Koszyk 0
Opis:
Czas się zatrzymał, strach i tęsknota walczyły w jej sercu. Rhys stojący w cieniu drzewa posłał jej pełen melancholii uśmiech. Czy jesteś gotowa zaryzykować wszystko dla miłości, Winter Blackwood Starr? Życie młodziutkiej Winter Starr wywraca się do góry nogami, kiedy babcia, jej jedyna bliska osoba, ulega dziwnemu wypadkowi i zapada w śpiączkę. Dziewczyna zostaje odesłana z Londynu do Cae Mefus, małego miasteczka na północy Walii, gdzie czekają na nią nowi opiekunowie - państwo Chiplinowie ... Cae Mefus powoli staje się dla Winter domem. Najstarszy syn Chiplinów, Gareth, nie odrywa od niej wzroku. W nowej szkole Winter poznaje tajemniczego i szalenie przystojnego Rhysa. Gareth próbuje ostrzec dziewczynę przed tą znajomością, ale ona nie jest w stanie oprzeć się nagłej namiętności, która bierze we władanie parę młodych kochanków. Niebezpieczeństwo przestaje mieć dla nich znaczenie. W hrabstwie dochodzi do niewyjaśnionych ataków, sama Winter też zostaje napadnięta. Przerażająca prawda powoli zaczyna wypływać na powierzchnię. Winter odkrywa nieznany świat, w którym prastare obyczaje przekazywane są z pokolenia na pokolenie, a tajemny pakt strzeże życia milionów ludzi. Odkrywa prawdę o śmierci swoich rodziców i o jedynym dziedzictwie, jakie jej pozostawili: kryształowym amulecie, który ją chroni. Musi wybierać między Rhysem, chłopakiem, którego kocha, a swoim własnym życiem. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Asia Greenhorn
  • 2013
  • 452
  • 215
  • 150
  • 978-83-933831-7-7
  • 9788393383177
  • ZATO8
  • 17-99 lat

Recenzje czytelników

Nieznośnie poprawna i przeciętna

Ocena:
Autor:
Data:
Zacznę od tego, że promocja książki „Winter” to strzał w kolano. Jej okładka (kiczowata, gotycka dziewczyna – co ciekawe bohaterka powieści nigdy nie była ubrana w ten sposób – z wyraźnymi śladami wampirzych kłów na szyi) oraz opis na okładce ociekający wyrażeniami takimi jak „świat, w którymi miłość może zabić”, „tajemniczy i szalenie przystojny Rhys”, „Gareth nie odrywa od niej wzroku”, a przede wszystkim fakt, że bohaterka będzie musiała wybierać pomiędzy miłością ... a swoim życiem dosłownie wołają o pomstę do nieba! Tego typu okładki i opisy, które kilka lat temu, wypływając na „pozmierzchowej” fali, budziły wielką radość i zainteresowanie, dziś budzą nie tylko obojętność, ale wręcz niechęć i bunt. Bo znowu wampiry, bo znowu dziewczyna w czerni (uuu, jaka mroczna!), bo znowu wieczna miłość, bo znowu śmierć, bo znowu szkolny przystojniak i znowu ktoś oczu nie odrywa, a jaka ona bardzo przeciętna. To wszystko, co czytałyśmy już dziesiątki, a może i setki razy. Ten sam schemat, ta sama fabuła, wszystko ta samo! A jak do tego dochodzi, że trzeba za to badziewie zapłacić 45 złotych, to nie dość, że nie zachęca, to jeszcze śmieszy, że ktoś wymyślił sobie takie coś. Wszystko to spóźnione o dobre 7 lat.

Winter to szesnastoletnia dziewczyna, która na skutek dziwnej choroby babci zmuszona jest przenieść się do rodziny zastępczej. Jej nadgorliwa prawniczka wybiera dla niej rodzinę Chiplinów mieszkającą w odległym Cae Mefus. Dziewczyna zostaje przyjęta niezmiernie gościnnie, na dodatek od razu zakochuje się w niej syn państwa Chiplin – Gareth (a to dopiero!). Oczywiście jeden adorator to za mało, dlatego wielką miłością do bohaterki pałać zaczyna szkolny przystojniacha, prezes tajemniczego klubu – Rhys. Na a później dość typowo – dziwne napady, niezwykle szokująca prawda o ukochanym Winter, zakazana miłość. Nic co by mnie zaskoczyło, czy poruszyło. Na dodatek, najciekawszy według mnie fragment książki, ten w którym bohaterka próbowała się dowiedzieć o co chodzi (kto stoi za atakami, kim są członkowie tajemniczego klubu, jaką tajemnicę skrywa jej rodzina oraz policja), został sknocony przez okładkę. Charakterystycznie ugryziona dziewczyna od razu sugeruje, że książka opowiadać będzie o wampirach. A fakt ten naprawdę nie jest oczywisty i dowiadujemy się o nim późno, ponieważ prawie dopiero w połowie książki. Kolejny promocyjny niewypał i nieznajomość rynku. Ludzie, ogarnijcie się! Wampiry przejadły się jak stary chleb. Zamaskowanie na okładce fatalnych ukąszeń nie zmieniłoby wprawdzie treści, ale umożliwiłoby czytelnikowi samodzielne zmaganie się z zagadką oraz nie odstraszałoby bijącym aż w oczy sloganem „kolejna powieść o wampirach”.

Książka nie jest zła. Jest dużo lepsza od niektórych paranormal romance, które czytałam. Z przymusu zaliczę ją do grona „da się przebrnąć”. Do „dobre” jednak jej daleko, koło „znakomite” nawet nie leżała. Bycie przeciętnym jednak już nie wystarcza. Półki uginają się od podobnych pozycji. Jeśli ktoś chce wydać paranormal teraz, kiedy w zasadzie jest już na to za późno, liczyć się musi z tym, że nawet bycie dobrym może okazać się niewystarczające.
I chociaż w ogólnym rozrachunku „Winter” nie wypada tragicznie, to niestety zaliczyć ją muszę do grona najnudniejszych paranormal romance z jakimi miałam do czynienia.

To powieść nieznośnie poprawna. Czemu nieznośnie? Bo teoretycznie wszystko jest w porządku; czyta się ją bez uszczerbku dla własnego zdrowia psychicznego, poczucia estetyzmu i bez zgrzytów językowo-stylistycznych. Ale to za mało. Akcji jest niewiele, za to dużo rozmów, przemyśleń, bezsensownych i niepotrzebnych działań, długich, sztucznie przeciągniętych wątków. W połowie czułam się znużona na tyle, że nie miałam ochoty czytać ciągu dalszego. Zakończenie też nie spędzało mi snu z powiek; tego typu historie zawsze kończą się szczęśliwie.

Książka jest gruba, to widać. 450 stron to naprawdę sporo. Nie jest jednak tak długa, jak mogłoby się wydawać. Każdy rozdział bowiem rozpoczyna się na nowej stronie, a rozdziałów jest ponad sto. Oczywiście wszystko to zrobione zupełnie bez sensu. Rozdziały są króciutkie, czasami zajmują niecałe dwie strony. Poza tym są idiotycznie podzielone. Czasami jedna scena (jedność czasu, miejsca i akcji, a także – uwaga, nowe pojęcie! – jedność konwersacji) przedstawiona jest w kilku rozdziałach. Zdarza się, że rozdział kończy się w środku akcji. Jest zdanie, potem czysta kartka (bo po każdym rozdziale jest czysta kartka), potem kolejne pół czystej kartki (bo nowy rozdział zaczyna się od połowy strony), sygnalizacja, że do czynienia mamy z kolejnym rozdziałem i dopiero wtedy zdanie, które według wszelkich zasad logiki powinno się znaleźć bezpośrednio pod poprzednim, tym które z niewiadomych przyczyn zakończyło rozdział. Zabieg ten jest na początku irytujący, do końca niezrozumiały, ale z czasem zaczyna cieszyć, bo dzięki temu nieznośne 450 stron mija zaskakująco szybko.
Zabieg opisany powyżej jest całkowicie zrozumiały, gdy treść powieści opisuje wydarzenia szczególnie emocjonujące. Wówczas ta krótka przerwa, w czasie której zobligowani jesteśmy do przewrócenia kartki buduje dodatkowe napięcie. W „Winter” jednak krótkie, przerywane rozdziały pojawiają się na każdym etapie fabuły. A nawet jeżeli dany rozdział okaże się dłuższy, wprowadzone są gwiazdki dzielące go na kilka ultra krótkich (czasami tylko kilkuzdaniowych) części.

Innym zwyczajem stosowanym przez autorkę jest zamykanie w bardzo krótkim rozdziale pewnego epizodu. Akcja kolejnego rozdziału rozpoczyna się dopiero po pewnym czasie. Burzy to tradycyjny, przyczynowo-skutkowy przebieg akcji tworząc wrażenie podobne do tego, które odczuwa się oglądając slajdy, migawki. Jest scena (rozdział), następny slajd natomiast pokazuje scenę odległą od poprzedniej o kilka godzin. Teoretycznie te same postacie, ale jednak coś się zmieniło. Gdyby sytuacja ta pojawiła się jednokrotnie, prawdopodobnie nie zostałaby nawet zauważona, ale powtarzana notorycznie zaczyna denerwować, a ciągłe przenoszenie czytelnika z miejsca na miejsce uniemożliwia porządne zagłębienie się w treść książki.

Główna bohaterka (tytułowa Winter) zdecydowanie nie uplasowała się w gronie mych ulubionych, ale (poza pewnymi felernymi epizodami – „Dwóch mężczyzn rzuciło się na siebie, spięli się w walce. Winter zaczęła krzyczeć.”) nie razi głupotą i bezmyślnością. Jej najgorszą cechą jest to, że dosłownie cały czas użalała się nad sobą i swym nieszczęsnym losem. Dosłownie: cały czas. A to, że jej życie zostało wywrócone do góry nogami, a to że chłopak, a to że tamto, a to że sramto.

Pozostałe postacie też nie błyszczą. Są płaskie i bez charakteru. Główną przyczyną ich niedopracowania test to, że jest ich za dużo. Zdecydowanie za dużo. Do samego końca myliły mi się nazwiska niektórych z nich (a wszystkie nazwiska są dziwne, jedno gorsze od drugiego). Na dodatek powieść pisana jest z punktu widzenia różnych bohaterów, czasami są to osoby bardzo mało znaczące, wręcz epizodyczne, co jeszcze bardziej utrudnia odnalezienie się w sytuacji. A że rozdziały są krótkie, to zanim zrozumiemy kto gada, z kim, o czym i gdzie, to rozdział już się kończy.

Wśród bohaterów ważnymi postaciami jest dwójka amantów – Gareth i Rhys. Para szaleńczo zakochanych w bohaterce przystojniaków to norma. Zazwyczaj tworzą się teamy; Edward czy Jacob, Stefan czy Damon i tak dalej. Zazwyczaj faworyzuję któremuś z nich, czasami nie mogę się wręcz zdecydować. Tutaj problemu nie miałam. Ani Gareth, ani tym bardziej Rhys nie wzbudzili mojej sympatii. Oboje są bardzo nijacy, bardzo płascy i niedopracowani. I jak jeszcze na temat Garetha możemy powiedzieć kilka słów poza oczywistymi faktami, które miały miejsce w związku z główną akcją, to na temat Rhysa nie wiemy nic. To bohater bez przeszłości, bez przemyśleń, bez własnego życia prywatnego.
Cały romans z Rhysem poza tym to jeden z najgorszych wątków romansowych z jakimi się zetknęłam. Do tej pory myślałam, że wieczna miłość do umięśnionego ciała, czy kwadratowej szczęki jest najgłupszym pomysłem. Otóż okazało się, że nie! Znacznie gorsza jest miłość dla której warto ryzykować własne życie, która zrodziła się bez powodu. Właśnie tak! Winter i Rhys zakochali się w sobie patrząc sobie w oczy. Nagle ona poczuła, że jest mu bliska, a on, że chce być przy niej. No a potem, jak to w życiu bywa – miłość! Taka wiecie: zakazana, ponad wszystko, łamiąca reguły. I to wszystko po kilku minutach znajomości i patrzeniu sobie w oczy. No Jezus Maria! To było naprawdę głupie. I nawet nieromantyczne. Bo ani to nie było przeznaczenie, ani znajomość z poprzedniego życia, ani nic. Ot tak po prostu.

Widać, że autorka bardzo chciała, żeby jej książka to nie był tylko taki zwykły romans. Starała się stworzyć nie tylko bogatą mitologię, ale też podbudować ją historią. To jej zdecydowanie nie wyszło. Wszystkie teorie są bardzo mętne i niedopracowane. Na podstawie powieści ciężko zrekonstruować wampirzą hierarchię mimo, że wzmianki o niej pojawiały się nieustannie. Wyjaśnienia dotyczące znaczenia Winter nie trzymają się kupy. Dużo tu za to patetyzmu i górnolotności. Wampiry w zasadzie niczym nie różnią się od ludzi poza tym, że piją Serum (wodę ze sztuczną krwią) z kryształowych (sic!) kielichów. No właśnie; Serum, Familia, Wielki Mistrz, Rada, Klub, Zakon Ciemności, a nawet Zew, Moc i Pragnienie, a także wiele innych słów pisanych wielką literą. Trochę zalatuje to Coelho, bo większość tych wielkich liter nie ma większego sensu. Na przykład, ktoś chciał „zaspokoić swoje Pragnienie”. Sztuczne i podniosłe bywają także dialogi. No choćby taki przykład: „ – Nie mógłbyś mnie skrzywdzić. Nigdy. – Jak możesz być tego taka pewna? Twoja krew mnie pociąga… To dotyk Mocy…”
To wszystko sprawia, że powieść jest ciężka i trudno się przy niej zrelaksować. Zazwyczaj stanowiłoby to zaletę, ale nie w przypadku paranormal romance. „Ciężkość” nie wynika tu bowiem z głębi treści, czy ciężaru przenoszonych wartości, a z nagromadzenia szczegółów, różnych punktów widzenia, niepotrzebnej rozwlekłości i wszystkiego tego o czym już wspomniałam.
I nawet końcówka nic nie rekompensuje.

„Winter” to przewidywalny, do bólu przeciętny paranormal romance. Jest takich wiele i wiele jeszcze będzie. Przeczytać można, chociaż nie trzeba, a jeśli mamy do wyboru coś innego, to polecam „coś innego”.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Winter. „Istnieje świat, w którym miłość może zabić lub uczynić nieśmiertelnym.”

Ocena:
Autor:
Data:
Ciekawa okładka. Intrygujący tytuł. Wzbudziły moje zainteresowanie powieścią Asi Greenhorn. Czasem spoglądając na okładkę i poznając opisy na niej zamieszczone potrafimy przewidzieć czy dany tytuł stanie się naszym ulubionym, czy raczej nie. „Winter” kusiła jednym i drugim .Zamieszczone na okładce zdania ewidentnie wskazują na romantyczny charakter powieści. Zagłębiając się w lekturze otrzymujemy intrygującą opowieść o Winter Starr, której życie pewnego dnia zmienia się diametralnie ... a pewne fakty dotąd owiane tajemnicą zaczynają wychodzić na światło dzienne i wywoływać lawinę dramatycznych wydarzeń.
Winter Starr mieszka w Londynie wraz z babcią, która jest dla bohaterki najbliższą osobą. Kiedy babcia Winter trafia do szpitala, dziewczyna zmuszona jest do opuszcza stolicy Anglii i wyjazdu do małego miasteczka położonego w Walii, w którym czeka na nią rodzina zastępcza. W miasteczku dochodzi do wielu niewyjaśnionych incydentów. Sama Winter zostaje napadnięta podczas spaceru po okolicy. Wydarzenia stanowią dla niej bodziec do działania. Dziewczyna zaczyna szukać odpowiedzi na nurtujące ją pytania i poznaje sekrety skrzętnie ukrywane przez mieszkańców Cae Mefus.

Fabuła „Winter” już od pierwszych stron powieści jest niesamowicie wciągająca. Zaabsorbowana losem Winter z niemałym zaciekawieniem przewracałam kolejne strony powieści .Brawa dla autorki za budowanie tak wspaniałego napięcia. Ciekawe kreacje bohaterów sprawiają, że powieść nie nudzi. Każdy czytelnik znajdzie w niej postać, którą polubi. Główna bohaterka ukazana jest jako silna, odważna dziewczyna, która dla bliskich jej osób zdecydowana jest poświęcić wiele. Styl pisania jakim posługuje się autorka, krótkie rozdziały, w których nie znajdziemy przydługich opisów oraz liczne zwroty akcji powodują, że powieść czyta się niesamowicie szybko. Wątek miłosny jest przedstawiony w ciekawy sposób.
„Czy jesteś gotowa zaryzykować wszystko dla miłości, Winter Blackwood Starr?”
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena