Koszyk 0
Opis:
Nadzieja na miłość i lepsze jutro… Romans na przekór metryce, zapomniane uroki codzienności oraz sposoby na oswajanie i pokochanie siebie dzień po dniu to w skrócie najnowsza książka Romy Ligockiej. Autorka z dużą dozą sympatii podpatruje rzeczywistość wskazując najlepsze strony życia. Miłość z natury swojej i istoty musi być wolna. Ale jak dać komuś miłość nie odbierając mu jednocześnie wolności? Jak kochać dojrzale? Tym, którzy sądzą ... że z pierwszą zmarszczką maleje nasze prawo do erotyki, bo może natura tak chce, powiem tylko, że skoro w wielu dziedzinach kpimy sobie z natury – zmieniamy ją i poprawiamy – to dlaczego nie w tej? Miłość. Starość – przyjaciółki czy rywalki? A może obie są w nas jednocześnie? Ja dzisiejsza, nie jestem już tą wczorajszą i nawet jej sobie nie przypominam. Wokół nas przecież nieustannie zmienia się świat i my się w nim zmieniamy. Dlatego proszę Państwa: dziś w nocy przestawiamy zegary: niech biją już tylko w naszym własnym rytmie – w rytmie naszych serc. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Roma Ligocka
  • 2013
  • 0
  • 184
  • *, 9788308052365
  • 9788308052365
  • ZB6TE

Recenzje czytelników

Życiowa mądrość w "Wolnej miłości"

Ocena:
Data:
Roma Ligocka, malarka i pisarka, zachwyciła mnie pięknem słowa w swojej najnowszej książce Wolna miłość, a było to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością. Wcześniej czytelnikom zaprezentowała się takimi tytułami jak Tylko ja sama, Dobre dziecko, Znajoma z lustra czy Dziewczynka w czerwonym płaszczyku, która została przetłumaczona na 22 języki, zyskała pozycję bestsellera, a pewien hollywoodzki producent filmowy kupił prawa do jej ekranizacji ... Pani Roma odnosiła też sukcesy na drugiej płaszczyźnie swojej działalności, czyli w malarstwie. Jako absolwentka krakowskiej ASP wystawiała swe prace zarówno w Polsce, jak i Niemczech, Anglii, Szwajcarii, Austrii czy Ameryce. Niektóre z jej rysunków można zobaczyć na kartach Wolnej miłości, co niezwykle wzbogaciło wymowę tej książki, dodało jej autentyzmu i mnie osobiście, jako amatorki malarstwa i szeroko pojętej sztuki, bardzo poruszyło. Oto bowiem, pisarka, które tak pięknie operuje słowem, raczy czytelników raz po raz wymownymi rysunkami, tudzież szkicami, które stają się cichymi komentatorami treści pisanej. Ten zabieg, połączenia pisania z prezentacją rysunków, okazał się bardzo udany.
Wolna miłość to zbiór naczelnych zasad mądrości życiowej, ot co. Sama Roma Ligocka być może nie byłaby zadowolona w takiego komentarza, bo jak twierdzi, zdobycie owej mądrości życiowej zawsze okupione jest bolesnymi doświadczeniami, których gromadzenie z kolei jest oznaką dojrzewania człowieka, żeby nie powiedzieć starzenia się. Lecz człowiek myślący i wrażliwy, chcąc nie chcąc, uzna tę książkę za spuściznę mądrości autorki, która w przyszłym roku skończy 76 lat. Tymczasem wygłasza tak niemodne w naszym społeczeństwie, czy nawet śmieszne, prawdy o prawie człowieka w każdym wieku do marzeń, erotyki, radości, miłości, po prostu o prawie do życia. O tym chyba często zapominamy mówiąc i myśląc o ludziach starszych, przypisując z urzędu naszym babciom i dziadkom role opiekunów wnuków, gospoś, kucharek. Jakbyśmy lepiej od nich wiedzieli, czego od życia oczekują. Roma Ligocka wbrew pozorom nie pisze wcale o starości. Wiek jest dla niej jedynie pustą liczbą, której sens nadajemy my sami. Tak wiele prostych i mądrych słów płynie z Wolnej miłości, że spokojnie można by ułożyć na jej bazie katalog życiowych prawd. Czytając, miałam wrażenie jakby ktoś wyjął z mojej głowy myśli, o których istnieniu nie wiedziałam, albo po prostu nie dopuszczałam ich do głosu. Pisze ona o świecie widzianym oczami człowieka, kobiety, pisarki, artystki. Nawet w uwielbieniu kawy poczułam z nią swoistą więź. Obok tego wszystkiego nie dało się wyczuć obrazu świata widzianego oczami staruszki, a przecież z racji jej wieku mogłoby tak być. To bardzo optymistyczne i pocieszające odczucia, jakie pozostały ze mną po lekturze. Sprowadzają się one do tego, że w sile wieku, nie trzeba być starcem. Można być sobą, celebrując dalej swe pasje, albo odkrywając nowe. Nie czekając na śmierć, ale żyć dniem dzisiejszym.
O ile jednak początek książki niósł ze sobą wiele optymizmu autorki, tak zbliżając się ku końcowi, trochę on słabł. Ale to w tej książce jest naprawdę piękne. Roma Ligocka daje nam słowo, nadzieję, przykłady ze swego życia, uczy radości. Lecz nie jest przy tym nachalna i przemądrzała, pokazuje, że też ma chwile słabości i załamania i, że człowiek choćby bardzo się starał, nie może przejść przez życie tylko z optymizmem w sercu. Czasem potrzebuje, tak jak ona, skulić się w kłębek na dywanie i wypłakać swój ból istnienia. I nie ma w tym nic złego.

http://ksiazkiprzykawie.blogspot.com/2013/11/wolna-miosc-roma-ligocka.html
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Je suis comme je suis /Wolna miłość - Roma Ligocka/

Ocena:
Autor:
Data:
Czasami książki nie przychodzą do nas w dobrym momencie. Nie ten etap, nie ta potrzeba. O tej też tak myślałam, zwłaszcza, że przedzierałam się przez jej kolejne strony, jak przez zasieki. Pole minowe emocji, które autorka zostawiła mi do pokonania, niemiłosiernie mnie pokiereszowało i znudziło. Do czasu. Jeden z felietonów, był tym „jedynym”, tym dla mnie. Każdemu, kto sięgnie po książkę z nastawieniem podobnym do mojego, życzę, by trafił na taki tekst ... I niech również jemu słowa pozwolą pozbierać walające się wokoło własne szczątki…

O dziwo więc i dla mnie znalazły się słowa, przy których się ogrzałam. Nie było ich wiele, nie liczy się jednak ilość. Czego nauczyłam się z tej książki? Że żeby pisać, trzeba mieć wewnętrzną motywację. Nie ważne czy zahacza się czasem o banał, przekazuje wyświechtane mądrości – grunt, że w bardzo osobistej oprawie. Bo pisanie to autoterapia i dawanie siebie. Ligocka sprawia wrażenie, że właśnie to robi: oddaje nam siebie, tak głęboko aż po trzewia. Mam wrażenie, że pozwala nam wręcz wkładać palce w jątrzące się rany. Jest niezwykła, wrażliwa. I siedzimy z jej książką tak, jak z przyjaciółką, gawędząc przy kawie. Tylko, że…no właśnie – „sprawia wrażenie”. Niektóre teksty są dla mnie tak silnie nasączone literacką grą, tak na siłę kreowane na fotografię ze wspomnieniem, takim czy owakim, że ja jej nie do końca wierzę. Może zbytnio czytam poprzez własne doświadczenia i swój sposób postrzegania świata? Uznając, że Ligocka dzieli się ze mną szczerze, zderzam się z „innym” i odczuwam z tego powodu niepokój. Dlaczego? Bo w tym innym przeglądam się, jak w zwierciadle, i co widzę? Nieufność, moją sięgającą absurdu nieufność. Może to lekcja, której potrzebowałam? Są na świecie dobrzy ludzie, którzy nie chcą podstępem dobrać mi się do skóry? A nawet jeśli nie, to może prawda nie jest tyle warta, ile się sądzi? Liczą się tylko cel i sens działań?


Doceniam uniwersalność dobranych tematów. Zresztą jakie miały by być, skoro część publikowana była w popularnym kobiecym czasopiśmie Pani? Śmiem sądzić, że nie ma kobiety, która by się nie utożsamiała z którymkolwiek z nich. W końcu magazyn się sprzedaje, prawda? Tematy podjęte przez pisarkę są więc nie tylko ważkie i trudne, ale także dotykają każdej osobniczki płci pięknej: zmarszczki, anoreksja, inność, erotyzm, złamane serce, kawa, przyjaźń, czas, kłopoty psychiczne, nadzieja… i ciągłe BYĆ. Nie szukanie szczęścia, lecz bycie tu i teraz w chwili, która jest przecież jedynym dostępnym szczęściem. O zaprzestawaniu walki i byciu sobą. Oryginalne? Wiadomo, że nie. A jeśli tak: to bardziej w formie przekazu, języku, niż w samej treści.

Teksty napisane są nieco chaotyczne, jakby poskładane z wielu fragmentów, wycinków rzeczywistości. Zlepione z niekontrolowanego przepływu myśli, i to nie jednej osoby. Pisarka sama przecieka przez tekst, tak jak tylko kobieta może przez tekst przeciekać. Bo tekst kobiety, tekst Romy, jest fizyczny – plastyczny, giętki, miękki, płynny. Można go dotknąć. Można go zobaczyć. Luce Irigaray byłaby dumna.

Ligocka, to obserwatorka dnia codziennego, przepuszczająca wydarzenia i słowa, przez swoje filtry. Wolna miłość to jej impresje, spostrzeżenia. Każdy tekst, to pochylenie się nad jedną sekundą w pędzącym dniu. Tą sekundą, w której dotykamy prawdziwej rzeczywistości, bo nagle dociera do nas, że ona po prostu JEST. Pisarka twierdzi, że rad w swoich publikacjach nie daje, bo sama wciąż popełnia te same błędy. Jak każdy z nas. Pokazuje tylko, jak sobie z nimi radzi. Jednak momentami miałam wrażenie, że moralizuje. Że ja szarpiąc się z tym i owym, powinnam sobie darować, bo nie dorastam... Nie zawsze się z nią zgadzam. Na błędach można się uczyć, a porażki przekuwać w sukces. Człowiek ma w sobie przecież taką moc, prawda?


Co mogę jeszcze pani Romie zarzucić, to zalanie emocją. Uczucia wylewające się na nas z tekstów są bardzo gęste. Zbyt lepkie i ciężkie, bym mogła czytać bez oddechu, przerw. Musiałam od tekstów uciekać, bo tonęłam. Bezpośredniość przekazu, wykładanie kawa na ławę wszystkiego, bez miejsca na refleksję, to też nie jest coś za czym szczególnie przepadam. Jednak rozumiem potrzebę gatunku. Tę grę o nagość, jaką podjęła z czytelnikiem felietonistka.

Na okładce widzimy jedno z dzieł autorki. W środku jeszcze kilka. Plus zdjęcia dłoni - wiele zdjęć splecionych dłoni. Podanie dłoni, to symbol przyjacielskiej otwartości (pani Romy do czytelnika), oddania się komuś. Otwarta dłoń symbolizuje także ukazanie tajemnicy: czyli, że ktoś dzieli się z nami tym, co ma/wie i nie zataja niczego. Z ideą książki tematyka zdjęć współgra więc jak najbardziej. W felietonie bowiem, chodzi właśnie o taką szczerość, to gatunek publicystyki, w której autor odkrywa przed nami swoje zdanie. I podziwiam każdego kto potrafi to zrobić. Czy pani Roma potrafi? Nie można wyrokować, to kwestia subiektywnego odbioru.

Mnie taki typ literatury niekoniecznie odpowiada. Mimo, to nie potrafię jednoznacznie odrzucić tej książki. Trafia do mnie ta jej kobieca płynność formy. Przede wszystkim, Wolna miłość, to zbiór refleksji, na których lekturę trzeba mieć nastrój. Z każdym kolejnym felietonem trzeba się bowiem zmierzyć. Jeśli zechcecie, to na tle czasu, z którym nie będziecie już walczyć, tylko spacerować pod rękę, nauczycie się także rozmawiać z duchami. Swoimi, wyimaginowanymi, innymi…
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena