Koszyk 0

Porąb i … płyń z tonącymi. Rozmowa z Larsem Myttingiem.

Zapraszamy do zapoznania się z rozmową z Larsem Myttingiem.

W moim rodzinnym domu książki...

te, które mnie szczególnie interesowały to były książki mojego dziadka. Przede wszystkim relacje Roalda Amundsena z wypraw na biegun oraz bardzo wczesne wydanie „Tajemniczej wyspy” – kompletne, napisane przez Juliusza Verne'a dla dorosłych czytelników, a także „Elgen i Norge” („Łoś w Norwegii”), wspaniałe dwutomowe dzieło o polowaniu i leśnictwie. Mieliśmy oprócz tego w domu wiele pozycji Mitchella Beazley'a, z mapami i opisami historii świata i różne leksykony, z których można było się uczyć jednocześnie świetnie się bawiąc – ale najwięcej było literatury faktu.

Pierwsza książka z dzieciństwa, którą pamiętam to...

„Ben Hur”. Pożyczyłem ją ze szkolnej biblioteki i do dziś pamiętam, jak bujałem w obłokach i wymyślałem różne alternatywne zakończenia, bo dotknęło mnie bardzo, że tylu ludzi zostało w tej książce niesprawiedliwie potraktowanych.

Książka która wywarła na mnie największe wrażenie to...

Tajemnicza wyspa Juliusza Verne'a, konkurująca na szczycie mojej listy z Robinsonem Crusoe – obie te książki stymulowały wyobraźnię i sprawiały, że zaczynałem wymyślać własne historie. To właśnie one były moją pierwszą inspiracją do napisania powieści Płyń z tonącymi, która 8 czerwca ukazała się w Polsce.

Książka do której często wracam...

to „The Self-Sufficiency Handbook” (pol. „Podręcznik samowystarczalności”) Johna Seymoura. Wspaniała lektura, róg obfitości wypełniony informacjami o tym, jak prowadzić małe gospodarstwo. To książka non-fiction, która stymuluje fantazję i którą czyta się jak powieść.

Największa książkowa pomyłka, którą czytałem...

Cóż, była to około 200-stronicowa książka, coś w rodzaju podręcznika przetrwania, zbiór porad w rodzaju «jeśli dotąd tego nie wiedziałeś, to odmieni twoje życie». Były tam instrukcje typu «jak zmienić oponę», «jak rozpalić ognisko», «jak ugasić pożar». Tak się wściekłem czytając to „dzieło”, że je podarłem i wyrzuciłem. Nie dość, że porady były bezużyteczne, bezsensowne i często zwyczajnie wprowadzały czytelnika w błąd, to chyba nikt ich nigdy nie wypróbował, nie sprawdził czy w ogóle działają. Zostały pewnie zebrane w pośpiechu, po przejrzeniu kilku stron internetowych. Nie znoszę takich książek.

Obecnie czytam...

„Buddenbrooków” Tomasza Manna. Wspaniała, epicka opowieść.

Lubię pisać...

tylko w moim niewielkim biurze, zawsze wcześnie rano. Nigdy w domu. I bez dostępu do internetu, żeby się nie rozpraszać.

Swój debiut wspominam...

jako przeżycie dość przerażające, ale jednocześnie wspaniałe. Zaskoczyło mnie to, ilu ludzi zainteresowało się książką o starej stacji benzynowej – powieść nosi tytuł „Hestekrefter” (pol. „Konie mechaniczne”) i wciąż jest szalenie popularna.

Książka, nad którą pracowało się najtrudniej...

to chyba każda z moich książek. Wątpliwości dokuczają mi chyba najbardziej gdy jestem mniej więcej w połowie procesu twórczego. Kryzys trwa dłużej lub krócej, ale w końcu zawsze go przełamuję i elementy układanki trafiają na swoje miejsce.

Obecnie piszę...

sam właściwie nie wiem, co to dotychczas było, ale zaczyna już przypominać.