Koszyk 0
Opis:
Co robić, kiedy wróg staje u bram? Kiedy twój świat znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie? Co począć, mając przeciwko sobie niewyobrażalną potęgę? Odpowiedź jest prosta: ATAKOWAĆ! Tak właśnie: ATAKOWAĆ!! I jeszcze raz: ATAKOWAĆ!!! Każdy dowódca, chcąc przebić się przez linie nieprzyjaciela, musi wiedzieć, gdzie znajduje się środek cięż ... kości sił wroga, czyli większość wojsk i sprzętu. Następnie powinien wykonać taki manewr, aby jego własny środek ciężkości znalazł się w miejscu niedogodnym dla przeciwnika. Nie jest to manewr sprawdzający się w stu procentach. Czy zresztą w czasie działań wojennych cokolwiek jest całkowicie przewidywalne? Zbyt wiele zależy od okoliczności i determinacji żołnierzy.Ian Douglas w drugim tomie opowieści o zmaganiach Ziemian z interwencją obcych cywilizacji znów udowadnia, że mistrzowsko potrafi budować napięcie, zarówno wysyłając czytelnika na straceńcze misje z pilotami myśliwców, jak i ukazując rozterki ich przełożonych, a także opisując piekło kosmicznego starcia ciężkich jednostek. W dodatku kreuje psychologię obcych istot w imponującym stylu, niezwykle plastycznie ukazując ich nie do końca zrozumiały dla człowieka sposób myślenia.Jeśli chcesz się przekonać, czy ludzkość poradzi sobie z inwazją, czy geniusz dowódców i determinacja zwykłych "pionków" są w stanie sprostać miażdżącej przewadze, musisz - po prostu musisz! - przeczytać tę książkę. Nic tu nie jest oczywiste, nigdy nie możesz być pewien, co stanie się za chwilę. To fascynująca lektura, dająca wiele radości z czytania, ale też zmuszająca do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę stanowi istotę bycia człowiekiem Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Ian Douglas
  • 2013
  • 0
  • 494
  • 195
  • 125
  • 97883-64030-130
  • 9788364030130
  • ZB319

Recenzje czytelników

Star Carrier- Ian Douglas

Ocena:
Autor:
Data:
„Pierwsze uderzenie” z cyklu „Star Carrier” było moim udanym spotkaniem z twórczością Iana Douglasa. Po lekturze od razu wiedziałam, że muszę przeczytać kolejne części. Tak w moje ręce trafił „Środek ciężkości”, czyli drugi tom cyklu. Po raz kolejny pisarz funduje dobrą dawkę militarnego si-fi, przy którym nie da się nudzić! „Do pojazdów, panienki!”[s.87] „-Dziesięć g za cztery…[…] –trzy… dwie… jedną… teraz!”[s.90]

Nagle okazuje się, że nie jesteśmy sami we wszechświecie ... Rasa Sh’daar oczekuje od ludzkości podporządkowania. Mamy wybór, możemy zrezygnować z zaawansowanej technologii lub zostać zniszczeni. Niestety żadna z tych możliwości nie jest przekonująca. Wszystko idzie ku zgorszeniu, gdy nadzieją okazuje się Admirał Koenig. Wbrew rozkazom podejmuje działania, które okazują się ratunkiem dla Ziemi. Spokój jednak nie trwa długo, obce cywilizację szykują się do ostatecznego ataku. Jedynym wyjściem z opresji wydaje się być operacja „Crown Arrow”, przeniesienie wojny na stronę nieprzyjaciela. Admirał Koenig po raz kolejny będzie musiał podjąć ryzykowną decyzję. Jak potoczą się losy świata?

„Środek ciężkości” zdecydowanie trzyma poziom tomu pierwszego. W książce już nie znajdziemy tylu bitew, jednak pisarz nie pozbawił nas przeogromnej ilości nowinek technicznych. Warsztat pisarski Iana Douglasa to coś godnego podziwu. Potrafi połączyć wiedzę naukową i ciekawy pomysł na fabułę tworząc dzieło, które podbija serca fanów militarnego SF. Tym, co przede wszystkim cechuje tego pisarza jest niesamowita dbałość o szczegóły. Czytając od razu widać, że autor zna się na rzeczy i jest niebywałym specjalistą w swojej dziedzinie.

Tak jak w poprzednim tomie, każdy moment jest opatrzony miejscem, godziną i galaktyką, co bardzo ułatwia orientację. Mamy również bardziej rozwinięty wątek polityczny, który wręcz dominuje na początku powieści. Pisarz po raz kolejny udowodnił, że budowanie napięcia to jego mocna strona. Oprócz tego styl Douglasa ma w sobie coś takiego, że bez problemu porywa czytelnika do XXV wieku.

Bohaterowie powieści to postacie, które bardzo przypadły mi do gustu. Najbliżej poznajemy Admirała Koeninga i Trevora Graya. Odniosłam wrażenie, że można trochę więcej im poświęcić. Niestety, tak jak w pierwszej części, nie dowiadujemy się o nich za wiele. Natomiast ogromną ciekawostką są „obcy” i sposób w jaki pisarz przedstawia ich psychologię. Istoty inne niż człowiek, które ciężko jest zrozumieć.

Star Carrier. Środek ciężkości jest równie dobry, a nawet lepszy od pierwszego tomu. Pisarz kolejny raz nie zawiódł moich oczekiwań. Przeniósł w świat oryginalnie wykreowany, gdzie mogłam poznać fascynujących „obcych” i zagłębić się w bogato rozwinięte technologiczne zabawki. Akcja zaskakuje, a opisywana historia wciąga niemiłosiernie. Zanim się obejrzymy jesteśmy przy końcu lektury i pozostaje nam jedynie czekać na kolejny tom, mając nadzieję, że będzie równie dobry. Polecam tę książkę wszystkim tym co sięgnęli po pierwszą część jak i tym co gustują w militarnym si-fi.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Godna kontynuacja.

Ocena:
Autor:
Data:
Science-fiction to gatunek, który dopiero poznaję. Mam już za sobą kilka pozycji tego typu, ale nadal potrafią mnie one zaskoczyć i oczarować. Tym razem w moje ręce trafiła kolejna część serii Star Carrier, a mianowicie „Środek ciężkości”. Skąd taki tytuł? Wyjaśnienie znajdujemy już z tyłu okładki – trzeba doskonale poznać środek ciężkości sił wroga, aby wygrać. Ale to jeszcze nie wszystko, bo swój środek należy umieścić w takim miejscu, w którym wróg go nie dosięgnie ... A to wcale nie jest takie proste, zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z zaawansowaną technologicznie cywilizacją.

Ostatnią bitwę w wielkiej wojnie kosmicznej wygrali ludzie. Jest to oczywiście idealna okazja do świętowania, jednak to wcale nie oznacza końca wojny. To dopiero początek, bo nieprzyjaciel z pewnością zaatakuje znowu, a nie wiadomo, jakiego asa trzyma w kieszeni. Trzeba być w ciągłym stanie gotowości, trzeba mieć dobrą strategię i plan oraz odpowiednich ludzi budzących zaufanie. Obcy nadal nie są zadowoleni z rozwoju technologicznego, który opanował Ziemię i chcą „ocalić” jej mieszkańców. Jednak jakim kosztem? Ludzie jednak nie poddają się tak łatwo i przeprowadzają kolejną operacją obronną. A kto wyjdzie z niej cało? To już musicie dowiedzieć się sami.

Pierwszą część Star Carriera początkowo czytało mi się dosyć ciężko. Było to coś nowego, coś, do czego jeszcze nie przywykłam. W przypadku drugiego tomu było już zupełnie inaczej. Od pierwszych stron byłam przygotowana na to, co dostanę i powiem szczerze, że nawet się cieszyłam, że ponownie będę mogła odwiedzić świat stworzony przez Ian’a Douglas’a. Tym bardziej, że po raz kolejny wykonał on kawał dobrej roboty w tym względzie. Znakomite wykreowanie przyszłości sprawia, że nasza wyobraźnia zostaje ogromnie pobudzona i działa na najwyższych obrotach. Dzięki temu akcja rozgrywa się przed naszymi oczami i w naszym umyśle, a my sami stajemy się częścią tej historii. A kim zostajemy dokładnie? To już zależy od nas.

Możemy wczuć się w rolę każdej istoty obecnej w tej książce. Poczynając od kapitana, przez zwykłego żołnierza, a kończąc na kosmicie, że się posłużę kolokwializmem, który obejmie wszelkie obce istoty tutaj obecne. A jest ich znacznie więcej niż w poprzedniej części. To było właśnie coś, na co czekałam. Więcej Obcych! Nie zdziwię Was pewnie również tym, że ponownie mamy do czynienia z mnóstwem działań i operacji militarnych, które zostały opisane w znakomity sposób – dokładnie i szczegółowo, co jest kolejnym elementem rozbudzającym nasz umysł. W głowie autora zrodził się niesamowity pomysł z ogromnym potencjałem, a co najważniejsze – pan Douglas świetnie sobie z tym poradził i stworzył historię, która potrafi nas porwać całkowicie.

Oczywiście mamy do czynienia z tymi samymi bohaterami, co w „Pierwszym uderzeniu”. Najlepiej przedstawieni zostali ponownie admirał Koenig i Trevor Gray. Muszę przyznać, że podziwiam Koeniga za jego podejmowanie decyzji, które są trudne i naprawdę mogą zaważyć o wyniku wojny. Natomiast Gray coraz bardziej zyskuje moją sympatię i ma we mnie sprzymierzeńca. To dzięki jego wypowiedziom uśmiech pojawiał się na mojej twarzy, a jego zachowanie nie raz mnie rozbawiło. Sarkazm, inteligencja i spryt w jednym. Jednak, co mnie ucieszyło jeszcze bardziej – są tutaj rozdziały, w których poznajemy punkt widzenia obcych cywilizacji. Autor w bardzo umiejętny i plastyczny sposób przedstawił ich tok myślenia, który nie jest rozumiany całkowicie przez Ziemian, ale także przez czytelnika. Jednak mnie „UFO” od zawsze intrygowało, więc jest to element, który bardzo mi się spodobał.

„Środek ciężkości” to godna kontynuacja pierwszego tomu Star Carrier. Ten sam intrygujący styl, barwny język, oryginalny pomysł i świetne wykonanie. Wciągająca fabuła, zaskakujące zwroty akcji i chwile napięcia. Ian Douglas stworzył genialną powieść, która posiada w sobie tak wiele ważnych elementów składających się w jedną logiczną całość, że aż momentami podziw ogarnia czytelnika. Zachęcam Was moi drodzy do zapoznania się z jego twórczością. Początki mogą być trudne, ale dla całości naprawdę warto. Dajcie się rozbudzić Waszej wyobraźni i polećcie w kosmos walczyć o przyszłość naszej planety. Wystawiam 8/10.

www.sheti-shetani.blogspot.com
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.