Koszyk 0

Profil recenzenta:
Dzosefinn

Krótka autoprezentacja

Jestem jaka jestem i nie zamierzam zmieniać się pod wpływem otoczenia. Chodzę własnymi ścieżkami, wyznaczam nowe szlaki i staram się przy tym nie stracić włosów na głowie ;).

Najważniejsze dla mnie książki

Za mało miejsca, by wszystkie wymienić. ;)

Życiowe motto

Nie pozwól, by strach przed działaniem wykluczył Cię z gry.

Recenzje użytkownika

Autor: Panna J
Data:
Upadki Anne Provoost opowiadają wstrząsającą historię siedemnastoletniego Lucasa, który czuje się zagubiony i staje przed wieloma trudnymi decyzjami. Co wybrać? Miłość do Caitin, czy przyjaźń z Benoit'em i Alexem? Wrażliwy chłopak zostaje wykorzystany przez kolegów, co prowadzi do tragicznego finału. Autorka opisała tu przykład toksycznej przyjaźni, jak można bez problemu manipulować uczuciami drugiego. Oprócz tego Lucas dowiaduje się o mrocznej przeszłości swojego dziadka, co jeszcze bardziej wpływa na jego stan emocjonalny i jest jeszcze bardziej zagubiony.

Na każdym kroku główny bohater dostaje obuchem w głowę i upada. Książka uczy nas jak po upadku podnosić się i wyciągać wnioski z podjętych przez siebie decyzji. Ponieważ wszystko to co zrobimy, prędzej czy później do nas powróci i wpłynie w większym lub mniejszym stopniu na nasze życie. Dlatego nie jest sztuką upadać, ale sztuką jest podnieść się i brnąć dalej.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Panna J
Data:
Sięgając po Intruza wiedziałam, że jest to powieść zupełnie inna od sagi "Zmierzch". Ale to, co autorka serwuje w tej książce, przekracza moje najśmielsze oczekiwania!
Spodziewałam się prostej fabuły, niezobowiązującej i mało wymagającej historii. W dodatku patrząc na jej obszerność myślałam, że (takiemu smokowi jak ja) zajmie wiele czasu.
Jak ja się pomyliłam! Tfu! Na tą chwilę zapominam o wszystkich złych i negatywnych wyrazach.
Gdy zaczęłam wgłębiać się w świat dusz, trudno było mi się od niego oderwać. A wieczorem nawet nie oglądałam telewizji, by móc szybko odkryć to, co pani Meyer ukryła w tej książce.
Autorka porusza wiele trudnych problemów, przedstawia w sposób prosty istotę człowieczeństwa i sens istnienia.

Każdy z nas ma na świecie ukryte przeznaczenie. I tylko my jesteśmy w stanie je odkryć.
Przyjdzie, gdy będziemy gotowi.

Niebanalna, urzekająca. Autorka mnie zaskoczyła. POZYTYWNIE. Mam nadzieję, że będę miała jeszcze przyjemność przeczytać jej książki na poziomie Intruza.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Panna J
Data:
Życie jest jednym wielkim planem, zapisanym gdzieś w gwiazdach. I każdy z nas ma do spełnienia jakieś zadanie. I gdy nadejdzie odpowiedni czas, to z bagażem doświadczeń staniemy oko w oko z naszym przeznaczeniem.
"Odkrycie nieba" jest książką wymagającą. Nie jest to typ prostego romansidła, horroru, sensacji. Jest ona czymś większym, czego nie potrafię opisać.
Na początku poznajemy dwóch mężczyzn, o przeciwnych charakterach, rozumiejących się bez słów. Ich losy przeplatają się, a to na nowo łączą. I Ada, młoda wiolonczelistka, matka cudownego dziecka, które jako iskierka została powołana do wykonania ponad ziemskiego zadania.
Książka mnie za każdym razem zaskakiwała - już miałam w głowie ułożone dalsze losy bohaterów, które w mgnieniu oka rozpadały się jak domek z kart.
Raz kibicujemy szalonemu Onnowi, innym razem zagubionemu Maksowi, a przede wszystkim podświadomie liczymy na to, by przeciwności losu ich nie zatrzymały i brnęli dalej, by spełnili swoje powołanie.
Odkrycie nieba jest książka ponadczasową, a przede wszystkim "prozą przerastającą nasze czasy"
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: dzosefinn
Data:
Nostalgia anioła opowiada historię pewnej rodziny, która musi poukładać swoje życie od nowa. Ich świat rozpada się na początku grudnia, kiedy zostaje zgwałcona i zamordowana 14-letnia Susie Salmon. Dziewczynka trafia do przysłowiowego nieba. Stamtąd obserwuje jak życie jej rodziny rozpada się jak domek z kart. Dusza dziewczynki, mimo wolności nie może zapobiec zbliżającemu się nieszczęściu.
Powyższa książka porusza wiele trudnych aspektów życia. Przede wszystkim śmierć dziecka. Każdy rodzic, który traci cząstkę siebie wpada w sidła depresji, żalu... Zadaje dużo pytań, przede wszystkim: dlaczego on/ona? Bardzo często rodzice nie potrafią pogodzić się z losem, ponieważ dziecko miało całe życie przed sobą. Do tego dochodzi kwestia tajemnicy. Chodzi mi tu głównie o to, co się stało - jak do tego doszło i czy dziecko cierpiało. Trudne pytania, czasem zostawione bez odpowiedzi - jak w przypadku Susie. Kolejnym tematem jest rozpad rodziny. Trudne chwile są egzaminem dla danej rodziny. Czy przetrwają, czy są dość silni i przede wszystkim czy potrafią pogodzić się z losem. Rodzina, przeżywając tragedię tj. śmierć dziecka, powinna się wzajemnie wspierać, umacniać więzi rodzinne.
W Nostalgii anioła więzi rodzinne nie wytrzymały tejże próby. Tragedia odcisnęła swoje piętno na rodzinie Salmonów, a świat każdego z członków zmienia się, czasem na zawsze. Ale nie tylko na rodzinie. Zbrodnia ta zostawiła rysę na życiu innych osób, które znały i przyjaźniły się z dziewczynką. Ich życie również zmieniło się od tego momentu.
Uważam, że Nostalgia anioła jest książką, która wyjaśnia wiele tajemnic życia. Rodziny, z podobnymi przejściami mogą znaleźć w niej ukojenie. Uczy, że nie należy tracić nadziei, nie poddawać się, wierzyć w miłość! A przede wszystkim uczy wiary w więzi rodzinne, ponieważ gdy wszyscy są razem mogą sobie zaufać, być jednocześnie oparciem i ostoją. Mogą wyrazić swoje emocje, bez tłumienia ich w sobie. Oparcie, które niesie ze sobą bliskość kochanych osób sprawia, że łatwiej można przejść przez różne perypetie losu. Pozwala to w pewnym sensie powrócić do życia codziennego.
I na sam koniec. Ci co odeszli, tak naprawdę żyją między nami. Obserwują nas, kibicują, wspierają i czuwają nad nami. Chcą, byśmy byli szczęśliwi i nie poddawali się. Bo tych, których kochamy, nigdy nie odchodzą. Żyją w naszych sercach i wspomnieniach.
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
„Dziewczyna o szklanych stopach” urzekła mnie swoją okładką i intrygującym tytułem. Widząc ją na regale w księgarni, coś mnie do niej przyciągnęła. Poczułam, że to nie będzie typowa historia love story, lecz coś bardziej duchowego i nie namacalnego.
Jest to przepełniona magią opowieść o pokonywaniu własnych barier, wychodzenia po za, narzuconą przez siebie, ramę. Historia w bardzo subtelny sposób ukazuje, że Zycie jest ulotną chwilą i że ten oddech może być Twoim ostatnim, a marzenia nigdy się nie ziszczą.
Bohaterowie walczą o każdy moment, przełamują swoje tabu, staja się wolni, lecz z bólem oczekują dawno zapadłego wyroku.
Midas, mężczyzna uwieczniający piękno w obiektywie, bardzo nieśmiały, zamknięty w sobie, samotny. Ida, dziewczyna o szklanych stopach, odważna, bezpośrednia, pogodzona z losem. Ich drogi splatają się w ostatnich chwilach. Każde z nich odmienia życie drugiego. Ona nauczyła go odwagi, a on dał jej … siebie.
Przepiękna i jednocześnie wzruszająca opowieść o dwóch samotnych osobach, które wbrew wcześniejszym zapowiedziom, odnajdują drogę do swoich serc. Historia osadzona jest w magicznej, zimowej scenerii, wirujących płatkach śniegu, obielonych drzewach, dźwiękach trzepocących skrzydeł i skrzypiącego puchu pod butami.
„Dziewczyna o szklanych stopach” zapada głęboko w pamięć i przenika do samego dna duszy.
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Czy istnieje coś takiego, jak przeznaczenie? A może to jest tylko przypadek? A może jednak istnieje jakaś siła, która każe nam robić to wszystko, by inni, przychodzący po nas, mogli czerpać wiedzę? Może to, co teraz piszę okaże się dla kogoś czymś ważnym, co pozwoli mu zrozumień sens tego działania? Dlaczego piszę tą recenzję? W jakim celu piszemy pamiętniki? Najczęściej przez impuls. Chcemy podzielić się z kimś naszymi przeżyciami i emocjami. Ale dlaczego zamiast osoby, istoty żyjącej, na powiernika wybieramy pamiętnik? Martwą naturę? Dlaczego? Bo to, co zapiszemy zostanie. Wypowiedziane słowa ulotnią się jak dym znad ogniska. Przyjdzie byle jaki wiatr i zniknie. Tak jakby się nie żyło. Nie pozostanie po nas żaden ślad. A dziennik, to materia. To coś, co – wydaje nam się – że zostanie i przetrwa. Więc jeśli masz możliwość, to pisz. Twoja dusza zapisze się na kartkach historii. Dla potomnych będzie to pamiątką, w której będziesz żył…
Marcowe fiołki to historia opowiadająca o przeszłości i teraźniejszości. Główna bohaterka, Emily, gdy ją poznajemy, jest kobietą dość nijaką. Jej mąż porzuca ją dla innej i od tego momentu, sens istnienia Emily zaczyna się wypełniać. Za namową przyjaciółki wraca do domu z dziecięcych lat. Ma być miejscem, w którym ma się odrodzić i odnaleźć głęboko ukryte ‘ja’. Jednak los przygotował dla niej inny scenariusz. Emily nie tylko musi poukładać swoje Zycie od nowa, ale również pisane jest jej odkryć tajemnice sprzed lat. Niestety nie jest to łatwe, gdy najbliższe osoby milczą jak grób, a jedyną poszlaką i wskazówką ku prawdzie jest zeszyt oprawiony w czerwony jedwab należący do Esther Littelton.
Cała ta opowieść jest bardzo klimatyczna. Akcja osadzona jest w uroczym miasteczku, a raczej peryferiach, nad morzem. Piasek, bryza, domki nad morzem… Wszystko to sprawia, że historia naprawdę ożywa.
Bohaterowie są bardzo realni. Opatuleni emocjami i tajemnicami jak kocem, z którego boja się wyjść. Tylko Emily jest postacią bardzo ‘aktywną’, tylko ona – jak kropla drąży skałę. Nie traci ducha walki i jeśli popełnia błąd, to szybko go naprawia. Nie rozczula się nad sobą, jest odważna i nie boi się tego, co przygotowało dla niej przeznaczenie.
Powieść nasiąknięta jest wszelakimi emocjami i uczuciami. Bardzo mocno bije od niej melancholia, tęsknota i nadzieja i takie… ciepło. Dzięki temu człowiek uświadamia sobie, że wszystko co robi ma ukryty sens. Wszystko, co się stanie, pociągnie za sobą zdarzenia w przyszłości. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zszyte są naprawdę bardzo grubymi nićmi. Nie wierzysz? Przeczytaj, a przekonasz się!
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Nora Grey z pozoru jest zwyczajną nastolatką. Ma oddaną przyjaciółkę, kochającą matkę oraz wiele tajemnic…
Cisza to trzecia część przygód siedemnastoletniej Nory (potomkini rodu Nefilów) oraz upadłego anioła Patcha. W tym tomie dziewczyna budzi się na cmentarzu samotna, obolała i zdezorientowana. Wkrótce okazuje się, że Nora zaginęła na trzy miesiące oraz… że nie pamięta niczego z okresu pięciu miesięcy wstecz. By rozwiać tajemnice i mroki umysłu musi zaufać swojej intuicji, która nigdy jej nie zawodziła. Może powrót do normalnego życia byłby łatwiejszy, gdyby osoby będące w otoczeniu bohaterki nie ukrywały prawdy.
W tym samym czasie siły ciemności i zła przygotowują się do kontrataku….
Becca Fitzpatrick wykreowała naprawdę fantastyczne i ciekawe postaci. Nora – odważna, uparta, oddana przyjaciółka. Patch – niebezpieczny, tajemniczy, pociągający, czuły i wrażliwy w stosunku do Nory. Scott – oddany przyjaciel, na swój sposób odważny i pociągający. Marcie – materialistka, uparta, bezpośrednia i ślepa na to, co się wokół niej dzieje…. Naprawdę bogactwo obsady (jeśli mogę się tak wyrazić).
Cisza jest powieścią przede wszystkim oryginalną. Pośród wielu książek o tematyce paranormalnej, wśród wampirów, wilkołaków, czarowników, zmiennokształtnych, książka dotycząca upadłych aniołów, nefilów, archaniołów naprawdę wyróżnia się z tłumu. Trudno mi w tym momencie przytoczyć pozycję o podobnej tematyce. (W trakcie pisania tego zdania, tylko jedna – dobra dwie – przyszły mi na myśl Anioł Dorothei de Spirito i Angelologia – Daniele Trussoni.)
Co do fabuły. Od samego początku wciągająca Jest fragmentami tajemnicza. Wartka akcja oraz posiadająca wiele zawiłych wątków, które nie są aż tak poplątane, na jakie wyglądają. Język powieści bardzo prosty, lekki, przejrzysty oraz przyjemny. Nie sprawia wrażenia ciężkiego i „pisanego na siłę”. Książkę bardzo szybko się czyta i na długo zapada w pamięć.
Przede wszystkim powieść ta porusza wątek walki dobra ze złem, miłosny i relacji międzyludzkich. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, iż autorka wykreowała bardzo wyraźnie psychologię zachowań. Patch dla swojej miłości był w stanie wyrzec się skrzydeł. Z kolei Hank – ojciec biologiczny Nory – poświęciłby własną córkę, by osiągnąć swój cel. Z pozoru oba zachowania są bardzo różne, bo jeden chce ratować, a drugi niszczyć, lecz łączy je poświęcenie. W obu przypadkach wyraźnie widać, że oboje są w stanie wiele poświęcić dla własnych idei i priorytetów.
W porównaniu do dwóch poprzednich części, Cisza utrzymuje wysoki poziom, jest nawet lepsza od Szeptem i Crescendo.
Na pewno Cisza jest powieścią zaskakującą Do samego końca trudno przewidzieć, jak rozwinie się akcja i potoczą się dalsze losy bohaterów. Z pewnością sięgnę po ostatni tom.
Już nie mogę się doczekać.
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Co się stanie, gdy pijana i opuszczona młoda kobieta usiądzie do komputera? Z pewnością zrobi coś, czego by nigdy w życiu nie zrobiła będąc trzeźwą. Savannah (Van) mając dość samotności i niespełnionych marzeń pod wpływem procentów kupuje przez Internet, za bajońską kwotę, szczeniaka… Wszystkie jej wyobrażenia o małej włochatej kulce przestają istnieć, gdy z lotniska odbiera wielkie, czarne i kudłate zwierzę. I przez tą jedną, wbrew pozorom, szaloną decyzję, życie Van zmienia się o 180 stopni.
Każdy kto ma, lub miał psa wie, że to wielki obowiązek. A przy podejmowaniu decyzji trzeba naprawdę dobrze się zastanowić – przeanalizować wszystkie „za” i „przeciw”. Główna bohaterka pod wpływem impulsu i głowy pełnej procentów decyduje się na zakup zwierzęcia przez Internet i zostaje właścicielka tak zwanego „kota w worku”. Ale jak to się mówi Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Autorka w „Zostań” pokazała jak wygląda prawdziwa przyjaźń. Że oprócz radosnych i beztroskich chwil, są również i te złe. Brak szczerych rozmów doprowadza do poważnych konfliktów, które stają się próbom więzi. Czy przyjaźń między Peterem (przyjaciel ze studenckich czasów i jednocześnie obiekt westchnień Van), Janie (żoną Petera oraz przyjaciółką z dziecięcych lat bohaterki) i Diane (matką Janie i towarzyszką jej matki) przetrwa ten trudny czas? Tego dowiecie się sięgając po książkę pani Larkin.
Miłość nieodwzajemniona… Ile z nas, kobiet, podkochiwało się (lub dalej darzy uczuciem) w mężczyźnie, który uważa nas tylko za przyjaciółkę, lub po prostu nas nie dostrzega? Ile razy śnimy, by objął nas i pocałował do utraty tchu? Niby nadzieja umiera ostatnia, ale co zrobić, gdy obiekt naszego wzdychania jest zajęty? I co zrobić, gdy uczestniczymy w ceremonii zaślubin naszego księcia z bajki i przyjaciółki z dziecięcych lat? W takiej oto sytuacji bohaterka znalazła się na początku powieści, co doprowadziło do kupna czworonożnego przyjaciela.
Ponad to pani Larkin ukazała tęsknotę za bliskimi. Odejście bliskiej osoby, zawsze jest traumatycznym przeżyciem, które tak naprawdę rzutuje przez kilka ładnych lat. Główna bohaterka, musiała się zmierzyć z żalem, bólem i tęsknotą wywołaną przez śmierć matki. Lekiem okazała się wyprowadzka, pogodzenie z losem , uporządkowanie starych spraw oraz… Joe – pięciomiesięczny szczeniak, sięgający Van do uda.
Historia ta jest mieszanką wszelakich uczuć i emocji: radość, smutek, szczęście, nadzieja, żal, tęsknota, ból, zaufanie, przyjaźń i … miłość. Język bardzo lekki i przyjemny. Książkę szybko się czyta i jest idealna na szare i pochmurne dni.
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Wiele osób zalicza romanse paranormalne do tzw. Literatury niższych lotów. Większość z nich sądzi, iż nie wnoszą w nasze życie niczego wartościowego, tylko są wypełniaczami czasu, o którym szybko się zapomina. Ale tak naprawdę, to wszystko zależy od kilku aspektów, przede wszystkim od indywidualnego podejścia czytelnika do książki oraz moim zdaniem najważniejszym od treści zamkniętej na kartkach książki. Ja miałam możliwość czytać wiele tego typu powieści. Jedne były bardziej i mniej udane. Z tego też względu podzieliłam je na dwie grupy: RP z wkładką i RP bez wkładki. Czemu akurat tak? Bo te pierwsze, oprócz głównego przesłania (jakim jest zaspokojenie emocjonalne czytelnika) mają w sobie jeszcze inne ukryte znaczenie. Te drugie natomiast skupiają się tylko na rozrywce. Moim zdaniem, autorka recenzowanej książki o włos uniknęła RP bez wkładki.
„Pożeracz snów” opowiada historię siedemnastoletniej, niepokornej i zbuntowanej Ellie. Z pozoru żyje jak zwykła nastolatka, której egzystencja zaprzątnięta jest codziennymi problemami. Całe jej życie przewraca się do góry nogami, gdy w trakcie szalejącej burzy zjawia się cień mężczyzny na koniu…
Oprócz głównego wątku (miłosnego), występują również inne, głęboko ukryte w cieniu, np. pokonywanie własnych słabości, akceptacja wśród rówieśników, komplikacje na tle rodzic-dziecko… Wszystko to sprawia, że powieść nabiera takiego większego wymiaru. Dodatkowo klimatu nadają całej historii dosłownie magiczne opisy przyrody (w którym notabene nie ma NICZEGO magicznego, żadnych wróżek, świecących drzew etc.).
Powiedzmy szczerze. Większość z nas (jeśli nie wszyscy) zetknęli się choć raz z tym gatunkiem literackim. I prawdę powiedziawszy każdy z nas (albo raczej każda z nas) chciałaby spotkać taką osobę, która pokocha nas tak szczerze jak bohater literacki, lub przeżyć taką przygodę, jaką spotkała główna bohaterka. Czasami sobie nie zdajemy z tego sprawy, ale często sami jesteśmy bohaterami takich przygód.
Co dzisiaj, wczoraj, tydzień, miesiąc, rok, lata temu, śniło Ci się i pamiętasz ten sen do tej pory, a przypominając go sobie uśmiechasz się?
Książka warta przeczytania, choć dla mnie zabrakło snów, które przepowiadałyby przyszłość.
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Walka dobra ze złem jest popularna w literaturze i sztuce. Zazwyczaj to dobro, to Niebo, które kojarzone jest z bielą, czystością i pięknem, a zło, czyli Piekło z czernią, czerwienią, brudem i brzydotą. Te dwie siły są odwiecznymi wrogami i walczą o nasze dusze…
Lisa Desrochers nie pierwsza i pewnie nie ostatnia poruszyła ten wątek, jednak jakby dodała coś od siebie, a mianowicie dodała do tej mieszanki burzę hormonów.
Frannie, a właściwie Mary Francis jest jedną z pięciu córek państwa Cavanaugh. Pochodzi z rodziny religijnej i jest dość cichą osobą. Jednak pod tą powłoką kryje się ognisty temperament z wielkim sercem. Na pozór wiedzie dość spokojne życie, lecz jej duszę trapi bolesna tajemnica z przeszłości. Wszystko się zmienia, gdy siły ciemności zaczynają się dopominać o duszę Frannie. Zesłany na Ziemię Luc, demon, ma się do tego faktu przyczynić. Jednak boskie siły czuwają nad cenną duszą nastolatki i wysyłają swojego „człowieka”, anioła Gabe’a. Anioł i demon mają za zadanie oznaczyć dusze Frannie, jeden dla Niebios, a drugi dla Piekła. Pytanie tylko, który pierwszy…
Wszystko wydaje się dość schematyczne: dwóch pięknych walczy o duszę (i serce) dziewczyny, ale tym, co wyróżnia ten paranormal romance to fakt, że miłość Frannie ma moc większą, niż cała magia świata. By za dużo nie zdradzić, ten wątek podsumuję cytatem :)

Miłość to jedyna siła, która zmienia wroga w przyjaciela
- Martin Luther King

Z początku byłam do tej książki dość wrogo nastawiona. Naczytałam się różnych opinii (większość z nich były mało pochlebne) na jej temat, lecz coś mnie do niej przyciągało. Więc postanowiłam na własnej skórze sprawdzić, o co chodzi z tymi Demonami. Pokusa.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to wyżej wymieniony schemat, a konkretniej „zmierzchowy” (że tak go nazwę). Jedna dziewczyna, nastolatka: Frannie – Bella, dwóch przystojniaków, którzy „walczą” o jej względy: Luc – Edward i Gabe – Jackob. I tak naprawdę podobieństwa się na tym kończą. Mogę tylko zdradzić, że pod koniec książki „Przed świtem” s. Meyer, Bella przechodzi na stronę Edwarda. W Demony. Pokusa główna bohaterka „przeciąga” swojego wybranka na swoją stronę. A kogo, tego dowiecie się z książki (mam nadzieję, że rozbudziłam Waszą ciekawość :))
Jestem pod dużym wrażeniem, jeśli chodzi o fabułę. Podtrzymuje w napięciu i naprawdę bardzo zaskakuje. Język jest bardzo przyjemny i lekki, choć znalazłam jedną literówkę, która tak naprawdę zamiast mnie obruszyć (niby każdemu może się zdarzyć, ale wydawnictwa niestety powinny na takie wpadki być bardzo wyczulone. Przecież chcemy dążyć do perfekcji? ;)), to się przy tym śmiałam:

„Drży, a po mnie przechodzą cisarki”*

Jest jeszcze coś, co mnie wprost doprowadza do szaleństwa. A mianowicie spolszczenia angielskich słów typu: „nindża”, „tiszert” i „dżudo”, no ja was proszę, redaktorzy i korektorzy! Tego nie da się czytać!
Demony. Pokusa jest dobrą lekturą na szaro-bure dni. Pozwala nam się oderwać od rzeczywistości i zapomnieć o przyziemnych obowiązkach. Trochę ubolewam, że autorka poszła na łatwiznę, jeśli chodzi o imiona „walczących” ze sobą postaci: Luca (Lucyfer) i Gabe’a (Gabriel). Wystarczy spojrzeć na imiona i wiadomo, kto jest tym złym, a kto tym dobrym. Pani Desrochers mogła trochę poszaleć. Ale to nie jest jak tak bardzo istotne.
Miałam (małe) opory przed przeczytaniem tej książki, jednak nie żałuję, że się na nią w końcu zdecydowałam. Bardzo przyjemnie spędziłam przy niej czas oraz rozbudziła moją ciekawość i na pewno sięgnę po kontynuację.
I na sam koniec. Wielka, czerwona kartka dla grafika za okładkę. Nie sugerujcie się wyglądem dziewczyny umieszczonej na szacie graficznej. Bohaterka, Frannie, jest drobną, niebieskooką blondyneczką. Tak naprawdę dziewczyna na obrazku, to jej przeciwieństwo. Chociaż ten błysk w oku i spojrzenie powalające.
Zdecydowanie tak! Polecam!

I na zakończenie kilka (moim zdaniem) najlepszych tekstów:
„Podnoszę z podłogi swoje żałosne jestestwo…”**

„W mojej klatce piersiowej jest jakiś głęboki, pulsujący węzeł. – serce? No bez jaj. Siarka nie pulsuje”***

[o Gabrielu]
„To musi być jego wina, choć nie wiem, jak to zrobił. Znajdę go, wyskubię mu wszystkie anielskie piórka i napełnię nimi poduszkę”****

„Ludzie robią różne rzeczy i uzasadniają swoje wybory różnorakimi, szlachetnymi wymówkami, ale koniec końców zawsze dbają o swoje interesy”*****

I co do ostatniego cytatu, niestety, z tym muszę się zgodzić.
___
*s. 50
** s. 73
***s. 158
****s. 158
*****s. 232
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Zwycięzca jest sam to historia o życiu w świecie blichtru, a konkretniej jeden dzień, który dla nielicznych miał być spełnieniem marzeń, a okazał się ostatnim momentem życia. Rosyjski milioner i właściciel telefonii komórkowej, Igor, przyjeżdża do Cannes, by pokazać i udowodnić byłej żonie, Ewie ile jest w stanie zrobić w imię miłości. Dla głównego bohatera, ten jeden dzień staje się ostatnim starej egzystencji. Bez skrupułów i litości zabija kolejne ofiary, które w jego oczach są nikim konkretnym. Mają być tylko przykładem tego, do czego jest zdolny zraniony człowiek, oraz wiadomością dla byłej żony, że dla niej jest w stanie poruszyć niebo i ziemię, byleby tylko wróciła. Autor jakby usprawiedliwia bohatera….

„[…] miłość usprawiedliwia czyny, których zwykli ludzie często nie są w stanie zrozumieć – chyba, że ktoś przeżyje dokładnie to, co on przeżył.”*

Nie do końca się z tym stwierdzeniem zgadzam. Miłość nie wszystkie czyny usprawiedliwia. Na pewno odebrania życia niewinnym ludziom oraz poniżenia, upokorzenia i odebrania wolności drugiemu człowiekowi.
Nikt nie ma prawa decydować o czyimś losie, w szczególności odbierać wolności i życia. Lecz niestety takie sytuacje się zdarzają i my tak naprawdę nie mamy nic do powiedzenia. – a jak następnym razem padnie na mnie? - Możemy się tylko obruszać na takie wydarzenia. Nie zmieni się ten stan, dopóki my się nie zmienimy.
Drugim takim aspektem poruszonym w tej książce jest życie bogaczy, celebrytów, sław i innych osób związanych z show-biznesem. Autor bardzo trafnie opisał sytuację ludzi, którzy są na tzw. świeczniku.

„Spotykają się, żeby udawać, że są szczęśliwi, chociaż w rzeczywistości są niewolnikami własnego sukcesu”**

Od lat wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają. Są tylko niezbędnym elementem do życia. By przetrwać, musisz posiadać pieniądze. Koniec. Kropka.
Kolejnym smutnym wnioskiem jest to, że wszystko kręci się wokół dóbr materialnych. Zamiast dążyć i spełniać wartościowe idee, ludzie wolą uganiać się za iluzją życia – czyli dobrami materialnymi i sławą.
Zwycięzca jest sam to dosyć trudna książka. Porusza wiele - dla nas, zwykłych szaraków – ciekawych tematów, których nie odczuwamy tak bardzo, jak ludzie sukcesu. Pokazuje, jak wiele zależy od jednego człowieka. Często słyszy się, że „ja jako jedna osoba nic nie mogę zrobić. Sam nie poruszę góry…”. Patrząc teraz, przez pryzmat tej książki uważam, że jedna osoba może wszystko. Jeśli bardzo chce i pragnie, to może osiągnąć wszystko. Pytanie nasuwa się jedno – tylko jakim kosztem.
Książka posiada drugie dno. Jednak, by do niego dotrzeć, trzeba naprawdę głęboko szukać. Zwycięzca jest sam sama w sobie to bardzo nużąca i specyficzna lektura. Może i nie wnosi niczego nowego do życia, lecz przypomina o niektórych prawdach. Postaci, które wykreował Coelho byli bardzo słabi, nijacy, nużący, nie wyróżniający się.
Zabrałam się za tę książkę, ponieważ moja uwagę zwróciła bardzo interesująca okładka, opis z tyłu okładki oraz wcześniejszy dorobek autora. Przeczytałam kilka jego powieści i niektóre z nich okazały się naprawdę dobrymi. Spodziewałam się, że Zwycięzca jest sam jest kolejną dobrą książką Coelha. Niestety trochę rozczarowała mnie ta pozycja. Spodziewałam się wartkiej akcji, intrygujących i barwnych bohaterów. Książka ta okazała się dla mnie zbyt ciężką i przytłaczającą. Raczej nie polecam.
___

*s. 338
** s. 16
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Karolina
Data:
Mrok kwiatów opowiada losy trupy banitów, którzy szukają swojego miejsca na ziemi. Persja - główna bohaterka, jedna z banitów – jest narratorka historii. To z jej punku widzenia obserwujemy świat, który ją otacza, a konkretniej dwie rzeczywistości: jeden realny, natomiast drugi – magiczny. Razem z przyjaciółmi: Floss (magiczną istotą z Krainy Magii), Toniem („dyrektorem” artystycznym banitów), Maxem (jego partnerem), Nicholasem (studentem prawa) i Łucją muszą stawić czoło przeciwnościom losu. Gdy sytuacja staje się napięta, uciekają do Krainy Magii, która wbrew pozorom nie jest taka straszna, jaką przedstawia opis z tyłu okładki. A jedyne, co może trupę ocalić przed wygnaniem to przedstawienie kukiełek, będące jednocześnie furtką do spełnienia marzeń.
Zacznę może od okładki i opisu. Szata graficzna jest naprawdę piękna i przykuwa uwagę. Naprawdę, czuć bijącą od niej magię i tajemniczość. Rudowłosa dziewczyna i te fioletowe kwiaty w pozie, jakby ktoś w tym momencie ją zawołał. Tak, wielki plus za okładkę.
Z czym kojarzyć się może tytuł Mrok kwiatów? Mnie przede wszystkim z czymś kruchym, pięknym, nawet niebezpiecznym i tajemniczym. Jak tytuł ma się do opisu? No cóż, niekoniecznie odzwierciedla moją interpretację tytułu do treści. Nie zrażona tym szczegółem zabrałam się za jej czytanie. I tu już zaczynają się schody.

Muszę przyznać, że autorka bardzo plastycznie opisywała bohaterów i wszystko, co ich otacza. Dla przykładu:

„[…] wyglądał jak czekoladowe jajko wielkanocne z gorzkiej czekolady”*

Jak można porównać łysego, ciemnoskórego mężczyznę do czekoladowego jajka wielkanocnego?! Aaaaa! Ja na taki pomysł bym nie wpadła, ale brawo dla autorki, które sprawiła, że przez chwilę zdębiałam. (O stylu na razie nie wspomnę)

„Za to rozmawiał z mężczyzną, który miał fryzurę jak Einstein, tle, że koloru niebieskiej gumy do żucia”**

„Futro było miękkie, mięciutkie i pachniało jak zasypka dla niemowląt i ogień”***

Jak pachnie ogień? Bo siedząc niejednokrotnie przy ognisku, to albo czułam żywicę, albo sadzę. Trudno mi powiedzieć, o jaki zapach autorce chodziło. Może Wy wiecie? ;)

„[…] ale jego napój miał kolor rubinów o północy”****

Hę? Dla mnie zdecydowanie przesłodzone i przedobrzone. Było jeszcze kilka takich ciekawych zwrotów, na widok których przecierałam oczy ze zdumienia.
Kolejna sprawa, którą muszę tu poruszyć, to miejsce akcji, a konkretniej czas. Przez ponad 50 stron zastanawiałam się (a raczej rozkminiałam) w jakim okresie trwa ta historia. Początkowo obstawiałam późne średniowiecze, ale moje wątpliwości rozwiała koszulka z nadrukiem Persji (którego za Chiny ludowe nie mogę sobie przypomnieć).
Dalej: język (czy ja naprawdę muszę się znów z tym zmierzyć?). Przede wszystkim styl. Wiele błędów językowych i stylistycznych (dla przykładu powyższe czekoladowe jajko wielkanocne z gorzkiej czekolady). Aaaaa! I te nieszczęsne powtórzenia. Przez całą książkę przewija się jedno słowo, które można byłoby zastąpić wieloma innymi. Chodzi mi tu o wyraz wodewil (wodewilowe melodie, wodewilowy wygląd, pacynki wodewilowe). Jak ja to mówię, co za dużo, to nie zdrowo. Nie wspomnę o innych ulepszaczach (typu: magia rezydendalna, dokerowy głos…). A gdzie w całej tej historii magia? No niby jest, ale dla mnie to trochę za mało. Trudno mi jest ocenić Mrok kwiatów. Z jednej strony mi się podobała, a z drugiej niekoniecznie. Plusem jest oryginalność, szata graficzna i humor (chyba trochę przypadkowy). Dużo absurdów, a mało takiej konkretnej treści. Dla przykładu: Pył chochlikowy = proszki a’la narkotyki (nielegalne), czy drinki różnokolorowe (im ciemniejszy, tom gorszy) = na nasz język, to prawdopodobnie alkohol z tzw. Drugiego obiegu. Trzeba przyznać, że autorka miała pomysł, lecz nie do końca udany – jeśli chodzi o wykonanie.
___

*s. 20
**s. 169
***s. 170
****s. 254
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Przychodzimy na świat w konkretnej rodzinie. Jesteśmy albo młodszym, albo starszym rodzeństwem Niektórzy z nas jednak pozostają jedynakami. Jedyne, co wszystkich nas łączy to więzi rodzinne, które sprawiają, że trzymamy się razem. Ale każda więź jest inna: rodzic-dziecko, dziadkowie-wnuczkowie, rodzeństwo. To jest coś, czego nie da się opisać jednym zdaniem. Uczucie łączące ze sobą dzieci w rodzinie, czasami jest silniejsze niż pomiędzy pozostałymi członkami rodziny. Ci z nas, którzy mają brata, siostrę to rozumieją i czują te emocje. Wiedzą o czym piszę. Jedynacy niestety nie. I im najbardziej współczuję, ponieważ nigdy nie zaznają tej czystej, braterskiej lub siostrzanej miłości. A Na Syberię jest właśnie taką powieścią. O więziach rodzinnych.
Na Syberię to spisane wspomnienia pewnej kobiety z czasów młodości. Opowiada i przywołuje swoją młodość, a szczególną uwagę przywiązuje do więzi łączących ją z bratem. Miał na imię Jesper i dzielili jeden pokój w skromnym mieszkaniu nad mleczarnią. Dzieciństwo ich przypada na okres międzywojenny, czas beztroski i szczęścia. Bezimienna bohaterka była zapatrzona w swojego brata. Był dla niej więcej niż tylko bratem. Był przyjacielem, opiekunem i nauczycielem. To on wprowadził ją w świat dorosłych. Pokazywał jej ich świat i jak się w nim poruszać. Był jedyną osobą, która ją rozumiała i tak prawdziwie znała. Razem marzyli, planowali przyszłość, śmiali się, czerpali radość z każdego dnia, a przede wszystkim uczyli się od siebie. Lecz wszystko z wiekiem przemija. Dorastają, a świat dziecięcych fantazji mija bezpowrotnie.
Czas wojny na zawsze odmienia ich życie. Jesper emigruje z kraju, a bohaterka jest zmuszona szukać innego nauczyciela i towarzysza życia. Po latach otrzymuje od niego list, w którym pisze, że gdy wiadomość do niej dotrze, on będzie czekać na nią w rodzinnym domu. Bohaterka zostawia swoją przyszłość i wraca w rodzinne strony. Dom od zawsze dla nich był miejscem surowym, pracowitym i bezuczuciowym. W całej tej otoczce jedyną radością i promykiem słońca był dla niej brat. I odwrotnie.
Jest to bardzo przejmująca opowieść kobiety, która przez kilka lat od ucieczki brata żyje nadzieją, iż jej droga z bratem kiedyś się znów złączy. W niektórych momentach powiedziałabym, że jest wręcz baśniowa, nierealna. Cała ta historia osadzona jest w przepięknym krajobrazie północnym, a wśród nich dwoje dzieci, które umacniają swoją miłość do siebie.
Tylko osoba, która posiada rodzeństwo mogła tak cudownie opisać relacje zachodzące między nimi. Ja mam to szczęście, że wiem co to jest miłość bratersko-siostrzana. Dla mojego brata zrobiłabym wszystko. I wiem, że on dla mnie jest w stanie również z wielu rzeczy zrezygnować. Tak jak bohaterowie tej powieści.
Siedzę i zastanawiam się, jak musi się czuć jedynak, po przeczytaniu Na Syberię.
Samą książkę dobrze się czyta oraz szybko. Język jest bardzo plastyczny i pobudzający wyobraźnię.

„Za nim widać choinkę i okno po przeciwnej stronie, z szybą do połowy pokrytą lodowymi różami”*

„[…] kwiaty wilgoci rozrastają się pod tapetą […]”**

Trudno mi znaleźć jakieś wady. Jedyne, to kilka literówek, które przeoczyli edytorzy.

W literaturze skandynawskiej zakochałam się kilka lat temu. I jak na razie żadna powieść mnie nie rozczarowała. Na Syberię mogę polecić, z czystym sumieniem, każdemu!

"Staję się tym, co widzę. Widzę książkę, która właśnie się zaczyna i nikt jeszcze nie wie, co się wydarzy." ***

___
*s. 13
**s. 57
***s. 100
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Czym jest miłość? Drganiem serca, szumem krwi, drżeniem ciała? Wiele osób szukało i nadal szuka odpowiedzi. Ale czy ją znajdą? Chyba nie…
Do czego jesteśmy zdolni, by ją zdobyć? Poczuć? Odzyskać? Czy mimo tej całej otoczki radości, szczęścia i obezwładniającej euforii jest warta poświęcenia i wyrzeczeń?

„Cała przyjemność i radość, które daje miłość muszą któregoś dnia odbić się cierpieniem. A im mocniej się kocha, tym ból będzie silniejszy”*

Miłość to nie tylko ten stan uniesienia. Jest przede wszystkim siłą destrukcyjną. Potrafi zadać mocny cios. Jest niekiedy niebezpieczna i bezwzględna, a zakochanych ubezwłasnowolnia. Działa jak narkotyk, raz spróbujesz i jesteś uzależniony. Chce się go więcej i więcej…
Jack przyszedł na świat w najzimniejszym dniu. Jego serce było zamrożone, a jedynym ratunkiem miał się okazać zegar z kukułką. Chłopiec był owocem przypadku, czymś, co wadzi i przeszkadza. Akuszerka, która odbierała poród, postanowiła za wszelką cenę go uratować. Dlaczego Madeleine to robi? Ponieważ chce dać chłopcu to, czego nie chciała dać mu matka. Miłości.
Zegar z kukułką sprawia, że chłopiec staje się wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Jest to również powód jego samotności. Ludzie na jego widok odwracają wzrok, są bezwzględni, jeśli cos odstaje od przyjętych reguł. Coś co jest inne, nieznane wywołuje wszelakie emocje, w tym strach oraz agresję. Wystarczy jedna wrogo nastawiona osoba, by życie niczemu winnemu człowiekowi zamieniło się w piekło. A wszystko przez swoją odmienność.
Wszystko to przytrafia się młodemu bohaterowi, ponieważ przy swojej odmienności zaufał swoim uczuciom. Raz spotkana mała śpiewaczka zmienia jego życie na zawsze…
Darząca go matczynym uczuciem akuszerka Madeleine robi wszystko, by uchronić bohatera przed cierpieniem. Od najmłodszych lat wmawiała mu, że silniejsze emocje i uczucia mogą doprowadzić do uszkodzenia zegaroserca, a nawet do jego zatrzymania oraz śmierci. Jednak uczucie do śpiewaczki jest silniejsze, aniżeli przestrogi Madeleine. Jack zatracony w tejże euforii wyrusza na poszukiwania tej jedynej, raz zobaczonej dziewczynce. I od tego momentu jego życie to ciągła sinusoida. Czy chłopiec odnajdzie swoje szczęście u boku pięknej, niedowidzącej miss Acacii?
Mechanizm serca jest powieścią o uczuciach oraz o indywidualności, podążaniu za własnymi marzeniami, o miłości, która parzy i zniewala, o nadziei, która nigdy nie gaśnie, o indywidualności i odrębności, budzącej najmroczniejsze emocje i czyny. Wszystko to i wiele więcej doświadczycie w tej baśni dla dorosłych.
Styl oraz język Mechanizmu serca jest urzekający, wręcz baśniowy. Autor swoją powieścią czaruje czytelników i pokazuje swoją wizję miłości. Bardzo szybko zatracamy się w tym steampunkowym świecie i odrywamy się w momencie, kiedy Jack odkrywa prawdę oraz przekonuje się o sile miłości.
Nie mogę nie wspomnieć o okładce. Jest urzekająca i tak przyciągająca, jak treść, którą skrywa.
Wzruszająca historia zapadająca głęboko w pamięć. Polecam.

Garść cytatów:

„Love is dangerous for your tiny hart even in your dreams, co please dream softly”**

„Zawód miłosny może zmienić ludzi w potwory przepełnione smutkiem”***

„Nigdy nie można wrócić do tego, co już się stało. Nawet jeśli ma się zegar w sercu”****

___
*s. 29
**s. 32
***s. 43
****s. 49
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Dorastanie jest szalonym okresem w naszym życiu. Zmieniamy się nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Z niewinnego dziecka przekształcamy się w dorosłą osobę. Postrzeganie świata ulega przewartościowaniu. Zmienia się system wartości. Coś co kiedyś było dla nas ważne, w tym momencie przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Najczęściej nie dostrzega się tego, co naprawdę jest istotne. Bardzo często wydaje się, że w okresie dorastania pozjadaliśmy wszystkie rozumy. Uważamy, że wiemy, co dla nas jest dobre oraz sami chcemy podejmować decyzje. Chcemy być panami własnego losu. Jeśli się udają nasze zamiary, to jesteśmy jeszcze bardziej zadufani w sobie. Jednak gdy coś nie wychodzi, to o całe zło obwiniamy wszystkich dookoła. Czasami słusznie, ale niekiedy nie. Burza hormonów szaleje, zaślepieni promieniami młodości bardzo często ranimy tych, na których najbardziej nam zależy. Złość rodzi złość. Pielęgnując agresję powoli zatracamy się i spadamy w otchłań. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie dostrzegamy własnych błędów. Dopiero gdy sięgamy dna, zdajemy sobie sprawę jaką, swoim zachowaniem, wywołaliśmy lawinę. Wszystko staje się wyraźniejsze i dopiero wtedy uświadamiamy sobie krzywdę wyrządzoną osobom, które były dla nas wszystkim. Z takiej beznadziejnej sytuacji, tylko my jesteśmy w stanie siebie uratować. Ale najpierw, musimy wybaczyć sobie i przyznać się do winy…
Agnieszka Anioł jest zwyczajną nastolatką. Blond włosy i jasne oczy idealnie komponują się z jej nazwiskiem. Bohaterka jest osobą silną charakterem, potrafi przytupnąć, kiedy coś jej się nie podoba. Lecz w głębi jej serca drzemie dobro. Można powiedzieć, że dziewczynie niczego nie brakuje. Ma wspaniałą i kochającą rodzinę, przyjaciół, otaczana jest zewsząd sympatią i uznaniem. Poznajemy ją jako radosną i szczęśliwą nastolatkę, która ma plany na przyszłość. Niestety wszystko ulega zmianie, gdy dowiaduje się o przeprowadzce. Matka oraz ojczym planują zmienić miejsce zamieszkania. Wszystko może i byłoby do przełknięcia, gdyby nie fakt, że zatajają tę decyzję przed główną bohaterką. Agnieszka staje przed faktem dokonanym. Nic dziwnego, że buntuje się i zamyka w swoim świecie, przepełnionym bólem i żalem do opiekunów. Jest zmuszona rozstać się z tym co zna i jednocześnie odnaleźć się w nowym miejscu. Zadaj sobie pytanie, drogi czytelniku: jak byś się poczuł na miejscu bohaterki? Wyobraź sobie tę sytuację, dowiadujesz się od przyjaciół, że planujecie się wynieść z miasta. Tak naprawdę zostajesz podstawiony przed faktem dokonanym. Ktoś postanowił zadecydować o Twoim losie i jednocześnie zmienia Twoje plany. Nie wiem jak Ty, ale ja, podobnie jak bohaterka, byłabym rozgoryczona i poczułabym się zdradzona. Plany, które miała Agnieszka na przyszłość rozpadają się jak domek z kart. A do tego musi odnaleźć się w obcym miejscu.
Mrówki w śniegu to przede wszystkim książka o dorastaniu, akceptacji, zrozumieniu, poszukiwaniu własnej tożsamości, podejmowaniu trudnych decyzji, błądzeniu oraz o przebaczaniu.

„Życie to ciągłe wybory. Czasem podejmuje się dobre decyzje, czasem złe. Ważne jest, żeby te złe naprawić. Albo przynajmniej próbować.”*

Czy jedna decyzja może zaważyć na całym życiu? Okazuje się, że tak, w szczególności, gdy jest się młodą, upartą i rozgoryczoną nastolatką. Agnieszka nie była zła, jednak zatajenie przed nią decyzji o przeprowadzce, wywołało lawinę negatywnych zdarzeń i emocji. Na początku brnie i pielęgnuje swoją złość, jednak z czasem zaczyna dostrzegać własne błędy. I gdy myśli, że jest na straconej pozycji, to okazuje się, że jednak nie. Tak naprawdę to od niej zależy, czy dalej będzie jechać w złym pociągu, a może wysiądzie na następnym przystanku? Decyzję musi podjąć sama.
Książka jest naprawdę wciągająca. Pokazuje dość poważne problemy nastolatków w prosty sposób i co najważniejsze, przedstawia na nie lekarstwo. Z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji istnieje wyjście awaryjne. Wystarczy się przełamać i wybaczyć samemu sobie. Bo błędy każdy ma prawo popełnić. Lecz trzeba umieć je naprawiać. I wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość.
Mrówki w śniegu jest przyjemną lekturą, bardzo szybko się czyta i przede wszystkim pozwala oderwać się od codziennych trosk. Okładka przyciąga wzrok i naprawdę oddaje treść książki. Bardzo mi się podoba i gdybym mogła to godzinami studiowałabym zagubiony wzrok dziewczyny na zdjęciu. Jedynie co rzuciło mi się w oczy, to kilka błędów językowych (prawdopodobnie ktoś był głodny i pozjadał literki ;)), ale nie ujmuje to całej historii. Poza tym, zdecydowanie książka warta polecenia. Szczególnie dla młodzieży.

„Powiedziałam…
Wiosna
A z moich ust
Wystrzeliły pąki kwiatów
I wypłoszyły z gniazd pisklęta.
Powiedziałam…
Lato
A lody zaczerwieniły się
Polewą z truskawek
I słońce słało uśmiechy.
Powiedziałam…
Jesień
A klucz dzikich gęsi
Przeciął wieczorne niebo
I z krzykiem zniknął.
Powiedziałam…
Zima
A świat pozostał piękny
Tylko mnie
Przestało już obchodzić.”**

___
*s. 144
**s. 58-59
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Lato jest wyjątkową porą roku. To okres wakacyjny, czas odpoczynku od codziennych obowiązków (tych szkolnych i nakładanych przez pracę), ładowania baterii oraz czas relaksu i życia pełną piersią. Wtedy to najczęściej nawiązujemy nowe znajomości, ulegamy wakacyjnym zauroczeniom, które najczęściej kończą się wraz z nadejściem jesieni. Ale czy zawsze tak jest, że koniec wakacji równa się z końcem uczucia? Niekoniecznie.
Anna jest spokojną ambitną i mocno stąpającą po ziemi licealistką. Poznajemy ją w momencie, gdy kończy drugi rok nauki. Jej przyjaciółka, Luiza, z tejże okazji organizuje u siebie w domu imprezę, która ma być początkiem upragnionego lata. Przyjaciółki na ten czas rozstają się, Luiza jedzie do Hiszpanii, a Anna wyjeżdża do babci, która mieszka w małym miasteczku, Klonowie. A tam, „kolejne lato” zmienia się w jedno z najpiękniejszych okresów. Ta chodząca twardo po ziemi dziewczyna ulega urokowi przystojnego ratownika, Mariusza. Traci głowę do starszego od niej mężczyzny, za którym wciąż wlecze się przeszłość…
Błękitne lato jest historią nieprzemijającą. Co roku, właśnie we wakacje, większość z nas ulega wakacyjnym flirtom, zakochuje się i spędza ten cudowny czas u boku osoby, która zmienia nasz sposób postrzegania świata. Zmieniamy się, wszystko widzimy w innym świetle. To tak, jakbyśmy patrzyli na otaczającą nas rzeczywistość przez różowe okulary.
Oprócz wakacyjnego romansu, Błękitne lato porusza również temat toksycznej miłości. Była dziewczyna Mariusza, Matylda, mimo zerwania, jest w stanie walczyć o uczucie, które dawno już wygasło. Zdolna jest nawet skrzywdzić drugą, niewinną osobę, by osiągnąć swój cel. A ta przeszłość, ciągnąca się za młodym mężczyzną może zaważyć na nowej znajomości. I czy uczucie, które łączy Mariusza i Annę jest wystarczająco silne, by przetrwać burzę, która nieuchronnie nadchodzi?
Książkę bardzo przyjemnie mi się czytało. Byłam zaskoczona tym, jakie emocje i wspomnienia wywołała ta lektura Błękitne lato okazało się bramą do wspomnień, nie tyle do czasów licealnych, ale również do beztroskich wakacji, które minęły bezpowrotnie. W trakcie czytania mogłam zamknąć oczy i bez problemu wrócić do tego pięknego okresu mojego życia, gdzie moja największą bolączką było odrobienia pracy domowej na następny dzień, nauka na kartkówki i sprawdziany oraz po tym wszystkim błogiego lenistwa przez następne dwa miesiące.
Autorka wykreowała interesujące postaci, lecz zastanawiam się, czy trochę nie za nudne. Wszystkie są podobne do siebie, a jedyną, wybijającą się z tej całej historii jest Matylda. Ona tak naprawdę nadaje dynamizmu całej tej powieści. Anna wydaje się przy niej nieciekawa i mało atrakcyjna. O reszcie bohaterów nie będę wspominać, bo tak naprawdę nie wyróżniają się i nie potrafię nic ciekawego na ich temat napisać.
Co do okładki, to nie za bardzo przypadła mi do gustu. Pierwsze co widzę, do twarz kobiety z katalogu makijażu ślubnego, a nie młodą i skromną dziewczynę z powieści pani Korolewicz.
Ogólnie rzecz ujmując Błękitne lato podobało mi się. Jeśli potrzebujecie, lub chcecie powrócić do czasów młodości, pierwszych wakacyjnych miłości, beztroski i radości, to ta książka jest właśnie dla was. Jestem bardzo zaskoczona całym tym letnim klimatem, który unosi się wokół tej historii. Dzięki niej, przez chwilę mogłam wymazać tę okropną pogodę za oknem, powdychać gorące powietrze i cieszyć się promieniami słońca na mojej twarzy. Nic innego nie pozostaje, jak czekać na kolejne lato, które może okazać się Twoim Błękitnym latem.
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Po długiej przerwie znów wkroczyłam w świat wampirów, fantastycznego i przepełnionego magią Domu Nocy. Jest ona dla mnie jedną z nielicznych serii, do której mam ochotę powracać nieprzerwanie. Może i dla niektórych może się ona wydawać niskich lotów, ale powiedzmy sobie szczerze. Jej głównym celem jest rozrywka. Ma być lekka, miła i przyjemna. I taka oto jest.
Przysięga Smoka to uzupełnienie cyklu o Domu Nocy. Dzięki tej opowieści cofamy się w przeszłość, a konkretnie do I poł. XIX wieku, do młodości Bryana Lankforda oraz młodziutkiej profesorki Anastasii. Akcja zaczyna się tak naprawdę od momentu wydziedziczenia średniego syna za karygodne i aroganckie zachowanie oraz od nakazu wygnania z rodzimego kraju. Jednak los dla młodego mężczyzny przygotował inny scenariusz. Zostaje naznaczony i tym samym staje się wolny oraz rozpoczyna nowe życie pod znakiem smoka…
Dzięki tej krótkiej historii mamy możliwość poznać legendarnego mistrza szermierki za czasów, tzw. „szczenięcych” i jednocześnie z innej perspektywy. Dla niektórych z Was, ba nawet z pewnością, będzie zaskoczona, a niekiedy może nawet wywołać do głównego bohatera niechęć. Wydaje mi się, że to chyba dobrze, bo dzięki temu cała książka nabiera barw, a postać nie jest nudna przez swoją dynamiczność.
W tym przypadku przywołam dwa z moich ulubionych powiedzeń: Nic nie dzieje się bez przyczyny oraz nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Gdyby nie jego zachowanie, prawdopodobnie nigdy nie spotkałby swojej przyszłej ukochanej.
Jest to z pewnością ciekawa historia, powiedziałabym nawet, że to przyjemne uzupełnienie tego cyklu. Treść ozdabiają cudowne rysunki autorstwa przyjaciółki pisarek, które wzbogacają książkę. No i ta nieziemska okładka…
Co do języka, jak wspomniałam wyżej, jest on miły, lekki i przyjemny. Osoby, które miały możliwość przeczytać którąkolwiek część z Domu Nocy, to mogą spodziewać się czegoś podobnego. Jednakże nie jest on wcale taki zły, do jakiego przyzwyczaiły nas autorki.
Bardzo podobało mi się studium nad tytułowym bohaterem. Panie Cast wykreowały naprawdę ciekawą i intrygującą postać. Tylko szkoda, że taka krótka okazała się ta historia. Z przyjemnością przeczytałabym coś więcej na ten temat (pominięto zupełnie okres od naznaczenia do momentu przemiany Bryana w wampira. Ten ostatni wątek jest naprawdę niezły, ale mam wrażenie, że autorki nie pokazały w nim swojego potencjału). A tak to trzeba obejść się smakiem.
Całą tą recenzję wychwalam i piszę, że jestem pod jej wrażeniem. Ale nie jest ona idealna. Jak to ja, dopatrzyłam się kilku (dosłownie chyba dwu-trzech) literówek, a śród nich:

„Nie podoba mi się to, że stracę się z oczu”*

Z całego kontekstu wynikało to, że jej ma nie stracić z widoku, a nie siebie. Reszty nie wymieniam, bo nie widzę sensu. Ale wyczulam, ze możecie spotkać takich kilka kwiatów. No cóż, my czytelnicy wymagamy od korektorów i edytorów perfekcji. Każdemu może się coś przeoczyć, ale to maleństwo ma niecałe 160 stron!
Drugim minusem jest zbyt wygórowana cena. I z tego miejsca chciałabym podziękować moim przyjaciołom za możliwość jej przeczytania.

I na zakończenie: od samego początku trudno nie zauważyć, że ciemność otaczała postać Smoka. Jednym dla niego ratunkiem była miłość i dobroć Anastasii. Jednak, gdy jej zabrakło, to zło, czające się w zakamarkach jego duszy zaczęło kiełkować. Jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy przeklętego wojownika i nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejny tom z Domu Nocy.
Czy ta ciemność i chęć zemsty tak przesłoni serce Smokowi Lankfordowi, że nie będzie dla niego powrotu do światła? To się okaże, miejmy nadzieję, wkrótce.

„Honoru i prawości nie wygrywa się w zawodach. Zdobywa się je w życiu poświęconym tym ideałom”**
___
*s. 131
**s. 77
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Zbuntowany książę jest ostatnim tomem z trylogii o losach Wynter Moorehawke. Dziewczyna po raz kolejny musi wykazać się niebywałą odwagą i zaufać swojej intuicji. U jej boku lord Razi, Christopher oraz Merroni podążają do obozu księcia Alberona, by przekazać kierowaną do niego wiadomość. Dodatkowo ich celem, oprócz tego jest pogodzenie zbuntowanego księcia oraz króla. Bez tego ich kraj czeka nieuchronny upadek. Czy przyjaciołom uda się ta misja?
Wynter od samego początku jest bohaterką, która wybija się na tle pozostałych, jednakże nie gra pierwszych skrzypiec oraz nie przyćmiewa pozostałych postaci. Jest taka, jaka powinna być, przede wszystkim barwna, charakterystyczna i żywa. Targają nią przeróżne emocje, z którymi musi poradzić sobie sama – niekiedy przy pomocy swojego ukochanego.
Christoper jest bardzo pociągającą postacią. Pewnie większość z czytelniczek chciałaby być na miejscu Wynter, bądź wolałaby spotkać jego odzwierciedlenie w rzeczywistości. Na pewno jest bohaterem, o którym nie zapomina się tak szybko i podobnie jak w przypadku Wynter, nie gra on głównej roli, jednakże czasami znika w powieści na jakiś czas. Wtedy to z niecierpliwością oczekujemy jego powrotu (przynajmniej ja nie mogłam się doczekać). Jest to bezpośredni, błyskotliwy, niewychowany, odważny i lojalny przyjaciel. Taki, który każdy chciałby mieć u swojego boku.
Razi to postać bardzo opanowana i inteligentna. Nic dziwnego, że większość z otaczających go ludzi uważa młodzieńca za świetnego dyplomatę. On i jego przyjaciel Christopher stanowią świetną mieszankę: jeden woda a drugi ogień, a pośrodku nich spokojna ziemia, czyli Wynter.
I tytułowy bohater, książę Alberon… Jaki on jest? Świetny strateg i urodzony następca tronu, ale tak naprawdę, na tle pozostałych bohaterów (Wytner, Raziego i Christophera) jest tylko Waszą Królewską Mością, zbuntowanym księciem i wyrodnym synem ojca. Jednakże nie wyobrażam sobie tego, by mogłoby go zabraknąć, ponieważ każda wykreowana postać ma pewną rolę do spełnienia. I ją wypełnia w stu procentach.
I po raz kolejny autorka przeniosła nas, czytelników, do fantastycznego i bardzo rzeczywistego świata, gdzie wszystko jest możliwe, a nadzieja tli się non stop. Miłość i więzy rodzinne pokonują bariery, które wydają się nie do pokonania. Ci, którzy czytali poprzednie dwie części nie będą rozczarowani treścią, jednakże ja czuję pewien niedosyt i smutek, bo to ostatni już tom.
Język powieści jest lekki, miły i przyjemny. Nasycony dużą dawką humoru i emocji. Niespodziewane zwroty akcji sprawiają, że historia jest ciągle żywa i nie sposób się przy niej nudzić. Tylko, szkoda, że to koniec zawiłych losów Lady Protektor i jej przyjaciół. Do trylogii z pewnością kiedyś powrócę, ponieważ do takich książek się powraca.

„Czasem stając z boku, widzi się więcej. […]. Czasem może aż za wiele.”*
___
s. 79

www.dzosefinn.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Dziwka, ladacznica, latawica, panienka do towarzystwa… Nie ważne, jak się ją nazywa, istotne jest to, że oznacza jedno – kobietę rozwiązłą.
Czasami podejmujemy złe decyzje, jednakże potrafimy wyciągnąć z nich wnioski i staramy się, by dana nieprzyjemność już nigdy się nie powtórzyła. A dla Mary Saunders ważniejsze od wszystkiego była chęć posiadania.
Tytułową bohaterkę poznajemy jako trzynastoletnią dziewczynkę, która żyje wraz z matką, ojczymem i młodszym bratem w XVIII wiecznym Londynie, w jednej z biedniejszych części miasta. Od samego początku trudno Mary tzw. „zakwalifikować” jaka jest: dobra, czy zła. Z pewnością nie da się ukryć, ze jest wielką marzycielką z ambicjami i chce czegoś więcej, niż to, co daje jej status społeczny. Dziewczynka nie godzi się na przyszłość, do której stara się przygotować ją matka. Upartość jej charakteru doprowadza Mary do handlarza wstążkami. Jest tak zdeterminowana w urzeczywistnieniu swoich marzeń, że poświęca to, co ma najcenniejszego – czyli cnotę. I to niefortunne zdarzenie sprawia, że upada na samo dno londyńskiego rynsztoka. Mimo tych dramatycznych przeżyć dziewczynka nie zmienia swojego toku myślenia i jeszcze bardziej się w nich zatraca. Sprzedaje swoje ciało, by w przyszłości być bogatą, szanowaną i pięknie ubraną damą.
Los nie raz wyciągał do niej pomocną dłoń. Mary jednak te szanse odrzucała. Dlaczego? Trudno powiedzieć jednoznacznie. Może dlatego, że przez wcześniejsze doświadczenia bała się zaufać albo chciała być panią swojego losu. W każdym bądź razie jej pozycja społeczna nie przewidywała dla niej takiego luksusu jak wolność, dlatego buntowała się w sposób dla niej najbardziej sprawdzony. Dzięki pieniądzom zarobionym trudniąc się tym zawodem, mogła się poczuć niezależna. I wolna. Ale za jaką cenę.
Pycha wkrótce dołączyła do z góry przegranych marzeń. I strach... To zaprowadziło ją do nieszczęśliwego końca. Dlaczego, pomimo tylu szans by wieść godne życie, Mary nie skorzystała z nich? Miała je tak naprawdę na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło by trochę się wysilić…
Autorka wykreowała bardzo ciekawy obraz Mary Saunders. Początkowo wzbudza pozytywne emocje, następnie te uczucia zmieniają się jak pory roku. Niechęć, szok, złość ogarniała mnie, gdy uczestniczyłam w kolejnych etapach jej drogi do samodestrukcji. Bardzo często miałam ochotę walnąć bohaterkę w głowę by się opamiętała. Jednakże, jak gwałty nie zmieniły jej postępowania, to co dopiero nieme prośby czytelnika? Z pewnością tytułowa Ladacznica jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. Wywołuje skrajne emocje dzięki którym żyje… I żyć będzie w naszej pamięci.
Cała ta historia otoczona jest dwoma skrajnymi krajobrazami. Najpierw okropny, brzydki i odurzający Londyn, a następnie przepiękny i urzekający Monmouth, który zamiast stać się miejscem odrodzenia i nowego życia dla Mary, przypieczętował jego koniec.
Ladacznica jest bardzo klimatyczną powieścią, która porusza naprawdę ciężki temat. Może sam w sobie nie jest trudny, jednak wywołuje kontrowersje. Ale chyba najtrudniejsze jest to przypatrywanie się temu, co bohaterka rob. Nie tyle ze swoim ciałem, co z życiem.
Historia jest naprawdę fantastyczna., przenosi nas w czasie do XVIII wieku i pozwala się oderwać od codziennych trosk.

I na koniec garść ciekawych cytatów:

„Czasami słowa przypominały szkło, które pękło we wnętrzu jej ust”*

„Człowieka można […] zgasić tak łatwo jak płomień świecy”**

„[…] najgorsza część ludzkiej natury mogła z łatwością wziąć w górę i uderzyć w najmniej spodziewanym momencie. Nawet najbardziej światły człowiek miał niewielką władzę nad czającą się w nim ciemnością.”***

„[…] śmierć poruszała się w tłumie ludzi, nosząc twarz zwykłego człowieka i klepała po ramieniu bez żadnego ostrzeżenia.”****

„Wszyscy musimy umrzeć, nie ma wątpliwości. Ty masz jeszcze czas – a mój już się skończył.”*****
__
*s. 215
**s. 102
***s. 443
****s. 429
*****s. 336

www.dzosefinn.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna?

...

Ocena:
Autor: Karolina
Data:
Czym jest miłość? Stanem euforii, cierpienia, nadziei, marzeń duszy i ciała. Czy naprawdę ma ona siłę przenosić góry oraz potrafi zmienić najgorszego wroga w przyjaciela? To wiedzą nieliczni, którzy jej zakosztowali. A ci, którzy nie zakosztowali, a chcą się przekonać jak to jest, to Ciepłe ciała są do tego najkrótszą i najszybszą drogą.
Wokół tejże historii zrobił się niedawno istny szum, a to za sprawą ekranizacji, która weszła w pierwszym kwartale 2013 roku. I rada nie rada naszła mnie ochota na obejrzenie filmu, jednakże chciałam w pierwszej kolejności przeczytać książkę, a dopiero później zobaczyć tę historię na ekranie. I tak też mi się udało. Lektura za mną, a film przede mną. Jakie wrażenia?
Ciepłe ciała opowiadają o zombie. Po prostu. Koegzystują na świecie z Kościstymi i ludźmi. Jedni zjadają drugich w szale swojej natury, a z kolei drudzy starają się przetrwać. Jednakże pomiędzy nimi jest R. Jak na zombie, jest dość „świeży”. Wyróżnia się nie tylko wyglądem zewnętrznym, ale również i tym, co siedzi w jego przysłowiowej duszy. Jest inny. Ma pewne pragnienia, których tak naprawdę do końca nie rozumie. A chce i dąży do tego, by je spełnić. Myśli i niekiedy filozofuje, przez co jeszcze bardziej, może nie tyle wydaje się śmieszny, co „żywy” i taki ludzki. Do momentu poznania błękitnookiej Julie żyje tak, jak przeciętny zombie. Siedzi i zatapia się w nicości, zjada ludzi i ich tętniące życiem mózgi, oraz podporządkowuje się zasadom, które wśród tejże społeczności (co by nie było, tworzą pewną grupę) funkcjonują. Można powiedzieć, że śmierć Perry’ego – chłopaka Julie, tak naprawdę jest przyczyną, a raczej początkiem zmian. Nie tylko zachodzących w R, lecz również w otoczeniu, w którym się znajduje. Przeciwstawia się wcześniejszym regułom i własnym potrzebom, przez co jego unikalność poraża wszystkich dookoła. Łącznie samego bohatera. A do tego wszystkiego dochodzą uczucia, budzące się w nim na widok drobnej blondyneczki, która wbrew pozorom nie jest taka silna, na jaką sama siebie kreuje. Tych dwoje widząc nadchodzące zmiany upatruje w nich nadzieję, na przyszłość. Czy uda im się stworzyć nowy świat? A może będzie już dla nich – dla ludzi i zombie, za późno, by wspólnie móc żyć? Snuć plany na przyszłość? Marzyć? Tego dowiecie się, sięgając po Ciepłe ciała.
Na początku, gdy kolokwialnie „wgryzałam” się w akcję i sytuację książki, myślałam, że nie dam rady. Pierwszy raz w życiu miałam takie obawy, a to dlatego, że większość z osób, które przeczytały Ciepłe ciała uznały ją za świetną historię i ja na coś takiego się nastawiłam – od samego początku. Gdy poznajemy R i jego otoczenie dla nas, czytelników, jest czymś nowym. Niespotykanym. Jak to? Zombie, które myślą? Mają UCZUCIA? Jakże to? Z pewnością jest to oryginalne, jednakże również i nudne. Przynajmniej dla mnie. I stąd pojawiła się chęć zostawić tą historię, ale z niej nie zrezygnowałam. Chciałam dać jej szansę. Dałam. I nie żałuję.
Od momentu wkroczenia Julie, cała ta powieść nabiera barw. Sprawia, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemienia nie tylko R, ale również i język, który staje się bardziej „ludzki”, a nie jęczący i charkający od otaczających zombie.
Trzeba przyznać, że jest to pierwsza tego typu powieść. Można powiedzieć, że otwiera kolejne drzwi wyobraźni i łamie pewne stereotypy. Wcześniej uczłowieczano wampiry, wilkołaki i inne stwory. W końcu przyszedł czas na zombie. Czy to dobrze? Nie wiem, ale jeśli jest to przedstawione w taki sposób, jak w Ciepłych ciałach to mnie to nie będzie przeszkadzać. Jedynie, czego się obawiam to boomu na tego typu opowieści i już mnie ciarki przechodzą. Bo zombie jest tematem dość trudnym. Trzeba go umiejętnie przedstawić, by nie wyszły z tego tzw. „ciepłe kluchy”. A książka ta jest przykładem tego, że można dobrze przedstawić historię o zombie.
Ogólnie rzecz ujmując, podobała mi się ta książka, ale nie jestem pewna, czy kiedyś do niej powrócę. W każdym bądź razie jest wyjątkowa i warta polecenia, więc POLECAM!

I na koniec, tradycyjnie, cytaty:

„Nie ma co czekać na idealny świat. Świat zawsze jest taki, jaki jest teraz i od ciebie zależy, jak na niego zareagujesz”*

„Patrząc na swoja przeszłość, widzę wszystkie te przypadki, gdy dokonałem wyboru dlatego, że sądziłem, że tak trzeba, ale mój tata miał rację: świat nie ma zasad. One są w naszych głowach, w naszej zbiorowej pamięci. To my tworzymy zasady. Możemy je zmienić jak tylko chcemy.”**

A teraz idę obejrzeć film. :)
___
*s. 162
**s. 227

___
[dzosefinn.blogspot.com]
Czy ta recenzja była przydatna?