Koszyk 0

Profil recenzenta:
Aneta

  • recenzje: 14
  • osób uznało recenzje za przydatne: 3

Recenzje użytkownika

Autor: Aneta
Data:
Postaci są w niej przesłodkie, takie okrągłe, pyzate, o proporcjach niemowląt, sama słodycz! Biedronka Fionka ma przyjaciółkę, Mrówkę Podkówkę, która ma wielkie marzenie: chciałaby umieć latać! Dla małej mróweczki nie jest to jednak proste do zrealizowania, zwłaszcza, gdy nie czuje wsparcia i zaangażowania ze strony towarzyszki. Postanawia za wszelką cenę urzeczywistnić ideę i choć nie brakuje bohaterce kreatywności, to o zasadach bezpieczeństwa cokolwiek zapomina, co naraża ją na niebezpieczeństwo. Oczywiście wszystko kończy się dobrze, dzięki sile przyjaźni. Bardzo przyjemna lektura na koniec dnia, porę wyciszenia. Zawarte jest w niej przesłanie, ze nie zawsze musimy sobie radzić z wszystkim sami, czasem proste rozwiązania leżą w zasięgu ręki, nie wystarczy patrzeć, trzeba widzieć! Książeczka ma spore litery i niewiele tekstu na stronach co czyni ją atrakcyjną także dla młodszych czytelników
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Książeczka bajecznie kolorowa, rysowana grubą linią, barwna i z kontrastowymi kolorami, zdolna przykuć dużymi obrazkami uwagę nawet małych dzieci. Książeczka jest dostosowana do dziecka, które dopiero rozpoczyna elementarzową przygodę, uczy się, że w świecie kredek i mazaków czasem obowiązują zasady i przestrzeganie ich może być nawet zabawne! Kartki są dosyć sztywne, odporne na niewprawne w mazaniu rączki, nie frustrują młodego adepta wiedzy. A jak z tematyką? Książeczka odwołuje się do pór roku, drobnych domowych spraw, kolorów, części ciała, wielkości, środowiska. Ćwiczy wiedzę ogólną, zręczność, spostrzegawczość, koordynację ręka – oko, czyli wszystko to, co małe dzieci z natury uwielbiają trenować! Naklejkami będziemy się posługiwać czasem jako elementami zadania, częściej w formie nagrody za dobrze wykonane ćwiczenie. Dziecko dwuletnie to mały wulkan energii, któremu ciężko się skupić na jednej czynności i czasem o jego uwagę trzeba zawalczyć, na szczęście polecenia są tutaj dość zróżnicowane, czasem trzeba coś zaznaczyć, czasem pokazać, pokolorować, wykleić, czy nawet pomalować farbami (plus za grubość kartek), więc zmęczenie materiału następuje nieprędko.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Odwracając pierwszą kartkę przenosimy się w zaczarowany świat wróżek, małych, czarodziejskich dziewczynek. Bierzemy udział w tworzeniu ich świata. Na każdej stronie znajdują się wskazówki i polecenia wskazujące cel, lecz ostateczny efekt zależy tylko od naszej fantazji i humoru. Zabawa z książeczką polega nie tylko na naklejaniu naklejek. Czeka nas również rysowanie, labirynt, dopasowanie puzzli, liczenie, porównywanie, eliminacja. Książeczka jest przeznaczona dla dzieci w wieku 4-6 lat i sądzę że jest to odpowiednie dopasowanie. Formuła książeczki wpływa na wyobraźnię, ciężko się powstrzymać od szukania własnego miejsca w tym bajkowym świecie. Kolory jakie użyte zostały w tej książeczce są bardzo popularne wśród małych dziewczynek, znajdziemy duuuużo różu, fioletu, z akcentami innych kolorów. Czego tu nie ma? Na pewno cienia agresji, smutku: wróżki są roześmiane a ich przygody wesołe i beztroskie. „Wróżki” są częścią całej serii, w skład której wchodzą jeszcze „Baletnice”, Księżniczki” i „Syrenki”, nie ma więc powodu do smutku, gdy dojdziemy do końca przygody z wróżkami.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Zwierzątka są najwdzięczniejszymi bohaterami dziecięcych książeczek. Dzieci uwielbiają je, a z pomocą małych futrzastych postaci łatwo przekazać dziecku więcej wiedzy niż w tradycyjny, nudny sposób. Głównym bohaterem tej książeczki jest tytułowy żółwik z wielkim marzeniem spotkania całej swojej rodziny, która znajduje się baaaardzo daleko. I tu zaczyna się opowieść o altruizmie i zwykłej uprzejmości, o tym jak każdy może dołożyć swoją cegiełkę do wspólnej sprawy, tak po prostu i niczego nie oczekiwać w zamian. Jak radość drugiej osoby może być naszą zapłatą. Wierszyk jest rytmiczny i łatwo wpadający w ucho. Książeczka ma twarde karty i lakierowane strony, jest więc odpowiednio przygotowana na spotkanie z małymi, czasem upaćkanymi niemożebnie łapkami, a wszystkie postaci są przyjazne i uśmiechnięte.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Dorota Gellner zaskoczyła mnie ta książeczką. Kojarzyłam ją raczej z wierszykami prostymi, czasem nawet ubożuchnymi w oryginalne rymy, a tu proszę, proszę, lista Białych Kruków Internationale Jugendbibliothek w Monachium, zresztą całkiem jak dla mnie zasłużone wyróżnienie. Temat potraktowała autorka dogłębnie, przerobiła go na dziesiątą stronę z niesamowitą fantazją, poczuciem humoru i kunsztem. Karykaturalne postaci niosą przesłanie jasne i otwarte, nie stanowiące problemu w odbiorze przez młodego czytelnika. Książeczka może się pochwalić nieprzeciętna ilością humoru i oryginalnością w treści. Któż bowiem do tej pory wziął na cel taki niewdzięczny temat? Przesłanie z każdego wierszyka (w sumie 17) wypływa jasne: wtykanie nosa w nie swoje sprawy jest be i będzie ukarane. Tytułowych wścibskich jest tu co niemiara: dziadek, wnuczka, kotek, niania, babcia, kuzyn – pełen przekrój społeczeństwa – wyraźny sygnał, że przekraczanie granic prywatności dotyczy każdego zarówno z jednej strony jak i z drugiej. Sytuacje są przerysowane, metaforyczne i zrozumiałe, wskazują na wszechobecny charakter zjawiska. Bardzo pożyteczna szkoła dla przyszłych członków społeczeństwa, przygotowująca do walki o prywatność i ucząca poszanowania granic drugiego człowieka w bezbolesny sposób. Z dziećmi rzadko się porusza takie tematy, wydaje się, że będzie jeszcze czas, a jeżeli nie, to przecież same zrozumieją. Nieprawda, nie musimy ich zostawiać z tym samych. Dzięki Dorocie Gellner możemy im dać broń i tarczę do ręki.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
książeczka ma bardzo milutką, jakby zamszową okładkę (miziać, miziać) i soczyste, radosne kolory. Nie to jednak orzeka o jej wartości. Nawet najpiękniej ilustrowana pozycja nie skusi mnie, jeżeli nie będzie miała odpowiedniej treści, zanim wiec się na nią zdecydowałam, przeczytałam jedna historyjkę i… przepadłam! Nie znajdziecie tu płytkich historyjek o niczym, mających na celu jedynie załatanie czasu. Oj, nie… Jej największą zaletą jest przekaz obecny w każdej historii, morał, temat, by zacząć rozmowę , dyskusję. Znajdziemy tu osiem historii, każda z innymi bohaterami, a to co je łączy, to przynależność do fauny i ciekawość świata, który poznany jest przez nich tylko w niewielkiej części, dokładnie jak u dzieci. Bohaterowie są zrozumiali, mają otwartą naturę a ich sylwetki jednają sobie szybko dziecięce duszyczki. Biorąc „Opowiastki” do ręki dowiemy się, że nie wolno ustawać w dążeniu do spełniania marzeń, że widzimy świat przez pryzmat nas samych, że w domu najlepiej, a przyjaźń jest największym ze skarbów… Każda historyjka niesie własna mądrość i czyni „Opowiastki dla małych uszu” niezwykle cenną (i piękną) pozycją biblioteczki małego wielbiciela książek.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Jest to kolejna z bajeczek, które niosą ze sobą pewne przesłanie. W zasadzie nie lubię czytać Bubie innych książek, lubię łączyć przyjemne z pożytecznym. Co do samej historyjki: Żyrafa Georgina ma lekko przesadzone ego, i pragnie się swoją wspaniałością podzielić z innymi, wiec zaprasza znajomych na występ, którego tematem przewodnim będzie ona sama i jej wielkie talenty. Oczywiście pycha zostaje niemalże natychmiast ukarana, bowiem Georginie supła się szyjka, co staje się przyczyną uświadomienia sobie przez nią własnego błędu i zarozumiałości. Dużym plusem są kolorowe ilustracje z bardzo kontrastującymi kolorami i zabawny sposób rysowania zwierzątek – towarzyszy Georginy. Książeczka pobudza wyobraźnię, temat przedstawiony jest w sposób fantastyczny i nierzeczywisty, ale zabawny i zrozumiały. Przygoda Georginy jest zaledwie małą częścią wszystkich przygód przyjaciół małej Lucy mieszkających w zoo.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Misia Marysia spędza radosny czas nad morzem z rodzicami. Jeżeli mamy w planach podobny wyjazd, tym razem pierwszy świadomy, możemy łagodnie przygotować dziecko na czekające go na miejscu atrakcje. Każdy woli wiedzieć, czego może się spodziewać na nowym, nieznanym terenie. Z tym pociesznym Misiem-nie-misiem i z jego chomiczkiem, Gryzkiem dziecko może mieć okazję zmierzyć się z nowymi widokami, dźwiękami, a także niebezpieczeństwami, które wiążą się ze słońcem, wodą i żyjątkami, na które mniej lub bardziej celowo można natrafić. Książeczka pozwala zrozumieć różnicę miedzy teorią a praktyka: jeżeli znamy kilka typowych dla morskiego środowiska zwierzątek, to niestety nie możemy czuć się ekspertami w tej dziedzinie (o tym bardzo boleśnie przekona się chomiczek). Książeczka jest łatwa, przyjemna, kolorowa i bardzo pozytywna. Uderza w gust zwierzątkolubnych czytelników
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Misia Marysia wkradła się w serce Karmelkowe nie na żarty...
Ta część przygód Misi Marysi opowiada o małej dziecięcej przyjemności jaką jest nocowanie poza domem. Wiąże się ono z ekscytacją dla obu stron. Zabawy, bitwa na poduszki, „kołdrzany” namiot, to atrakcje, którym nie sposób się oprzeć, nie dziwne więc, że takie nocowano wzbudza wiele emocji.
Książeczka jest swego rodzaju podręcznikiem nocowanka. Dzieci dowiedzą się z niej, że w innym domu mogą na kolacje dostać coś, czego nie lubią, że mogą nagle bardzo zacząć tęsknić. Dzieci, do których wybierze się znajomy z wizytą również znajdą odpowiedź na dręczące je pytania. Całość stawia duży nacisk na naukę dobrego zachowania, wskazuje odpowiednie wzorce: gościa należy przywitać, gdy się komuś zepsuje zabawę, należy go przeprosić, jeżeli coś nam nie smakuje, można grzecznie poprosić o zamianę dania. Po takiej lekturze musi nam wyrosnąć w domu mała dama lub gentleman!
Ilustracje są bardzo wyraźne, bajecznie kolorowe, a bohaterami oczywiście zwierzątka! Dzieci kochają zwierzątka! Zwłaszcza takie słodkie, uśmiechnięte i z wielkimi głowami. Litery są duże, czcionka wyraźna, nawet małemu dziecku można zacząć wodzić palcem po tekście i tworzyć mu podstawę do nauki czytania.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Czy słyszeliście, że porcelanowe słonie mogą urosnąć karmione witaminami? I to do rozmiarów prawdziwego słonia! Przydarzyło się to Dominikowi, słoniowi, którego mały Pinio znalazł pewnego dnia w piwnicy. Nudne życie Dominika wywróciło się nagle do góry nogami. Nie dość, że zdobył przyjaciela, to za sprawą niesłychanego efektu spowodowanego przez witaminy zmienia pierwsze miejsce zamieszkania – półkę z pokoju Pinia i przenosi się do kuchni, z której powoli , wraz z powiększaniem się rozmiarów Dominika, usuwane są kolejne sprzęty. Dość! Gdy zawisła nad głowami mieszkańców potrzeba wyniesienia kuchenki, zwołano rodzinną naradę i zdecydowano przenieść Dominika w nieco bardziej przestronne miejsce: na ulicę… Dominik to bardzo spokojne zwierzę. Lubi słuchać książek o słoniach. Lubi, gdy się go odkurza. Skromny, statyczny, z czasem majestatyczny, ale nie pozbawiony poczucia humoru.
Książka, która swoją premierę miała w 1964 roku i szczyci się również serialem nakręconym na jej podstawie. Uniwersalna, bez określonego czasu akcji, której bohaterem jest przeciętna rodzina „Kowalskich”. Piniem mógłby być każdy chłopiec, każdy mógłby pewnego dnia zejść do piwnicy i przypadkowo zetrzeć kurz z porcelanowego zwierzaka. Uruchamiamy wyobraźnię… Anna Seniuk tworzy specjalny klimat, nadaje postaciom bardzo wyraźne cechy i czyta w ciekawy sposób. Historia jest zajmująca sama w sobie: autor zadbał, by czytelnik nie miał możliwości znudzenia się. Wątki przechodzą jeden w drugi lekko i spontanicznie, dodając opowieści wciąż nowych kolorów.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Można się zaczytać: 23 powiastki, plus 4 jeszcze nie publikowane. Bohaterami są zwierzątka, mieszkające w społeczeństwie (autorka umieszczała miejsce akcji w okolicach bliskich sobie) mające przeróżne przygody, które w większości są następstwem swych cech charakteru, przekory, ciekawości, czy nawet krnąbrności. Bajeczki nie są tak cukierkowe jak większość współczesnej literatury dziecięcej. Mama będzie przestrzegać Piotrusia, by nie dał zrobić z siebie pasztetu, co stało się udziałem jego ojca, pewna wiewiórka o mały włos nie zostaje zjedzona przez sowę, psy rozbijają cenne jajka kaczki Tekli… Nie trzeba się jednak długo martwić, smutek jest chwilowy, ma za zadanie dać nauczkę, nie jest właściwym sensem więc wszystkie powiastki dobrze się kończą. Bohaterowie są spersonifikowani, ludzcy, lecz zachowują swój zwierzęcy charakter, i postać, a także niektóre cechy właściwe tylko swojemu gatunkowi. Beatrix była bardzo bystrą obserwatorką natury!
Wydarzenia są opisane w sposób prosty, logiczny i spójny. Nie stanowią problemu w zrozumieniu przesłania (prawie każda bajka ma swoje), a ilustracje po prostu urzekają! Chylę czoła przed autorką, która obdarzona została nie tylko bystrością umysłu, miłością do natury, ale również bardzo lekkim piórem i niezwykłą fantazją.
Bardzo ważna jest zawartość, która nie skupia jedynie historii, lecz również życiorys autorki i okoliczności powstania każdego utworu (uwielbiam!). Zauważmy, że autorka żyła w latach 1866-1943 i niesłabnąca popularność jej twórczości na całym świecie świadczy o potężnym talencie. Żadna recenzja nie odda specyficznego klimatu zawartego na kartach tej księgi. To trzeba przeżyć samemu. Naprawdę warto…
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Ula ma pięć lat. Nie ma towarzystwa, więc większość czasu spędza sama, lub z dorosłymi. Ma za to główkę pełną fantastycznych pomysłów, które wykorzystuje w codziennych zabawach. Jej życie jest w miarę usystematyzowane, bez wielkich wstrząsów i przewrotów i nasza bohaterka ceni je sobie. Ziarnko niepewności zasiewa wiadomość o mających się wkrótce zjawić dwóch urwisach (wandalach) i ziarnko to pada na żyzną glebę. Od tego momentu Ula myśli tylko o tym jak swój ład codzienny, swoją prywatność i własność uchronić przed destrukcyjnym wpływem urwisów. A że główkę ma nie od parady, pomysłów jej nie brak i dobrze, bo dzięki temu mamy zapewnione godziny wyśmienitej zabawy!
Bez wahania mogę powiedzieć, że jest to jedna z najzabawniejszych, najbardziej rozbrajających książeczek jakie czytałam mojemu dziecku. Lekkością i humorem dorównuje książkom Astrid Lindgren. Pozwala zajrzeć do głowy „poważnej” pięciolatki i spojrzeć na świat jej oczami. Ula jest przez większość czasu przekonana, że dorośli nic nie rozumieją, rozczula swoją pewnością siebie i przekonaniem o dogłębnym pojęciu świata i jego tajemnic.
Na każdej stronie znajdziemy zabawne jednokolorowe ilustracje, przykuwające uwagę dzieci (rodziców również!)Z tej książeczki dowiemy się krok po kroku skąd nagle w główkach dzieci biorą się kosmiczne pomysły, kompletnie dla nas nielogiczne, ale dla nich, poprzedzone wnikliwym dumaniem. Dowiemy się jak jedno słowo potrafi mocno wrosnąć w umysł swoim znaczeniem i podporządkować całkowicie swojej idei. Uważajcie dorośli, jakich słów używacie przy dzieciach! ;)
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Książeczka, która nadaje się już dla bardzo małych dzieciaczków. Obrazy są odzwierciedleniem młodziutkich umysłów bez cenzury. Krótkie, rymowane historyjki łatwo wpadają w ucho, docierają do czytelnika z łatwością i wywołują burzę kolorów i myśli w jego główce. Na warsztat wzięte są niby zwyczajne kwestie: krety w swoich norkach, zwykły pokój, który tak naprawdę jest sypialnią maleńkich, niewidzialnych skrzatów, dziewczynka z neonu, którą kątem oka można zauważyć zgoła nie na swoim miejscu. Wszystko to interesuje, koi, uspokaja, zaś małą główkę wypełnia baśń. Co z tego jest prawdziwe? Czy naprawdę deszcz pada dzięki aniołkom grającym na bębenkach? Czy w nocy jest ciemno bo światło zjada smok? Naprawdę?
Piękne, bajeczne ilustracje podkręcają dodatkowo baśniowo-nielogiczą atmosferę niesamowitości i przenoszą niejako maluszka w inny świat.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Aneta
Data:
Zosia mieszka sobie spokojnie wraz z mamą, tatą i siostrzyczką Manią w Warszawie. Zainspirowana psią kupą (przelana czara goryczy) mama Zosi podejmuje decyzję o wyprowadzce na tereny podmiejskie. W życiu dziewczynek wprowadza to wiele zmian, a w połączeniu z ich niesamowitymi pomysłami i ciekawym spojrzeniem na świat stworzy podłoże do wielkiej aktywności. Wyprowadzkę można uznać za przewrót, który życie młodej rodziny wywraca do góry nogami. Nowe otoczenie, sąsiedzi, układ urbanistyczny. Wszystko nowe, wszystko do oswojenia. Tylko jakby tu…
Atrakcja zaczyna gonić atrakcję, a czas przyspiesza gdy opiekę nad dziećmi przejmuje ciocia Malina – artystyczna dusza, z własnymi, plastycznymi zasadami, biorąca pomysły dzieci bardzo serio, odważnie i kreatywnie. Akcja, akcja i jeszcze raz akcja!
Książka jest niesamowicie dynamiczna. Obrazy, wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, przypominają jeden bardzo aktywny dzień, w którym nie ma ani minuty na lenistwo. Wszystkie przypadki, pomysły, plany spotykają się z natychmiastową reakcją, wykonaniem. Zwariowane tempo nie pozwala się nudzić, zaś fabuła nie gmatwa się, wydarzenia następują po sobie płynnie. Bohaterami tej książeczki jest czworo dzieci, każde o kompletnie innym charakterze, niekiedy przyjmującym cechy skrajne i jakże przez to barwne! Styl prosty, ale kwiecisty, pozwalający na tworzenie w główce filmu, okraszony komicznymi ilustracjami w olbrzymiej ilości i dwu wersowymi wierszykami wpadającymi z łatwością w ucho.
Sądzę, że książeczka ta może stać się ulubionym towarzyszem czytankowych sesji niejednej małej dziewczynki.
Czy ta recenzja była przydatna?
  • 1