Koszyk 0

Profil recenzenta:
Michał

  • recenzje: 543
  • osób uznało recenzje za przydatne: 192

Recenzje użytkownika

Autor: Michał
Data:
Finley to milczący nastolatek, który nie ma łatwego życia.Mieszka samotnie z pracującym na nocne zmiany ojcem i beznogim dziadkiem w Bellmont, miasteczku rządzonym przez irlandzką mafię i czarne gangi. Jego matka zginęła w tajemniczych okolicznościach. Finley jest introwertykiem, a jedyne radości życia znajduje w swojej dziewczynie Erin i koszykówce. Wszystko zmienia się pewnego dnia, kiedy trener prosi go o nietypową przysługę. Chce, by Finley zaprzyjaźnił się z Russem. Russ to genialny zawodnik, ale po tym, jak jego rodzice zostali zamordowani, zamknął się we własnym świecie i udaje kosmitę o imieniu Numer 21...

Przyznam, że kupiłem tę powieść, bo trafiłem na nią na kiermaszu książek w "Biedronce" i kojarząc "Poradnik pozytywnego myślenia" - słynny debiut autora - nabyłem bez zastanowienia. Potem zacząłem się zastanawiać czy dobrze zrobiłem, jako że opis niestety mnie nie zachwycił. Gangi? Koszykówka? Sensacyjnej literatury nie lubię, sportu nie znoszę... A potem zabrałem się za lekturę iw padałem, choć na początku nadal towarzyszyły mi pewne obiekcje.

Styl autora jest lekki, znakomity, wciągający, porywający etc. Powieść napisana w pierwszej osobie (co lubię), w czasie teraźniejszy (co rzadko wychodzi, a jednak Quick zrobił to znakomicie), nie pozwoliła mi się od siebie oderwać. Wprawdzie pomyślałem, że to wszystko przecież już było, że czytam kopię "K-PAXa" z momentami a la "Most do Terabithii", ale czy to coś szkodzi? Nie musiałem jednak długo czekać, by przekonać się, że mam do czynienia z dziełem samodzielnym, oryginalnym i niesamowicie uroczym. Dziełem tak dobrym, że chłonąłem je z wypiekami na twarzy.

Autor zapewnił mi w ten sposób mnóstwo niesamowitych wrażeń i emocji. Szczególnie w ostatnich 100 stronach powieści. Wzruszył mnie, ucieszył, dał porcję goryczy, nie odmówił głębi...

Tak dobrej powieści dawno nie czytałem i nie wątpię, że Matthew Quick zagości jeszcze u mnie jakąś inną powieścią, a Wam "Niezbędnik..." polecam z czystym sercem!
Recenzja dostępna też na: http://ksiazkarnia.blog.pl/2014/07/16/niezbetnik-obs…-matthew-quick/ ‎ oraz http://lubimyczytac.pl/ksiazka/195225/niezbednik-obserwatorow-gwiazd
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Rok 1908, maj. Na środkowej Syberii od pewnego czasu dzieją się dziwne rzeczy. W przemierzającym Imperium Rosyjskie pociągu, spotykają się przypadkiem zdawałoby się zupełnie obce i niezwiązane ze sobą osoby. Los łączy ich wspólnym celem. Tak zaczyna się wyprawa w głąb tajgi i jej największych sekretów…

Jaki jest ten komiks? Co mogę o nim powiedzieć? Nie przez przypadek jeden z bohaterów mówi w pewnym momencie: „Pamięć to archiwum puzzli bez pudełek”. Bo na początku właśnie jak puzzle jest ten album, czy raczej opasłe tomisko, wyglądem kojarzące się ze starymi powieściami z czasów szczytowej komuny. Fabuła, intrygująca, głęboka, magiczna, przenosi nas w realia XIX wiecznej Rosji, powoli układając się w jedną, znakomitą całość. Trudno powiedzieć o niej, czy o jej bohaterach coś konkretnego, żeby nie zdradzić za wiele – ją po prostu trzeba (i zdecydowanie warto!) poznać. Treść bowiem jest mądra, z przesłaniem, przypominająca klimatem filmy Davida Lyncha i satyryczną literaturę polską, ale także pełna postaci historycznych i nawiązań do historii i literatury. Wychodzi z tego apetyczny misz masz, pełen smaczków, których wyłapywanie staje się dodatkową atrakcją płynącą z lektury.

Ale komiks to przecież nie tylko fabuła. Komiks to także, a czasem przede wszystkim, kreska, a pierwsze słowo, jakie ciśnie mi się na myśl o stronie graficznej „Zdarzenia” to „ascetyczna”. Kreska prosta, uproszczona do granic możliwości, kojarząca się z ilustracjami do książek dla dzieci i młodzieży z czasów wspominanej już przeze mnie szczytowej komuny, ale zarazem przypominająca ilustracje braci Minkiewiczów jakie mogliśmy oglądać w ich kultowym już „Wilqu”. Kreska urzekająca swą prostotą, przywołująca na myśl baśnie i dodająca całości jeszcze nie zwyklejszego klimatu. Jeśli dodać do tego tajemnicze napisy na wewnętrznej stronie okładki (szyfr?), otrzymujemy dzieło naprawdę niezwykłe.

Nie zapomnijmy też jednak o innym aspekcie strony graficznej, a mianowicie samego wydania. I to wielkie pochwały należą się wydawnictwu za to, jaką wagę przyłożyła do tego, by album wyglądał na dzieło liczące minimum 50 lat. Za stylizację przekonującą nas, że mamy do czynienia z dziełem z zeszłej epoki, zamkniętym w twardej oprawie, wydrukowanym na żółtawym, grubym papierze…

Brawa! Także za odwagę, bo nie wielu wydawców decyduje się na publikację rzeczy tak trudnych i wymagających, niszowych, ale bez dwóch zdań znakomitych. Rzeczy, na których jeszcze nigdy się nie zawiodłem. Godnych polecenia każdemu, co niniejszym czynię, bowiem „Zdarzenie. 1908″ to komiks wysokich lotów i wysokiej klasy, wart tego, by postawić go na półce i wracać do niego co jakiś czas. Dlatego namawiam Was, sięgnijcie po niego, a nie pożałujecie.

A wydawnictwu Kultura Gniewu składam serdeczne podziękowania za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
John nigdy nie był ideałem. Jego młodość to pasmo błędów i pomyłek. Zmienia si, kiedy wstępuje do wojska. Gdy na przepustce wybiera się na plażę, przypadkiem poznaje ją. Ideał. Dziewczynę, o jakiej marzył całe życie. Savannah. Wydaje się nie mieć u niej szans, ale szybko zaprzyjaźniają się i stają parą. Gdy wraca do wojska, starają się kontynuować związek na odległość, ale pojawiają się wciąż to nowe trudności...

"I wciąż ją kocham" poznałem obejrzawszy najpierw film. Filmu pewnie bym nie obejrzał, gdyby nie nazwisko reżysera, ale obejrzałem i byłem zadowolony. Naturalną koleją rzeczy było, iż musiałem zapoznać się z książką, i kiedy tylko nadarzyła się okazja, kupiłem. Oczywiście z lekturą poczekałem, wciąż za dobrze pamiętając film, ale w końcu zapoznałem się z pierwowzorem i jestem bardzo zadowolony.

Powieść to typowy, gorzko-słodki melodramat, nieco w stylu Nicka Hornbyego. Dość ambitny, nie mniej nie do końca udany. Styl jest bowiem zbyt niedojrzały, czasem zbyt prosty. Spora w tym, "zasługa" tłumacza - kiedy tłumaczy się literaturę, nie wystarczy tylko słownikowa znajomość języka - ale i sam autor wiele scen zrobił nie do końca takich, jak powinien. Nie był też konsekwentny w postaci Savannah, a to również drażni.

Nie mniej, swoją rolę powieść spełnia znakomicie, dając czytelnikowi 350 stron emocji. Czasem tanich, to prawda, ale jednak emocji. Kilka prawd też się znalazło, choć zbyt naiwnych, by uznać je za coś istotnego.

To romans głównie dla mężczyzn i tak powinno się go postrzegać. Wątpię, by kobietom się spodobał, a i wielu facetów - masa z nas, przyznaję, cierpi na brak romantyzmu, a nawet jeśli ma w sobie jego pokłady, często się go wstydzi - nie znajdzie w nim nic dla siebie. Taka literatura, choć utrzymana w nurcie popularnym, stanowi niszę, ale niszę wartą poznania. Przeczytania. Emocjonowania się nią przez kilka wieczorów.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Achaja to księżniczka Troy. Ma jednak jeden podstawowy problem - jej macocha jej nieznośni - i z tej przyczyna Achaja trafia do wojska. Na froncie zostaje wzięta do niewoli i tylko cudem uchodzi z życiem.
Co z tym jednak ma wspólnego stary cwany skryba zakonny Zaan, porywczy, nieobyty młodziak Sirius, a także czarownik Meredith, który otrzymał misję od samego Boga?

Achaja trafiła na moją półkę z wymiany książek. Pokładałem w niej spore nadzieje, jako że Ziemiańskiego zdążyłem już poznać i polubić, do tego pamiętałem pozytywne opinie z poświęconej fantastyce prasy... Ale kiedy zacząłem czytać, pojawiło się rozczarowanie. Początek był tak klasyczny, że aż sztampowy, styl lekki, ale nie wnoszący nic naprawdę ciekawego, postacie dość papierowe... Odłożyłem książkę i zabrałem się za inne rzeczy.

Wróciłem jednak do lektury po jakimś czasie i szybko przekonałem się, że odkładać Achai nie było warto. Powieść zaczęła się rozkręcać, nabierać oryginalności, intrygować. Dokończenie jej nie zajęło mi wiele czasu. I bawiłem się świetnie. Nie brak w niej akcji, humory, brutalności, seksu (choć łagodnego), przekleństw (tak typowych dla Ziemiańskiego), tajemnicy... Niby jest to powieść fantasy, niby nie brak w niej magii i dziwnych zjawisk, ale jest zdecydowanie bardziej przyziemna, realna, niż można by sądzić. Zaliczam to in plus, jako że za czystym fantasy (szczególnie heroic) nie przepadam.

Cóż więc mogę rzec w ramach podsumowania? Że książkę zdecydowanie warto poznać. Jak na polskie fantasy, jest to rzecz zdecydowanie bardzo udana, jedna z lepszych, jakie w tym gatunku rodzimych autorów czytałem, odpowiednio gruba, dobrze wydana, nieźle zilustrowana... I przystępna ceną. Zapewnia całkiem sporo niezłej rozrywki, trochę typowych mądrości i filozofowania też znalazło się na kartach, a to wystarcza, by nie żałować czasu poświęconego książce.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Brady Hartsfield to seryjny morderca, który zabija8 osób wjeżdżając w tłum na targach pracy. Nigdy nie zostaje złapany, ale gdy ścigający go policjant, Bill Hodges, przechodzi na emeryturę, zaczyna z nim zabawę w kotka i myszkę, chcąc doprowadzić go do samobójstwa, a zarazem dokonać wielkiej masakry. Policjant, który cierpi na depresję nagle odzyskuje sens życia i zaczyna własną grę z mordercą...

King powraca z kolejną całkiem pokaźną (choć jak na jego możliwości, nie przesadnie pokaźną) powieścią. Mówi się, że to jego pierwsza powieść detektywistyczna, ale nie jest tak do końca. Opowieści o policjantach pisał wielokrotnie (głównie w konwencji grozy), ale nie zabrakło też w jego bibliografii powieści niemal stricte detektywistycznej, czyli znakomitego "Colorado Kid". Jak radzi sobie tym razem?

Początek jest znakomity i wciągający. Szybko jednak pojawiają się pierwsze minusy. Właściwa akcja jest bowiem opowiedziana w czasie teraźniejszym, co rzadko dobrze wychodzi. Kingowi wyszło nieźle, nie mniej parę zgrzytów, w tym translatorskich, znalazło się na kartach.

Poza tym in minus zaliczyłbym także swoistą schematyczność powieści. Jej konstrukcja i bohaterowie są tak klasyczni, że czasem aż to drażni. King pełnymi garściami czerpie z literatury noir (a także z własnych, ogranych już schematów konstrukcji postaci i akcji), co ujmuje uroku tej powieści.

Nie mniej "Pan Mercedes" (pomimo infantylnego tytułu), to powieść znakomita, wciągająca, nie stawiająca na zagadkę "kto jest mordercą" - co zawsze łatwo przewidzieć i co psuje niemal każdy aktualny thriller psychologiczny czy powieść detektywistyczną - tylko ujawnia jego tożsamość na początku i skupia się na psychologii. Zabieg niby znany z dzieł Thomasa Harrisa, i niby słabszy niż u niego (psychologia Kinga przypomina dokonania z jego "Czarnej bezgwiezdnej nocy", choć jest kilka błyskotliwych momentów), ale nadal urokliwy i wart poznania. Szczególnie, że na tle podobnych dzieł (choćby "Wołania kukułki" Rowling), jest to książka na pewno warta poznania i wydania na nią niecałych 40 zł.

Fani Kinga nie będą zawiedzeni, fani tego typu literatury, którzy Króla nie zdołali jeszcze poznać, też nie. Nie będzie to może powieść, którą uznają za wybitną i zachwycą się nią, jak żadną inną, ale też i nie rozczaruje, dostarczy masy ciekawych wrażeń (plus rewelacyjną postać Holly - choćby dla niej warto) i nikt nie pożałuje poświęconego na lekturę czasu.

P.S. Mam jednak wrażenie, że ta powieść to typowy kingowy przerywnik pomiędzy poważniejszymi rzeczami i liczę, że zapowiedziana na 11 listopada tego roku powieść "Revival", a także kontynuacja "Pana Mercedesa" planowana na rok 2015 "Finders Keepers", przyniosą wiele radości.
Czy ta recenzja była przydatna?

Most

Ocena:
Autor: Michał
Data:
Jess ma 10 lat i kocha bieganie i rysowanie. Życie nie jest jednak dla niego łatwe. Jego rodzina jest biedna, a siostry wyśmiewają siez jego zainteresowań. Wszystko zmienia spotkanie nowej sąsiadki, Leslie, rówieśnicy, która pokazuje mu, co to znaczy siła wyobraźni...

Po raz pierwszy z "Mostem..." zetknąłem się w wersji filmowej. Ekranizację kupiłem bez większych oczekiwań, ponieważ była tania. Spodziewałem się średniego, acz niezłego filmu w stylu "Opowieści z Narnii", ale dostałem w zamian coś, co po prostu mnie zachwyciło. Dobiło dubbingiem, ale wstrząsnęło realizmem i zwrotem akcji, który wywrócił mój świat do góry nogami. Zapragnąłem przeczytać powieść, ale na pragnieniu się skończyło, bowiem zdobycie jej okazało się niemożliwe. Aż do teraz.

Przyznam się, ze otwierając "Most..." miałem mieszane uczucia i pewne obawy. Czy książka przeznaczona dla 10 latków może być dobra? Harry Potter był jednym z nielicznych wyjątków, które zachwycały, lecz większość zawsze okazywała się porażką. Coś, co pokochałem w wersji filmowej, w wersji literackiej okazywało się gniotem niemal nie do przebrnięcia.

Na szczęście - i chwała Ci za to, pani Patterson! - powieść, choć prosta stylistycznie, a wręcz ascetyczna w opisach, okazała się lekką, przyjemna i zachwycająca lekturą, od której nie mogłem sie oderwać, dopóki jej nie skończyłem w kilka godzin od wzięcia tomu do rąk.

Fabuła jest tutaj identyczna z filmem z drobnymi jednak różnicami. Mniej w niej fantastyki niż w filmie, a więcej prawdy i realizmu. Życie bohaterów nie jest lekkie, a wyobraźnia nie kreuje im aż tak niezwykłych istot, jak spece od efektów specjalnych, i jest to jak najbardziej in plus. Terabithia bowiem to nie magiczna kraina po drugiej stornie szafy, a zaledwie niewielki las, w którym bohaterowie dają upust swej fantazji. T odskocznia od rzeczywistości i codzienności pełnej obowiązków, szkoły i dojenia krów. Dzięki niej czują, że żyją i mogą pokonywać swoje słabości.

Bohaterowie też są bardzo ludzcy. Zazdrośni, niedojrzali, czasem chamscy i mściwi. Jest w nich dobro, ale nie brak im też okrucieństwa. Jess to dzieciak, który wierzy w Boga, bo musi i wcale mu się to nie podoba. Leslie to dziewczyna, która z religią nie miała dotąd styczności, ale to, co odkrywa, jest dla niej piękne, choć nie czuje konieczności wiary. Zderzenie ich światów zmienia oboje i daje im coś wspaniałego.

A potem następuje wolta i... Oglądałem film, pamiętałem wydarzenia i sądziłem, że jestem na to gotowy. Przecież książka już mnie nie zaskoczy, wiem co się zdarzy, wiem... Wiem, że się myliłem. Nie zaskoczyła, to prawda, bo przecież od filmu nie różni się niczym, jak już wspominałem, ale i tak dostałem od niej po głowie. Nie oszczędziła mnie, wstrząsnęła, doprowadziła niemal do łez. Zachwyciła.

I dlatego polecam ją gorąco wszystkim. I dużym i małym. Od jej premiery minęły 34 lata, ale pomimo drobnych wzmianek o hipisach czy Wietnamie, nie straciła nic na swej wymowie, czy aktualności. I nie straci nigdy.

Jednym słowem: Wielkie dzieło, do którego chce sie wracać i wracać.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Maggie O'Dell to kobieta po przejściach. Nic w tym dziwnego skoro jest agentką FBI zajmującą się portretami psychologicznymi seryjnych morderców. Kiedyś porwana nawet przez jednego z nich, teraz zmaga się z demonami tych wspomnień. Nick Morelli to małomiateczkowy szeryf, który ciągle tylko uwodzi kobiety. jednak i ona zmaga się ze swoimi demonami - postacią ojca, któremu wciąż star się dorównać. Oboje spotykają się, gdy w okolicy zaczyna grasować seryjny morderca małych chłopców. I choć sytuacja jest napięta, między obojgiem zaczyna się rodzić uczucie...

"Dotyka zła", debiutancka powieść Alex Kavy, nie jest może oryginalnym thrillerem, bo w tym gatunku tematyka wyczerpała się chyba na Thomaie Harrisie (choć autorka bardzo i na tym polu się stara), ale na pewno sprawnie i emocjonująco napisanym. atmosfera jest tu gęsta od zagrożenia i pełna napięcia, a sylwetki bohaterów wyraźne i przekonujące. Może nie do końca przekonuje np. wątek takiego zaangażowania Maggie w śledztwo, skoro jest tylko specjalistką od portretów a nie agentką terenową, ale na pewno jest on lepiej umotywowany niż w dalszych tomach. Ale jakie to ma znaczenie, skoro książkę czyta się po prostu rewelacyjnie. Nawet jeśli czasem opisy autorki balansują na cienkiej granicy, gdzie napięcie może zamienić się w niezamierzony wybuch śmiechu.

Polecam gorąco nie tylko zwolennikom mocnych wrażeń.

Maggie O'Dell to kobieta po przejściach. Nic w tym dziwnego skoro jest agentką FBI zajmującą się portretami psychologicznymi seryjnych morderców. Kiedyś porwana nawet przez jednego z nich, teraz zmaga się z demonami tych wspomnień. Nick Morelli to małomiateczkowy szeryf, który ciągle tylko uwodzi kobiety. jednak i ona zmaga się ze swoimi demonami - postacią ojca, któremu wciąż star się dorównać. Oboje spotykają się, gdy w okolicy zaczyna grasować seryjny morderca małych chłopców. I choć sytuacja jest napięta, między obojgiem zaczyna się rodzić uczucie...

"Dotyka zła", debiutancka powieść Alex Kavy, nie jest może oryginalnym thrillerem, bo w tym gatunku tematyka wyczerpała się chyba na Thomaie Harrisie (choć autorka bardzo i na tym polu się stara), ale na pewno sprawnie i emocjonująco napisanym. atmosfera jest tu gęsta od zagrożenia i pełna napięcia, a sylwetki bohaterów wyraźne i przekonujące. Może nie do końca przekonuje np. wątek takiego zaangażowania Maggie w śledztwo, skoro jest tylko specjalistką od portretów a nie agentką terenową, ale na pewno jest on lepiej umotywowany niż w dalszych tomach. Ale jakie to ma znaczenie, skoro książkę czyta się po prostu rewelacyjnie. Nawet jeśli czasem opisy autorki balansują na cienkiej granicy, gdzie napięcie może zamienić się w niezamierzony wybuch śmiechu.

Polecam gorąco nie tylko zwolennikom mocnych wrażeń.
Czy ta recenzja była przydatna?

Serce

Ocena:
Autor: Michał
Data:
Bobby Garfield to typowy nastolatek. Dziecko żywe i pragnące poznawać wszystko co zakazane. Kiedy w jego domu zamieszkuje starszy mężczyzna Ted Brautigan, wydaje się on być zwyczajnym człowiekiem. Ciekawym, ale zwyczajnym. Ale to tylko powierzchowność, bo Ted kryje w sobie wielką tajemnicę...

"Serca Atlantydów" to pozycja ciekawa w dorobku Stephena Kinga. Stanowi bowiem zbiór opowiadań/nowel, a zarazem każdy z tekstów w niej zawartych łączy się z pozostałymi w jedną wielką całość. Opowieść rozgrywającą się w latach 1960-1999. I choć niemal każda z opowieści za głównego bohatera ma kogoś innego, a nawet różni się stylem narracji (a to pierwszo a to trzecioosobowym), trudno mi nazwać serca inaczej jak powieścią. Sagą życia kilku osób.

To nie jest horror, a fantastyki jest w nim jak na lekarstwo. I nie ma ona nic wspólnego z Atlantydą jak mógłby sugerować tytuł. To, co King serwuje nam na tych 512 stronach książki to przede wszystkim opowieści obyczajowe. Bliskie zresztą biografii autora: dziecko wychowane przez samotną matkę, utrata niewinności, wojna w Wietnamie... długo można by wymieniać. Ale w tym tkwi właśnie największa siła "Serc..." a w szczególności dwóch tekstów, absolutnych perełek w dorobku Mistrza: "Mali ludzie w żółtych płaszczach (1960)" (sfilmowanego potem) i tytułowego "Serca Atlantydów" (1966).

Emocjo dosłownie wciskają czytelnika w fotel, walą po głowie i wzruszają niemal do łez. Do tego intrygujące tajemnice (które King rozwiązuje dopiero w kolejnych powieściach "Buicku 8" i ostatnim tomie sagi "Mroczna Wieża") i wspaniała psychologia postaci. I oczywiście świetne, niezepsute zakończenie (z czym u Króla bywa różnie) a także lekka, wciągająca stylistyka.

Po prostu super. Książka, którą śmiało mogę polecić wszystkim ceniącym sobie dobrą literaturę. A dla fanów Kinga (a w szczególności MW) to pozycja obowiązkowa.

Bobby Garfield to typowy nastolatek. Dziecko żywe i pragnące poznawać wszystko co zakazane. Kiedy w jego domu zamieszkuje starszy mężczyzna Ted Brautigan, wydaje się on być zwyczajnym człowiekiem. Ciekawym, ale zwyczajnym. Ale to tylko powierzchowność, bo Ted kryje w sobie wielką tajemnicę...

"Serca Atlantydów" to pozycja ciekawa w dorobku Stephena Kinga. Stanowi bowiem zbiór opowiadań/nowel, a zarazem każdy z tekstów w niej zawartych łączy się z pozostałymi w jedną wielką całość. Opowieść rozgrywającą się w latach 1960-1999. I choć niemal każda z opowieści za głównego bohatera ma kogoś innego, a nawet różni się stylem narracji (a to pierwszo a to trzecioosobowym), trudno mi nazwać serca inaczej jak powieścią. Sagą życia kilku osób.

To nie jest horror, a fantastyki jest w nim jak na lekarstwo. I nie ma ona nic wspólnego z Atlantydą jak mógłby sugerować tytuł. To, co King serwuje nam na tych 512 stronach książki to przede wszystkim opowieści obyczajowe. Bliskie zresztą biografii autora: dziecko wychowane przez samotną matkę, utrata niewinności, wojna w Wietnamie... długo można by wymieniać. Ale w tym tkwi właśnie największa siła "Serc..." a w szczególności dwóch tekstów, absolutnych perełek w dorobku Mistrza: "Mali ludzie w żółtych płaszczach (1960)" (sfilmowanego potem) i tytułowego "Serca Atlantydów" (1966).

Emocjo dosłownie wciskają czytelnika w fotel, walą po głowie i wzruszają niemal do łez. Do tego intrygujące tajemnice (które King rozwiązuje dopiero w kolejnych powieściach "Buicku 8" i ostatnim tomie sagi "Mroczna Wieża") i wspaniała psychologia postaci. I oczywiście świetne, niezepsute zakończenie (z czym u Króla bywa różnie) a także lekka, wciągająca stylistyka.

Po prostu super. Książka, którą śmiało mogę polecić wszystkim ceniącym sobie dobrą literaturę. A dla fanów Kinga (a w szczególności MW) to pozycja obowiązkowa.
Czy ta recenzja była przydatna?

Bastion

Ocena:
Autor: Michał
Data:
Tajemniczy wirus wynaleziony przez wojsko wydostaje się z laboratorium. W krótkim czasie zabije kilka miliardów ludzi. Nieliczni ocaleli muszą odnaleźć się w postapokaliptycznym świecie. Jednak szybko odkrywają, że nie przypadkowo przeżyli. Mają do wykonani misję, do której wskazówkami okazują się być dziwne nawiedzające ich sny...

Do tej książki Kinga wiele lat temu podchodziłem nic niemal o niej nie wiedząc. Słyszałem, ze jest kultowa i nie chciałem dowiadywać się o niej niczego więcej. Szczególnie, że uwielbiałem już wówczas Kinga i chciałem przeżyć lekturę jak najpełniej.

I na początku było świetnie, ale niestety im dalej tym książka zaczynała nużyć pewną monotonią i wręcz epickimi (by ładnie nazwać to wodolejestwo) opisami. Ale nie mogłem na to narzekać, nie kiedy Stephen rozpisywał się tka nad moim ulubionym elementem jego dział - wątkami obyczajowymi. Kiedy jednak zakończyłem tę powieść roześmiałem się z politowaniem dla jej zakończenia, które było po prostu nijakie i nie pasujące do całości. Oto bowiem (uwaga spoiler!) konfrontacja, na którą czekaliśmy od dobrych 500 stron w ogóle nie nadchodzi, a powieść kończy się szybko i nagle jakby sam autor miał dość ciągnięcia tego i znudził się opowiadaniem historii, którą ciągnął przez ok 1000 stron. A to rozczarowuje i to bardzo.
Jeśli jednak przeboleć zakończenie (wielokrotnie King bywał gorszy - np "To" cz "Stukostrachy" rozczarowywały całkowicie) książka jest całkiem niezłą, postapokaliptyczną zabawą pełną trupów, obrzydliwości, wyludnionych scenerii i najgorszych ludzkich zachowań. A także nadziei i wiary.
Czy ta recenzja była przydatna?

Rok

Ocena:
Autor: Michał
Data:
To byłą jedna z pierwszych książek Kinga jakie przeczytałem i w dużej mierze to jej zawdzięczam fascynację tym autorem. Trzy bowiem z czterech zawartych w niej nowel, należą do jednych najlepszych utworów w dorobku Króla i pokazują prawdziwy geniusz tego autora.

Pierwsza z nich to legendarni „Skazani na Shawshank” i po jej przeczytaniu tylko jedno przychodzi do głowy – film choć wierny, nie dorasta jej do pięt. I dlatego moja ocena historii to 8/10.

Druga, „Zdolny uczeń”, jest jeszcze lepsza: bardziej wciąga, bardziej emocjonuje, bardziej szokuje i choć może nie jest tak przewrotna jak „Skazani...”, to przy jej wielkości wyrządziłbym jej krzywdę oceniwszy mniej niż na 8,5.

Trzecia, „Ciało”, to już absolutna perełka, jeden z najlepszych utworów Kinga i bez dwóch zdań najlepsza nowela jaka wyszła spod jego ręki. Typowa dla niego opowieść o pisarzu i dzieciństwie, z pierwszoosobową narracją i wspaniałą lekkością. Wspaniała, nostalgiczna... Cudo! 9,5, to moja ocena.

I wreszcie ostatni i najsłabszy za razem tekst „Metoda oddychania”. Średnio udana, dość makabryczna historia z przesadzonym zakończeniem, która stanowi jedyny horror w tym zbiorze. Mimo tych minusów, dla fanów Króla tekst raczej obowiązkowy, łączący się z pewnym opowiadaniem ze „Szkieletowej załogi”. Ocen jednak to tylko 6, bo przecież mogło być dużo lepiej.

Jaka więc jest moja ostateczna konkluzja odnośnie tego zbioru? Przewidywalna: kto nie czytał, niech jak najszybciej nadrobi ten błąd, szczególnie że kieszonkowe wydanie kosztuje ledwie kilkanaście złotych, bo nie co dzień zdarza się książka tak wysokich lotów w literaturze popularnej.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Stephen King to jeden z moich ulubionych autorów, ale często zdarza mu się popełnić dzieła naprawdę ciężkostrawne. I choć chciałbym powiedzieć, że w przypadku Stukostrachów, jednego ze swych najdłuższych dzieł, tak nie jest, to nie mogę.

Fabuła jest typowo Kingowa: otóż główna bohaterka natyka się na coś dziwnego w ziemi i zaczyna to odkopywać. Wywołuje to lawinę zdarzeń, które prowadzą do całkowitej przemiany ludzi w okolicy i serii dziwacznych zdarzeń.

Niby jest wszystko to co u Króla kochamy najbardziej: powolne zawiązanie akcji, małomiasteczkowe klimaty, duża liczba bohaterów, wiele wątków obyczajowych (w tym osobistych - jeden z głównych bohaterów Gardner to jakby sam Stephen, alkoholik po przejściach)... ale czegoś w tym brak. Akcja toczy się za wolno, King często przynudza, a styl jest naprawdę momentami ciężkostrawny. Do tego masa pomysłów jest kompletnie nietrafiona (ożywione sprzęty gospodarstwa domowego, czy temat miesiączkowania wałkowany raz po raz, w odróżnieniu od "Carrie", tu pozbawiony sensu, jakby był upustem jakiejś dewiacji autora), a wiele wytłumaczeń banalnych i nieprzekonujących.

A plusy? Jest sporo nawiązań do innych dzieł Kinga (choćby Talizmanu), nie brak momentami fajnego klimatu rodem z tanich thrillerów sf a na dokładkę mamy jeden z rozdziałów poświęcony Bece Poulson (kiedyś opowiadanie "Revelations of Becka Poulson" dołączone do wydania specjalnego "Szkieletowej załogi", zekranizowane, ale nie wznawiane i nigdy nie wydane po polsku). Jednak nie ratuje to książki.

Fani Kinga sięgnąć jednak po nią powinni. Choćby dla wyrobienia własnego zdania. Reszta: na własną odpowiedzialność.
Czy ta recenzja była przydatna?

Blaze

Ocena:
Autor: Michał
Data:
Clayton Blaisdell junior to olbrzymi, lecz ograniczony umysłowo bandyta. Zawsze współpracował z George'em, ale teraz George nie żyje, a Blaze (jak wszyscy go zawsze zwali) ciągle słysząc go w swej głowie, podejmuje się dokończenia wymyślonej przez niego akcji porwania dziecka zamożnego małżeństwa dla okupu. Tylko, co będzie, kiedy zakocha się w noworodku...?

King wymyślił Richarda Bachmana pod koniec lat 70, ponieważ pisał za dużo książek, a wydawca nie chciał wypuszczać na rynek tylu dzieł z jednym nazwiskiem. King zaczął więc wydawać pod pseudonimem powieści, które nie za bardzo pasowały do niego: krótkie, pozbawione fantastyki i zdecydowanie bardziej dosadne, niż reszta jego twórczości. Kiedy jednak został zdemaskowany, po wydaniu "Chudszego" w połowie lat 80, porzucił pseudonim. Nie na zawsze jednak, bowiem w 1996 roku wydał pod tym nazwiskiem "Regulatorów", a dekadę później "Blaze'a" właśnie.

Co można o tym tytule powiedzieć?

Przede wszystkim, że jest to prawdziwy Bachman. Nie jak "Chudszy" czy "Regulatorzy" - powieści grozy typowe dal Kinga - ale właśnie obyczajowy, surowy i dosadny. Pesymistyczny. Krótki. Stylistycznie nie Kingowy.

Czy to źle?

Absolutnie nie, bo książka po prostu zachwyca. Nie brak w niej emocji, genialnej psychologii i typowo bachamnowskiego zakończenia. Stylistycznie rzecz jest lekka, przyjemna i szybka w lekturze. Mocna, zachwycająca szczególnie rewelacyjnymi retrospekcjami i nie dająca się odłożyć na półkę przed końcem.

I za to ja po prostu kocham i polecam wszystkim tym, którzy uwielbiają inteligentną i przejmującą rozrywkę na wysokim poziomie.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Johna Hartigan to chyba jedyny uczciwy glina w Mieście Grzechu. Do emerytury pozostała mu godzina, ale trafia na ślad porwanej 11 - latki Nancy Callahan. Nancy uprowadził syn senatora, z zamiarem zgwałcenia i zamordowania, jak 3 poprzednie ofiary. John ratuje dziewczynkę, a pedofila masakruje, ale ten dobry uczynek ma swoje następstwa. Ranny i wrobiony w gwałt na Nancy trafia do więzienia. Spędza tam 8 lat dopóki Nancy znów nie zaczyna zagrażać niebezpieczeństwo...

Jeśli spojrzycie na listę komiksów wszech czasów "Ten żółty drań" będzie czekał na was na bardzo wysokiej pozycji. Uznany za najlepszy tom Sin City, za jeden z najlepszych komiksów na świecie, kusił was będzie do sięgnięcia po niego. I gwarantuję wam, nie będziecie żałować. Komiks zachwyca zarówno scenariuszem jak i rysunkami. Emocjami, które wzruszają, wstrząsają o zachwycają. Przepiękną historią o miłości silniejszej niz godność czy życie.

Niestety, album ma też spory minus i nie mam tu na myśli kiepskiego tłumaczenia, a błąd fabularny. Uwaga, spoiler! O jakim błędzie mowa? Pedofil wyciąga Johana z więzienia, żeby dorwać Nancy, tak? Tylko po co,skoro po wyjściu John znajduje jej adres w książce telefonicznej? Można to sobie wytłumaczyć, że chodziło o poznanie tajemniczej Cordelli (kto czytał, wie o czym mowa), ale czyżby przez 8 lat się tego sami nie domyślili?

Nie mniej, kupować i to koniecznie. Tak wielkie dzieło to rozkosz dla czytelnika. A błąd, choć tego nie lubię, zawsze można sobie umotywować i nie psuć nim lektury.

Cudo!

P.S. A jeśli przyjrzycie się uwaznie kadrom w tle dostrzeżecie też i samego Millera. Franka oczywiście
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Moje pierwsze spotkanie z dziełami Franka Millera odbyło się na stronach nieistniejącego już magazynu Świat Komiksu, gdzie przedstawiono dwa króciutkie komiksy z cyklu Sin City. Zafascynowany kreską i opiniami w Produkcie jak najszybciej nabyłem kilka dzieł owego pana a jednym z nich było właśnie Sin City - Miasto Grzechu i...

Fabuła jest tu - wydawałoby się - prosta do bólu. Główny bohater Marv budzi się obok martwej kobiety. Kobiety, z którą spędził noc nie mając pojęcia dlaczego przespała się właśnie z nim - najbrzydszym i najgorszym osobnikiem z całej knajpy. Teraz Marv jest załamany. Ewidentnie ktoś zabił ową kobietę - Goldie - i stara się go wrobić w morderstwo. Uciekając przed policją podejmuje się własnego śledztwa, a cel ma tylko jeden - mordercy Goldie zrobić coś dużo gorszego niż spotkało ją...

Nie wiem dlaczego ale jest w tym komiksie siła i moc jakiej nie spotkałem nigdy w żadnym innym. Może to niezwykłe rysunki Franka Millera, może precyzyjny scenariusz, może niesamowicie głębokie postacie i zaskakujące rozwiązania fabularne, a może coś, czego nie da się ubrać w słowa, ale Sin City ma w sobie coś, co nie pozwala by komiks leżał na półce. Wciąż chce się do niego wracać, wciąż chce się go na nowo podziwiać i wciąż będzie się nim zachwycać na nowo. A zakończenie dosłownie wstrząśnie Wami i wielu z pewnością wyciśnie łzy. I nie ważne, który raz z rzędu (jak pisał pewien krytyk - w odniesieniu jednak do tomu Ten żółty drań) będziecie je czytać - ze swej siły nie straci nic.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Któż z nas nie zna Marvela. Jego logo, biały napis na czerwonym tle, kojarzą chyba wszyscy w cywilizowanym świecie. Szczególnie teraz, gdy od lat trwa zwycięski pochód ekranizacji filmowych zdobywających czołowe miejsca wszelkich box office. Ale cóż możemy o tej firmie powiedzieć? Że przeszła metamorfozę od pucybuta do milionera? Że jest wiodącą na rynku? Cóż, poza wymienieniem takich tytułów spod jej szyldu jak Spider-Man, X-Men, Avengers czy Fantastyczna Czwórka, możemy wspomnieć?

A jednak o Marvelu powiedzieć można dużo i to w naprawdę imponujący sposób, co zaprezentował Sean Howe w tej absolutnie wielkiej i koniecznej dla fanów komiksów książce.

Zakres omawianego przez niego tematu imponuje pod każdym względem. Autor swoją opowieść rozpoczyna na pół wieku przed powstaniem Marvela, w roku 1908, kiedy to na świat przychodzi Martin Goodman, człowiek odpowiadający za firmę, która stała się zaczątkiem największego komiksowego wydawnictwa w historii. Myliłby się jednak każdy, kto sądzi, że jest to prosta i urocza historia, jaką od lat malowali na naszych oczach redaktorzy tam zatrudnieni. To, co bowiem prezentuje nam Howe - prezentuje subiektywnie, szczerze i profesjonalnie, przedstawiając częstokroć sprzeczne ze sobą wypowiedzi różnych stron konfliktu (bo konfliktem Marvela można w skrócie scharakteryzować) - to gorzka, smutna, denerwująca czasem historia molocha, który zaczynał jako firma opierająca się tylko i wyłącznie na nepotyzmie, a stał korporacją, która za nic miała fanów, licząc tylko na zysk. Korporacją, która mieliła każdego, kto dla niej pracował, wykorzystywała, okradła, zabijała czasami doprowadzając do zgonu stresem i pracą. Przede wszystkim jest to jednak opowieść o ludziach, poprzez pryzmat których poznajemy Marvela. Scenarzystach, rysownikach, redaktorach... Każdym, kto był trybikiem tej wielkiej maszyny. I właśnie to sprawia, że ponad 500-stronnicowy tom, czyta się z fascynacją i wypiekami na twarzy. Biografie tych ludzi, ich wzloty i upadki, marzenia, kompromisy, miłości, tragedie i nieliczne zwycięstwa i czyta się je, jak rasową, znakomicie napisaną powieść, dając się porwać emocjom i wzruszeniom.

Niestety, każdy kto widział w tych ludziach legendy i wzory, swoich idoli, może poczuć się rozczarowany nimi i zawiedziony. W większości bowiem byli to kombinatorzy, cwaniacy, czasem zwyczajne świnie. Nie stronili od narkotyków, niektórzy byli rasowymi zboczeńcami, złodziejami... Po prostu ludźmi. Nikim więcej. Słabymi, miotającymi się ludźmi.

Ważna jest to książka i warta przeczytania. Polski rynek komiksów amerykańskich też zaczynał się od Marvela, kiedy w 1990 wydawnictwo TM-Semic wypuściło pierwszego Spidermana do kiosków, a na dodatek to właśnie Marvel zawsze cieszył się u nas największym powodzeniem. Dla fanów komiksu jest więc to pozycja - jak już wspominałem - absolutnie konieczna, ale nie tylko oni powinni po nią sięgnąć. Każdy, kto ceni sobie historie na faktach, a także i wszyscy ci, którzy zainteresowania swe ukierunkowali na takie tematy, jak socjologia, amerykańska kultura masowa, ekonomia... Praktycznie każdy znajdzie tu coś dla siebie i gwarantuję, że nie będzie się nudził ani przez chwilę. Więcej, będzie się wahał, czy chce tę książkę przeczytać jednym tchem, bo nie może się zdobyć na to, by odłożyć ją na półkę, czy może wydzielać ją sobie po kawałku, by na dłużej wystarczyła ta przyjemność.

Dlatego polecam ją Wam całym sercem a wydawnictwu Sine Qua Non serdecznie dziękuję za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.
Czy ta recenzja była przydatna?

Dolores

Ocena:
Autor: Michał
Data:
Dolores zabija swojego męża. Dlaczego? To pytanie nurtuje wszystkich, którzy znali tę spokojną kobietę. Dlaczego to zrobiła? Aresztowana zaczyna składać zeznania i snuć historię swego życia i małżeństwa...

Powieść przedstawiona zostaje nam, czytelnikom, jako transkrypcja wypowiedzi Dolores w trakcie przesłuchania. Transkrypcja jej monologu. I taki zabieg naprawdę tu pasuje. Relacja biednej spokojnej kobiety nie opowiada nam jakiejś historii grozy (jak można by sądzić po nazwisku King na okładce), ale obyczajową fabułę o trudnych relacjach mąż - żona. Przyprawioną oczywiście szczyptą fantastyki (w nawiązaniu do "Gry Geralda", poprzedniej i pierwszej zarazem części tzw Trylogii Kobiecej), ale obyczajową właśnie.

I w tym przede wszystkim (jak i w innych świetnych dziełach Króla Horroru) tkwi największa siła "Dolores..." Może nie jest to książka do końca spełniona (mi czasem brakowało emocji) ale na pewno świetnie napisana, lekka stylistycznie, pozbawiona dłużyzn i nielogiczności, prawdziwa, życiowa, wciągająca i angażująca czytelnika. I choćby tylko dlatego warto.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Nastoletnie Carrie to dziewczyna, której nie lubi chyba nikt w szkole. Niezbyt urodziwa, dziwna, wychowywana przez opętaną religią matkę służy za szkolne pośmiewisko. Wszytko zmienia się wraz z pierwszą miesiączką, dy w dziewczynie przebudzają się zdolności telekinetyczne. Zaproszona na szkolny bal jest nieświadoma, że oznacza to kolejną porcję upokorzeń, ale i jej prześladowcy są nieświadomi do czego może to doprowadzić.

Debiutancka powieść Kinga to jedna z najlepszych w jego karierze. Nie przesadzona, pozbawiona dłużyzn jakie zdarzać mu się będą w przyszłości, czyta się jednym tchem i zachwyca od początku do końca. Przejmuje, wzrusza, wkurza... Nie wiele tu grozy, ale nie dla grozy Kinga się czyta. Największą siła jego książek są portrety socjalno/psychologiczne i przeważające wątki obyczajowe i tych na pewno tu nie brakuje.

Nie znaczy to jednak, że typowo horrorowych elementów tu nie uświadczymy. Jest ich całkiem sporo (nie mylić oczywiście z grozą) i są to najlepsze z podobnych elementów w karierze Króla. Szczególnie finał, który ma wszystko to, czego potrzeba dobrej, krwawej opowieści.

A minusy? Powieść owszem posiada ich nieco - charakterystycznych dla debiutantów - ale są one niemal nie dostrzegalne i w niczym nie psują odbioru książki. Tak więc, jeśli lubicie Stephena musicie przeczytać Carrie i to koniecznie. Jeśli nie... cóż... i tak polecam. Jest to książka tak świetna, że może polubicie Króla Horroru.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Michael Noonan traci żonę. Jej śmierć wyrywa dziurę w jego życiu. Do tej pory był znanym pisarzem. Teraz nie jest w stanie napisać niemal niczego. Nie mogąc poradzić sobie ze wspomnieniami i własnym życiem, wybiera się do domku nad jeziorem, w którym spędził z ukochaną wiele szczęśliwych chwil. Odzyskuje tu swoje pisarskie zdolności, ale i doświadcza czegoś nadnaturalnego. W tym miejscu żyją duchy i mają co do Michaela konkretne plany...

King to chyba jedyny pisarz na świecie, któremu uprawianie autoplagiatu nie tylko uchodzi z dobrym zyskiem, ale bardzo często udaje się lepiej niż pierwowzór. A "Worek kości" to nic innego jak plagiat "Lśnienia" i to trzeba zaznaczyć - lepszy od oryginału. W obu przypadkach dostajemy opowieść i pisarzu na odludziu i niemocy twórczej. O duchach nawiedzających jego życie i szaleństwie, ale "Worek..." ma w sobie coś jeszcze. Jakąś niesamowitą lekkość narracyjną i cudowny klimat. I oczywiści miłość.

"Worek..." wydaje się być rasowym horrorem, ale na szczęście King, tworząc go, poszedł w zupełnie innym, lepszym dla powieści kierunku, czyniąc z niej obyczajową historię z wątkami paranormalnymi, które służą jedynie podkreśleniu pewnych uczuć, czy zdarzeń, a nie stanowią główną oś fabuły.

I jest też pewien zabieg, który w kolejnych powieściach wszedł Królowi w nawyk, a który tu jest nie tylko świeży, ale i genialni. Nie będę pisał o jaki zabieg chodzi, bo wiele by to zepsuło, ale ci, którzy czytali "Komórkę", albo "Dallas' 63", zrozumieją o co chodzi. Powiem tylko, że w pewnym momencie chce się zacząć dusić autora, za to co czyni z pewnym bohaterem - tak silne daje nam emocje.

Tak więc konkluzja będzie prosta: POLECAM I TO GORĄCO. To po tej powieści utwory Kinga zaczęto zaliczać do popularnej literatury wyższej i to w pełni zasłużenie.

Super!
Czy ta recenzja była przydatna?

Zieleń

Ocena:
Autor: Michał
Data:
Paul Edgecombe to strażnik więzienny pracyjący wśród skazanych na karę śmierci więźniów. Tytułowa Zielona Mila to dywan, po ktorym skazańcy kroczą do pomieszczenia z krzesłem elektrycznym. Paul wiedzie zwyzajne życie do momentu, w którym w więzieniu nie pojawia się on. Olbrzymi i nad wyraz spokojny John Coffey aresztowany za gwałt i zabójstwo na dwóch dziewczynkach. John Coffey, który nie tylko wydaje się byc niewinny, skazany na śmierć przez pomyłkę, to na dodatek jest posiadaczem niezwykłych mocy...

Połowa lat 90 była dla Kinga jednym z najgorszych okresów literackich. Po świetnej "Dolores Claiborne" zaczął wydawać co raz gorsze pwoeiści z jedną z nasłabszych w swej karierze "Brzsennością" na czele. Tym bardziej cieszy więc fakt, że "Zielona mila" to taka zielona wysepka na tej pustyni twórczej posuchy (która potem ciągnęła się dalej w takich ksiązkach jak "Desperacja" czy czwarty tom "Mrocznje Wieży"). I to wysepka aż bijąca po oczach soczystą zielenią.

To co w "mili" stworzył Król, można śmiało nazwać jedną z najlepszych powieści w jego karierze, co przy jego ponad 50 tomowej bibliografi jest faktem znaczącym. Powieść kryjąca się pod tym tytułem to znakomicie i lekko napisana historia, pełna wzruszeń i emocji znanych z najbardziej cenionych dokonań Kinga. To nie jest horror, ba!, nawet fantastyki jest tam nie wiele, ale jak już wilokrotnie pisałem, siłą książek Stephena są wątki obyczajowe, a czymże innym jest "Mila..." jak nie powieścią obyczajwą? Powięścią stawiającą zarazem filozoficzne pytanie: Czy człowiek mógłby zabić kolejnego Mesjasza?

Nie brak więc dylemaótw moralnych i niewygodnych kwestii. Nie brak też sensacji i akcji, a i elementy grozy też znajdą dla siebie miejsce. Dostaejmy więc kolaż Kingowych motywów złożonych w smakowite danie, do którgo chętnie chce się wrócić. A na deser dostajemy pewną nowość w postaci praktycznie braku powiązań z innymi powieściami Króla.

Minusy? - zapytacie. Niestety są. A właściwie jest, bo mowa tu o jednym zasadniczym minusie: powtrókowości. Cała fabuła, jeśli dojść do jej sedna, to kopia "Skazanych na Schawshank", z takimi samymi rozwiązaniami fabularnymi (choć nie do końca). Taka sama, jaką dla "Misery" była "Gra Geralda". Ale cóż to za mnus na tle wspomnianych już plusów, prawda?

A co jeśli ktoś oglądał film? Co może mu zaoferować powieść? Może nie inne zakończenie, może nie masę zaskoczeń, ale na pewno mnóstwo emocji, które film spłycił i mnóstwo opowieści o innych więźniach (wcale nie mniej wzruszających), na które w filmie po prostu nie było miejsca.

I moja rada na koniec: kto nie czytał, niech żałuje i jak najszybciej nadrobi ten błąd. W końcu powieśc w wersji kieszonkowej (ponad 500 stron) można kupić za ok 15zł a to bardzo niska kwota. Szczególnie jak na taki tytuł.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Michał
Data:
Miasteczko Salem położone w malowniczej scenerii Nowej Anglii zostaje nawiedzone przez zło. Zło w postaci najprawdziwszych wampirów. Czy pisarz i dziecko zdołają je pokonać?

Powieść kultowa, powieść legendarna, dla wielu horror wszech czasów, a dla mnie spore rozczarowanie. Była to jedna z pierwszych książek Kinga jakie wiele lat temu przeczytałem, ale nie była to do końca udana przygoda. Nie twierdzę, że jest źle, styl jest lekki i przyjemny, całość czyta się szybko, ale brak jej nastroju grozy i nieprzewidywalności. Całość jest bardzo powtórkowa, nieco przydługa i w pewien sposób miałka.Zbyt przereklamowana i niestety szybko wypadająca z pamięci lektura. Może winne tu było moje nastawienie. Liczyłem na wielki horror, a nie tego powinno się u Kinga szukać, ale wtedy dopiero zaczynałem mą przygodę z Królem grozy, który nie straszy, a który zachwyca obyczajowością i psychologią. Nie mniej zabrakło mi w tym jakiejś innowacji, nowości i czegoś ponad to, co już widziałem i czytałem.

Jednak dla fanów Mrocznej Wierzy pozycja obowiązkowa i nabierająca czegoś więcej, gdy łączy się ją ze światem MW.

Mimo narzekań więc, polecam tę powieść, bo może i nie jest najlepszą w dorobku Kinga, ale nie brak jej świetnych momentów i choć może chwilami wydaje się naciągana (jak choćby jej zakończenie) to jednak nie można jej odmówić tego, że była przyjemna.
Czy ta recenzja była przydatna?