Koszyk 0
Opis:
Powieść o miłości Basi i Krzysztofa Baczyńskich. Biała magia w mrocznych czasach wojny. Trwa wojna, zniewoleni mieszkańcy Warszawy żyją w cieniu łapanek i ulicznych egzekucji. Gruzy pozostałe po kampanii wrześniowej, wszechobecne cierpienie i strach to nie najlepsze dekoracje dla miłości. Jednak właśnie wtedy krzyżują się drogi Basi i Krzysztofa. Dziewiętnastoletnia dziewczyna i piękny poeta. Trochę nieśmiali, odrobinę zagubieni, bardzo zakochani. Ponad czarną otchłanią okupacji ... w czasach najtrudniejszych wyborów, rozkwita niezwykła miłość, biała magia. Wzruszająca historia osadzona wśród murów ginącej Warszawy, w literackich Stawiskach Iwaszkiewicza, wśród słów poetów, wyznań kochanków, bezimiennych bohaterów, poranionych ludzkich losów. Powieść o miłości wykradzionej wojnie. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
  • 2014
  • 1
  • 424
  • 197
  • 130
  • 9788379881338
  • 9788379881338
  • ZBJAN

Recenzje czytelników

Liryczny hołd złożony niezwykłej miłości

Ocena:
Autor:
Data:
Najczęściej tym pierwszym i najważniejszym etapem, kiedy to zachłystujemy się poezją, jest szkoła średnia. Wtedy po raz pierwszy utożsamiamy się z podmiotem lirycznym (najczęściej miłosnych wierszy) Poświatowskiej czy przepisujemy do notatnika miniatury Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Z wypiekami na twarzy czytamy Bursę, któremu wolno przeklinać nawet w podręcznikach, ale największe wrażenie, nieodmiennie, robi na nas liryka wojenna młodych poetów-żołnierzy ... Wśród nich niepodzielnie króluje Krzysztof Kamil Baczyński.

Wiersze wojenne Baczyńskiego uderzają swoją katastroficznością, żywymi obrazami ubranymi w trafne tropy stylistyczne czy dojrzałością (zaledwie) dwudziestolatka. Lecz równolegle z nimi poeta tworzył w nurcie miłosnym. Wszystkie utwory poświęcone ukochanej Basi to fenomen w historii polskich erotyków. Tak zmysłowe, tak doniosłe i barwne, przyprawiające o szybsze bicie serca i podziw… – kolejne pokolenia potwierdzają jedynie talent, który zgasł przedwcześnie. Wojna i miłość idą w twórczości Baczyńskiego w parze, bo tak wyglądało wówczas życie, a sam autor wielokrotnie podkreślał, że poezja nie istnieje bez prawdy, i on swoją postawą to udowodnił.

„Ty jesteś moje imię” to literacki "obraz tamtych dni" [1] , to historia jednej z najpiękniejszych i najtragiczniejszych miłości w kręgu polskich artystów. Barbara z Drapczyńskich, córka drukarza, i Krzysztof Baczyński, mężczyzna o urodzie chłopca, wątłego zdrowia, przesycony wyobraźnią i ideałami poeta, "rozstrzelany po tysiąckroć żołnierz stuleci". Autorka przywraca na kartach swej powieści portrety zakochanych oraz tę szczególną relację, która ich łączyła. Od pierwszego spojrzenia, gestu przez szybką decyzję o małżeństwie, ciężar życia w obliczu wojennego koszmaru i osobistych cierpień po trudne wybory, poczucie misji i ostatnie chwile małżonków, ich "smutne ucichanie". I wszechobecna poezja, która po wpływem niezwykłego uczucia rozkwitła i nabrała wyraźnego kształtu. Bo przecież to dzięki Basi Krzyś pisał więcej i lepiej, dzięki niej powstał tak bogaty zbiór wierszy, nie tylko miłosnych, bo przecież "kochać znaczy tworzyć".

Poza istotą – główną treścią tej książki na uwagę i słowa uznania zasługuje wspaniale odmalowane tło. Podczas czytania odbiorca nieświadomie strzepuje kurz z ubrania, mruży oczy, wsłuchuje się w szept, drży ze strachu czy z wypiekami na twarzy podziwia odwagę bohaterów. Miłość młodych Baczyńskich wyrosła na szczególnym gruncie i podczas specyficznych okoliczności, które w książce potraktowane są bardzo poważnie. Autorka dba o każdy szczegół, delikatnie wyjaśnia pewne kwestie, prowadzi po ulicach bombardowanej Warszawy, daje odetchnąć w Stawisku, wprowadza do artystycznego podziemia itd.

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak objawiła się w tej książce jako pisarka z niezwykle wrażliwą, liryczną duszą. Nieco zmetaforyzowany język powieści, lekkość wypowiedzi, swobodne lawirowanie między faktami a wyobraźnią, między poezją a prozą podkreślają fenomenalny warsztat pisarki. „Ty jesteś…” to utwór bardzo dojrzały, a jego wysoka jakość z pewnością usytuuje go w gronie najlepszych powieści biograficznych.

Poza stylem (bardzo delikatnym, nieśpiesznym, magicznym), którym pisarka zaskoczyła czytelników, wielkim atutem jest również emocjonalność powieści. Aż trudno w to uwierzyć, ale Zyskowska-Ignaciak podczas pisania była Barbarą! I była też Krzysztofem, Stefanią czy choćby Gajcym. Autorka nie tworzy kolejnego wariantu mitu o Baczyńskich, ona ich podgląda, obserwuje, ona nimi żyje, oni żyją w niej – jest niczym medium. Każdą z pojawiających się tu postaci pisarka wyposażyła w pasję, inteligencję, indywidualność i miłość. Wszystkie te sylwetki nie zostały wykreowane, a wskrzeszone. To bardzo intymna powieść, czyta się ją łapczywie, mając jednocześnie poczucie, że wnikamy głęboko w zażyłość, bliskość bohaterów, że nasze czytelnicze wścibstwo sięga dalej niż tylko literackie zainteresowanie.

Ta książka to hołd oddany wielkiemu człowiekowi, artyście, poecie-żołnierzowi, to także hołd oddany poezji, ale przede wszystkim – miłości. Uczuciu, które rozkwitło mimo wszystko, na przekór życiu i śmierci, które połączyło tych dwoje w "mrocznym czasie", kiedy wojna raczej niszczyła relacje międzyludzkie. To również swoista interpretacja poezji i życia, między którymi, w przypadku Baczyńskich, nie sposób postawić wyraźnej cezury. Po lekturze tej powieści pozostaje w czytelniku, poza zadumą, zaskoczeniem, wzruszeniem i podziwem kierowanym w stronę autorki, wielki żal do historii, że nie pozwoliła Katarzynie Zyskowskiej-Ignaciak na kontynuowanie tej niesamowitej opowieści, na ciąg dalszy, na cały cykl zakończony happy endem.

--
[1] Wszystkie zaznaczone wyrażenia to fragmenty wierszy K.K.Baczyńskiego.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dla mnie - arcydzieło!

Ocena:
Autor:
Data:
„Niebo złote ci otworzę, w którym ciszy biała nić, jak ogromny dźwięków orzech, który pęknie, aby żyć zielonymi listeczkami, śpiewem jezior, zmierzchu graniem, aż ukaże jądro mleczne ptasi świt. (...) Jeno wyjmij mi z tych oczu szkło bolesne – obraz dni, które czaszki białe toczy przez płonące łąki krwi. Jeno odmień czas kaleki, zakryj groby płaszczem rzeki, zetrzyj z włosów pył bitewny, tych lat gniewnych czarny pył”.
Czy Barbara Baczyńska swojemu mężowi – poecie, Krzysztofowi Kamilowi ... wyjmowała z oczu szkło bolesne i odmieniała czas kaleki? Wierzę, że tak. Wierzę, że była mu oparciem, podporą i jasnym promieniem życia w mrocznym obrazie wojny. Wiem, że była jego muzą – bez której niewątpliwie by pisał, ale pewnie inaczej, a my, kto wie, może nie mielibyśmy szansy obcowania z niebywałym pięknem tak zmysłowej poezji miłosnej. Wiem, jak wielka była siła łączącego ich uczucia – także z publikacji biograficznych autorstwa Wiesława Budzyńskiego. Ale to dzięki Katarzynie Zyskowskiej-Ignaciak mogłam dotknąć tego, co ulotne, co intymne, co niewypowiedziane...

„Nie wierzyłem, że takie rzeczy się zdarzają, że można tak nagle, tak od pierwszego słowa, od pierwszego wejrzenia... że można aż tak stracić głowę” (str. 81). „Znam panią od czterech dni, a jakbym znał od zawsze. Nie można się wyrzec takiego uczucia, nie można go zdusić, wymazać. Teraz, kiedy wokół tyle zła, trzeba mieć po co żyć. Pani jest właśnie tą osobą, dla której ja chciałbym żyć” (str. 82).
Poznali się przez wspólnego znajomego na komplecie z logiki. Ona wcześniej czytała jego wiersze, które ją urzekły. Tak bardzo chciała poznać jego autora, ale gdy go zobaczyła, przestraszyła się swoich uczuć. Ale iskra zdążyła zapłonąć, oboje wiedzieli, że dzieje się coś wyjątkowego i niespotykanego. Niewiele o sobie wiedzieli, ale mieli pewność, że chcą spędzić ze sobą resztę życia. Nie chcieli czekać – nie mogli – w okupacyjnej rzeczywistości stolicy nikt nie dawał gwarancji, że jeszcze jutro będą żyli...

„(...) przytulona para, skąpana nie tyle w blasku czerwcowych promieni, co w tym, który bił od niej samej. Za chwilę mieli przekroczyć próg nowego mieszkania i rozpocząć najcudowniejszy, bo pierwszy i pełen nowości, etap małżeństwa – etap miodowego miesiąca. Nieskrępowanej miłości i bezustannego rozkoszowania się wzajemną bliskością” (str. 155).
I mogło być pięknie, ale nie wszyscy chcieli dzielić z nimi ich szczęście. Matka Krzysztofa nie pogodziła się z tym, że syn odrzucił – w jej mniemaniu – rodzicielską miłość, że wybrał inną kobietę. Przekonana o własnej sile, stale dążyła do konfrontacji, nie chcąc dostrzec, że syn jest dorosły i ma prawo do własnego życia...

„Świat nocny – nierzeczywisty, ulotny – chronił młodych kochanków za pozornie bezpieczną barierą utkaną z ich pocałunków. Pod grubą warstwą słów o szczęściu, cicho szeptanych do ucha w bezsenne godziny. I tych wykrzyczanych w miłosnym uniesieniu, a później przelewanych w świetle świecy zielonym atramentem nadziei na papier. Słów, których drobne linie coraz szczelniej zapełniały notesy Krzysztofa” (str. 218). Tak wyglądało ich życie. Wzajemna czułość i troska, spotkania towarzyskie, twórczość literacka i niepoddawanie się wojennemu koszmarowi. Ale ten nie pozwalał o sobie zapomnieć, wciskał się nieproszony do ich małego świata. Rozdarcie Krzysia uwidoczniało się coraz bardziej. Cóż z tego, że wszyscy mówili mu, jak wiele może zdziałać swoją poezją i że nie powinien zmarnować takiego talentu, kiedy on czuł, że to za mało, że gdy on pisze wiersze, inni przelewają krew: „Nie mogę trwać dłużej w zawieszeniu. Można być poetą i żołnierzem zarazem. Muszę walczyć (...). Muszę to zrobić bez względu na konsekwencje. Chcę być wolny!” (str. 250)...

Historia krótkiego i tragicznie przerwanego życia Krzysztofa Kamila Baczyńskiego porusza mnie niezmiennie już od kilkunastu lat. Dzieje jego miłości do młodziutkiej Barbary nieraz wypełniały moje myśli. Teraz Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, za co jej bardzo dziękuję, nadała moim wyobrażeniom kształt, ubrała je w literacką formę. I zrobiła to w taki sposób, że słów mi brakuje, więc mogę tylko chylić przed nią czoła. Gdy zobaczyłam zapowiedź tej książki, zaczęłam się zastanawiać, jak wypełnić słowami historię, która w notkach encyklopedycznych zajmuje ledwie parę linijek? Rozważałam również, jak pisarka zdoła utrzymać uwagę czytelnika na fabule, która od początku zmierza do katastrofalnego końca? Jak mogłam wątpić? Przepraszam za moje obawy, teraz wiem, że były bezpodstawne. Kto inny może by nie podołał, ale nie pani Kasia: przecież już dwom tomami z cyklu „Upalne lato” udowodniła, że obdarzona jest niesłychanym talentem i że pewnie, bez kompleksów, włada piórem.

„Ty jesteś moje imię” jest po prostu piękne. Żadne inne określenie chyba tak dobrze nie odda treści, jaką obudowała małżeństwo Baczyńskich pisarka. Tutaj każde zdanie jest nabrzmiałe od znaczeń, a każde słowo – tak właśnie, słowo – idealnie na miejscu. Nie bez powodu posłużyłam się cytatami, choć tak naprawdę jest to tylko mały wycinek z tej cudownej zawartości, bo cała książka składa się ze zdań, nad którymi się zatrzymywałam, urzeczona ich głębią i czarem. I dużo, dużo więcej chciałabym ich tu przytoczyć. Ale muszę również podkreślić, że Zyskowska-Ignaciak dokonała przy tym rzeczy genialnej: uniknęła patosu i sztucznej podniosłości, które na pewno by raziły. Dialogi i opisy są naturalne, plastyczne, żywe, i choć dotykają przecież spraw wielkich, to jednak są zwyczajne, podlane prostotą. Barbara i Krzysztof, ale też i pozostali bohaterowie, jawią się jako osoby z krwi i kości. To młodzi ludzie, tacy jak my, którzy jednak mieli to nieszczęście, że musieli wypełnić przeznaczenie straconego pokolenia...

Obok tej powieści nie da się przejść obojętnie. Ona wzrusza magią, jaka stała się udziałem Basi i Krzysia, ale doprowadza też do łez scenerią, w jakiej się narodziła. Codzienność mieszkańców stolicy wypełniał lęk, czy nastanie jutro. Przeklęte fatum zmuszało do najcięższych decyzji: zostawić ukochaną żonę, najbliższą osobę, część siebie, bez której jest się niepełnym, i iść walczyć, bo taka jest powinność mężczyzny, bo tak nakazuje honor. Wiara – ta okazywana na zewnątrz – że ten konieczny zryw buntu i oporu przeciwko krwiożerczemu wrogowi szybko zakończy się sukcesem, nie odganiała najczarniejszych przeczuć... Ilu ludzi stanęło wówczas przed takimi targającymi duszę wyborami? Gdy ten tak naprawdę mógł być tylko jeden?

„Ty jesteś moje imię”, ubrane w prześliczną okładkę, mocno odbiło się na mojej psychice. Tak bym chciała, żeby to niesamowite uczucie poety czasu kurz i jego żony miało szansę się dopełnić, żeby ta ich wspólnota i bliskość mogły trwać dłużej... A może to dopełnienie właśnie tak miało wyglądać? Może los wiedział, że będzie musiał ich rozdzielić, dlatego wcześniej obdarował ich uczuciem tak intensywnym? Chcę wierzyć, że spotkali się w innej rzeczywistości, nam niedostępnej, że „świat ze swoimi bolączkami pozostał poza szczelnym kokonem utkanym z miłości i namiętnych pocałunków młodych kochanków” (str. 154), że tam istnieje „ów wszechogarniający spokój, spływający kropelkami potu po skórze, wsączający się ciepłem przyspieszonych oddechów w splątane włosy, wnikający dotykiem ust w konstelacje nerwowych zakończeń...” (str. 154), że tam Basia nie musi się zastanawiać, „czy istnieje stopień jeszcze wyższy od słowa najszczęśliwsza” (str. 166). I wierzę, że to jest ostateczne zwycięstwo nad śmiercią w powstańczej zawierusze...



Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena