Koszyk 0
Opis:
Wojciech Mann po raz pierwszy opowiada o swej młodości, przygodach z muzyką i muzykami oraz o tym, dlaczego nie został saksofonistą. Jakimi metodami Wojciech Mann odmładzał zajechane winyle? W jaki sposób grupie nastoletnich zapaleńców udało się ściągnąć do szarego PRL-u samych Rolling Stonesów? Gdzie w Warszawie można było dostać coke? I jakie to uczucie zaśpiewać przed wielotysię ... czną widownią ze Stevie Wonderem? Zwłaszcza jeśli największym sukcesem wokalnym w karierze Wojciecha Manna było wcześniej wykonanie pieśni "Zielony mosteczek" na lekcji śpiewu. Z tej pełnej ciepłego humoru i nostalgii książki poznamy barwne opowieści o tym, co działo się za sceną wielkich festiwali i słynnych koncertów, dowiemy się, jak przebiegały wizyty w Polsce gwiazd rocka i gigantów światowego jazzu oraz jak wyglądały początki radiowej Trójki. Wojciech Mann przenosi nas w niezwykłe, pionierskie dla rock and rolla czasy - kiedy słuchało się Radia Luxembourg, grupa The Animals bawiła się na warszawskich prywatkach a sprzęt podczas koncertów podłączano do prądu za pomocą zapałek. Czytaj dalej >> << Zwiń
  • Znak
  • twarda
Mniej Więcej
  • Wojciech Mann
  • 2014
  • 2
  • 208
  • 222
  • 173
  • 9788324031191
  • 9788324031191
  • ZCFC9

Recenzje czytelników

Rockmann: jak nie zostałem saksofonistą, czyli bierz swój kilof i wskakuj do kopalni muzyki

Ocena:
Autor:
Data:
Otwierając tę książkę wsiadłam w teleport. Wyrzucił mnie w latach 50. XX wieku, gdzie wpadłam w pętlę czasową i zostałam na dobre 200 stron. Wojciech Mann, snuje swoim niskim, sennym głosem opowieść o tym, czym jest dla niego muzyka – zero banałów, samo życie. Jego życie. Książka jest istną relacją na żywo z bolesnego i ciężkiego porodu polskiej kultury współczesnej. Mann wspomina swój pierwszy gramofon, płytę, marzenia o saksofonie, podsłuchiwanie przez żelazną kurtynę Wolnej Europy ... działalność w klubach, próby nakłaniania opornych władz do organizacji koncertów, wreszcie rozwój kariery radiowo-dziennikarskiej. Nie jest to nudna opowieść – ktoś, kto zaliczył domówkę z The Animals, opiekował się w środku nocy zagubionym Teddy’m Wilsonem, zacieśniał więzy przyjaźni z Wei Wei, trzymał strój w gwiazdki Johnny’ego Casha, występował w duecie ze Stevie’m Wonderem, zorganizował niezliczoną ilość koncertów, festynów, spotkań, zakładał kluby, radia, słowem tańczył, śpiewał i grał zdecydowanie ma swoje do powiedzenia. Warto posłuchać.
Niewątpliwie przykuwa uwagę kontrast między „kiedyś” a „teraz”. Autor jednak udowadnia, że jeżeli ma się w sobie odpowiednio dużą ilość wytrwałości i ogień pasji można osiągnąć zamierzone cele. Że da się spełnić marzenia mimo zdecydowanie niesprzyjających warunków i nieustannego uderzania łepetyną w górę lodową biurokracji.
Książka to istna kopalnia wiedzy o muzyce i kulturze. Nic, tylko barć swój kilofek i kopać ile sił. Przytacza ogromną ilość historii, ciekawych anegdot, związanych nie tylko z życiem autora, ale przede wszystkim konkretnymi twórcami, organizacją koncertów, zderzeniami odmiennych kultur i mentalności – choćby moja ulubiona opowieść zza kulis o wynoszeniu na plecach pijanego perkusisty.
Pann Mann i jego specyficzne spojrzenie na świat interesowało mnie od dawna. Zaczęło się od zabawnych programików, które prowadził, później przeszło przez audycje w radiowej Trójce, aż dojechało do „Rockmanna”. Polubiłam jego dowcip, inteligencję i dystans do rzeczywistości i siebie samego. Książka zdecydowanie utwierdziła mnie w tym wrażeniu – napisana jest wyjątkowo lekkim, przykuwającym uwagę językiem, jednym z tych nielicznych zdolnych wywołać u czytelników głośne salwy śmiechu podczas lektury.
Dodatkową jej zaletą jest ciekawa forma. Sama w sobie już świetna tkanina warstwy językowej utkana z mocnych nici anegdot została dodatkowo przyozdobiona wieloma zdjęciami, przedrukami, rękopisami, listami, pocztówkami, plakatami opatrzonymi naturalnie ciętymi komentarzami Manna. Bonusową atrakcją są prywatne „listy przebojów” autora ( piosenki najlepsze/najgorsze/najbardziej dołujące/covery lepsze od oryginałów i o wiele więcej kategorii) – ciekawy pomysł, kolejny element muzycznego poszerzania horyzontów, które zapewnia książka.
Zdecydowanie pozycja obowiązkowa dla wszelkich pasjonatów kultury, zwłaszcza muzyki. Szczególnie jednak poleciłabym ją ludziom młodym – wiele z opisanych przez Manna sytuacji nie mieści się w głowie w dobie internetu,powszechnej dostępności wszystkiego, globalizacji i wysokiej współpracy między państwami. Rozsiedliśmy się na miękkich i wygodnych poduszkach luksusu, z czego nawet nie zdajemy sobie sprawy. Warto zafundować sobie taką wycieczkę w czasie, żeby umieć docenić to, co jest.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.