Koszyk 0
Opis:
Książka Iry Berlina to jedna z ważniejszych syntez prawie trzystu lat dziejów północnoamerykańskiego niewolnictwa. W tej kronice życia codziennego, pracy, kultury i walki o wolność czarnych mieszkańców kontynentu zawarł autor swą wizję cyklicznej współzależności instytucji niewolnictwa od rozwoju gospodarczego i politycznego. Korzystając z wyników najnowszych badań nad historią i tradycją afroamerykańską, pokazał, że kolejne pokolenia, żyjące w różnych warunkach gospodarowania ... wyznaczały różne typy niewolnictwa, a przynależność do rasy innej niż biała nie zawsze stawiała człowieka na przegranej pozycji. Ira Berlin – profesor historii Uniwersytetu Stanu Maryland, w latach 2002-2004 przewodniczący Związku Historyków Amerykańskich, od 2004 roku członek Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk. Jest autorem m.in. Slaves Without Masters. The Free Negro in the Antebellum South (1975), Many Thousands Gone. The First Two Centuries of Slavery in Mainland North America (1999). POKOLENIA PLANTACJI (...) Rosnące zapotrzebowanie na niewolniczą siłę roboczą sprawiło, że czarni niewolnicy sprowadzeni z Karaibów szybko okazali się niewystarczający. Plantatorzy przenieśli więc swe zainteresowanie z wybrzeża Atlantyku na interior afrykański jako główne źródło niewolników. W latach osiemdziesiątych XVII wieku do Wirginii przewieziono około 2000 Afrykanów. Liczba ta wzrosła ponad dwukrotnie w latach dziewięćdziesiątych XVII wieku, kolejny raz podwoiła się w pierwszym dziesięcioleciu XVIII wieku. W okresie 1700-1710 do kolonii przybyło niemal 8000 Afrykanów, a Chesapeake jako przynoszący największe zyski odbiorca niewolników w brytyjskiej Ameryce szybko zajęło miejsce Jamajki. Coraz większą część czarnej ludności Chesapeake stanowili ludzie urodzeni w Afryce. Na przełomie wieków nowo przybyli Afrykanie zdecydowanie przewyższali liczebnie potomków pokolenia założycieli i stanowili już blisko 90% populacji niewolników. Mniej więcej osiemdziesiąt lat po przybyciu pierwszych czarnych do Jamestown i czterdzieści lat po legalizacji niewolnictwa import ludzi z Afryki głęboko przekształcił życie czarnej ludności w regionie. W pierwszych dziesięcioleciach XVIII wieku widok ludzi o ciałach poznaczonych rytualnymi bliznami (które właściciele nazywali „znakami kraju” albo „murzyńskimi znakami”), spiłowanych zębach i włosach zaplecionych w warkoczyki stał się codziennością. Dźwięki ich muzyki – szczególnie odgłosy bębnów – przerażały osadników europejskich i euroamerykańskich; ich naczynia, piszczałki i wszelkie inne materialne aspekty życia stały się wyraźnym elementem otoczenia. Czarna Ameryka posługiwała się już nie tylko kreolskim, lecz także językami afrykańskiego interioru – być może rozmaitymi dialektami Ibbo. Pewien anglikański misjonarz napotkał „trudności w rozmówieniu się z większością Murzynów”, ponieważ mają oni „swój osobliwy język, dziką mieszaninę murzyńskiego i łamanego angielskiego, co sprawia, że pojąć ich bardzo trudno, jeśli kto nie rozmawia z nimi od wielu lat”. W odróżnieniu od atlantyckich Kreolów dobijających się do drzwi oficjalnych Kościołów, by zyskać choć odrobinę społecznego uznania, nowi przybysze nie mieli pojęcia o chrześcijaństwie ani nie byli go ciekawi; Jezus zniknął więc z życia Afroamerykanów; dla większości ludzi afrykańskiego pochodzenia wrócił dopiero w XIX wieku. Praktyki religijne nowo przybyłych, potępiane przez oficjalny kler jako bałwochwalstwo i kult diabła, w rozumieniu większości Europejczyków i Euroamerykanów umieszczały ich poza nawiasem cywilizacji. Tak oto Afryka przybyła do Chesapeake. Afrykanizacja siły roboczej przyniosła gwałtowne pogorszenie warunków życia niewolników. W pogoni za szybkim zyskiem plantatorzy z Chesapeake sprowadzali głównie mężczyzn. Na statkach niewolniczych u tamtejszych wybrzeży mężczyzn było zwykle ponad dwukrotnie więcej niż kobiet; ten brak równowagi płci szybko dał o sobie znać ludności plantacji. Proporcje kobiet i mężczyzn przedtem w miarę wyrównane, przechyliły się gwałtownie na jedną stronę. Nowo przybyłym Afrykanom trudno więc było zakładać rodziny, nie mówiąc o tworzeniu lineaży, które w tak wielkim stopniu kształtowały ich życie w Afryce. Więzi rodzinne łączące członków pokolenia założycieli osłabły. Dzieląc siłę roboczą, jaką dysponowali wedle wieku i sprawności fizycznej, rzadko według płci, plantatorzy ignorowali szczególne potrzeby kobiet ciężarnych, zmniejszając dzietność ludności niewolniczej. Dodatkowo import bezpośredni spowodował jednocześnie obniżenie się współczynnika urodzeń oraz zwiększył śmiertelność, ponieważ fatalne warunki podróży przez ocean sprawiały, że przeniesieni na nowy grunt Afrykanie byli osłabieni i podatni na choroby Nowego Świata. W Chesapeake płodność pozostała więc niska, śmiertelność wysoka, a przyrost naturalny, jeśli w ogóle miał miejsce, był bardzo niewielki. Podczas gdy Anthony i Mary Johnsonowie, podobnie jak inni przedstawiciele pokoleń założycieli, doczekali się wnuków, nieliczni spośród nowo przybyłych Afrykanów mieli szansę zrodzić choć jedno nowe pokolenie. W ciągu roku od przyjazdu do Ameryki umierała zazwyczaj jedna czwarta „nowych Murzynów”. Zniewolenie w Afryce i doświadczenie Przeprawy Środkowej sprawiało, że niewolnicy przybywali wyczerpani zarówno fizycznie, jak umysłowo. Plantatorzy wszelkimi sposobami dążący do złamania ich ducha odzierali ich z więzi z ojczyzną. Na początek zaatakowano między innymi imiona przy wiezione przez Afrykanów do Nowego Świata, a wraz z nimi rodowody. W liście do nadzorcy, pisanym z plantacji nad rzeką Rappahannock w 1727 roku Robert „King” Carter, być może najzamożniejszy z nowobogackich w Chesapeake, wyjaśniał procedurę wprowadzania Afrykanów w amerykańską niewolę. „Nadałem im tu imiona i po nich możemy zawsze poznać, jakiego są wzrostu i nie wątpię, że powtarzaliśmy je dość często, by każdy z nich zapamiętał swe imię i by można go było natychmiast nim przywołać”. Carter wysyłał następnie swych niewolników do przyległej plantacji albo tak zwanej kwatery, gdzie jego nadzorca powtarzał całą procedurę, „dbając, by Murzyni, na równi kobiety i mężczyźni, których przysłałem (...) zawsze byli nazywani imionami, które im nadano”. Tresura trwała przez kolejne miesiące, po czym Carter znów osobiście włączał się w odzieranie Afrykanów z oznak ich tożsamości. Nadawanie nowych imion było tylko jednym z upokorzeń spotykających nowo przybyłych. Plantatorzy z Chesapeake na ogół nie ufali Afrykanom. Z powodu ich dziwnych języków i obcych zwyczajów nie powierzali im odpowiedzialnych zadań. Zatrudniali ich przy monotonnych i żmudnych zajęciach, w jakiejś odległej części plantacji, nie dopuszczając do stanowisk wymagających kwalifikacji, niegdyś często obejmowanych przez atlantyckich Kreolów. Nie troszczyli się o wyżywienie, odzież czy dach nad głową swych niewolników, ponieważ otwarcie rynku sprawiło, że „nowi Murzyni” byli tani, a nieznane im choroby zwiększały ich śmiertelność niezależnie od tego, jak dobrze o nich dbano. Mieszkając w zrujnowanych, niezdrowych, podzielonych wedle płci barakach na nieprzyjaznym pograniczu, afrykańscy niewolnicy wiedli samotny żywot, z dala od głównego nurtu życia Chesapeake, odarci z więzów rodzinnych czy krewniaczych. Bariera językowa oddzielała ich nierzadko nie tylko od nadzorców, ale i od towarzyszy niewoli. Fizyczne odseparowanie sprawiało też, że nie mieli szans na znalezienie wysoko postawionego patrona i na towarzystwo ludzi równych sobie. Cel plantatorów – zerwanie wszelkich więzów rodzinnych, stanowiących podstawę tożsamości zniewolonych ludzi i uczynienie ich całkowicie zależnymi od właścicieli – powiódł się niemal w całej rozciągłości. Świat niewolników stał się ciasny. Członkowie pokoleń założycieli bez przeszkód poruszali się po wiejskich terenach, co dawało im szeroki ogląd świata, pozwalało na swobodne interakcje z plantatorami i robotnikami, Europejczykami i Indianami. Dzięki szerokim kontaktom byli pewni, niemal zuchwali. Plantatorzy ograniczyli tę wolność i złamali śmiałość wyróżniającą atlantyckich Kreolów i ich potomków. Nowe przepisy nakazywały niewolnikom posiadanie przepustki, gdy przebywali poza granicami posiadłości właściciela, choćby opuszczali je w najbardziej rutynowych sprawach, zezwalały na spotykanie się w grupach co najwyżej czteroosobowych, na krótko. Nowym zjawiskiem było także wcielające owo ustawodawstwo w życie, kontrolowane przez plantatorów sądownictwo – trybunały w hrabstwach karały tych, którzy pozwolili swym niewolnikom „wypuszczać się na własną rękę”. Ograniczenia swobody poruszania się były zaledwie drobnym zwiastunem zmian. Niewolnicy już nie sypiali i nie jadali pod jednym dachem z właścicielami i nie pracowali na tych samych polach tak jak członkowie pokoleń założycieli. Żyli teraz w osobnym świecie. W ten sposób zanikły więzi między czarnoskórymi niewolnikami a białymi robotnikami, a społeczny dystans między białymi i czarnymi stał się nie do przebycia. Status ludzi czarnoskórych był coraz niższy, a zarazem wciąż rosła pozycja, a w każdym razie aspiracje białych. Choćby ich status w istocie był bardzo niski, to i tak biali robotnicy i drobni posiadacze dzięki jasnej skórze wyróżniali się na tle niewolników. Ta niewielka różnica determinowała przynależność, wśród niższych klas stała się też podstawą całego porządku społecznego. (...) Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Ira Berlin
  • 2010
  • 1
  • 328
  • 245
  • 172
  • Rodowody Cywilizacji
  • 978-83-06-031-324
  • 9788306031324
  • Y6239

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.