Koszyk 0
Opis:
Niekiedy pisarz podąża za własną wizją, wywołując obrazy, które niekoniecznie zgadzają się z ogólnie przyjętymi. Stawia pytania, inspirowany fascynacją i usiłowaniem zrozumienia, czym jest owa charyzma, która sprawia, że niektórzy ludzie tak silnie odciskają piętno na przyszłości. Wtedy nieważne bywa, o jakie postacie chodzi – biblijne, czy też czysto historyczne – ważne są poszukiwania, w rezultacie czego można otrzymać jeszcze jeden przyczynek do dziejów rodzaju ludzkiego ... ponieważ istnieją rzeczy, których nikt się już nie dowie, albowiem – jak napisał A. de Saint-Exupéry: Ze śmiercią człowieka umiera nieznany świat. Pewnego dnia przyszedł do mnie… to opowieść o Marii, Christianie i Magdalenie, rozgrywana na dwóch scenach – w starożytnej Judei i XX-wiecznej Barcelonie. Opowieść wymyślona, lecz jednocześnie prawdziwa poprzez cechy charakteru i uczucia, jakimi Autor obdarzył swoich bohaterów. Bo one dotyczą nas wszystkich. Być może są historie, które nigdy się nie powtórzą, gdyż splot zbyt wielu czynników nie pozwoli na odtworzenie z nich tej samej kanwy. Ale można przynajmniej zamyślić się na chwilę, czy jakaś z nich nie przeszła kiedyś obok. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Mariusz Wieteska
  • 2011
  • 1
  • 138
  • 184
  • 130
  • 978-83-60422-25-0
  • 9788360422250
  • ZAJN8

Recenzje czytelników

„Pewnego razu przyszedł do mnie…” to książka, którą odczuwa się wszelkimi zmysłami. Głębia słów, z jakich została stworzona, maluje trójwymiarowe obrazy. Można wielokrotnie do nich wracać, odnajdując za każdym razem coś, co wcześniej było niedostrzegalne.

Ocena:
Autor:
Data:
Po najnowszą książkę Mariusza Wieteska, autora „Zielonej Wyspy” i „Ołowianego Żołnierzyka”, sięgnęłam jak po pewnik. Znając poprzednie pozycje wydane przez pisarza, liczyłam na kilka godzin dobrej lektury. Zaczęłam czytać późnym wieczorem, obiecując sobie rozłożenie przyjemności na kilka dni. Skończyłam w środku nocy, bez poczucia godzin, które minęły, z kubkiem niewypitej, zimnej już herbaty. Zaczytałam się bez reszty.

„Pewnego dnia przyszedł do mnie…” to historia, którą pozornie zna każdy ... Wystarczy wymienić imiona bohaterów: Marię, Józefa, Christiana, Jezusa, Magdalenę, aby domyślić się, że autor wprowadzi nas w krainę biblijnych przypowieści. Jednak nie przygotowujcie się na coś oczywistego, bo nawet to, co dobrze znane, ukazane w innym świetle, może zaskoczyć.

Autor zabiera czytelników do dwóch światów. Ci sami bohaterowie, te same wydarzenia jedynie miejsce i czas akcji odmienny .

W XX- wiecznej Barcelonie poznajemy Marię i jej syna Chrystiana. To historia matki, która poświęciła się szczęściu ciężko chorego dziecka. Nie potrafi zrozumieć ani zaakceptować jego „wygłupów”, wstydzi się za niego, cierpi, a mimo to kocha i ufa bezgranicznie. Jak każda matka.

To również opowieść o chłopcu, który widzi, słyszy i czuje więcej niż inni, który zdaje sobie sprawę ze swojej niezwykłości i ceny, jaką przyjdzie mu za nią zapłacić.

Druga część książki, to podróż do starożytnej Jerozolimy. Na pierwszy rzut oka tu zgadza się wszystko. Jest spis powszechny, narodziny dziecka w szopie, ucieczka i śmierć na krzyżu.

Tyle że historie kreślone przez Mariusza Wieteska są pozbawione oślepiającego blasku świętości. Autor opowiada o ludziach, którzy byli wytworem czasów w jakich żyli. Obserwujemy ich wybory i rozterki, chwile radości i zwątpienia. Jest tu cały wachlarz uczuć, emocji, pragnień i żądz, bo jeśli wierzymy, że Maria, Józef i Jezus byli ludźmi, musieli być w swoim człowieczeństwie autentyczni, musieli grzeszyć i popełniać błędy.

Autor daje nam możliwość przyjrzenia się poszczególnym wydarzeniom z różnych perspektyw. Każda z postaci zupełnie inaczej odbiera te same zdarzenia.

Brak jednej prawdy, brak niepodważalności tego, co uznaliśmy za pewne i jedyne, może wywołać bunt.

Czy właśnie to było zamiarem autora? Czy dotykając nietykalnego chciał prowokować i szokować?

Być może.

Dla mnie szokujący był przede wszystkim realizm obrazów.

Czytając opowieść o gwałcie, czułam ból kobiety, odartej z kobiecości. Taki sam, bez względu na to, kim był sprawca i kim będzie owoc tego czynu.

Współdzieliłam niepokój Marii szukającej zagubionego w Jerozolimie syna, przyznając jej pełne prawo do złości i pretensji.

Cierpiałam wraz z matką, bezradnie przyglądająca się śmierci dziecka.

Buntowałam się, tak jak ona, tak jak robiłaby to każda inna matka.

„Urodziłam syna, który był dla mnie największa miłością. A ty, Boże, go zabiłeś. I chociaż on wierzył w Ciebie i oddał Ci serce, to nic się nie zmieniło!”.

To krzyk bólu kobiety , która traci dziecko, najnaturalniejszy, instynktowny.

A Maria Magdalena

„Jest Mesjaszem? Tak. Moim. Choć okazywał złość, pogardę, a nawet wybuchał gniewem, dawał miłość. Przy nim czułam się bezpieczna. On nie tylko słuchał i mówił „Rozumiem” On przede wszystkim kochał.”

Ta krzywdzona kobieta, która doświadczyła w życiu tak niewiele dobra, kochała człowieka, nie Boga.

Jestem pełna szacunku wobec jej podniesionej głowy, nieugiętych kolan i walki o własną godność i godność miliona kobiet. Wbrew wszystkiemu.

„Pewnego razu przyszedł do mnie…” to książka, którą odczuwa się wszelkimi zmysłami. Głębia słów, z jakich została stworzona, maluje trójwymiarowe obrazy. Można wielokrotnie do nich wracać, odnajdując za każdym razem coś, co wcześniej było niedostrzegalne.

Nie jest opowieścią o świętych figurach stojących w kościele, ale o ludziach, takich jak my sami, w których elementy dobra i zła równoważą się. To historia miłości do matki, dziecka, kobiety i mężczyzny, do ludzi. A taka miłość nie powinna nikogo obrażać, taka miłość nie jest kontrowersyjna.

Nie zniechęcajcie się minimalistyczną formą. Książka jest pełna, nie brakuje w niej ani jednego słowa.

Po prostu przeczytajcie.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Ta książka nie jest opowieścią o świętych figurach stojących w kościele, ale o ludziach, takich jak my sami, w których elementy dobra i zła równoważą się. To historia miłości do matki, dziecka, kobiety i mężczyzny, do ludzi. A taka miłość nie powinna niko

Ocena:
Autor:
Data:
Po najnowszą książkę Mariusza Wieteski, autora „Zielonej Wyspy” i „Ołowianego Żołnierzyka”, sięgnęłam jak po pewnik. Znając poprzednie pozycje wydane przez pisarza, liczyłam na kilka godzin dobrej lektury. Zaczęłam czytać późnym wieczorem, obiecując sobie rozłożenie przyjemności na kilka dni. Skończyłam w środku nocy, bez poczucia godzin, które minęły, z kubkiem niewypitej, zimnej już herbaty. Zaczytałam się bez reszty.

„Pewnego dnia przyszedł do mnie…” to historia, którą pozornie zna każdy ... Wystarczy wymienić imiona bohaterów: Marię, Józefa, Christiana, Jezusa, Magdalenę, aby domyślić się, że autor wprowadzi nas w krainę biblijnych przypowieści. Jednak nie przygotowujcie się na coś oczywistego, bo nawet to, co dobrze znane, ukazane w innym świetle, może zaskoczyć.

Autor zabiera czytelników do dwóch światów. Ci sami bohaterowie, te same wydarzenia jedynie miejsce i czas akcji odmienny .

W XX- wiecznej Barcelonie poznajemy Marię i jej syna Chrystiana. To historia matki, która poświęciła się szczęściu ciężko chorego dziecka. Nie potrafi zrozumieć ani zaakceptować jego „wygłupów”, wstydzi się za niego, cierpi, a mimo to kocha i ufa bezgranicznie. Jak każda matka.

To również opowieść o chłopcu, który widzi, słyszy i czuje więcej niż inni, który zdaje sobie sprawę ze swojej niezwykłości i ceny, jaką przyjdzie mu za nią zapłacić.

Druga część książki, to podróż do starożytnej Jerozolimy. Na pierwszy rzut oka tu zgadza się wszystko. Jest spis powszechny, narodziny dziecka w szopie, ucieczka i śmierć na krzyżu.

Tyle że historie kreślone przez Mariusza Wieteskę są pozbawione oślepiającego blasku świętości. Autor opowiada o ludziach, którzy byli wytworem czasów w jakich żyli. Obserwujemy ich wybory i rozterki, chwile radości i zwątpienia. Jest tu cały wachlarz uczuć, emocji, pragnień i żądz, bo jeśli wierzymy, że Maria, Józef i Jezus byli ludźmi, musieli być w swoim człowieczeństwie autentyczni, musieli grzeszyć i popełniać błędy.

Autor daje nam możliwość przyjrzenia się poszczególnym wydarzeniom z różnych perspektyw. Każda z postaci zupełnie inaczej odbiera te same zdarzenia.

Brak jednej prawdy, brak niepodważalności tego, co uznaliśmy za pewne i jedyne, może wywołać bunt.

Czy właśnie to było zamiarem autora? Czy dotykając nietykalnego chciał prowokować i szokować?

Być może.

Dla mnie szokujący był przede wszystkim realizm obrazów.

Czytając opowieść o gwałcie, czułam ból kobiety, odartej z kobiecości. Taki sam, bez względu na to, kim był sprawca i kim będzie owoc tego czynu.

Współdzieliłam niepokój Marii szukającej zagubionego w Jerozolimie syna, przyznając jej pełne prawo do złości i pretensji.

Cierpiałam wraz z matką, bezradnie przyglądająca się śmierci dziecka.

Buntowałam się, tak jak ona, tak jak robiłaby to każda inna matka.

„Urodziłam syna, który był dla mnie największa miłością. A ty, Boże, go zabiłeś. I chociaż on wierzył w Ciebie i oddał Ci serce, to nic się nie zmieniło!”.

To krzyk bólu kobiety , która traci dziecko, najnaturalniejszy, instynktowny.

A Maria Magdalena

„Jest Mesjaszem? Tak. Moim. Choć okazywał złość, pogardę, a nawet wybuchał gniewem, dawał miłość. Przy nim czułam się bezpieczna. On nie tylko słuchał i mówił „Rozumiem” On przede wszystkim kochał.”

Ta krzywdzona kobieta, która doświadczyła w życiu tak niewiele dobra, kochała człowieka, nie Boga.

Jestem pełna szacunku wobec jej podniesionej głowy, nieugiętych kolan i walki o własną godność i godność miliona kobiet. Wbrew wszystkiemu.

„Pewnego razu przyszedł do mnie…” to książka, którą odczuwa się wszelkimi zmysłami. Głębia słów, z jakich została stworzona, maluje trójwymiarowe obrazy. Można wielokrotnie do nich wracać, odnajdując za każdym razem coś, co wcześniej było niedostrzegalne.

Nie jest opowieścią o świętych figurach stojących w kościele, ale o ludziach, takich jak my sami, w których elementy dobra i zła równoważą się. To historia miłości do matki, dziecka, kobiety i mężczyzny, do ludzi. A taka miłość nie powinna nikogo obrażać, taka miłość nie jest kontrowersyjna.

Nie zniechęcajcie się minimalistyczną formą. Książka jest pełna, nie brakuje w niej ani jednego słowa.

Po prostu przeczytajcie.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.