Koszyk 0

Sebastian Fitzek - niemiecki mistrz thrillerów psychologicznych.

Niemiecki dziennikarz i powieściopisarz. Absolwent prawa, specjalizujący się w prawie autorskim. Sebastian Fitzek  - bo o nim mowa - czytelnikom na całym świecie dał się poznać dzięki bestsellerowym thrillerom, które publikuje od 2006 roku. Jego dotychczasowe książki przetłumaczono już na kilkanaście języków, a 2 marca w ręce polskich czytelników trafi najnowsza powieść autora zatytułowana „Pasażer 23”. Z okazji zbliżającej się premiery, Sebastian Fitzek opowiedział nam o swoich inspiracjach, pasjach i twórczości.

Napisał Pan już 14 powieści. Czy świat jest rzeczywiście tak złowieszczy jak Pan go opisuje?

Niestety świat realny jest o wiele bardziej okrutny, niż potrafią to wymyślić autorzy thrillerów. Wystarczy otworzyć byle gazetę, albo włączyć telewizor, żeby się o tym przekonać. Bardzo często w swoich thrillerach wręcz łagodzę rzeczywistość, żeby czytelnik był w stanie mi uwierzyć.

Osiągnął Pan niezwykłą popularność. Na przykład Pasażer 23 na liście bestsellerów SPIEGLA był przez 10 tygodni na 1. miejscu, w pierwszej 10-ce przez 20 tygodni, a w pierwszej 20-ce przez prawie rok. Nawet na zdominowanym przez pisarzy anglojęzycznych rynku amerykańskim i brytyjskim Pańskie powieści regularnie zajmują wysokie pozycje w rankingach czytelniczych. Za co Pana tak cenią czytelnicy?

Oczywiście bardzo się cieszę z sukcesu, ale nie mam na niego recepty i przy każdej kolejnej książce dręczy mnie niepewność, jak zostanie przyjęta. Zawsze mam nadzieję, że czytelnicy wyczuwają, że piszę o rzeczach, które leżą mi na sercu. I że są to książki, które sam chętnie bym przeczytał.

Dlaczego zajął się Pan thrillerem psychologicznym, a nie innym gatunkiem literackim?

To nie ja wybrałem ten gatunek, było raczej odwrotnie. Szczerze mówiąc, nawet nie miałem pojęcia, że piszę thrillery psychologiczne, dowiedziałem się o tym dopiero od wydawców, którzy odrzucali moje teksty posługując się argumentem, że chwilowo na psychothrillery nie ma zapotrzebowania.

Muzyka, którą Pan się zajmował jako młody człowiek, radio w którym Pan pracował, to świat dźwięku. To również formy pracy zespołowej. A literatura to coś przeciwnego, zupełnie inna forma twórczości i ekspresji. Co spowodowało, że zajął się Pan pisarstwem?

Moim zdaniem książki i radio mają ze sobą mnóstwo wspólnego. Nie bez przyczyny w jednym i drugim przypadku można mówić o „teatrze  wyobraźni”, tworzonym wyłącznie za pomocą słowa, bez możliwości posiłkowania się obrazami. Ponadto zarówno z książką, jak i z radiem obcuje się przeważnie w samotności, w dość intymnych ramach. Ale pisać zacząłem wyłącznie dlatego, że lubię opowiadać historie. I któregoś dnia wydało mi się, że trafiłem na świetną story. Od tego momentu pisanie jest dla autora jak oddychanie. Nie da się przestać, nie ryzykując życiem.

Postaci z Pana powieści mają w swej naturze bardzo wiele zła i brutalności. Nawet postaci pozytywne. Czy zło w ludzkiej naturze Pana fascynuje?

Zgadza się i co więcej, boję się nawet, że w każdym z nas jest taka ciemna strona, która może się nie nieoczekiwanie objawić, w sprzyjających okolicznościach.

Fabuły Pańskich powieści to skomplikowane, wielowątkowe konstrukcje, których elementy znakomicie współgrają i wzmagają napięcie. Jak długo powstają w Pańskiej wyobraźni i w jaki sposób?

To całkowicie zależy od materiału. Czasem, jak w przypadku Pasażera 23, przez całe lata noszę się z jakimś pomysłem, w innych przypadkach po prostu siadam przy biurku i piszę.

Jak pan pracuje nad powieścią? Czy tworzy Pan ją bez przerwy, na jednym oddechu czy też pisze fragmentami, systematycznie, np. w określonych porach dnia?

Z tym też bywa różnie. Na szczęście pisanie nie jest dla mnie zajęciem rutynowym, mimo że piszę niemalże codziennie. Z reguły robię sobie taki szkic powieści, którego potem w zasadzie w ogóle się nie trzymam, ponieważ najpóźniej po 80 stronie wszystkie postacie nabierają własnego życia i degradują mnie do roli obserwatora ich działań. W każdym razie potrzebuję okresu co najmniej czterech miesięcy, kiedy nie robię nic innego poza codziennym pisaniem. Wtedy mam już pierwszy zarys i zaczyna się długa faza obróbki. Przeciętnie potrzebuję więc roku na każdą książkę.

Jak wygląda miejsce w którym Pan pisze? Czy ma Pan jakieś przyzwyczajenia związane z pracą nad powieścią?

Mój pokój do pracy niczym specjalnym się nie wyróżnia. Nie potrzebuję w zasadzie nic więcej poza laptopem i biurkiem z Ikei. Na pewno muszę mieć przy pracy ładny widok za oknem, najchętniej na wodę, albo – jak w domu – na mały ogródek.

Na podstawie Pana powieści już powstał film. Czy nie kusi Pana kino, telewizja, pisanie scenariuszy?

Mam ogromny szacunek dla scenarzystów, to jest zupełnie osobny rodzaj sztuki, na którym się nie znam.  Poza tym chyba bym oszalał, gdyby tylu ludzi wtrącało mi się w proces powstawania dzieła, jak to się dzieje przy pracy nad projektem filmowym.

Nad czym Pan obecnie pracuje?

Nad klaustrofobiczym psychothrillerem zatytułowanym “Paczka”, w którym pewna kobieta ma przyjąć przesyłkę dla sąsiada, którego nazwiska nie zna, chociaż już od wielu lat mieszka przy tej samej uliczce...

Co Pana ostatnio przeraziło, a co rozbawiło?

Moja córeczka Charlotte, która nauczyła się podkradać do mnie bezgłośnie i mnie straszyć. Z drugiej strony za każdym razem  mnie to rozbawia, kiedy już dojdę do siebie i serce przestanie mi walić jak oszalałe.