Koszyk 0
Opis:
Lampedusa. Włoska wyspa, choć bliżej stąd do Afryki niż do Włoch. Dwadzieścia kilometrów kwadratowych lądu na Morzu Śródziemnym. Najwyższe wzniesienie: sto trzydzieści trzy metry. Drzew prawie nie ma. Ptaki tylko przelatują nad wyspą: jesienią z Europy do Afryki, wiosną - z powrotem. Żyją tu żółwie, króliki i ogromne psy. Oraz sześć tysięcy czterystu Lampedusań ... czyków, przez których życie przewinęło się około ośmiuset tysięcy uchodźców uciekających przed wojną i ubóstwem. Ich łódki rozbijają się u wybrzeży Lampedusy. Morze wyrzuca na plaże buty, puszki z jedzeniem, dziecięce zabawki...  Książka Jarosława Mikołajewskiego to opowieść o wyspie i jej mieszkańcach - lekarzu, księdzu, miejscowym artyście, opiekunce żółwi, profesorze, który kopiuje obrazy Caravaggia - którzy na co dzień obcują z tragedią ludzi przychodzących z morza.   Mikołajewski - poeta i znawca kultury włoskiej - z czułością i delikatnością kreśli reporterski portret wyspy - przedsionka Ziemi Obiecanej uchodźców. Lampedusa jest kroplą: skupiona jest w niej jak w soczewce współczesna Europa i problemy, z kórymi musi się zmierzyć. Wszyscy dziś jesteśmy Lampedusańczykami.  Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Jarosław Mikołajewski
  • 2015
  • 1
  • 136
  • 205
  • 135
  • *, 97883943118-0-3
  • 9788394311803
  • ZD05U

Recenzje czytelników

Przytłaczająca prawda o ludziach

Ocena:
Autor:
Data:
Dobry reportaż jest jak espresso - w niepozorności i niewielkim rozmiarze tkwi jego moc. Najlepiej trafia do czytelnika, kiedy jest oszczędny w słowach, wtedy naprawdę daje do myślenia. Do trudnych tematów najlepiej podchodzić na chłodno, ale mało kto potrafi utrzymać emocje na wodzy, kiedy cały świat ignoruje tysiące bezsensownych śmierci.

Lampedusa to maleńka wyspa na południe od włoskiej Sycylii. Zasiedlona dopiero w połowie dziewiętnastego wieku ... szybko stała się celem morderczych wypraw setek tysięcy obywateli afrykańskich krajów. Wielu z nich dopływa tam w tragicznym stanie, spora część umiera po drodze. Mimo to, rozmawiający z autorem lekarz przyznaje, że Libijczycy czy Nigeryjczycy są na ogół wiele zdrowsi od Europejczyków.

Ci, którzy docierają na Lampedusę żywi, nie czują się szczęściarzami. Na miejscu czeka ich niemiłe zderzenie z ponurą rzeczywistością - nie są nawet w połowie podróży do wolności, której tak bardzo pragną. Mieszkańcy nie są im zbyt przychylni; uchodźcy psują tylko idylliczny krajobraz, obniżając swoją obecnością zyski z turystyki. Są jednak nieliczni lampedusańczycy, których misją jest pomaganie przybyszom. Choć często mają do czynienia ze śmiercią, nie są w stanie do niej przywyknąć.

Jarosław Mikołajewski wiele razy odwiedził wyspę, za każdym razem starając się dotrzeć do sedna sprawy. Chodź migracja z terenów ogarniętych wojną nie jest nowym zjawiskiem, lokalne władze zdają się nie dostrzegać problemu. Na wyławianie ciał, pomoc uratowanym i monitorowanie kolejnych transportów wydaje się miliony euro. Te same pieniądze można wydać tak, by zapobiec falom imigracji, polepszyć warunki życia w biedniejszych regionach całego świata, bo dziś europejska Ellis Island przyjmuje nawet Bengalczyków. Niestety, mimo upływu lat, zmian nie widać. Na horyzoncie majaczą natomiast kolejne łodzie przepełnione wyczerpanymi ludźmi, którzy za wyrwanie się z koszmaru gotowi są zapłacić każdą cenę.

Dla ludzi, którzy mogą coś zmienić temat praktycznie nie istnieje. Palą się do zmiany pojedyncze osoby bez wystarczających środków. Najbardziej irytuje niemoc; wiele można naprawić, uratować wiele istnień, gdyby tylko ktoś wyraził gotowość do podjęcia odpowiednich kroków. Kiedy władze zainteresują się losem uchodźców, którzy z piekła trafiają zaledwie do czyśćca w stylu zachodnim? Obojętność i ignorancja, kolorowe piórka dobrobytu, zabiły w nas zdolność do odczuwania empatii. Jak mocno trzeba potrząsnąć ludzkością, by zaczęła patrzeć dalej niż czubek własnego nosa?

Recenzja z: www.book-loaf.blogspot.com
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Wyspa

Ocena:
Autor:
Data:
Słysząc słowo wyspa, zwykle przywołujemy obraz sielankowego wypoczynku, gdzieś gdzie jest ciepło, niebo przejrzyście błękitne, woda krystalicznie bezbarwna, dookoła palmy, wygodne leżaki, kolorowe drinki z parasolkami i wesoła muzyka. Niestety ten obraz nie zawsze jest zgodny z prawdą. Dziś opowiem Wam o Lampedusie, wyspie opodal Włoch, gdzie oprócz sielankowego wypoczynku, codziennie rozgrywają się ludzkie dramaty i walka na śmierć i życie.
" Lampedusa jest znakiem wodnym ... Jak Wenecja albo Sycylia. (...)Mogłyby nie istnieć. Byłyby wtedy abstrakcyjnym obrazem oderwanym od artysty i jego zamiaru. Archaiczną grafiką, która zagęszcza cały świat - widziany i domyślny, historyczny i symboliczny. Pojedyncze życia - nasze i cudze - bratersko powiązane ze sobą i z nami, którzy patrzymy" (s. 7)
Lampedusa, to wyspa należąca terytorialnie do Włoch, tutaj obok plaż wypoczynkowych dla turystów rozgrywają się codziennie ludzkie dramaty. Wszystko za sprawą położenia wyspy. Jest ona najbliżej wysuniętym punktem Europy od wybrzeża Afryki. Lampedusa jest miejscem, gdzie każdej nocy przypływają łodzie emigrantów uciekających przed wojną, dramatem życia, w pogoni za lepszym życiem. Uciekają przez morze na łodziach zupełnie nie przystosowanych do takich transportów, niejednokrotnie godzą się na zaryzykowanie życia, by tylko uciec.
Jarosław Mikołajewski w reportażu o emigrantach pokazuje to co jest pomijane we wszystkich debatach, rozmowach, negocjacjach dotyczących przyjmowania bądź nie przyjmowania uchodźców w Europie, mianowicie człowieczeństwo. Wszędzie mówi się o liczbach, numerach, jednostkach osobowych, ale nie widzi się głównego problemu jakim jest dramat człowieka ratującego swoje życie.
Opowieść o tej małej wyspie, którą da się obejść na piechotę w ciągu jednego dnia jest opowieścią o ludziach ogromnego serca. Tutaj istnieje niepisana umowa milczenia. Oficjalnie nikt nic nie wie, natomiast rzeczywiście grono ludzi zaangażowanych jest w ratowanie transportów jakim udaje się dotrzeć tutaj.
"Wielki przypływ" to ogromny reportaż zamknięty w maleńkiej książce. Sposób przekazania tego wszystkiego jest niesamowicie wylewny, dyskretny i przejmujący. Dramat ludzi uciekających i ogromne serca ludzi, którzy ryzykują wszystko by uratować choć jedną osobę. Dla nich nie liczy się kto jest z jakiego kraju, kto ile ma lat, oni ratują wszystkich.
Po tragedii w październiku 2013 roku, kiedy zginęła cała załoga łodzi, trzysta sześćdziesięcioro sześcioro ludzi, świat zwrócił uwagę na skalę zjawiska, ale teraz mało kto już o tym pamięta. Ja po tej książce nie mogę się otrząsnąć. Ogrom uczuć jakie tam targają czytelnikiem jest potężny. Dawka emocji jest niewyobrażalna. Już na zawsze pozostanie we mnie obraz lekarza, który ratuje ludzi w dzień w szpitalu, a nocą chodzi na pomost, bo znów widać transport... jak sam powiedział, jest też lekarzem, który widział najwięcej umarłych ludzi w życiu... oby nikt z nas nie musiał nigdy takiego widoku doświadczyć...
Skala zjawiska intryguje mnie od początku, nie rozumiem i nie zrozumiem nigdy przesłanek mówiących o braku szacunku do ludzi uciekających przed wojną. Pomoc ze strony świata jest zerowa, problem wojny w Syrii jest zamiatany pod dywan, nie próbuje się zażegnać konflikt, tylko gdzieś upchnąć ludzi, którzy chcą po prostu normalnie żyć tak jak my. Nie rozumiem jak to się stało, że nie potrafimy pomyśleć co muszą czuć ci ludzie, którzy zostawili wszystko co do tej pory było dla nich ostoją bezpieczeństwa i decydują się na morderczą podróż przez wodę. Jak szybko świat zapomniał jaki dramat rozgrywał się zaledwie 70 lat temu...
Polecam wszystkim, absolutnie wszystkim reportaż Jarosława Mikołajewskiego. "Wielki przypływ" to tytuł tak dobrze odzwierciedlający problematykę, że nie sposób przejść obok obojętnie. Lektura obowiązkowa!
pełna wersja recenzji znajduje się na blogu subiektywnikliteracki.blogspot.com
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.