Koszyk 0

Profil recenzenta:
Adriana

  • miasto: Knurów
  • moja strona: http://ujrzecslowa.pl
  • recenzje: 196
  • osób uznało recenzje za przydatne: 94

Recenzje użytkownika

Autor: Adriana
Data:
Książkę przeczytałam jakiś czas temu, napisanie recenzji odłożyłam na później, i tutaj pojawia się psikus: Kompletna pustka, małe przebłyski tego co się w opowieści wydarzyło, chyba już na samym początku powinno Wam dać to do myślenia, że nie jest to historia, po której należałoby oczekiwać wiele.

Siedemnastoletnia Beth dla innych mogłaby się wydawać zwykłą nastolatką, lecz widocznie nie wiecie o niej wszystkiego: Dziewczynę nawiedzają wizje, i z jej wzrokiem coś dzieje się nie tak, bo jak wytłumaczyć to, że patrząc na kogoś widzi: supły, liny i tym podobne. Dzięki swoim zdolnościom, potrafi również czytać w myślach(widzieć przebłyski zdarzeń, które miały styczność z daną rzeczą, osobą), przestaje więc jeść, gdyż tylko biorąc coś do ust, widzi cały proces, jak ten smakowity kurczak trafił do jej lodówki. Wszystko stara sobie racjonalnie wytłumaczyć, skoro ma problem ze wzrokiem, zdecydowanym krokiem jest wizyta u okulisty. Pewnego dnia dostaje tajemniczą notatkę: „Jesteś kimś więcej niż ci się wydaje”. Od tej pory nic nie jest takie same, bohaterka musi odnaleźć odpowiedzi na nurtujące jej pytania, kim tak naprawdę jest? Jej własna matka skrywa przed nią tajemnice, nie chcąc ich ujawnić. Po wielu perypetiach, bohaterka trafia do szpitala psychiatrycznego, do którego wysłała ją wręcz siłą własna matka, tam też historia powoli nabiera tempa.

Plusy:
+ Bardzo ciekawy zamysł na historię, w której wątkiem głównym jest tajemnica jej dziedzictwa.
+ Miłe różnicowanie rozdziałów, wiele rozdziałów nie dotyczy samej bohaterki, lecz również innych bohaterów, którzy w późniejszym czasie mają wpływ na życie i postępowanie bohaterki.
+ Historia miłości nastolatków nie jest aż tak banalna, ale pozwolę Wam samym się o tym przekonać
+ Krótka, niezbyt wymagająca głębszego myślenia lektura.

Minusy:
- Nie wiem czy to wina tłumaczenia, lecz wymyślone słowo: okczucie, tak kłuje mnie w oczy, że doprowadzało mnie wręcz to do złości
- Wykonanie warsztatu pisarskiego jest dość na niskim poziomie, wiele można by w tej historii dodać, wiele odjąć, czytając tą książkę miałam wrażenie, że została napisana w niespełna kilka dni.
- Prosty język (Zapewne historia jest przeznaczona dla trochę młodszych czytelników, po prostu nastolatków, do których ja już się niestety nie zaliczam)
- Niezakończona historia – Wiele wątków jest traktowanych po macoszemu, jedynie wspomniane i niech czytelnik sam się domyśli. Wolę mieć wszystko przekazane od początku do końca
- Kreacja postaci – Mam na myśli, główną bohaterkę, która nijak ma związek ze zwykłą nastolatką, jej zachowania, opisane gesty, tok myślenia, sprawia, że nie pałam do niej wielką sympatią, jest po prostu irytująca



Pomimo plusów i minusów, nie jest to najgorsza książka którą przeczytałam, wyłącznie dla samego zamysłu warto sięgnąć po tą lekturę, lecz nie stawiajcie jej na piedestale priorytetów które trzeba przeczytać. Należy wspomnieć że jest to debiut autorki(która nawiasem mówiąc jest scenarzystką czwartego sezonu Seksu w wielkim mieście), a jak wiadomo debiuty są różne, niestety tutaj okazało się to zwykłą książką, której jak nie przeczytasz to nic strasznego z tego powodu Ci się nie przydarzy.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Pomiędzy to ta książka, która przykuwa wzrok swoją okładką, jest wszystko przemyślane, doskonale dopasowane. Niestety tutaj sprawdza się powiedzenie: Nie oceniaj książki po okładce.

Amelia jest duchem, tylko nie wie o sobie nic więcej, tylko to, jakie jest jej imię i że nie żyje. Śmierć poprzez utopienie nie należy do najprzyjemniejszych, lecz co, gdy swoją śmierć przeżywasz prawie każdego dnia, czując jak woda zalewa Ci usta. Jest samotna, na swojej drodze nie spotkała nikogo kto mógłby ją zobaczyć, zaczepianie przechodniów już dawno porzuciła, gdyż nie przynosiło to żadnego efektu. Ogarniający ją smutek jest spotęgowany również tym, iż nie spotkała na świecie żadnego ducha. Czy jest to możliwe, by była jedyną niematerialną postacią, która szuka swojego celu?

Jej położenie zmienia pewne wydarzenie, jest świadkiem jak pewien chłopak zaczyna się topić w tym samym jeziorze, w którym ona zginęła. Idąc za zwykłym instynktem, chce go uratować, jak to możliwe że chłopak ją widzi?
Nie trzeba nikomu tutaj mówić, iż romans pomiędzy duchem a chłopakiem z krwi i kości jest dość pewny. Lubię wszelkie paranormalne książki, z całkiem oklepanego pomysłu według mnie, można stworzyć intrygującą historię, lecz nie tutaj. Należy stworzyć postacie, które się czymś wyróżniają, sprawić byśmy my jako czytelnicy utożsamiali się z nimi i zakochali się w nich bez reszty. Niestety autorka nie podołała temu zadaniu. Amelia jak i Joshua są tacy płascy, jak tylko płaskim można być. Zakochać się od pierwszego wejrzenia, zdarza się(sama czegoś takiego doświadczyłam), lecz jest pewne rozgraniczenie pomiędzy zakochaniem a miłością. Do miłości trzeba dojrzeć, lecz ta dwójka bohaterów, po prostu bum, nagle magicznie wyczarowana została między nimi sieć serduszek i motylków.

W książce, jest parę plusów, ponieważ dość przyjemnie się ją czyta, lecz spójrzmy prawdzie w oczy, od połowy książki, wszystko staje się nudne i płowe, akcja leniwie się toczy, tak jakby nie umiała nabrać rozpędu. Według mnie jest to taka najpopularniejsza, schematyczna opowieść, bardzo mało w niej opisów, a na każdej stronie widzimy prawie wyłącznie dialogi. Może jednak jest to podyktowane tym, że czytelnicy wolą czytać wypowiedzi, niż opisy scen, malowniczo przedstawionej przyrody, bądź głębokich przemyśleń bohaterów, które tak naprawdę coś wnoszą, a nie zwykłe odklepanie kilku tysięcy słów wypowiedzi.


Sądzę, że książka pomimo minusów dla mnie, spowoduje u kogoś lepsze i cieplejsze odebranie. Każdy z nas pragnie czegoś innego, wszyscy mamy inny gust, ja gorzko ją przełknęłam, lecz ostatecznie nie spisuję ją na straty, bo nie każda książka musi być arcydziełem nad którym muszą być same ochy i achy. Nie będzie się kurzyć na półce, gdyż już za niedługo powędruje do kogoś w ramach wymiany, zainteresowanie tą książką jest duże, może tylko ja nie dostrzegłam artyzmu tej opowieści? Odpowiedź zostawiam Wam.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Przed przeczytaniem tej książki, nie miałam szczerze pojęcia w jakiej kategorii literatury się znajdę, gdyż jestem osobą, która gdy widzi cudowną okładkę, musi ją mieć na półce jak najszybciej. Okładka ta potrafiła mnie tak bardzo zahipnotyzować, że nie zważałam na opinie innych, czy nawet, przyznam się bez bicia, nie przeczytałam o czym jest ta książka. Gdybym miała określić ją, jedynie po okładce, zapewne uznałabym, że zagłębię się w literaturę fantastyczną. Jakże wielce się myliłam. Powieść jest istnym misz-maszem, gatunków.

Znajdziemy tutaj romans, thriller oraz szczyptę fantastyki, lecz jest to porcja tak minimalna, że nie jesteśmy w stanie się nią nacieszyć.
Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Agnieszki, lecz zapewne nie ostatnie, pomimo, że książka nie zachwyciła mnie tak ogromnie jakbym chciała. Jak już pisałam, głównym wątkiem jest miłość pomiędzy główną bohaterką, a Nocnym Łowcą, i miliarderem, bo jak oprzeć się pokusie gdy dwóch mężczyzn zachwyca nas tak samo?

Ogromnym plusem jest to, iż wreszcie odpędziłam się nastoletnim bohaterom, gdyż tutaj mamy do czynienia z dojrzałymi osobami. Melisa ma 30 lat i jest kobietą, po nieudanym związku małżeńskim, z którego się wyrwała, wręcz ostatkiem sił. James jest miliarderem, a jak wiadomo, taki to ma dziewczyny na pęczki, ma po prostu wszystko czego zapragnie, lecz co się stanie gdy pragnie najbardziej zadziornej i niepowtarzalnej kobiety, która stara się bronić, przed jego zalotami?

Kolejnym zaskoczeniem dla mnie była historia narkotyku ToxicCrystal, którą od strony reporterskiej zajmowała się Melisa a od strony bohaterskiej Nocny Łowca. Dobrze wiemy, że narkotyki są złem, lecz co dzieje się w mieście, gdy po narkotyk sięga co raz więcej ludzi, dostęp do nich jest łatwy i co najważniejsze: zbiera ze sobą ogromne żniwo, ciekawskich, żądnych przygód ćpunów. Żałuję, tylko że był to według mnie, wątek drugoplanowy, chętniej poczytałabym o tym więcej.

Nocny Łowca, nie daje o sobie za pomnieć, widujemy go na każdej stronie, lub poprzez obserwacje innych osób, lub też możemy wczuć się w sytuację i myśli, dzięki narracji pierwszoosobowej. Mieszanie narracji Melisy i Nocnego Łowcy, bardzo przypadło mi do gustu, pozwoliło to mi zrozumieć bohaterów jeszcze bardziej. Co chwile, tylko zastanawiamy się, kto kryje się pod maską bohatera?

Niestety i w tej książce dopatrzyłam się kilku minusów, do największych zaliczam: przewidywalność, potraktowanie niektórych wątków po macoszemu, oraz ogólny zarys miłości bohaterów. Z jednej strony miliarder z ogromem tajemnic w swoim worku, po drugiej stronie mamy kobietę, która na pierwszy rzut oka, nie jest zainteresowana jakimkolwiek uczuciem do mężczyzny (Chyba już gdzieś to słyszałam).

Po wszystkich za i przeciw, polecam Wam tą książkę, bo przyjemnie się ją czyta, nie oczekujcie od niej zbyt wiele a na pewno was nie zawiedzie.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Wczoraj rozmawiałam z przyjaciółką na temat tej książki i doszłam do jednego wniosku: Tą książkę się kocha bądź nienawidzi. Mnie osobiście urzekła, czytając ją, byłam zachwycona, że mogę dowiedzieć się co autorka ukryła pod tych chwytliwym tytułem.

Sekret Julii jest drugim tomem o przygodach które nie mieszczą mi się w głowie. Nareszcie może odnaleźć się w tym piekielnym świecie, wraz z Adamem mogą czuć się bezpieczni i co najważniejsze, jej ukochany może ją dotknąć, czy to jakaś magia?

Punkt Omega w którym się znajdują miał w szczególności jej, przynieść ukojenie i zrozumienie wśród takich samych osób jak ona. Nie musi być już dłużej dziwolągiem, którego wszyscy dookoła się boją. Jednak dowiadujemy się, że to tylko pobożne życzenia i nawet wśród „innych” osób, można odstawać od reszty i być skazywanym na społeczną banicję.

Akcja książki toczy się szybko, mam wrażenie że wszystko jest na swoim miejscu, każde słowo jest niezwykle przemyślane. Nawet nie jestem w stanie zamieścić tutaj żadnego cytatu, ponieważ chwytliwych zlepków słów znajduję się aż nadto dużo. Każde zdanie jest na wagę złota. Może niektórym wydawać się może, skreślanie słów za niepotrzebne. Według mnie, właśnie to ma tutaj swój urok. Jesteśmy w stanie „wejść” do głowy bohaterki, bez uprzedniego pukania, po prostu bum i już wiemy o czym myśli niestabilnie emocjonalna siedemnastolatka.

Każda postać ich zachowania i słowa, powodują, że uzyskują moją przychylność i żałuję tylko, że są to bohaterzy fikcyjni. Pomimo iż, cała historia rozgrywa się w złych ramach czasowych dla ludzi, którzy są obdarzeni nadprzyrodzonymi siłami, to i tak autorka pozwoliła nam na parę uśmiechów: Kenji nie pozwoli Wam spędzać ponurych wieczorów przed książką, o nie. Wszędobylski, tajemniczy i zabawny Kenji, takich bohaterów więcej proszę.

Warner nadal jest czarnym charakterem tej serii, lecz czy do końca jest to prawdą? Czy może skrywa się, pod tajemniczą maską, co jeszcze ukrywa przed innymi? Mogę tylko zdradzić Wam, że Warner nie pozwoli o sobie zapomnieć i w tej części. Sekret Julii będzie miał wpływ nie tylko na nią, lecz również na innych bohaterów i jednego jestem pewna, wielu rzeczy nie jesteście w stanie przewidzieć.

Książka posiada jeden maluteńki minusik, moim zdaniem jest to wiek bohaterki. Siedemnastolatka z takimi przemyśleniami, jakoś mi nie pasuje. Lecz może w tak trudnych czasach umysł każdego człowieka zmienia się diametralnie i dorastamy za szybko? Czytając tą książkę, ciągle zapominam że jest to młoda dziewczyna, ja widzę ją w głowie jako kobietę która ma dwadzieścia parę lat.

Obojętnie czy szukasz wątku miłego, dramatu, pewnej dozy komizmu czy niezwykłego rozwoju wydarzeń, który zaprze Ci dech w piersiach, tutaj znajdziesz tego aż nadto i po skończonej lekturze, nie będziesz w stanie normalnie funkcjonować. Jest to jedna z tych książek, które trzeba przeczytać, przekonaj się sam/sama, że nie rzucam słów na wiatr i odkryj razem z główną bohaterką jej mroczne sekrety.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Invocato to książka od samego początku do końca nietypowa, każda strona przeplatana jest fantastyką, którą nawet śmiałabym się określić jako mroczną. Bo rzadko w literaturze spotykamy ten drażniący temat, jakim jest samobójstwo. Sam opis książki niezbyt wiele daje nam wglądu do treści książki, co według mnie jest ogromnym plusem, ponieważ sięgając po tą książkę, nie wiemy jako czytelnik czego się spodziewać. Opowieść tutaj spisana przez Panią Agnieszkę Tomaszewską wciągnie Was w tak niesamowity wir i z każdą kolejną stroną, będzie Wam co raz bardziej przykro, ponieważ będziecie wiedzieć, że zdanie, za zdaniem zbliżacie się do końca, a tak ciężko się z nią rozstać. Ja już po stu stronach książki, co chwilę liczyłam jeszcze ile mi ich zostało, opadając w co raz większą depresję, że stron jest co raz mniej. Czy oznacza to, że tak bardzo wsiąknęła we mnie ta książka, że czeka mnie taki sam los jak niektórych bohaterów i targnę się na własne życie? Przyznam szczerze, jeżeli moja historia ma się potoczyć tak samo jak głównej bohaterki, to zdecydowanie jestem na tak.

Lilith Novak, zwana również Burą, przewróci Wasz i nie tylko Wasz, świat do góry nogami i szczerze będziecie z tego powodu zadowoleni. Bohaterka postanawia wszelkimi siłami dostać się do Miasta Samobójców. Dzięki wypowiedzianej Inwokacji, przenosi się do niego, lecz jest tam pewną rodzaju anomalią, która nie powinna tam trafić. Do wspomnianego miasta trafiają wszyscy Ci, którzy targnęli się na własne życie, zapomnijcie więc o piekle, diable stojącym nad ich duszami, lecz czy w tym wypadku piekło nie byłoby dla nich lepszym rozwiązaniem? Ponieważ podczas ich ponownego „życia” czeka ich wiele niebezpieczeństw, takich jak potwory, lecz nie martwcie się, Bura wraz ze swoją kompanią starają się je powstrzymać.

Kreacja postaci jest wspaniałą układanką, autorka nie boi się niektórych nadto przerysować, przekleństwa, błyskotliwe wypowiedzi bohaterów, są tak dobre, że zastanawiam się czy nie jest to już fikcja, tylko rzeczywistość. Alkohol, narkotyki, dziwki to życie codzienne załogi Koshego, nawet przez chwilę nie pomyślicie, że mamy tu do czynienia z postaciami przerysowanymi, ponieważ powoli stwierdzacie, że tych bohaterów pokochaliście na zabój, o innych już nie chcecie słyszeć. Shwarzeneger przy tej bandzie może się schować, tylko czy biedna mała Lilith będzie potrafiła ich ugłaskać? Bo ileż można żyć w wiecznym brudzie. O tym dowiecie się, jeżeli sięgnięcie po tą książkę. Koshe i Klecha, och Ci mężczyźni, proszę dajcie mi ich poznać!

Książka jest przeznaczona zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Każdy znajdzie coś dla siebie. Lubicie strzelanki, barwne opisy bitew? To sięgnijcie po nią jak najszybciej, Historia wniesie w wasze życie, dużo nieopisanej radości i uśmiechu, poprzez nieszablonowe wypowiedzi, dreszczyk przebiegający po waszych plecach, również nie będzie Wam obcy. Mogłabym opisywać wiele zalet tej powieści, lecz mogę Was jedynie do niej zachęcić, bo dopóki nie przekonacie się jak Miasto Samobójców działa na Was, to nigdy nie dowiecie się, co to dobrze stworzona historia. Składam pokłony za świetny pomysł, który został wykorzystany w 110%, naprawdę z ręką na sercu, złapcie ją w swoje ręce, jeżeli będziecie mieli okazję.

Był niestety jeden minus, czasem zdarzało się, że gubiłam się w wypowiedziach, wydarzeniach w niej zawartych, nie byłam pewna, czy ominęłam jakąś stronę, czy mój mózg nie nadąża za myśleniem autorki. Możliwe, że tajemniczość, którą Pani Agnieszka użyła w tej książce, nieco się zapętliła, było jej za dużo, lecz pomimo tego jest u mnie numerem jeden, ostatnio przeczytanych książek.

Z jednej strony myślę, że wątku miłosnego jako takiego tutaj nie znajdziemy, nie jest on wydarzeniem pierwszoplanowym, może takim miłym akcentem by wylać na nasze serce odrobinę miodu, lecz nie, nie jest to przesłodzona historia miłości, potraktujcie to jaki mały bonus ze strony autorki.

Nie zostaje mi nic innego jak Wam ją ogromnie polecić, nie zawiedziecie się. A ja niecierpliwie czekam na kolejną część, o której na razie ani słychu ani widu.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Pierwszy raz zdarzyło mi się, by książkę zaczynać od okładki. Przyglądałam się każdemu fragmentowi oprawy graficznej, starając się wyobrazić, co Autor zawrze w tej historii. Nie sądziłam, że przeczytam pozycję tak odmienną od moich wyobrażeń, w dodatku tak dobrą powieść, którą z całego serca polecam wszystkim, nawet tym ogromnie wymagającym.

Każdy z Nas posiada marzenia, lecz zawsze usłyszymy: Uważaj czego sobie życzysz, bo jeszcze może się to spełnić. Grupka przyjaciół żyje w Rykusmyku, są to: Sikorka, DJ Krzywda, Trombek, Blekota i Sedes. Jak to bywa w młodym wieku, każdy nadaje sobie ksywki, a my jako czytelnicy w tej historii, możemy wyłącznie snuć teorie, skąd wzięły się akurat tak konkretne przezwiska. Dzieciństwo nie trwa jednak wiecznie, a bohaterom brakuje jeszcze jednego kroku do dorosłości. Prawie każdy z nich marzy, by wybyć z tego grajdołu. Pragną różnych rzeczy, niektórzy miłości, pieniędzy, lecz spełnienie takich marzeń może być obarczone ogromnym ryzykiem. W każdej mieścinie istnieją legendy na temat historii nie z tego świata, w Rykusmyku nie jest wcale inaczej. Istnieją pogłoski, że w opuszczonym i dość przerażającym zamku, są spełniane życzenia. Jeżeli tylko dotrzesz na sam koniec najciemniejszego labiryntu korytarzy, które się tam znajdują, czeka Cię nagroda. Chciałoby się w tym momencie włączyć przerażającą muzykę, i czekać z przerażeniem, co się stanie na następnej stronie.

Kolejne rozdziały przedstawiają nam historię przyszłości czterech dawnych znajomych: Szymona, Bartka, Karola i Staszka. Ich dorosłe życie, nie jest takie, o jakim marzyli. Autor przedstawia trudy dorosłych wyborów i ich konsekwencji, z którymi czasem bohaterowie nie potrafią sobie poradzić, a nawet i racjonalnie wytłumaczyć. Brak tutaj ksywek z przeszłości, pozostaje nam więc snuć domysły, kto jest kim z „poprzedniego” życia. Kroczymy za nimi w różnych miastach i dostrzegamy ich utrapienia i wątłe chwile radości. Jakże wielkie jest nasze zdziwienie, gdy dostrzegamy, że przy nas wędruje cień przeszłości chłopaków, odciskający się w każdym dniu dorosłości, nie pozwalając o sobie zapomnieć.

Jestem pod ogromnym wrażeniem warsztatu pisarskiego autora. Nigdy nie spodziewałabym się tego, że tak pochłonie mnie historia, szczerze mówiąc o życiu. Nie potrafię określić, do jakiego gatunku ją przydzielić. Posiada w sobie wątek fantastyki, połączonej z horrorem, lecz jest to bardzo nikły udział w całej historii, który moim zdaniem jest świetnym zabiegiem, i kwalifikuje książkę do genialnej. Odnajdziemy tutaj też drugie dno, które da o sobie znać na każdej stronie. Czułam się jak w szkolnych ławkach, co chwile myśląc, co autor miał na myśli. Oczywiście w szkole nienawidziłam tych lekcji, lecz tutaj sprawiało mi to przyjemność, pomimo iż moje rozmyślania nie należały do optymistycznych.

Jest to pewnego rodzaju spotkanie z przyszłością, jaką każdy z nas w życiu doświadczy. Niestety przyszłość ludzi rozpisywać własne losy, nie zwracając uwagi na nasze marzenia. Gorzej, jeżeli spełnią się nasze pragnienia, lecz nie w taki sposób jakbyśmy chcieli. Atmosfera, która towarzyszy nam na każdej stronie, to pewnego rodzaju schizofrenia, połączona z depresją. Autor ukazał swój kunszt, wprowadzając czytelnika w ciągły niepokój i to nie za sprawą makabrycznych scen, lecz opisów, które powodują, że włosy stają dęba. Jest to powieść tak głęboko psychologiczna, że nie potrafię wyjść z podziwu, iż tak mnie zachwyciła.

Książkę niestety nie polecam wszystkim. Gdyż inne osoby mogą nie dostrzec tragizmu tej historii. Sięgnijcie po tą lekturę, jeżeli poszukujecie czegoś odmiennego, oraz jednocześnie jesteście w stanie stwierdzić, że podołacie tej historii. To jest tak samo jak z lekturami szkolnymi, trzeba dostrzec jej piękno w trudzie, w jakich została ona przygotowywana. Tutaj nie jest inaczej i polecam Wam ją ogromnie.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Czytając fantastykę stworzoną przez polskich autorów, powinniśmy sięgnąć również po pozycje Jakuba Ćwieka. Chociaż w mojej skromnej biblioteczce, od jakiego czasu widnieje saga Kłamcy, postawiłam rozpocząć spotkanie z autorem od książki odmiennej, wprawdzie fantastycznej, lecz nie takiej, jakiej się spodziewacie.

Chyba nie ma takiej osoby na świecie, która by nie wiedziała, kim jest Piotruś Pan. Wieczny chłopiec, uwielbiający zabawę wraz ze swoimi kompanami, nie posiadając w swoim słowniku słowa „strach”. Tak samo jest w przypadku bohaterów tej powieści, tylko zabawy są nieco odmienne, w końcu walka z zombie to nie jest jakaś codzienna walka. Noszą przy sobie noże, które wręcz czczą, jeżdżą na wypucowanych motocyklach, a na ich plecach leży noszona z wielkim szacunkiem skórzana kurtka z napisem: „Zagubieni Chłopcy”. Tak, Wasz umysł idzie w dobrym kierunku, dzięki wyobraźni Jakuba Ćwieka, możemy przeczytać dalsze losy śmiałków, oraz Dzwoneczka. Jak już wspomniałam, ich życie nie należy do normalnych, ciągłe konflikty, wybryki mają miejsce na każdej stronie. Któż by pomyślał, że kompania Piotrusia Pana, będzie prowadzić szemrane interesy. Nie martwcie się, nie ma tutaj miejsca na samowolkę w ich wykonaniu, gdyż wgląd na wszystko i decydujący głos w tej bandzie, ma kobieta. Tylko nie jest to zwykła kobieta z przedmieścia, tak naprawdę jest to Dzwoneczek, która kazała się zwracać do siebie Mama. Jest seksowna, młodziutka, aż dziwne, że starsi chłopcy, którzy tak naprawdę są już mężczyznami, pokładają w niej taki autorytet. Lecz jak wiadomo, jako wieczne małolaty, przynajmniej w sensie mentalnym, ciągle wpakowują się w kłopoty, i tych kłopotów jest co raz więcej…

Już od pierwszej strony dostajemy takiego kopa związanego z fabułą, że ciężko jest wyjść z podziwu, że akcja cały czas trzyma te górnolotne tempo i nie zwalnia na jałowy bieg w całej historii. Jestem dość pod ogromnym wrażeniem, przeczytanej przeze mnie takiej rodzaju fantastyki, bo można go określić mianem fanficka na podstawie ulubionej powieści Autora Jakuba Ćwieka, jakim jest Piotruś Pan. Jesteśmy tak wciągani w te zdarzenia, że czujemy się biernymi obserwatorami, którzy towarzyszą Chłopcom w ich wybrykach, potyczkach, nie potrafiąc zamknąć tej książki, przed jej całkowitym przeczytaniem. Każda strona jest naznaczona przytupem i głośnym Bangarang, Brak tu rzewnych historii, w końcu są to umięśnieni, z mrocznym zarostem motocykliści, czego innego się po nich spodziewać, niż zwykłej barowej bijatyki, przeplatanej przekleństwami? Może i są samolubni, lecz zawsze przyświeca im idea grupy, którą za wszelką cenę muszą chronić.

Autor bardzo skrzętnie skrywa tajemnicę, jak to się stało, że Chłopcy są dorośli, a Piotruś odszedł w siną dal z Wendy. Tak drodzy czytelnicy, Jakub Ćwiek nie owija w bawełnę, ukazuję rzeczy, jakimi są, czyli brutalną rzeczywistością dorosłych chłopców, którzy w głowie mają wspomnienia beztroski z Nibylandii. Pomimo swojego wyglądu i charakterów, bohaterzy mają również dobre serce, serwując sierotom dzień zapomnienia w ich zamieszkałym lunaparku. Oczywiście, po dniu pełnym wrażeń należą się im łzy, które sprawiają, że zapominają jakie fantastyczne rzeczy przydarzyły się im tego dnia wśród gangu motocyklowego.

Nie jest to pozycja jednak dla wszystkich, trzeba mieć pewien dystans do pióra Ćwieka, przynajmniej w tej serii. Przekleństwa, chamskie zachowanie i jakby na to nie spojrzeć, dość szowinistyczne i przedmiotowe traktowanie kobiet, to normalka na porządku dziennym. Repertuar dni, w swojej istocie jest taki sami, okropne żarty, odrobinę piwa, trochę rozróby i częste pakowanie się w kłopoty, jest tym, co ich odznacza w tym szarym świecie. Facet to świnia, w tym kontekście nabiera całkowicie innego znaczenia, lecz czy można do nich to zastosować? Nie sądzę, w końcu są dorosłymi mężczyznami, lecz przydałoby im się krzyknąć: Dorośnij! Nie sądzę by był w tym jakiś sens, w końcu to Chłopcy z Nibylandii, oni nie potrafią dorosnąć. Prawda? Nie będę wiele zdradzać, lecz nie bądźcie tego tacy pewni.

Na ogromny plus, zasługują również rysunki wykonane przez Roberta Adlera. Są wręcz genialne, przeplatając je w historii, potrafiłam dobrych parę minut spędzić na studiowaniu tej dość prostej kreski. Na końcu znajdujemy również rysunki postaci znajdującej się w tej historii, są genialne, po prostu nic dodać nic ująć.

Niezależnie, czy jesteś fanem Piotrusia Pana, czy może jestem fanem Jakuba Ćwieka, a nawet Ci, co nie spotkali się z jego twórczością, dostrzegą w tej historii coś dla siebie. Oczywiście zaznaczając, jeżeli lubicie dawkę fantastyki nie z tego świata, przeplataną humorem i mroczną przeszłością. Nikt z nas nie chce dorastać, w końcu życie dorosłych nie należy do kolorowych, jednak Chłopcy oraz Dzwoneczek, pokażą Wam jak się zabawić.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Wkraczanie w wiek dorosłości musi oznaczać przejście na „ciemną stronę mocy” w wieku osiemnastu lat, lecz nie jest to równoznaczne z dojrzewaniem. Dojrzeć można parę lat później, po niezwykłych przeżyciach, który zgotował nam los.

Dorotka, główna bohaterka Powrotu, należy do tych osób, które walczą z własnym ja. Postanowiła porzucić studia na ASP, twierdząc, że kto się wybił po takich studiach? Nikt wielki, wyjechała więc za granicę i po pewnym czasie powraca. Właśnie, powrót na stare śmieci, nigdy nie należy do rzeczy super przyjemnych, ponownie musi stawić czoła własnym rodzicom, oraz pewnym demonom z przyszłości. Nie martwcie się, jako tatuażystka, potrafi na ciele człowieka stworzyć piękne tatuaże, tylko czy tak naprawdę cała ta otoczka sprawia jej przyjemność? Czy powrót można zaliczyć do udanych?

Książkę zaczynam od blurba. Sądzę, iż nakierowuje mnie na bardzo dobrą historię, sama uwielbiam tatuaże, więc myślałam, że taka powieść wywoła we mnie wiele uczuć. Dzięki Dorotce, która może i jest niezdecydowana, ma własne przemyślenia na temat zaistniałych sytuacji, lecz w życiu jest kompletną inną osobą. Gdy czytałam zapowiedź, miałam ochotę poznać historię, która skłoniła dziewczynę do powrotu i jakie konsekwencje czekają na nią na podstawie tej decyzji? Nie spodziewałam się jednak, że moje oczekiwania, całkowicie mijają się z tym, co Izabela Sowa chciała przekazać Nam czytelnikom.

Czekałam na każdej kolejnej stronie, aż wreszcie zacznie się coś dziać. Oczywiście działania nie muszą być wyłącznie podyktowanie wydarzeniami, bo może być to również książka o przeplatanych przemyśleniach. Tylko, dlaczego przemyślenia bohaterki tak bardzo mnie denerwowały? Dorotka każdą zgryźliwość losu, do jakich należy zaliczyć jej „przyjaciół” oraz rodziców, powiela ogromnym milczeniem, uważając że tak jest najlepiej, lecz zdanie później, mamy jej przemyślenia dotyczące całej sytuacji na kolejnych stronach. Jest to dziewczyna zamknięta w dorosłym ciele, która wydaje się tworzyć swój własny świat w głowie. Na plus są zdecydowanie niektóre jej myśli, są w pewnych przypadkach bardzo trafne, lecz po chwili przedstawia nam tak odmienny zarys historii od swoich przemyśleń, że tracę wiarę w inteligencje bohaterki. Postać została wykreowana tak, że jej nie polubiłam, cały czas dawałam jej szansę, lecz ciągle się na niej zawodziłam. Rozumiem, są takie osoby w normalnie funkcjonującym świecie, lecz stworzenie tak prostej i banalnej osoby w swojej książce sprawia, że ledwo mam chęć by zaglądać na kolejne strony. Miałam nadzieję, na pin-up’ową tatuażystkę, która tworzy swoje dzieła z pasją, lecz i tutaj wkraczamy w mętnie flaków z olejem, starając się przebrnąć przez jedynie zamysł, że bohaterka tatuuje ludzi, lecz niezbyt wiele odnajdziemy tego w książce.

Każdy z przyjaciół, rodziny, po prostu każda postać, która się tutaj przewija, posiada wady. Nie wiem czy to był zabieg celowy, lecz czytelnik nawet nie ma ochoty poznać ich bliżej, nie z powodu na ich wady, gadulstwo etc., ale ze względu na to , że niczego nowego w życiu bohaterki, jak i naszym nie wprowadzają. Dorotka jest wyzbyta z jakichkolwiek uczuć, czy psychicznych czy fizycznych. Nie chce niczego związanego z miłością, jednak zgadza się na zaloty niejakiego Igora. Jaki w tym jest sens? Nie wiem i chyba nigdy się nie dowiem. Jedyną bohaterką, która ratuję pewną część histori jest Babcia. Wspaniała kobieta w moim mniemaniu, z świetnymi kwestiami i swoistym charakterem. Tylko nie było jej na kartkach tej historii na tyle, by uratowała tą historię.

Gdy powieść nie wzbudza we mnie jakichkolwiek emocji, zwracam uwagę na inne szczegóły, chociażby na styl. Spróbujcie otworzyć książkę, na obojętnie jakiej stronie i przyjrzyjcie się ile razy zostało użyte słowo „Dorotka”. Ciągle i ciągle, raz na kilka zdań, nie wiem czy to było celowe, ale według mnie było denerwujące. Autorka chciała również stworzyć pewną więź z młodszym czytelnikiem, wprowadzając nowe słówka, tylko dlaczego są one spolszczone? Np. Gender napisane, jako Dżender. No masakra, ja nie rozumiem takiego zabiegu kompletnie i wywołuje we mnie wyłącznie niechęć.

Reasumując, historia jest chaotyczna i niestety w moim mniemaniu, nie wprowadza w moje życie niczego, nawet nie wiem czy za chwilę, będę pamiętać, co tak naprawdę było napisane w książce Izabeli Sowy. Nudziłam się przy tej pozycji i odniosłam wrażenie, że można napisać książkę o niczym. Dość często mam odmienne zdanie niż inni czytelnicy, więc sięgnijcie po nią sami, przekonajcie się czy Dorotka jest w stanie odmienić Wasz pogląd na świat.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Nigdy bym nie pomyślała, że ja – fanka fantastyki sięgnie po historię sensacyjną. A jednak, było to moje pierwsze spotkanie z takim gatunkiem i mam nadzieję, że po tej recenzji uznacie tak jak ja: że warto sięgać po inne gatunki niż te, w których siedzimy na co dzień. Cieszę się, że te pierwsze spotkanie pozostanie w mojej pamięci na dłużej.

Wszystko rozpoczyna się w roku 1940, podczas którego kilku polskich lotników żyje w cieniu stworzonego przez brytyjskie siły powietrzne Dywizjonu 303. Podporucznik Feliks Essker, sierżant Leon Merowski, nie potrafią zrozumieć zaistniałych sytuacji, podczas których nie są włączani do bitew powietrznych. Jednak pewnego dnia, ich marzenia się spełniają i wraz z innymi Polakami, mogą się poszczycić tym, iż należą do nowo powstałego Dywizjonu 307 – Lwowskich Puchaczy. Turkusowe szale powiewają im w każdym możliwym momencie, tylko nie mieli pojęcia, że droga do przestworzy nie będzie usłana różami. Kiepskie maszyny, ciągłe zarzuty o brak subordynacji wobec przełożonych, wszystko zaczyna rozpadać się jak domek z kart. Ich misje, które nie przynoszą rezultatu powodują, że wisi nad nimi wizja rozpadu Dywizjonu. Lecz jak to bywa, Polak nie potrafi znieść własnej porażki, więc pomimo swoich trudnych charakterów starają się zaistnieć na kartach historii. Tylko co, jeśli seria ich niepowodzeń, nie jest wcale wypadkową ich zachowania, tylko tego, że w ich szeregach jest szpieg? Tak rozpoczyna się dwuletnia walka z Niemcami jak i wewnętrznymi potyczkami Lwowskich Puchaczy.

Chociaż Autor zastrzega w posłowie historycznym, że żadna postać stworzona przez niego, nie ma odzwierciedlenia w osobach znajdujących się w rzeczywistym Dywizjonie 307, to jednak odnoszę wrażenie, że tacy bohaterowie bardzo by się przydali podczas każdej możliwej wojny. W szczególności podporucznik Feliks Essker chwycił mnie za serce, i nie pozwalał odłożyć książki do momentu, aż nie przeczytam całości. Dialogi bohaterów są takie realistyczne, że żaden z czytelników nie będzie miał problemów z utożsamianiem się z tą historią. Przyznam, że na początku traktowałam wypowiedzi bohaterów, z lekkim dystansem, lecz później zrozumiałam, że porywczość bohaterów ma swój swoisty charakter. Może źle to zabrzmi, lecz dawno żadna powieść nie wywarła we mnie tyle uśmiechu, w szczególności zwracając uwagę, w jakich ramach historycznych toczy się ta historia. Nie odnosiłam jednak wrażenia, że powieść jest przerysowana, co to, to nie. Autor wspaniale bawi się tekstem, w którym potrafi zawrzeć wszelkie odczucia bohaterów, od ogromnej radość, do strachu przed niechybną śmiercią.

A skoro jesteśmy przy humorze, warto też wspomnieć na znajdujące się w powieści perełki, które powodowały u mnie uśmiech od ucha do ucha. Między tekstem, czy w wypowiedziami bohaterów mogliśmy znaleźć cytaty pułkownika Tritharta. Moim zdaniem, są to tak życiowe teksty, że chętnie zapamiętałabym je na dłużej i cytowała je każdemu napotkanemu przechodniowi:

Jak to bywa na wojnie, nie może zabraknąć historii miłosnych, lecz nie martwcie się, Aileen może i zawraca w głowie jednemu z bohaterów, lecz czy takie uczucie ma szanse na przetrwanie, gdy główną barierą jest język? Polacy mają w sobie pewnego rodzaju manię wyższości. Każdy normalny człowiek uznałby, że jeżeli jego pracodawcą są brytyjskie siły powietrzne, to wypadałoby znak język angielski. Jest on przecież potrzebny, chociażby w odbiorze i nadawaniu komend w przestworzach. Nasi bohaterowie, nic sobie z tego nie robią, co kierownictwo doprowadza do ogromnego szału. Bariera językowa nie jest jedyną, gdyż trudne charaktery Polaków powodują, że ich życie na obczyźnie nie jest udane, są wyszydzani. Wręcz można uznać, że również maltretowani, a ich wybuchowość tylko wywołuje co raz to nowsze bójki. Lekkomyślność jest w tej profesji nie do zaakceptowania, lecz w pewnej małej części, szczęście ich nie opuszcza. Niestety jedno drobne szczęście nie jest w stanie wywabić ciągłych porażek, po których wychodzą, z co raz to nowymi kontuzjami.

Sądzę, że Autorowi należą się gromkie brawa, za stworzenie historii polemizującej o losach Lwowskich Puchaczy. Nie martwcie się, nie musicie mieć tutaj żadnej wiedzy historycznej, przynajmniej ja takiej nie miałam, a jednak świetnie bawiłam się przy tej lekturze. Powieść jest napisana perfekcyjnie, nie gubimy się w niej. Nic mi w niej nie przeszkadzało, wszystko miało swój odpowiedni czas i miejsce. Gdy zaczynałam już czytać strony końcowe poczułam lekkie ukłucie, że to już koniec tej historii. Parę dni po przeczytaniu, nadal odczuwam tą pustkę i sądzę, że nic na razie mi jej nie zapełni. Autor postawił wysoko postawioną poprzeczkę, przynajmniej w moim sercu, odnośnie książek sensacyjnych. Jeżeli mogłabym się do czegoś przyczepić, to do różnych ksywek bohaterów, czasem już się gubiłam, kto jest kim, ze względu na mnogość przezwisk bohaterów. Lecz po pewnym czasie, zaznajomiłam się ze wszystkimi nazwami i już nie miałam z tym żadnego problemu, lecz na początku stawiało to w mojej głowie nie jedną zagwozdkę.

Jeżeli szukasz książki o polskiej historii w nieco innym wydaniu, z ogromnymi garściami humoru, osadzonej w ciężkich czasach. Trafiłeś w dziesiątkę i czym prędzej zapoznaj się z tą pozycję. Dwie myśli, jakie miałam po zakończonej książce, to: Dlaczego powieść ma tylko 518 stron? Oraz to, że zasługuje ona na zekranizowanie i co raz szerszy rozgłos.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Już na samym początku, zwracam uwagę na tytuł powieści i zaczynam się zastanawiać, co ciekawego autor przygotował dla swoich czytelników? Zamknięta prawda, kojarzy mi się z pewnego rodzaju sekretem, który jest gdzieś skrzętnie skrywany, a naszym zadaniem wraz z głównym bohaterem, jest odnalezienie odpowiedniego wzorca, może klucza, będącym głównym wątkiem w tym thrillerze, lecz czy na pewno?

Uczeń Carpzova powraca, w takim stylu, że najgorszy morderca byłby wniebowzięty przedstawionych wyczynów bohatera. Generałowie polskiej armii giną w dość niejasnych okolicznościach, tak samo, jak Maria Kozierska – policjantka. Wszystkie sprawy na pozór wydają się być nieszczęśliwymi wypadkami, w końcu spadnięcie ze schodów do takich incydentów należy. Michał Drobik – ekspert w mowie ciała, nie przyjmuje jednak takiego rozwoju wydarzeń i wraz z śmiertelnie chorą Justyną Błaszczuk rozpoczynają śledztwo. Działając na własną rękę, starają się oni odszukać prawdy, tylko czy naprawdę mieli taki zamiar, by wplątać się w historię rodem z amerykańskich filmów kryminalnych?

Pozycja zawiera ponad pięćset stron ciągłej akcji i spisków, powodując, że przeplatają się tutaj różne gatunki literackie. Można tu dostrzec thriller, kryminał, nawet pewnego rodzaju dawkę grozy, a nawet i romansu. Nie róbcie zbolałej miny, miłość nie jest tutaj głównym wątkiem, jest wyłącznie poboczną akcją, która dodaje książce niezwykłego wyrazu. Tym bardziej, sceny te są napisane z niezwykłą dokładnością i chwytają czytelnika za serce nie jeden raz.

Czterech bohaterów stara się nam ukazać tajemnicę Zamkniętej prawdy z jak najlepszych stron. Michał Drobik, wprowadza nas w naukę rozpoznawania gestów innych osób, starając się je odpowiednio rozszyfrować. Śmiertelna choroba i chęć wykorzystania ostatnich chwil życia, przedstawia nam Justyna, a jej historia sprawi, że struny głosowe się Wam zacisną i nie będziecie w stanie wypowiedzieć żadnego słowa. Jest również Sara, córka byłego premiera oraz najbardziej intrygujący bohater ze wszystkich, czyli Uczeń Carpzova, tutaj dostrzeżenie historię cierpienia, czy poznacie pobudki, które spowodowały, że historia nabrała takiego tempa.

Jestem pod ogromnym wrażeniem stylu Pana Bartłomieja Basiury, który jako młody człowiek, stworzył tak skomplikowaną historię, pełną dynamizmu postaci jak i wydarzeń. Nie pozwala nam odetchnąć nawet na jedną chwilę, ciągle wertujemy strony starając się dociec, co bohaterom tak naprawdę chodzi po głowie oraz, czy będą w stanie odnaleźć zamkniętą prawdę? Polityka i sprawy związane z Wojskiem Polskim, w szczególności, jeżeli chodzi o pewnego rodzaju korupcje i „wyższe cele”, wydają się odrobinę zbytnio przerysowane. Bardziej sądzę, iż jest to związane z tym, że takie spiski, znamy z zagranicy, niż z naszego rodzimego podwórka. Lecz może, po prostu prasa i telewizja nie informuje nas o takich wirażach?

Cóż mogę więcej powiedzieć, niż to, że ogromnie polecam tą książkę każdej osobie, która lubuję się w takich gatunkach literackich, jak również i tym, którzy dopiero tak jak ja, rozpoczynają kształtować swoje wrażenie na temat thrillerów. Sięgając po tą pozycję, pamiętajcie o tym, że powieść napisał dwudziestojednoletni mężczyzna, który dobrze wie, co chciał przekazać swoim czytelnikom, tym bardziej, że wyszło mu to bardzo dobrze. Chyba jak tak dalej pójdzie, będę się obracać wyłącznie w Polskich Autorach, bo niczego im nie brakuje, a nawet czasami, ich wyobraźnia i styl przewyższają znakomitych zagranicznych Autorów.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Gdy oglądamy telewizję lub czytamy prasę możemy dowiedzieć się jednego: Bliski wschód jest owiany tajemnicą własnych zasad i poglądów, które dla nas Europejczyków są dość niezrozumiałe, a czasem nawet i absurdalne. Pomimo wielu kontrowersji, kraje te cieszą się dużym zainteresowaniem, mogłabym się pokusić o zawężenie tego kręgu wyłącznie do kobiet. Gnają one myślami, do wysublimowanej kuchni i pięknych widoków, których nie odnajdziemy na innych kontynentach. Lecz czy ta fascynacja, może okazać się podróżą w okropne i pełne cierpienia miejsce? Nike Farida przedstawia nam pierwszą część trylogii, stara się czytelnikom ukazać historię zgoła odmienną od naszych wyobrażeń.

Kaddafi i Libia, to mieszanka wybuchowa, z którą muszą zmierzyć się polskie rodziny, które wyjechały w te rejony za chlebem, jak również za miłością. Zagłębiając się w tą lekturę, poznamy losy kilku pokoleń, które manewrowały między wieloma państwami takimi jak: wspomniana Libia, Polska, Włochy, czy nawet i Stany Zjednoczone. Bliźniacy Jacek i Andrzej, starają się wywrzeć wrażenie na pięknej dziewczynie imieniem Karen, ich zaloty poznajemy na przestrzeni lat, a niezdecydowanie dziewczyny wprawia nas w wir dramatycznych historii. Matka bliźniaków – Barbara, wplata w tą historię swoje trzy grosze. Dzięki wydarzeniom, które pojawiają się w tej książce, poznamy tak odmienne losy, dążenia do wewnętrznego spokoju, które jest poprzeplatane autentycznymi wydarzeniami z drugiej połowy XX wieku.

Zacznę od tego, że pierwszy raz spotykam się z literaturą, która mówi o losach Bliskiego wschodu. Przyznaję się bez bicia, nigdy te rejony mnie nie fascynowały, a wręcz odstraszały swoimi zasadami. Dlatego tę pozycję, było mi ciężko czytać, lecz tylko ze względu na to, że dzięki temu dowiedziałam się, że takie historie nie są w moim kręgu zainteresowań. Nie mniej jednak, podziwiam Autorkę za ten tom. Stworzyła ona historię prawdziwą, dzięki swojemu poglądu na świat, ponieważ Nike Farida, wychowała się w Libii oraz pragnę zaznaczyć, iż jest ona Polką. Miała więc możliwość poznać te zasady na własnej skórze. Podczas czytania tej książki, byłam pod ogromnym wrażeniem autentyczności, nie ma tu miejsca na zakłamanie i przeinaczanie faktów.

Dla wielu z Was, pozycja powinna wydać się bardzo zachęcająca, należy jednak pamiętać, iż nie jest to typowa arabska powieść. Zanurzymy się w niej, nie tylko w przykrych sytuacjach, które towarzyszą silnym rządkom Kaddafiego, poznamy tutaj również kulturę od tej lepszej strony. Potrawy aromatyzują całą powieść, dla każdego laika w tych tematach, nawet takiego jak ja, wywrze to wspaniałe uczucie błogości. Nie spodziewajcie się tutaj opisu kobiet, które są ciemiężone pod władzą swoich mężów. Są to kobiety szczęśliwe, przestrzegające zasad panujących w krajach islamskich. Nie potrafię jednak zrozumieć, czy jest to jednak zachowanie przykryte pod maską strachu, nie mi to jednak oceniać, ponieważ to nie ja jestem znawcą tych rejonów.

Należy zwrócić również uwagę na nazewnictwo tytułów rozdziałów, które są nawiązaniem do pewnych utworów „Dżuma”, „Diuna” czy „Sto lat samotności”. Niezwykły zabieg, który ma swoje odzwierciedlenie w tekście. Wyłącznie dążymy do poznania wydarzeń, które są opisane w kolejnym rozdziale oraz jak potoczą się losy bohaterów. Nam czytelnikom pozostaje czekanie na kolejny tom, który mam nadzieje, będzie równie barwy i zaskakujący w swej skomplikowanej prostocie.

Jeżeli zaczytujecie się w takich historiach jest to pozycja dla Was, jeżeli nie, jest to również pozycja dla Was, bo warto poznać tą historię, by móc zmierzyć się krajami Islamskimi, podróżami i odmiennym zachowaniem różnych struktur. Wiele by pisać, jak barwna jest ta historia. Sięgnijcie po tą pozycję, by przekonać się, czy bylibyście w stanie sprostać wyzwaniu i zamieszkać w tak bliskich, a zarazem tak odległych ideologicznie krajach.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Nowy wspaniały świat, czy to nie brzmi strasznie utopijnie? Lecz czy nie jest tak, że każdy z nas w rzeczywistym świecie, w którym przyszło nam żyć, zmieniłby parę rzeczy? Jest wiele mechanizmów naszego świata, z którymi ja ogromnie się nie zgadzam. Jako ateistka, ucięłabym stawianie religii na pierwszym miejscu (jeżeli chodzi o sprawy państwowe, czy urzędnicze), dałabym każdemu po równo pieniędzy, a co się będę. Jak utopia, to utopia, a jak swój świat postrzegał Aldous Huxley?

Jest rok 2541, bądź inaczej 632 rok nowej ery „Ery Forda”. Świat jest jednym państwem pod nazwą Republika Świata, w którym sztuczne zapłodnienie, klonowanie jest na porządku dziennym. Wszystko rządzone jest innymi prawami, można by wręcz rzec, iż jest to swoiste pranie mózgów, od najmniejszych lat. Już od „zapłodnienia” wiesz, do jakiej kasty będziesz należeć, co będziesz robić. Co powiecie na rozwiązłość seksualną? W końcu nie ma w tym nic złego, lecz zastanów się dwa razy, czy taki świat wyzbyty z uczuć byłby tym, w którym chciałbyś egzystować? Gdyż życiem tego nie można nazwać…

Należy wspomnieć, iż jest to klasyka antyutopii, a gdy spojrzymy na datę pierwszego wydania, to nie pozostaje nam nic innego jak ogromny zachwyt. Autor stworzył swoją wizję świata w roku 1932! Z jednej strony jest to utopia, lecz z naszego punktu widzenia możemy określić ją mianem antyutopii. Gdyż to, co się dzieje w przyszłości, jest wręcz nie do przyjęcia. Nie ma takiego czegoś jak mama czy tata, nawet miłość nie jest tutaj określana. Wszystko obraca się wokół słów: klonowanie, ulepszanie, a wszystko jest opatulone Somą – narkotykiem, który jest podawany w każdej sytuacji.

Było to dla mnie dość niecodzienne doświadczenie, bo muszę przyznać, iż nie jest to łatwa lektura. Trzeba mieć ogrom cierpliwości, więc co za tym idzie dozę czasu, bo pomimo swej małej objętości, przekazuje w sobie tyle treści, że nie sposób czytać ją szybko. Należy się w nią wkręcić i trwać w niej przez całą lekturę, by zrozumieć nowy wspaniały świat, który przyszykował nam Autor. Mam nadzieję, że również was nie zrażę, gdy powiem, że czytałam tę książka chyba dwa tygodnie. Przerywałam, odkładałam, by ciągle w nią wkraczać, gdy mój mózg odpoczął od tej dawki narkotyku, w postaci przyszłości nie z tej ziemi. Nie jestem w stanie stwierdzić, co jest takiego w tej pozycji, że pomimo przerw, denerwowania się nad jej niezrozumiałością, po zakończeniu jej jestem wniebowzięta. To dopiero mistrzostwo pisarskie.

Nie będę pisać Wam o treści, o wydarzeniach w tej książki, bo to jest zbędne. Historia jest spójna, a wy musicie postarać się podejść do niej z pewnym dystansem. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, z jaką fala krytyki musiał zmierzyć się autor, gdy wydał tę pozycję. Przecież w tamtych czasach, to musiała być tak ogromna dawka science fiction, że mógłby zostać okrzyknięty heretykiem stulecia. Składam swoje ciało w ogromne pokłony i mam ochotę czcić wyobraźnię autora. Nawet wśród jego wyobrażeniach, znalazłam taką, która ma swoje odzwierciedlenie w dzisiejszym świecie. Mianowicie chodzi o osoby starsze, były one opisywane, jako takie, które nie miały zmarszczek, były piękne, i ciągle jasno myślące, a wszystko za sprawą transfuzji krwi młodych osób. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy dosłownie dwa dni później przeczytałam, iż po przeprowadzonych badaniach, ta teza ma swoje medyczne usprawiedliwienie. Dzisiejsi naukowcy odkryli, że podawanie, czy wręcz transfuzja młodej krwi, sprawia, że komórki w naszym ciele rodzą się na nowo. Czyżby to był wynalazek naszej rzeczywistości, a lekarstwo na starość zostało wynalezione?

Skomplikowana, pełna filozofii książka, na takie połączenie mówię głośne TAK. Nie wiem, co mogłabym wam innego o niej powiedzieć, by was do niej przekonać. Książka po prostu broni się sama, jeżeli szukacie antyutopii, która spowoduje, że zmienicie swoje spojrzenie na nasz świat, w którym przyszło nam żyć, to nie pozostaje wam nic innego, jak sięgnąć po nią.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Alchemia zawsze mnie intryguje w książkach, jest to dziedzina nauki, która potrafi przyprawić o ciarki na plecach, spowodować, że zaczynamy marzyć o płynnym złocie, kamieniu nieśmiertelności, czy o innych hedonicznych przyjemnościach.

Alchemik z Hagi przenosi nas do XVII-wiecznej Holandi, lecz nie tylko, gdyż znajdziemy tutaj również podróż w czasie. Dzieje niderlandzkiego alchemika Dirka van Woensdrechta wprawiają nas w świat alchemii bez dwóch zdań. Poszukuje on sposobu na przemienienie ołowiu złoto, diabeł Łakota mu to „umożliwia”, lecz jak przystało na rodowitego diabła, posiada on małe kruczki, których na pierwszy rzut oka nie jesteśmy w stanie wraz z głównym bohaterem dostrzec. Opowieść o alchemii, połączonej z nurtem fantastyki oraz oscylujący wokół podróży w czasie, zaciekawieni?

Ja byłam ogromnie zaciekawiona, lecz chyba na tym się skończyło. Nie powiem, ze to była przeprawa przez mękę, lecz jakoś historia nazbyt mnie nie wciągnęła. Miałam chyba pierwszy raz wrażenie, że niektóre fragmenty są wybitne, a inne są swoistym zapychaczem, co jest dość dziwne, ponieważ nie jest to długa pozycja. Zgadzam się z niektórymi opiniami w Internecie, że historię, można by podzielić na dwie części, lub bardziej w proporcji ¾ do ¼. Pierwsza z nich, opowiada o alchemii, jej dziejach, zmaganiem się głównego bohatera z tym tematem, a druga jest tą wspomnianą podróżą w czasie, której kompletnie nie rozumiem. Zbyt wiele pomysłów, nie zawsze działa na jakość. Tutaj po prostu zakończenie zniszczyło cały sens tej książki.

Pierwsza część, jest naprawdę dobrze skonstruowana, wprowadza nas w wir Holandii, nazewnictwa alchemicznego, oraz pożądania wprawienia własnego ego w pozytywne wibracje. Wplątanie w tę historię diabła Łakoty, było naprawdę mądrym zagraniem, sprawiło, że cała historia miała swoisty charakter i sens. Język w niektórych sytuacjach sprawiał mi problem, w szczególności w nazewnictwie, lecz miałam na uwadze, iż Autor chciał nas w pełni wprowadzić w dawne czasy, więc nie sprawiało to takiego zgorzknienia z mojej strony. Miałam jednak wrażenie, że skoro ma się taki pomysł na książkę, to można by ją napisać nieco obszerniej, bo w niektórych przypadkach miałam wrażenie, że historia jest ucięta w pół zdania. A przecież wyobraźnia potrafi ponieść pisarza czy czytelnika do nieogarniętych granic.

Ostatnia ćwiartka sprawiła, że ręce mi opadły. Podróże w czasie są naprawdę wdzięcznym i pożądanym tematem, sądzę nawet, że i w tej historii pomysł by się sprawdził, lecz nie w takim wykonaniu, jaki przedstawił Autor. Było w nim za dużo zawirowań, niezrozumienia z mojej strony, jako czytelnika. Że po skończonej lekturze, chciałam powiedzieć: Pani Leszku, co Pana podkusiło do zniszczenia tej historii takim kiepskim pomysłem. O ile zachowanie bohaterów z dawnych czasów jest zrozumiałe, tak bohaterzy po podróży w czasie, są jacyś wyjęci ze świata rzeczywistego. Tak się po prostu nie robi.

Pomimo wszystkich moich żali do tej pozycji, polecam ją miłośnikom alchemii, tylko ostatnią ćwiartkę sobie podarujcie, wtedy wasza ocena będzie o wiele wyższa od mojej. Nie mniej jednak, jeżeli Pan Leszek stworzy coś nowego, chętnie po nią sięgnę, bo nie przekreślam tego talentu całkowicie. Bo na ogromny plus zasługuje magiczne wciągnięcie Nas w świat XVII Holandii.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Ostatnimi czasy, bardzo chętnie sięgam po książki, które mają w sobie niepowtarzalny wątek, w szczególności, jeżeli chodzi o piekło, anioły. Ot tak, fantastyka, która by mnie przeniosła do innych wykreowanych światów. Czy książka Demon żądzy, był taką podróżą?

Emily nie jest zwykłą dziewczyną, niedawne wydarzenia sprawiły, iż dowiedziała się, że w jej duszy gra dar przemieniania się w feniksa. Powoduje to, że świat anielski zaczyna przeplatać się z światem, którym rządzi Lucyfer. Walka Asmodeusza (Demona Żądzy) i Lukasa (Obłąkanego Anioła) rozpoczyna się i czy ma możliwość zakończenia się, gdy toczy się ona, o ciało i duszę głównej bohaterki? Wiele zaskakujących zwrotów akcji czeka tu na Was, jeżeli tylko sięgnięcie po debiut Dominiki Szałomskiej.

Nie będę ciągle pisać Wam o tym, iż do pozycji rodzimych Autorów podchodzę z ogromnym podekscytowaniem. Nie zwracam, więc większej uwagi na to, czy jest to debiut, czy może jest to już Autor, który posiada ogromne doświadczenie w swojej pisaninie. W tej powieści jednak dostrzegam, iż jest to debiut, lecz niezmiernie kibicuje Dominice, by wciąż doskonaliła swój warsztat i dawała ujście własnej wyobraźni.

Historia ma swój osobisty charakter, ponieważ jeszcze nie spotkałam się z takim zabiegiem paranormalnym, by osoba posiadała dar zamieniania się w feniksa. Ogarniające ją płomienie mogą sprawić, że spali całe pomieszczenie, w którym się znajduje, a w większości przypadków, iskierką jest jej dość intensywny charakter. Emily nie jest dziewczyną, która jest szarą myszką, potrafi powiedzieć dosadnie, co myśli. Może wybuchnąć, sprawiając wrażenie niezrównoważonej psychicznie. Chciałoby się wręcz napisać, że bohaterka wie, czego chce. Niestety, ja tego zachowania charakteru nie znalazłam w tej historii. Moim zdaniem jest bardzo niezdecydowaną osobą, która mnie osobiście bardzo irytowała. Bo cały czas miałam w głowię wiadomość, iż ma ona 21 lat, więc zaczynam wspominać samą siebie w takim wieku, raczej nie byłam taką osobą. Lecz jednocześnie rozumiem Autorkę, że chciała stworzyć całkowicie inną postać od tych, które możemy znaleźć na innych kartach książek. Ubolewam jednak nad warsztatem pisarskim, bo sprawił, że było to nazbyt przerysowane.

Pozycja jest zdecydowanie za krótka, na przekazanie wyobraźni, którą chciała ukazać nam Autorka. Wiele pomysłów, w zbyt okrojonej powieści. Chociaż, z drugiej strony jest to całkiem spójna całość, jeżeli chodzi o wątek główny, lecz poboczne, zostały często traktowane po macoszemu. W niektórych sytuacjach czas biegł sprintem, by w najważniejszych momentach, przystanąć i zastanawiać się nad sensem wszystkiego. Dlatego czasem potrafiłam jednym tchem przeczytać kilkadziesiąt stron, a innym razem, po paru stronach, mówiłam głośne basta. Sprawiło to niestety, iż zbytnio nie wkręciłam się w historię miłosną.

Pomimo, iż w opisie książki, dostrzegamy wątek miłosny i zaczynamy spekulować, czy znowu będziemy mieli do czynienia z trójkątem miłosnym? Nie tym razem. Trójkąt jest, ale trochę bardziej zagmatwany i bardziej traktujący o chęciach zdobycia głównej bohaterki, do własnych niecnych celów. Zakończenie jest ni dobre ni złe, lecz mam nadzieje, ze dobrze odebrałam sens ostatnich zdań, iż jest to powieść jednotomowa, no chyba, że się mylę.

Po całej lekturze, z dozą optymizmu i obiektywności, stwierdzam, iż jest to dobra pozycja. Gdybym mogła pokusić się o docelową grupę wiekową, to zdecydowanie należy tutaj zaznaczyć czerwonym kółeczkiem, dziewczyny w wieku młodzieżowym. Pomimo, iż może bym nie chciała, to muszę napisać, że zakwalifikowałaby tę pozycję do paranormal romance. Nie mniej jednak, jak na Polską Autorkę, która podjęła się takiego zadania, to postawiłabym jej czwórkę w dzienniczku. Czyli dobra, może niezachwycająca, lecz równie nie jest zła.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Demencja starcza, to coś takiego, o czym niezbyt często się mówi, a gdy się zacznie taki temat, jest on tematem tabu, ponieważ trudno o takich sytuacjach rozmawiać. Tym bardziej, gdy dotyczy naszych bliskich, lecz co, gdy dotyczy to nas samych, a my po prostu tą wiadomość wypieramy?

Sheldon Horowitz jest byłym żołnierzem Marines, mając już 82 lata, ciągle wspomina wojnę w Korei i nie tylko. Przeprowadzka do Norweskiej stolicy nie jest dla niego miłą odmianą. Można by rzec, jest katorgą samą w sobie. Wnuczka wraz z mężem, stara się nim opiekować, lecz demencja starcza im w tym dość przeszkadza, jest jeszcze gorzej, bo „poszkodowany” uważa, że taka choroba wcale go nie nawiedziła. Niespodziewanie staje się on świadkiem morderstwa. Tak rozpoczyna się jego ucieczka wraz z siedmioletnim chłopcem. Tylko kto by się spodziewał, że będzie to również podróż po „nieistniejących” światach, z oprawą konfliktów międzynarodowych.

Zdecydowanie zaintrygowała mnie okładka tego thrilleru. Musicie przyznać, że ma w sobie pewną tajemniczość i jest dość mroczna. Czekałam więc z wytęsknieniem na głęboką psychologiczną treść i tym razem nie zawiodłam się na swoim przeczuciu. Treść uwikłała mnie tak mocno, że skończyłam ją w jeden dzień, nie potrafiąc się od niej oderwać, chociażby na chwilę. Przez około pięćdziesiąt pierwszych stron, wkraczamy wolnym krokiem w historię Sheldona, poznajemy go od różnych stron. Jego zgryźliwość jest strasznie pobudzająca i bardzo realistyczna. Sprawia, że mamy ochotę na więcej poznania jego spojrzenia na świat. Za każdym razem czekałam tylko na jakieś jego wypowiedzi, bo odznaczały się również ogromną inteligencją, która mnie pochłonęła całkowicie.
Książka jest podzielona na wiele retrospekcji oraz na kilku bohaterów. Cały czas historia toczy się wokół ucieczki głównego bohatera i można by rzec niemego chłopczyka. Bo nie ma przecież możliwości porozumieć się, gdy jedna osoba mówi po angielsku a druga w kompletnie innym języku, w dodatku jest oszołomiona po stracie własnej matki. Dzięki temu zabiegowi poznajemy wiele historii, od wojny aż do życia codziennego. Istny misz-masz, który nie jest ani trochę na wyrost. Wspaniała lektura, w której każdy znajdzie coś dla siebie.

Wiele w tej historii się dzieje, a co najważniejsze, nigdy nie wiemy co zdarzy się na kolejnej stronie, a to ogromny plus. Na początku zastanawiałam się tylko, dlaczego uroczy staruszek nie zgłosił się na policję, lecz jest to później wyjaśnione. Wszystko w tej powieści ma swój określony czas i miejsce. Czytając ją, miałam wrażenie, że jest ogromnie dopracowanym dziełem, każde słowo ma swoje odzwierciedlenie w przekazie. Autor zasługuje na gromkie brawa, a ja się tylko zastanawiam, dlaczego mało osób chce przeczytać tę książkę, mam nadzieje, że tą recenzją Was do niej zachęciłam.

Wiecie jak to jest, gdy zamykacie oczy i wirujecie wokół własnej osi, a gdy je otwieracie nie wiecie gdzie jest góra a gdzie dół? Tak właśnie będziecie się czuć, gdy przeczytacie ostatnie zdania w tej książce. Zakończenie wywarło na mnie tak ogromny wpływ, że do tej pory zastanawiam się, co było prawdą, a co tylko jawą podczas wspomnianej już wcześniej demencji. Czy tak naprawdę demencja byłą demencją, czy może kompletnie coś zgoła odmiennego zdarzyło się w tej historii? Nie jestem w stanie Wam odpowiedzieć na te pytanie, gdyż dopóki nie przeczytacie tej pozycji, nie będziecie w stanie zrozumieć jak teraz się czuję.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Są takie zapowiedzi książek, które po prostu wiesz, że musisz mieć. Opis książki oraz informacje, jakie znajdziecie w Internecie na temat Endgame przed premierą, nie są aż tak obszerne, lecz zasiewają w nas jedynie niepewność, czegóż to możemy się spodziewać po tej lekturze. Szeroko zaprawiona reklama sprawiła, że nie mogłam się doczekać, aż ta złota książka, wkręci mnie w rywalizację. Nadszedł czas, byście zasięgnęli po tę książkę i rozpoczęli walkę o 500 000 $ w złotych monetach. Gdyż oprócz dobrej lektury, jest w niej osadzone mnóstwo wskazówek i zagadek, których rozwiązanie, może Was zaprowadzić do wygrania głównej nagrody!

Na całym świecie w ziemię uderzyło dwanaście meteorytów, rozpoczynając swoiste wezwanie Graczy, do walki na śmierć i życie. Ludzie Niebios w bardzo dawnych czasach, przybyli na Ziemię, stworzyli ludzkość podzieloną na dwanaście plemion, których jednym z zadań jest trenowanie Graczy przez kolejne pokolenia do czasu, aż nadejdzie znak określający Wezwanie. Engame jest grą, w której wygrać może wyłącznie jeden uczestnik, który będzie w stanie ocalić swoich najbliższych, a resztę ludzi na świecie czeka zagłada. Kto zdobędzie pierwszy klucz?

Tak jak pisałam już wcześniej, nie wiedziałam czego się spodziewać po tej pozycji, czy będzie tutaj duży rozlew krwi, czy jakaś niedościgniona tajemnica oraz najważniejsze: Czy mnie zachwyci? Na wszystkie pytania odpowiadam: Tak. Już od samego początku katastrofa goni katastrofę, Frey i Johnson-Shelton stworzyli tak brutalną grę, w której nawet życie innych jest nic nie warte.

Na szczególną uwagę zasługują znajdujące się tu zagadki. Lecz nie sądźcie, że w książce znajdziecie: Zagadka nr: 1. O nie, tutaj sami musimy rozpocząć poszukiwania, co w tekście w ogóle jest zagadką. Znajdujemy tutaj tekst niewyjustowany, wyrównany do lewej strony, chciałam zacząć już narzekać, ale to również może być pewien specjalny zabieg: „ Układ typograficzny książki, brak wcięć akapitowych, rodzaj przypisów i sposób zapisu liczb został narzucony przez wydawcę oryginału. Może mieć to związek z rozwiązaniem zagadki, ale nie musi.”. Przyznam szczerze, podczas czytania zerkałam i zastanawiałam się, czy ta cyfra jest zagadką? A może pierwsze litery kolejnych stron stworzą jakiś wyraz? Można by rzecz, że wręcz wpadłam w mętnie paranoi. Myślę, że właśni taki był zabieg autorów, by zasiać w nas pewną niepewność, dotyczącą wszystkiego. W końcu do wygrania jest 500 000 $, zdradzę, że zauważyłam jedną zagadkę, ale chyba nie posiadam tak wielkiej inteligencji by ją rozwiązać. Ale pamiętajcie: Żeby wygrać trzeba grać, autorzy dają nam 2 lata na rozwiązanie zagadki.

Zostawmy nagrodę dla czytelników, a przyjrzyjmy się książce, jako historii. Według niej, czeka nas zagłada i nie mamy możliwości by temu zapobiec. Fabuła jest poplątaniem wielu miejsc na całej Ziemi, ogromnej różnorodności charakterów graczy, a w szczególności opisów brutalnych scen. Gracze to osoby nieobliczalne, które zostały wręcz zaprogramowane od najmniejszego do zabijania, rozwiązywania zagadek, braku empatii. Odsyłam was do finałowej sceny, która rozbiła moje serce na małe kawałki. Ci ludzie, to nie ludzie, bo jak można… A nie, nie zdradzę Wam : )

Książka spodoba się mężczyznom, gdyż wartka akcja, różne rodzaje broni, skomplikowane spiski sprawią, że nie będziecie mieli dość tej historii, a wręcz będziecie skandować o więcej. Kobiety, które uwielbiają nietuzinkowe opisy, barwne charaktery, czy lubią się wzruszać, również znajdą coś dla siebie. Te osoby, które lubią wprawnie wplatany wątek miłosny, również będą zachwycone, pomimo iż są to maleńkie epizody, to sprawiają wrażenie idealnie dołączonych perełek w tej okrutnej rozgrywce.

Historia jest przeplatana mocnymi dialogami i wspaniałymi opisami, które zazwyczaj są zdaniami prostymi, nie ma tutaj skomplikowanego języka, no chyba, że mówimy o zagadkach. Nie sposób tutaj o nich nie wspominać na każdym kroku. Na samym końcu mamy przypisy, które przekierowują nas do różnych stron, które również opatrzone są sygnaturą zagadek. Pomysł goni pomysł, zagadka ma w sobie kolejną zagwozdkę, a postacie są tak skomplikowanymi charakterami, że nie ma szans, byśmy ich nie polubili, nawet, jeżeli są okrutnymi mordercami. Tylko gdzie kryje się wygrana, jak ją zdobyć, czego szukać, najważniejsze JAK szukać? Tego dowiecie się, jeżeli sięgniecie po Endgame. Wezwanie. Polecam Wam ogromnie.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Niezależnie od tego, jakich recenzji i opinii się naczytałam na temat tej pozycji, sama chciałam się przekonać, co do podejmowanego tematu przez Jeff’a VanderMeera, jakim jest Strefa X.

Oficjalna wiadomość dotycząca Strefy X oznajmia, iż jest to miejsce katastrofy ekologicznej, która jest wyludniona, a kolejne wyprawy badaczy mają za zadanie przeprowadzenie swoistych badań, co do miejsca i zdarzeń, które tam zachodzą. Dzięki Pani biolog – uczestniczki już dwunastej wyprawy, poznajemy całkowicie inny świat, wręcz wyjęty z rzeczywistości. Organizacja Southern Reach, wydaje się wypranym z emocji pionem, który szkoli nowych uczestników, a wręcz dzięki hipnozie utrwala w nich pewne zachowania. Cztery uczestniczki, mają za zadanie zbadać teren i przedstawić wszystko w swoich raportach, tylko co gdy na mapie którą posiadają nie ma zaznaczonej spotkanej przez nie wieży? Widać jedynie jej wierzchołek, a upiorne schody kierują się, co raz bardziej w dół. Od teraz rozpoczynamy wędrówkę z uczestniczkami w głąb wieży, która może zasiać w Was ziarno niepewności i grozy.

Jestem pod ogromnym wrażeniem pióra Autora, dzięki swoim opisom wprawia czytelnika w otaczający go strach, który nie chce opuścić nas przez całą powieść. Nie ma tak naprawdę tutaj opisów makabrycznych, gęsią skórkę wywołuje po prostu cała ta atmosfera. Nigdy bym nie pomyślała, że stworzony nastrój i zagadka, którą kryję Strefa X, wywoła we mnie tak skrajne emocje. Uwielbiam się bać, lecz nigdy nie działały na mnie zabiegi psychologiczne, a jednak tutaj sprawiły, że ciarki chciały mnie pochłonąć, a to dość ogromny plus. Sądzę, że nie tylko we mnie takie uczucia wywołały niecodzienne opisy.

Całą opowieść można by określić jednym wielkim znakiem zapytania, bo na każdej stronie czeka nas pewnego rodzaju niewiadoma. W tej historii musimy się przyzwyczaić do opisów, gdyż dialogów jest tutaj jak na lekarstwo. Strefy X, nie jesteśmy w stanie poznać w jednym tomie, ciągłe niepewności wzbudzają w nas apetyt na więcej. Staramy się snuć własne teorie, które i tak nie zostają do końca wytłumaczone, po prostu nie jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić, z czym bohaterka jak i my mamy do czynienia. Historia biolożki, która spowodowała, że trafiła właśnie na tę wyprawę, jest dość mroczną historią, lecz nie będę zdradzała, z jakich pobudek postanowiła ona wkroczyć w te bagno niespotykanej grozy.

Nie wiem, dlaczego, lecz czytając tę pozycję miałam wrażenie pewnego powiązania ją z filmem: Ruiny, który moim zdaniem ma pewne cechy wspólne z książką. Jest to pewnego rodzaju strach przed nieznanym. Lecz może to tylko zagranie psychologiczne, lubimy się bać w szczególności, gdy wiemy, że leżymy spokojnie w łóżku a nam nic nie zagraża. Nie byłabym jednak tego taka pewna, bo po przeczytanej lekturze, będziecie mieli plątaninę myśli, jaką możecie ujrzeć na okładce.

Jeżeli mogłabym się przyczepić do czegoś, to do zawiłości. Uważam, że jest to naprawdę bardzo dobra książka, lecz czasem czytając opisy i przeskoki w wydarzeniach, nie miałam kompletnie pojęcia, o czym czytam. Ciągłe zagadki i niewyjaśnione sytuacje zapewne mają zadziałać na naszą wyobraźnię, lecz w pewnym momencie jesteśmy oszołomieni ich ogromem. Tym bardziej, że na niezbyt wiele pytań uzyskałam jakąkolwiek odpowiedź. Lecz czym prędzej sięgam po drugi tom, mając nadzieję, że wraz z biolożką odkryję prawdę o Strefie X.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Książki z nurtu science-fiction, zawsze mnie interesują, ponieważ jestem bardzo ciekawa jak pisarze postrzegają przyszłość na ziemi lub poza nią. Sama mam jakieś przemyślenia, jak będzie wyglądał świat w przyszłości, lecz czasem wyobraźnia pisarzy przerasta moje jakiekolwiek myśli na ten temat. Jak było tym razem?

Władcy Galaktycznego Imperium Sh’daar w XXV wieku uważają, że gatunek ludzki, jest bardzo blisko osiągnięcia transcendencji. Wszechświat nawet przed nami staje otworem, więc dla wspomnianych władców, jest to dla nich jak i całego galaktycznego świata zagrożenie, co jednoznacznie oznacza wyrok powstrzymania naszego rozwoju, nie cofną się nawet przed eksterminacją. Ludzie jak to mają w zwyczaju, nie są w stanie zaakceptować takiego obrotu rzeczy, stają oni do walki międzygalaktycznej z najpotężniejszymi obcymi. Czy im się to uda?

Ian Douglas wprowadza nas w tak skomplikowany świat, że głowa może wam, jak i mi wybuchnąć już na pierwszych stronach historii, lecz nie myślcie, że to zły znak. Takich wybuchów więcej poproszę. Tak jak już wspomniałam, od pierwszej strony mamy tu tak wiele skomplikowanych nazw, związanych z przyszłą technologią, że na początku nie byłam pewna czy cokolwiek rozumiem ze zlepków tych słów. Jednak okazało się, że tak wsiąknęłam w tę historię, że nie wiem, jak udało mi się przeczytać tę książkę, czyżby była to jakaś nowa czasoprzestrzeń? Niezaprzeczalne tak, nie wiem jak Autor tego dokonał, ale potrafi przyciągnąć czytelnika, by zatracił się całkowicie w wykreowanym przez niego świecie. Właśnie ten żargon wojskowy, militarny i zdecydowanie związany ze skomplikowaną fizyką sprawił, że dla mnie to było za dużo, ale historia, która się kryje pod tymi dziwnymi słowami jest wręcz genialna.

Muszę się wam do czegoś przyznać, pierwsze 70 stron, to prawdziwa mordęga dla mnie, laika w sferze science-fiction, męczyłam po parę stron dziennie, a potem bum, jeden dzień i połknęłam pozostałe 360 stron. Historia zaczęła nabierać charakteru i trochę mniejszego nawiązywania do skomplikowanych nazw. Nie martwcie się, każda niezrozumiała nazwa jest tłumaczona przez Iana (chociaż ja nadal tego nie ogarniałam), ale im bardziej wsiąkniecie w tę historię, tym więcej będziecie rozumieć i zapewniam Wam, niecodzienne rozrywka murowana.

Utworzenie obcej rasy, musiało być dla autora skomplikowanym działaniem, gdyż ich wielopoziomowa możliwość posługiwania się różnymi mózgami, jest wręcz nie do opisania. Cała książka jest dzielona na rozdziały jak i również mogłabym rzec na podrozdziały, opisywane z różnego punktu widzenia, nawet znajdziemy tutaj wypowiedzi i myśli Turuschów (obcych). Ciągle mam ochotę pisać, jaka to skomplikowana, a zarazem ciekawa historia, tak wiele wątków sprawiło, że po skończonej książce myślałam tylko o tym, by jak najszybciej zdobyć kolejne części.

W takich historiach, jako czytelnik, zawsze znajdujemy perełki w postaci zdarzeń czy osób, o których wolimy czytać bardziej niż o innych, ja również taką sytuację tutaj znalazłam. Z niecierpliwością czekałam na jakąkolwiek wzmiankę o Trevorze Grey’u. Zapałałam do niego miłością, jaką tylko można obdarzyć fikcyjnego bohatera. Pomimo swojej misji, należy do technofobów, co jest dość niecodziennym zjawiskiem, gdy wszystko, co go otacza jest skomplikowaną techniką połączoną z fizyką.

Jak już wspomniałam wcześniej, mniemana zagłada człowieczeństwa jest spowodowana tym, że jesteśmy blisko transcendencji, czyli wykorzystywania nanotechnologii i robotów i to w ogromnej mierze. I jak to zazwyczaj bywa, całkiem niedawno przeglądając kanały w telewizji, dostrzegłam reportaż o pierwszym człowieku cyborgu. Czyżby obca cywilizacja, miała podstawy do tego, by nas zlikwidować?

Reasumując, niezwykle wciągająca książka, dająca początek czegoś innego, lepszego, wprowadzająca nas w świat niezwykłych wyobrażeń, wojny międzygalaktycznej, a nawet i uczuć. Mnogość retrospekcji, innych punktów widzenia, stwarza nietuzinkową możliwość przyszłości. Gorąco polecam.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Bardzo ciężko napisać recenzję tej książki, ponieważ już na pierwszych kilkunastu stronach, dzieje się coś, co odmienia życie głównego bohatera, lecz jednocześnie nie mogę Wam zdradzić, co to jest, bo to bardzo ważna kwestia, która powinniście odkryć sami. Książka jest napisana genialnie, wprowadza nas w tajniki nowoczesnych technologii, zahaczające o boskie czyny, bo czy jest możliwe, by z jednej osoby stworzyć kogoś kompletnie odmiennego?

Społeczeństwo jest dzielone na kasty, które są nazwane różnymi kolorami, a jak wiadomo, kolory te oznaczają szereg różnych zadań i przyzwoleń, które mogą być przez te osoby wykorzystywane. Każdy z nas na pewno, nie chciałby należeć do czerwonych, do różowych, może i ktoś by się znalazł, ale to złoci żądzą tamtym światem. A jakby tak… No właśnie, znów nie mogę Wam nic zdradzić.

Jest to taka historia, która wciąga czytelnika od pierwszych stron, autor nie boi się wywołać w czytelniku złości i furii, bo śmierć w tej książce, to błahostka, a naszym zadaniem jest, w tej wojnie się odnaleźć. Z tej książki wręcz bucha ogrom żaru, czegoś więcej, niż tylko opowieści o niewolnictwie, kastach w fantastycznym jak dla nas świecie. To historia, która wkrada się w Twoje myślenie i nakierowuje Cię na takie drogi, że sam zaczynasz przechodzić przez te piekło wraz z Darrow’em. Bo jego życie, to istne piekło. Coś, co może wydawało się za pewnik, może okazać się zaraz kłamstwem i to tak wielkim, że Twój mózg nie jest w stanie tego ogarnąć.

Bohater napędzany agresją i chęcią zemsty, musi niczym wilk z opowiastek, przybrać skórę owcy i wkroczyć między nie, by zdobyć ich zaufanie, by potem pożreć kilka żywcem. Tę historię, będą wielbić w szczególności Ci, którzy uwielbiają łączenie bitew, wojen, z technologią, a przede wszystkim z przyszłością. Może wydaje się wam te połącznie, jako zbyt groteskowe, lecz nic bardziej mylnego, to po prostu wciąga. Moja buzia nie zamykała się przez cały czas czytania tej książki. Nawet sama nie potrafiłam sobie wyobrazić tego, że takie połącznie, wprawi mnie w taki zachwyt. Ta historia uczy, a to rzecz, której wielu książkom brakuje.

Pomimo tego, że główny bohater to szesnastoletni chłopak, to ja jednak widziałam go, jako dorosłego mężczyznę, bo jego myślenie, na pewno nie zasługuje na miano chłopca. To mężczyzna z krwi i kości, który wie czego chce, a w dodatku potrafi sprawić, że pójdą za nim tłumy.

To jedna z tych książek, które przyciągają niewiadomą, piękna okładką, świetnymi bohaterami, którzy zapadają w pamięci na dłużej, a nawet się Wam przyznam, że kilka razy się wzruszyłam, lecz nie z radości, a smutku. Książka jest porównywana do Igrzysk Śmierci, nic bardziej mylnego, Igrzyska śmierci są dla nastolatków (nie obrażając nikogo), a Red Rising jest dla prawdziwych mężczyzn i kobiet, które lubią rozlew krwi i spiski. Igrzyska przy Red Rising, to pestka, zdecydowanie wam ją polecam.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Adriana
Data:
Chłopcy powrócili, lecz nie zapominajmy również o Dzwoneczku. Tym razem nie obejdzie się bez kłopotów, porządnego mordobicia, przekleństw i intryg. Wszystko prowadzi do tego, by odnowić lunapark, tylko nie jest to takie proste jakby się mogło wydawać.

Pan Jakub ponownie zaprasza w odmęty swojej wyobraźni, a ja znów nie mogę wyjść z podziwu. Nie jestem nawet w stanie określić, skąd bierze się ten zachwyt. Już sama okładka zaprasza w swoje mroczne progi, a ja skłaniam głowę za umieszczeniem na okładce Pana Propera, jednego z moich ulubionych bohaterów, - w drugim tomie pokaże on pazurki. Jakbym mogła, spałabym z nią pod poduszką. Fenomenem jest, chyba brak przekłamania, ukazywaniem rzeczy, jakimi są, nawet, jeżeli byłyby to przerysowane historie. To przekleństwa i bijatyki, przyciągną zarówno chłopców, dorosłych mężczyzn, a nawet i wyuzdane dziewczyny, które w jakiś sposób zazdroszczą książkowej Mamie.

Tym razem jednak, Autor postanowił nam zaserwować posiłek niezbyt obfity, lecz jakże treściwy, przynoszący w swej zawiłości, mętlik myśli i ciągłego błagania o więcej. Uf, jak dobrze, że za niedługo będziemy mogli się cieszyć trzecim tomem, bo po zakończeniu myślałam, że Pana Jakuba znajdę i mu powiem, co myślę, ale ostatecznie czytając posłowie, jestem w stanie mu wybaczyć… Chociaż kto wie. Potrafi on wprawić czytelnika w takie uczucia, o jakie nigdy bym się nie podejrzewała. Bo jakże trudno w dzisiejszych czasach wywołać w książkoholiku rosnącą adrenalinę? Podczas tej lektury poczujecie się, jakbyście w tej historii uczestniczyli, gdzieś tam, nie wiadomo gdzie, w drugiej Nibylandii.

To nie jest historia dla grzecznych ludzi, no chyba, że chcecie wkroczyć na złą drogę, lecz raczej tego nie proponuje. Czytając ten zbiór opowiadań, bo tak to należy odbierać, tworzą one pewną całość, mogłabym je czytać bez końca. Non stop na okrągło, nie zatrzymując się choćby na jeden oddech, niczym nasi Chłopcy, gdy podróżują Skrótem. A propos Skrótu, to jedyny minus, który ja osobiście odczułam, gdyż ten dziwny twór, jest moim ulubionych miejscem akcji, tutaj było go odrobinę za mało, lecz to nie znaczy, że książka wypadła gorzej. O nie, tutaj widać pewną inną sferę życia Chłopców, więcej przekleństw, retrospekcji, niby ta sama seria, a jednak odmiennie inna. Lecz ciągle niesamowicie genialna.

Ja naprawdę nie wiem, jak można tyle odczuć ukryć w tej krótkiej książce, bo 300 stron nie jest jakimś ogromem, ba, nawet przeczytałabym tysiąc stron o Chłopcach. Znajdziemy tu wspomnianą brutalność, śmiech, bezwstydność, zacznijcie wymieniać sobie dalej, co chcecie, bo na pewno to tu znajdziecie, istny misz masz, który współgra cudownie. A wszystko tyczy się o nie dorastaniu, bo jak Ci wspaniali Chłopcy mogliby dorosnąć? Znów należy zwrócić uwagę na rysunki, które przyciągają wzrok i kilka ostatnich stron, och te dodatki są wspaniałe, w szczególności zasady gry w Masę.

Jeżeli spodobała wam się pierwsza część, to druga spodoba wam się jeszcze bardziej, więcej krwi, bijatyk, przekleństw. Czego by chcieć więcej? Autor, który wprawia mnie w dobry nastrój, sprawia, że cieszy się ryło, to dobry, genialny autor. Panie Jakubie, niech mnie Pan nie zawiedzie w trzeciej części!
Czy ta recenzja była przydatna?