitek, którego imię pozostaje dla nas tajemnicą. Na samym początku nie wiemy o nim praktycznie niczego. Skąd wyruszył, jak się tu znalazł, kim był, czym się zajmował. Te podstawowe kwestie nie zostają wyjaśnione, co nadaje mu sporej dawki tajemniczości. Wraz z biegiem wydarzeń nasz bohater zostaje uświadomiony i otoczony niezbędnym pakietem opiekuńczym. Jako nowy mieszkaniec Labofnii otrzymuje on schronienie, opiekę, a także imię. Po tych skrzętnie opisanych wydarzeniach bezimienny rozbitek przechodzi prawdziwą metamorfozę. Od tej pory naszym przewodnikiem będzie Johannes van der Linden. Przemiana następuje wręcz błyskawicznie. Zatracone zdolności motoryczne zostają zręcznie wyuczone, praca staje się obowiązkiem. Osobnik ten upodabnia się do człowieka. Osobiście Johannes przypadł mi do gustu. Nie jest to niezniszczalny bohater walczący z niesprawiedliwością świata, zły opryszek starający się skraść największe sekrety państw. To pierwszy na świecie żyjący wśród umarłych.

Kilka słów pragnę poświęcić pozostałym postaciom, które napotkamy na naszej drodze. Na tym polu nie jest tragicznie, chociaż autor zaliczył kilka błędów. Większość pobocznych postaci to zwykłe kukły wypełniające swoje zadania. Nie ma w tym nic złego, szczególnie, iż pasuje to do charakteru tej powieści. Wszystko jest zaprogramowane, a wykonywane przez bandę truposzy. Niestety minimalizm pewnych osób źle odbija się na całości. Nie oczekuje od nich nie wiadomo jakich cudów, jednak brak polotu, szczątkowego charakteru, czy też woli sprawia, że całość czyta się nijako. Trochę szkoda, gdyż poprawienie kilku kwestii związanych z tymi osobnikami zwiększyło by komfort odbioru.

Świat po którym przyjdzie nam się poruszać jest strasznie ograniczony, co o dziwo w tym wypadku nie jest wadą. Głównym miejscem większości akcji jest wyspa Labofnia, która znajduje się pośrodku oceanu Atlantyckiego. Nie ma jej na żadnej mapie, nie figuruje w żadnym spisie, krótko mówiąc w ogóle nie istnieje. Kilka epizodów rozgrywa się poza nią, co umożliwia nam odetchnięcie od tego parnego klimatu wyspowego. Jej tajemniczy mieszkańcy odróżniają się od ludzi pod wieloma względami. Niższa temperatura ciała, słaby puls, powolna przemiana materii, brak oddechu, zamiłowanie do ludzkiego mięsa. To ciekawe połączenie wydaje się być nam znajome z innych powieści, lecz w tym wypadku jest zupełnie inaczej.

Historia przedstawiona na łamach tej książki jest jedną z wielu, ale wyróżnia się kilkoma cechami. Świetnie przemyślany motyw zombie ukazujący żywe trupy w inny, niecodzienny sposób sprawił, że po tytuł chce się sięgnąć. Na naszej drodze znajdziemy wiele zagadek, czekających by je rozwikłać, a zwarta fabuła nam w tym pomaga. Autor wiele spraw dogłębnie przemyślał, dlatego też całość czyta się przyjemnie. Niestety dla wielu osób tytuł ten może być zbyt płytki, lecz nie powinno was to do niego zrazić.

Według mnie „Wyspa Zombie” to solidny średniak, który jest godną pozycją, wartą poświęcenia jej swojego prywatnego czasu. Niecodzienne podejście do oklepanego tematu jest jak poryw świeżego wiatru. Odświeża i oczyszcza umysł z zalegających historyjek, które nijak mają się do siebie. Polecam każdemu czytelnikowi. Sam nie żałuję żadnej minuty poświęconej lekturze.

Moja ocena: 6.5/10
Artius

W tym miejscu pragnę podziękować wydawnictwu Zysk i S-ka za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Po więcej recenzji zapraszamy na blog KZTK:
http://koszztk.blogspot.com/
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.