Wirtualny doradca
facebook
promocje
 

30,25 zł

36,99 zł

Oszczędzasz: 6,74 zł
(18%)

Szybka wysyłka 24h!

Dostawa do księgarni
ZA DARMO
Wyobraź sobie, że cały Twój świat staje na głowie...

Jacob, jedyny syn Harolda i Lucille Hargrave`ów, zginął tragicznie w 1966 roku, w dniu swoich ósmych urodzin. Przez dziesiątki lat, które upłynęły od tamtej pory, osieroceni rodzice przeżywali zarówno smutki, jak i radości. Litościwy czas goił rany, aż w końcu ułożyli sobie jakoś życie. Biegło niezakłóconym rytmem aż do chwili, kiedy stanął przed nimi Jacob - ich syn z krwi i kości. Ten sam uroczy, bystry, ośmioletni chłopiec, którym kiedyś był.
Na całym świecie ci, których kiedyś kochano, a którzy odeszli na zawsze, z niepojętych przyczyn powracają do życia.
Nikt nie rozumie, jak to możliwe, i dlaczego tak się dzieje.


Nikt też nie potrafi powiedzieć, czy to cud, czy zapowiedź końca.

Pokaż więcej >

Informacje dodatkowe

Tytuł Przywróceni
Autor Jason Mott
Wydawnictwo Harlequin
Oprawa miękka
Rok wydania 2013
Liczba stron 400
Długość [mm] 215
Szerokość [mm] 145
ISBN 978-83-238-9086-7
EAN 9788323890867
Indeks ZB7FR

Opis dodatkowy

Trailer:


Zwiastun książki:

Znalazła ją para dwudziestoparolatków tuż za granicą Michigan. Stała przy ruchliwej szosie, patrząc na przejeżdżające samochody, przerażona i bezradna. Miała białą sukienkę w kwiaty i związane w kucyki włosy, ozdobione na końcach małymi paciorkami. Była mała, ciemnoskóra i śliczna. Spytana, skąd się tam wzięła, odpowiedziała, że nie wie. Wszystko będzie dobrze, uspokajali ją. Znajdziemy wkrótce kogoś, kto ci pomoże.
Podobne rzeczy działy się już od jakiegoś czasu. Ludzie zmarli przed laty pojawiali się nagle daleko od swych domów – żywi i zupełnie samotni. Wszystko zaczęło się w Karolinie Północnej, gdzie sześć tygodni wcześniej przybył młody człowiek o nazwisku Edmund Blithe. Z niewyjaśnionych przyczyn stawił się nagle w pracy dokładnie rok od chwili, gdy tragicznie zginął pod kołami autobusu. Od tamtej pory liczba przywróconych do życia zaczęła nieustannie rosnąć, tak że teraz sięgała już tysięcy. Nikt jednak, nawet instancje rządowe, nie potrafił wyjaśnić, skąd przybywają, i nikt nie wiedział, co z nimi począć.
Wracali do domu po odwiedzinach u matki Matta, która mieszkała pod Saginaw. Heather pierwsza dostrzegła dziewczynkę, która w ciemności i chłodzie stała na poboczu niczym duch. Na imię miała Tatiana, a oni – zamiast wezwać policję lub telewizję – zabrali ją do siebie. Nigdy nie przypuszczali, że osobiście zetkną się z kimś takim, chociaż niewytłumaczalne powroty z zaświatów intrygowały ich oboje i bacznie śledzili bieg ostatnich wydarzeń w telewizji i w internecie.
– Co z nią zrobimy? – szeptem spytał Matt, stojąc na progu sypialni. Oboje z żoną z ciekawością patrzyli, jak Tatiana zajada płatki owsiane przy kuchennym stole. Od czasu do czasu rozglądała się, lustrując wzrokiem otoczenie – staroświecki stół, duży, kosztowny ekspres do kawy i ceramiczny dzbanek, w którym tkwiły różne przybory kuchenne. Wciąż sprawiała wrażenie przestraszonej, ale przestała płakać.
– Coś wymyślimy – odparła Heather.
– Jak sądzisz, skąd się to wzięło? – zaciekawił się. – Sądząc po akcencie, chyba gdzieś z Afryki.
– Nie mów „to”, tylko „ona” – poprawiła go żona. – Zresztą jakie to ma znaczenie?
– Jasne, że nie ma – przytaknął. – Pytam, ot tak, z ciekawości. – Przestępował z nogi na nogę, jakby rozpierał go nadmiar energii. – Uwierzyłabyś, że to jedna z nich? Z tych Przywróconych? I że siedzi sobie przy stole w naszej kuchni?
Heather w końcu oderwała wzrok od Tatiany i spojrzała mu w oczy.
– To jest dziecko. I tylko tyle. Nie mów o niej tak, jakby to był jakiś dziwoląg.
Ale Matt najwyraźniej nie słyszał.
– Musimy z nią porozmawiać – oznajmił. – Sprawdzić, czy pamięta, co się z nią działo przedtem, zanim tu trafiła. – Wziął Heather za rękę. – Wyobraź sobie, jak zmieniłoby się nasze życie, gdybyśmy pierwsi odpowiedzieli na pytania, które nurtują teraz wszystkich. – Szeroko otwarte oczy lśniły jak oczy dziecka, które pragnie otworzyć prezent.
– To mała dziewczynka – odparła, ujmując jego twarz w dłonie. – Zagubiona wśród obcych, daleko od domu. Tylko o tym powinniśmy myśleć, Matt.
Później tego samego wieczoru, kiedy Tatiana zjadła już wszystko, co było w kuchni – owsiankę, lody i mrożoną pizzę– we trójkę usiedli przy stole. Młode małżeństwo zajęło miejsca na wprost dziewczynki, uśmiechając się do niej nerwowo, jakby przygotowywało się do rozmowy kwalifikacyjnej. Heather bawiła się pasmem włosów, a Matt wiercił się na krześle, nie mogąc spokojnie usiedzieć.
– Pochodzisz z Afryki? – spytał w końcu.
Zanim jednak Tatiana odpowiedziała, Heather weszła mu w słowo.
– Może jesteś jeszcze głodna? Zostało trochę pizzy.
– Nie, dziękuję – odparła, nerwowo wykręcając palce.
– Ile masz lat? – dociekał Matt, po czym natychmiast obrócił się do żony. – To dozwolone pytanie, prawda?
– Dziesięć. – Mała wodziła oczami od Matta do Heather i z powrotem. Była wystarczająco bystra, by zdać sobie sprawę z istniejącego między nimi napięcia. Zachowywali się tak jak jej rodzice wówczas, gdy nie chcieli, by wiedziała, że się o coś kłócą.
– A gdzie chodzisz do szkoły? – zadał kolejne pytanie Matt.
– Jak ma na imię twoja mama? – weszła mu w słowo Heather tak głośno, jakby chciała zagłuszyć męża. – Chcemy pomóc ci odnaleźć rodzinę, ale powinniśmy przynajmniej wiedzieć, kogo szukamy. – Uśmiechała się, pragnąc ocieplić atmosferę i sprawić, by dziecko czuło się swobodnie. – Musisz nam coś powiedzieć o tych, którzy cię kochają.

*

– Wszystko będzie dobrze – powiedziała matka. Powtarzała to jednak zbyt często, by Tatiana mogła w to uwierzyć.
Był rok 1994 i rodzice nie pozwalali córce wychodzić z domu. Chwilami do jej uszu dobiegał niosący się z oddali huk strzałów, warkot potężnych ciężarówek kursujących tam i z powrotem, a także odgłos walk. Wielu sąsiadów uciekło już do krewnych, którzy mieszkali w spokojniejszych okolicach, ale matka nie chciała wyjechać. Nie odrywała się od telewizora w nadziei, że w końcu gdzieś wypatrzy w tłumie męża.
Podczas śniadania nerwowo krzątała się w kuchni, krążąc pomiędzy kuchenką i oknem, jakby czegoś lub kogoś się spodziewała. Tatiana obserwowała ją, siedząc przy stole i machając chudziutkimi nóżkami. Stół był nakryty dla trojga, mimo iż ojciec nie pojawiał się już od kilku dni.

Słowa kluczowe

Użyj spacji aby rozdzielić słowa, apostrofów (') aby wpisać frazy.

Recenzje uznane za najbardziej przydatne

Zobacz wszystkie recenzje (13)
1 z 2 uznało tę recenzję za przydatną
27 listopada 2013
Czy masz czasem tak, że otwierasz książkę, nie mając w zasadzie pojęcia, o czym ona jest? Ja tak miałam w przypadku Przywróconych. Niby przeczytałam opis z tyłu, czego zazwyczaj nie robię, i zapoznałam się z opiniami na różnych portalach książkowych, ale chyba nic nie mogło przygotować mnie na to, co dostałam razem z powieścią. I nie mówię tu o żadnych rzeczach materialnych.

Harold i Lucille przeżyli straszną tragedię w młodości – ich ośmioletni syn Jacob utopił się w rzece podczas własnego przyjęcia urodzinowego. Przez wiele lat nie potrafili sobie z tym poradzić, ale w końcu wypracowali sobie system, który pozwolił im uniknąć kolejnych cierpień. Aż tu nagle, kilka dekad później, w drzwiach domu małżeństwa staje urzędnik z Biura ds. Przywróconych, który trzyma za rękę ośmioletniego chłopca. Musiało minąć kilka sekund, zanim Harold zdołał zmusić swój niemłody już umysł do pracy i wyszeptać tylko jedno słowo: „Jacob”. Jednak przypadek chłopca nie jest jedynym. Coraz więcej zmarłych powraca na Ziemię, a ludzie, Prawdziwie Żywi, nie wiedzą, czy to cud, czy początek końca.

Przez kilka pierwszych rozdziałów powieść wydawała mi się nieco nudnawa. W zasadzie nic się nie działo – nikt do nikogo nie strzelał, nie uciekał, nie klął... No cóż, na tym ostatnimi czasy opierają się powieści fantastyczne. Ale później wpadłam w pewien rytm i to, co wcześniej wzięłabym za szczyt monotonii, nagle okazywało się być pełną emocji sytuacją, której nie da się ot tak zrozumieć. Pan Mott stworzył niebanalną historię, która opowiada w głównej mierze o cierpieniu, ale również o miłości, dobroduszności oraz o pozostałych, już nie tak dobrych cechach ludzi. Opisuje też wiele zachowań ludzkich w sytuacjach, w których trudno o zimną krew. Bardzo utożsamiłam historię, którą czytałam, do codzienności Polaków w XIX wieku. Los Przywróconych wydał mi się zadziwiająco podobny, ale możliwe, że każda większa grupa ludzi reaguje w ten sam sposób na te same bodźce.

Bohaterowie powieści nie są papierowymi kukiełkami, które poruszą się, gdy tylko zawieje wiatr. To normalni ludzie, ścierający się codziennie z przeciwnościami losu. Ani myślą o poddaniu się – walczą do ostatniej kropli krwi (no, może nie dosłownie) i są gotowi poświęcić naprawdę bardzo wiele w słusznej sprawie. Było sporo postaci, które zapamiętałam, ale najbardziej w pamięć zapadł mi agent Bellamy. To on przyprowadził Jacoba do jego rodziców. Później co jakiś czas przewijał się przez różne wydarzenia, zawsze odgrywając niedającą się pominąć rolę. Jak się dowiedziałam, czytając „Od Autora” - pan Mott odnalazł siebie w czarnoskórym agencie. Dla mnie było to bardzo ciekawe, ponieważ rzadko autorzy odkrywają tak znaczną i istotną cząstkę siebie. Zazwyczaj kończy się na wskazaniu ulubionej postaci.

Przywróconych, spośród wieeelu książek o podobnej tematyce na rynku, wyróżnia to, że temat religii nie jest uważany za tabu. Akcja rozgrywa się w jednym z południowych stanów USA, gdzie tradycje religijne są bardzo mocno zakorzenione. Bohaterowie więc nie boją się „zrzucać” wszystkich win i zasług na Boga, wierzą również, że być może to diabeł zesłał Przywróconych. Nie ma jednak co do tego pewności, więc ci, którzy gorliwiej wypełniają plany Boże, starają się umożliwić im godne życie. Pozostali czyhają z dwururkami w rękach na chwilę nieuwagi tych pierwszych.

Tak więc powieść wypełniają skomplikowane emocje, których na pierwszy rzut oka nie da się zobaczyć. Sprawiają, że czytelnik, zaraz po przeczytaniu ostatniego słowa, chce przejść do początku i od nowa zacząć całą przygodę. Choć nie chodzi tu o przygodę w stylu Indiany Jonesa, ale raczej o swego rodzaju podróż. Podróż wgłąb siebie, swoich uczuć oraz przekonań.

Jeśli chodzi o minusy książki pana Motta: nie znalazłam. Nawet końcówka, na które zazwyczaj się uskarżam, nie miała nic, do czego by się można przyczepić. Każda historia musi mieć swój koniec. Ten był co prawda nieco depresyjny, ale nie wyobrażam sobie, że mógł być inny. Tak, moim zdaniem Przywróceni to jedna z niewielu powieści, które zakończyły się właściwie. Bez fajerwerków, wybuchów, łez, krwi. Tak krótko, jak wypowiada się słowo koniec.

Recenzja na: http://endlessbooks.blogspot.com/2013/11/44-przywroceni-jason-mott.html  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
1 z 2 uznało tę recenzję za przydatną
29 listopada 2013
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. Takie jest przeznaczenie każdego człowieka i mimo wielu różnic nas dzielących, wszystkich czeka nieuchronna śmierć. Wyobraźcie sobie jednak, że w cudowny, nadprzyrodzony sposób martwi powracają do życia. Wreszcie ponownie możemy być z ukochaną osobą i cieszyć się jej obecnością. Wspaniała wizja, czyż nieprawda? Jason Mott, mieszkaniec południowo-wschodniej Karoliny Północnej, autor debiutanckiej książki ,,Przywróceni’’ uraczył nas właśnie taką fantazją. Postanowił zmierzyć się z ważnymi pytaniami o ludzką śmiertelność. Z jakim to wyszło rezultatem. Zanim się tego dowiemy przedstawię pokrótce konstrukcje fabuły.

15 sierpnia 1966 roku, Arcadia, małe spokojne miasteczko na amerykańskim Południu. Ten dzień na zawsze zapisał się w życiu Harolda i Lucille Hargrave'ów. Początkowo nic nie zapowiadało tragedii. Ich jedyny syn Jacob w dniu swoich ósmych urodzin bawił się znakomicie ze wszystkim gośćmi. Niestety po południu niezauważony przez opiekunów chłopiec wymknął się do sosnowego zagajnika, gdzie utonął w pobliskiej rzece. Osieroceni rodzice bardzo boleśnie przeżyli stratę ukochanego dziecka. Nawet upływający czas nie był w stanie wymazać z pamięci bolesnych wspomnień i zaleczyć rany. Nagle po pięćdziesięciu latach na progu ich domu pojawia się agent Martin Bellamy z Międzynarodowego Biura do spraw Przywróconych wraz z żywym Jacobem. Chłopiec wygląda i zachowuje się niemal identycznie, jak w dniu, kiedy widzieli go po raz ostatni. To nie koniec zaskakujących nowin. Okazuje się, że na całym świecie zmarli powracają na ziemię. Nikt nie potrafi racjonalnie wyjaśnić, dlaczego się tak dzieje i jak to się skończy. Reakcje "prawdziwie żyjących" są bardzo różnorodne. Jedni witają swoich bliskich z radością i euforią, drudzy są nieufni, zaś jeszcze inni odnoszą się wrogo wobec nowo przybyłych. W Arcadii zaczyna narastać atmosfera napięcia i chaosu. Liczba przywróconych rośnie w zastraszającym tempie. Co z tego dalej wyniknie? Czy to niewiarygodny cud a może zapowiedź zbliżającego się końca świata?

Powieść Jasona Motta na długo przed premierą wzbudziła gorące emocje wśród wielu krytyków. Aukcja, w której można było wygrać prawa do ekranizacji książki, była dość widowiskowa. Ostatecznie wygrała ją firma producencka Brada Pitta, Plan B, zaś stacja ABC Studios znana między innymi z takich hitów jak ,,Zagubieni’’ czy ,,Chirurdzy" zapowiedziała emisję serialu, który ukaże pod tytułem "Resurrection". W zaistniałej sytuacji oczekiwałam od lektury ,,Przywróconych’’ wielkich rewelacji, bynajmniej poczułam lekkie rozczarowanie. Na pewno na uznanie zasługuje niezwykle świeży, niekonwencjonalny pomysł na fabułę. Także jego sposób przedstawienia wypadł całkiem dobrze. Wiele osób cierpi z powodu straty bliskiej osoby marząc o tym, by znów ją zobaczyć. Autor stwarza taki scenariusz w swojej debiutanckiej powieści. Martwi ludzie wracają do życia, lecz nie w stylu zombie. Są zupełnie nietknięci przez mijający czas i zachowują się stosunkowo normalnie. Chcą wrócić do swojej ziemskiej egzystencji i dalej bez przeszkód funkcjonować w społeczeństwie. Niestety nie wszyscy entuzjastycznie reagują na ich widok. W rzeczywistości ludzi ogarnia niepokój. Czują się niepewnie. Nie wiedzą, co jest prawdą a co zwykłą ułudą. Przecież śmierć jest nieodwracalną częścią naszego życia, więc jak to możliwe, że można dostać drugą szansę? Świat stanął do góry nogami. Autor pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi, aby umożliwić czytelnikowi otwartą interpretację i kontemplacje na temat ludzkości, sensu życia, wiary, moralności, miłości czy odpowiedzialności.

,,Przywróceni’’ czyta się bardzo dobrze, choć osobiście nie zapałałam do nich sympatią. Liczyłam na znacznie drastyczniejszy rozwój wydarzeń i bardziej efektowniejszą konfrontację pomiędzy Przywróconymi a Prawdziwie Żyjącymi. Również czuje niedosyt z powodu braku wyjaśnienia, skąd wróciły nieżyjące osoby i jak to się stało, że mimo upływu lat pozostali w swojej nienaruszonej cielesnej powłoce. Reszta jest bez zarzutu. Akcja płynnie brnie do przodu, niekiedy zaskakuje. Pod względem stylistycznym też ogólnie bardzo dobrze. Bohaterowie z perspektywy socjologicznej i psychologicznej zostali stworzeni naturalnie i wiarygodnie. Całość przeplata się z szeregiem mini opowieści, które odnoszą się do innych osób z kręgu Przywróconych, dzięki czemu historia nabiera tajemniczego wydźwięku. Z kolei zakończenie przynosi dramat, patos, radość oraz odkupienie.

Szukasz czegoś więcej niż przeciętny science fiction? W takim razie polecam interesującą powieść obyczajową z domieszką thrillera psychologicznego autorstwa Jasona Motta, dzięki której poznasz ogólne kwestie religijne dotyczące możliwego życia po śmierci oraz bardziej prozaiczne sprawy, jak wpływ zasobów związanych z prawdziwą eksplozją demograficzną. Ta książka roi się pytań, które jeszcze długo będziesz pamiętać po zakończeniu lektury. Zainteresowanych zapraszam do czytania.  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
1 z 2 uznało tę recenzję za przydatną
8 grudnia 2013
Gdy tylko zobaczyłam fabułę ,,Przywróconych" wiedziałam, że ta książka musi mi się spodobać. Wydawała się ona nowatorska i nietuzinkowa. Byłam ciekawa, jak sprawdzi się to w rzeczywistości i czy powieść mnie zachwyci. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym autorze, więc nie wiedziałam, czego spodziewać się po jego twórczości.

Pewnego dnia w progu domu stanął zmarły syn pewnych ludzi. Okazało się, że jest on jednym z Przywróconych do życia. Takich ,,ludzi" miało pojawiać się coraz więcej. Rodzina sama mogła zdecydować, czy chce ich zatrzymać, czy nie. Rodzice początkowo nie wiedzieli, co robić. Opiekun chłopca nie był przekonany odnośnie tego, aby go zatrzymać, jednak decyzję pozostawił żonie. Zdecydowali, że ich zmarły kiedyś syn pozostanie z nimi, jednak na świecie pojawiało się coraz więcej Przywróconych. Niestety, nie wszystkim mieszkańcom się to podobało...

Tak, jak podejrzewałam powieść przypadła mi do gustu już od samego początku. Pomimo jej objętości przeczytanie tej książki nie zajęło mi sporo czasu. Dodatkowo byłam bardzo ciekawa, co pojawi się na dalszych stronach powieści i jak potoczą się losy przywróconych. Spędziłam z tą pozycją kilka miłych godzin, jednak to nie tylko dobrze spędzony czas, ale też przesłanie, jakie niosła jest dla mnie ważne.

Warto wspomnieć, że autor napisał tą książkę po tym fakcie, jak przyśniła mu się jego zmarła matka. Postanowił opisać śmierć bliskiej osoby oraz to, jak toczy się dalsze życie rodziny bez jej obecności. Dodatkowo zdobył się nawet na to, aby przywrócić zmarłych do życia i sprawdzić reakcję bliskich na ich powrót. Zakończenie książki moim zdaniem było bardzo przykre, jednak potrzebne.

Śmierć bliskiej osoby z pewnością jest dla każdego z nas traumatycznym przeżyciem, z którym przez długi okres czasu nie możemy się pogodzić. Zastanawiamy się, dlaczego to spotkało właśnie nas. Jednak z czasem nasz ból się zmniejsza. Nie oznacza to jednak, że mamy zapomnieć o naszych krewnych, którzy już nas opuścili. niech dobrym podsumowaniem będą słowa Lucille, które napisała do swojego męża: ,,Kochaj go. I pozwól mu odejść." str. 391

,,Przywróceni" to typowo fantastyczna opowieść, ale też bardzo życiowa, emocjonalna. Akcja nie toczy się zbyt szybko, a fabuła nie jest za bardzo skomplikowana. Książka oprócz tego, że ma dostarczyć nam miłych wrażeń być może spowoduje, że inaczej spojrzymy na naszych bliskich i docenimy to co mamy jeszcze za życia. Bo później może być na to za późno.

Moja ocena: 9/10   więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
1 z 2 uznało tę recenzję za przydatną
13 grudnia 2013
Ostatnio głośno zrobiło się o książce, która porusza temat znany, dotyczący nas wszystkich, a jednak taki, który odsuwamy od siebie na co dzień. Jej zapowiedź w formie filmiku video zachwyciła wszystkich i była niczym zapowiedź kinowego hitu z gatunku paranormal, jednak po przeczytaniu samej książki, mogę stwierdzić, że jest to coś więcej, połączenie dramatu, psychologicznego thrillera i nawet poradnika, bo po tej lekturze nie sposób nie wyciągnąć paru lekcji i rad na temat tego jak żyć i co jest tak naprawdę ważne.
Jason Mott to autor debiutujący, a jednak zarówno jego styl jak i język wskazują raczej na doświadczonego pisarza. Zdecydowanie jest to jeden z bardziej utalentowanych autorów o bogatej wyobraźni, który swoje pomysły potrafi przelać na papier w sposób, który trafi do czytelnika i siedzi w głowie jeszcze bardzo długo. Tak było w moim przypadku i jeszcze w trakcie czytania nie mogłam nie stawiać się w sytuacji głównych bohaterów. Ta powieść z pośród wszystkich jakie ostatnio czytałam, wciągnęła mnie najbardziej i mimo, że jestem już w trakcie kolejnej książki, nadal powracam myślami do tej.
"Przywróceni" opowiada o śmierci i poniekąd zmartwychwstaniu, bo jak inaczej można nazwać to, co właśnie spotkało wiele rodzin? Ludzie odchodzą codziennie, taka jest kolej rzeczy na tym świecie, jednocześnie jest to chyba jedyne na świecie zjawisko, z którym nie można przejść do porządku dziennego, do którego nie da się przyzwyczaić, jest to jedyna rzecz, która zawsze ludzi przeraża, zadaje cierpienie i nie da się jej uniknąć. Ze śmiercią można się jedynie pogodzić, a i to po uprzednim przetrawieniu wszystkich uczuć jakie nas ogarniają gdy doświadcza jej ktoś nam bliski. Tak właśnie jest z rodzinami w powieści Motta. Wszyscy kogoś utracili i starali się jakoś funkcjonować, żyć dalej i można nawet powiedzieć, że w pewnym sensie im się to udało. Pewne małżeństwo, Harold i Lucille, utracili swego jedynego syna, ośmioletniego Jacoba. Długo zajęło im powrócenie do życia, a gdy już nauczyli się funkcjonować od nowa, nagle, podobnie jak w wielu miejscach na świecie, do ich domu powraca ich własny, od dawna już martwy syn, ten sam rezolutny i bystry chłopiec, którego dawno temu utracili. Nie jest to bynajmniej duch, lecz żywe dziecko. Takie spotkanie może spowodować szok, skłaniać do zadawania pytań, jednak nikt nie potrafi wyjaśnić owych cudów, rozwikłać zagadkę, czy choćby pojąć jak to możliwe, że zmarli nagle powracają. Wywołuje to nie tylko ogromną radość, ale i strach, wiele osób obawia się, czy taki cud, nie jest zapowiedzią końca?
"Przywróceni" to książka przy której wpada się w zadumę i jest to nieodłączna część tej lektury. Nie ma chyba czytelnika, na którego powieść nie wpłynęłaby jakoś w mniejszym lub większym stopniu. Mnóstwo wzruszeń, refleksji i ciągłe napięcie towarzyszyły mi przez cały cza, a wszystko to potęgowane przez niezwykle wykreowane postacie, język wciągający czytelnika do akcji i styl, który bardzo przypadł mi do gustu. Zdecydowanie jest to jedna z lepszych książek ostatnich miesięcy, którą polecam wszystkim.
  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
1 z 2 uznało tę recenzję za przydatną
14 grudnia 2013
Życie nieodmiennie toczy się utartym szlakiem. Przychodzimy na świat, dorastamy, zakładamy rodziny, a potem powoli starzejemy się, aby pewnego dnia odejść tego świata być może do lepszej krainy. Życie i śmierć, śmierć i życie. Zawsze razem, nierozerwalnie. A gdyby tak pewnego dnia ten porządek świata został zachwiany? Gdyby nagle okazało się, że śmierć nie ma już nad nami władzy?

Harold i Lucille Hargrave'owie to starsze, zgodne małżeństwo mieszkające w domu na obrzeżach niewielkiego miasteczka Arcadia. Choć wyglądają na szczęśliwych, przed pięćdziesięciu laty w ich życiu wydarzyła się prawdziwa tragedia. Jedyny synek, Jacob, utopił się w rzece mając zaledwie osiem lat. Jak to mówią - czas leczy rany. Sporo wody musiało upłynąć, ale w końcu Lucille i jej mąż na nowo ułożyli sobie życie. Jednak nadszedł dzień, który zburzył ich spokojne życie. Do drzwi ich domu zapukał niejaki Martin Bellamy, a wraz z nim pojawił się ich Jacob - z krwi i kości, mający osiem lat i wyglądający tak, jakby nigdy nie odszedł z tego świata. Ale nie tylko od powrócił. Na całym świecie media donoszą o przypadkach, w których zmarli powracają zza grobu, a z każdym dniem jest ich coraz więcej. Z tego też względu powstało nawet specjalne Biuro do spraw Przywróconych starające się zapanować nad sytuacją i wytłumaczyć to zjawisko. Tylko czy to w ogóle możliwe? Czyżby nadchodził koniec świata, w którym zgodnie z zapowiedzią zmarli wstaną z grobu, aby być osądzeni wraz żywymi przed Bogiem?

Przywróceni to debiutancka powieść Jasona Motta. Inspiracją do jej napisania stał się dla autora pewien z jego snów, podczas którego odwiedziła go jego zmarła matka. Przez cały czas trwania snu po prostu rozmawiali i cieszyli się wzajemnie swoją obecnością. Jeden z przyjaciół zadał Mottowi któregoś dnia pytanie, co by zrobił, gdyby nagle jego matka powróciła, chociażby na jeden dzień. Jak by się zachował? O czym by myślał? Przywróceni są właśnie swoistą próbą odpowiedzi na te pytania.

Autor jawi nam wizję świata, w którym nagle zmarli powracają do życia, aby ponownie połączyć się ze swymi bliskimi. Wbrew pozorom nie jest to przyjemny obraz. Mott stara się ukazać zachowanie ludzi w obliczu sytuacji przekraczającej ludzką wyobraźnię, takiej, której nie da się w prosty sposób objąć umysłem i racjonalnie wytłumaczyć. Część ludzi w obliczu powrotów czuje radość, gdyż ponownie mogą spotkać tych, których utracili - powiedzieć im słowa, których nie zdążyli wypowiedzieć przed ich śmiercią. Cieszą się każdą chwilą wykorzystując ją możliwie najlepiej jak się da. Jednak spora grupa upatruje w Przywróconych dzieło Szatana. Nie wierzą, aby oznaczało to coś dobrego. Powroty zza grobu łączą z nadchodzącym końcem świata. Powstają organizacje Prawdziwie Żywych głośno walczące o swoje prawa i otwarcie występujące przeciwko Przywróconym. W końcu władze wydają odpowiednie dekrety, a do akcji wkraczają siły zbrojne mające na celu zapanowanie nad zaistniałą sytuacją. Od tej chwili nic już nie będzie takie samo...

Akcja powieści skupia się głownie na losach rodziny Hargrave'ów, ale nie tylko one składają się na całą historię. Autor przybliża nam sylwetki wielu Przywróconych, ale również zwykłych mieszkańców miasteczka (od farmerów po duchownego) oraz przedstawicieli władz. Dzięki temu czytelnik ma pełniejszy obraz wszystkich wydarzeń rozgrywających się w powieści. Nie zabrakło również cząstki historii samego Jasona Motta. Jak sam wyjawia w części "Od Autora" utożsamia się on z czarnoskórym agentem Martinem Bellamy'm, któremu również przed laty zmarła ukochana matka, a teraz nagle powróciła do życia.

"Przywróceni" to dla mnie nie tylko zwykły maszynopis. To książka, która stała się także szansą, by znów móc usiąść naprzeciw matki, znów zobaczyć jej uśmiech i usłyszeć jej głos. Szansą, by towarzyszyć jej w ostatnich chwilach życia, nie unikając cierpienia, jak robiłem to w rzeczywistości." (s. 395)

Przywróceni to niesamowita książka, przynajmniej dla mnie. Podczas lektury targały mną najróżniejsze emocje. Przeżywałam wszystko bardzo mocno wraz z bohaterami powieści - od chwil radości, po momenty pełne bólu i rozpaczy. Jason Mott oddał w ręce czytelników powieść, która zmusza do refleksji nad własnym życiem. Zastanowienia się nad tym, co czeka nas po śmierci. Zrozumienia tego, co tak naprawdę liczy się w życiu. To książka, w której każdy czytelnik znajdzie cząstkę swojej historii - bo każdy z nas stracił w swoim życiu kogoś bliskiego, za kim być może cały czas tęskni.

"W końcu uświadomiłem sobie, czego oczekuję po tej powieści i czym ona powinna być. Chciałem, by stała się również szansą dla moich czytelników. Pragnąłem, by odczuli to, co ja wtedy, w 2010 roku, odczułem w swoim śnie, i odczytali w niej własną historię. Chciałem, by stała się miejscem, gdzie za sprawą niepojętej nawet dla mnie magii twarde, bezlitosne prawo życia i śmierci przestaje obowiązywać i możemy znów spotkać tych, których kochaliśmy - miejscem, gdzie rodzice raz jeszcze mogą objąć dziecko, gdzie kochankowie odnajdą się po długiej rozłące i gdzie mały chłopiec zdoła w końcu pożegnać matkę." (s. 395)

Właśnie taka jest ta powieść.

Moja ocena: 5/6
recenzja z mojej strony: http://magicznyswiatksiazki.pl/przywroceni-jason-mott-recenzja-376/  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
1 z 2 uznało tę recenzję za przydatną
20 grudnia 2013
A wy co zrobilibyście gdyby nagle na progu Waszego mieszkania pojawił się ktoś zmarły, który był Wam bardzo bliski? Ja sama nie mam pojęcia co bym w takim przypadku zrobiła. Czy bym się przeraziła? Czy radość byłaby silniejsza? Teraz po raz kolejny wracając do tego wszystkiego myślę, że zachowałabym się tak jak główni bohaterowie tej książki, że jednak przyjęłabym moich najbliższych "Przywróconych" z otwartymi ramionami... tysiąc myśli, milion wspomnień lata mi po głowie. Mogłabym Wam opowiedzieć dużo , ale nie o mnie tutaj przecież chodzi. Książka ta jest poruszająca, zmusza człowieka do zastanowienia się nad sobą, nad innymi ludźmi, nad naszymi zachowaniami, nad moralnością... Temat jest niezwykle delikatny, a jednocześnie opisany w tak mocny sposób. Książka opowiadająca o śmierci, a jednocześnie tak pełna życia. Powieść ta jest wyjątkowa, niespotykana, inna, poruszająca, pełna emocji i skłaniająca do refleksji. Dzięki niej powracają wspomnienia i czytelnik chcąc nie chcąc zastanawia się co on by w takiej sytuacji zrobił. Za to właśnie dziękuję autorowi. A Wam polecam!  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
1 z 2 uznało tę recenzję za przydatną
25 grudnia 2013
Śmierć zamyka drzwi z szyldem życie raz i nieodwołalnie, człowiek pozostaje w pamięci bliskich wspólnych zdjęciach, jako słowa kiedyś wypowiedziane i zapamiętane przez innych. Upływ czasu łagodzi ból po stracie człowieka, chociaż jego brak wciąż jest odczuwany ... Najpierw dzień za dniem, później miesiąc za miesiącem, w końcu rok za rok toczą się dalej losy tych, którzy pozostali. Powoli zacierają się kontury wspomnień, pozostaje w nich to, co najważniejsze - osoba, chociaż czasem bez wyraźnej twarzy lub głosu. Emocje się wyciszają, nie od razu, lecz powoli, żałoba przechodzi w smutek, a ten w refleksje. Co jednak gdy nagle wszystko powraca?

Jacob Hargrave miał osiem lat, ani więcej, ani mniej. Dokładnie piętnastego sierpnia tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego szóstego roku były jego urodziny i w ten dzień również odszedł. Ta data dokładnie została zapamiętana przez jego rodziców i mieszkańców miasteczka Arcadia. Każdy z nich zapamiętał te kilkanaście godzin kiedy uśmiech na twarzach zastąpił najpierw strach, a potem ból. Hargrave`owie zachowali w pamięci swojego syna i jego ostatnie godziny z nimi, w ich wspomnieniach, wciąż by ośmioletnim chłopcem, chociaż oni sami byli coraz starsi. Wszystko się zmieniło w jednej chwili, dokładnie w tej gdy ktoś zapukał do drzwi, a one zostały otwarte. Jacob powrócił. Po kilkudziesięciu latach od dnia kiedy zginął znowu był na progu domu Lucille i Harolda Hargrave`ów. Czy to prawda czy jedynie iluzja? Jak to możliwe i dlaczego właśnie teraz? Zaskoczenie, ponowne otwarcie ran, które zdążyły się zabliźnić i uczucia burzące z trudem wypracowany spokój. Jacob znów stoi na progu swojego domu i czeka, wie tylko jedno, że znalazł się daleko od Arcadii, a przede wszystkim rodziców.

Nikt nie umie wytłumaczyć tego powrotu jak i setek podobnych wydarzeń, które miały i mają miejsce na całym świecie. Nagle pojawiają się zmarli ludzie, tak jakby budzili się z długiego snu, wszystkich łączy jedno - nie pamiętają swojej śmierci tylko to, co było bezpośrednio przed nią. Tak jakby w ogóle jej nie było, ale przecież to niemożliwe, a jednak dzieje. Koniec świata czy może szansa, lecz na co? Ilu z ich bliskich marzyło by wrócili, a śmierć była jedynie koszmarnym snem, nie prawdą? Lucille i Harold utracili swoje marzenia, dokładnie w dniu kiedy znaleziono ciało Jacoba. Teraz nagle znowu jest z nimi, taki sam jak pięćdziesiąt lat wcześniej, nic nie zmieniony, tak jakby czas dla niego zatrzymał się w tamtą sierpniową noc. Co powiedzieć gdy ukochane dziecko znowu jest przy nas, chociaż zmarło dawno temu? Cieszyć się? Odgrodzić się murem od uczuć, które pogrzebano na dnie serca i umysłu by móc nadal jakoś żyć? Odrzucić ukochaną osobę? Lucille dokładnie wie co zrobić, istnieje przecież tylko jedna odpowiedzieć, a ona nawet nie marzyła nigdy, że ktoś zada jej takie pytanie ... Nic nie jest już takie jak było, liczy się tu i teraz oraz najbardziej On - Jacob, wesoły ośmiolatek, uwielbiający żarty swojego ojca, ciekawy wszystkiego i chcący zostać architektem ... Jak świat przyjmie to dziecko i coraz liczniejsze powroty innych? Wracają i słynni ludzie i całkiem zwykli - przynajmniej dla opinii publicznej. Po prostu pojawiają się, oddychają, jedzą, płaczą i cieszą się, czują dokładnie to, co żyjący ... Nikt nie wie kto jeszcze pojawi i dlaczego właśnie ten, a inny człowiek znowu jest pośród żywych ... Przywróceni dla świata, lecz czy dla ludzi?

Śmierć. Jedno słowo, kryjące w sobie nieskończenie wiele smutku, żalu i bólu. Nagle zostaje wymazana, tak jakby jej nie było, lecz przecież miała miejsce. "Przywróceni" Jasona Motta rozpoczynają się właśnie właśnie w takim momencie - powrotu ośmioletniego chłopca, który zmarł kilkadziesiąt lat wcześniej, a pojawia się tak jakby wyszedł tylko na chwilę ze swojego domu. Jak zareagować w takiej chwili? A przecież to dopiero początek, tylko czego? Historia w jakiej splata się radość, ból i pytanie - co dalej? Czy taki powrót jest powodem do radości? A co gdy wyzwala całkiem inne emocje i przypomina wydarzenia o jakich chciało się zapomnieć? "Przywróceni" to książka, poruszająca temat śmierci, ale od całkiem innej strony niż zazwyczaj - powrotu zamiast odejścia i tym co następuje w takiej sytuacji. To nie jest opowieść grozy z zombie w roli głównej, chociaż lęk jest ważnym detalem w niej. Śmierć i życie są ze sobą nierozerwalnie związane, gdy równowaga pomiędzy nimi zostaje zburzona rodzi się strach, a od tego krok od chaosu ...


Wyobraź sobie, że ... wraca ktoś Ci bliski, kto odszedł na zawsze ...  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
1 z 1 uznało tę recenzję za przydatną
28 grudnia 2013
Śmierć bliskiej osoby jest szokiem i ogromną stratą dla każdego człowieka. Okres żałoby natomiast jest próbą poradzenia sobie z tą trudną sytuacją oraz odbudowaniem swojego otoczenia i świata, w którym się żyje. Nie obce w tym okresie są myśli o sensie istnienia i życiu po życiu. Co nas czeka po drugiej stronie? Czy spotkamy swoją rodzinę, przyjaciół, znajomych?
Czas, który mija od śmierci bliskich w końcu zatraca ich obraz w naszej pamięci a wspomnienia, które po nich zostają są wyrywkowe, niepełne, wybrane. Wtedy marzeniem jest zobaczyć, porozmawiać, dotknąć, przytulić jeszcze raz tę zmarłą osobę. Niestety nie jest to możliwe. A gdyby było?

Taka sytuacja przydarzyła się bohaterom książki "Przywróceni" Jasona Motta. Zmarli powracają. Z początku nieśmiało, z dostojeństwem a w końcu masowo i chaotycznie. Społeczeństwo nazywa ich Przywróconymi a siebie samych- Prawdziwie żywymi. Ten podział generuje eskalację przemocy.

Książka ogromnie mnie zaskoczyła. Spodziewałam się typowej opowieści typu lekkiego fantasy. Otrzymałam prozę na granicy powieści psychologiczno- filozoficznej z głębszym, ważkim przekazem. Jason Mott pisząc swoją powieść chciał udostępnić i użyczyć czytelnikowi miejsca na własne przemyślenia, rozliczenie się ze śmiercią bliskim sercu osobom. Chciał również zasiać ziarno niepewności i rozważań na temat życia po życiu i co my zrobilibyśmy w podobnej sytuacji.
Autor nie skupia się na przyczynach powracania zmarłych i nie wskazuje konkretnego finału tego zjawiska. Ważniejsze jest analiza ludzkich zachowań w obliczu niewyjaśnionego. Jedni przyjmują Przywróconych jako dar i błogosławieństwo boże, drudzy boją się własnego sumienia, odpowiedzialności i pokuty za przeszłe działania, grzechy i uczynki, a inni walczą niczym z jakąś plagą zagrażającą własnemu życiu.
Kim tak naprawdę są Przywróceni? Kimś innym dla każdego człowieka. To jego własne doświadczenia, uczucia portretują i utożsamiają te istoty. Mogą być ludźmi, piętnem, wspomnieniem, odbudową wiary, przebaczeniem. Wystarczy otworzyć umysł, posłuchać głosu własnego serca.
Lektura książki jest również doskonałym punktem wyjścia do rozważań na temat człowieczeństwa oraz tego, czego nauczyła nas historia XX wieku.

To co mnie uderzyło najbardziej to izolowanie Przywróconych na zasadzie gett otoczonych murami i drutami kolczastymi, które jednoznacznie kojarzą się z II wojną światową. Tak samo jak stłoczenie na niewielkiej przestrzeni setki tysięcy ludzi, brak odpowiedniego wyżywienia, haniebne warunki sanitarne...Nietolerancja, niezrozumienie, strach, rasizm jest najgorszym podpowiadaczem w dziejach ludzkości. To poprzez te podszepty rozlewano i będą rozlewać ludzką krew, nie bacząc na wiek, płeć i winę.
Czy do tego zmierza nasza cywilizacja? Do samodestrukcji?

Jeżeli wymagacie od książek więcej to "Przywróceni" zapewnią tematów do rozważań na długi, bardzo długi czas. Każdemu polecam tę wyjątkową książkę.

aleksandrowemysli.blogspot.com  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
0 z 1 uznało tę recenzję za przydatną
8 stycznia 2014
Pierwsze zapowiedzi książki ,,Przywróceni" zaciekawiły mnie. Stwierdziłam, że muszę zapoznać się z tą książką. Pojawiające się pierwsze pozytywne recenzje na blogach sprawiły, że jeszcze bardziej ciągnęło mnie do tej książki. Pomimo tego, że miałam już książkę na półce to nie potrafiłam znaleźć czasu na jej przeczytanie. Jednak w końcu mi się udało po nią sięgnąć. Teraz, będąc po lekturze, żałuję, że nie postarałam się wcześniej zaleźć czas na przeczytanie tej książki. Dlaczego? Bo książka jest bardzo dobra.

Po pierwsze, w książce zachwycił mnie sam pomysł na historię, jaką autor w niej opisał. Nie spotkałam się do tej pory z historią ludzi przywróconych. Zmarli, a teraz po latach wracają do żywych. I co z tym zrobić? Jak reaguje na to świat? Różni ludzie przyjmują różne postawy. Tego można się domyślić. Jednak o tym wszystkim można przeczytać właśnie w książce ,,Przywróceni''. Czytając o czymś nowym jesteśmy tego bardzo ciekawi. Z tą książką nie jest inaczej.

Moja ciekawość przeniosła się na szybkość czytania. Byłam tak ciekawa wszystkich tych szczegółów powstałego chaosu na świecie, że dosłownie połknęłam ją w błyskawicznym tempie. Wydanie książki także przyczyniło się do przyjemnego i szybkiego czytania. Myślę, że niejeden czytacz zaciekawi się tak tą pozycją, że również pochłonie ją w ciągu niewielu godzin.

Książka ,,Przywróceni" to historia ze świeżym, ciekawym pomysłem, który zainteresuje nie jednego czytelnika. W stylu autora nie ma jakiekolwiek rzeczy, do której byłoby można postawić jakieś zarzuty. Książka jest napisana prostym i zrozumiałym językiem, więc z łatwością przychodzi jej czytanie. Czytanie tej książki to sama przyjemność, na którą warto poświęcić odrobinę czasu, gdyż więcej ona nie potrzebuje. Jestem bardzo zadowolona, że na rynku wydawniczym pojawiła się taka książka. Polecam!   więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
15 marca 2014
„Przywróceni” Jason Mott
wyd. Mira
rok: 2013
str. 400
Ocena: 4/6

Z drżeniem serca brałam do ręki Przywróconych. Czekałam na tę powieść dość długo i w sumie... trudno mi stwierdzić dlaczego. Za każdym razem, gdy zerkałam na półkę i widziałam książkę Jasona Motta, czułam, że czeka mnie z nią niezwykła przygoda. I aż mnie ciarki przechodziły na myśl o niej. W końcu nadszedł ten dzień i Przywróceni objęli moją świadomość w posiadanie. Tylko czy słusznie?

Harold i Lucille Hargrave od lat żyją samotnie w niewielkim miasteczku Arkadia, gdzie każdy każdego zna i wszyscy wiedzą o wszystkich, jak się można domyśleć - wszystko. Jeśli ktoś ma jakąś tajemnicę przed innymi - nie jest w stanie zbyt długo jej utrzymać. Ludzie są dociekliwi i wtykają nos w nieswoje sprawy. Niby czują się jak wielka rodzina, ale... tak naprawdę nikt tak nie czuje się komfortowo. Szczególnie wspomniane wcześniej starsze małżeństwo, które przed laty utraciło dziecko. Jacob miał osiem lat, gdy znikł z ich życia. Jego ciała nigdy nie odnaleziono, ale nietrudno było zgadnąć, że chłopiec wpadł do pobliskiej rzeki i nie dał rady się z niej wydostać. Tragedię rodziny tylko powiększał fakt, że wydarzenia miały miejsce w ósme urodziny chłopca. Gdy ginął, w domu w najlepsze trwała impreza na cześć chłopca. Mimo, iż rodzina dość szybko się zorientowała o braku Jacoba, nie było szans na jego uratowanie. Od tamtej pory wszyscy w miasteczku, jak jeden mąż, współczuli państwu Hargrave. Ta tragedia ciążyła na nich przez dni, miesiące, lata...

Gdy niespodziewanie na świecie zaczęli pojawiać się dawno zmarli ludzie, Harold poważnie zastanawiał się, co by było, gdyby i do ich drzwi zapukało Biuro i poinformowało, że odnalazł się ich synek. Lucille jednak wprost powiedziała, że najpewniej nie przyjęłaby malca pod swój dach. W końcu to niemożliwe, by powrócić z martwych. Ci, którzy powracają, zapewne są wysłannikami diabła, czyhającymi na życia niewinnych istot. W końcu zarówno Harold, jak i Lucille uznają, że nie ma co gdybać. Ich synek na pewno się nie odnajdzie. Stety, lub niestety - nic bardziej mylnego. Pewnego dnia para słyszy pukanie do drzwi i... w tej jednej chwili cały ich świat staje na głowie.

Czekałam, czekałam i... chyba przeczekałam czas, w którym Przywróceni i ja zgralibyśmy się idealnie. Czytając tę książkę czułam... sama nie wiem. Pustkę? Brak? Niepewność? Coś cały czas mi nie pasowało. Czegoś brakowało. Jednak ile razy próbowałam dociec, co mi tak niemiłosiernie zgrzyta pod zębami - nie byłam w stanie. Bo równocześnie powieść jakoś dziwnie mnie zauroczyła i nie pozwalała na zebranie myśli i przeprowadzenie dogłębnej analizy. Odłożyłam więc pisanie wypowiedzi na jej temat o całą dobę, by spokojnie zdecydować, co myślę o Przywróconych. Niestety, choć minęło wiele godzin, wciąż nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy książka bardziej mi się podobała, czy też nie.

W Przywróconych czytelnik odnajdzie wiele odpowiedzi na przeróżne pytania. Niestety, zapewne większości z nich nikt przed lekturą tej powieści sobie nie zadawał. Tak więc dowiadujemy się czegoś, choć niekoniecznie chcieliśmy o te rzeczy poszerzać swoją wiedzę. Z drugiej strony autor pozostawia nas z wieloma pytaniami, na które zapewne nigdy nie uzyskamy odpowiedzi, choć bardzo byśmy tego chcieli. Taka jest właśnie ta książka - przewrotna i pełna sprzeczności. Ciekawa, ale miejscami nudnawa. Wciągająca, ale chwilami wywołująca odruch odstawiania jej ponownie do domowej biblioteczki.

Przywróceni niestety nie są pozycją dla każdego. Polecałabym tę powieść osobom, które chciałyby się dowiedzieć, co by było gdyby, oraz tym, którzy lubią sobie przy lekturze podumać.   więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
Zobacz wszystkie recenzje (13)

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy. więcej »

Oceniasz: Przywróceni