Koszyk 0
Opis:
Autor, urodzony w 1932, opisuje losy swojej rodziny, jej wędrówkę w czasie wojny i później z Syberii przez Iran, Indie i Afrykę do Anglii. Wspomina wojenne dzieciństwo nie tylko jako horror nieludzkiej ziemi, ale takze jako przygodę i bezpieczną przystań.
  • Clio
  • miękka
Mniej Więcej
  • Bogdan M. Trybuchowski
  • 2011
  • 208
  • 240
  • 170
  • 978-83-930998-3-2
  • 9788393099832
  • ZA77Z

Recenzje czytelników

Słaba książka

Ocena:
Data:
Bogdan Trybuchowski jest pochodzenia chłopskiego i nie ma nic wspólnego z herbem Ogończyk. Nie zbudował drzewa genealogicznego, nie przedstawił jakiegokolwiek dokumentu, sam stwierdza, że ,,Brakuje przynajmniej jednego pokolenia aby ustalić czy są krewnymi..."Trybuchowski błądzi w herbie nawet w czasach sprzed kilkuset lat przywołując np. poetę Jana Kochanowskiego, a nawet księcia Henryka Pobożnego. Niczego nie udowodnił, a mimo to zaliczył siebie do herbowej szlachty tylko dlatego ... że nazwisko Trybuchowski brzmi podobnie do Trzebuchowski. Znudziło mu się być zwykłym człowiekiem i dlatego sam awansował siebie za pomocą nudnych wywodów, manipulacji lub domysłów. Trybuchowski jest nieprzekonujący, więc zadaje czytelnikowi mnóstwo pytań, na które nie ma i nie będzie odpowiedzi.
Życie opisane na Kresach nad sowiecką granicą to jedna wielka megalomania autora. Wygląda to wszystko jak dekoracje do westernu.
Trybuchowski chciałby większość zasług za powstanie i funkcjonowanie polskiej szkoły w Manchesterze przypisać swej matce. Zapomina, że ta szkoła powstała i działała dzięki wysiłkowi bardzo wielu osób z różnych środowisk i organizacji, a także woli rodziców i dzieci na emigracji.
Celem książki Trybuchowskiego - w której aż 2/3 objętości to teksty innych autorów - jest pokazanie urojonej wielkości i rzekomej niezwykłości swojej i rodziców.

Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Bajkopisarz z Manchesteru

Ocena:
Data:
Z książki Trybuchowskiego dowiecie się, że książę Henryk Pobożny (zginął w 1241 od Tatara) to daleki krewny Trybuchowskiego. Dowiecie się, że poeta Jan Kochanowski w XVI w. napisał wiersz dla jego przodków. Poniewż coś tu nie gra, więc Trybuchowski 3 razy uświadomi Wam również, jak to jego rodzina rzekomo zmieniła nazwisko z Trzebuchowskich (herbu Ogończyk) na Trybuchowskich w czasie powstania styczniowego 1963, żeby ocalić majątek przed konfiskatą cara ... Nie udało się to wielu bardziej znanym i zasłużonym familiom, ale akurat jego potomkowie okazali się sprytniejsi od zaborcy. Nieprawdopodobne! Urojony, kolorowy herb na tylnej okładce tej książki ma być ozdobą i uwiarygodnieniem tego wszystkiego, co autor napisał tylko, że brakuje jakichkolwiek dokumentów i innych dowodów. Pan Bogdan Trybuchowski na zdjęciu z okładki swej książki wygląda bardzo uroczo w czarnej muszce, a siwe włosy dodają mu powagi, ale zdjęcie nie pokazuje wnętrza człowieka. Autor obnażył się za pomocą tej książki. Król jest nagi. Książka jest pełna najprzeróżniejszych sprzeczności i niestworzonych historii. Pomieszane z poplątaniem. Ta pozycja nie nadaje się na Targi Książki Historycznej. Jakim to sposobem na fotografii 2 , którą autor zakwalifikował jako datowaną na 1908 rok. znajduje się DZIECKO URODZONE W 1912 roku. Trybuchowski wiele ,,własnych" fragmentów zwyczajnie zaczerpnął ze starych wspomnień innych deportowanych, którzy w przeciwieństwie do Trybuchowskiego chwycili za pióro jeszcze w Persji, dzięki czemu uniknęli upiększeń i są bardziej wiarygodni. Zwrot ,,Sobirajties z wieszczami!" strażnicy wypowiadali w aresztach lub w więzieniach, a u Trybuchowskich 10.02.1940. Rosjanie mówili o cziemadanie i żeby ciepło ubierać się. Kto jeszcze uwierzy w ,,bohaterskiego", małego Trybuchowskiego mierzącego do sowieckiego żołnierza z zabawki-korkowca o godzinie około 2.00 w nocy ??? Malec ze strachu skomlał, żeby mu pozwolono pojechać do babci na Podolu, co było niewykonalne. Jego ojciec musiał leżeć w bezruchu pod bagnetem sowieckiego żołnierza, matka Olga była tak przerażona, że nie była w stanie wykonać ruchu i spakować się! I tylko obecność 2 innych osób-gości z rodziny, które nie były zakwalifikowane do deportacji pozwoliło zapakować wszystko, co najpotrzebniejsze do przeżycia. Tylko spokój i opanowanie gości zaowocowało tym, że Trybuchowscy przeżyli. Dzisiaj autorowi wydaje się, że wystarczy napisać byle co, bo wytężona nauka angielskiego zatarła mu pamięć. Stara, druga babka Trybuchowskiego szybko zmarła w transporcie na zesłanie, ale autor napisał, jakby staruszka chciała do Andersa i zmarła w drodze na południe ZSRR po amnestii. Autor ma tutaj nierozwiązany dylemat czy babunię wyrzucono z jadącego pociągu czy też wniesiono do szopy przy torach na stacji w głębi Rosji. Zawiadowcą tej stacji też rzekomo był jego, kolejny krewny sprzed rewolucji?? Los babuni pewnie dokończyły głodne psy lub wilki, z resztą babka miała zwyczaj straszyć ,,ażeby was WOŁK !!!". Trybuchowski MARGINALIZUJE pomoc rodziny (wielokrotne paczki żywnościowe i pieniądze-ruble), dzięki której on z siostrą i rodzicami przetrwali 2 lodowate sezony zimowe pod kołem polarnym. W trudnych warunkach sowieckiej okupacji inni sobie od ust odjęli, żeby im wysłać. W przeciwnym wypadku kości Trybuchowskich mogłyby leżeć gdzieś koło Archangielska, a tak dziś autor może nawet pomarzyć sobie o kamiennej płycie z wyśnionym herbem ,,Ogończyk". Pomoc była skuteczna, co sam autor potwierdza:,, . . . nasza rodzina nie chorowała na kurzą ślepotę ,ani na cyngę (szkorbut) . . . innych dotknęły te straszne choroby" (str. 29). Dla Trybuchowskiego to niewygodny temat, że coś komuś zawdzięcza. W książce nie wspomniał o tym, że odwiedzał Polskę. Nie ma zwyczaju dziękować (dla Basi Matuchniak, swojaka z okładki zrobił wyjątek). Chciałby uchodzić za człowieka, który idzie przez życie bez pomocy innych , a inni wysoko postawieni zabiegają o jego względy.!!! Celowo zapomnieć, to w jego stylu i jego specjalność. Zaczekał, aż wszyscy bezpośredni świadkowie wydarzeń umrą, bo za ich życia by się nie odważył!!! Wielki podróżnik??? Już sam tytuł tej książki ma pokazać skalę podróży autora tylko, że port Karaczi to dzisiaj zaledwie Pakistan, a dawna Persja to teraźniejszy Iran. No, ale nazwa ogromnych Indii sięga aż do Sri Lanki, więc młodzi ludzie będą bardziej go podziwiać jako ,,turystę".. W przypisie ze strony 128 (dyskusja o chłodnej porze deszczowej pod równikiem) podaje na przykład ,,W Tengeru nie miałem . . . .długich spodni", a na fotografii 39 (str. 73) mały Trybuchowski stoi ubrany w DŁUGIE spodnie. W chaotycznej erracie autor jakby wydawał się niezdecydowany, co tam ma być, więc dorzucił kolorowe fotografie słonia (!?) i czarnoskórych aborygenów zupełnie bez sensu. Dalszy ciąg bylejakości i kresowego zaścianka na angielskim gruncie. Czy ta lektura nadaje się do tłumaczenia na angielski??? W przeciwieństwie do Wiliama Cobbetta (,,Szczęśliwe życie”) odnosi się wrażenie, że książkę napisał i wydał człowiek głęboko nieszczęśliwy, brakuje nawet wspólnego zdjęcia z małżonką i adoptowanym dzieckiem. Ta książka ma zagłuszyć sumienie??? W przypadku Pani Matuchniak (autorka rozdziału o Tengeru) też mamy do czynienia z kosmopolityczną, wielorasową i wielowyznaniową Wieżą Babel - nie ma się czym szczycić - to smutne. Pani Barbara Epler-Matuchniak też nie ustrzegła się kontrowersyjnych sformułowań w tejże książce jak na przykład ,, . . . będzie dziękczynieniem Bogu za te 6 lat spędzonych w Afryce" ze strony 125. Słowa tradycyjne, ale PUSTE i wyświechtane, bo nie Bogu, ale Anglikom, Sikorskiemu, Andersowi, a wcześniej własnej woli przetrwania, młodemu wiekowi i paczkom żywnościowych od osób życzliwych, uczynnych, martwiących się ich losem, które pozostały w kraju. Nawet twarde suchary były na wagę życia. Bóg nad nimi czuwał??? Jeśli Bóg dla nich był taki litościwy, to dlaczego ten sprawiedliwy Bóg dla innych zesłańców już nie??? Pod jakim względem byli lepsi od tych, co zmarli z głodu i chorób??? W Persji były sieroty, którym umarły w Rosji całe rodziny tj. rodzice, rodzeństwo, dziadkowie, kuzyni, wujkowie oraz znajomi. W książce aż za dużo jest umizdrzania się księżom, Bogu i religii oraz wierszyków pisanych przez różnych grafomanów. Pisanie książek-wspomnień nawet daleko od Polski to zadanie dla ludzi wiarygodnych, uczciwych, skromnych, kompetentnych i odpowiedzialnych!!! Łatwo przekroczyć granicę śmieszności. Trybuchowski chciał, żeby go podziwiano, a wyszło zupełnie odwrotnie.

Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.