Koszyk 0
Opis:
Gdy będziesz wychodziła na zajęcia, załóż marynarkę i spódniczkę. Dżinsy są zabronione! Unikaj biżuterii. Nie wolno ci posiadać zagranicznych magazynów ani książek, chyba że wcześniej zostały zaakceptowane. Uważaj na to, co mówisz. Jeśli ktoś zapyta cię o polityczną sprawę, odpowiedz tylko: „Nie wiem” i zakończ szybko rozmowę. Nie poró ... wnuj otaczającej rzeczywistości do tej z twojego rodzinnego kraju – może to zostać uznane za krytykę. Podczas wyjazdów zabronione jest rozmawianie i wspólne jedzenie posiłków z miejscowymi.Mieszkanie w Pjonjgangu jest jak życie w akwarium. Cokolwiek powiesz i cokolwiek zrobisz, zostanie usłyszane i dostrzeżone. Takie wskazówki otrzymała Suki Kim przed swoim wyjazdem do stolicy Korei Północnej, gdzie uczyła angielskiego dzieci wysoko postawionych dygnitarzy partyjnych. Żyjąc w absurdalnym i przerażającym świecie komunistycznego terroru miała okazję poznać mentalność młodych Koreańczyków i ich sposób rozumienia świata, wykrzywiony przez propagandę państwową. Przekonała się, jak wygląda codzienność ludzi mieszkających w kraju, w którym ziścił się najgorszy Orwellowski koszmar.Pozdrowienia z Korei to osobista historia kobiety, która trafiła w samo serce najokrutniejszego reżimu świata. Czytaj dalej >> << Zwiń
  • Znak
  • miękka
Mniej Więcej
  • Suki Kim
  • 2015
  • 1
  • 332
  • 205
  • 144
  • *, 97883240-2744-6
  • 9788324027446
  • ZCLCJ

Recenzje czytelników

Zdecydowanie warta przeczytania !

Ocena:
Autor:
Data:
Korea Północna. Kraj, który odgrodził się od świata i zamknął swoich obywateli w czerech ścianach. Próba zdobycia jakichkolwiek informacji na temat życia w tamtym rejonie, to jak walenie głową w mur. Czasem tylko świat otrzyma zdjęcie, na którym wszyscy wychwalają Wielkiego Wodza albo krótką notkę o zagrożeniu wojną nuklearną. Zmanipulowanie obrazy i treści za nic mają wolność słowa na świecie i jasno pokazują, że kraj ten rządzi się swoimi prawami, a reszcie świata nic do tego ... W tej sytuacji książkę Suki Kim postrzegam jako wielką wartość.

„Pozdrowienia z Korei” to niesamowita relacja kobiety, która pod przykrywką misjonarki i nauczycielki angielskiego zdołała przedrzeć się do Korei i ucząc młodych chłopców poznać mentalność żyjących tam ludzi. To, co odkryła i opisała zadziwia i stawia pytanie, jak to możliwie, żeby w XXI wieku wciąż to było możliwe.

System bez wolności, zdominowany przez Wielkiego Wodza niezależnie od dziedziny życia o jakiej mówimy i wszechobecna nienawiść do Amerykanów podsycana na każdym kroku. Rygorystyczne normy, dla nas, ludzi z zachodu, są nie do przyjęcia i nie do zrozumienia.

Chłopcy, którzy studiują na uczelni technicznej, a z komputerem praktycznie nie mieli żadnej styczności. Wychowani w tamtej kulturze bezgranicznie wierzą w to, co podają media (media to za duże słowo, szczególnie, że istnieje tam jeden program wychwalający Wodza i Koreę, nie ważne, czy zgodnie z prawdą). Ci młodzi ludzie od małego kształtowani w poszanowaniu dla władzy i tradycji nie znają niczego innego oprócz tego co znają w Internecie, który mocno okrojony przez cenzurę nie jest szczególnie rzetelnym źródłem informacji…

Obowiązkowe poranne prace społeczne, trzy razy dziennie śpiewana pieść o Wielkim Wodzu, warty przy pomniku upamiętniającym – to społeczeństwo funkcjonuje jak mała armia. Cokolwiek zostanie im polecone, wykonają bez słowa sprzeciwu. Zapatrzeni w ustrój, który zamyka im drogę…

Suki Kim dała czytelnikom pełny i dobitny obraz. Mówi o tym, że jako nauczycielka była notorycznie sprawdzana, że nie mogła w żaden sposób przekazać tym młodym ludziom, że gdzieś, poza ich granicami jest zupełnie inny świat. Każde materiały jakie przygotowywała do lekcji musiały być sprawdzone i zatwierdzone, a sami nauczyciele byli zamknięci na kampusie. Wychodzenie z niego było możliwe tylko w przypadku zorganizowanej wycieczki. Korea Północna nie zna słowa prywatność.

Autorka jest z pochodzenia Koreanką, która wyemigrowała wraz z rodzicami do Stanów, dlatego orientuje się w kulturze i wyraźnie zaznacza to, co widziała w Korei Północnej, a to co zna z Korei Południowej. Opowieści dotyczące jej rodziny udowadniają, że podział to była jedna z największych tragedii tego narodu. I to widać. Nie tylko po standardzie życia, ale też po tęsknocie, która brzmi w słowach starszych ludzi, którzy to przeżyli.

„Pozdrowienia z Korei” to książka, którą warto znać. Chociażby po to, aby strzępki informacji, które otrzymujemy z mediów, uzupełnić relacją kobiety, która zaryzykowała, pojechała tam, aby móc to wszystko potem przybliżyć światu. Dla mnie jest wielka, bo trzeba sporo odwagi, aby się czegoś takiego podjąć. Z drugiej strony, dzięki takim ludziom, możemy, siedząc wygodnie w domu, dowiedzieć się więcej o tym, czego nie zobaczymy na żywo i, mam nadzieję, nie doświadczymy.

Ten reportaż ma ogromną wartość i wierzę, że każdy kto sięgnie po tą publikację, na pewno zweryfikuje swoje myślenie o Korei, bez względu na to czy interesuje się tym co dzieje się na świecie czy też może niekoniecznie.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Zaginiony świat do którego nikt nie tęskni

Ocena:
Autor:
Data:
To nie jest książka „dobra”, czy interesująca. Trudno bowiem taką nazwać książkę opisującą świat chciałoby się napisać zaginiony, który jednak ocalał i wciąż na obrzeżach świata istnieje. I to niedaleko nas, w południowej Azji. Graniczy z krainą Samsunga i Hyundai. Lektura tej książki to nieustanne mimowolne współczucie dla mieszkańców Korei Północnej. Ludzi z zaginionego świata ale takiego do którego nikt z nas nie tęskni ...
Świat Korei Północnej przeciętnemu czytelnikowi jest znany dość pobieżnie. G.W. Bush użył co prawda określenia, że jest to jedno z państw tzw osi zła ale nic z tego nie wynikło, ani nie wynika na bieżąco dla mieszkańców tego zmilitaryzowanego kraju.
Książka opisuje świat koreański od wewnątrz. Autorce, jak mało komu, udało się dostać do Korei jako wykładowczyni języka angielskiego elitarnego uniwersytetu prowadzonego w stolicy przez ewangelików amerykańskich dla synów elit koreańskich. Ambicją bowiem tychże ewangelików jest nawrócenie mieszkańców Korei na chrześcijaństwo. Ponoć za ten fakt czeka ich niebo! Jak pisze autorka, w pewnym momencie jest to jedyny prawdopodobnie działający uniwersytet w Korei. Słowo prawdopodobnie jest często używanym ponieważ świat opisywany nie jest nam znany, co więcej nie jesteśmy w stanie go absolutnie pojąć i ogarnąć. Bo jak to?
Wyobraźmy sobie rzeczywistość... budzimy się rano, nad naszym łóżkiem obowiązkowo wiszą przynajmniej dwa portrety Wielkiego Prezydenta Kim Ir Sena, Drogiego Przywódcy Kim Jong Ila. Dobrze widziany byłby trzeci, obecnego ukochanego kapitana Kim Jong Uma. Najmłodszego z przywódców świata. Władzę objął w wieku 29 lat. Wstajemy, zakładamy ubranie w którym obowiązkowo tkwi znaczek Prezydenta (wiecznie żywego) i zaczynamy żyć. W najwspanialszym kraju świata! Tego uczą nas od oseska. Wszystko co wokół jest najlepsze, największe i najwspanialsze. I wszystko zawdzięczamy (łącznie z naszym poczęciem żartobliwie wtrącę) Wielkiemu Przywódcy i Drogiemu Przywódcy. Życie polega na nieustannym byciu w zespole, co najmniej w dwójce. Pod czujnym okiem Opiekunów i wzajemnych denuncjacji. Najmniejsze odchylenie od tzw normy jest przedmiotem krytyki i analiz. Kobiety są nieobecne wśród studentów. Wszak nawet nie mogą chodzić w spodniach, nie wspominając innych ekstrawagancji. Apele, marsze, długie dyżury przy obowiązkowych w każdej miejscowości salach KimIrsenizmu, bez względu na pogodę, czy mróz, czy upał, czy ulewę. Twórcza praca na polu, uczenie się grupowe. Wszędzie razem, nigdy osobno. Światło jest luksusem, którego można być w każdej chwili pozbawionym. Ciepłe kurki, ubrania podczas zimy są nieznane. Jedzenie jest przypadkowe, a i tak JEST w przeciwieństwie do większości obywateli kraju, który co kilka lat ma susze i jej skutkiem są kolejne miliony umarłych. Telewizja? Jeden serial. O czym? Oczywiście o dziejach Wielkiego Wodza. W porywach dobrego nastroju transmituje się wygrany przez tubylców mecz z Japonią w piłkę nożną w eliminacjach do mistrzostw świata. Oczywiście nie wspominając słowem o tym, że to retransmisja i że drużyna koreańska dawno już te eliminacje przegrała. Sport jest promowany, a jakże! Koreańczycy znają nawet nazwisko Michael Jordan. Ale nie bardzo już najnowszych liderów NBA, bo i niby po co im to? Znają Billa Gatesa ale już śmierć Steve`a Jobsa nic nikomu tutaj nie mówi. Nikt nie pozwoli sobie tutaj na sekundę spontaniczności. Radio? Raczej nie wspomniane. Internet? Zakazany. Gazeta jedna. Nie muszę pisać o czym pisze. Szczęśliwcy wśród koreańskich studentów wspominają międzyuczelniane połączenia zwane Intranetem. Pojawiają się telefony komórkowe ale skrzętnie są ukrywane. Kłamstwo jest premiowane, jak zauważa autorka tak jakby nigdy tym ludziom nikt nie powiedział, że to niemoralne. Moralność ogranicza się tylko do lojalności. Między wierszami wspominają studenci, że chcieliby obejrzeć film z cyklu Harrego Pottera ale o dziwo napotykają opór ewangelików. Wiadomo, wszak to herezja i lepiej promować Opowieści z Narnii. Jednak udaje się przekonać autorce swoich współpracowników i część studentów ogląda wymarzony film. Niestety, tego dnia, tj 19 grudnia umiera Drogi Przywódca. Jego śmierć ma miejsce 2 dni wcześniej ale widać potrzeba dwóch dób by przeanalizować sytuację i sposoby poinformowania mieszkańców. A może to też ma aspekt religijny? Wszak na trzeci dzień Jezus zmartwychwstał... W kraju, gdzie przywódcy są bogami, religie są zakazane, ta paralela wcale nie musi być nietrafiona. To jedyny kraj, gdzie urzędujący prezydent Kim Ir Sen od kilkudziesięciu już lat nie żyje. A wciąż formalnie rządzi. Nie sposób przedstawić co to oznacza dla mieszkańców śmierć syna boga, Kim Jong Ila.
Autorka pokazuje rozdarcie Korei sztucznie podzielonej przez świat zachodni, rodzin poszukujących krewnych, bliskich i czasami odnajdujących się po dziesiątkach lat. Pokazuje przemiany nawet językowe, postępujące schamienie oficjalnego języka propagandy północnokoreańskiej i równie interesującą korupcję ze strony opiekunów, tajniaków. System nie oferując zbyt wiele swoim sługom mobilizuje ich do samodzielnego radzenia sobie. Biada cudzoziemcom! Proponowane jest np. uczestnictwo w imprezie (tj występach dzieci miesiącami trenowanych w machaniu chorągiewkami i robieniu póz na stadionie) za horrendalne pieniądze, jakby ktokolwiek o zdrowych zmysłach chciał oglądać te katusze pozornej gimnastyki!
Suki Kim polubiła swoich studentów, próbuje otwierać im oczy na świat, zaciekawiać. A to pokazuje im swoje urządzenia, czyli ipoda, laptop, a to w sposób delikatny (pamiętajmy, że w tym kraju za przekrzywiony znaczek wodza, czy zapaskudzony przez muchy portret idzie się do łagru) przedstawia naszą cywilizację. Najczęściej jednak napotyka mur tresury, albo obawy przed przyznaniem, że jednak ich świat, to w co ich wytresowano od najmłodszych lat nie jest wcale takie wspaniałe. Zburzyłoby to mit, a tego nikt nie chce. Żyją więc młodzi studenci bawiąc się tak jak już nawet nasze dzieci się nie bawią, chwaląc nieustannie dokonania swojego kraju. Czy szczerze? Tego nie da się stwierdzić ponieważ zbyt duża jest stawka heretyckiego otwarcia umysłu. Tu najmniejsze odstępstwo jest karane w sposób okrutny.
Nikt nie chciałby dobrowolnie żyć w tym kraju nieustannego pozoru i kłamstwa. Ale też żaden kraj świata, włącznie z Koreą Południową (pomimo istniejącego Ministerstwa Zjednoczenia) nie chce obecnie uwolnienia mieszkańców Korei Północnej. Dlaczego? Bo są to głodni, pozbawieni kwalifikacji ludzie, wymagający kompleksowej pomocy. Nie ma lekarstw, nie ma ogrzewania, paliwa, opału, energii. Wymień cokolwiek, tego w Korei nie ma. Jest natomiast ocean pomników, trawników pielęgnowanych nożyczkami, ponieważ szkoda paliwa, a i nie ma do czego go wlać, bo kosiarka jest wymysłem zgniłego zachodu. Można takie przykłady mnożyć bez końca.
Dlaczego nikt się nie buntuje? Bo system jest tak szczelny, że nie bawi się w niuanse. Wyobraźmy sobie, że pojawia się koreański Lech Wałęsa. W Polsce bywał zatrzymywany, ale wychodził z więzienia, miał tylko opiekunów, mógł się kontaktować, rozmawiać, tworzyć wolne związki zawodowe. W Korei? Natychmiast zniknąłby i nikt nie wiedziałby co się z nim stało. Tamtejsze władze nie bawią się w politykę tolerowania jakiejkolwiek opozycji. Niestety.
Zachęcam wszystkich do przeczytania książki p. Suki Kim. Przedstawia bowiem świat, którego wizja daleko przekroczyła kreację Orwella i Huxleya. Czy jest nadzieja dla mieszkańców tego przeklętego przez świat państwa? Nie ma. Chyba, że wybuchnie wojna, wskutek niecierpliwości, albo głupoty generałów północnokoreańskich. Ale to będzie Armageddon dla całego, nie tylko koreańskiego świata.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.