Koszyk 0
Opis:
Niezwykły fresk. Opowieść o małym bohaterze podczas wielkiej wojny, który marzył o tym, by zostać artystą.Na krótko przed śmiercią Urbain, dziadek Stefana Hertmansa, przekazał mu kilka zapisanych zeszytów – dzienniki, w których zapisał swoje życie. Wnuk obiecał, że zrobi coś z tym materiałem, choć dramatyczne historie rodzinne zasłyszane w dzieciństwie sprawiły, ż ... e przez wiele lat bał się zajrzeć do tekstu. W końcu to zrobił. Ich lektura uświadomiła mu, że musi opisać losy dziadka naznaczone biedą, strasznymi doświadczeniami żołnierza frontowego w czasie I wojny światowej, a po wojnie – przedwczesną śmiercią jego wielkiej miłości. Hertmans stworzył wspaniałą opowieść o okrucieństwie, strachu i przemocy, ale także o odwadze, nadziei i sile potrzebnej do przetrwania. To nie tylko wyjątkowy zapis nieco zapomnianej, ale jakże bogatej historii Flandrii, to także powieść o ukrytej pasji i o tym, co wojna może uczynić z duszą skromnego, ale niezwykłego człowieka. "Wojna i terpentyna" to fascynujący obraz życia człowieka, które zbiegło się z tragediami XX wieku – oraz pośmiertna, niemal mityczna próba pozwolenia, aby to życie wybrzmiało. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Stefan Hertmans
  • 2015
  • 1
  • 416
  • 217
  • 147
  • *, 9788364700934
  • 9788364700934
  • ZCTSG

Recenzje czytelników

Intymna historia

Ocena:
Autor:
Data:
"Wojna i terpentyna" to bardzo intymna opowieść o niesamowitym człowieku, okraszona genialną narracją, celnymi obserwacjami, niepowtarzalnym klimatem i emocjami. Słowem: książka jest piękna, dlatego też gorąco zachęcam wszystkich do jej przeczytania!

Więcej: http://recenzjeoptymisty.blogspot.com/2016/01/wojna-i-drzewa-iglaste.html
Czy ta recenzja była przydatna?

Magiczna

Ocena:
Autor:
Data:
Recenzja premierowa

Przeczytanie tej książki było dla mnie wielką przyjemnością i ucztą literacką. Książkę pochłonęłam w ciągu kilku dni i jeszcze jestem pod wrażeniem. Przyznałam książce 9 gwiazdek. W tym jedna gwiazdka jest za język powieści.
Wiele aspektów tej książki zwraca swoją uwagę, zarówno gdy się ją czyta, jak i ogląda. Postaram się jakoś wyrazić swój zachwyt.

Zacznę od treści. Jest to opowieść autora, Stefana Hertmansa, flamandzkiego pisarza, u nas nieznanego pisarza ... o swoim dziadku Urbainie Martienie. Był to zwykły, szary człowiek, pasjonat malarstwa niderlandzkiego i starszy sierżant, weteran Wielkiej Wojny, pierwszej wojny światowej, kilkakrotnie rannym, odznaczonym medalami. Jednocześnie jest to opowieść autobiograficzna, o samym autorze i tym, jak podczas czytania pamiętników dziadka, poznawania jego pamiątek i miejsc, związanych z nim, obrazów ważnych dla dziadka i muzyki, którą się cieszył, jak autor odkrywa swoje zapomniane ja, jakąś ukrytą własną tożsamość.

Książka podzielona jest na trzy części. Część pierwsza to przywoływanie do istnienia (chyba tak jest najlepiej to opisać) dziadka, i pradziadków. Są to czasy jeszcze dziewiętnastowieczne, czasy biedy i sztuki, ale i ruchów socjalistycznych.

Część druga to pamiętniki dziadka, przetworzone i skrócone przez autora, opisujące traumatyczne, drastyczne i turpistyczne przeżycia Urbaina jako żołnierza.

Część trzecia to czasy po powrocie z wojny. Reszta życia.

Jednocześnie całą książkę przeplata narracja współczesna, dochodzenie Hertmansa do prawdy o dziadku, to rozwijanie pamiątek, poznawanie i zachwyt obrazami i muzyką, ważnymi dla dziadka.

Książka zawiera wiele zdjęć i obrazów, wykonanych przez autora. To część narracji.
Inną częścią narracji jest wspaniały, mistrzowski język. Tę książkę musiał napisać pisarz biegły w sztuce pisania, mistrz słowa. Mistrzowskie jest również tłumaczenie na polski Alicji Oczko. Jestem ciekawa, jak wyglądał oryginał. Na pewno taki język byłby niemożliwy po angielsku: długie zdania, ogrom przymiotników. Przychodzi mi do głowy strona 279, która jest jednym zdaniem, opisującym dzień frontowy. I to całe wielkie, stronicowe zdanie, jest zrozumiałe, jasne, a zarazem pełne poetyckości.

Pewnie stąd pojawiają się w recenzjach stwierdzenia, ze jest to książka poetycka. Nie jest to książka poetycka, to epika w pełnym tego słowa znaczeniu. Ale piękno, gibkość języka, bawienie się narracją, czasem, miejscami, ta drobiazgowość w opisie miejsc, osób i nastrojów jest już w dzisiejszych powieściach taką rzadkością, iż mówimy, ze jest to powieść poetycka. Zarazem, autor potrafi pisać o rzeczach i ludziach niedoskonałych, o sprawach niepoetyckich. Pozostawię może opisy wojenne, a przytoczę opis głupoty, zauważonej przez młodego Urbaina:
str. 119 'Zaśmiał się, pokazując żółte zęby, i czknął, patrząc ze współczuciem na zdumionych chłopaków, a w jego spojrzeniu błysnęło coś diabelskiego, co mojemu dziadkowi przypominało głupotę kozy na ich małym miejskim podwórku'.

Każda z części książki wywołuje w czytelniku inne uczucia. Zdawałoby się, że najbardziej wstrząsa część druga - ta o wojnie, okopach, rozerwanych kończynach, smrodzie, szczurach i odchodach ludzkich, bólu i cierpieniu. To rzeczywiście przełamuje polski stereotyp, że wojna okrutna była dla naszej części kontynentu, że okrutna była ta druga, że Belgowie nie chcieli walczyć, że mamy w pamięci kroniki filmowe z roku 1939.

Ale na mnie największe wrażenie w tej książce zrobiły obrazy, sztuka, te drobiazgowe opisy pędzla, fresków pradziadka, obrazów dziadka, tych staroświeckich strojów, tych krajobrazów, i część pierwsza, tak pełna miłości. Bo część pierwsza opisuje pradziadków autora, ich miłości, w każdym dniu, w każdym geście, w doli i niedoli. I opisuje dojrzewanie dziadka, jego tęsknoty za ojcem, miłości do matki, biedy, ciężkiej pracy i budzącej się pasji estetycznej.

Część trzecia to zwieńczenie książki. Taka 'reszta życia', szamotanie się dziadka z tragedią osobistą, z zawodem psychicznym dziadka i jednocześnie kropka nad i autora, narratora - odkrycie dwóch najważniejszych dla jego serca obrazów.

Książka jest piękna, napisana wspaniałym językiem. Narrator trzyma czytelnika za serce, za wyobraźnię, raz zwiększa tempo, a innym razem je zwalnia. We mnie te wspomnienia Urbaina przywołały wspomnienie mojego dziadka, który też terminował u kowala, miał swoją wielką miłość, przywiązywał wagę do drobiazgów: krawata na gumce, zegarka na łańcuszku i uwielbiał czytać. Tak jak Urbain, pośród biednego środowiska, ubóstwa, miał ten swój świat sztuki. I chyba w życiu tamtego pokolenia było trochę jak z tytułem tej książki 'Wojna i terpentyna'. Wojna to okrucieństwo świata, to zło, smród i ból. Natomiast terpentyna to część sztuki, to uczucia przelane na płótno.
W życiu jest i to, i to. I czasem mam wrażenie, że tamto pokolenie jakoś bardziej niż my potrafiło się delektować tymi okruchami wzniosłości. Biografia Urbaina Martiena to pokazuje.

Polecam z całego serca! Książka roku.
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/10/stefan-hertmans-wojna-i-terpentyna-o.html
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena