Koszyk 0

Rozmowa z Sylwią Kubryńską, autorką bestsellerowej „Kobiety dość doskonałej” oraz wydanej niedawno książki „Furia mać!”.

Sylwia Kubryńska nazywa rzeczy po imieniu, nie lukrując i mając w nosie, że naraża się (a bardzo naraża!) wszystkim ważniakom dookoła. Kobiety, nie dądźcie grzeczne, trzymajcie z Kubryńską... Zanim sięgniecie po „Furia mać!”, przeczytajcie – ze zrozumieniem – wywiad z autorką. Furia mać!

Furia mać! Co Cię najbardziej irytuje w Polsce?

Wygłaszanie. To mi w pierwszej kolejności przychodzi do głowy. Wygłaszanie z ambony swoich racji jako jedynie słusznych. Co masz myśleć, jak masz żyć, co czytać i oglądać. Wrrr. No i to zacietrzewienie, zatrzaskiwanie się w swoich racjach, ta zgnilizna, która wytwarza się w tej ciasnej mojszości. Polacy boją się przewietrzenia, otwartości. To mnie wkurza najbardziej, zwłaszcza teraz, gdy politycy rządzący krajem tę zgniliznę tak pielęgnują.

Czy pisanie może być również „wkurzające”, czy najnormalniej w świecie siadasz i bez żadnych przeszkód piszesz?

Oczywiście że pisanie jest wkurzające. Poprzednią książkę przypłaciłam depresją. Przy Furii mam napady gniewu, niekontrolowanej złości, czasem zupełnie bez powodu. Na przykład o to, że ktoś mi tłumaczy, jak spryskać mniszka ogrodowego. Gotuje się we mnie natychmiast, gdy tylko moja podświadomość wyczuwa najmniejszy przejaw „mądrzenia się”. Gdy pisałam Furię i ktoś mi przerywał, np. telefonem, warczałam do słuchawki. Mam czasem taką refleksję, że współczuję ludziom, którzy mają ze mną do czynienia. Na szczęście oni mnie znają, kochają i wybaczają w kółko.

Furia mać to kolejna po Kobiecie dość doskonałej książka z nożami na okładce. Czy to oznacza, że jeśli kłócić się, to tylko „na noże”?

Tak właśnie wyglądają kłótnie w Polsce. Sama doskonale to znam, gdy się kłócę, jestem przekonana, że już NIGDY, KONIEC, DOŚĆ, ROZWÓD, AMEN. W książce chciałam właśnie pokazać ten sposób odbierania rzeczywistości, która nam się nie podoba. Zero kompromisów, brak dialogu, tupanie nogą, rzucanie krzesłami. Często ludzie w ogóle siebie nie słuchają, nie potrafią wysłuchać jednego zdania do końca, wyciągają wnioski na wyrost, przed puentą – i oczywiście wszędzie upatrują swoją krzywdę. Świadczy o tym choćby prosty przykład hejterskich komentarzy pod artykułami w Internecie. Często są one formułowane na podstawie samego tytułu – nikomu się nie chce zagłębić w treść, od razu chwyta za „nóż”.

Ile Kubryńskiej znajdziemy w jej własnych książkach?

Odbieram masę maili od kobiet, które piszą, że znalazły siebie w mojej powieści, pytają, skąd ja znam ich życie? Dlatego nie odżegnuję się od Kubryńskiej w moich książkach. Jestem tam ja i cała masa polskich kobiet.

W Furii mać! i Kobiecie dość doskonałej bierzesz pod lupę emocje, które buzują w każdym z nas. Piszesz o nas samych. Myślisz, że przyjdzie taki moment, że temat się wyczerpie? Czy jednak każdego dnia jesteśmy w stanie wymyślić nowy powód do irytacji?

Pomysł na Furię wziął się z rozmowy z Małgorzatą Halber. Wymieniałyśmy się przyczynami naszego zdenerwowania. Wiesz, od kilku dni jestem wściekła, bo… A ja nie mogłam spać, bo… I nagle obie odkryłyśmy, że zdradzamy tak absurdalne powody naszego gniewu, że to aż śmieszne. Para moich przyjaciół spisuje przyczyny kłótni. „O to, czy w ZOO są żyrafy”. „O to, czy patelnia z teflonem się pali”. „O prędkość startu rakiety kosmicznej”. To brzmi zabawnie, ale trzeba ich zobaczyć w akcji. Nikomu wtedy nie jest do śmiechu. Myślę, że nasz problem polega na braku dystansu. A ten dystans jest niezbędnym elementem dialogu. Takim znakiem, świecącym sygnałem: „TO NIE JEST SKIEROWANE PRZECIWKO MNIE!”. Ani żyrafy, ani patelnia, ani rakieta. Ani to, że ktoś wydał książkę i ona się dobrze sprzedaje. Ja jestem osobna. Moje życie jest moje. Ludzie nie chcą mi dokopać.

Na okładce Furii mać! można przeczytać wypowiedź Pauliny Młynarskiej, która zwraca się do Twoich czytelniczek z apelem: „Nie bądźcie grzeczne, czytajcie Kubryńską". Co Ty na to? Zgadzasz się z tym, że w życiu nie warto być grzeczną?

Piszę o tym od dawna. Proszę pomyśleć. W podstawówce często dziewczynki wiodą prym, mają lepsze stopnie, odznaki wzorowego ucznia, „wiszą” na tablicach prymusów. A co się potem z nimi dzieje? Według mnie są ofiarami „grzeczności”. Najpierw się je nagradza za potulność, a potem biegają wokół prezesa, który zarabia dziesięć razy więcej niż one. Warto się nad tym zastanowić, wychowując swoją córkę na „grzeczną”. Ja już mam dość bycia grzeczną. Przypłaciłam to depresją i długim leczeniem. Chcę żyć swoim życiem, być sobą, nawet gdy się to komuś nie podoba. Tak, zgadzam się z Pauliną.

Pewnie nie raz usłyszałaś protekcjonalne „złość piękności szkodzi". Jaką masz na to odpowiedź? Czy mimo wszystko złość jest czasami wyzwalającą emocją, bo pozwala nam wyrazić sprzeciw?

Oczywiście, złość jest bardzo potrzebna! Ukrywanie emocji to pracowanie na innych, nie na siebie. Oczywiście, trzeba czasem kogoś oszczędzić, zwłaszcza jeśli chodzi o dziecko. Ale trzeba też pamiętać o sobie, nie spalać się wewnętrznie, kiedy się w nas gotuje, kiedy nasza natura daje wyraz niezgody – wyrazić to. A z tą pięknością? Większej bzdury nie słyszałam. Proszę spojrzeć na mnie.

Piszesz dużo o kobietach, o ich różnych rolach społecznych, postaci kobiet znajdują się również na okładkach obu książek. A co mężczyźni mogą znaleźć dla siebie w Twojej prozie?

Jeśli są ciekawi kobiet, to bardzo dużo. Ja w swoich książkach nie oszczędzam kobiet, walę czasem obuchem w głowę, mówiąc: słuchaj, babo, twoje życie zależy od ciebie! Jeśli facet przeczyta moje książki, zobaczy kobiecą psychikę od kuchni, razem z jej lękami, z wrażliwością, z całym bagażem stereotypów. Jestem pewna, że to poznanie ułatwi mu dialog z kobietą.

Jakie są Twoje dalsze plany pisarskie? Czy możemy spodziewać się wkrótce kolejnej dawki furii Kubryńskiej?

Teraz myślę głównie o takim stanie emocjonalnym, który bym mogła nazwać: letarg. Chciałabym pokazać, jak człowiek wsiąka w środowisko, jak zasypia w grupie, bezrefleksyjnie przyjmując jej styl. Chcę opisać, jak niebezpieczne i zgubne są takie mimikry, kiedy kobieta zapomina o własnych wartościach i dla wygody przyjmuje inne, złe dla niej samej. Zelig w wydaniu kobiecym, może to być ciekawe?

Czego boi się wkur***** Kubryńska pisarka?

Ja się najbardziej boję głupoty. Takiej pretensjonalnej, złej, agresywnej. Boję się, bo to zawsze prowadzi do tragedii. Chciałabym, żeby ludzie myśleli prościej. Wierzę w mądrość prostoty. Zamiast pompować jakieś abstrakcje, można przecież przyjrzeć się temu, co nas bezpośrednio dotyczy. Przykład. Czemu tak dużo energii wkłada się w propagowanie, obronę, wiarę w hasła? Takie: Bóg, Honor, Ojczyzna. Co to w ogóle jest? Boga nikt nie widział, honor to sobie można wiadomo gdzie wsadzić, jak trzeba na przykład ratować dzieci, a ojczyzna to po prostu miejsce, gdzie mieszkam. Nie muszę przecież drzeć szat, wyszywać złotymi nićmi sztandarów, organizować wieców. Wystarczy że posprzątam po swoim psie i nie będę wyrzucać butelek PET do lasu. Czemu państwo, samorządy tracą czas na takie abstrakcje? Nie lepiej w tym czasie, za te pieniądze, zrobić chodnik na drodze dzieci ze szkoły?