Koszyk 0
Opis:
Laureat Nagrody Nobla J.M.G. Le Clézio snuje piękną opowieść o prawdziwej fascynacji Afryką, jej kulturą, wierzeniami; o powolnym roztapianiu się w afrykańskiej przyrodzie. Onitsza przywodzi na myśl takie dzieła, jak Jądro ciemności Josepha Conrada, filmy Wernera Herzoga czy Fortepian Jane Campion. Fintan Allen ma dwanaście lat, kiedy wraz z matką wsiada na statek odpływający do Afryki. Po wielu latach rozłąki Maou i Fintan mają spotkać się ze swoim mężem i ojcem. Fintan nie zna ani ojca ... ani Afryki. Maou marzy o sielskim kraju, jaki pamięta z opowieści ukochanego mężczyzny. Konfrontacja marzeń z rzeczywistością okazuje się bolesna. Ojciec jest obcym człowiekiem, mąż stał się daleki. Tajemniczy, złowrogi i niepojęty kontynent potęguje w nich poczucie osamotnienia, pustki. Pobyt w Onitszy będzie dla nich wielką lekcją, głębokim przeżyciem, pozwalającym im poznać samych siebie. fragment Fintan śledził błyskawice. Siedząc na werandzie, patrzył na niebo w kierunku rzeki, tam skąd nadciągała nawałnica. Każdego wieczoru było tak samo. O zachodzie słońca niebo ciemniało po zachodniej stronie, nad Asabą, nad wyspą Brokkedon. Z wysokości tarasu Fintan mógł obserwować całą rozlaną szeroko rzekę, ujścia wpadających doń Anam-bary i Omerunu, i wielką płaską wyspę Jersey zarośniętą trzciną i drzewami. Dalej w dół rzeka płynęła wolno ku południowi, tworząc ogromne jak morska odnoga zakole z niewyraźnymi plamami wysepek, które wyglądały jak unoszone prądem tratwy. Burza przetaczała się wokół. Na niebie błyskały krwawe ślady, rozdarcia. Zaraz potem czarna chmura pędziła w górę rzeki, gnając przed sobą lecące ibisy, jeszcze oświetlone słońcem. Dom Geoffroya leżał na wzgórzu, wysoko nad rzeką, nieco w górę jej biegu od miasta Onitszy, jakby w sercu olbrzymiego zlewiska wód. W tej chwili rozlegały się pierwsze grzmoty, ale jeszcze daleko w tyle, od strony wzgórz Ihni i Munszi, w lesie. Huk gromów wstrząsał ziemią. Było bardzo gorąco i duszno. Za pierwszym razem Maou przygarnęła Fintana do siebie, tak mocno, że poczuł tuż przy uchu bicie jej serca. – Boję się, licz razem ze mną, Fintanie, licz sekundy... – Wytłumaczyła, że dźwięk biegnie w ślad za światłem z szybkością trzystu trzydziestu trzech metrów na sekundę. – Licz, Fintanie, jeden, dwa, trzy, cztery, pięć... Przed „dziesięć” grom huczał pod ziemią, grzmiał w całym domu, trząsł podłogą pod stopami. – Trzy kilometry – mówił Fintan. Zaraz potem przecinały niebo inne błyski, ukazując wyraziście toń wielkiej rzeki, fale, wyspy, czarną linię palm. – Licz, jeden, dwa, nie, wolniej, trzy, cztery, pięć... Błyskawice mnożyły się, wytryskały spośród chmur, potem zaczynał padać deszcz, najpierw pojedyncze uderzenia o blaszany dach, niby toczące się rowkami kamyczki, potem hałas rósł, potężniał, stawał się przerażający. Fintan czuł, że serce bije mu szybciej. Osłonięty werandą patrzył na sunącą w górę rzeki ciemną zasłonę podobną do chmury, błyski wyładowań nie oświetlały już brzegów ani wysp. Wszystko znikło w topieli, wchłonięte przez wody nieba i wody rzeki, wszystko zatonęło. Fintan, znieruchomiały pod dachem werandy, nie mógł oderwać oczu. Przemókł cały, dygotał. Z trudem łapał oddech, jak gdyby chmura przenikała jego ciało, wypełniała płuca. Huk był wszędzie, nawet w głębiach nieba. Woda chlustała z blaszanego dachu potężnymi, pulsującymi jak krew strumieniami, płynęła po ziemi i rwała zboczem wzgórza ku rzece. Nie było już nic, tylko woda lejąca się, woda spływająca. Poprzez huk dały się słyszeć krzyki, które wyrwały Fintana z odrętwienia. W ogrodzie, na drodze, biegały dzieci, ich czarne ciała lśniły w świetle błyskawic. Wykrzykiwały imię deszczu: Ozoo! Ozoo!.... Dochodziły też inne głosy, z wnętrza domu. Elijah, kucharz, i Maou biegali z wiadrami po domu, łapiąc wodę. Blaszany dach wszędzie przeciekał. Pordzewiałe blachy werandy wyginały się pod ciężarem wody i deszcz o barwie krwi chlustał do pokojów. Na werandzie pojawił się Geoffroy, półnagi, mokry od stóp do głów, z siwiejącymi włosami zlepionymi w strąki na czole, z zaszłymi parą szkłami okularów. Fintan patrzył nań, nie rozumiejąc. – Chodź, nie siedź na dworze. Maou zabrała Fintana na tył domu, do kuchni, jedynego pomieszczenia, gdzie nie dostawała się woda. Miała puste spojrzenie. Jej ubranie też było przemoczone, wyglądała na wystraszoną. Fintan przyciskał ją do siebie. Dla niej liczył powoli, po każdym oślepiającym błysku, „jeden, dwa, trzy, cztery...”. W następnej chwili już przy „trzech” huk gromu zatrząsł ziemią i domem, zdawało się, że wszystko, co szklane, pryska w kawałki. Maou zasłoniła twarz rękami, wnętrzem dłoni przyciskała oczy. Potem nawałnica oddaliła się. Przetaczała się w górę rzeki, w kierunku wzgórz. Fintan powrócił na taras. Wyspy pojawiły się znowu, długie i niskie, podobne do przedpotopowych zwierząt. Noc ustąpiła, zapanowała szarość zmierzchu. Widać było wnętrze domu, pokazały się przestrzenie porosłe trawą, palmy, linia rzeki. Nagle zaczęło się robić upalnie, powietrze stało się nieruchome i duszne. Z nasiąkłej wodą ziemi unosiła się para. Grzmoty ucichły. Fintan słyszał głosy, krzyki dzieci, nawoływania: „Aua! Aua!”. Słyszał też w oddali, od strony miasta, szczekanie psów. Wraz z zapadnięciem nocy rozległ się wrzask ropuch. Maou wzdrygnęła się, słysząc, jak Geoffroy zapuszcza motor V 8. Krzyknął coś, jechał zobaczyć składy, deszcz zalał nabrzeżne magazyny. Dzieci oddaliły się od domu, słychać było jeszcze ich głosy, ale same były niewidoczne, skryte w ciemności. Fintan zszedł z tarasu i ruszył przez mokre trawy. Wyładowania były teraz daleko, co jakiś czas pojawiał się błysk ponad drzewami, ale nie było już słychać huku grzmotów. Stopy grzęzły w błocie. Fintan zdjął buty, zawiesił je sobie na szyi na sznurowadłach, jak dzikus. Szedł dalej w noc, przez wielki ogród. Maou leżała w hamaku, w dużej pustej sypialni. Trzęsła się z gorączki, oczy same jej się zamykały. Światło stojącej na stoliku lampy naftowej paliło jej powieki. Czuła się osamotniona. W jej wnętrzu była jakby pustka, której nie mogła zapełnić. A może powodowała to czerwonka, która wyniszczyła ją w dwa miesiące po przybyciu do Onitszy. Czuła straszliwą twardość, bolesne przenikanie. Wiedziała, co jest w jej wnętrzu, co ją przeszywa, i nic nie mogła uczynić. Zachowywała w myślach każdą chwilę po przyjeździe do Onitszy, zamieszkanie w wielkim pustym domu, gdzie były tylko te drewniane ściany i przykrywający dom blaszany dach, huczący przy każdej burzy. Hamaki, wąskie prycze osłonięte moskiterią, jak w dormitorium. Nade wszystko zaś to skrępowanie, ten mężczyzna, który stał się kimś obcym, obca była jego stwardniała twarz, szpakowate włosy, chude ciało i barwa skóry. Szczęścia, o którym śniła na pokładzie „Suraboloai”, nie było tutaj. I ten wzrok Fintana, kiedy patrzył na ojca, wzrok pełen nieufności i instynktownej nienawiści, i zimny gniew Geoffroya, za każdym razem, kiedy Fintan mu się przeciwstawiał. Teraz, wśród ciszy nocnej, która powróciła z wolna, zmąconej tylko cykaniem owadów i rechotaniem ropuch, Maou kołysała się w hamaku, spoglądając na światło lampy. Nuciła półgłosem po włosku dziecinną wyliczankę, powracającą wciąż melodię. Przerwała, odjęła dłonie od twarzy, odezwała się raz tylko, nie podnosząc głosu: – Fintanie? Słyszała echo swojego głosu w pustym domu. Geoffroy był na Wharfie, Elijah poszedł do domu. Ale Fintan? Nie miała odwagi zejść z hamaka, pójść do pokoiku na końcu korytarza, żeby ujrzeć pusty hamak zawieszony pośrodku na przymocowanych do ścian pierścieniach. I okno z okiennicą otwartą na czerń nocy. Przypominała sobie, jak wielkie nadzieje wiązała z tym nowym życiem, z Onitszą, z tym nieznanym światem, gdzie nic nie miało być podobne do tego, co przeżyła, ani rzeczy, ani ludzie, ani zapachy, ani nawet kolor nieba i smak wody. (...) Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Jean-Marie G. Le Clezio
  • 2008
  • 1
  • 224
  • 201
  • 128
  • Bibl.Babel
  • 978-83-06-03195-9
  • 9788306031959
  • W5140

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena