Koszyk 0
Opis:
Wspomnienia córki seryjnego mordercy. Melissa była nastolatką, gdy dowiedziała się, że jej ojciec jest seryjnym mordercą. Przez lata starała się ukryć ten szokujący fakt. Teraz, po trzydziestce, postanowiła opowiedzieć całą historię i uporać się z problemem. Przejmująco szczera, sugestywna i ostatecznie optymistyczna opowieść o zagubionej dziewczynce po rozwodzie rodziców, zmieniającej się w "młodą gniewną", by stać się świadomą, pogodzoną z życiem, dorosłą kobietą.
Mniej Więcej
  • Melisa G. Moore, M. Bridget Cook
  • 2012
  • 320
  • 200
  • 125
  • 978-83-7799-435-1
  • 9788377994351
  • ZAKW9

Recenzje czytelników

Jak to jest być córką mordercy?

Ocena:
Autor:
Data:
„Każda opowieść, nawet ta prawdziwa, ma swój koniec. Wymyślone historie mają swoje konkretne zakończenia, ale najzabawniejsze w literaturze faktu jest to, że życie biegnie dalej i podróż trwa nadal.”*

Dzieci wbrew pozorom to bardzo sprytne i mądre istoty. W jakiś dziwny sposób wyczuwają, że coś się dzieje, szczególnie gdy jest to coś złego. Wielka szkoda, że dorośli nie zwracają na to uwagi, bo czasem już wystarczyło by zapowiedz nadchodzącej tragedii ...

Melisa Moore miała piętnaście lat gdy dowiedziała się, że jej ojciec jest seryjnym mordercą. Jednak swoją historię opowiada już od wczesnego dzieciństwa, dokładniej mówiąc od czasów, które pamięta. Jej rodzina na pozór wygląda normalnie: mama, tata, młodsze rodzeństwo. Tylko, że to co z pozoru może wydawać się normalne wcale nie musi takie być. Ojciec dziewczyny mimo, że kocha swoje dzieci i nie da nikomu ich skrzywdzić potrafi być impulsywny i nieprzewidywalny. Z czasem okazuje się czemu był taki inny w pewnych chwilach. Jak odkryta prawda wpłynie na dalsze życie Melisy i jej rodzeństwa?

Mam mieszane odczucia względem tej publikacji. Z jednej trony była interesująca, ale z drugiej nie tego się spodziewałam i chyba się trochę rozczarowałam. Książek z literatury faktu nie oceniam, bo nie uważam, że powinnam to robić. Nie można kogoś historii wstawić do skali i dać jej ocenę. Dla każdego jest ważna i jedyna.

W trakcie czytania naszły mnie dwie myśli, które praktycznie do tej pory kołaczą mi się o głowie. Pierwsza to fakt, że Melisa od dziecka podejrzewała, że coś jest nie tak z jej ojcem, że jest okrutny i sadystyczny (mówią o tym niejednok4rotnie sceny z opisami maltretowanych zwierząt), a i tak był jej „ukochanym tatusiem”. Gdy już później odkryła prawdę jej problemem było to, że nie odcięła się od tego wszystkiego. Obarczała siebie winą jakby to ona była morderczynią, a nie Happy Face Killer. Nie szukała pomocy i żadnej nie uzyskała, a szkoda, bo może prędzej by sobie uświadomiła, że wszystko się wydarzyło nie jest z jej winy. Bez tego potrzebowała mnóstwo czasu by dojść do właściwych wniosków, przy czym też wiele przeszła z tego powodu. Drugą rzeczą, która mi nie dawała spokoju była myśl, że temu wszystkiemu można było zapobiec. Keitha od początku ujawniał swoje skłonności i jeśli jego rodzina wykazałaby więcej zainteresowania i stanowczości względem tego człowieka wszystko mogłoby wyglądać inaczej.

Szczerze mówiąc publikacja ta nie bardzo przyciągała moją uwagę i nie wzbudzała jakiś wielkich emocji. Czytałam bo czytałam, bardziej by skończyć i mieć ją już za sobą niż dlatego, że interesowało mnie co będzie dalej. W pewnych chwilach książka wydawała mi się odrobinę naciągana. Te przeczucia, coś jakby objawienia wydawały mi się takie nieprawdopodobne, ale w życiu różnie bywa. Oczywiście nie było tak, że nie przeżywałam tego co opisywała Melisa. Niektóre fragmenty były straszne i niesmaczne. Z przerażeniem, niedowierzaniem i zniesmaczenie czytałam niektóre fragmenty. Wydanie tej książki miało pomóc autorce i kobietom w tej samej sytuacji, jeśli tak się stało to bardzo dobrze, cel został spełniony i nie ważne, że kogoś może ona mniej lub bardziej zainteresować.

„Przerwane milczenie” mówi kobiecie, która jako dziecko musiała poradzić sobie ze straszną prawdą. Opis prawdziwych wydarzeń, które działy się w rzeczywistości. Próba akceptacji i uwolnienia się ze szponów przeszłości. Czy udana, musi zadecydować sama zainteresowana.

*str. 300
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Przerwane milczenie - Melissa G. Moore, M. Bridget Cook

Ocena:
Autor:
Data:
Melissa G. Moore jest najstarszą córką K.H. Jaspersona, seryjnego mordercy znanego jako Happy Face Killer, który w latach 1990-1995 zamordował ponad osiem kobiet w kilku stanach Ameryki. „Przerwane milczenie” to dokładnie to, co sugeruje tytuł. To szczere wyznanie kobiety, która dorastała w najbardziej dysfunkcyjnym środowisku jakie osobiście mogę sobie wyobrazić. Bardzo długo w jej otoczeniu nie było zbyt wielu dorosłych, od których mogłaby się uczyć normalnych, zdrowych zachowań ... Niedostępna emocjonalnie, wycofana i słaba matka, okrutny ojciec, który od najmłodszych lat pokazywał jej rzeczy, których ponownie, nie umiem sobie do końca wyobrazić.

Bo jak wyobrazić sobie, że twój własny ojciec na twoich kilkuletnich oczach morduje małe, słodkie, puchate kociaki? I w dodatku głośno się z tego śmieje. Z tego co zrobił, z tego jaka była twoja reakcja... Niepojęte, prawda? A jednak tego właśnie doświadczyła Melissa. Tego, i wielu innych, równie przerażających rzeczy.

Moja recenzja będzie recenzją nietypową, gdyż bardziej od zachęcenia do czytania, mam ochotę spróbować odeprzeć kilka zarzutów z jakimi się spotkałam przeglądając inne opinie na temat tej książki. Jeśli więc nie macie na to ochoty, przejdźcie po prostu do ostatniego akapitu.

Mówi się, że każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje, i tylko swoje zachowanie czy podejmowane decyzje. Nie mamy żadnego wpływu na wybory innych ludzi, nawet nam najbliższych, nie tak naprawdę, bo koniec i tak jest taki, że odpowiedzialność spoczywa na nich, nie na nas. Tyle, jeśli chodzi o czystą, mało praktyczną, czy też mało życiową teorię. Faktem jest, że kiedy w naszych domach dzieje się źle, i mam tu na myśli przemoc, alkoholizm, narkotyki itp., szuka się winnych, szuka się najprostszych wyjaśnień: dlaczego? Dlaczego to dzieje się akurat nam? Dlaczego mnie? A potem, względnie szybko... Co zrobiłam/łem takiego, by na to zasłużyć?

Obarczanie się winą za grzechy naszych bliskich to mechanizm tyleż przerażający, co niestety również niemalże pierwotny. Wystarczy spojrzeć na dzieci/małżonków/rodziców alkoholików czy narkomanów. Większość z nich w najgorszej chwili uzależnienia ich bliskich, i swojego współuzależnienia, co również jest faktycznym problemem, winę za ich stan zrzuca na siebie. Dlaczego akurat na siebie? Kiedy ktoś zadaje nam ból, nie ważne czy jest to ból psychiczny czy fizyczny, nasz umysł przerabia to na czystą logikę. Skoro bliska nam osoba rani akurat NAS, to musi to mieć związek właśnie z NAMI. Logika, a racjonalność, to jednak tylko z pozoru podobne pojęcie. Po jakimś czasie nie da się udawać, że problemu nie ma, lecz wciąż nie wiadomo, jak sobie z nim poradzić. Szukanie winnych jest więc naturalnym odruchem prowokowanym przez nic innego jak bezsilność.

Wybaczcie mi ten, jakże długi i być może niepotrzebny bądź niezrozumiały, wątek, jednak by przejść dalej w mojej recenzji potrzebowałam coś wyjaśnić. Coś, co na szczęście, nie każdy rozumie, bo wychował się w pozbawionej większych dysfunkcji rodzinie. Zrozumienie mechanizmu poczucia winy i ignorowania rzeczywistości jest potrzebne, by jakkolwiek móc pojąć zachowanie, uczucia i motywacje autorki, a te, mogę Wam obiecać, są chwilami zwyczajnie niepojęte. Przynajmniej z punktu widzenia osób, które o dysfunkcjach w rodzinie i ich niszczącym wpływie na psychikę, szczególnie dzieci, niewiele wiedzą. Żeby nie wyszło, że swoje informacje wyciągam z kapelusza, niczym magik swojego białego króliczka, temat dysfunkcji, powielania schematów obronnych, poczucia winy czy prostej ślepoty i niedopuszczania do siebie nawet najoczywistszych faktów, jest tematem mi bliskim. Pozostanę na tym stwierdzeniu.

Wiele osób nie rozumiała Melissy, gdy mówiła o ojcu, gdy nazywała go tatusiem, gdy razem z rodzeństwem biegła, by się do niego przytulić, gdy wracał do domu, nawet po tym, jak zamordował jej koty. Nawet później, kiedy już zaczynała przeczuwać, że coś jest z nim nie tak. Jasne, to jest dziwne, jeśli zapomni się o tym, że była dzieckiem i od najmłodszych lat uczyła się samych niewłaściwych schematów zachowania. Czego mianowicie? A no tego, że się NIE rozmawia, NIE nazywa się swoich emocji, NIE zadaje pytań. Tego, że świat jest, jaki jest, zły i przerażający, a dorośli dzielą się na biernych, wycofanych, jak jej matka, bądź agresywnych i przerażających, jak ojciec i chwilami dziadek. To była jej rzeczywistość, wszystko, co znała. To była jej normalność. Ciężko więc oczekiwać, by kilku czy kilkunasto letnie dziecko mimo wewnętrznych przeczuć, potrafiło wyciągnąć z nich właściwe wnioski.

Czy tego całego horroru można było uniknąć? Oczywiście. Prawdopodobnie tak samo, jak można było uniknąć wszystkich wojen. Gdyby odpowiedni ludzie znaleźli się na odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, bliscy Jaspersona zauważyliby i zareagowali na jego odbiegające od wszelkich norm zachowanie, to pewnie, można by było wszystkiego uniknąć. Co pozbawia ludzi sumienia z takim natężeniem, by odczuwać przyjemność z zabijania wciąż jest zagadką. Mówi się o winie w brakach w rozwoju umysłów, traumach, gdyby poszukać, można by znaleźć jeszcze parę innych teorii. Jasne jest jednak, że ojciec Jaspersona nie był najmilszym, najczulszym ojcem na świecie. Wręcz odwrotnie... Te rodziny były dysfunkcyjne pokoleniami. W mniejszym lub większym stopniu, ale były. O matce Melissy mogłabym napisać kolejny akapit, ale nie o to mi chodzi. Chciałabym tylko zauważyć, że podczas gdy to Jasperson jest w tej całej historii potworem, jego otoczenie nie rzadko było równie chore, jak on sam.

Jedyne, z czym się zgodzę, to przerysowania zastosowane przez Melisse. Jestem wstanie uwierzyć w jej przeczucia, gdyż dzieci takie jak ona, wychowane w ciągłym poczuciu zagrożenia mają znacznie mocniej wykształconą intuicje i jest to fakt wielokrotnie udowodniony. Ta intuicja szczególnie dobrze działa wtedy, gdy źródłem zagrożenia jest osoba, przez którą, de facto, ich umysł pokusił się o te wszystkie umocnienia. Niekiedy jednak nawet ja miałam wrażenie, że Melisse nieco poniosła wyobraźnia, oraz zapewne odzyskane podczas terapii, a wcześniej wyparte przez nią wspomnienia. Czasem tak bywa, że kiedy coś traumatycznego do nas wraca, dla własnego spokoju ducha próbujemy to ubarwić w taki sposób, by było zjadliwsze. W końcu nie bez powodu nasz umysł postanowił nas wcześniej oszczędzić...

Wbrew temu, co sugeruje wiele powieści, szczególnie tych z gatunku NA, które nieodmiennie działają mi na nerwy właśnie przez wzgląd na to, co zaraz napiszę, radzenie sobie z traumami wszelkiego rodzaju, to nie kwestia dni, tygodni, miesięcy, a lat. Czasami całego życia. To nie kwestia zaledwie odnalezienia właściwej drogi, a wrócenia do początku i obrania nowej, właściwej, a na to potrzeba czasu. Rycerze w lśniących zbrojach, na pięknych rumakach są wprawdzie pomocni, ale nie czynią cudów. Niestety.

Dlatego właśnie Melissa tak późno zrozumiała kim był jej ojciec i co ważniejsze, kim ONA była dla niego. To dlatego tak długo usilnie próbowała widzieć w nim tylko te przejawy dobroci, jego hojność, uśmiech i fakt, że nigdy, tak do końca, ich nie zostawił. Mellisa musiała sama zrozumieć jak chore jest jej myślenie i równie samotnie nauczyć się „zdrowego” postrzegania rzeczywistości. Osiągnęła coś, co niekiedy nie udaje się nawet ludziom na terapiach, a na tą Mellisa trafiła stosunkowo późno. Osobiście podziwiam ją za to, jak sobie poradziła. Niekiedy może i brzmi jak ktoś, kto próbuje nam sprzedać kolejnego Boga do kolekcji, lecz to i tak nie ma dla mnie większego znaczenia. Czegoś trzeba się uchwycić, na czymś skupić swój wzrok, by łatwiej było pokonać wszelkie trudności. Dla niej był to Bóg, jej mąż i dzieci.

Podsumowując; „Przerwane milczenie” to książka obowiązkowa dla wszystkich osób, których fascynują seryjni mordercy. Dzięki Mellisie możemy poznać świat seryjnego mordercy, ale nie ten w którym zabija i wygłasza swoje chore wizje świata, a ten, który go otacza. Świat jego „normalnego” życia, w którym jest zmuszony udawać poczytalnego, ojca, męża, syna, pracownika, a nawet, o zgrozo, człowieka. Być może zdarzają się chwilami spokojniejsze, nieco nudniejsze urywki, jednak w ogólnym rozrachunku to naprawdę dobra książka. Nie polecam jej jednak nikomu, kto nie gustuje w tematyce. To trudna historia, tym bardziej, że niestety prawdziwa.

----
http://vegaczyta.blogspot.com/
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.