Koszyk 0
Opis:
Dla fanów Gone:tu Etap zastąpiła Akademia Maxfi eld - szkoła... bez nauczycieli. "Gdyby Stephen King napisał Władcę much otrzymalibyśmy Gone", tak nazwano bestsellerową serię Michaela Granta. To samo można powiedzieć o Wariancie. O Wariancie piszą entuzjastycznie czytelnicy: Rany! Od Gone Michaela Granta jeszcze żadna książka nie wciągnęła mnie tak jak Wariant. Goodreads Genialne! W każdej książce możesz przewidzieć, jak potoczy się akcja, ale nie w tej ... Goodreads I krytycy literaccy w najważniejszych pismach branżowych: Przerażająca mistrzowska powieść, pełna zwrotów akcji, przemocy i nieprzewidywalnej przygody. "Publishers Weekly" Tej książki nie da się odłożyć, akcja pędzi od pierwszej strony i od pierwszej strony wszystko jest zagadką. "Kirkus Reviews" W Akademii Maxfield musisz wybierać: Porządek albo Spustoszenie albo Wariant. Benson musi przyłączyć się do jednej z tych grup, żeby przetrwać. Ale wie, że powinien uciec. I że ufać może tylko sobie. Siedemnastoletni Benson myślał, że stypendium Akademii Maxfi eld będzie przepustką do lepszego świata. Mylił się.Został uwięziony w szkole otoczonej drutem kolczastym. W szkole, w której kamery śledzą każdy ruch. W której nie ma dorosłych. W której uczniowie podzielili się na trzy grupy, po to żeby przeżyć. Jeśli nie jesteś w żadnej z nich, to nie ma ciebie. Jeśli złamiesz regulamin, znikasz... Lecz Benson nie wie jeszcze wszystkiego. A kiedy odkrywa prawdziwą tajemnicę Akademii Maxfi eld, uświadamia sobie,że posłuszeństwo może przypłacić losem znacznie gorszym niż śmierć. I że ucieczka-? jedyna szansa na przetrwanie - może okazać się niemożliwa... Czytaj dalej >> << Zwiń
  • Amber
  • miękka
Mniej Więcej
  • Robison Wells
  • 2012
  • 1
  • 304
  • 205
  • 130
  • 978-83-241-4151-7
  • 9788324141517
  • ZAF0X

Recenzje czytelników

Złe dobrego początki

Ocena:
Autor:
Data:
Kompletnie zirytowało mnie zdanie znalezione na okładce „Wariantu”:
„Gdyby Stephen King napisał Władcę much otrzymalibyśmy Gone, tak nazwano bestsellerową serię Michaela Granta. To samo można powiedzieć o Wariancie.”
Jak?! No jak można zawłaszczyć sobie rekomendację innej książki? Pomijam już zasady uczciwości, tu chodzi o pomysłowość. Czy tak trudno stworzyć nowy, nieznany wcześniej slogan?
Bardzo sceptycznie podchodzę do książek, które swój sukces budują na popularności innego dzieła ... „Sceptycznie” to nawet złe określenie. Zwyczajnie mnie to wkurza. I kiedy widzę coś takiego (a najczęściej porównania te są kompletnie nietrafione i okazuje się, że reklamowane w ten sposób książki nie mają zbyt wiele do zaoferowania), to w mojej głowie włącza się jakaś wewnętrzna blokada, która każde mi odwrócić się na pięcie i odejść od czegoś, co zamiast zachęcić ciekawym opisem i udaną akcją promocyjną, żerować musi na innym tytule. Nad „Wariantem” się jednak zlitowałam. Nie dość, że recenzje były niezłe, to stwierdziłam, że czemu biedny ma cierpieć przez dziwne zwyczaje polskiego wydawcy? Tak więc stało się i „Wariant” był mój.

Zacznę od wad. Uczciwie dodam, że gdyby nie okładkowe porównanie do bardzo lubianej przeze mnie serii „Gone”, to o większości z nich w ogóle bym nie pisała, bo i po co? To dwie zupełnie odrębne powieści i do głowy nie przyszłoby mi stworzenie takiego akapitu w mojej recenzji. Rękawica jednak została rzucona, a ja ją podnoszę, wyzwanie przyjmuję i postaram się dowieść, że „Wariant” z „Gone” nie ma prawie nic wspólnego. Seria Michaela Granta jest lepsza, bez dwóch zdań – jego książki trzymają w napięciu od samego początku, wydają się być bardziej pomysłowe. Jakie są główne różnice? W „Gone” mieliśmy pokazaną całą przemianę społeczeństwa. Byliśmy świadkami momentu, w którym znikają dorośli; pojawiła się panika, bunt, a potem próba uporządkowania swojego nowego świata. Dużo czasu zajęło dzieciom stworzenie norm i instytucji. Tutaj wraz z bohaterem wchodzimy w istniejący już świat i zasady. Poza tym sytuacja jest dosyć klarowna. Dorośli nie zniknęli; wręcz przeciwnie. To oni rządzą Akademią; kontrolują, obserwują, wpływają na losy uczniów. W „Gone” sytuacja jest dużo bardziej tajemnicza; nie wiadomo co się stało i dlaczego. Dzieci zdane są tylko na siebie; same dokonują wyborów, nie są ograniczone żadnymi zasadami poza tymi, które same tworzą.
Tak więc ten tani, bardzo marny i pokrętny zabieg marketingowy Wydawnictwa stanowczo ganię i przechodzę do samej książki.

Benson ma już dość tułania się pomiędzy kolejnymi rodzinami zastępczymi. Składa podanie do Akademii Maxfield, gdzie ma nadzieję wreszcie się ustatkować, zawrzeć nowe przyjaźnie. Okazuje się jednak, że nie trafia do zwykłej szkoły. Kiedy tylko zatrzaskują się za nim drzwi okazuje się, że został uwięziony; nie może wyjść, przestrzegać musi ustalonych zasad, wykonywać przydzielone mu prace, a jego ruchy śledzone są przez znajdujące się wszędzie kamery. Na dodatek w szkole nie ma żadnych dorosłych – wszystkim zajmują się uczniowie.

Powiem szczerze, że na początku nie byłam zachwycona „Wariantem”. Książka nie trzyma w napięciu od pierwszej strony. Byłam ciekawa dalszego rozwoju wypadków, chciałam poznać zakończenie, ale nie towarzyszyły temu większe emocje, o jakimkolwiek zdenerwowaniu przejawiającym się spoconymi dłońmi nie wspominając. W powieściach tego typu („tego typu”, czyli mówiąc najogólniej historiach dziwnych, tajemniczych, w których nie wiadomo o co chodzi) bardzo ważnym aspektem świata przedstawionego jest to, że bohaterowie postawieni zostają w sytuacjach naprawdę ekstremalnych; trudnych, niezrozumiałych, pozornie bez wyjścia. Doświadczają nieszczęść; opisy nie szczędzą brutalnych czynów, bohaterom towarzyszy przemoc, choroby, a nawet śmierć. Przy „Gone”, czy przy „Więźniu labiryntu” całym sercem współczułam bohaterom. „Cóż to za straszny los” myślałam rwąc sobie włosy z głowy. Akademia Maxfield naprawdę nie jest zła. Były imprezy, pyszne jedzenie, paintball i zakupy. I chociaż z czasem coraz bardziej ujawniała się „ciemna strona” szkoły, wspominano też jakieś zamierzchłe tragedie, to ciągle nie dostrzegałam tego wielkiego nieszczęścia, którego doświadczał Benson. Wystarczyło przestrzegać zasad, sumiennie wykonywać swoje obowiązki, a potem cieszyć się przywilejami (oj zdecydowanie byłabym w Porządku). Brakowało mi tu przemocy, sytuacji w których „czułabym” ból, takich, które wywoływałyby u mnie dreszcze, a może nawet łzy. Tu największymi obrażeniami, jakich mogli doświadczyć uczniowie były zadrapania i siniaki nabyte podczas turnieju paintballa. Brakowało mi też trzymającej w napięciu akcji. Brak prawdziwych zagrożeń sprawiał, że nie było się czego bać. Autor próbował stworzyć jakąś namiastkę opisów wydarzeń trzymających w napięciu. Na tapetę wziął sobie to nieszczęsne strzelanie farbą. Turnieje opisane są aż trzy razy i za każdym razem nudziłam się tak samo mocno. Bo niby jest groźnie (Benson się skrada, może zostać postrzelony, w każdej chwili ktoś może wyskoczyć zza drzewa i zrobić „bu!”), ale przecież wiadomo, że nic mu się nie stanie, a najgorsze, co go czeka, to pobrudzenie nowych spodni. O ile bardziej emocjonująca była analogiczna scena opisana w „Igrzyskach śmierci”. Tyle, że tam skradająca się po lesie Katniss mogła w każdej chwili zginąć. A to robi różnicę. Byłam więc nieco rozczarowana tego typu obrotem spraw.

Wszystko to jednak się zmieniło. I kto „Wariant” czytał, ten wie w którym momencie zmiana ta nastąpiła. No i potem się zaczęło. Drugą połowę książki przeczytałam jednym tchem; głodna, niewyspana, z kotem miałczącym i błagającym o kolację. Pojawiły się nowe zaskoczenia, niesamowite zwroty akcji – wszystko nabrało zupełnie innego charakteru. Ręce trzęsły mi się ze zdenerwowania, każdy szmer sprawiał, że podskakiwałam, nie miałam pojęcia czego się spodziewać.

To właśnie największa zaleta „Wariantu” – nie dość, że zaskakuje, to na dodatek zaskakujące jest już samo to zaskoczenie (na początku nie zapowiada się na jakieś wielkie rewolucje), dzięki czemu poziom konsternacji, szoku i niedowierzania wzrasta u czytelnika do granic możliwości. Nie miałam pojęcia, że fabuła pójdzie w tym właśnie kierunku i za to mistrzowskie zrobienie mnie w konia z całego serca gratuluję autorowi. Właśnie takie emocje cenię sobie w książkach najbardziej.

Końcówka również wbija w fotel. Nie przepadam za otwartymi zakończeniami, zwłaszcza takimi, które kończą się w pół zdania, ale trzeba przyznać, że to zakończenie pobudza do myślenia i zachęca do tworzenia własnych teorii. Od tygodnia próbuję rozgryźć o co w nim właściwie chodzi i ciągle nie mam pewności.

Spodobali mi się bohaterowie. Świetnie zbudowani, wielowymiarowi, z całkiem przyzwoitym zapleczem psychologicznym. Podobało mi się to, jak wcielili się w swoje role. Zachwycona jestem przemianą Bensona. Z buntowniczego chłoptasia, w świadomego i uważnego obserwatora. Sytuacja, w której się znalazł, fakt, że nie mógł nikomu zaufać, niepewność, podejrzenia; to wszystko wzbogacało opowiedzianą historię i budowało dodatkowe napięcie.

Polecam „Wariant”. Myślę, że pomimo usilnych prób wydawcy, nie stanie on na podium koło dzieł już niemal sztandarowych, ale i tak wart jest poświęcenia mu uwagi. Szkoda, że książka nie zachwyca od początku, chociaż może gdyby zachwycała, to rozwinięcie akcji nie robiłoby aż takiego wrażenia. Czytanie wywołuje prawdziwą euforię, kołatanie serca i wielką radość. Tom drugi (i ponoć ostatni!) jest jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier, mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Wariant

Ocena:
Autor:
Data:
Czy wyobrażacie sobie szkołę bez nauczycieli, bez kontaktu z zewnątrz, bez telefonów i internetu, bez kalendarzy? Szkołę, w której wszystkie funkcje pełnią uczniowie? Super szkołę.... ale bez możliwości wyjścia? Nie znacie???

Poznajcie zatem Akademię Maxfield ! To super nowoczesna szkoła, która zapewnia uczniom wszechstronne wykształcenie - ma tylko jedną wadę nie można jej opuścić. Znajduje się na zamkniętym terenie, jest otoczona murem z drutem kolczastym ... a wszystkie drzwi otwierają się poprzez impuls z chipa - nie ma możliwości jej opuszczenia. Za próbę ucieczki grozi areszt - a z aresztu już się nie wraca... Uczniowie też są dobierani specyficznie - to dzieci z domów dziecka, rodzin zastępczych, o których nikt nie będzie się martwił i dopytywał. Ta szkoła to jeden wielki eksperyment !

Do Maxfield trafia siedemnastoletni Benson, otrzymuje stypendium.
Chłopak cieszy się, bo do tej pory poniewierał się po rodzinach zastępczych i ciągle zmieniał szkoły. Liczy na odrobinę stabilizacji i dobre wykształcenie. Kiedy trafia do Akademii, jego pierwsze wrażenia są jednak negatywne i od razu chce ją opuścić - niestety po wejściu do budynku szkoły, takiej ewentualności już nie ma ! Musi dostosować się do panujących reguł i zasad. ... I musi wybrać gang, do którego będzie należał. Ma do wyboru Porządek, Spustoszenie i Wariant. Żaden wybór nie jest dobry - jednak jak to bywa w życiu, w grupie - siła. Benson, po małej próbie sił z Porządkiem i Spustoszeniem, dołącza do Wariantów, jednak liczy tylko na siebie i nie ufa nikomu.
Już na początku próbuje ucieczki, która kończy się fiaskiem, jednak plan opuszczenia tej dziwnej szkoły go nie opuszcza.
Jaka jest tajemnica tego miejsca? Jak będzie wyglądało dalsze życie Bensona w Akademii? Czy uda mu się wydostać z Maxfield?

Robinson Wells stworzył niezwykłą wizję szkoły - widma, o której nikt nie wie, z której nie można wyjść, gdzie nie ma dorosłych. Jest za to pełen monitoring i zasady, które rządzą życiem. Pozornie wszystko jest w porządku - pokoje są niezłe, uczniowie dostają porządne ubrania i wyposażenie szkolne, mają dobre jedzenie, rozwijające zajęcia... i obowiązki, ale nie mają wolności. To przerażające miejsce, gdzie areszt oznacza zniknięcie z życia. Obraz przemawia do wyobraźni, a fabuła jest świetnie skonstruowana i przemyślana. W powieści pokazano podział społeczeństwa szkoły na gangi, które walczą o punkty za wykonywanie prac na rzecz szkoły - bo punkty oznaczają siłę i większe możliwości.
Autor pokazuje nam zdolności człowieka do przystosowania się i życia w dziwnych warunkach, do zdolności ludzkiej psychiki i zachowań. Jedni świetnie przystosowują się do panujących warunków, czerpią z tego korzyści i przyjemność, a inni mają za cel wolność. Przeczytajcie, co potrafią zrobić dzieciaki, żeby przetrwać....
Akcja powieści mknie jak burza, a wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, pomimo, że wszystko dzieje się w jednym miejscu.
Specyfika charakterów członków poszczególnych gangów dodatkowo ubarwia opowieść.

"Wariant" to niesamowita, elektryzująca opowieść, którą czyta się z wypiekami na twarzy. Dosłownie nie wiem, kiedy minął mi czas. To świetne połączenie fantastyki z thrillerem. Powieść trzyma w napięciu jak magnes i intryguje aż do ostatnich stron. Jest świetnie napisana, bardzo plastycznym językiem - dosłownie pochłania się ją. Na pewno książka znajdzie uznanie u wielbicieli serii "Jutro" czy "Gone".

"Wariant" ma świetna okładkę, która dodatkowo wprowadza czytelnika w tajemniczy klimat powieści - polecam ją wszystkim wielbicielom powieści z dreszczykiem, dobrych thrillerów i fantastyki !

Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.