Koszyk 0
Opis:
Ania Bednarek przywykła do uwagi i podziwu. Scena jest całym jej życiem… Do czasu. Splot niefortunnych zdarzeń sprawia, że jej kariera w kanadyjskim zespole baletowym zostaje zrujnowana. Dziewczyna, zagubiona, niepewna własnej przyszłości, wraca do rodzinnego miasteczka. Nikogo nie chce prosić o pomoc, a pod maską pewności siebie i arogancji ukrywa osobisty dramat. Zakrada się do starej willi dawnej nauczycielki tańca ... gdzie uporczywie ćwiczy, próbując odzyskać formę. Czy po roku przerwy uda jej się wrócić do baletu? Ania będzie musiała na nowo określić, kto jest jej przyjacielem, a kto wrogiem. Jaką rolę odegrają w jej nowym świecie znajomi ze Staromiejskiej, dawny narzeczony Edek oraz jego obecna wybranka, właścicielka sklepu z rękodziełem, Weronika? I jakie plany ma wobec niej równie tajemniczy, co dziwaczny mężczyzna, którego dziewczyna nieustannie spotyka? Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Anna Mulczyńska
  • 2015
  • 1
  • 480
  • 204
  • 135
  • 978-83-10-12632-0
  • 9788310126320
  • ZCHT8

Recenzje czytelników

Udany powrót na Staromiejską

Ocena:
Autor:
Data:
Anna Mulczyńska w zeszłym roku podbiła moje serce niezwykle klimatycznym „Powrotem na Staromiejską”. Moim zdaniem, klimat i nastrojowość to słowa-klucze dla jej prozy, stwierdzam to z całą mocą po lekturze jej drugiej powieści. Kolejny raz sprawiła, że przeniosłam się w świat fantastycznych, cieszących oko drobiazgów, które można wykonać własną ręką. Ale to nie wszystko – tym razem w swoją opowieść wplotła następną, obok rękodzielniczej, pasję: jest nią balet ... Widzimy go niejako z dwóch perspektyw: z jednej jako kroki i układy tańczone przez Ankę, z drugiej jako wzory haftowane przez Werkę, a wszystko to opisane jest wyjątkowo kolorowo i plastycznie. Chciałabym przy okazji zwrócić także uwagę na jeszcze jeden aspekt fabuły: na pracę Pawła w muzeum zabawek. Mężczyzna swojemu zajęciu oddaje się bez pośpiechu i z wielką precyzją, każdy element jest dopracowany i umieszczony na właściwym miejscu, najdrobniejsze szczegóły są dopasowane do realiów epoki, z której pochodzą odnawiane domki, a to powoduje, że można o nich mówić jako o małych dziełach sztuki. Ania, Paweł i Weronika, trójka bohaterów, których sedno całego życia, to, co kochają najbardziej, przekłada się na uciechę czytelnika. Dla mnie Anna Mulczyńska stała się znakomitą specjalistką od plastyczności opisów – pisze tak, że taniec Anki, hafty i tkaniny Weroniki oraz zabawki Pawła chciałoby się zobaczyć na własne oczy, choć oczywiście one opuszczają wyobraźnię już jako gotowe obrazy. Ciekawe, czy skonfrontowane z wyobrażeniami autorki byłyby takie same.

Uważam, że pisarce należy się uznanie za postać Anki. Widzę ją trochę na zasadzie kontrastu do Werki: właścicielka Robótkowa to kobieta z sercem na dłoni, która wszystkim nieba by przychyliła, która chciałaby, żeby wokół wszyscy byli szczęśliwi i żeby na świecie działo się tylko dobro. Natomiast panna Bednarek jest chyba dużo bardziej złożona. Ona łatwiej wystawia kolce, o które można się poranić. Przyznaję, iż bywały takie momenty, że nie potrafiłam myśleć o niej inaczej, niż w kategoriach wrednej, egoistycznej baby, która nie powinna się z nikim wiązać, skoro jest takim pępkiem świata. I choć jej wyskoków w kierunku narzeczonej Edka nie potrafiłam usprawiedliwić (mimo że byłam w stanie zrozumieć jej motywacje, bo skoro ona jest nieszczęśliwa, to dlaczego inni mają się cieszyć z życia), to nastąpił pewien moment – dla mnie kulminacyjny, ponieważ szokujący; nie dopuszczałam do siebie myśli, co tak naprawdę stało się w Kanadzie, co spowodowało, że Anka wróciła do kraju; w tym względzie autorka całkowicie mnie zaskoczyła, zwłaszcza formą, w jakiej to uczyniła (wiem, brzmi niejasno, ale więcej napisać nie mogę) – w którym musiałam zrewidować swoje poglądy na temat jej charakteru i zachowania, spojrzeć na tę postać inaczej. Brawo – Ania jako bohaterka nie jest czarno-biała i dzięki temu mocniej zapadnie w pamięć.

Gdybym miała ocenić, która z powieści – „Powrót na Staromiejską”, czy „Przyjaciółki...” – podobała mi się bardziej, to nie wiem, czy potrafiłabym wskazać jednoznacznie. Obie łączy to, że komfortowo się je czyta i obie będę na pewno ciepło wspominać. Ale o ile po tej pierwszej pozostało we mnie wrażenie pewnej słodyczy (choć przecież nie brakowało tam problemów, jak choćby zmagań Weroniki z uczuciami po rozwodzie, oswajania Edka czy wreszcie pożaru), o tyle „Przyjaciółki...” odebrałam jako historię bardziej przepełnioną skalą trudnych przeżyć i emocji. Oczywiście Mulczyńska uświadamia, że nigdy nie można przestawać wierzyć i tracić nadziei, ale w drugiej książce dobitniej zaprezentowała, że potrafi pisać wiarygodnie o bólu, stracie, o braku sensu i stanie szarej beznadziejności. To pokazuje jej wszechstronność.

Na zakończenie powiem krótko: jeśli będzie potrzebować lektury pełnej ciepła, kipiącej od zwycięskiej siły miłości i przyjaźni, to druga książka Anny Mulczyńskiej będzie idealna. Czekam teraz na kolejne opowieści jej autorstwa.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena