Koszyk 0
Opis:
Równina, południowy zachód. Woda zrodzenia „O, matko, pozwól, żebym się w tobie obmył.” (Hinduska modlitwa do bóstwa wody.) Wnikam w ciebie, matko, zanurzam się. Równinna rzeka bez imienia toczy się sennie i zawraca w powolnych zakolach - niemal zasypia. Na powiekach ciąży oliwa popołudniowej ciemności. Zimny powiew, który przewędrował gorący pył i całe połyskliwe, nieruchome, nieskończenie ciężkie listowie krzaków, roztapia gęstniejący sen na nieznanej ... tajemniczej skórze zbroi zanurzającej się do żyjącej powolności na czystym dnie bez głosów i bez twarzy. Twoje umieranie rodzi mnie dalej przed siebie, daleko od skrzących się równin, na których kwitnie we wszystkich kierunkach moja własna przeciwśmierć. Niewidzialny koń, lśniący od bojaźni i od powietrza, biegnie dalej, nawet na jedno uderzenie tętna nie opuszcza nieopisywalnego kręgu. Skorupa zamyka się na zawsze do swojej olśniewającej nieprzenikalności. Jesteśmy poza własnym zrodzeniem. Ostatni połysk ciała zapada się w płynącym powietrzu. Nie ma drogi powrotnej. Woda jest sama. O, matko, pozwól, żebym się w tobie obmył. * * * Równina, południowy zachód. Naśladuj diunę Bieg jest. Bieg jest milczeniem w milczeniu. Jest poza słowami. Jest cichym językiem. Gołym znaczeniem. Bieg jest nagi. A w pustym polu pełnym blasku niskiego wiatru ostrej obecności, przeciągle, po kolana w ziemi kwili pusta zbroja. Z pustą ręką, która porusza się skrzypiąco jak ręka biegacza, ścierającego sobie z piersi żrący pot. A rzeczy zawarte w sobie odsuwają się same, znikają na zawsze z tyłu za nami. Powoli, jasno i płynnie sunie, przez nas do przodu fala istnienia, które przeżywasz, lecz go nie czujesz. Ziarnko na ziarnku się nawarstwia. Nie przerywaj. Naśladuj diunę. Jej płynny, lekki, zmywający ślady, zanim powstały, bieg. * * * Równina, południowy zachód. Początek elegii To, czemu mówimy śnieg, drepce w miejscu, waha się, w ostatniej chwili wraca. Następnie ostrożnie (dotykając rzeczy na powierzchni, z przymrużeniem pustego oka, tu i ówdzie) pozostawia swój lekki, ledwo słyszalny ślad – naśladując niewyraźnie Księżyc (to jego wiecznie tylko niewyraźnie odbite światło, roztapiające się w skrzypiący pustynny pył, który leży tuż przed świtem, na małych cichych pustych podwórkach, oddzielonych cienkimi ogrodzeniami od pustych, cichych (niczym nie obsianych) pól równiny i z oddaniem spoczywa na równych daszkach i na pokładach statków towarowych bez towarów, cicho zakotwiczonych przy brzegach zimnych, płytkich niezamarzających rzek. I wszyscy śpiący (bez domu) całą noc. Naśladując dno tego poziomo przenikającego lśnienia. Podróżując pustą koleją podziemną w obu kierunkach, całą noc, wciąż tam i z powrotem w pustym świszczącym śnie. Budzą się (z przymkniętym, nic nie rozumiejącym okiem, które przesuwa się tuż obok wzroku) zawsze na przystanku końcowym bez adresu (bez własnego domu), bez matki (co oznacza) bez możliwości się (jeszcze) urodzić, krocząc (w górę na powierzchnię) razem z podnoszącymi się strzępami porannej pary, która ich (z jednej strony) ukrywa (z drugiej delikatnie) wymazuje i (z trzeciej) cicho dopisuje do świata, który jest (właśnie tylko czwartym) żywym widmem, przesuwającym się niepostrzegalnie gdzieś na cienki, lekko pofalowany skraj pustyni, której nie można przeczytać ani przebrodzić nagim (obdzielającym się od pustych oczu) wzrokiem zdziwionych śpiących. Z nieprzykrytą głową, z butami w ręku. * * * Fragment książki "Równina, południowy zachód. Śmierć matki" (przekład: Franciszek Nastulczyk, IM 2011). Ivan Štrpka Urodził się 30.06.1944 r. w Hlohovcu. Jest jednym z najwybitniejszych współczesnych słowackich poetów. Należał do grupy poetyckiej Osameli bežci (Samotni biegacze), której członkowie (oprócz autora należeli do niej jeszcze Ivan Lauèík i Peter Repka) debiutowali pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Wydał kilkanaście zbiorów wierszy, między innymi Tristan tára (1971, Tristan bredzi), Teraz a iné ostrovy (1981, Teraz i inne wyspy), Všetko je w škrupine (1989, Wszystko jest w skorupie), Majster Mu a ženské hlasy (1997, Mistrz Mu i kobiece głosy), 25 básní (2003, 25 wierszy), Tichá ruka. Desa elégií (2006, Cicha ręka. Dziesięć elegii) Ve¾ký dych: Psychopolis, tenký ¾ad (2009, Wielki oddech: Psychopolis, cienki lód) . Jest również prozaikiem, autorem tekstów do piosenek, eseistą, tłumaczem literatury hiszpańskiej i portugalskiej. Za swoją twórczość otrzymał najważniejsze nagrody literackie na Słowacji. Jego książki znane są czytelnikom w wielu krajach Europy (Anglia, Francja,Portugalia, Rumunia, Bułgaria, Holandia, Niemcy, Serbia i Polska). Był redaktorem naczelnym czasopism literackich, ostatnio miesięcznika literackiego "Romboid". Jego tom "Cicha ręka. Dziesięć elegii" w tłumaczeniu Zbigniewa Macheja nominowany został do nagrody Europejski Poeta Wolności. W Instytucie Mikołowskim wydał tom wierszy "Równina, południowy zachód. Śmierć matki" (przekład: Franciszek Nastulczyk, IM 2011). Mieszka w Bratysławie. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Ivan Strpka
  • 2011
  • 1
  • 88
  • 205
  • 144
  • 978-83-60949-85-6
  • 9788360949856
  • ZAIW3

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.