Koszyk 0
Opis:
Po pięciu latach milczenia Magdalena Tulli powraca książką inną od wcześniejszych - niewątpliwie autobiograficzną, przejmująco szczerą. Literacko doskonałą.
  • Nisza
  • miękka
Mniej Więcej
  • Magdalena Tulli
  • 2011
  • 1
  • 144
  • 208
  • 135
  • 978-83-62795-09-3
  • 9788362795093
  • ZABW7

Recenzje czytelników

Ale to już było!

Ocena:
Autor:
Data:
Magdalena Tulli, autorka kojarzona z nurtem antyprozy, powróciła w 2011 roku ze swoją najnowszą książką. „Włoskie szpilki” to właściwie zbiór siedmiu krótkich opowiadań, które łączą się ze sobą fabularnie. W dużej mierze jest to książka autobiograficzna. Stąd też główna bohaterka, nazywana raz Małgorzatą, raz Karoliną, snuje opowieść o swoim podwójnym, włosko-polskim życiu. Z jednej strony poznajemy jej matkę - Polkę. Obecnie starszą panią z zanikiem pamięci, dawniej osobę ... która raczej nie interesowała się tym, co dzieje się z jej jedynym dzieckiem. Z drugiej strony czytamy nikłe wspomnienia na temat ojca – Włocha. Wydaje się, że to matka jest bardziej obecna w życiu głównej bohaterki, bo to o niej częściej mówi. Włochy występują w jej pamięci, gdy wspomina wakacje lub opowiada historie rodzinne dotyczące jej przodków. Mamy we „Włoskich szpilkach” doskonałe skontrastowanie polskiej, powojennej rzeczywistości z blaskiem Mediolanu. We wspomnieniach rodzinnych ukazana jest też wojna. Ta widziana oczami Polki i ta oglądana z perspektywy Włoszki. Bo bohaterka jest raz jedną, raz drugą. Opowiadania ocierają się o prozę rozliczeniową. Tulli nie stroni od uwag, że przywilejem jest bycie „samemu sobie winnym”, bo „nie ma nic bardziej poniżającego niż los niewinnej ofiary”. Ofiarą jest także w szkole. I tutaj autorka potwierdza to, o czym niewiele osób mówi – że dzieci bywają okrutne. Niezwykle trudne jest życie odmieńca, który w szkole skazany jest na ostracyzm. Opowiadania zamieszczone w zbiorze są bez wątpienia ciekawie nakreślone. Kontrast pomiędzy Polską, a Włochami, między główną bohaterką, a jej młodszą wersją, budzi żywe emocje. W oczy rzuca się także pewna zasada konstrukcyjna. Niemal każde opowiadanie jest kreowane wokół jednego, charakterystycznego przedmiotu. Raz są to tytułowe włoskie szpilki, raz stary fortepian lub też kasetka. Jednak coś w tej historii sprawia, że lektura nie wciąga. Według mnie to stale powtarzający się w polskiej literaturze motyw wojny, czy też powojennej rzeczywistości. Wiele już można o tym przeczytać i gdy widzę to u Tulli mam ochotę rzec „ale to już było!”. Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Gdy matką staje się historia...

Ocena:
Autor:
Data:
Gdy matką staje się historia…

Ostatnia książka Magdaleny Tulli - Włoskie szpilki, choć wykorzystuje znany z literatury (i nie tylko) schemat emocjonalnego konfliktu między matką a córką, to jednak w żadnym stopniu „nie trąci” epigonizmem. Zresztą u tej autorki za sprawą złożonej narracji, niejednoznacznej kompozycji czy mnogości aluzji, takie rozwiązanie wydaje się wręcz niemożliwe. „Uporządkowana” z pozoru historia u Tulli nabiera głębszych, symbolicznych znaczeń ... dzięki czemu każde słowo i każda myśl urasta do rangi czegoś niepowtarzalnego.
Narratorką, a zarazem bohaterką utworu jest dojrzała kobieta (urodzona w 1955 roku) - rozwódka, mająca dwóch synów i „ciężką kasetkę” doświadczeń. Opiekuje się ona chorą na Alzheimera matką. Kobieta jednak nie rozpoznaje córki. Zaburzenia pamięci sprawiają, że obie zaczynają żyć nie tyle przeszłością, co niemal w przeszłości. Bohaterka podejmie próbę zrozumienia okaleczonej przeżyciami II wojny światowej matki, ale i siebie samej, mimowolnej ofiary „wadliwego” systemu politycznego, społecznego i rodzinnego, przed którym chroniła się we Włoszech, ojczyźnie swojego ojca. Słoneczna Italia okazuje się z jednej strony azylem - przed pozbawionym miłości domem, szkołą, gdzie nie znajduje akceptacji i szarością komunistycznej rzeczywistości - z drugiej zaś „zdrajcą”. Dowodzi bowiem, że wobec dziejów historii nigdy nie jesteśmy równi: „Tylko połowa mojej rodziny płynie w tej chmurze, myślę z gniewem. Tylko połowa. Druga połowa żyje przecież z lekkim sercem w pięknym świecie z leksykonu Palazziego”. Sama bohaterka w pewnym momencie stwierdza: „Chciałabym zapomnieć, że zginęłam w Auschwitz”. Absurd? Nie, okrutna prawda, że trauma obozowych doświadczeń dotyka nie tylko ofiary nazizmu, ale i następne pokolenia. Zniewala człowieka i nie pozwala mu odnaleźć się w rzeczywistości wolnej od kolczastych drutów. W tej perspektywie trudna relacja między matką a córką, nie jest zwykłym konfliktem pokoleniowym, ale starciem dwóch światów - tego, który ukształtował i odarł z człowieczeństwa matkę oraz tego wciąż pełnego antysemityzmu, w którym przyszło dorastać córce …
Opowieść Tulli składa się z siedmiu, krótkich części i choć można je czytać osobno, to nazwanie ich samodzielnymi opowiadaniami byłoby nadużyciem. Tak naprawdę dopiero z całości, chociaż fragmentarycznej i pozbawionej chronologii, wyłania się pełny sens przedstawianej historii i psychologiczny portret głównej bohaterki, dla której choroba matki okazuje się paradoksalnie nie przekleństwem, ale błogosławieństwem. Przywoływane przez nią obrazy z okresu wojny i okupacji sprawiają, że najbliżsi, w tym córka, nie mogą uciec od rodzącej się iluzji tamtej rzeczywistości - ”W niektóre dni dom był pełen ludzi. Snuli się po pustych pokojach, całkiem przezroczyści, jak powietrze.” Wspomnienia z życia matki, a później swojego dzieciństwa pozwalają bohaterce rozliczyć się z bolesną przeszłością, a przede wszystkim dostrzec we własnej matce człowieka: „Podniosła na mnie wzrok. Wyglądała tak, jak wyglądają dzieci, których nikt nie kocha, mają to wypisane na czole i nie budzą współczucia”. Chyba właśnie teraz, po latach, córka staje się dla niej kimś bliskim, dając schorowanej staruszce poczucie bezpieczeństwa i namiastkę domu, którego sama nigdy nie potrafiła stworzyć. I fakt, iż cały czas traktuje ją jaka kogoś obcego, zwykłą opiekunkę, nie jest w tym przypadku uciskiem, ale wybawieniem od permanentnego stanu pamiętania o błędach przeszłości.
W książce nie pada jednak słowo miłość czy też nienawiść. Choć bez wątpienia określenie żal najlepiej oddałoby emocje głównej bohaterki. Próżno szukać też w opowieści tkliwości, patosu czy zbędnego sentymentalizmu. Można wręcz uznać, że utwór został odarty z jakichkolwiek uczuć, a sposób ukazania więzi między matką a córką opiera się głównie na niedomówieniach. Daleki jest od subiektywizacji, choć przecież bohaterka, będąc zarazem narratorem, mogłaby sobie na to pozwolić. Tymczasem, nie ma tu gorzkich refleksji, a esencją „psychoanalitycznych” rozważań okaże się dla niej jedynie stwierdzenie, że towarzysząca jej w okresie dzieciństwa wewnętrzna słabość, stała się mimo wszystko życiową siłą – „Jest przyzwyczajona nie oczekiwać pomocy od nikogo, a to zwiększa szanse przetrwania znacznie bardziej niż grono przyjaciół”.
Czytając Włoskie szpilki, nie sposób uciec od porównań między postacią głównej bohaterki, a samej autorki książki. Jednak nawet jeśli znajdziemy niewątpliwe ślady autobiografizmu (data urodzenia czy włoskie korzenie i nazwisko) to stwierdzenie, iż mamy styczność z opowieścią autobiograficzną, będzie wyraźnym nadużyciem. Zresztą nie to stanowi główny cel opowieści. Magdalena Tulli wyznacza bowiem granicę między prawdą a fikcją, a jej najczytelniejszym przejawem jest to, że bohaterka staje się tak naprawdę typem „everymena” - „Pewnego popołudnia bohaterka tej historii – nazwijmy ją Karoliną albo Małgorzatą – brnęła pieszo przez zaśnieżony most”. Nie znamy jej tożsamości. Jest ona również zasłonięta przez niepamięć własnej matki. Świadczy to nie tylko o uniwersalnym charakterze utworu, ale pozwala każdemu znaleźć w bohaterce cząstkę siebie i własnej historii. Bez wątpienia również złożona narracja sprzyja temu, by unikać aluzji na temat domniemanego autobiografizmu. Autorka zręcznie lawiruje między narracją pierwszoosobową, by po chwili przedstawić wydarzenia z perspektywy dziecięcej, aż w końcu staje się kimś „obcym” i opowiada o sobie z punktu widzenia narratora trzecioosobowego: „Dziewczynka, którą to spotkało, z pewnością zamknęła oczy, bo nic więcej nie widziała. Rozcierała policzek i być może potykała się, usiłując nadążyć za moją matką”. Taka konwencja umożliwia bohaterce zdystansowanie się od własnych problemów i przeistoczenie się na moment w obiektywnego obserwatora. Dzięki temu unikamy zbędnego wartościowania i wydawania powierzchownych sądów, bo w tym przypadku ofiarą jest zarówno matka, jak i córka…
Magdalena Tulli na kanwie znanego motywu, ale pod „płaszczem” misternej konstrukcji fabularnej, stworzyła niemalże dzieło totalne. Dzięki niemu na nowo odkrywamy wymiar Holocaustu, który czynił spustoszenie nie tylko w obozach zagłady, ale i poza jego granicami – w ludzkich psychikach.


Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.