Koszyk 0
Opis:
„Przez trzydzieści lat nie mogłem się uwolnić od myśli, że na wielkiej tropikalnej wyspie pod samym równikiem wznoszą się lodowcowe góry”? powiedział Harrer, zanim obleciał pół globu, aby z kilkoma odważnymi mężczyznami eksplorować jeden z ostatnich dziewiczych rejonów naszej planety. Alpinistyczno-naukową wyprawę na Nową Gwineę, którą zorganizował ... w 1962 roku, zaliczył do najtrudniejszych z wszystkich swoich ekspedycji. Alpiniści weszli na ponad trzydzieści szczytów, w tym najważniejszym osiągnięciem było pierwsze wejście na słynną Piramidę Carstensza (Puncak Jaya), najwyższy szczyt wyspy i całej Oceanii. Ich droga prowadziła przez niezliczone pasma górskie, bezdroża dolin i rwące rzeki do tajemniczych rejonów dżungli i osiedli Papuasów, którzy nie wyszli jeszcze z epoki kamiennej. Autor był świadkiem ich okrutnych zwyczajów i owianego legendami, pracowitego pozyskiwania kamienia na siekiery. Wyprawa Heinricha Harrera szerokim echem odbiła się w prasie światowej, ponieważ podczas zdobywania najwyższego szczytu Oceanii straciła łączność i uważana była za zaginioną.  Czytaj dalej >> << Zwiń
  • Stapis
  • miękka
Mniej Więcej
  • Heinrich Harrer
  • 2015
  • 232
  • 234
  • 161
  • 9788361050971
  • 9788361050971
  • ZCLBZ

Recenzje czytelników

Niesamowita podróż do epoki kamiennej

Ocena:
Autor:
Data:
"Wracam z epoki kamiennej" to dziennik z wyprawy do Nowej Gwinei, jaką autor - Heinrich Harrer odbył w 1962 roku. Wszystkie wydarzenia z tamtego czasu spisał właśnie nie byle kto, bo słynny podróżnik, alpinista, uczestnik pierwszego przejścia niezwykle trudnej północnej ściany Eigeru w 1938 r. i niemieckiej wyprawy na Nanga Parbat w 1939 r.
Sięgając po tę książkę obawiałam się trochę ciężkiego, naukowego stylu, jakichś analiz antropologicznych, "suchej" relacji ... Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że to lektura bardzo przystępna, lekka w odbiorze, a do tego nad wyraz wciągająca i fascynująca.
Harrer barwnym językiem opisuje własne niezwykłe przygody i co najważniejsze - relacjonuje to na bieżąco, by nic potem mu nie umknęło, a fakty nie zostały przeinaczone.
A dzieje się naprawdę wiele. Na każdym kroku na wędrowców czyhają niebezpieczeństwa wszelkiego sortu - od napaści ze strony tubylców, przez rozmaite choroby, aż po możliwość utonięcia w wartkim nurcie rzeki. Ileż to trzeba mieć w sobie odwagi, by przemierzać tak dzikie tereny, gdzie nie wiadomo, co może nas spotkać za chwilę, czy nie zgubimy się, czy ten teren w ogóle da się przejść. Ten Austriak wraz z garstką towarzyszy przemierzał jednak ogromnie podekscytowany tę wyspę i nie przerażał go brak wytyczonych ścieżek. Dzięki niemu możemy dowiedzieć się też bardzo dużo o ludzie Dani, który zamieszkuje to miejsce. Często są to informacje wywołujące uczucie niedowierzania, choćby np. to, jak wygląda tam żałoba i co mężczyzna czyni, kiedy ktoś porwie mu żonę. Z książki dowiemy się również tego, czy to plemię szanuje prawo własności, jak odnosi się do obcych, ile wódz może posiadać żon, jak wyglądają polowania i z czego składają się posiłki. Tak samo ciekawie przedstawia się kwestia "ubioru", a już w szczególności męskiego.
Podziwiam Harrera za determinację w realizacji swego planu, za to, że w ogóle podjął się tak ogromnego przedsięwzięcia i nie tracił zapału pomimo chociażby trudności w pozyskaniu tragarzy, rozmaitych przeszkód ze strony przyrody, wypadków. A panowały tam przecież tak surowe warunki, że każdy nieodpowiedni krok mógł skończyć się tragicznie, każdy dzień mógł być tym ostatnim. Natura nie zna litości, nie sprzyja w żaden sposób eksploratorom, ale jednocześnie kusi swym bogactwem.
Książka ta przenosi czytelnika do całkiem innej epoki, gdzie ludzie nie znają naszych udogodnień i w rzeczywistości wcale nie potrzebują ich do szczęścia. Wszelkie niewygody są wpisane w ich życie i im samym wydają się czymś naturalnym. Cały czas zastanawiam się, na ile to się zmieniło przez ostatnich pięćdziesiąt lat, czyli od momentu tej wyprawy. Przypuszczam, że i tam w jakimś stopniu dotarła już cywilizacja. Ciekawi mnie ogromnie, czy zachowały się nakręcone wtedy kamerą przez Harrera relacje z tej podróży i czy gdzieś można je zobaczyć.
Lektura tego dziennika zachwyciła mnie przepięknymi, dziewiczymi krajobrazami Nowej Gwinei, zabrała do miejsca, gdzie powstają kamienne siekiery, a ludność nie przejmuje się tym, co przyniesie jutro. Przerażające za to było to, iż nikt z podróżników nie wiedział, czego można spodziewać się po tych mieszkańcach, którzy np. wywoływali duchy podczas czarów i wierzyli w różne dziwne rzeczy. A co ciekawsze - ekspedycja jeszcze dodatkowo dostarczała tym plemionom broń jako formę wynagrodzenia za pracę. Przyznam, że w takich warunkach, w obliczu ciągłego zagrożenia nie zdołałabym w nocy zmrużyć oka. A do tego przecież dochodziły jeszcze trudności w komunikacji i tym samym problemy wynikające ze złego zrozumienia się. I jak wyczytać z twarzy człowieka jego zamiary, stosunek do mnie, jeśli nie jest on w stanie okazywać emocji? W jaki sposób we właściwym momencie wyczuć niebezpieczeństwo?
A jeśli chodzi o samo wydanie tej książki... Bardzo podoba mi się pomysł Wydawnictwa Stapis na to, iż można ją kupić w dwóch wersjach okładkowych, wybrać sobie po prostu tę, która bardziej nam odpowiada. Plusem są też liczne zdjęcia wewnątrz niej pokazujące ciekawe miejsca z tej wyprawy, ludność, jak i samego autora. Jedynym mankamentem, który psuł mi potem odbiór treści, był wstęp stworzony przez Jerzego Kostrzewę. Został napisany interesująco, ale niestety zdradza zbyt wiele faktów z samych wspomnień Harrera, właściwie jest to streszczenie jego dziennika. Tym samym z grubsza już wiedziałam, co spotka bohatera jeszcze zanim przeszłam do właściwego tekstu, a potem ciągle odnajdywałam w nim fragmenty z wprowadzenia. Trochę to psuło zabawę, bo brakowało nieraz elementu zaskoczenia, gdy czytałam to samo, co wcześniej, jedynie rozbudowane i opisane innymi słowami.
Książkę serdecznie polecam każdemu, kto chce przenieść się do dziewiczej krainy, przedzierać się przez chaszcze, wejść na różne górskie szczyty, poznać tamtejsze plemiona, ale i tego wspaniałego człowieka z pasją, jakim był Heinrich Harrer. "Wracam z epoki kamiennej" to rzecz naprawdę warta poznania. Jestem tą historią dosłownie urzeczona i przypuszczam, że na jednokrotnym czytaniu się nie skończy, z pewnością z czasem sięgnę po nią ponownie.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Do Źródła Kamiennych Siekier

Ocena:
Autor:
Data:
Heinrich Harrer to austriacki alpinista, himalaista, geograf, pisarz oraz … nauczyciel Dalajlamy XIV. Świat poznał jego nazwisko nie tylko dzięki zdobyciu północnej ściany Eigeru, o czym napisał w książce „Biały Pająk”, która to pozycja weszła do kanonu literatury górskiej, ale przede wszystkim dzięki publikacji „Siedem lat w Tybecie. Moje życie na dworze Dalajlamy”. Nakręcony na tej podstawie doskonały film z Bradem Pittem w roli głównej sprawił, że o alpiniście usłyszeli nawet ci ... którzy nie interesują się wspinaczką wysokogórską.
Dziś możemy po raz kolejny przeżyć wielką przygodę z autorem, a to za sprawą jego bestsellerowej książki „Wracam z epoki kamiennej”, czyli relacji z jednej z najtrudniejszych wypraw w jego życiu. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Stapis pozycja, to nie tylko emocjonująca podróż do Nowej Gwinei oraz opis wielkiego osiągnięcia, jakim było wejście na słynną Piramidę Carstensza, ale i fascynujący obraz świata, w którym ludzie żyją bez zdobyczy nowych technologii. W miejscu, gdzie czas jakby się zatrzymał, towarzyszymy autorowi podczas eksploracji dziewiczych terenów i poznawania zwyczajów plemion żyjących niemal tak samo, jak w epoce kamiennej. Otrzymujemy tym samym lekturę, którą chłoniemy z zapartym tchem, zaś forma dziennika oraz plastyczny język Harrera sprawiają, że czujemy nie tylko bezpośrednimi świadkami wydarzeń, ale wręcz ich uczestnikami.
Owa wyprawa do Nowej Gwinei miała miejsce w 1962 roku i była ostatnią ekspedycją poprowadzoną w czasie sprawowania nadzoru administracyjnego nad regionem przez Holendrów. Nie zabrakło tu przeszkód, w tym urzędowych barier, a także widma inwazji indonezyjskiej, ale wyprawa musiała dojść do skutku – wszak autor myślał o niej od 1937 roku, kiedy to szykując się do przejścia północnej ściany Eigeru, usłyszał o lodowcowych górach.
Lądujemy w Iladze, gdzie otacza nas tłum złożony z przedstawicieli ludu Dani z ich nieodłącznym okrzykiem ekscytacji wa-wa-wa, szykując się jednocześnie nie tylko na zdobywanie górskich szczytów, ale i na badania etnograficzne. Fascynuje już sam charakterystyczny wygląd mężczyzn Dani, z twarzami wymalowanymi świńskim tłuszczem, sadzą i ziemią oraz suchą tykwą nałożoną na penis, ale także okoliczna przyroda. Już krótka wycieczka w celu zwiedzenia okolic jeziora Vonk Lake uświadamia, z jakim żywiołem mamy do czynienia. Sam autor ledwie uszedł z życiem po tym, jak przeprawiając się przez rwącą rzekę Ilagi, został wciągnięty przez wir wodny.
Czytamy o przeprawach przez trzęsawiska, o przedzieraniu się przez nieprzeniknioną plątaninę gałęzi, o pierwszych kontaktach z tragarzami, o wizycie wodza plemienia Uhunduni, a także o niezwykłym wrażeniu, które wywołuje widok skutych lodem i śniegiem gór, i to tuż po wyłonieniu się z parnej dżungli. Poznajemy dziwny zwyczaj Dani, jakim jest obcinanie sobie palców wówczas, kiedy przeżywaj oni duchowy ból lub smutek, próbujemy też poznać sekrety plemion, dotyczące między innymi pochodzenia kamieni, z których wyrabia się kamienne siekiery.
Z zapartym tchem śledzimy zdobycie upragnionego szczytu, a nawet … mamy szansę być świadkami zdobycia bezimiennego dotąd wierzchołka. Towarzyszą nam rozmowy dzikich psów, których szczekanie i wycie przypomina do złudzenia ludzkie głosy, znajdujemy nawet metalowe części amerykańskiego samolotu, który rozbił się w 1945 roku. Uczestniczymy również w codziennym życiu lokalnych plemion, obserwując ich zwyczaje i ciężką walkę o życie. Ze zgrozą obserwujemy ponadto upadek autora podczas wspinaczki brzegiem wodospadu, a następnie kolejny – podczas transportu Harrera na noszach. Poznajemy też Papuasów górskich, podążamy do Źródła Kamiennych Siekier, odbywając niezwykłą podróż w czasie. „Zapomniałem, że przyszedłem tutaj z epoki atomu, aby przeżyć kawałek prehistorii; zapomniałem o zapalniczce w kieszeni i zegarku (…). Nigdy nie czułem się tak blisko natury jak w tym miejscu (…), otoczony przez nagich tubylców, którzy nic nie wiedzieli o naszym postępie, a przecież byli szczęśliwi” – pisze autor, a my podczas zgłębiania książki, dzielimy jego emocje. Wyobraźnię zaś uruchamiają dodatkowo dołączone do książki zdjęcia.
Lektura „Wracam z epoki kamiennej” sama w sobie jest podróżą do świata nam nieznanego, gdzie brak jest powszechnie dostępnych dóbr a wszystko, co plemiona posiadają, jest wynikiem pracy własnych rąk. Harrer operując mistrzowsko słowem, maluje przed nami fascynujący, barwny obraz świata, w którego istnienie trudno uwierzyć. Świata z epoki kamiennej…


Justyna Gul
www.qulturaslowa.pl
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena