Koszyk 0
Opis:
Seks, dziwne zbiegi okoliczności, tajemnica, zbrodnia, psychopaci, wyrafinowane tortury – to charakterystyczne elementy prozy Jacka Ketchuma. Wayne, barman i potencjalny zabójca, zawsze tchórzy w ostatniej chwili. Podczas wycieczki prawie dusi swoją dziewczynę. Po jej ucieczce Wayne zauważa kobietę i mężczyznę. Na jego oczach para popełnia brutalne morderstwo. W jednym ze sprawców barman rozpoznaje stałego klienta baru ... W jego chorej głowie powstaje plan koszmarnej przejażdżki… Oparty na autentycznych wydarzeniach, pełen rozbuchanych emocji i okropieństw dramat Ketchuma nieodparcie wciąga i pochłania czytelnika! Do powieści dołączono opowiadanie Chwasty. Czytaj dalej >> << Zwiń
  • Replika
  • miękka
Mniej Więcej
  • Jack Ketchum
  • 2015
  • 1
  • 304
  • 205
  • 145
  • 9788376744360
  • 9788376744360
  • ZCHFH

Recenzje czytelników

Dlaczego ludzie nie zabijają?

Ocena:
Autor:
Data:
Czy można zaplanować doskonałe morderstwo? Carole i Lee to właśnie chcą zrobić. Małżeństwo Carole jest królestwem terroru, samotności i niespełnienia. Kochankowie nie mają wyjścia, muszą pozbyć się brutalnego Howarda, który stoi na drodze do ich szczęścia. Dziesięć minut – tyle potrzebowali by pozbawić go życia. Dla Carole i Lee to było dziesięć wyczerpujących fizycznie i psychicznie minut, nie były takie jednak dla Wayne’a, mężczyzny, któremu przypadkiem dane było obserwować całe zajście. , ... Od dwóch nocy dosłownie nie myślał o niczym innym. Było coś, czego oczekiwał od nich. Nie wiedział dokładnie, co to takiego. COŚ. Wkradło się i wciskało w jego sen, w myśli za dnia. To uczucie pojawiało się i znikało. Było wszędzie.” /s 55/ Pojawia się problem z pogodzeniem codzienności normalnego życia z niezwykłością i ekscytacją morderstwem. Jak wszystko może dziać się dalej tak zwyczajnie? Morderstwo jest zerwaniem więzi ze społeczeństwem, wykroczeniem poza normy moralne i umowę społeczną. Morderstwo wszystko zmienia.

DRAMAT W CZTERECH AKTACH

Ketchum buduje historię wokół czterech bohaterów: Carole, Lee, Wayne'a oraz porucznika Rule. Aktywnymi uczestnikami wydarzeń jest pierwsza trójka. Carole to kobieta szamotająca się między dwoma mężczyznami: mężem, który ją krzywdzi i kochankiem, do którego nie jest pewna co czuje. Howard to magnatem rynku nieruchomości o wielkim ego i ciężkiej ręce, który brutalnie gwałci i znęca się nad swoją żoną. Desperacja i poirytowanie popycha Carole do czynu ostatecznego. Jednak zamiast wolności pojawiają się poczucie winy, przygnębienie, koszmary, lęk. Jest w szoku, że morderstwo nic nie zmieniło: ,,bała się Howarda, kiedy żył. Bała się go teraz, kiedy był martwy” /s 45/. Lee i Carole znajdują się na takim etapie związku, że żaden ze znanych gestów już się nie sprawdzał, a „ich przyjemności wydawały się zatrute” /s12/. Ich relacja jest początkowo dość zagmatwana, choć widać, że bardziej zaangażowany jest Lee. Kochanek Carole stanowi najciekawszą postać całej historii. Przechodzi największą przemianę i podejmuje godne podziwu wyzwanie. Lee i Carole stanowią dwoje romantyków, uzależnionych od siebie, pragnących wzajemnej pomocy do tego stopnia, że są w stanie przekroczyć granicę i popełnić morderstwo. To co uczynili, nie staje się lekarstwem na zaistniały problem, ale jeszcze bardziej pogłębia wyrwę między nimi. Czy postąpili słusznie? Czy w obliczu zagrożenia odnajdą sens tego co uczynili?

Wayne jest postacią centralną całej historii. Stanowi trudny do rozszyfrowania obiekt. Wydaje się bojaźliwy wobec świata i ludzi. Jednak patrząc na jego spokój i opanowanie po chwili dostrzega się skazę. Tak naprawdę przepełnia go napięcie trudne do zniesienia, sprawiające mu fizyczny ból. Jego niepozorność jest najbardziej przerażająca: „być obok niego, to jak leżeć obok jadowitego, zdradliwego węża” /s 23/. Wayne odczuwa niesłychane nienasycenie, ziejącą pustkę. Pragnie zabić, ale nie potrafi tego dokonać. Postrzega siebie jako tchórza. Nie chodzi jednak o samoocenę Wayne'a, ale o jego sposób postrzegania świata, który jest zaburzony. Dookoła widzi jedynie życie i śmierć, z czego to drugie, pociąga go bardziej. Wayne prowadzi dziennik, w którym skrzętnie zapisuje przewinienia różnych osób oraz wyznaczoną dla nich karę. Jego psychopatyczna osobowość nie potrzebuje miłości, rodziny czy domu. Wartość ma tylko przebiegłość, planowanie, spryt i samotność, która pozwala robić różne rzeczy.Wayne nie jest impulsywnym wariatem, desperatem czy idiotą. Jest człowiekiem, który składa się z pragnienia przekroczenia moralnej granicy. Dla niego nie ważny jest obiekt lecz sam akt dokonywany na nim. Tak naprawdę to nie Wayne, który nie ma nic do stracenia jest najbardziej niebezpieczną osobą tego dramat, ale ktoś inny, kto dla życia, wolności i szczęścia już raz zabił.

W książce pojawia się także postać porucznika Rule, który pracuje nad sprawą morderstwa na górskim szlaku. Ketchum skupił się w tej postaci na elemencie psychoterapeutycznym. Rule próbuje poradzić sobie z odejściem żony. Ich małżeństwo nie zniosło ciężaru odpowiedzialności jego pracy. Rule obwinia się, że skrzywdził żonę, bo nie mógł się zmienić. W jego mniemaniu popełnił metaforyczną zbrodnię niszcząc czyjeś życie. Jest to postać, która nie ma większego wpływu na losy trójki głównych bohaterów. Snuje się po kartach powieści po to, by na koniec uświadomić sobie, że nie ma sytuacji bez wyjścia.

SEX, DRUGS AND KILL EVERYONE

Współżycie między różnymi bohaterami powieści zawsze wiąże się z mniejszą lub większą przemocą. Seksualność jest sposobem na rozładowanie napięcia i frustracji poprzez dominację na drugą osobą. Seks graniczący ze śmiercią bywa przyjemnym doznaniem – momentem, w którym życie i śmierć stają się jednym. Niektórzy nie potrafią osiągnąć orgazmu, jedynie w obliczu krzywdy, czyjejś lub swojej. Bycie oprawcą w tej relacji nie jest jednak pozycją uprzywilejowaną, bowiem pożądanie stanowi rodzaj zniewolenia, oprawca staje się zależnym od obiektu pożądania. Żaden z bohaterów nie ma zdrowych i prawidłowych relacji z osobą płci przeciwnej. ,,Nie można poruszać się w tym świeci, nie raniąc kogoś. Na każdym kroku.” /s 7/

W „Przejażdżce” śmierć ukazana jest jako "realna i nagła możliwość, kometa z warkoczem na jej nagle pociemniałym, jak w środku nocy, niebie." /s 23/. To bardzo depresyjna wizja życia jako odmierzania czasu i ludzi-marionetek, które tylko ten czas liczą. Los jest fatalnym tkaczem historii bohaterów, którzy nieuchronnie zmierzają ku katastrofie. Ketchum doskonale pokazał, że w takich opowieściach śmierć nie jest najważniejsza. Dla psychopaty martwi ludzie są bezużyteczni. Chodzi bowiem o zabijanie, a nie jego efekt, czyli śmierć. Ona jest niczym, liczy się moment odebrania i utraty, sam czyn. W powieści pojawia się również wątek przymuszania ofiary, by stała się uczestnikiem, świadkiem zbrodni. Niby normalna u psychopatów sprawa. Problem tylko w tym, że ofiara nie jest do końca taka niewinna. Wayne bawi się kosztem Carole i Lee. Szuka zrozumienia i możliwości dzielenia się z kimś doświadczeniem. To przecież wspaniałe uczucie, gdy robisz coś, a ktoś jest przy tobie i rozumie co czujesz.

Biorąc do ręki powieść Jacka Ketchuma oczywiste jest, że będzie ona pełna przemocy. Niestety pod tym względem „Przejażdżka” wypada średnio. Nie jest to horror ekstremalny, bowiem całej historii bliżej do kryminału (w którym nie raz można spotkać bardziej szokujące sceny). Gwałty i przemoc są realistyczne, ale nie wiążą się z uczuciem obrzydzenia, czy perwersją. Autor nie skupia się też na ich szczegółowych opisach. W scenach dominują wewnętrzne przeżycia, a nie wywołujące je zewnętrzne bodźce. Wielbiciele hardcore porn, gore, czy ekstremalnego horroru nie będą zachwyceni, chyba że mają ochotę na dobry kryminał z rozbudowanymi sylwetkami psychologicznymi postaci. Dla nich godne polecenia jest opowiadanie „Chwasty”, zawarte w książce jako bonus wydawniczy. Tam dzieją się pod tym względem o wiele ciekawsze rzeczy i to opowiadanie naprawdę warto przeczytać.

Tym, co Ketchumowi wyszło w „Przejażdżce” przerażająco genialnie, a przez co wielu ludzi go unika, to nieustanne uświadamianie czytelnikowi marności jego życia, kruchości istnienia. Możliwość nagłej śmierci z rąk człowieka, który nie ma konkretnego powodu, by zabić właśnie nas, jest najbardziej przerażającym lękiem współczesnego człowieka. Lękiem, o którym nie chcemy myśleć, łudząc się, że umowa społeczna zapewnia nam bezpieczeństwo. Ketchum odziera świat czytelnika z owego bezpieczeństwa, pokazuje mu, że może zginąć wtedy, gdy najmniej się tego spodziewa. „Przejażdżka” uświadamia również to, jak bardzo schematycznie zachowujemy się wchodząc w relacje z drugim człowiekiem. Dlaczego, gdy nieznana nam grupka osób podjeżdża do nas samochodem zakładamy, że chcą się spytać o drogę, a nie wyciągnąć broń i strzelić nam w łeb? Thomas Hobbes głosił pesymistyczną ocenę natury ludzkiej. Jesteśmy z natury źli, a stan spokoju i bezpieczeństwa jest wynikiem umowy społecznej na mocy, której powstała chroniąca je instytucja państwa. Dlatego porucznik Rule zakłada, że istnieje możliwość, iż każdy człowiek coś ukrywa, jest zły. Taka postawa implikuje nieustanne myślenie o ludziach w negatywnych kategoriach, inaczej łatwo stać się ofiarą. Każdy może zabić, to kwestia wolności, która jest ograniczana przez molarność. Nie należy pytać dlaczego ludzie zabijają, ale dlaczego tego nie robią.

PIASEK MIĘDZY KOŁAMI

„Przejażdżka” to dobra powieść, choć podczas szalonego tempa akcji, między koła dostało się trochę piasku. Po pierwsze, Wayne jest zbrodniarzem, który od początku ma plan, bo zawsze podziwiał zbrodnie, które nigdy nie wyszły na jaw. Jednak w pewnym momencie przestaje mu na tym zależeć i ten moment niestety jest niedostatecznie zrozumiały. Dlaczego nagle Wayne zmienia swój plan? Czy to tylko kwestia błędu, nieprzemyślanej decyzji, chwili? Po drugie, postać Carole jest tak dziwnie niezdecydowana, irytująca wręcz. Trudno też zrozumieć dlaczego skazuje na takie okropieństwo kogoś, kogo kocha. Ostatecznie odkrywa, że utraciła bezpowrotnie to, czego tak bardzo szukała. Nieco naiwne rozwiązanie, ale w „Przejażdżce” Ketchum czasem próbuje podejść czytelnika tanimi chwytami. Miła staruszka, w pustym i przygnębiającym pokoju, czeka na telefon od syna, a tu BAM! Kto by pomyślał, taka miła staruszka. Cóż, każdy popełnia błędy, dlatego wybaczamy, bo wiemy, że stać go na więcej.

CHWASTY

To więcej widać właśnie w pełnym perwersji opowiadaniu „Chwasty”, które zostało dołączone do „Przejażdżki”. Szczerze mówiąc, czyta się tą historię na jednym wdechu. Nie ma tu wewnętrznych monologów, dylematów, czy analiz, to czysta brutalność. Choć jest też miłość. Wspólne hobby połączyło już nie jedną parę, tak jak Owena i Sherry. Po miesiącu od poznania byli już zaręczeni. Z okazji ślubu Sherry przyszykowała dla Owena wyjątkową niespodziankę. Jej ukochany marzył, by zgwałcić jej młodszą siostrę. Zaplanowała więc wszystko skrupulatnie, ale coś poszło nie tak. Owen stracił nad sobą kontrolę... „Chwasty” to bardzo brutalne, budzące odrazę opowiadanie o dwójce degeneratów, zboczeńców i morderców, których połączyła miłość. To właśnie Ketchum od swojej najlepszej strony.

THE END OF THE ROAD

Historia z „Chwastów” jest oparta na autentycznych wydarzeniach, podobnie jak „Przejażdżka”. Krwawa i szalona podróż drogą międzystanową została zainspirowana głównie książką Emila Zoli „Bestia ludzka”. Postać Wayne'a została zbudowana na bazie dwóch prawdziwych morderców: Howarda Unrucha oraz Thomasa Eugene’a Brauna, naprawdę zbzikowanych bandytów. Ketchum nigdy nie stara się przerazić czytelnika w prosty sposób: budując atmosferę, czy pokazując mu niewyobrażalnie dziwnego potwora. To pisarz, który zmusza do myślenia nad tym, o czym pisze i to właśnie tego czytelnicy obawiają się najbardziej – by się przerazić, musimy zajrzeć w głąb siebie. Wszyscy jesteśmy zabójcami, potencjał przemocy zawsze pozostaje ukryty w cieniu naszych sumień.


"Dlaczego po prostu nie wyjechaliśmy z Barstow. Z dala od Howarda. Dlaczego go zabiliśmy?" /s 189/. Pod koniec powieści Lee, Carole oraz porucznik Rule doznają olśnienia - nie ma sytuacji bez wyjścia. Ten moment uświadamia im filozoficzną kategorię ,,albo, albo”, która nieustannie determinuje tok naszego życia. Wybór jest zawsze i nikt nie podejmuje go za nas, robimy to my sami. „Przejażdżka” jest dobrą powieścią psychologiczną starającą się pokazać nie tylko powody z jakich popełnia się zbrodnie, ale delikatną granicę, za którą ofiara staje się oprawcą. To również doskonały (oparty na postaci psychopatycznego mordercy) crime thriller, który trzyma w napięciu i niepewności. Jednocześnie powieść jest czarnym kryminałem przedstawiający mroczną, przygnębiającą wizję ludzkiej natury skażonej występkiem. „Przejażdżka” nie jest więc przyjemnym, popołudniowym wypadem za miasto, to pełna emocji podróż z dość nieobliczalnym kierowcą, jakim jest Jack Ketchum. Jesteście na nią gotowi?

Długich dni i zaczytanych nocy,
Alicya Rivard

Podążajcie za Atramentowym Królikiem: http://alicyawkrainieslow.blogspot.com/
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Morderca jest w każdym z nas /Przejażdżka – Jack Ketchum/

Ocena:
Autor:
Data:
Badania paleonatropologiczne potwierdzają w całej rozciągłości, to co tak trudno nam przełknąć: ludzie mordowali się od zawsze. Archeolog Steven LeBlanc i antropolog Lawrenece H. Keeley są zgodni - dobry, pokojowo nastawiony dzikus nigdy nie istniał. I nie dość, że ludzie zabijali, to jeszcze robili to na potęgę, czyli ze znacznie większą zaciętością niż my obecnie. Ginęło nawet 20% populacji, nie oszczędzano nikogo (nawet dzieci), na "łaskę" ... mogły liczyć tylko kobiety w wieku reprodukcyjnym, o ile sprawcy mieli akurat na takie "zapotrzebowanie". Na szczęście jako gatunek już złagodnieliśmy, gdybyśmy zabijali się wciąż z takim samym zapamiętaniem, to w XX wieku zginęłoby 2 miliardy ludzi (w USA w XX wieku zamordowanych zostało milion osób, a na całym świecie blisko 100 milionów – nie licząc ofiar wojen).

David Buss (profesor psychologii ewolucyjnej) na podstawie swoich licznych badań postawił odważną tezę, że potencjalne skłonności do zabijania tkwią w każdym z nas. A wszystkiemu winna jest biologia i wieki ewolucji: morderstwo wyeluowało jako zaledwie jedna z wielu zależnych od sytuacji strategii rozwiązywania konkretnych problemów adaptacyjnych, związanych z rywalizacją o przetrwanie i sukces reprodukcyjny. Te strategie mogą być aktywizowane i deaktywizowane. Nie daje jednak konkretnych odpowiedzi co je „odpala i gasi”. Rzuca za to garść rad: Bądź świadomy jak realne jest niebezpieczeństwo zabójstwa – zwłaszcza z rąk tych, których znasz i kochasz. Strzeż się mężczyzny, który choćby o sekundę za długo wpatruje się w Ciebie pożądliwym wzrokiem. (...) Uważaj na rywala, który siedzi cicho...(...) Mordercy czekają, obserwują, są wszędzie wokół nas.

Gdy czytałam te słowa włączyła mi się lekka paranoja. Trudno po takich rewelacjach ufnie przyglądać się przechodniom. Stany Zjednoczone to jednak nadal kraj, w którym statystyki są najbardziej zatrważające. W Europie może czuć się względnie bezpieczniej (akurat uwierzę). Socjologowie tłumaczą to tym, że za sprawą Hollywood, przemoc przestaje być częścią prywatnego imaginarium, ale staje się jednym z kodów kultury i komunikacji społecznej. Biorąc jednak pod uwagę to, jak wiele z kultury amerykańskiej przeszczepiamy bezrefleksyjnie na nasz grunt, pozostaje tyko czekać aż i u nas nastąpi eskalacja mordów...

Świat jest zły

„Świat jest zły” - to już ustaliliśmy. Jack Ketchum w swoich kolejnych książkach zdaje się to udowadniać z uporem maniaka. Czytając jego powieści można odnieść wrażenie, że nasze otoczenie pełne jest ludzi nie tylko niebezpiecznych, ale i pooranych psychicznie (żeby nie użyć mocniejszych słów). W jego kolejnych tekstach nie porywa nikogo UFO, nie nękają nikogo duchy ani demony, nikt nie zderza się z nadnaturalną żrącą wydzieliną i mackami potworów. Jedyna bestia z którą się u niego „mierzymy” to człowiek i jego instynkty. Dlatego twórczość tego autora tak bardzo porusza, obrzydza i prowokuje - zagrożenie w niej przedstawione jest realne, namacalnie prawdziwe. Nie chcemy żyć w ciągłym lęku, a on uświadamia nam jak wiele może kosztować nas nieostrożność...Nie pociesza, nie klepie czule po ramieniu, nie upiększa, tylko bez ceregieli spycha czytelnika w emocjonalną przepaść.


Barman Wayne Lock to tykająca bomba. Marzy o morderstwach, gwałtach i wszelkich bestialstwach. Prowadzi notes z listą ofiar, czyli osób, które czymś mu podpadły i na których weźmie ODWET. Zawsze jednak brakuje mu odwagi, by dopiąć swego. Po nieudanej próbie uduszenia swojej kochanki, trafia mu się prawdziwy rarytas. Staje się świadkiem prawdziwego morderstwa, co działa na niego jak wyzwalacz. Od tej pory trybiki w jego głowie zazębiają się i jest już gotowy na spełnienie swoich pragnień. Carole Gardner terroryzowana przez byłego męża-brutala, po kolejnym jego napadzie i gwałcie nie ma już sił. Zwłaszcza, że wymiar sprawiedliwości bezsilnie rozkłada ręce. Wraz ze swoim nowym partnerem Lee Edwardsem podejmuje decyzję, jedną z tych ostatecznych, i postanawiają pozbyć się bezwzględnego Howarda pozorując wypadek. Nie sądzili, że będzie ich to kosztowało tyle wysiłku, że Howard będzie zacięcie walczył o życie. Wszystko zajmuje im 10 minut. 10 minut, które dłuższą się w nieskończoność, 10 minut wahania i lęku. 10 minut, które wyniszcza ich psychicznie. Nie wiedzą, że może być jeszcze gorzej, nie są świadomi faktu, że spektakl, którego są głównymi aktorami ma widza. I, że widz postanawia stać się aktorem i uczynić im zaszczyt, by to oni teraz stali się jego widownią.

Losy tej trójki krzyżują się. I gdy dwoje podczas szaleńczej przejażdżki, gaśnie z minuty na minutę, jedno rozkręca się i dokonuje rzezi. Wayne tak szybko w swoim wyzwoleniu staje się pewny siebie, że jego „towarzysze” stają się zbędni, przestają być jego bohaterami. Rozchwiany emocjonalnie chłopak staje się inspiracją dla samego siebie. Możemy się tylko domyślać, że matka tylko „pomogła” mu w staniu się tym kim się stał, nie wydaje mi się to jednak istotne, nadało tylko drobnego smaczku historii maniaka. Zaskoczyła mnie nieco kreacja Carole. Jestem w stanie zrozumieć jej pasywność, postawę osoby znękanej. Ale kobieta, mimo wszystkiego co przeszła nie zobojętniała na ból i świat, nie została pozbawiona uczuć – na czyny Wayne reaguje wręcz histerycznie. Czyniąc ją taką, Ketchum zbudował przeciwwagę dla głównego bohatera i uczynił Carole zdecydowanie najciekawszą z postaci powieści.

Akcja przyśpiesza ze strony na stronę, napięcie jest mądrze dawkowane i przerywane w odpowiednich monetach: retrospekcją i perypetiami policjanta. Gdyby nie to, podawana w sposób ciągły groza, stała by się niestrawna i przestałaby spełniać swoje zadanie. Doznania czytelnicze wzmaga sprytny zabieg: opisywanie wydarzenia z kilku perspektyw Mamy szansę być ofiarą i zabójcą. Czuć kulę przebijającą ciało i być sprawcą tego, że broń wystrzeliła. Ostatnie myśli, ich gasnąca wyrazistość budują obraz wstrząsający, zderzony z przyjemnością jaką może dawać komuś zabijanie.

To zabijanie – nie śmierć – miało znaczenie.
To nie produkt zabójstwa, który był niczym. Samo mięcho i pustka, kiedy się do tego zabrałeś. Chociaż osoby, którą zabiłeś już nie było, i to było coś
Jednak sam czyn, moment odebrania i utraty.

Mamy okazję obserwować wydarzenia także z jeszcze jednej perspektywy. Konkretnie ze strony wymiaru sprawiedliwości. Joe Rule korzysta z pomocy terapeuty, gdyż nie radzi sobie z rozstaniem z żoną. Sprawę Carole traktuje bardzo osobiście, sam dostrzegając ułomność systemu karnego w imieniu którego, miał zapewnić jej bezpieczeństwo. I podobnie jak reszta bohaterów nie ma czystego sumienia. Carole i Rule żyją w szarościach - ich świat już dawno przestał być czarno-biały. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że to głównie na kontraście została zbudowana fabula powieści. Pierwsza rozbieżność: mamy morderstwo z konieczności (nazwijmy je tak umownie), i morderstwo dla czystej przyjemności, pofolgowanie sobie i swoim chorym fantazjom. Druga: to dysonans jaki zachodzi między tytułem sugerującym spokojny wypad, budzący pozytywne emocje i energetyzujące skojarzenia, a rzeczywistością zawartością tekstu i okładką - mężczyzny, który się na niej znajduje nie chciałabym spotkać podczas samotnej nocnej przejażdżki gdzieś na odludziu.

Powieść o jakże niewinnym tytule Przejażdżka nie jest nowinką. W Wielkiej Brytanii wydano ją w 1994 roku (Road Kill) a w Stanach w 1995 (Joyride). Dlatego jeśli ktoś dostrzega podobieństwo do Straconych Ketchuma, powinien wziąć pod uwagę, że to Przejażdżka była pierwsza. Jej prostą fabułę autor oprał na dosyć ogranym motywie drogi. Mimo całkowitej przewidywalności treści jest w niej coś, co nie pozwala się od lektury oderwać. Zdarza się oczywiście kilka słabszych momentów, czuć, że „coś” tutaj zgrzyta i nie pasuje, ale i tak nie odkładamy jej do samego końca. Zgrzyty o których wspomniałam wynikają z tego (czym autor się z nami podzielił w posłowiu) tekst powstawał bardzo długo z fragmentów różnych pomysłów. Pewnie dlatego odniosłam wrażenie, że historia i rozterki policjanta Rule'a są na siłę sklejone z akcją, że to zupełnie inna historia, która przypadkowo została dopasowana. Trzeba jednak przyznać, że autor scalił wszystko w na tyle zgrabny sposób, że kupujemy w tym wszystkim naszego poczciwego glinę, nawet z jego nieukończonym domkiem dla lalek w garażu.


Ketchum przyznaje się do czerpania inspiracji z powieści Emila Zoli Ludzka bestia i autentycznych wydarzeń. Wayne został bowiem "stworzony" z dwóch różnych osób. Jego pierwowzorami są: Thomas E. Braun (w latach sześćdziesiątych wraz z Leonardem Mainem jeździł amerykańskimi ulicami i uśmiercał kogo mu się podobało) i żyjący w latach czterdziestych Howard Unruh (miał notesik, w którym zapisywał osoby, które mu podpadły i na których planował ODWET, w końcu urządził rzeź - zabił 13 osób w 12 minut). Inspiracje i własne pomysły złożone w jedną całość, doprawia charakterystyczny styl pisarza – proste, krótkie zdania, konkret - szybki i celny, jak śmiertelny cios.

Zimne ostrze, którym autor ryje w naszych umysłach, celniej trafia w nasze czułe struny, w zawartym jako bonus, na końcu książki opowiadaniu Chwasty. Tekst zdaje się być zlepkiem przypadkowych scen. Epatują one brutalnością, perwersją i ekstremą, i to w takiej ilości, której w powieści zabrakło. Jeśli skupić się na obrzydliwym wydźwięku treści umknie nam fakt, że właśnie opowiadanie to jest o niczym. Odczytałam je jako konspekt, kolaż pomysłów, z których można by kiedyś, przy odrobienie chęci, zrobić coś więcej. Ratuje je tylko realizm - takie rzeczy naprawdę się zdarzają.

Po lekturze na myśl nasuwa mi się tylko jedno, takie ostrzeżenie dla tych, którym zdaje się, że są w stanie zaplanować zbrodnię doskonałą: ...każdy kontakt pozostawia ślad, zatem i każdy, nawet najbardziej ostrożny przestępca, pozostawia „coś” na miejscu zbrodni i „coś” - często nieświadomie – zabiera. /Dr E. Locard/

P.S. Szkoda, że wydawnictwo bardziej skupiło się na rozdymaniu tekstu, żeby zajął więcej stron niż na tropieniu literówek i powielanych spacji.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.