Koszyk 0

Profil recenzenta:
Katarzyna

  • recenzje: 922
  • osób uznało recenzje za przydatne: 735

Recenzje użytkownika

Autor: anetapzn
Data:
Powieść psychologiczna o życiu przeciętnej rodziny i sytuacjach, które mogą się przydarzyć każdej z nas- za moment, jutro, za miesiąc...
Autorka ukazuje nam z pozoru przeciętną, amerykańską rodzinę wg. modelu 2+3, małżeństwo z 20-letnim stażem, więc już odrobinę znudzone sobą i ich trójkę dzieci.
Wszyscy są zdrowi, mają wspaniały dom i wydawałoby się, że powinni być szczęśliwi, ale tak nie jest, przynajmniej w przypadku Samanthy. Pewnego dnia Cammy zaczyna się buntować, przysparzać rodzicom problemów, starania ze strony matki zbywa agresją. 17-latka nie może się odnależć w nowej dla niej rzeczywistości. Zaczynają się wagary, narkotyki i eksperymenty z przygodnym seksem. Jednak żadna z nich nie zdaje sobie sprawy, że najgorsze dopiero przed nimi,że za moment nastapi coś, co całkowicie zmieni ich życie...
Powieść wywarła na mnie bardzo duże wrażenie, tym większe, że patrząc na taką różową, wręcz landrynkową okładkę wydawałoby się że chociaż to powieść psychologiczna-będzie łatwa i przyjemna. Otóż nic bardziej mylnego. Kontrast między okładką, a treścią książki jest bardzo duży, ale wg. mnie to ogromny plus, tym bardziej treść książki przykuwa nas do siebie od pierwszych stron, uderza nas jak przysłowiowym obuchem. Kolejnym plusem powieści jest jej tematyka, problemy, z którymi może się zetknąć każda z nas. Poza tym ogromny ładunek emocji i specyficzna forma narracji ukazująca te same wydarzenia raz z punktu widzenia matki, raz- córki.
Po przeczytaniu powieści Elizabeth Flock warto się zastanowić, czy nie zabija nas, naszego związku, naszej rodziny rutyna, obojętność i jak to zmienić, jak naprawić. A, że zmienić takie sytuacje trzeba, to pewne. Jeżeli zaczniemy się od siebie oddalać, pozostaniemy ślepi i głusi na to co dzieje się w naszym związku, możemy pewnego dnia przeżyć taki szok, jak bohaterowie powieści. Warto się zastanowić, czy musi stać się nieszczęście, czy musimy sięgnąć dna, żeby uświadomić sobie, jak się kochamy, jak jesteśmy dla siebie ważni i żebyśmy spróbowali ratować rodzinę.
Gorąco zachęcam do lektury.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Powieść psychologiczna o życiu przeciętnej rodziny i sytuacjach, które mogą się przydarzyć każdej z nas- za moment, jutro, za miesiąc...
Autorka ukazuje nam z pozoru przeciętną, amerykańską rodzinę wg. modelu 2+3, małżeństwo z 20-letnim stażem, więc już odrobinę znudzone sobą i ich trójkę dzieci.
Przed ślubem Samantha (główna bohaterka) odnosiła sukcesy zawodowe, mieli z Bobem wspaniałe plany, kupili i urządzali dom, nie mogli tylko spełnić swojego wielkiego marzenia, jakim było posiadanie dziecka. W końcu po wielu badaniach, próbach zdecydowali się na adopcję. Nowym członkiem ich rodziny została 2-letnia Cammy. Po kilku latach Samantha rodzi dzieci- bliżniaki. Wszyscy są zdrowi, mają wspaniały dom i wydawałoby się, że powinni być szczęśliwi, ale tak nie jest, przynajmniej w przypadku Samanthy. Pewnego dnia uświadamia sobie, że z mężem nie mają o czym rozmawiać, oddalili się od siebie, a kolejne podejmowane przez nią próby zbliżenia, odnalezienia tej iskry i miłości, które kiedyś ich połączyły, nic nie dają. Samantha ma już dosyć bycia tylko i wyłącznie matką, kucharką, sprzątaczką, praczką i szoferem dzieci, ma dosyć obojętności męża. Pewnego dnia Bob mówi córce, że nie jest ich dzieckiem, że jest adoptowana. Mówi jej to sam, mimo, iż z Samanthą uzgodnili, że razem jej to powiedzą w odpowiednim momencie, mówi to Cammy ot tak, jak się mówi o zrobieniu zakupów, bez żadnego przygotowania, bez żadnych zapewnień, że oboje z matką ją kochają. Cammy jest w szoku, zaczyna się buntować, przysparzać rodzicom problemów, starania ze strony matki zbywa agresją. 17-latka nie może się odnależć w nowej dla niej rzeczywistości. Zaczynają się wagary, narkotyki i eksperymenty z przygodnym seksem. Jednak żadna z nich nie zdaje sobie sprawy, że najgorsze dopiero przed nimi,że za moment nastapi coś, co całkowicie zmieni ich życie...
Powieść wywarła na mnie bardzo duże wrażenie, tym większe, że patrząc na taką różową, wręcz landrynkową okładkę wydawałoby się że chociaż to powieść psychologiczna-będzie łatwa i przyjemna. Otóż nic bardziej mylnego. Kontrast między okładką, a treścią książki jest bardzo duży, ale wg. mnie to ogromny plus, tym bardziej treść książki przykuwa nas do siebie od pierwszych stron, uderza nas jak przysłowiowym obuchem. Kolejnym plusem powieści jest jej tematyka, problemy, z którymi może się zetknąć każda z nas. Poza tym ogromny ładunek emocji i specyficzna forma narracji ukazująca te same wydarzenia raz z punktu widzenia matki, raz- córki.
Po przeczytaniu powieści Elizabeth Flock warto się zastanowić, czy nie zabija nas, naszego związku, naszej rodziny rutyna, obojętność i jak to zmienić, jak naprawić. A, że zmienić takie sytuacje trzeba, to pewne. Jeżeli zaczniemy się od siebie oddalać, pozostaniemy ślepi i głusi na to co dzieje się w naszym związku, możemy pewnego dnia przeżyć taki szok, jak bohaterowie powieści. Warto się zastanowić, czy musi stać się nieszczęście, czy musimy sięgnąć dna, żeby uświadomić sobie, jak się kochamy, jak jesteśmy dla siebie ważni i żebyśmy spróbowali ratować rodzinę.
Gorąco zachęcam do lektury.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: anetapzn
Data:
Przypadek Ritterów to doskonały historyczny kryminał autorstwa dziennikarza historycznego - Adama Węgłowskiego. Co mnie zachęciło do sięgnięcia po w sumie nieznaną książkę? Przede wszystkim adnotacja znajdująca się na okładce Ta zbrodnia wydarzyła się na prawdę. Oczekiwałam porządnego kryminału opartego na faktach i nie zawiodłam się, a nawet więcej - jestem mile zaskoczona na plus. Ale po kolei. Akcja rozgrywa się pod koniec XIX w. w różnych częściach Austro - Węgier. Zostają znalezione zwłoki dwóch kobiet, które z pozoru nic ze sobą nie łączy. Ale czy na pewno? Śledztwo przebiega bardzo sprawnie (oczywiście, jak na standardy XIX wieczne) i już po kilku godzinach, jako winni zostają wytypowani tytułowi Ritterowie. Czy rzeczywiście ta żydowska rodzina dokonała makabrycznego, rytualnego mordu? Czy był on elementem większego zbrodniczego procederu? A może są oni zupełnie niewinni, a oskarżenie to element spisku lub ogarniającego coraz większe tereny Europy antysemityzmu? Własne śledztwo w sprawie jednej ze zbrodni, która miała miejsce w Lutczy prowadzi znudzony bogaty panicz Kamil Kord. Jednak Kamil nie jest przygotowany na to, czego dowie się o otaczającym świecie, o bliskich i o sobie samym. Czy detektywa amatora nie odciągnie od sedna sprawy antysemityzm mistrza Matejki, badanie hebrajskiego zaklęcia ze Szczerbca bądź tropienie zaginionego dzieła Wita Stwosza? A może Kordowi przyjdzie z pomocą Mark Twain? W co warto wierzyć? Co jest prawdą, a co manipulacją? Tego dowiecie się czytając książkę. Warto po nią sięgnąć.
Mamy tu wszystko czego potrzeba, żeby kryminał był porządnym kryminałem: są trupy i to nie byle jakie, jest okrutny morderca wycinający płód z ciała ofiary, mroczne gry tajnych służb Austro-Węgier i Rosji i wiele, wiele intryg. Niektóre mogą się nam wydawać z lekka anachroniczne, śmieszne nawet, ale trzeba pamiętać, że akcja toczy się ponad 130 lat temu. Mamy także pseudo niezawisłość ówczesnych sądów i wątek miłosny i to taki porządny wątek z podziałami klasowymi i wynikającymi z tego perypetiami włącznie. Książkę przeczytałam błyskawicznie, bo na prawdę wciąga. Momentami lekko się uśmiechałam, ale niestety częściej byłam przerażona i to porządnie. Przerażało mnie zarówno okrucieństwo zbrodni, jak i okrucieństwo "prawdziwych ludzi", jak sami siebie nazywają, czyli katolików. Autor ukazuje, jak łatwo jest oskarżyć tylko dlatego, ze ktoś jest inny. Łatwość i szybkość z jaką oskarżono Ritterów oraz łatwość interpretowania dowodów na niekorzyść aresztowanej rodziny żydowskiej jest przedstawiona wyjątkowo przekonująco. Chociaż autor nawet przez moment nie oddaje głosu Ritterom, bardzo łatwo można dostrzec ich przerażenie, samotność, opuszczenie przez wszystkich i poczucie, że obrona nic nie da, że już wydano na nich wyrok, tylko dlatego, że są Żydami. To ogromny atut tej historii. I co ważne (a może najbardziej przerażające) historia na prawdę oparta jest na faktach. W latach osiemdziesiątych XIX w. sprawa ta długo bulwersowała galicyjskich polityków, dziennikarzy i środowisko lekarskie.
Ciekawe jest także zakończenie. Węgłowski pozostawia nas w zawieszeniu – w pierwszej wersji zakończenia daje jednoznaczną wskazówkę oraz odpowiedź, która przewartościowuje wszystko to, co poznaliśmy wcześniej, w wersji drugiej natomiast próbuje oferować dość przewrotne pocieszenie, które w kontekście historii, która póżniej nastąpi jest jakby mrocznym ostrzeżeniem przed nami samymi i nie ma nic wspólnego z przekonaniem, że będzie kiedyś lepiej. Przy czym należy zaznaczyć, że Przypadek Ritterów na pewno nie jest książką tylko o polskim antysemityzmie, chociaż tak właśnie wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Głównym przesłaniem książki jest moim zdaniem wskazanie na potrzebę myślenia i samodzielnego wyciągania wniosków, a nie powielanie utartych stereotypów. Autor ma ogromny potencjał w pisaniu historycznych kryminałów, potrafił opowiedzieć na prawdę interesującą historię śledztwa, w którym wina zatacza o wiele szersze kręgi niż w przypadku typowego zabójstwa, a przy tym wszystko umieścił w historycznej XIX wiecznej otoczce bez zbędnego przynudzania, którego niestety nie udaje się uniknąć wielu pisarzom. Stworzyć wciągający, wręcz fascynujący kryminał historyczny wcale nie jest łatwo. Adamowi Węgłowskiemu udało się to w 100%. Czekam na kolejną książkę tego autora.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Przypadek Ritterów to doskonały historyczny kryminał autorstwa dziennikarza historycznego - Adama Węgłowskiego. Co mnie zachęciło do sięgnięcia po w sumie nieznaną książkę? Przede wszystkim adnotacja znajdująca się na okładce Ta zbrodnia wydarzyła się na prawdę. Oczekiwałam porządnego kryminału opartego na faktach i nie zawiodłam się, a nawet więcej - jestem mile zaskoczona na plus. Ale po kolei. Akcja rozgrywa się pod koniec XIX w. w różnych częściach Austro - Węgier. Zostają znalezione zwłoki dwóch kobiet, które z pozoru nic ze sobą nie łączy. Ale czy na pewno? Śledztwo przebiega bardzo sprawnie (oczywiście, jak na standardy XIX wieczne) i już po kilku godzinach, jako winni zostają wytypowani tytułowi Ritterowie. Czy rzeczywiście ta żydowska rodzina dokonała makabrycznego, rytualnego mordu? Czy był on elementem większego zbrodniczego procederu? A może są oni zupełnie niewinni, a oskarżenie to element spisku lub ogarniającego coraz większe tereny Europy antysemityzmu? Własne śledztwo w sprawie jednej ze zbrodni, która miała miejsce w Lutczy prowadzi znudzony bogaty panicz Kamil Kord. Jednak Kamil nie jest przygotowany na to, czego dowie się o otaczającym świecie, o bliskich i o sobie samym. Czy detektywa amatora nie odciągnie od sedna sprawy antysemityzm mistrza Matejki, badanie hebrajskiego zaklęcia ze Szczerbca bądź tropienie zaginionego dzieła Wita Stwosza? A może Kordowi przyjdzie z pomocą Mark Twain? W co warto wierzyć? Co jest prawdą, a co manipulacją? Tego dowiecie się czytając książkę. Warto po nią sięgnąć.
Mamy tu wszystko czego potrzeba, żeby kryminał był porządnym kryminałem: są trupy i to nie byle jakie, jest okrutny morderca wycinający płód z ciała ofiary, mroczne gry tajnych służb Austro-Węgier i Rosji i wiele, wiele intryg. Niektóre mogą się nam wydawać z lekka anachroniczne, śmieszne nawet, ale trzeba pamiętać, że akcja toczy się ponad 130 lat temu. Mamy także pseudo niezawisłość ówczesnych sądów i wątek miłosny i to taki porządny wątek z podziałami klasowymi i wynikającymi z tego perypetiami włącznie. Książkę przeczytałam błyskawicznie, bo na prawdę wciąga. Momentami lekko się uśmiechałam, ale niestety częściej byłam przerażona i to porządnie. Przerażało mnie zarówno okrucieństwo zbrodni, jak i okrucieństwo "prawdziwych ludzi", jak sami siebie nazywają, czyli katolików. Autor ukazuje, jak łatwo jest oskarżyć tylko dlatego, ze ktoś jest inny. Łatwość i szybkość z jaką oskarżono Ritterów oraz łatwość interpretowania dowodów na niekorzyść aresztowanej rodziny żydowskiej jest przedstawiona wyjątkowo przekonująco. Chociaż autor nawet przez moment nie oddaje głosu Ritterom, bardzo łatwo można dostrzec ich przerażenie, samotność, opuszczenie przez wszystkich i poczucie, że obrona nic nie da, że już wydano na nich wyrok, tylko dlatego, że są Żydami. To ogromny atut tej historii. I co ważne (a może najbardziej przerażające) historia na prawdę oparta jest na faktach. W latach osiemdziesiątych XIX w. sprawa ta długo bulwersowała galicyjskich polityków, dziennikarzy i środowisko lekarskie.
Ciekawe jest także zakończenie. Węgłowski pozostawia nas w zawieszeniu – w pierwszej wersji zakończenia daje jednoznaczną wskazówkę oraz odpowiedź, która przewartościowuje wszystko to, co poznaliśmy wcześniej, w wersji drugiej natomiast próbuje oferować dość przewrotne pocieszenie, które w kontekście historii, która póżniej nastąpi jest jakby mrocznym ostrzeżeniem przed nami samymi i nie ma nic wspólnego z przekonaniem, że będzie kiedyś lepiej. Przy czym należy zaznaczyć, że Przypadek Ritterów na pewno nie jest książką tylko o polskim antysemityzmie, chociaż tak właśnie wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Głównym przesłaniem książki jest moim zdaniem wskazanie na potrzebę myślenia i samodzielnego wyciągania wniosków, a nie powielanie utartych stereotypów.Autor ma ogromny potencjał w pisaniu historycznych kryminałów, potrafił opowiedzieć na prawdę interesującą historię śledztwa, w którym wina zatacza o wiele szersze kręgi niż w przypadku typowego zabójstwa, a przy tym wszystko umieścił w historycznej XIX wiecznej otoczce bez zbędnego przynudzania, którego niestety nie udaje się uniknąć wielu pisarzom. Stworzyć wciągający, wręcz fascynujący kryminał historyczny wcale nie jest łatwo. Adamowi Węgłowskiemu udało się to w 100%. Czekam na kolejną książkę tego autora.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: anetapzn
Data:
Bohaterem powieści jest m.in. nauczyciel - Andrzej Prybut. Jest to zwyczajny mieszkaniec Białegostoku, który przypadkowo zostaje wplątany w niesamowitą intrygę, której z początku w ogóle nie rozumie, a co gorsza nie zauważa. Staje się też świadkiem morderstwa. Pewnego wieczoru, gdy wraca do domu z przejeżdżającego czarnego jaguara padają dwa strzały w stronę znanego i szanowanego profesora uniwersytetu, wykładającego historię chrześcijaństwa. Andrzej niespodziewanie dziedziczy pewien tajemniczy pamiętnik, a konkretnie dostaje go od umierającego profesora. Zabiera pamiętnik do domu, siada w fotelu i zaczyna lekturę. Nie zdaje sobie sprawy, jakie to będzie miało dla niego skutki, jak bardzo zmieni całe jego (i nie tylko jego) życie. Wokół Andrzeja zaczynają się dziać dziwne rzeczy - bezustannie ma wrażenie, że jest śledzony, wracając z pracy do domu ma wrażenie, że ktoś w nim był pod jego nieobecność. Wieczorami nadal czyta tajemniczy pamiętnik, a historia, która się w nim znajduje coraz bardziej go fascynuje. Jaką tajemnice kryję pamiętnik, skoro ludzie są gotowi dla niego zabijać? To jedno z wielu pytań, które nasuwały mi się w trakcie lektury.
A morderstwo profesora i dziwne zdarzenia, które spotykają Andrzeja, to dopiero początek.
Zagłębiając się w treść książki oprócz losów Andrzeja, śledzimy losy autora pamiętnika, szlachcica żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku, którego los pozbawił wszystkiego i rzucił w wir burzliwych dziejów okresu napoleońskiego. Zadaniem Prebuta jest strzeżenie zapisków. Równocześnie obserwujemy przemianę bohatera, z początkowo rozbitego odrobinkę ciapowatego, wydawałoby się niezdolnego do udźwignięcia brzemienia, które na niego spadło w...no właśnie w kogo? To już tajemnica, podobnie, jak tajemnicą są dalsze losy pamiętnik, Mandylionu i Natalii - nieznajomej w chuście, która pojawia się nieoczekiwanie w życiu Andrzeja i każe mu nawet za cenę życia strzec pamiętnika. I Andrzej broni pamiętnika przed Jurijem Dychem, rosyjskim mafiosem, bogaczem, znawcą i kolekcjonerem ikon, który chce go zdobyć za wszelką cenę.
Jeżeli chodzi o treść książki, to pozwolę sobie tylko na małą dygresję - bardzo poruszyły mnie losy osób opisanych w tajemniczym pamiętniku, głównie Stanisława, który starając się bronić rodziny, jeszcze bardziej pogorszył swoją sytuację. Skazany na śmierć ucieka z rąk oprawców, a następnie, dowiadując się o tragicznej śmierci żony i dwójki dzieci, trafia na wojenną tułaczkę.
Tempo książki jest umiarkowanie spokojne, na pewno nie takie, jak np. u Dana Browna czy Kena Folletta, ale niczemu to nie przeszkadza, ponieważ akcja toczy się wartko i jest wciągająca. Książka ma wiele plusów, przede wszystkim taki, że to nasza, polska książka z akcją osadzoną w realiach Polski wschodniej. Dla mnie bardzo interesujące były opisy budownictwa, strojów, obyczajów mieszkańców okolic Białegostoku.
Moim zdaniem Tajemnica Mandylionu powinna zadowolić wszystkich miłośników powieści sensacyjnych.Zachęcam do lektury.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Akcja książki rozgrywa się w Turcji, gdzie grupa naukowców prowadzi wykopaliska w ruinach antycznej Troi. Jest środek lata, pełnia sezonu archeologicznego i koszmarne warunki pracy - temperatura w dzień nie spada poniżej 40 stopni C, kurz, muchy, komary, bród, paskuda, ale za taki opis autorce należy się ogromny plus.Autorka, jako wieloletni archeolog praktyk doskonale oddaje atmosferę wykopalisk w Troi. I za to należą się jej ogromne brawa, odmitologizowała trochę ten zawód i same wykopaliska.Ekipa archeologiczna znajduje tajemniczy szkielet na terenie archaicznego cmentarzyska Achajów. Wiele wskazuje na to, że mogą być to szczątki mitycznej Polikseny, branki Achillesa, której ciało zostało złożone w ofierze. Czy to możliwe? Światowa sensacja wisi wręcz w powietrzu. Naukowcom nie jest jednak dane długo cieszyć się znaleziskiem. Pewnego ranka znajdują kolejne zwłoki, ale już całkiem świeże, żaden szkielet. Są to zwłoki ich koleżanki Nadii, która została bestialsko zamordowana w bardzo podobny sposób jak rzekoma Poliksena. Zwłoki Nadii zostały złożone na antycznym ołtarzu. Jak się bardzo szybko przekonamy, nie będzie to ostatnia ofiara. Trzeba przyznać, że trup ściele się gęsto, tempo akcji jest bardzo szybkie i to są ogromne plusy powieści. Kolejnym plusem jest wplecenie w tło kryminalne opowieści o współczesnej Turcji, która widziana jest oczyma człowieka Zachodu. Opisy są ciekawe, nawet fascynujące, a codzienność i obyczaje tureckie dla nas, że się tak delikatnie wyrażę...z lekka kuriozalne.Ale chyba największym plusem książki jest jej główny bohater, a zarazem narrator powieści antropolog Mario Ybl.To jest dopiero unikat:). Jest on cenionym antropologiem, ekspertem od ludzkich szczątków, który wspiera archeologów w pracy i zaczyna nabierać podejrzeń odnośnie popełnionych zbrodni, ale nikt nie traktuje go poważnie. A dlaczego? Dlatego, że nasz narrator to leń, złośliwiec, alkoholik, ma niewyparzony język, nie liczy się z nikim i z niczym, obraża wszystkich i każdego, a jak nie ma już kogo obrazić to obraża siebie.Jak już wspomniałam opisy i umiejscowienie akcji są doskonałe, tempo także, pomysł niebanalny, język narratora świetny (odrobinę sardoniczny, na pewno mega złośliwy) jest tylko jeden malutki minusik - samo zakończenie. Może się czepiam, ale biorąc pod uwagę wszystkie fobie Maria (prawie jak Adrian Monk z mojego ulubionego serialu) i chorobę - zakończenie jest mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.
Ofiara Polikseny to doskonała książka i świetny debiut. Polecam lekturę, dawno tak dobrze się nie bawiłam czytając kryminał...
Czy ta recenzja była przydatna?

Polecam.

Ocena:
Autor: anetapzn
Data:
Książkę połknęłam w jeden wieczór. Wyjątkowo mnie wciągnęła. Jest to piętnaście krótkich opowiadań zebranych w jeden bardzo wyraźny tom. Chociaż bohaterowie w każdym opowiadaniu są różni, to jednak tematyka całego zbioru jest taka sama – protest przeciwko rasistowskim podziałom w RPA i wszystkim jego konsekwencjom. Pozycja jest bardzo ważna ponieważ jest niezwykle mocno osadzona w problematyce społecznej, a tematy w niej zawarte są niestety bardzo rzadko poruszane przez literaturę. Trzeba od razu zauważyć, że autor w żadnym wypadku nie jest rzecznikiem apartheidu, nawet nie opowiada się wyrażnie po żadnej z konkretnych stron, po prostu wiernie, momentami aż do bólu, ukazuje rzeczywistość w RPA i współistnienie różnych ras.Wojciech Albiński pokazuje, jak trudno opowiedzieć się po jednej ze stron, jak niezwykle nikła jest granica porozumienia między białymi i czarnymi oraz wskazuje, iż nawet wielka miłość nie jest w stanie tych granic zniszczyć. Albiński ukazuje także, jak daleko sięga nasze człowieczeństwo i kim tak naprawdę jesteśmy. Opowiadania są wielowymiarowe, postacie ciekawie narysowane, a język perfekcyjny. Książkę czyta się doskonale, chociaż porusza temat trudny, o którym wiele osób wolałoby nie myśleć. Bardzo ważne jest wierne oddanie realiów RPA. W trakcie lektury miałam wrażenie, jakby autorem była osoba urodzona w RPA, tak doskonale oddany jest klimat zarówno kraju, jak i sytuacji, jaka w nim panuje. Zupełnie zapomina się, że autorem jest biały z Europy, a nie rdzenny mieszkaniec RPA. Mimo, iż jest to kolejna książka Albińskiego, ja (przyznaję się z ręką na sercu) po raz pierwszy spotkałam się z twórczością tego autora i mogę tylko żałować, że tak póżno. Mam zamiar nadrobić zaległości w lekturze poprzednich książek autora, a przy okazji czekam na kolejną.
Czy ta recenzja była przydatna?

Polecam.

Ocena:
Autor: Katarzyna
Data:
Przyznam się, że lektura Promu do Puttgarden to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Bardzo lubię literaturę skandynawską, ale ta pozycja jest zupełnie inna od dotychczas przeze mnie poznanych. Książka opowiada historię z pozoru banalną. Historia ta wydała mi się tak prosta, tak zwyczajna, że pokusiłam się o refleksje, iż sama opowiedziałabym ją w dwóch- trzech zdaniach. Jednak to była opinia początkującego czytelnika. Im bardziej zagłębiałam się w treść książki, tym bardziej mnie ona zaskakiwała, przyciągała swoją prostotą, klimatem, a także niesamowicie oszczędnym językiem, którym autorka się posługuje.Autorka porusza bardzo dobrze znany i wydawałoby się wyeksploatowany do bólu w innych książkach motyw, jakim jest powrót do korzeni, powrót do miejsc znanych z dzieciństwa. Jednak Helle Helle zrobiła z tego arcydzieło może nie, ale doskonałą, zapadającą w pamięć na dłużej powieść na pewno. Bardzo ciekawie ukazane są także relacje kobiet w rodzinie Jane, relacje między matką a córkami i między siostrami, których całe obecne życie jest wypadkową dzieciństwa, okresu dorastania. Autorka udowadnia jak trudno jest odciąć się od tego, co chłonęliśmy mając kilka, kilkanaście lat i obserwując najbliższe nam osoby.Jestem więcej niż pewna, iż duża część czytelniczek w trakcie lektury książki odnajdzie w niej cząstkę siebie i swojego życia. Może to być doskonała nie tylko lektura, ale także pewnego rodzaju psychoanaliza naszego życia lub jego fragmentów. Prom do Puttgarden opowiada o świecie kobiet - matek, sióstr i córek - ale nie jest kolejną sentymentalną powieścią kobiecą. Polecam lekturę książki duńskiej autorki.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: anetapzn
Data:
O czym jest książka? Krótko – o życiu. Autor odpowiada na wiele pytań, o których sami często nie wiedzieliśmy, że nas nurtują. W Śniadaniu z Sokratesem znajdziemy także odpowiedzi na wiele innych pytań. Książka jest niezwykle oryginalnym i bardzo ciekawym oraz (co dla mnie wyjątkowo istotne!) niesamowicie prostym (takim dla laika) spojrzeniem na filozofię. Autor udowadnia, że filozofia nie jest oderwaną od rzeczywistości nauką pełną błąkających w obłokach myślicieli, toczących po otoczeniu mętnym wzrokiem, którym dalekie są problemy życia codziennego.Udowadnia nam także, że filozofia to doskonalą szkoła życia, uczy myślenia, wyciągania wniosków i znajdywania inspiracji oraz uczy, jak być wolnym. Pokazuje także, jak rozważania filozofów odnoszą się do pozornie banalnych czynności, które każdego dnia wykonujemy wszyscy.Gwarantuję, że wielu z was będzie zaskoczonych wnioskami do jakich autor dochodzi i ich prostotą. Wiele analiz, jakich dokonuje Smith w swojej książce odkryje przed nami drugie dno codziennych spraw, zwykłego życia. Autor zaprasza nas na wielka filozoficzną ucztę, ale ucztę nie gdzie podają kawior na porcelanowych talerzach, tylko ucztę, w której przyjemność znajdzie każdy.
Lektura Śniadania z Sokratesem to także doskonały sposób na to, by w przyjemny i lekki sposób przypomnieć sobie podstawowe nurty filozoficzne oraz sylwetki największych myślicieli.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Przyznam się, że dawno żadna powieść tak mnie nie zachwyciła, jak Córki gór. Z tym, ze jestem bezkrytyczna, ponieważ uwielbiam literaturę skandynawską, a szwedzką w szczególności.Akcja książki rozpoczyna się w Sandviken i w zasadzie do tej miejscowości ogranicza. Jest to prowincjonalna wieś w Szwecji, wieś w której w zasadzie nic się nie dzieje i nic się nigdy nie zmienia, i w tym problem. Głównych bohaterów - rodzinę Steenów poznajemy tuż przed wybuchem II wojny światowej w 1938r., natomiast ostatni opis ich losów ma miejsce w 1958 r. Czyli ich losy śledzimy przez 20 lat, a dwie dekady to sporo w życiu każdego człowieka, ale czy także w przypadku rodziny Steenów?Śledzimy ponurą wojenną rzeczywistość, oraz przemiany przemiany mające miejsce tuż po jej zakończeniu.
Nie ma tu szybkiej ala amerykańska akcji. Są za to szczegółowe opinie, opisy, powolne tempo, wahania, rozterki, rozmowy, surowe krajobrazy i surowe, momentami nawet okrutne życie. Mimo okrucieństw wojny, życie bohaterów nie zmienia się. Autorka pokazuje jak losy świata mogą nie wpływać na życie ludzi w małej szwedzkiej miejscowości. Bohaterowie wiodą swoje proste życie, skupiają się na codzienności, a wojna i polityka są dla nich jedynie tematem do rozmów.Powieść czyta się niełatwo, mogę nawet śmiało napisać, że momentami jest ciężko, a to z powodu innej (co nie znaczy, że złej) narracji. Autorka przeplata dialogi zewnętrzne z narracją i dialogami wewnętrznymi bohaterów. Styl bardzo specyficzny, sami musicie to przyznać. Do tej pory nie spotkałam się z taką narracją. To właśnie sprawiało mi na początku pewną trudność, musiałam przyzwyczaić się do specyficznego stylu autorki. Ale to dzięki temu, mamy unikalną możliowość odkrycia zawiłości duszy i świata w skandynawskiej wiosce Sandviken.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Gorąco zachęcam do lektury, ot tak dla odprężenia.Książka nie jest super ambitna, ale nie takie jest jej zadanie. Ma przede wszystkim odprężać, relaksować i udaje jej się to znakomicie. Ostatnie kilka pozycji, które przeczytałam należało do tych odrobinę cięższych, jeżeli chodzi o treść, jak i poruszane w nich problemy. Dlatego też szukałam lektury lekkiej, przyjemnej, dającej odprężenie, nie zmuszającej do myślenia. Ulotne chwile doskonale spełniły swoje zadanie.
Patrząc na okładkę może się wydawać, że jest to typowy, mdły, przesłodzony romans. Nic bardziej mylnego. Jest to lekka, zabawna, wciągająca i niezmiernie życiowa powieść o zwyczajnych ludziach, ludziach takich jak my, ludziach, którzy marzą o szczęściu i znalezieniu swojej drugiej połowy. A o tym marzą przecież wszyscy.
Co mnie bardzo urzekło w książce to miejsce akcji. Jest to niewielkie miasteczko, które śmiało możemy kolokwialnie nazwać...dziurą, ale za to jaką dziurą:). Miasteczko jest zadbane, pięknie położone wśród gór. Co prawda wszyscy się tam znają, nie ma co marzyć o anonimowości czy sekretach, ale gdy zajdzie taka potrzeba wszyscy się wspierają i pomagają sobie. Dzięki temu zarówno miasteczko, jak i powieść mają swój specyficzny, ciepły klimat. I chyba się starzeję powoli, bo po lekturze książki doszłam do wniosku, że sama bym w takim miejscu chciała zamieszkać.
Polecam Ulotne chwile szczęścia, to doskonała lektura na jeden wieczór ku pokrzepieniu i dla relaksu.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Jest to pozycja wyjątkowa na światowym rynku. Nie tylko dlatego, że jej autor - francuski historyk Robert Fossier poświęcił książce spory kawał życia. Jest to dzieło wyjątkowe ponieważ Fossier podjął się próby opisania życia, dnia codziennego, radości i smutków ludzi, którzy dotychczas byli pomijani przez biografów, badaczy, historyków. Ci ludzie po prostu dla nich nie istnieli. Mam wrażenie, że oddając głos tej najliczniejszej, choć dla wielu nieistniejącej grupie społecznej, autor po prostu się zbuntował. I bardzo dobrze, nareszcie ktoś to zrobił.
Dzięki temu mamy okazję poznać wyjątkową pracę historyczną dot. zwykłych ludzi, takich jak ja, czy wy. Oddał po prostu głos grupie społecznej, która stanowiła (jak sam szacuje) ok. 90% całego średniowiecznego społeczeństwa.Oddał głos ludziom, którzy nigdy nie zostali uwiecznieni na kartach eposów, czy klasztornych kronik z tego prostego powodu, że byli ludżmi zwyczajnymi. Wielu historyków nazywa ich milczącą większością. Należy oddać wielki hołd autorowi, który w powstanie ksiażki włożył niesamowitą wprost ilość pracy. Pracę poświecił nie tylko w uporządkowaniu zgromadzonego materiału, ale przede wszystkim jego zgromadzeniu. Dlaczego? Otóż dlatego, że ten milczący trzeci stan społeczny w zasadzie niewiele po sobie pozostawił z dowodów kultury materialnej. Władcy, szlachta, mieszczanie, nawet zakonnicy, zostawili po sobie dosyć liczne, jak na okres średniowiecza świadectwa, dzienniki, dokumenty, obrazy, dary wotywne w kościołach etc. Życie codzienne włościan autor musiał zrekonstruować (tak, takie słowo jest idealne) z drobniutki fragmentów, wzmianek, zapisków (bardzo zresztą sporadycznych). Moim zdaniem mogło to wyglądać, jak układanie puzzle z 10000 fragmentów. Ale efekt końcowy jest fantastyczny. Na blisko 400 s., poznajemy całokształt życia człowieka z epoki wieków średnich. Poznajemy wszystkie jego etapy życia, od narodzin, poprzez dzieciństwo, choroby, wiek dojrzały, po śmierć (która niestety następowała dosyć szybko).Całkiem sporo dowiadujemy się także o otaczającej ludzi tego okresu naturze, jej dobrodziejstwach (żywność, opał, surowce na budowę domu etc.) po niebezpieczeństwa, jakie ludziom ze strony matki natury groziły.
Bardzo dużo uwagi Fossier poświęca człowiekowi samemu w sobie. Opisuje jego duszę, to co nim przypuszczalnie kierowało, a także to co go zmuszało do życia w ten, a nie inny sposób – czyli porusza także kwestię średniowiecznego prawa i władzy, jaką możni mieli nad maluczkimi. Na sam koniec, autor omawia szeroko pojętą kwestię wiary i jej rolę w życiu średniowiecznego ludu.Jedyne czego w książce mi brakowało to przypisy i chociażby szczątkowe żródłoznawstwo i za to autorowi daję niewielki minus.
Czy ta recenzja była przydatna?

Polecam.

Ocena:
Autor: Katarzyna
Data:
Do lektury Nim nadejdzie mróz zabierałam się z lekką obawą. Nie wiedziałam, jak Mankell poradzi sobie z kryminałem, w którym tak mało jest Kurta Wallandera i jak się spisze w nowej roli jego córka Linda. Zaczęłam czytać przedwczoraj i spodobało mi się. Na pewno nie tak, jak tomy z Kurtem w roli głównej, ale spodobało się i mogę nowego Mankella polecić z całego serca.W każdym kolejnym tomie przygód Kurta Wallandera tło psychologiczne i społeczne było równie ważne, jak kryminalne. Nie inaczej jest w tym przypadku.Autor w dużej mierze skupia się na analizowaniu niesamowicie trudnych i skomplikowanych relacji między córką i ojcem. I nie chodzi tu jedynie o Lindę, która po latach, stara się poznać go niejako od nowa, zrozumieć jego wybory życiowe. Starcia między nimi są nieuniknione i niesamowicie grożne, oboje mają trudne charaktery, a lata mieszkania osobno i sporadycznych kontaktów też zrobiły swoje. Do tego dochodzi zatajona przez Lindę próba samobójcza, kłopoty z matką i wiele innych drobiazgów. W sumie mamy niesamowicie dużo problemów, jak na 30 letnią dziewczynę.
Ale w tym wypadku autor porusza kwestię jeszcze jednej pary córka – ojciec. Mam na myśli przyjaciółkę Lindy - Annę, do której niespodziewanie po ponad 20 latach nieobecności powraca ojciec. A jest to powrót w wielkim stylu, naprawdę...
Bardzo ciekawie ukazane są pierwsze policyjne doświadczenia Lindy, jej błędy oraz sukcesy i wielka niepewność, jak odbiorą jej decyzje i odkrycia koledzy ojca oraz on sam, doświadczony policjant. Autor ciągnąc naraz kilka wątków na prawdę dał popis. Z tym, że mam takie wrażenie, iż tym razem wątek psychologiczny jest odrobinkę ważniejszy od kryminalnego, w niewielkim co prawda stopniu, ale jednak. I nic w tym dziwnego. Autor ukazuje nam, że każda decyzja, każdy czyn ma gdzieś korzenie i to na ogół w przeszłości. Ukazuje nam również, że każde nasze działanie jest wypadkową wielu innych doświadczeń, chociaż sami sobie często nie zdajemy z tego sprawy. Wątki psychologiczne mogą niektórych razić, ale trzeba zrozumieć, że nie są one tak rozbudowane bez przyczyny. Mankell we właściwy sobie sposób stworzył książkę – przestrogę.
Przed czym przestrzega? Przede wszystkim fanatyzmem, który zamyka ludziom oczy na rzeczywistość i na to co się dzieje dookoła. Przestrzega nas przed fanatyzmem wszelkiego rodzaju, bo wprawdzie zbrodniarzami okazują się w powieści chrześcijanie, a w jej zakończeniu pojawia się motyw ataku na WTC z 11 września 2001 r. Przestrzega nas także przed brakiem porozumienia, zrozumienia i przed niechęcią do wyciągania ręki do drugiego, często bardzo nam bliskiego człowieka.
Jeden jedyny minus to wg mnie fakt, że w książce jest trochę za mało Kurta, ale i tak lektura była dla mnie ogromną frajdą. Polecam Nim nadejdzie mróz zarówno wielbicielom twórczości Henninga Mankella, kryminałów z rozbudowanym wątkiem psychologicznym i fanom po prostu doskonałej prozy, jaką ta pozycja niewątpliwie jest.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Mimo, że książka ta została napisana w dwóch tomach w 1926r. to nic nie straciła na swojej aktualności. Przez wiele lat nie była wznawiana i w wielu bibliotekach nie była dostępna. Dopiero pod koniec ub. roku Wydawnictwo Universitas zebrało oba tomy w jeden i wydało fantastyczną pozycję, która obowiązkowo powinna się znależć na półce każdego miłośnika historii, ale także na półce każdego Polaka. Wiele osób może zniechęcić spora objętość książki (ponad 900 s.), autorstwo trzech wybitnych historyków oraz okładka, która chociaż moim zdaniem idealnie pasuje do treści, to jednak dla przeciętnego czytelnika może zbytnio kojarzyć się z podręcznikami do historii ze szkolnej ławy. Ale to wszystko to pozory. Jeżeli sięgniecie po Dzieje Polski średniowiecznej i zatopicie się w lekturze, a przy tym lubicie historię, przeżyjecie prawdziwą przygodę. Jeżeli nawet nie jesteście fanami historii, także musicie dać sie uwieść Grodeckiemu, Zachorowskiemu i Dąbrowskiemu.
Materiał zebrany przez autorów obejmuje okres od Polski pogańskiej, poprzez kształtowanie się państwa polskiego, okres dzielnicowy, bardzo burzliwą historię wieku XIII i rządy Władysława Łokietka, odbudowę państwa przez Kazimierza Wielkiego, okres bezkrólewia, panowanie Jagiellonów, aż po rok 1506.
Sporo materiału, fakt, ale jest on tak zaserwowany, że lektura i przedzieranie się przez gąszcze naszej skomplikowanej skądinąd historii jest nie tylko przyjemnością, ale wręcz fascynującą przygodą. Autorzy skupili się przede wszystkim na dziejach politycznych i to one stanowią trzon ich pracy, ale materiał zawarty w książce absolutnie nie nudzi, wręcz przeciwnie. Dodatkowym atutem jest język, barwny, wręcz trójwymiarowy. Tak, tak właśnie bym go nazwała. Czytając kolejne rozdziały mamy wrażenie czytania wspaniałej opowieści o historii naszego kraju. Ale trzeba pamiętać, że nie jest to bajka, jest to podręcznik akademicki i biblia dla osób pasjonujących się historią. Wszystkie więc fakty, mimo barwnego języka, podane są rzetelnie, informacje poparte bogatą bibliografią, indeksem, przypisami. Co dla mnie szczególnie ważne, przypisy znajdują się u doły strony, nie trzeba więc szukać na końcu książki, co zawsze (przynajmniej dla mnie) jest sporym utrudnieniem i często zniechęca mnie do korzystania z przypisów.
Jeżeli któryś z autorów prezentował na jakikolwiek temat pogląd odbiegający od obowiązującego w okresie, gdy książka powstawała, jest on rzetelnie wytłumaczony. Cenne są także przypisy od wydawcy, także znajdujące się u dołu strony.
W wielu rozdziałach znajdziemy bardzo ciekawe teorie, wnioski i interpretacje faktów, które na pewną mogą zainspirować współczesnych czytelników do samodzielnego analizowania i myślenia.
Książka ta nie jest na pewno tylko i wyłącznie zwykłym podręcznikiem. Autorzy prowadzą jakby dyskusję, dialog z czytelnikiem i podają rożne możliwości interpretacji dziejów, które możemy przyjąć, lub nie, ale na pewno nie możemy wobec nich pozostać obojętnymi. Gorąco zachęcam do lektury.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
To moje pierwsze zetknięcie z twórczością tego autora. I muszę przyznac, że jestem bardzo mile zaskoczona.Muszę przyznać, że w trakcie lektury książki automatycznie nasuwało mi się porównanie z serią powieści wojennych autorstwa Svena Hassela. Podobne, ale jednak nie pdoobne. Niby ta sama tematyka – okres II wojny światowej, akcja opowiedziana z punktu widzenia żołnierza, ale.. Podczas gdy Hassel ukazuje wszystko oczami szeregowca z karnego batalionu, Leo Kessler stworzył elitę i akcję całej operacji śledzimy oczyma żołnierza z tej jednostki.
Bardzo mi się podobało ukazanie fabuły w ten sposób w jaki uczynił to Kessler. Wydarzenia są zaprezentowane niesamowicie wprost realistycznie, obserwujemy szczere aż do bólu okrucieństwa wojny, bólu i trudu walki. Opisy są niesamowicie plastyczne, często wręcz brutalne, no ale cóż, taka była wojna. Dialogi głównych bohaterów okraszone są także wulgaryzmami, jak to miało miejsce u Hassela, ale tu u Kesslera, jakoś mniej to razi. Bardzo ważne jest też dokładne ukazanie pełnego tła historycznego, co pozwala lepiej zrozumieć czytelnikowi treść książki. Dowiadujemy się m.in., że kampania była wynikiem zajęcia przez aliantów archipelagu Dodekanez po kapitulacji Włoch i rozbrajania włoskich żołnierzy, którzy nie stawiali oporu. Brytyjczycy planowali używać potem wysp jako bazy wypadowej do ataków na niemieckie pozycje na Bałkanach. Niemcy, nie mogąc sobie pozwolić na stratę ważnych strategicznie wysp, zaatakowali połączone wojska brytyjsko-włosko-greckie. Po prawie dwumiesięcznej kampanii obrońcy wysp się poddali, a III Rzesza rozpoczęła okupację Dodekanezu.
Książka Kesslera bardzo przypadła mi do gustu.Czyta się ją dosłownie jednym tchem. Operacja Leopard to powieść warta polecenia. A ja z niecierpliwością czekam na kolejne części opowieści o Oddziale Strzelców Alpejskich.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Zarwałam dla tej ksiażki noc, ale na prawdę było warto. Rącze konie to I tom trylogii Pogranicze. Mam jednocześnie wrażenie (chociaż oczywiście nie znam kolejnych tomów), że jest to tom ukazujący nie tylko początek trylogii, ale także początek prawdziwego, dorosłego życia Johna.
Ta jego dorosłość, gdy po śmierci dziadka chce przejąć ranczo, jest wg. mnie tylko pozorna. Gdy jedzie do Meksyku jest w sumie zwykłym smarkaczem, niedoświadczonym nastolatkiem. Dojrzewa dopiero w trakcie trudnej i wyczerpującej podróży, a prawdziwym mężczyzną czynią go przeżycia, których doświadczy w kraju bezprawia. John doświadcza bowiem zarówno miłości, jak i nienawiści i bezsilności. Wszystkie te uczucia tworzą z niego zupełnie innego człowieka, a w zasadzie kształtują go, formują z niego prawdziwego mężczyznę.Wszystko to, jak to u McCarth'yego zaserwowane jest nam w mistrzowski wprost sposób. Język jest po prostu wspaniały, opisy niesamowicie plastyczne, a akcja porywajaca. Książka jest typowo męskim spojrzeniem na świat, powieścią utrzymaną w stylu klasycznego westernu. Jest to także pewnego rodzaju rozliczenie z historią Ameryki, ukazujące, jak było naprawdę, ale tak na prawdę naprawdę, a nie przez pryzmat zamożnych plantacji. Meksyk jest ukazany, jako kraj dziki, okrutny, ale ta dzikość jest nam przez autora tak zaserwowana, że po prostu hipnotyzuje. Dodatkowo język, prosty i zwięzły, można powiedzieć minimalistyczny, będący autorskim podpisem McCarth'yego. No i wspaniałe opisy pejzażu. Opisy,które są tak charakterystyczne dla autora i które niezwykle umiejętnie wplótł w akcję powieści.
Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy trylogii.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Książka wywarła na mnie duże wrażenie i bardzo przypadła mi do gustu.
Głównym bohaterem jest słynny archeolog dr Johnatan Weber. Pewnego dnia bierze on na swojej macierzystej uczelni Harvardzie, roczny okolicznościowy urlop, który naukowcom przysługuje co 7 lat. Postanawia go przeznaczyć m.in. na przeprowadzenie nowych prac archeologicznych. W tym celu udaje się do miasta Rama w Izraelu. Pewnego dnia jednak następuje przełom. Johnatan dokonuje wielkiego odkrycia. Jak to zwykle w tego typu przypadkach bywa, odkrycia tego dokonuje zupełnie przypadkowo, idąc na spacer zauważa nietypowy kamień. Po odgarnięciu ziemi odnajduje drugi taki sam kamień i za chwilę kolejny. Razem ze współpracownikami rozpoczyna prace eksploracyjne. Bardzo szybko odkrywają jaskinię. Ku ich zdziwieniu w jaskini nie znajdują absolutnie nic. Jednak z uporem przeszukują lite ściany pieczary dalej. Po dwóch dniach, gdy prawie tracą nadzieję, w podłożu odnajdują doskonale zamaskowany sarkofag z napisem w antycznej grece i po aramejsku – Tu spoczywa Józef z Arymatei, syn Asera, członek rady. Błogosławiona niech będzie jego pamięć.
Już samo odkrycie sarkofagu było dla badaczy niesamowitym przeżyciem. Nie wiedząc, czy sarkofag jest pusty ,czy też znajdują się w nim szczątki, snują różne hipotezy. Wiedzą doskonale, że sarkofag (z ciałem lub bez) i tak przejdzie wraz z nimi do historii.Następnego ranka postanawiają otworzyć sarkofag. Po podniesieniu wieka widzą pożółkły i częściowo zbutwiały całun, otulający ludzki szkielet. Niezwłocznie przeprowadzają wstępne badania. Wykazują one, że szczątki są bardzo dobrze zachowane, zmarły był mężczyzną, w wieku średnim, mocno zbudowanym. Po kilku kolejnych badaniach coraz bardziej prawdopodobne jest przypuszczenie, że w sarkofagu znajdują się szczątki Józefa z Arymatei. Ale czy na pewno? Czy to już koniec badań i domniemywań? Czy może wręcz odwrotnie – ich początek?
Na te i wiele innych pytań da wam odpowiedź lektura książki. Naprawdę warto po nią sięgnąć. Przede wszystkim jest to doskonałą proza. Poza tym naprawdę świetny thriller. Wiem, o tej tematyce w ciągu kilku ostatnich lat powstało bardzo dużo książek, ale Ślad życia, ślad śmierci jest wyjątkowy z kilku względów.Po pierwsze ze względu na bardzo profesjonalne i fachowe potraktowanie tematyki, i to nie tylko biblijnej, ale także archeologicznej. Autor książki, Paul L. Maier jest wykładowcą historii starożytnej na Uniwersytecie Michigan. W swoim dorobku ma ponad dwieście artykułów naukowych i jedenaście książek. Jego wieloletnie doświadczenie historyka i archeologa doskonale widać w niniejszej pozycji. Widać także doświadczenie, jakiego nabył przy pisaniu poprzednich powieści. Prowadzona przez niego intryga z każdą kolejną stroną wciąga coraz bardziej. Poza tym autor doskonale tłumaczy kolejne etapy prac badawczych, sposoby eksploracji i datowania znalezisk. Omawia wiele archeologicznych metod, przy pomocy których datuje się artefakty – m.in. metodę C14, termoluminescencyjną i wiele innych. Przy tym omawia te metody tak jakoś mimochodem, wplatając przyspieszony kurs metodologii badań archeologicznych w akcję książki. Taki podręcznik dla archeologa amatora w pigułce. Bardzo spodobał mi się tez język, jakim autor wyjaśnia wszystkie w/w zagadnienia, prosty, konkretny, klarowny, ani trochę nie zaciemniający akcji, ani nie traktujący czytelników jak upośledzonych umysłowo (co niektórym autorom się zdarza). W otoczce niesamowitej sensacji czytelnik nie archeolog może w prosty sposób poznać techniki pracy archeologów i antropologów.
W książce znajdziemy dyskusje - co nasza cywilizacja zawdzięcza chrześcijaństwu i jakie negatywne skutki może przynieść usunięcie go z naszego życia. Razem z badaczami zastanawiamy się nad tym, czy ujawniać ich odkrycia? Jest to moment pełen rozterek, wahań, dylematów etycznych i moralnych. Naukowcy muszą podjąć bardzo trudną decyzję, co jest najważniejsze – prawda czy czy istnienie...czego? No właśnie. Tego dowiecie się z książki.
Gorąco zachęcam do lektury. Naprawdę warto. Tym bardziej, że odkrycie sarkofagu, papirusu i listy to nie koniec znalezisk, a wręcz ich początek. Jeżeli sięgniecie po Ślad życia, ślad śmierci czeka na was wspaniała książka oraz niesamowita przygoda.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Dzięki autorce przenosimy się do XIII w. Autorka na 381 s. zawarła naprawdę sporo walk, pościgów, tajemnic, intryg.
Co dokładnie czeka na bohaterów książki, jak potoczą się ich losy, tego dowiecie się czytając Katedrę heretyczki, do czego zachęcam. W książce mamy dwie bohaterki – Klarę córkę zamożnego szlachcica i Blankę Kastylijską, królową Francji. W sumie to dobrze, ponieważ umożliwia nam to spojrzenie na wydarzenia z dwóch perspektyw, ale...
Czytając pierwsze kilkanaście stron odniosłam wrażenie, że autorka nie mogla się zdecydować, która z kobiet będzie główną bohaterką. Dopiero ok. 80 s., na pierwszy plan wysuwają się losy Blanki, a Klara schodzi trochę na drugi plan i z każdym kolejnym rozdziałem staje się bardziej marginalna bohaterką. Przy tym muszę zaznaczyć, że zdecydowanie bardziej polubiłam Blankę, osobę silną, mądrą, konkretną. Klara to dla mnie takie lelum polelum, jak mówiła moja babcia. Dziewczyna infantylna do entej potęgi, aż momentami miała ochotę mocną nią potrząsnąć. Ale czego wymagać od młodej dziewczyny z początku XIII w.?
To prawda, że zaserwowanie czytelnikowi dwóch głównych bohaterek daje spojrzenie na wydarzenia z dwóch różnych perspektyw, tylko w tym wypadku lepiej by było, gdyby autorka od początku konsekwentnie jeden rozdział poświęcała Blance, jeden Klarze. Wielu autorów stosuje taki zabieg i doskonale się to sprawdza. A tak na początku mamy lekki chaos. Z tym, że wcale nie zmienia on faktu, że książkę czytało mi się dobrze. Akcja toczy się wartko, a bohaterowie są na prawdę bardzo wyraziście zarysowani. Do tego w większości przypadków są to postaci historyczne, jak np. Blanka Kastylijska i jej maż.Generalnie książkę polecam zarówno miłośnikom powieści historycznych, jak i szukającym niezłej, relaksującej lektury.
Jak na debiut jest to naprawdę niezła powieść.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Stephen Clarke po raz kolejny mnie zadziwił i rozbawił.
Autor podzielił książkę na 12 rozdziałów, w których przedstawia prawie całkowity obraz miasta. Portretuje wszystko, co przyjdzie mu do głowy, a o czym my sami często byśmy nawet nie pomyśleli.
Z książki dowiemy się także, jakie jest w Paryżu najbardziej romantyczne i najpaskudniejsze miejsce. Gdzie należy swojej drugiej połówce powiedzieć kocham cię. Dowiemy się także, dlaczego paryscy mężczyżni mają zwyczaj sikać na ulicy i czy i dlaczego uchodzi im to płazem. Dowiemy się także dlaczego paryżanie mają do jedzenia stosunek wręcz seksualny i co jest największym paryskim koszmarem (oczywiście dla cudzoziemca).
Clark udowadnia nam także, ze to czego oczekujemy po Paryżu, jako turyści – romantyzm i historia, to banał i ułuda. Obala więc kilka naprawdę porządnie w naszej świadomości ugruntowanych mitów dot. tego miasta. Jak to robi i dlaczego? Tego dowiecie się w trakcie lektury, a na prawdę warto.
Dla tych, którzy wybierają się do Paryża, są to niezmiernie ważne wskazówki. Niby takie drobiazgi, a naprawdę ich nieznajomość potrafi uprzykrzyć pobyt w stolicy świata, jak miasto nazywają jego mieszkańcy. Clark udowadnia nam, że niestety bardzo często jest to zgodne z prawdą i jak sam twierdzi – bycie paryżaninem oznacza przepychanie się na początek kolejki i umiejętność doprowadzania ludzi do szału przez zwykłe wzruszenie ramionami.
Nie znajdziecie w tej książce nużących opisów szlaków historycznych ani porad w rodzaju „gdzie każdy turysta udać się powinien". Autor nie zabierze nas przed oblicze Mony Lisy ani na szczyt wieży Eiffla. Zwiedzicie raczej te zakamarki stolicy Francji, do których turyści zwykle nie docierają. To nie przewodnik, to lekcja przetrwania w paryskim gąszczu:). Gorąco polecam lekturę książki. Bardzo pouczająca pozycja i świetna zabawa. Jeśli kiedykolwiek zdecydujecie się odwiedzić Paryż, powinniście koniecznie przeczytać książkę.
A ja już z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autora.
Czy ta recenzja była przydatna?
Autor: Katarzyna
Data:
Jak podaje autor, książka ta jest ostatnim tomem trylogii poświęconej przechodzeniu od wojny do pokoju w trzech newralgicznych momentach historii: w 1815, 1918 i 1945 roku. Zgodnie z podtytułem – 1945 – wojna, która się nie skończyła – publikacja nie dot. jedynie okresu do zakończenia działań militarnych w Europie, ale autor zawarte w niej materiały rozszerza także na kilka następnych lat.
Autor wysnuwa tezę, ze w 1945r. II wojna światowa wcale się nie zakończyła. Twierdzi, że przeszła w bardziej pokojową fazę. Teza poparta jest na prawdę wieloma dowodami. Autor udowadnia nam ponad wszelką wątpliwość, że tzw. zimna wojna między USA a ZSRR była niczym innym, jak pokojową kontynuacją II wojny światowej.
Książkę autor podzielił na cztery główne rozdziały: Armie, Pory roku, Ludzie oraz Europa, Europa.Każdy z rozdziałów podzielił na podrozdziały, co stworzyło przejrzystą, spójną całość. Taki podział daje także czytelnikowi możliwość wybrania fragmentu lub problemu, który w danym momencie najbardziej go interesuje.
Co ważne, autor zaczyna swoja książkę od korzeni, czyli od wydarzeń, które doprowadziły do zimnej wojny. Porusza i bardzo szczegółowo omawia kwestie: inwazji w Normandii, konferencji w Jałcie, Teheranie i Poczdamie, plan Marshalla i wiele innych.
Trzeba autorowi oddać sprawiedliwość, że jest to pozycja, w którą włożył niesamowitą wprost ilość pracy, zgromadził bardzo dużo materiałów i dokonał wielu analiz i zestawień.
Gregore Dallas ma wyjątkowy dar, poruszając tak wiele trudnych skądinąd wątków, czyni to tak umiejętnie i w taki wręcz gawędziarski sposób, ze czytając Zatruty pokój, ani przez moment nie znudziłam się, nie zagubiłam w gąszczu tematyki, a wręcz przeciwnie.
Dlatego jeżeli ktoś czuje się przytłoczony objętością książki, już uspokajam, lektura jest na prawdę ciekawa, jest to swoista wyprawa w rejony, w jakie nie zapuszczał się dotąd żaden historyk. Autor poświęcił bowiem wyjątkowo dużo miejsca problematyce polskiej, poza tym specjalnie do naszego polskiego wydania napisał odrębny wstęp.
W sposób niezwykle barwny odwołuje się on do naszej historii, do upadku komunizmu, a nawet katastrofy w Smoleńsku w 2010r.
Autor udowadnia nam także, że to co obecnie dzieje się na arenie międzynarodowej, jest ściśle związane z wydarzeniami z okresu właśnie zimnej wojny.
Książka jest niesamowita i to nie tylko ze względu na ilość i jakość zgromadzonego w niej materiału. Zmusza do wielu głębszych refleksji i zastanowienia się nad wieloma aspektami historii obecnej i tej minionej. Jest to bardzo istotne w kontekście problemów przed jakimi stoi UE.
Plusem jest także przebogata bibliografia, liczne indeksy oraz słowniczek.
Co mnie jednak najbardziej uderzyło i poruszyło to tematyka zwykłych ludzi, którzy najwięcej stracili w okresie zimnej wojny.
Czy ta recenzja była przydatna?