Koszyk 0

Profil recenzenta:
Sebastian

  • recenzje: 138
  • osób uznało recenzje za przydatne: 108

Recenzje użytkownika

Autor: Sebastian
Data:
Jeszcze przed wydaniem pierwszego tomu zainteresowałem się nowym cyklem wydawniczym Rebisu. Wespazjan, bo o nim mowa - to zapowiedziany na siedem tomów cykl opowiadający historię i drogę do władzy jednego z ważniejszych rzymskich cesarzy.

Wespazjan - zapewne każdy kojarzy to imię, choć nie do końca wie kim był. Titus Flavius Vespasianus zapoczątkował dynastię Flawiuszów na tronie cesarskim. Sam został cesarzem dopiero w wieku 60 lat, a po nim na tronie zasiadali dwaj jego synowie. Cykl ten zainsteresował mnie podwójnie. Po pierwsze, jestem wielkim miłośnikiem tego typu tematyki, choćby tylko fikcją była, po drugie - czytam podobny cykl z Wespazjanem jako postacią drugoplanową - Orły Imperium. Będzie co porównywać, gdy Fabbri zaprowadzi Wespazjana do Brytanii.

Robert Fabbri jest wielkim miłośnikiem antycznego Rzymu. do Napisania pierwszego tomu przygotował się bardzo starannie. Cały cykl rozplanował na siedem tomów. Obecnie w Polsce wydano już dwa. Autor we wstępie przedstawia narodziny młodego Wespazjana, ale tak naprawdę swoją przygodę rozpoczyna w 25 r. n.e., gdy Wespazjan ma już 16 lat i jest typowym rolnikiem na wsi. Zajmuje się oczywiście prowadzeniem ogromnego folwarku rodziców, i nie myśli o karierze w służbie Rzymu. Sprawy jednak nabierają tempa, gdy do domu wraca jego starszy brat Sabinus - obecnie zaprawiony w bojach trybun rzymski. Wespazjan pod wrażeniem osiągnięć brata postanawia wybrać się z rodziną do Rzymu, gdzie obaj szybko zostają wplątani w polityczną grę o władzę. I tak Wespazjan trafia szybko do armii, gdzie zaczyna piąć się po szczeblach kariery.

Podejrzewam, że Fabbri mógł się nieco wzorować na telewizyjnym serialu HBO - Rzym. Czytając jego opisy miasta, ma się nieodparte wrażenie, że wygląda ono dokładnie tak samo jak w serialu. Ma to swoje zalety, gdyż uważam, że przedstawienie epoki w serialu było idealne, zatem wzorce Fabbriego są poprawne. Jego Rzym posiada wszelkie cechy typowe dla ówczesnych czasów - brutalność, rozpustę, dekadencję. Natomiast mniej cieszy mnie fakt, że autor luźno interpretował fakty. I tak właśnie w “posłowiu” dowiadujemy się, że wiele faktów w książce zostało mocno naciąganych. Zasadniczo sprowadza się to do tego, że jedynymi zgodnymi z faktami są imiona głównych bohaterów, oraz to, że Rzym był stolicą Imperium. Bardzo dosadnie Fabbri opisał wuja Wespazjana, senatora będącego jakże kolorowym przykładem zepsucia wyższych sfer Rzymu.

Dla miłośników epoki ta książka to rarytas. I w pełni mogę polecić jako pozycję obowiązkową. Tym bardziej, że kolejne tomy będą się pokrywać z wydarzeniami opisanymi w Orłach Imperium Simona Scarrowa. Tego już nie mogę się doczekać. Nie wiem na ile Fabbri opierał się na powieści Scarrowa, ale zaintrygował mnie jeden tekst odnośnie walki z mieczem na koniu. Młody Wespazjan wypowiadał się z zainteresowaniem o takim sposobie walki, pomimo że nie cieszy się zainteresowaniem wśród legionistów. Scarrow w swoje pierwszej powieści opisał jak Wespazjan walczył u boku swoich legionów z Brytami, właśnie na koniu. Przypadek?

Styl Fabbriego pozostawia wiele do życzenia. Autor pisze bardzo nierówno. Przeplata ciekawe intrygi z nudnymi opisami, tudzież dodaje brutalne sceny zabójstw czy po prostu obrazuje niewybredne metody tortur, że aż włosy dęba stają. Miejscami czuć opisywane zapachy, np. mocz, pot, kał, ścieki metropolii. Niemniej autor odrobił zadanie domowe na piątkę z plusem, gdyż powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Minusem mogą być dialogi, miejscami są nudnawe i bardzo infantylne. Wespazjan pretenduje do roli wesołego gostka, co chyba autor wyczytał w księgach historycznych - rzekomo był najzabawniejszym cesarzem - ale mu jakoś nie wyszło na kartkach.

Powieść na pewno zainteresuje miłośników epoki. Przymykając oko na spore rozbieżności można się bawić historią młodego Wespazjana. Mam nadzieję, że autor będzie stosować mniej takich uników i wypaczeń w późniejszych tomach, gdy będzie mieć pod ręką więcej tekstów źródłowych. Sama książka wydana jest w stylu rebisowym - twarda oprawa, obwoluta. Idealnie się prezentuje na półce.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Długo zabierałem się do lektury kolejnego tomu cyklu Orły Imperium. Niemniej bardzo żałuję, ponieważ seria Scarrowa czyta się bardzo szybko i miło. Na szczęście dostępny jest już tom IV, który mam nadzieję zakupić jeszcze przed końcem roku.

Polowanie to książka chudsza od poprzednich tomów. Zasadniczo różni się fabułą, brakuje budowanego kamień po kamieniu napięcia, jakie dało się odczuć przy czytaniu tomów I i II. Zapewne wpływ ma na to sytuacja legionów, które zdążyły się już zadomowić na podbitych ziemiach. Wcześniej wszystko zależało od powodzenia finałowych bitew, tutaj jednak od finałowego starcia zależało głównie życie żony i dzieci Plaucjusza.

Jest początek 44 roku n.e., zima na wyspach. Niesprzyjająca pogoda doprowadza do rozbicia płynących na wyspę statków Rzymu. Tylko nieliczni uchodzą z życiem, w tym prefekt floty oraz wyjątkowi pasażerowie - żona i dzieci dowódcy armii inwazyjnej - Aulusza Plaucjusza. Jak nietrudno się domyślić jego rodzina wpada w ręce tubylców, którzy sprzedają ich w ręce zaciekłych wrogów Imperium - Druidów walczących z legionami za pomocą bardzo brutalnych środków. Gdy Wespazjan i Plaucjusz dowiadują się o porwaniu wysyłają na specjalną misję zaufanych Marco i Katona wraz z sojuszniczymi tubylcami. Gra toczy się o wysoką stawkę, bowiem rozwścieczony Plaucjusz w sytuacji gdy jego rodzina zginie, gotów jest utopić wyspę we krwi tubylców.

Polowanie to bardzo dobrze napisana powieść. Scarrow pokazał już w poprzednich tomach, że do pracy przygotował się bardzo solidnie. Ale niepokoi mnie mimo wszystko zbyt duża ilość wtrąceń do treści, która przypomina bardziej język współczesny niż starożytny. Trudno jest mi stwierdzić, na ile jest to sprawka autora, a na ile tłumacza. Bardziej wiarygodne były powieści z trylogii Władcy mórz, gdzie autor starał się oddać w języku dosłowne zachowania ówczesnych Rzymian - np. “przeklął Fortunę”. U Scarrowa nie doświadczymy takich smaczków. Mamy za to zdecydowanie więcej wulgaryzmów, które... prawdopodobnie, były charakterystyczne dla rzymskiego pospólstwa, zwłaszcza tego odbywającego służbę w legionach. W powieści, a w sumie i całym cyklu, zanotujemy brak dodatków budujących klimat ówczesnego świata i mistycznego Rzymu. Gdybyśmy zatem z powieści usunęli wszystko co dotyczy Orła, opisów sprzętu, hierarchii, to trudno byłoby jednoznacznie stwierdzić jaką epokę autor opisuje. Na pewno byłoby bliżej współczesności niż starożytności. Ale i nawet wtedy zauważymy, że jest to bardzo dobra powieść.

Książka jest wydana bardzo ładnie. Miekka okładka ze skrzydełkami, na których znajdują się miniatury poprzednich tomów i zapowiedź tomu IV. Z tyłu krótkie bio autora. Na wstępie książki znajduje się schemat przedstawiający łańcuch dowodzenia w rzymskiej armii oraz uproszczona mapa południa wyspy podbitego przez Rzymian, wraz z zaznaczeniem miejscowości, w których toczy się akcja tej książki. Na końcu Scarrow dorzucił krótkie “od autora”.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
W moje ręce trafiła Trylogia Rzymska autorstwa fińskiego pisarza Mikai Waltari. Sama nazwa cyklu okazała się myląca, bowiem z samym Rzymem ma niewiele wspólnego. Jedynymi łącznikami z kręgiem Imperium jest główny bohater Marek oraz fakt, że bliski wschód był już pod panowaniem wiecznego miasta. I to był dla mnie największy zawód, ale mimo wszystko postanowiłem doczytać tom I do końca.

Książka została wydana po raz pierwszy w języku autora, w 1959 roku. Autor powieści, Mika Waltari nie żyje już od 33 lat, zmarł krótko po moich narodzinach. Tym bardziej czuję się w obowiązku zapoznać się z jego twórczością. Założenie powieści było bardzo ambitne, opisuje okres pięćdziesięciu dni chrześcijaństwa począwszy od śmierci Jezusa Chrystusa poprzez zmartwychwstanie i wniebowstąpienie. A wszystko to opisane oczami Rzymianina. W trakcie czytania autor stawia wiele niewygodnych pytań natury chrześcijańskiej, czego raczej wolę unikać wybierając kolejne powieści do biblioteczki.
Przyznam, że powieść mnie trochę rozczarowała. Do strony 100-150 rozwija się całkiem ciekawie. Wygląda jak opowieść-przygoda ciekawskiego Rzymianina, który dziwnym zbiegiem okoliczności staje się świadkiem ukrzyżowania Chrystusa. Wydarzenie to robi na nim tak ogromne wrażenie, że postanawia temat drążyć i dowiedzieć się więcej na temat tajemniczego Królestwa. Niestety, im dalej, tym więcej teologicznych dysput z uczniami Jezusa i jego wyznawcami. Sporo myśli z książki jest nam dobrze znanych (temat do bólu ponadczasowy), niektóre są nieco infantylne, co sprawia, że w dalszej części powieść po prostu nudzi i usypia. Siłą książki jest również jej konserwantyzm, a raczej konserwantyzm autora - w końcu książka napisana w 1959 roku, musi dziwić zwłaszcza, że światopogląd zmienił się ostatnio drastycznie na niekorzyść Kościoła.
Zapewne wytrychy językowe nawiązujące do współczesności dorzucono w tłumaczeniu. Trochę psuje to obraz powieści, będąc świadomym, że czyta się powieść mającą już ponad pół wieku. Z drugiej strony taki zabieg mógłby sprawić, że książkę będzie się czytać łatwiej młodemu pokoleniu.

Mika Waltari, pisarz bardzo popularny w świecie wyjątkowo dobrze przyłożył się do Tajemnica Królestwa. Jego wyobraźnia godna jest pozazdroszczenia. Powieść napisana w formie listów do ukochanej kobiety opisuje jego podróże, badania i odkrycia mające na celu ułatwienie poznania dziejów Jezusa z Nazaretu, jego uczniów i nauk. Judea jest ukazana bardzo realistycznie. Stosunki między żydami, chrześcijanami i Rzymianami oddane poprawnie z naukową precyzją. Żydzi ukazani są jako zamknięta społeczność, niechętna obcym. Wszystkie postacie wydają się być takie jakie znamy z lekcji historii i religii. Choć historia jest mocno przesadzona, i miejscami miałem wrażenie, że na siłę dopisana, to warto wspomnieć, że główny bohater - Marek Mezencjusz Manilianus dociera do sedna sprawy i udaje mu się nawet spotkać zmartwychwstałego Jezusa. Jak to w powieściach historycznych bywa, wiele rzeczy dopisuje się, stąd mamy dość dokładny opis rozmowy (w wersji autora) Zacheusza z Cyrenejczykiem, spojrzenie na Szymona niosącego z Jezusem krzyż i kłótnie apostołów, których obecnie nigdzie nie uświadczymy.
Tu jednak kończą się plusy, a zaczyna się lista minusów. Powieść napisana jest bardzo schematycznie i niestety z przykrością to stwierdzam, przenosi do starożytnego Rymu współczesne przesądy i schematy dotyczące np. Żydów, którzy zabili Jezusa. Przedstawia ich jako zupełnie oddzielną rasę knujących i węszących spiski zakompleksionych ludzi.

Na pewno będzie to gratka dla miłośników tematu. Pomimo, że fakty wymieszano z fikcją, to książka stanowi bardzo solidne źródło informacji o początkach chrześcijaństwa. Mogę ją z ręką na sercu polecić, ale na pewno nie osobom, które tak jak ja, chciałby dzięki niej poznać bliżej panowanie rzymskie na Bliskim Wschodzie. To nie dla nas.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Pierwszy epizod starej trylogii, a w rzeczywistości IV to książka autorstwa Alana Deana Fostera, który nie wiedzieć czemu, został na okładce zastąpiony przez Georgea Lucasa. W skrócie, jest to adaptacja, ale poza tym otrzymujemy kilka smaczków, dzięki którym spoglądamy na powieść jak na film w wersji reżyserskiej.

Od zawsze zastanawiało mnie jak Luke tak szybko się zżył z grupą pilotów na Yavinie. Oto już wiem. W filmie brakuje kilku istotnych scen. A może później dopisano je tylko po to, aby rozbudować film o dodatkowe elementy i sprzedaż książkę w większym nakładzie. W kilku dodatkowych rozdziałach pojawia się kumpel Luka z Tatooine - Biggs, którego poznajemy tylko przelotnie pod koniec filmu. Są to sceny dość istotne, które obrazują położenie młodego Skywalkera i jego chęć do opuszczenia Tatooine. Jeszcze słabiej zostaje w filmie przedstawiony pilot Wedge Antilles, który w późniejszych powieściach stanie się znaczną postacią (seria X-Wings), a w filmie po prostu pojawia się jako pilot bez imienia. Lukas zadbał, by zbudować mu jakiś background. Nie jest dla mnie jasne, czy stało się to przed serią X-Wingów, czy już po.

Są to dość istotne elementy, o których każdy fan SW powinien wiedzieć. Ale poza takimi dodatkami w książce pojawiają się również szersze opisy dwóch głównych mrocznych postaci - Tarkina i Vadera. Obaj panowie w książce są bardziej jak współzawodnicy, którzy piastują podobne stanowisko. Rola Vadera w powieści wyraźnie została powiększona. I chyba to jedyne postacie warte uwagi. Świadom jestem tego co piszę, wszak każdy, kto przeczytał Nową nadzieję musiał widzieć film, więc nie da się uniknąć chęci porównywania książki do filmu. Stąd śmiało mogę powiedzieć, że w zawierającej około 240 stron książce zabrakło bardzo wielu opisów. Zwłaszcza takich, które budują klimat Epizodu IV. Tutaj po prostu tego zabrakło. Również poza dwoma wcześniej wspomnianymi panami, brakuje czasu na opisanie innych postaci. Gdybym nie widział filmu zrozumiałbym to tak, że bohaterami jest niedołężny staruch, smarkacz, pilot pajac, jakiś włochaty orangutan, chyba panienka, roboty i dwie super fajne postacie - Tarkin i ten czarny.

Z bardziej udanych rzeczy: atak na Gwiazdę Śmierci. Został opisany bardzo dokładnie, nawet ciut lepiej niż w filmie. Miałem wrażenie, że autor postanowił zapisać wszystkie wolne kartki i stąd taki dokładny opis, wraz z przedstawieniem postaci po nazwisku. Również zachowanie Vadera było wyjątkowe. Tzn, takie, że możemy założyć, że pod tą maską również był człowiekiem i posiadał ludzkie odruchy, a Tarkina traktował jak rywala a nie pana.

Czuć pewien niedosyt oraz pieniądze. Ale nie takie, które przeznaczono na napisanie i wydanie książki, tylko takie, które Lukas zlicza po sprzedaży tego niezwykle niskich lotów dzieła. A szkoda, bo książka ta powinna być przykładem twórczości. W końcu wielu z nas zaczynało przygodę z Gwiezdnymi Wojnami od tej części. Zapewne za namową starych koneserów, wielu nowych adeptów również od Nowej nadziei zacznie swoją przygodę z sagą. A tu taki zgrzyt.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Kobieta, która nie miała w swoim ręku żadnej władzy do czasu usadzenia syna na tronie. Książka opisuje dzieje matki młodego Henryka Tudora, późniejszego króla Henryka VII pierwszego króla Anglii z dynastii Tudorów. Jak łatwo się domyślić jest to opowieść o konflikcie Wojny Dwóch Róż, tyle że historia opowiedziana jest z przeciwnego punktu widzenia. Małgorzata Beaufort to młoda kobieta będąca w ówczesnych czasach przeciwwagą dla Elżbiety Woodville - białej królowej. Oczywiście w tym wypadku biały i czerwony to kolory wzięte z róż-symboli rodów Lancasterów i Yorków.
Narratorem jest Lady Małgorzata Beaufort, żyjąca w Anglii podczas konfliktu zwanego Wojną Dwóch Róż (1455-1485). Życie Małgorzaty okazuje się być niezwykle trudnym. Będąc dziedziczką rodu Beaufortów zostaje młodo wydana za mąż za dziedzica Tudorów. Wynikiem tego związku jest Henryk Tudor, spadkobierca korony po Lancasterach i Yorkach. Małgorzata wydaje się być postacią tragiczną. Jej dorosłe życie zaczyna się w wieku 12 lat, gdy wychodzi pierwszy raz za mąż. Po raz trzeci wychodzi jeszcze przed trzydziestką. Mimo tego, wydaje na świat tylko jednego potomka, dla którego poświęca całe życie. Jej celem jest usadzenie go na tronie Anglii, gdyż Henryk Tudor staje się naturalnym dziedzicem korony, gdy walczące ze sobą rody Lancasterów i Yorków w ciągłych wojnach eliminują kolejnych pretendentów. Małgorzata początkowo wierna Henrykowi VI, przechodzi na stronę Yorków, gdy zmuszają ją do tego okoliczności. Choć opowiada się za panującym nowym królem, to jednak ciągle knuje intrygi, za sprawą których na tronie ma zasiąść jej syn. Dopiero ostatni mąż, z którym świetnie się dogaduje i rozumie, pomaga jej w uzyskaniu korony dla młodego Henryka.
Powieść podobnie jak „Biała Królowa” pisana jest w formie pamiętnika. Podzielona na rozdziały od kilku do kilkudziesięciu stron i składają się na nie opisy konkretnych zdarzeń, czasem tygodni, miesięcy lub pór roku. Najciekawszą częścią obu tomów, a podejrzewam, że również całego cyklu będą zapewne wątki wspólne. Najważniejszym jest tutaj oczywiście tajemnicze zniknięcie dwóch synów Elżbiety Woodville, na temat którego jak dotąd niewiele wiadomo. Autorka przedstawia swoją tezę, jakoby obaj jej synowie zostali zamordowani przez jedną ze stron konfliktu. Do tej pory jednak nie wiemy którą. Po przeczytaniu „Czerwonej Królowej” pojawiło się wiele pytań odnośnie prowadzonej przez autorkę fabuły. Oczywiście spojrzenie na historię z drugiej strony było bardzo pomocnym i ciekawym rozwiązaniem. Dzięki temu można wyobrazić sobie konkretne postacie i wydarzenia oraz porównać je zgodnie z zapiskami pamiętników obu stron konfliktu. Zapewne po lekturze kolejnych tomów dojdą nowe wątki i światło dzienne ujrzą nowe fakty.
Małgorzata Beaufort była kobietą niezwykle religijną, co wówczas powszechnie uznawano za cnotę. Niestety w surowej Anglii dziewczynka spotkała się z dziwnym niezrozumieniem. Religijność ta oparta była na założeniu, ze Bóg kieruje jej losem, a powierzonym zadaniem jest osadzenie syna Tutora na tronie. Stąd ciągłe jej porównania własnej sytuacji do Joanny d'Arc, która pomogła wprowadzić na tron młodego Delfina wbrew toczącej się we Francji wojnie. Ale sposób, w jaki autorka przedstawiła religijności młodej rozpieszczonej Małgorzatki mogą zostać uznane za wesołe, odnoszę nawet wrażenie, że taki był zamiar autorki. Tłumaczy to jednak skąd u Małgorzaty taka determinacja w wykonaniu bożego planu. Pomimo, że wiele rozdziałów skupia się wokół losu naszej bohaterki, ukazując jej cierpienie i upokorzenie, to jednak nie można jednoznacznie powiedzieć, że jest to powieść skierowana do kobiet. Autorka nadała postaciom głębi niespotykanej w romansidłach - z resztą sytuacji miłosnych można ze świecą szukać. Gregory świetnie budowała napięcie i opisywała kolejne intrygi. Całość czyta się szybko i z głębokim zainteresowaniem.
Małgorzata sporo miejsca poświęca rozłące ze swoim synem, który wychowywał się z dala od niej i był jak obca osoba. Pojawia się również kilka epizodów dotyczących jej niespełnionej miłości do brata pierwszego męża - Jaspera Tudora. Do udanych natomiast należą opisy sytuacji militarnych i spiskowych, np. gdy decydowały się losy bitew. Są one najczęściej pobieżne, za to doskonale pozwalają się zapoznać z przebiegiem bitwy czy całej kampanii. Ostatnia bitwa, kluczowa dla całej historii jest opisana nad wyraz dokładnie i jej poświęcona trochę więcej miejsca.
Philippa Gregory w mistrzowski sposób zilustrowała XV wieczną Anglię. Jak sama pisze w nocie "od autora" bardzo dokładnie oddała wydarzenia ówczesnej epoki, przy okazji skupiając się na życiu zwykłych ludzi. Dzięki czemu dostaliśmy powieść niezwykle wiarygodną i bogatą w szczegóły. Wśród kilku elementów dodanych przez autorkę jest wcześniej wspomniany przeze mnie wątek zaginięcia synów króla Edwarda, ale są to elementy kluczowe w przypadku opisu konfliktu Wojny Dwóch Róż. Ponieważ tajemnica dwóch książąt do dziś nie została rozwikłana, autorka pozwoliła sobie na interpretację, ale nie naginając faktów historycznych.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Książka jest podzielona na rozdziały opisane datami, ale można śmiało podzielić powieść na trzy części, m.in. do czasu, gdy Edward ogłosił swoje małżeństwo, czas jego królowania oraz ostatnią część po jego śmierci. Powieść opowiada dzieje królowej Elżbiety Woodville - kobiety z ludu, która opisuje swoje życie od dnia poznania młodego Króla Edwarda IV walczącego jeszcze o prawa do tronu ze swoim poprzednikiem, aż do czasu objęcia tronu przez jego młodszego brata Ryszarda III. W pierwszej części autorka opisuje rodzące się pomiędzy dwojgiem ludzi uczucie i fascynację. Następnie, gdy Edward pokonuje swojego przeciwnika, sprowadza Elżbietę na dwór i ujawnia wszystkim, że jest jego małżonką. Wówczas zaczyna się właściwa część powieści, w której to Elżbieta zdaje się mieć wpływa na swojego męża i kształtuje politykę królestwa Anglii wg własnych upodobań, czyli upycha po ważniejszych stołkach członków swojej niskiego pochodzenia rodziny. Oczywiście taki sposób prowadzenia królestwa nie podoba się wielmożom, w tym Richardowi Nevill’owi, hrabiemu Warwick, który usadził Króla na jego tronie. Szybko rozpoczyna się kolejna walka o wadzę, z której młody Edward wychodzi zwycięsko. Ale jego panowanie było naznaczone szeregiem podobnych rewolt i wystąpień przeciwko monarsze. Dopiero w 1471 roku, w bitwie pod Tewkesbury udało się trwale pokonać wszystkich wrogów, a trzymanego w niewoli króla Henryka VI zamordowano. Odtąd nastąpił czas pokoju trwający do śmierci Edwarda w 1483 roku. Tym samym rozpoczynając dwuletnie starania Ryszarda III o zdobycie korony.
Na podstawie powyższego opisu można przyjąć, że tytułowa biała Królowa i jej mąż byli otoczeni wrogami ze wszystkich stron. Należy pamiętać, że Yorkowie uzyskali tron dzięki zwycięstwu w buncie, i bardzo dyskusyjne jest, czy ten tron im się należał, bowiem Edward IV zasiadł na nim, gdy żył jeszcze jego poprzednik Henryk VI. Dodatkowo został on zgładzony na rozkaz Edwarda. Historia nie znosi niesprawiedliwości - obaliła Yorków. Ich miejsce zajęli Tudorowie - młodsza linia Lancasterów, czyli uznać można, że sprawiedliwości stało się zadość. Z opisów możemy również wywnioskować, że królowa Elżbieta nie do końca była postacią wyrozumiałą i pokojowo nastawioną. Oskarżono ją o nepotyzm, toczyła ją nienawiść i chęć zemsty na Warwicku oraz bracie króla - Jerzym, których uważała za odpowiedzialnych śmierci jej ojca i starszego brata. Sama również nie stosowała litości wobec swoich wrogów, każąc ich ścinać i wyciągać z sanktuariów, w których się kryli w obliczu klęski. Co oczywiście nie przeszkadzało jej korzystać dwukrotnie z kryjówek w klasztorach, gdy sama miała problemy z utrzymaniem władzy i jej wrogowie panoszyli się po Londynie jak u siebie. Z punktu widzenia historycznego jest to całkowicie oczywista sprawa, bowiem najczęściej to Bóg “był z nimi”, dodatkowo była żoną namaszczonego króla, a pozostali pretendenci do tronu to zwykli zdrajcy i buntownicy. Niemniej ciekawie jest przeczytać, gdy osoba decydująca o życiu poddanych znajduje się nagle na ich łasce. Autorka uknuła również ciekawą intrygę związaną z dwoma synami Elżbiety Woodville, tzw. Książętami z Tower, których kazał uwięzić Ryszard III, a następnie w niewyjaśniony sposób zniknęli z tego świata. Gregory tłumaczy słowami Elżbiety, że ta podmieniła swojego młodszego syna na pazia, i odesłała na kontynent umieszczając go wśród zwykłych ludzi. Autorka sugeruje, że synowie królowej zostali zgładzeni a ich szczątki pogrzebane przy schodach z Tower. I faktycznie, w XX wieku odkryto w tym miejscu dwa wybrakowane szkielety, jednak panująca Elżbieta II odmówiła możliwości zbadaniach szczątków. Nie świadczy to jednak, że faktycznie były to szczątki synów Elżbiety. Philippa Gregory rozpisała ten wątek, aby dopasować go do rzeczywistych wydarzeń. Autorka sama przyznaje, że w wielu przypadkach musiała rozwinąć historię o własne domysły, bowiem historia z drugiej połowy XV wieku nie jest dokładnie spisana, ówcześnie nie prowadzono dokładnych roczników, a decyzje podejmowano czasem naprędce. Dlatego autorka musiała podjąć się trudnego zadania zapełniania tych dziur. Aby ubarwić historię skorzystała również z bardzo popularnych wtedy tematów magii i okultyzmów. Autorka zasugerowała, że Elżbieta wywodząca się z prastarego rodu mogła praktykować magię i tym samym sprowadziła na Anglię kataklizm w postaci długich opadów. Pojawiły się również spekulacje, że Elżbieta uwiodła Edwarda używając czarów, co też wypominano jej, aż do śmierci.
Wielce jestem zainteresowany twórczością Philippy Gregory. Jeśli faktycznie „Biała Królowa” jest jej najsłabszą powieścią, to nie mogę doczekać się przeczytania wcześniejszego cyklu - Opowieści Tudorowskich. Ale zanim to nastąpi, chciałbym zapoznać się z kolejnymi tomami Wojen Kuzynów.
Autorka bardzo realistycznie opisała postać Elżbiety Woodville. Pomimo braku skrupułów, jakimi kierowała się Królowa, nie sposób nie wciągnąć się w jej opowieść i polubić. Zwłaszcza, w momentach, gdy cierpiała po stracie dzieci, rodziców i braci. Albo, gdy myślami była przy wojującym Edwardzie. Polecam książkę miłośnikom historii, bowiem o okresie zwanym Wojną Dwóch Róż słyszał zapewne każdy, ale jeśli chcecie dowiedzieć się dokładniej jak przebiegał konflikt, a nudzi Was typowa podręcznikowa proza - zachęcam do zapoznania się z powieścią.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Bohaterka trzeciej książki z cyklu Wojny Kuzynów – Jakobina Luksemburska była na dworze króla jedynie dworką, obserwatorką. Ale jej historia okazała się nadzwyczaj interesująca, godna osobnej, opasłej powieści.
Władczyni rzek opowiada nieznaną historię Jakobiny Luksemburskiej, angielskiej księżnej, a później także królowej matki. Była kobietą, która sama kierowała swoim losem, nie bacząc na przeciwności. Żyła w świecie mężczyzn, a jednak udało jej się ukształtować losy swojego rodu tak, aby wynieść go na wysokości.
Tytułem wstępu: Jakobina poślubia księcia Bedforda, jako piętnastoletnia dziewuszka, stając się tym samym najpotężniejszą kobietą Francji i drugą w Anglii. Ale jej przeszło dwa razy starszego męża interesują wyłącznie magiczne zdolności Jakobiny, które podobno odziedziczyła po Meluzynie, legendarnej założycielce rodu. Księżna zostaje zapoznana przez męża z tajnikami alchemii oraz rozległą wiedzą ze świata nauki, który chłonie jak gąbka. Po krótkim małżeństwie Jakobina wraca do Anglii, gdzie zakochuje się w giermku swojego zmarłego męża. Pobierają się w tajemnicy, a dzięki przychylności króla winy są im wybaczone i zaczynają życie od nowa. Tym samym Jakobina trafia na dwór królewski pod skrzydła królowej Małgorzaty, a jej mąż staje się narzędziem w ręku króla Henryka VI. Oboje, choć wykonujący zupełnie inne zadania, pracują na rzecz Lancasterów. Jednak gdy zaostrza się konflikt pomiędzy królową a inną gałęzią królewskiego rodu, Jakobina zaczyna dostrzegać zło, jakie niesie ze sobą wojna i zniszczenie. Potajemnie wkracza na zdradziecką ścieżkę, aby uchronić swoich bliskich przed nadciągającą burzą.
Władczyni rzek, to trzeci tom w cyklu Wojny Kuzynów, znanej pisarki Philippy Gregory. Powieść stanowi ciekawy prequel do historii opisanej we wcześniejszych tomach Biała królowa oraz Czerwona królowa. Autorka przyznała, że historię Jakobiny wzięła na tapetę dopiero podczas pisania Białej królowej, czyli historii życia córki Jakobiny. Dlatego też powieść nie przedstawia całego życia księżnej, a jedynie historię do czasu spotkania Elżbiety z królem Edwardem IV.
Powieść jest bardzo rozległa, liczy sobie ponad 550 stron, ale nie jest to szokująca grubość, jeśli chodzi o biografię. Życie Jakobiny jest niezwykłą przygodą i pomimo opisaniu tylko jej części (do roku 1464), do tego okrojonej, to nadal jest to historia pełna akcji, spisków, wciągających opisów wydarzeń, a całość lekko doprawiona magią.
Autorka bardzo skrupulatnie przedstawia kolejne wydarzenia zgodnie z ich chronologią. Umiejętnie wplata swoje dobrze narysowane postacie w konkretne wydarzenia. Bardzo wiarygodnie i czytelnie oddaje panujące wówczas obyczaje oraz społeczne więzy i zależności pomiędzy konkretnymi warstwami społeczeństwa. Jak nikt potrafi połączyć wartką fabułę z faktami historycznymi, a bohaterów wpleść w wiecznie knute intrygi. Jakobina osobiście odczuwa na własnej skórze wszelkie efekty błędnej polityki dworu względem poddanych, co ostatecznie prowadzi do niemałego problemu, którego rozwijaniem zajmie się w innych tomach cyklu. Władczyni rzek bezbłędnie ukazuje genezę i zarzewie tego tragicznego konfliktu zwanego Wojną Dwóch Róż.
Jakobina jest również pewnym symbolem emancypacji kobiet, idealnym wzorem do naśladowania dla wielu niewiast, które niestety o jej pozycji mogły tylko marzyć. Aby w pełni zrozumieć złożoność ówczesnych dziejów należy pamiętać, że były to czasy bardzo surowe i niesprzyjające odmienności, czy też podążaniu za wiedzą. Nawet posiadanie grządek z ziołami w ogródku mogło być poczytane, jako czarnowidztwo i uprawianie magii, za co można było szybko trafić na stos. W tym przypadku autentyczna historia Eleonory Cobham powinna być traktowana, jako przykład ciemnoty i zabobonu w ówczesnych czasach. Jakobina była jakby pionierką i przedstawicielką tych, które postawiły się dominacji mężczyzn i odniosła sukces.
Powieść poprowadzona mistrzowsko. Jednak w błędzie jest ten, kto myśli, że jest to kolejne ckliwe romansidło. Gregory rezygnuje z wszelkich typowych dla literatury kobiecej elementów, choć to książka napisana przez kobietę, z punktu widzenia kobiety i ku pokrzepieniu kobiet. Jest to powieść pełna prawd o ludziach, nienasyconej żądzy władzy, współczucia, namiętności i miłości do rodziny.
Powieść cieszy oko również wizualnie. Książkę miło się czyta ze względu na czytelną czcionkę i duże odstępy pomiędzy linijkami. Dodatkowo treść wzbogacona jest mapami i drzewem genealogicznym Jakobiny oraz rodów Lancasterów i Yorków. Dla nieznających tajników historii Wojny Dwóch Róż zamieszczono dwie mapki – Anglii oraz posiadłości angielskich we Francji. Także okładka robi odpowiednie wrażenie i sprawia, że seria ciekawie prezentuje się na półce.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
W dobie renesansu na arenie politycznej pojawiła się bardzo charakterystyczna postać. Oceniając ją dziś możemy powiedzieć, że była ostatnią potomkinią wpływowego rodu Medyceuszy, siostrzenicą papieża oraz matką królów. C.W. Gortner w swojej powieści przedstawia dokładny opis tej postaci.
Katarzyna była uważana za politycznego geniusza. Po śmierci swojego męża starała się kierować polityką królestwa Francji, przez całe życie walcząc o władzę nad dziećmi i ludem. Uchodzi za osobę kompletnie pozbawioną skrupułów, bardzo ambitną, podejrzliwą, praktykującą czarną magię, wysługującą się orężem i stosującą trucizny. To jej przypisuje się odpowiedzialność za prześladowania Hugenotów, udział w organizacji masakry w noc Św. Bartłomieja oraz późniejszych wojen domowych na tle religijnym.
Ale nie są to jedyne dokonania królowej. Katarzyna była również kobietą wrażliwą i niezwykle silną. Została wcześnie osierocona, wielokrotnie unikała śmierci, niemal ją zagłodzono w klasztorze, i w końcu w wieku 14 lat wydano za mąż. Następnie musiała znosić upokorzenia na dworze króla Francji, męża musiała dzielić z kochanką, która była ważniejsza. Przez całe życie walczyła z dwoma potężnymi rodami (Burbonów i Gwizjuszy) o przyszłość i prawo do istnienia dynastii Walezjuszy. Poza wewnętrznym wrogiem musiała bronić niepodległości kraju przed zakusami katolickiej Hiszpanii oraz wspierającej Hugenotów Anglii. Katarzyna była również matką dziesięciorga dzieci, w tym wielu książąt i trzech królów Francji. Mimo wszystko nie dała się zepchnąć do roli “rozpłodowej klaczy”, jak sama o sobie pisała. Dramatyczny okres małżeństwa Katarzyny powoli uodparniał ją na ociekające po niej drwiny. Z czasem staje się twardą kobietą, gotową do podjęcia drastycznych kroków, aby zachować władzę w rękach swoich dzieci. Autor starał się pokazać ludzką stronę Katarzyny. Pomimo wad, jakie niewątpliwie posiada nie jest przedstawiona jako czarny charakter. Autor zwraca uwagę na jej szacunek i tolerancję dla innowierców oraz sprzeciw wobec wojny i przemocy. Królowa Matka stara się również wpajać te cechy swoim dzieciom. Z resztą Gortner dobitnie okazuje to naświetlając jej rolę w krwawej nocy św. Bartłomieja. Również wątek zainteresowania Katarzyny okultyzmem jest dość rozwinięty. Wiemy z kart historii, że przez lata wspierała Nostradamusa, który przewidział śmierć jej męża i dzieci. Opierała się również na horoskopach swojego nadwornego astrologa Kosma Ruggeri, który ostatecznie sprowadził smutek na rodzinę Katarzyny, co faktycznie przypłacił życiem.
Klimat książki sprzyja czytaniu. Powieść napisana jest językiem niezwykle prostym, ale kreśli bardzo dokładnie tło epoki i postacie, które grają główną rolę w życiu Katarzyny. Kartki same się przekładają. Autor skupia się na najważniejszych wydarzeniach z życia królowej, wycina wiele wątków zbyt długich i kompletnie niezwiązanych z fabułą. Tak właśnie wyleciał wątek Henryka III na tronie polskim, który został po prostu pominięty. Okroił możne rody z nadmiaru postaci i ich potomnych. Również wyciął trójkę dzieci, które zmarły po urodzeniu. Z drugiej strony jest to zrozumiałe - niczego nie wnosił do historii Katarzyny, królowej matki. Gortner buduje mistyczną otoczkę wokół każdej postaci. I choć możemy sprawdzić w podręcznikach, jak dana postać skończy, to czekamy do ostatniej chwili, aż losy kolejnych bohaterów książki zostaną przypieczętowane. W powieści nie znajdziemy opisów bitew. Choć było ich w tamtych czasach sporo, autor ograniczył się jedynie od skrótowego opisania zmagań wrogich armii na kolejnych polach bitew, pod kolejnymi zamkami. W sumie mamy wrażenie, że ówczesne potyczki były szybkie i czyste jak gra w szachy. Było zupełnie inaczej. Ale rozumiem strategię Gortnera - nie dałoby się pogodzić opisów bitewnych z ciepłą kobiecą narracją. Właśnie dlatego też całość czyta się jednym tchem, a książka zostaje w pamięci na długo.
Zadaniem autora było pokazanie historii Katarzyny z innej strony, niż jest to powszechnie uważane. Czytelnik natrafia na dysonans wywołany sprzecznymi wydarzeniami publikowanymi w historycznych publikacjach, sam musi ocenić co jest bardziej prawdopodobne. Sam opowiadam się bardziej za wersją Gortnera, choć chciałbym poznać jeszcze wersję z innego źródła, aby porównać fakty i mity. To właśnie dla miłośników historii autor podał na końcu notę historyczną, w której opisał swoje badania oraz refleksje nad postacią Katarzyny oraz epoką renesansu.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Autorka po raz kolejny przenosi nas do XV-wiecznej Anglii, gdzie właśnie zakończyła się wojna o tron pomiędzy Lancasterami i Yorkami. „Córka Twórcy Królów” opowiada tę samą historię, co dwa poprzednie tomy Gregory – „Biała…” oraz „Czerwona Królowa”. Bohaterką czwartego tomu cyklu „Wojny Kuzynów” została Anna Neville – młodsza córka hrabiego Ryszarda Warwicka. Annę poznajemy w wieku 9 lat, gdy szybko docierają do niej okrucieństwa wiecznie toczonej wojny o tron Anglii. Będąc pod kuratelą ojca, później matki i siostry, podróżuje po Anglii, Francji, ciągle zmieniając miejsce zamieszkania. Będąc kartą przetargową, zgodnie z wolą ojca bierze udział w intrygach najwyższego szczebla, na rozkaz zmieniając strony, aż w końcu - znajduje się po tej przegranej.

Największą zaletą książki jest przedstawienie tych samych faktów z innego punktu widzenia, niż pokazano to w poprzednich tomach. Tym razem możemy zapoznać się z nimi za sprawą dorastającej Anny, której ojciec obiecał wielkie zaszczyty. Nakierowana tak w dzieciństwie Anna dążyła do osiągnięcia pozycji równej co najmniej księżnej. Za namową rodziców posunęła się nawet do zdrady władcy i ojczyzny oraz spiskowała ze śmiertelnym wrogiem Anglii. Ta młoda kobieta szybko wyrasta na potężną niewiastę. Dzięki zdecydowaniu i ambicji dwukrotnie sięga po tytuł księżnej, a później królowej.

Historia Anny Neville nie jest szeroko znana. Dlatego zainteresowała się nią Philippa Gregory, która stawia sobie za zadanie rekonstrukcję życia wpływowych, ale zapomnianych kobiet. Tak było właśnie w przypadku młodszej Nevillówny, o której wiadomo niewiele z racji tego, że nie cieszyła się popularnością - winiono ją za zlecenie zamordowania młodych synów zięcia, a także z tego powodu, że były to czasy niesprzyjające samodzielnym kobietom. Autorka z prawdziwą pasją zbierała teksty źródłowe na temat bohaterki swojej nowej książki. Do pisania powieści zebrała się z typową dla siebie rzetelnością. Opisała Annę w taki sposób, jaki ukazywały ją historyczne teksty, czyli kobietę ambitną, władczą, stanowczą, ale również bezwzględną, zawistną i mściwą.

Drugim bohaterem tej powieści jest jej przyjaciel, a później mąż – najjaśniejszy król Ryszard III. Przeszedł on do historii okrzyknięty, między innymi przez Shakespeare’a, tyranem i dzieciobójcą. Gregory ukazuje jego postać jako władcę podjudzanego przez mściwą żonę, którego podejrzenia przeradzają się w obsesję. Zaszczutego przez bratową oraz jej liczną rodzinę, obawiał się utraty pozycji i majątku. Autorka rzuca nowe światło na Ryszarda i przedstawia wszelkie fakty przemawiające za tym, że nie skorzystałby na zabiciu dzieci brata. Nie skazuje bohatera, nie tłumaczy go z czynów, ani nie wybiela w żaden sposób. Pozwala czytelnikowi ocenić zebrane przez nią fakty.

Philippa Gregory jest pisarką potrafiącą pisać z wielką lekkością. Jej powieści są starannie przemyślane, a autorka pisze jasno i zrozumiale. Wszystkie wydarzenia historyczne są dokładnie badane, a ewentualne braki wypełniane fabułą mogącą najbardziej odpowiadać rzeczywistości. Postacie przedstawiane przez autorkę są niezwykle żywe, głębokie, posiadają dobrze zarysowane tło i co bardzo ważne – nie są postaciami wyłącznie białymi lub czarnymi.
„Córka Twórcy Królów” przedstawia skomplikowany i zagmatwany obraz konfliktu, jaki rozrywał Anglię w XV wieku i spędzał sen z powiek wielu władcom i możnym tego kraju. W połączeniu z rewelacyjnie napisanymi bohaterami, dokładnymi i wciągającymi opisami oraz wartką akcją i stopniowo budowanym napięciem jest to książka dobra i godna przeczytania, ale zarazem najsłabsza w cyklu jak i najsmutniejsza.

Książkę wzbogacono mapą Anglii z roku 1465 oraz drzewem genealogicznym Nevillów. Szczególne wrażenie robi okładka - sprawia, że seria ciekawie prezentuje się na półce.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Simon Scarrow, brytyjski nauczyciel historii, pasjonat dziejów Imperium Rzymskiego postanowił pewnego dnia wykorzystać swoją wiedzę w praktyce. Spod jego pióra wyszła rewelacyjna seria "The Eagle" opowiadająca przygody dwóch legionistów centuriona Macro i jego zastępcy Katona.
Jest to powieść pisana przez faceta, dla facetów, mamy tutaj wyraźnie męski punkt widzenia. Scarrow koncentruje się na dokładnym opisie tego brutalnego świata, nadając mu tylko otoczki delikatności, co zwykle objawia się, gdy w pobliżu są kobiety. Poza tym jest to konkretna, bardzo realna historia wojenna bez miejsca na skrupuły. Ludzie giną na lewo i prawo, i nie są to tylko statyści, którzy gdzieś przemijają w tle, ale najbliżsi znajomi głównych bohaterów. Po dłuższym obcowaniu z pierwszym tomem szybko odkrywamy, że na próżno tu szukać dokładnych wnikliwych opisów. Za to mamy szybki rozwój akcji, ogromny nacisk na autentyczność i dosadność, której często dziś brakuje u innych autorów. Świetnie opisano strukturę legionu, coś z czego zrozumieniem miałem ogromne problemy od zawsze. Do tego bardzo realnie oddany wojskowy żargon i zachowanie typowe dla szeregowych wojaków. Jest również element komiczny, który czasem rozbawia do łez. Są nim, a raczej nietypowa relacja pomiędzy Macro i Katonem, dwoma kompletnie odmiennych facetami, z których jeden to dojrzały weteran a drugi - młody żółtodziób. Macro na co dzień poważny dowódca centurii, pracujący na pełnych obrotach jak trybik w ogromnej machinie wojennej, okazuje się być prywatnie czującymi i wyrozumiałym facetem. Jego zastępca, młody option Katon jest z kolei jego całkowitym przeciwieństwem, równie odważny co jego zaprawiony w bojach dowódca, posiada jednak ogromną wiedzę i jest oczytany jak mało który człowiek w Imperium. Razem, ale zupełnie nieświadomie, wykorzystują swoją widzę i doświadczenie do walki z wrogami Rzymu. Mam pewne zastrzeżenia co do zauroczenia Katona i przewodniego wątku miłosnego, uważam go za całkowicie zbyteczny. Jest co prawda napisany bardzo realnie, ale całkowicie niepotrzebny. I bez niego dałoby się prowadzić fabułę na właściwych torach.
Świetna narracja, dialogi na piątkę. Bardzo dobrze napisane postacie, która nie są bezpłciowe, i nie ograniczają się tylko do dobrych i złych. Są postacie, których rola jest dyskusyjna. Realia historyczne odtworzone z największą dbałością. Realistyczny język wojskowy i cywilów (z wyłączeniem "naszych" wstawek).
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Simon Scarrow, brytyjski nauczyciel historii, pasjonat dziejów Imperium Rzymskiego postanowił pewnego dnia wykorzystać swoją wiedzę w praktyce. Spod jego pióra wyszła rewelacyjna seria „The Eagle” opowiadająca przygody dwóch legionistów centuriona Macro i jego zastępcy Katona.
Tom II zaczyna się niemal od razu po wydarzeniach z jedynki i wymagana jest znajomość zarysu historii przedstawionej w „Orłach Imperium”, aby można było przejść do „Podboju”. Akcja książek rozgrywa się w roku 42-43 roku naszej ery, gdy Imperium Rzymskie postanowiło po raz drugi odwiedzić wyspę Brytanię i tym razem pozostać na dłużej.
Na początku należy zaznaczyć, że jest to powieść pisana przez faceta, dla facetów, mamy tutaj wyraźnie męski punkt widzenia. Scarrow koncentruje się na dokładnym opisie tego brutalnego świata, nadając mu tylko otoczki delikatności, co zwykle objawia się, gdy w pobliżu są kobiety. Poza tym jest to konkretna, bardzo realna historia wojenna bez miejsca na skrupuły. Ludzie giną na lewo i prawo, i nie są to tylko statyści, którzy gdzieś przemijają w tle, ale najbliżsi znajomi głównych bohaterów. Po dłuższym obcowaniu z pierwszym tomem szybko odkrywamy, że na próżno tu szukać dokładnych wnikliwych opisów. Za to mamy szybki rozwój akcji, ogromny nacisk na autentyczność i dosadność, której często dziś brakuje u innych autorów. Świetnie opisano strukturę legionu, coś z czego zrozumieniem miałem ogromne problemy od zawsze. Do tego bardzo realnie oddany wojskowy żargon i zachowanie typowe dla szeregowych wojaków. Jest również element komiczny, który czasem rozbawia do łez. Jest nim nietypowa relacja pomiędzy Macro i Katonem, dwoma kompletnie odmiennych facetami, z których jeden to dojrzały weteran a drugi - młody żółtodziób. Macro na co dzień poważny dowódca centurii, pracujący na pełnych obrotach jak trybik w ogromnej machinie wojennej, okazuje się być prywatnie czującymi i wyrozumiałym facetem. Jego zastępca, młody option Katon jest z kolei jego całkowitym przeciwieństwem, równie odważny, co jego zaprawiony w bojach dowódca, posiada jednak ogromną wiedzę i jest oczytany jak mało który człowiek w Imperium. Razem, ale zupełnie nieświadomie, wykorzystują swoją widzę i doświadczenie do walki z wrogami Rzymu. Mam pewne zastrzeżenia, co do zauroczenia Katona i przewodniego wątku miłosnego, uważam go za całkowicie zbędny. Jest co prawda napisany bardzo realnie, ale całkowicie niepotrzebny. I bez niego dałoby się prowadzić fabułę na właściwych torach.
Można mieć zastrzeżenia do przekładu. Tłumacz stosuje się tutaj wiele zwrotów pochodzących z naszej kultury. Są to zwroty, których Rzymianie znać po prostu nie mogli. Przymykam jednak oko na te wpadki, bowiem odwołanie się tłumacza do dzisiejszego języka, sprawiło, że powieść ta była zdecydowanie łatwiejsza do przełknięcia. Wyobraźmy sobie ludzi z tamtej epiki używających słów np. "bombowy". Brzmi dziwnie, ale całkiem swojsko.
Świetna narracja, dialogi na piątkę. Bardzo dobrze napisane postacie, która nie są bezpłciowe i nie dzielą się tylko do dobrych i złych. Są postacie, których rola jest dyskusyjna. Realia historyczne odtworzone z największą dbałością. Realistyczny język wojskowy i cywilów (z wyłączeniem "naszych" wstawek).
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Jest początek 44 roku n.e., zima na wyspach. Niesprzyjająca pogoda doprowadza do rozbicia płynących na wyspę statków Rzymu. Tylko nieliczni uchodzą z życiem, w tym prefekt floty oraz wyjątkowi pasażerowie - żona i dzieci dowódcy armii inwazyjnej - Aulusza Plaucjusza. Jak nietrudno się domyślić jego rodzina wpada w ręce tubylców, którzy sprzedają ich w ręce zaciekłych wrogów Imperium - Druidów walczących z legionami za pomocą bardzo brutalnych środków. Gdy Wespazjan i Plaucjusz dowiadują się o porwaniu wysyłają na specjalną misję zaufanych Marco i Katona wraz z sojuszniczymi tubylcami. Gra toczy się o wysoką stawkę, bowiem rozwścieczony Plaucjusz w sytuacji, gdy jego rodzina zginie, gotów jest utopić wyspę we krwi tubylców.
Polowanie to bardzo dobrze napisana powieść. Scarrow pokazał już w poprzednich tomach, że do pracy przygotował się bardzo solidnie. Ale niepokoi mnie mimo wszystko zbyt duża ilość wtrąceń do treści, która przypomina bardziej język współczesny niż starożytny. Trudno jest mi stwierdzić, na ile jest to sprawka autora, a na ile tłumacza. Mamy również więcej wulgaryzmów, które... prawdopodobnie, były charakterystyczne dla rzymskiego pospólstwa, zwłaszcza tego odbywającego służbę w legionach. W powieści, a w sumie i całym cyklu, zanotujemy brak dodatków budujących klimat ówczesnego świata i mistycznego Rzymu. Gdybyśmy zatem z powieści usunęli wszystko co dotyczy Orła, opisów sprzętu, hierarchii, to trudno byłoby jednoznacznie stwierdzić jaką epokę autor opisuje. Na pewno byłoby bliżej współczesności niż starożytności. Ale i nawet wtedy zauważymy, że jest to bardzo dobra powieść.
Książka jest wydana bardzo ładnie. Miękka okładka ze skrzydełkami, na których znajdują się miniatury poprzednich tomów i zapowiedź tomu IV. Z tyłu krótkie bio autora. Na wstępie książki znajduje się schemat przedstawiający łańcuch dowodzenia w rzymskiej armii oraz uproszczona mapa południa wyspy podbitego przez Rzymian, wraz z zaznaczeniem miejscowości, w których toczy się akcja tej książki. Na końcu Scarrow dorzucił krótkie “od autora”.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Orły i wilki utrzymuje wysoki poziom poprzednich części. Jest to powieść napisana typowo dla miłośników mocnych wrażeń, pozycja typowo męska, z uwagi na ilość brutalnych scen, jakie się przez nią przewijają. Autor nie przebiera też w słownictwie, wciska postaciom w usta przekleństwa, którymi strzelają jak z karabinu maszynowego. Z resztą cała powieść napisana jest w bardzo nowoczesnym stylu, zapewne dlatego też czyta się ją bardzo swojsko.
Od wydarzeń z tomu III mijają dwa miesiące. Wojska Rzymian zostają rozmieszczone w mniejszych fortach mając chronić szlaki zaopatrzeniowe. Trzy legiony Plaucjusza polują na Karatacusa i jego armię Celtów. Wespazjan z jednym legionem pacyfikuje południowo-zachodnią część wyspy. Tymczasem Macro i Katon szkolą sojuszniczych Atrebatów na przypominające legiony jednostki. Wszystko idzie zgodnie z planem, ale komplikuje się, gdy Karatacus wchodzi w sojusz z jednym z przedstawicieli Artebatów i wprowadza w życie plan rozbicia przy ich pomocy sił rzymskich stacjonujących na wyspie.
Zakończenie powieści nie przyniosło rozwiązania problemu Rzymian, jakim stała się armia tubylców. Ale ukazała dość dokładnie działanie machiny wojennej Rzymu oraz procesu, jaki przechodziły ziemie podbite od statusu sojuszniczych do anektowanych. Przez całą książkę poznajemy przedstawicieli ludu Artebanów, poszczególnych ludzi znamy z imienia, by ostatecznie pod koniec poznać srogi los, jaki ich spotkał. Rzymianie po prostu sprowadzili ich do roli zależnego podbitego ludu, gdy okazali się już zupełnie niepotrzebni, a co ważniejsze, gdy wykrwawieni dla Imperium przestali być zagrożeniem.
Tom IV, który wpadł w moje ręce to I wydanie z 2012 roku. Został on wydany w sposób identyczny, co poprzednie książki cyklu. Kolorowa, miękka okładka ze skrzydełkami. Kolor dominujący tym razem to niebieski. Jakoś papieru pozostawia wiele do życzenia, ale przecież to zawartość na kartkach się liczy :)
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Tom piąty cyklu „Orły Imperium” jest zakończeniem pewnego rozdziału, który obejmował przygody Marco i Katona na wyspie Brytanii. Zdecydowanie udane zakończenie tego rozdziału. A przecież to wcale nie koniec przygód dzielnych legionistów. To nawet nie półmetek ich długiej przyjaźni.
„Pościg” ma w tym przypadku dwojakie znaczenie. Słowo dotyczy zarówno pogoni za królem Karatacusem, na którego szyi zaciska się powoli pętla zarzucona przez Imperium, jak i pogoń za Katonem, który pozbawiony wsparcia Legionów postanawia odszukać walecznego króla i podać jego głowę na tacy Legatowi.
Tom piąty cyklu „Orły Imperium” nie odbiega znacznie budową od poprzednich. Główną osią wydarzeń są przygody obu przyjaciół, jednak w pewnym momencie zostają oni rozdzieleni przez wydarzenia, których przewidzieć nie mogli. Od tego momentu autor prowadzi dwa równorzędne wątki, które to oczywiście prowadzi w sposób wyśmienity. Wątki te składają się z elementów charakterystycznych dla powieści autora, który wtrąca wiele historycznych opisów – tym samym uwiarygodniając historię w oczach czytelnika. Jak zawsze doskonale oddaje obyczaje i zachowanie ówczesnych legionistów, ale również tubylców.
Główne siły Karatacusa nadal pozostają zagrożeniem dla planu podboju wyspy. W tym celu dowódczy armii inwazyjnej opracowują plan uwięzienia armii wroga podczas przeprawy przez rzekę. Plan udaje się zrealizować tylko w części, ponieważ spora grupa wojów z królem na czele wymyka się Legionom. Za namową Narcyza, Plaucjusz i Wespazjan postanawiają ukarać winnych porażki. W zarządzonym dziesiątkowaniu czarny los wyciąga Katon. Macro postanawia pomóc mu w ucieczce. Tym samym Katon wygrywa wolność, ale znajduje się między młotem a kowadłem. Szybko trafia w ręce brytów, postanawia zatem przy okazji upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – powrócić do łask Legionu oraz podarować im osobę Karatacusa.
„Pościg” to zdecydowanie najlepsza jak do tej pory część cyklu. Jest również finałem rozdziału brytyjskiego, do którego nawiązywałem we wstępie. Choć nie jest to koniec podboju Brytanii, bo przecież autor wyraźnie podkreśla, że Karatacus uciekł, a w posłowiu podaje informacje historyczne, jakoby uciekł na północ i nadal organizował opór wobec Imperium, to jednak schwytanie go zakończyło część historii, w którą byli wplątani główni bohaterowie. Innymi słowy nic tu po nich. Autor miał zatem dwie możliwości: albo zakończyć cykl w tym miejscu, albo przenieść Macro i Katona w inny rejon Imperium, gdzie nadal mogliby być świadkami wielkiej polityki i działań wojennych. Należy również pamiętać, że jednym z drugoplanowych bohaterów jest tutaj Wespazjan. Można zatem zakładać, że po jego powrocie do Rzymu akcja cyklu zostanie przeniesiona właśnie tam.
Scarrow poprawił swój warsztat względem poprzednich tomów, co okazało się jednak możliwe pomimo faktu, że poprzednie książki i tak czyta się genialnie. Autor w udany sposób połączył historię z fikcją, rozbudował tło bohaterów, których skierował teraz na oddzielne tory dając każdemu do wykonania inne zadanie. Oczywiście, tak jak poprzednie tomy, jest to powieść przeznaczona dla dorosłych. Scarrow nie stroni od wulgarnego języka, a także brutalnej rzeczywistości, którą niesie ze sobą wojna. Trup ściela się gęsto, a flaki latają pomiędzy stronami. Brutalny język równoważy jednak dużą ilością sprytnie przemyconego humoru. Książka jest napisana lekkim piórem, językiem w dużej mierze współczesnym, co sprawia, że powieść czyta się jednym tchem.
Książka wydana w bardzo ładny sposób, charakterystyczny dla wydawnictwa „Książnica”. Okładka jest miękka, ze skrzydełkami, druk kolorowy. Powieść poprzedzają mapka okolicy, w której rozgrywa się akcja powieści oraz schemat budowy legionów biorących udział w kampanii brytyjskiej. Na koniec krótkie posłowie od autora, w którym tłumaczy losy historyczne Karatacusa, także te po zakończeniu książki.
Pozycja warta polecenia zarówno miłośnikom historii jak i dobrej przygody. Z uwagi na brutalny język użyty do zobrazowania obyczajów panujących w starożytności, polecam tylko dorosłym.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Jak tu zainteresować czytelników wymarłą kulturą wojowników zwanych wikingami? Ano prosta rzecz: trzeba zgłębić historię, kultywować kulturę, na bazie posiadanej wiedzy napisać interesującą powieść przygodową – i gotowe!
Robert Low – emerytowany już teraz korespondent prasowy parał się trudnym zadaniem, jakim było zdobywanie informacji w zapalnych rejonach kuli ziemskiej. Pisał z Wietnamu, Kosowa, Sarajewa, Rumunii. Gdy na stałe wrócił do domu, postanowił zająć się zgłębianiem wiedzy o wikingach. Książka ta jest właśnie wynikiem jego pracy, trudnego studium nad wymarłą kulturą.
Robert Low nie tylko „interesuje” się kulturą wikingów, przede wszystkim czynnie bierze udział w ich życiu należąc do Bractwa Wikingów z siedzibą w Largs, które to jest bardzo ważne dla historii kultury, bowiem od przegranej na przedpolach tej miejscowości bitwy zaczyna się powolny upadek wikingów i wycofywanie z Brytanii.
Powieść została napisana wg sprawdzonego schematu. Jest to pełna przygód opowieść o dorastającym mężczyźnie, który podróżuje ze swoimi towarzyszami broni po całej Europie, wykonując najróżniejsze zadania, najczęściej mające na celu sprzedaż usług najemnych, ale także poszukiwania skarbów.
Młody Orm Ruryksson, zwany również Zabójcą Niedźwiedzia, dołącza do grupy wojowników zwanych Zaprzysiężonymi pod wodzą bezlitosnego Einara Czarnego. Podczas tułaczki po krainach wschodniej Europy trafiają na opowieść o mitycznym skarbie Attyli, władcy Hunów – tak wielkim, że nie sposób wszystkiego unieść. Orm, dotychczas wychowywany przez stryja w małej wiosce, łaknie przygody i przyłącza się do Zaprzysiężonych, do których należy jego ojciec. Chce żyć pełną piersią i prowadzić życie woja pełne przygód, chwały i bogactw. Chłopiec jednak przekonuje się, że rzeczywistość nie jest wcale taka, jak opowiadają ją przy ognisku. Szybko dowiaduje się co to intrygi, i że śmierć czyha na każdym kroku, a czasami wręcz podąża za nimi na drugi koniec kontynentu.
W powieści szybko odnajdujemy dojrzałą i przemyślaną fabułę autora, który nie skupia się wyłącznie na problemach młodego Orma, ale ukazuje wszystkich bohaterów razem z ich problemami. Od opuszczenia rodzinnej miejscowości, bohaterom towarzyszą problemy na tle religijnym, bowiem wielu z nich odeszło od wiary ojców i przyjęło obrządek Białego Boga, przez co składana przez nich przysięga nie do końca wiąże ich z przeznaczeniem, na jakie się pisali. A także kulturowym, bowiem każdy nowy port jest tyglem kulturowym, w którym nie zawsze potrafią się odnaleźć. Tymczasem wikingowie odkrywają drogę do mitycznego skarbu Attyli, za którym postanawiają podążać, mimo, że bogowie dają im inne znaki – niekoniecznie korzystne.
Roberta Low czyta się lekko i przyjemnie, nie znaczy to jednak, że powieść jest sielanką dla młodzieży. Wręcz przeciwnie – jest napisana w formie narracji, oczami głównego bohatera, który często nie przebiera w słowach. Średniowieczny świat wikingów jest brutalny i ordynarny, a autor tego nie ukrywa.
Główni bohaterowie zostali naszkicowani bardzo dobrze. Postacie są ciekawe, mają dobrze zarysowane tło, a historię wielu z nich poznajemy z biegiem czasu, albo w retrospekcjach. Najważniejsze jest to, że w swoim opisie postaci Low nie ogranicza się do bycia poprawnym. Opisuje ich tak jak to widziałbym typowy wiking. Mówi również to, co przyniesie mu ślina na język i robi to, na co ma ochotę. Część postaci poznajemy lepiej, inne słabiej, jednak gdy przychodzi czas na śmierć nigdy nie możemy być pewni, kto odejdzie do Walhalli. Musimy być jednak przygotowani na odejście każdego z nich i powitanie nowych, bowiem szeregi Zaprzysiężonych są na bieżąco uzupełniane, a im dalej od domu są nasi bohaterowie, tym dziwniejszych kompanów sobie wyszukują. Im dalej, tym mniejsze przywiązanie do przysięgi i tradycji, dlatego nie tylko muszą być czujni przed rzeczywistym wrogiem, ale również być przygotowanym na pojawienie się takiego w ich szeregach.
Na szczególną uwagę zasługuje język, jakim posługuje się autor. Napisałem wcześniej, że powieść czyta się szybko i przyjemnie, ale to nie tylko zasługa wciągającej fabuły. Powieść napisana jest językiem współczesnym. Używa się w nim wielu zwrotów znanych z dzisiejszej mowy potocznej. Nie wiem, jak jest w oryginale, ale podejrzewam, że Low nie przemawiał do czytelników językiem średniowiecznym. Nie dziwi zatem wplecenie w fabułę zwrotów z języka potocznego, ale wydało mi się to znajome, tym bardziej, że przełożeniem tomu I zajął się weteran powieści historycznych Robert J. Szmidt, który przetłumaczył m.in. wszystkie powieści z cyklu „Orły Imperium”.
Jedynym niepasującym do powieści elementem jest sama narracja. Zaprzecza ona istnieniu opisanych w nich wydarzeń, ponieważ sposób narracji jest prowadzony przez młodego, nieokrzesanego chłopca, któremu tylko kobiety i piwo w głowie. Natomiast czytając opowieść opowiedzianą, z jego ust doświadczamy pewnego dysonansu poznawczego. Jest ona napisana w sposób bardzo inteligentny, ujmując w opisach bardzo ważne elementy, np. rozbudowane opisy sytuacji, krajobrazów, zachowań ludzi, czy dokonywania osądów i wyciągania wniosków. Prymitywny chłystek jak Orm nie byłby w stanie tak pięknie opowiedzieć o wydarzeniach, które chwilę wcześniej były jego udziałem. Zwłaszcza, jeśli opowiadałby o kolejnej dziewce, którą posiadł, czy bitwie, w której brał udział.
Jest to mocna historia w typowym męskim wydaniu, a przy tym z wieloma elementami przygodowymi. Można by ją polecić młodzieży, ale z uwagi na brutalny język należałoby chyba nadać klasyfikację +18. Ale to wszystko staje się mało ważne, jeśli zauważymy, że powieść jest niezwykle zgodna z ówczesnymi wydarzeniami, a historyczne fakty bardzo dokładnie przeplatają się fikcją odległego świata oraz odrobiną fantastyki.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
"Dowództwo Starka" to bardzo udana powieść z gatunku military science-fiction, która bardzo trafnie podejmuje temat bezsensownej wojny, mataczenia politycznego czy ingerencji wielkiego biznesu. Campbell przedstawia dopracowaną i co ciekawe – bardzo prawdopodobną wizję przyszłości. Akcja książki nie skupia się jednak na elementach scifi, takich jak technologie, systemy obronne – informacje te podawane są zdawkowo, bowiem są tylko narzędziem do celu. Autor również bardzo oszczędnie opisuje zmiany w ówczesnym układzie politycznym. Wszystko, co wiemy pochodzi z tomu poprzedniego, natomiast działanie, jakie podjął Stark i ekipa, odbiły się szerokim echem w świecie, ale o nich wiemy niewiele. Zamiast tego mamy wgląd w psychikę głównodowodzącego, jego podwładnych oraz możemy przyjrzeć się nowym relacjom, jakie kształtują się w otoczeniu żołnierzy. Jednym z najważniejszych problemów poruszanych przez autora jest struktura władzy. O tym czy zostanie odbudowana, i czy w ogóle żołnierze kiedykolwiek zaufają zwierzchnikom ponownie zdecydują najbliżsi nowego komendanta. Stark zostaje poddany ciężkiej próbie, jaką jest odbudowa zaufania armii, przywrócenie dyscypliny, czy w końcu nawiązanie dialogu z cywilną populacją kolonii.

Książka została napisana naprawdę dobrze. Czyta się ją z wielkim zainteresowaniem, choć akcja charakterystyczna dla „jedynki” rozgrywa się tylko w pierwszej części powieści. Fabuła jest spójna, dobrze poprowadzona i zrównoważona. Język, jakim napisano książkę prosty i zrozumiały dla każdego, nie tylko znawców woja. Dialogi są wciągające, wiarygodne. Campbell po raz kolejny udowodnił, że potrafi dobrze zaplanować historię, którą chce opowiedzieć.

Ziemia w niedalekiej przyszłości. USA kieruje się ustawą Pax Americana, która zezwala im na dowolną eksplorację każdych zasobów na planecie. Konkurenci postanawiają przenieść swoje operacje na Księżyc, gdzie zidentyfikowano ogromne zasoby gotowe do wydobycia. W końcu i uwaga Stanów kieruje się w stronę srebrnego satelity. USA rozpoczynają inwazję na Księżyc, ale w obliczu źle poprowadzonej ofensywy żołnierze buntują się i przejmują kontrolę nad kolonią. Oficerowie niższego szczebla muszą zawładnąć nad chaosem, jaki zapanował w kolonii, a równocześnie porozumieć się z cywilną populacją.

Stark, nowy komendant placówki, na problem polegający na objęciu zwierzchnictwa nad większą ilością wojskowych niż do tej pory. Jest to problem tym większy, że sam uważa, iż nie nadaje się do wydawania rozkazów, jest człowiekiem skromnym, który nie pożąda większej władzy. Stark i jego doradcy przekonują się, że zadanie jest trudne, ale muszą robić wszystko, aby zapanować nad wojskowymi i sprawić, aby byli gotowi do walki w każdej chwili.

Muszę przyznać znajomemu (Todi), który zachęcił mnie do czytania trylogii Starka, że jest to cykl bardzo dobry. Pierwszy tom przeczytałem w dwa dni, drugi – niestety z powodu nałożenia się różnych wydarzeń – dłużej, ale gdy zasiadałem do czytania, nie mogłem się powstrzymać by nie przeczytać kolejnej strony. Jest to trudne, tym bardziej, że książka podzielona jest na trzy części, a te co jakiś czas przerywane znacznikami. Zasadniczo brak podziału na mniejsze kawałki, ale to zdecydowanie zaleta powieści. Teraz czekam na ostatni tom, a później sięgam po inny, podobno jeszcze lepszy cykl autora – "Zaginioną Flotę".
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
„W otchłani” to pierwszy tom trylogii, którą można nazwać dystopijną. Przedstawia ona nieciekawą przyszłość, w której budzi się główna bohaterka. Przyszłość, która dla niej staje się rzeczywistością tak mroczną i brutalną, że postanawia zrobić wszystko, aby zmienić ten stan rzeczy.
Powieść jest sprawnie napisaną narracją, którą poznajemy z pomocą dwóch postaci, bohaterów POV (person of view). Są nim Amy oraz Starszy. Oboje są nastolatkami, jednak z rachi pochodzenia i wychowania ich zdanie o otaczającym świecie jest zgoła inne.
Siedemnastoletnia Amy oraz jej rodzice oddają się procesowi hibernacji, który potrwa 300 lat. W tym czasie statek kolonizacyjny „Błogosławiony” ma dotrzeć na planetę Centauri-Ziemia, gdzie rozpocznie się zasiedlanie tej, zbliżonej warunkami życia do Ziemi, planety. W czasie podróży Amy zostaje wybudzona ze snu prawie 50 lat wcześniej niż zakładał plan. Środowisko, w którym się znalazła znacznie różni się od typowego ziemskiego społeczeństwa. Jest oparte na dyktaturze jednej osoby, która kieruje całym społeczeństwem wg własnego uznania. Aby chronić swoją skórę i życie pozostałych zahibernowanych członków ekspedycji, wchodzi w sojusz z młodym następcą tyrana, z który krok po kroku odkrywają mroczną tajemnicę społeczności żyjącej na „Błogosławionym”.
„W otchłani” to powieść, która wciąga na całego już od pierwszych stron. Po krótkim wstępie szybko przenosimy się w przyszłość, gdzie poznajemy ciekawie napisany świat przyszłości. Najlepsze jest to, że świat ten zbudowany jest w ramach metalowej puszki lecącej przez kosmos, zatem wydawać by się mogło, że zadanie jest proste. Grupa ludzi zamkniętych w hermetycznym środowisku, zupełnie jak u Stephena Kinga. Jednak tym razem ludzie nie dzielą się na obozy, nie odwołują się do najwyższego, współpracują dla wspólnego dobra. Jak to możliwe? Ano jest to ten element, który sprawia, że książkę Beth Revis czyta się z wielkim zainteresowaniem. Autorka porusza problemy tyranii, braku tolerancji, obyczajowości. I robi to pod przykryciem pierzynki science-fiction.
Swoją budową powieść przypomina mi nieco książki Georga R.R. Martina, z uwagi na rozdziały zatytułowane imionami bohaterów, którymi oczami są pisane. Głównych bohaterów jest jednak tylko dwóch, a ich wzajemne opowieści przeplatają się na zmianę. Trzeba przyznać, że tworzy to dość ciekawy efekt. Z jednej strony patrzymy oczami pochodzącej z Ziemi Amy, która neguje dany stan rzeczy, a za chwilę ten sam problem rozważa Starszy wychowany w tym świecie, który stwierdza, że przecież wszystko jest w porządku.
Pierwsza część trylogii dosłownie porywa. A muszę przyznać, że jestem tym nieco zdumiony. Po pierwsze jest to pierwsza powieść tej autorki. Oznacza to, że na tym świecie jest jeszcze wielu ludzi z genialnymi pomysłami, które tylko czekają by wybić się na światło dzienne. Po drugie – historia zalatywała mi sporą ilością młodzieżowej love story. Były miejscami takie rozdziały, gdy już myślałem, że padną sobie w ramiona, będą żyli długo i szczęśliwie. Na szczęście autorka pokazała, że pisząc swoją pierwszą powieść nie kierowała się takimi przesłankami. Zamiast tego uraczyła nas swoją wersją orwellowskiego 1984 – znacznie uproszczoną, trzeba dodać, ale zawsze jest to nowe spojrzenie na ten temat.
Książka Beth Revis szybko została doceniona. Znalazła się na szczycie listy bestsellerów „New York Times’a”. W styczniu 2011 została uznana za najlepszą książkę Amazon.com. Wielka popularność sprawiła, że książka sprzedała się do ponad dwudziestu krajów. Jest to miejsce zdecydowanie zasłużone. Historia wciąga już od pierwszych stron. Powieść jest napisana z niezwykłą lekkością. Czyta się ją jednym tchem, trudno przestać na konkretnym rozdziale, ponieważ ciągle się coś dzieje. Autorka bardzo udanie wplotła w fabułę powieści wiele szokujących tajemnic i zwrotów akcji, tym samym nadając książce charakterystycznego dla thrillerów dreszczyku emocji.
Powieść jest kierowana do młodzieży, dlatego nie znajdziemy w niej wulgarnego języka. „Brzydkie słowa” zastępuje tutaj fikcyjne słowo, które powtarzane jest do bólu i odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki. Zdecydowanie jednak można ją polecić szerszemu gronu odbiorców. W tego typu powieściach na mojej ocenie odbija się nachalność wątku miłosnego oraz sztuczność jego opisu. W tym przypadku jest to prawie niezauważalne. Dlatego też męska część czytelników nie będzie zawiedziona.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Druga część „Śmiertelnej odysei” początkowo wlecze się niemiłosiernie. Pomimo wyjawienia ważnego zwrotu w fabule już na początku powieści, autorka skupia się na opisie stanu rzeczy, który nie wychodzi jej za dobrze. Z pewnością wpływ na to ma zmiana w środowisku panującym na statku. Wcześniej Revis operowała tylko kilkoma postaciami, z których jedynie Amy i Starszy myśleli po swojemu. Teraz do głosu dochodzi rzesza ludzi. Odzyskawszy możliwość podejmowania decyzji dokonują własnych wyborów, które zwykle nie zgadzają się z polityką Starszego. Jest to największa słabość autorki – nie zapanowała nad wszystkimi postaciami, którym pozwoliła dojść do głosu. W następstwie powyższego sceny zbiorowe wyszły niezwykle sztucznie.
Aby odwrócić uwagę od sztucznie stworzonych tłumów autorka przygotowała kolejne zadanie dla głównych bohaterów. Amy, która tym razem samotnie bawi się w detektywa, dostała do swojej dyspozycji kilka elementów układanki, a jej zadaniem jest rozpracować pozostawione przez Oriona zagadki i rozwiązać wielki problem, jaki powstał po oswobodzeniu ludzi spod władzy fidusa. Wątek detektywistyczny autorka poprowadziła bardzo dobrze. Odkrywane krok po kroku tajemnice sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem.
Druga część odysei jest napisana tak, aby stanowić zamknięty rozdział. Autorka zbliża czytelnika z każdą stroną do fascynującego finału. Mniej więcej w połowie książki ujawnia, że fakty, którymi karmiono załogę przez cały poprzedni tom były tylko fikcją. W związku z tym załoga musi podjąć ważną decyzję, która wpłynie na dalsze losy populacji.
Powieść jest pełna emocji, a postacie muszą dokonywać skomplikowanych wyborów, często będąc w konfrontacji z samym sobą. Bohaterowie ewoluują, podejmują dobre i złe decyzje, ale niezależnie od tego, jakie będą – mają wpływ na załogę.
Zakończenie książki jest pewnego rodzaju wstępem do trzeciego tomu. Niesie ze sobą bardzo dużo pytań, ale udziela na tyle satysfakcjonujących odpowiedzi, że można czekać spokojnie na kontynuację. Ostatecznie autorka obroniła swoje dziecko, aczkolwiek największą wadą są opisy scen z większą grupą ludzi. To jej po prostu nie wychodzi.
Polecam cykl Beth Revis każdemu fanowi scifi. „Śmiertelnej odysei” sporo brakuje, aby była idealna, ale pomysł na przedstawienie historii w taki sposób, a do tego całkiem udane rozwinięcie w sequelu sprawia, że jest to pozycja warta przeczytania.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Nie mogę zrozumieć, dlaczego autorka zdecydowała się na odejście od jednoosobowej narracji. W kolejnej powieści Philippy Gregory, którą czytam, głos zabrały aż trzy postacie: tytułowa królowa Maria Stuart oraz jej „gospodarze”: George i Elizabeth Talbot.
Elżbieta I zasiada na tronie, zajmując miejsce zmarłej starszej siostry. Niestety, bezdzietną królową bardziej zajmuje umacnianiem władzy, niż staranie się o potomka, w skutek czego mówi się o kontynuatorce dynastii w osobie Marii, królowej Szkocji. Jednak Maria, po śmierci męża, zostaje zmuszona do abdykacji i udaje się do Anglii, gdzie zaaresztowana przez kanclerza Cecila trafia w charakterze więźnia na dwór hrabiego Talbota. Tam była szkocka monarchini nie próżnuje i knuje kolejne spiski mające na celu uwolnienie jej spod kurateli kuzynki, odzyskania szkockiego tronu, i jak Bóg da – również zasiąść na tronie Anglii.
Ponieważ aż trójka bohaterów opisuje czasem te same wydarzenia, o wiele więcej miejsca jest poświęcanego bieżącej sytuacji bohaterów i królestwa. Widocznie mniej w tej książce charakterystycznych dla autorki opisów atrybutów ówczesnej Anglii - strojów, wnętrz, krajobrazów czy nawet potraw i zabaw, na które uczęszczają bohaterowie. A te, które są, napisała niezwykle skąpie. Zamiast tego bohaterowie kursują pomiędzy zamkiem Talbotów a Londynem, ciągle knując lub rozwiązując spiski mające na celu uwolnienie Marii Tudor. Do tego Gregory rozpisuje się niezwykle szeroko na temat uroków Marii i sposobów uwodzenia mężczyzn przez nią, przez co miejscami miałem wrażenie, że powieści niezwykle blisko stąd do romansidła.
Właściwie jest to książka trzech kobiet. Pomimo, że Elżbieta nie występuje, jako POV (person of View), to jednak wiemy o niej dużo z opowieści innych bohaterów. Królowa opisywana jest jako kobieta żyjąca w wiecznym strachu przed wrogami swojej korony, będąca również na celowniku wielu władców Europy z Papieżem i Cesarzem na czele. Maria, zupełnie inaczej niż zwykle, została opisana jako kobieta niezwykle silna, bystra, przebiegła, znająca siłę swojej urody i potrafiąca omamić każdego mężczyznę. Będąca przy okazji nie lada intrygantką, której dorównywał jedynie Cecil. Z kolei Bess Talbot to jedna z najbardziej fascynujących kobiet tamtej epoki, która dzięki determinacji i inteligencji wspięła się na szczyt drabiny społecznej przyjmując wiele majątków od swoich mężów, a od ostatniego nawet tytuł hrabiny. George Talbot okazuje się być dumnym i honorowym mężczyzną, który zagubiony gdzieś po drodze daje się uwieść Marii i rozpoczyna grę, która ostatecznie doprowadzi go do ruiny i utraty zaufania królowej Elżbiety I.
Cała fabuła książki to opisem nietypowego trójkąta z dramatycznymi wydarzeniami w tle. Były to czasy niezwykle niepewne. Elżbiecie wróżono niemal na bieżąco detronizację i nawet ścięcie, a także rychłe objęcie tronu Anglii i Szkocji przez Marię, za którą stanęła cała północ podrywając do wojny niezwykle liczną armię. Ale nawet pomimo mobilizacji papistów, wsparciu katolickich władców Europy, z namaszczeniem Papieża, nie udało się zagrozić tronowi Elżbiety. Która, jak napisała autorka, taką przewagę miała nad Marią, że po jej stronie stali mądrzejsi doradcy oraz… szczęście. Z resztą z takim doradcą jak Cecil mogła zdziałać wiele. Był to niezwykle zaradny człowiek, posiadający wszędzie swoich szpiegów, wiedzący wszystko, mający pełny posłuch u Elżbiety I, na dodatek niezwykle zagorzały zwolennik protestanckiej Anglii.
Trudno nie przyznać jej racji.
Pomimo faktu, że potrójna narracja nie przypadła mi do gustu, a fabuła zdradza miejscami romantyczne wątki, nadal cenię wysoko prozę Philippy Gregory. Obawiam się jednak, że tematyka cyklu o Tudorach może nie przypaść mi do gustu tak jak „Wojny Kuzynów”. Jest to pierwszy tom cyklu, który czytam, a po zapoznaniu się z opisami poprzednich podejrzewam, że mogą one skupiać się bardziej na słynnych romansach ery Tudorów, niż na rzetelnym przekazaniu historii piórem autorki.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Sebastian
Data:
Dobry marketing to podstawa. Na długo przed premierą autor uraczył fanów dwoma krótkimi opowiadaniami, będącymi wstępem do książki. Jedno pojawiło się w magazynie „Star Wars Insider”, drugie wydano jako ebook – „Winner Lose All”. Powieść miała przemycić nowe historie ze środowiska szmuglerów, kanciarzy, złodziejaszków, z pominięciem Jedi i Sithów, bo przecież fabuła niemal każdej książki z uniwersum „Gwiezdnych Wojen” opiera się w większym lub mniejszym stopniu na adeptach Mocy. Tym razem miała to być powieść oparta na historiach typu „heist”, nie da się nie zauważyć, że przywodzi ona na myśl głośne tytuły z tego gatunku, serii opartej na filmie „Ocean’s Evelen”, „Włoska robota”, a także „Szybcy i wściekli” zwłaszcza motyw z piątego filmu był tu aż nadto widoczny. Czy taki sposób prowadzenia fabuły pasuje do gwiezdnej sagi, a przede wszystkim czy nie jest zbytnią eksploatacją popularnych dziś filmów przygodowych – odpowiedź zależy od tego, kto czyta powieść. Osobiście nie jestem fanem tego typu filmów. Podobała mi się seria „Ocean’s…”, „Fast & Furious” mniej, ale „Gwiezdne Wojny” oglądam i czytam z innego powodu.

Zahn rozumie świat „Gwiezdnych Wojen” jak mało kto. Jest jednym z najlepszych pisarzy gatunku, stworzył bardzo udane postacie, świetne klimaty i niesamowite sytuacje. Wybrał to, co typowe dla „Star Wars”. Napisał kilku nowych bohaterów, innych zapożyczył od znanych autorów, dorzucił trio znane z trylogii, Sokoła – i ruszył na nową przygodę. Fabuła książki rozwija się jednak bardzo wolno. Problem powieści jest taki, że autor umieścił w niej zbyt dużo bohaterów, przez co połowa książki upływa na prezentowaniu ich wad i zalet, zarysowywaniu charakteru, a te – szczerze mówiąc – pozostawiają wiele do życzenia. Dopiero od strony 200 (plus/minus) akcja zaczyna posuwać się do przodu. Coś się dzieje, wątki się przeplatają. Autor buduje napięcie tylko po to, aby następnie spowolnić akację, przez co książka wydaje się być bardzo nierówna – niektóre rozdziały czytało się szybciej, inne strasznie się dłużyły. Były sceny, które wręcz przegadano.

Sam fakt, że ekipa Solo liczy dziesięć osób, a dodatkowo po stronie badassów mamy kolejne tyle, komplikuje sprawę. Niektóre postacie wydają się być jak osiłki bez mózgu wykonujące ślepo rozkazy. Fabuła nie jest skomplikowana, a nawet gdy autor stara się wprowadzać kolejne zwroty akcji, miałem wrażenie, że już wiem dokąd to poprowadzi. Skwitować to można tak: nic nowego, do bólu przewidywalne. Dodatkowo powieść można było spokojnie skrócić o sto stron – fabuła na pewno by nie ucierpiała.

Generalnie powieść trzyma średni poziom. Pod względem wykonania jest ok – poprawne dzieło Zahna, które ukazuje świat „Gwiezdnych Wojen” we właściwy sposób. Brakowało mi tylko iskry, jaką miało niedawno czytane „Posłuszeństwo”, czy do dziś wspominana przeze mnie powieść „Poza galaktykę”. Oczywiście ostatni akapit zabija przysłowiowego ćwieka. Ale to za mało, aby ocenić książkę jako dobrą.
Czy ta recenzja była przydatna?