Koszyk 0
Opis:
Debiutancka powieść Kornela Maliszewskiego to hołd dla inności, przyjaźni, sztuce opowiadania historii, ogólnie pojętej literatury oraz życia.
  • Mamiko
  • miękka
Mniej Więcej
  • Kornel Maliszewski
  • 2011
  • 126
  • 210
  • 150
  • 978-83-60224-77-9
  • 9788360224779
  • ZAETS

Recenzje czytelników

Zamiast pisać o arcydziele, należy napisać, że Kornel Maliszewski świetnie odrobił lekcję literatury.

Ocena:
Data:
Mogłoby się zacząć od tego, że Andrzej Wintro pod wpływem emocji zasnął i przez około sto dwadzieścia stron śnił mu się sen. Konflikt z rodzicami młodego mężczyzny trwał od miesięcy, może od lat. Ojciec pijak, kiedyś pewnie inteligent, ale kogo ten kraj nie splebsił? Matka próbowała zamiatać awantury, czy raczej ich skutki, pod wypłowiały dywan. Chciała dla syna zawsze jak najlepiej. Teraz też. Może lepiej, Andrzejku, jak się wyprowadzisz? Uspokoisz się, spróbujesz jak to być dorosłym ... W końcu i ona nie wytrzymała, albo Wintro już śnił, i jak w „Celinie” Staszewskiego naga na balecie, tańczy na parapecie, wdzięcząc się do ulicy, jakie dno, jakie dno! Być może wszyscy już spali pomrukując pijanym szeptem. Z tym, że Andrzej Wintro we śnie rozpakowywał plecak w mieszkaniu wynajętym od ryżego grubasa.
Na ile jest to domeną dziecka, nie wiem. W jakim wieku się to kończy, nie wiem. Co zatem? Tak straszna rzecz, która dotyka chyba każde dziecko. Bo większość dzieci to delikatne, wrażliwe istotki. Awantura, krzyki, kara, ślęczenie nad znienawidzonym jedzeniem, zamykanie w pokoju, klęczenie, bicie skórzanym pasem, metalową klamrą po pośladkach, plecach, udach. Potem chlipanie, płacz, połykanie łez. Pocą się małe rączki. Istotka czuje się potwornie zmęczona, senna. Zasypia. Przychodzi sen. W tym dopiero kształtującym się urządzeniu pulsuje wzburzona krew, skrada się podstępna gorączka. Któraś tam senna faza podpowiada słodką zemstę na krzywdzicielach. Albo otwiera drzwi do krainy szczęścia.
Czy w ogóle istnieje granica, za którą potrafimy okiełzać emocje? Kiedy wychodzimy z dzieciństwa? Jak poradzić sobie z dojrzewaniem? Co przystoi dorosłemu? W jakim wieku już nie padamy na łóżko z twarzą mokrą od łez, tuląc ją do zimnej ściany. Pragnąc, tęskniąc i nienawidząc? Zaczyna się oniryczna historia. Kornel Maliszewski opowiada sen dwudziestokilkuletniego Wintry. A sen, wiadomo, uzdrawia. Gdy się obudzimy, wszystko będzie już dobrze. Cóż może być bardziej przyjemnego niż kojący, łagodny, prawie radosny głos matki? Proszę bardzo: „- Przecież nic się nie stało – powiedziała ochoczo matka”.
Oczywiście mogłoby być jeszcze inaczej. Andrzej Wintro w pośpiechu, w złości wychodzi, wybiega z rodzinnego domu trzaskając drzwiami. Obraża się na ojca do końca życia, na całą wieczność. Przeświadczony, że nie chce go już nigdy widzieć, wzburzony zasypia w nowo wynajętym mieszkaniu. I w nim śni. W śnie przychodzi do niego matka. Wintrze wydaje się, że go budzi. Że wszystko jest dobrze. Prawda, że tak bywa? Sen w śnie. Już, już wydaje się śniącemu, że przychodzi ukojenie, szczęście, gdy się budzi i nie można uniknąć tego, od czego sen miał wybawić: „Koniec był, nie dało się go uniknąć, więc skoro jest, to od początku byłem skazany na zamknięcie, będę taki sam, jak przed otworzeniem, skazany na dodatek przez brak umiejętności i niechęć do happy endów, bo to niby takie banalne, na odejście bez fajerwerków, suspensu, morału, doskonałej puenty”. Otóż to, to nie ma puenty, zakończenia. Trzeba żyć dalej.
Bez względu na to, którą wersję wybierze czytelnik, w mojej opinii ważniejsza od tego, co dzieje się prawie przez całą powieść, jest próba przekazania przez Maliszewskiego powodów zapadnięcia w sen. Powodów snu męczącego i strasznego. Snu ciężkiego, z którego zbudzić się można tylko zlanym potem, z sercem w krtani. Snu męczącego, niedającego odpoczynku. Okropnego i uciążliwego. Młody człowiek niby twardy, samodzielny, bezwzględny jest emocjonalnie wiotki. Maliszewski pokazuje nam właśnie takiego mężczyznę. Na progu dojrzałości albo dopiero co dojrzałego. Skazanego na odwieczny konflikt młodych ze starymi. Poranionego, poszarpanego, wytarganego w szeregu krwawych bitew. Wojna, owszem, kończy się. Ale niekoniecznie fajerwerkami radości, happy endem. Miłosierne siostrzyczki niejednego z towarzyszy broni będą wiozły po białej wykładzinie do wyśnionego xanaxem pięknego domku pod lasem.
Chciałbym napisać, że „Wintro” to arcydzieło. Krótka powieść, z której po paru tylko zdaniach wyciekają strzępki emocji, uczuć, nerwów. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że niewielu zgodzi się ze mną. Ot, banał. Być może mało kogo wzruszy, że ojciec kradnie synowi ciężko zarobione pieniądze, że matka pijana w sztok robi striptiz na oknie. Mało kto się zatrzyma przy tych zdaniach, bo niecierpliwi się, czeka na coś wyjątkowego. Ale to nie jest powieść, która rozwija się powoli, którą czytelnik smakuje, podziwia, to nie jest żadna intelektualna uczta. To smutna, duszna historia. Jakże taka ma nie być, gdy w kilku pierwszych zdaniach coś wybucha i czytelnik wpada do jaskini, tunelu. Zostaje wepchnięty do celi, ciasnej i klaustrofobicznej. Celi własnych wyobrażeń. Celi delirycznej, onirycznej, psychodelicznej. Wąski świat Maliszewski wypełnia wydarzeniami, przedmiotami i postaciami, jak to we śnie, posiadającymi na poły realne odniesienia i kompletnie fantazyjnymi. Żeby je opisać potrzeba przymiotników o ciężkim emocjonalnie tonie. Trzeba dla tego opisu szukać odniesień w prozie, która balansuje gdzieś na granicy dwóch światów. Tego realnego i tego wysnutego z wyobraźni, złego snu, tęsknoty za czymś lepszym, ale nieosiągalnym. Prozy, której autorów uwierał świat, rozszarpywał niepokój. Którzy podjęli straszny trud opisania nieopisywalnego. Witkacy, Bruno Schulz, Danilo Kiš, Sándor Márai, może także Wienia Jerofiejew, trochę Wojciech Kuczok. Zamiast więc pisać o arcydziele może należy napisać, że Kornel Maliszewski świetnie odrobił lekcję literatury? Bo przecież znakomicie, wyjątkowo wyrwał ot, takie sobie prozaiczne wydarzenie, społeczny obrazek, socjologiczny strzępek z życia miasta, z życia rodziny i nie opisując go przecież, ukoronował niewiarygodną symboliką pochodzącą z człowieczego wnętrza. A jakże dokładnie, jakże ze szczegółami, jakże do dna odczytał tę symbolikę! Nie, ja nie jestem w stanie odkryć niuanse. Mogę się tylko domyślać. Zwykłego czytelnika, książkowego plebejusza omijają sprawy najważniejsze. Oczywiście, coś czuję, coś mnie wzrusza, coś zwraca baczniejszą uwagę. W taki sposób potykam się co kilka stron. Bazgroły Irmy. Stara farba wyłażąca ze ścian niczym jakaś obrzydliwa plazma. Żeliwna wanna wypełniona zimną wodą. Miasto, w którym wszyscy mężczyźni noszą to samo imię. Mieszkanie pełne zegarów. Sąsiadka-mężatka nimfomanka. Delirium tremens czy sen szaleńca?
Fascynujący jest zabieg igrania z czasem. Zabawa w umiejscowienie historii. Maliszewski doprowadza do tego, że czytelnik nie jest pewien, czy akcja dzieje się na początku dwudziestego pierwszego wieku, w latach siedemdziesiątych ubiegłego, czy może nagle wszystko cofnęło się do przedwojnia. Autor podrzuca z niczego ni z owego przeróżne rekwizyty, którymi czytelnik się sugeruje: żeliwna wanna, wartburg, USB, klawiatura, Karin Stanek, Elton John, grzybki i lufka. Tyle że niepotrzebnie. Bo to przecież sen ze swoimi sennymi prawami…
Nie mogło być inaczej. To wnętrze… Ciekawi mnie czy Kornel Maliszewski wymyślił najpierw fabułę czy tytuł? A tytuł jest intrygujący. Czy jego pierwsza litera to nie przyimek? Jeżeli tak, to czy rządzący biernikiem, czy miejscownikiem? Ale tak czy inaczej sugeruje nam kierunek ku czemuś, albo bycie wewnątrz. Z kolei intro to z angielskiego wprowadzenie, zaś z łacińskiego oznacza do środka, do wnętrza. Czyli zostajemy wprowadzeni przez Maliszewskiego za pomocą podwójnego, wzmocnionego, bardzo podkreślonego neologizmu do wnętrza. Reszta bez złudzeń, albo raczej same złudzenia. Chyba że intro to wstęp. Wstęp do jakiejś innej historii. Innego życia. Czegoś, co dopiero się zacznie. Te sto dwadzieścia stron może być zatem wprowadzeniem, prologiem, uwerturą. Po przeczytaniu ostatniego zdania powieści prawie jestem tego pewien.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.