Koszyk 0

Natura ludzka jest bardziej okrutna niż bezlitosna afrykańska dżungla

Kolejna książka bestsellerowego autora. Wrocław 1914. Maria – „narzeczona” Eberharda Mocka – co noc w swoim mieszkaniu słyszy potępieńcze jęki i płacz dzieci. Ebi myśli, że kobieta traci rozum, ale niebawem odkrywa szokującą prawdę, którą kryją piwnice nieczynnego dworca. Wkracza w sam środek piekła, choć nie wie jeszcze, że jego przeciwnik – Gad – ma potężnych mocodawców, którzy nie cofną się przed niczym. Mock staje przed dramatycznym wyborem: ocalić matkę Marii czy niewinne dziecko? By ukarać bezlitosnych zbrodniarzy narazi się na śmierć w męczarniach, a pogoń za złoczyńcą zaprowadzi go na granicę człowieczeństwa. Przekona się, że natura ludzka jest bardziej okrutna niż bezlitosna afrykańska dżungla.

Marek Krajewski - autor szesnastu bestsellerowych powieści kryminalnych, filolog klasyczny. Laureat prestiżowych nagród literackich i kulturalnych. Miłośnik filozofii stoickiej, pilny czytelnik Marka Aureliusza.

Fragment książki
Wrocław,
niedziela 4 stycznia 1914 roku, godzina ósma wieczór

Mock zdecydowanie oznajmił swój zamiar sprzedawcy jabłek, ale wraz z coraz mniejszą odległością, jaka go dzieliła od domu Marii, malała też jego determinacja. Postanowił pokrzepić się przed tym ważnym życiowym wydarzeniem w restauracji hotelu Złoty Orzeł na rogu Grünstrasse1 i Flurstrasse. Usiadł tam przy piecu i wypił trzy kieliszki wódki pod gorący serdelek o przyjemnie trzeszczącej skórce i pod dużą porcję sałatki ziemniaczanej, dobrze doprawionej octem. Ciepło zewnętrzne, od pieca, i wewnętrzne, od alkoholu, jeszcze bardziej osłabiły jego wolę. Nie był już pewien, czy decyzja, którą zakomunikował staremu Żydowi, jest słuszna. Aby na chwilę się wyłączyć, aby opóźnić bieg zdarzeń, sięgnął po „Berliner ­Courier” i zagłębił się w artykule o lekarzu Robercie Kochu. Niewiele mu dało to zwlekanie. Lektura była działaniem zastępczym i nieskutecznym. Odłożył gazetę i zabębnił palcami po blacie. Wątpliwości w jego głowie mnożyły się jak prątki gruźlicy w cytoplazmie. Apatię i zniechęcenie rozwiała jakaś panna lekkich obyczajów, która zagadnęła go: „Pan taki samotny z tymi kwiatami...”. Odpowiedział jej uprzejmie, że to samotność tymczasowa, zapłacił przy barze i wyszedł z knajpy.

Po chwili stał przed nieczynnym już Dworcem Kolei Górnośląskiej na Flurstrasse, w którym – po przejęciu jego funkcji przez Dworzec Główny – mieściły się jakieś warsztaty oraz dwa mieszkania dla emerytowanych pracowników kolei. Jedno z nich zajmowała Maria Kayser ze swą matką. Dziewczyna wróciła tu niedawno. Wcześniej przez rok przebywała w Lubaniu, gdzie była na stażu w znanej fabryce tekstylnej Merfeld & Söhne.
Mock minął budynek dworca i wszedł na schodki prowadzące do dużego trzypokojowego mieszkania, w którym pokój i kuchnię, położone od frontu, zajmowała wraz córką Bertha Kayser, wdowa po konduktorze, zaś dwa pozostałe pokoje zagracał kolejnymi śmietnikowymi znaleziskami samotnie mieszkający pan Paul Weigert, emerytowany zawiadowca jakiejś podmiejskiej stacji.

Mock nacisnął guzik dzwonka. Raz. Drugi. Trzeci. Drzwi otworzył mu Weigert i zrobił zapraszający ruch ręką, po czym zatoczył się od ściany do ściany i wpadł z powrotem do jednego ze swoich dwóch pokojów, których okna wychodziły na tyły dworca. Mocka to nie zdziwiło, bo wiedział doskonale, że sąsiad Marii poświęca się wyłącznie dwóch pasjom. W miesiącach ciepłych łowi ryby w Oławie i wypija dziennie po dziesięć kipusiów, jak nazywał pieszczotliwe wyrób browaru Carla Kipkego, natomiast w miesiącach zimnych wykonuje tylko tę ostatnią czynność.

Mocka zdziwiło natomiast to, że Marii nie ma w domu, bo przecież gdyby była, to otworzyłaby mu drzwi ona sama. „No ładnie – pomyślał. – Gdzie to się wychodzi po nocy, zamiast na mnie czekać? Przecież byliśmy umówieni!” Zapukał do drzwi kuchennych, nacisnął lekko klamkę i zaraz się mocno zganił za swój egocentryzm.

Maria siedziała przy stole ze swą matką i płakała. Staruszka była w wyraźnie bojowym nastroju. Waliła pięścią w stół i krzyczała tak głośno, jak to zwykle czynią ludzie głusi.
– Tu się wprowadziłam z twoim ojcem, świeć Panie nad jego duszą, i z twoimi dwoma braćmi, świeć Panie nad ich duszami, trzydzieści siedem, powtarzam, trzydzieści siedem lat temu i tutaj chcę umrzeć! Nigdzie się stąd nie wyprowadzę, słyszysz, ty wyrodna córko?! Byli tu wczoraj u mnie banpolicaje2, wiesz? Mówili, że przyszli sprawdzić, bo była skarga od ciebie! Na hałasy nocne! Chodzisz do nich i wygadujesz jakieś bzdury! Bo co? Bo chcesz, bym opuściła to mieszkanie, abyś ty mogła wyścielić tu sobie gniazdko ze swoim kochankiem, co?

Zauważywszy rzeczonego kochanka, staruszka przytknęła do ust pomarszczoną dłoń, powyginaną artretyzmem, a oczy o mało jej nie wyszły z orbit. Maria spojrzała na mężczyznę ze zrezygnowaniem i przetarła załzawione oczy.

W duszy Mocka walczyły ze sobą dwie przeciwstawne emocje – współczucie dla Marii, którą chciał przytulić i pocieszyć, oraz niechęć do jej matki. To pierwsze wywoływało ciepłą falę czułości i chęć podtrzymania nagłej decyzji o oświadczynach, to drugie zaś – pragnienie natychmiastowej ucieczki i zapomnienia o małżeństwie, nad którym zawisłby złowrogi cień takiej teściowej.

Ta psychomachia szybko się skończyła za sprawą Marii. Dziewczyna wstała, chwyciła Mocka za rękę i pociągnęła go za sobą przez korytarz do pokoju. Zatrzasnęła drzwi i rzuciła mu się w ramiona. Poczuł przypływ czułości i zaczął ją całować po rozognionych policzkach. Zawsze kiedy jakaś kobieta płakała, ogarniało go pożądanie – był to chyba jakiś pierwotny instynkt. Niewiasta płacząca czy skrzywdzona wydawała mu się po prostu kruchą istotą, którą należy chronić, czyli objąć. A objęcie to już fizyczna bliskość, a z bliskości kobiecego ciała rodziło się u niego to, co się zrodzić musiało u każdego zdrowego młodego mężczyzny.

Niewiele myśląc, rzucił bukiet na stolik i zaczął podciągać jej sukienkę. Maria odepchnęła go i uskoczyła pod ścianę. Oparła się o nią, pochyliła głowę, jakby chciała nią zaatakować swojego kochanka.

– Ty tylko o jednym myślisz! – krzyknęła. – Jak ty mnie traktujesz!? Nie jak człowieka, który przed chwilą płakał, smucił się, ale jak swoją zabawkę, która ci robi dobrze!
Mock sięgnął po róże i uśmiechnął się krzywo.
– Nie krzycz, kochanie – mruczał pojednawczo, stojąc z kwiatami jak uczeń na szkolnej akademii – bo wszyscy usłyszą... Przepraszam... Tam mnie jakoś wzięło... Zobacz, kwiaty mam dla ciebie.
Do Marii wypowiedź Mocka dotarła najwyraźniej połowicznie.
– Nikt nie usłyszy! Nikt tu niczego nie słyszy! Matka głucha jak pień, a ten pijak – wskazała palcem na drzwi – to tylko swoje majaczenia słyszy!
Usiadła w fotelu koło klatki z kanarkiem, łokcie oparła na kolanach, a twarz schowała w dłonie. Tą pogodną, wesołą dziewczyną targał teraz niepohamowany szloch. Mock zaczął liczyć tygodnie i nagle zrozumiał. Tak, jest w ciąży, stąd takie rozregulowanie nastrojów. Ostatni raz, kiedy się z nią kochał w swojej kawalerce na poddaszu, nie miał tego, co zajmowało zwykle swe stałe miejsce w jego portfelu. Zaryzykował. I stało się.
Pogrążony w niewesołych myślach, stał pod ścianą z kwiatami i nawet nie zauważył, że Maria już nie płacze, stoi przed nim i zaciska swe smukłe palce na bukiecie.
– No, może byś tak puścił te kwiaty! – powiedziała spokojnym tonem. – Chyba że zmieniłeś zdanie i już mi ich nie dasz...

Mock wręczył jej kwiaty, pocałował ją w policzek i ciężko usiadł na drugim fotelu. Pomiędzy nimi był stolik, a na nim klatka z kanarkiem, za nimi wisiał haftowany kilim przedstawiający parę pastuszków. Dwa łóżka i potężna szafa z szufladami dopełniały niewyszukanego umeblowania pokoju. Mock patrzył na te skromne, tanie sprzęty – odkurzone i błyszczące – na wypastowaną podłogę, na obrus własnoręcznie zrobiony przez Marię na szydełku. Wszystko mówiło mu, że jest to dziewczyna zaradna i gospodarna, ale coś mu odradzało: „Rzuć to wszystko, chłopie, uciekaj jak najdalej stąd od tej płaczliwej narzeczonej i od wściekłej baby, która będzie twoją teściową...”. Pojawiała się też w jego myślach opinia przeciwna, podkreślająca, że Maria płacze po raz pierwszy od czasu, kiedy się poznali, i określenie „płaczliwa” nie jest odpowiednie.
– To wszystko przez duchy, Ebi. One są wszystkiemu winne – powiedziała Maria bardzo poważnie. – One mnie zadręczą... Wciąż mnie budzą po nocach... Cienkie dziecięce głosiki, płacz niemowląt... Mówię matce: „Zmieńmy mieszkanie, mamo!”, a ona na to: „Nie! Tu chcę umrzeć, w tym pokoju, gdzie ciebie urodziłam!”.

Mock też słyszał teraz głos. Jego wewnętrzny doradca mówił coraz donioślej: „Zobacz, ta kobieta jest chora psychicznie. Słyszy jakieś głosy zza ścian. Ciągle ci o tym mówi, i na dodatek jest w ciąży. Chcesz wychowywać nienormalne dziecko?”.

Sięgnął do papierowej torebki z jabłkami i wyjął dwa owoce. Przetarł je swoim szalikiem – tak dokładnie, że ich skórka zabłyszczała. Jeden dał Marii. Chciał odwrócić jej uwagę od bredni o głosach zza ściany. Wzięła. Trzeszczenie skórki pod ich zębami rozległo się w tym samym czasie. Smak jabłka przypomniał mu o starym sprzedawcy i o myśli, jaka mu się nasunęła.
– Życie nie polega na przyjemności, ale na podejmowaniu decyzji – powiedział w zamyśleniu. – Jeśli decyzja jest racjonalna, to droga, którą pójdziesz, jest dobra, choćby biegła przez bagna...
– O czym ty mówisz? – Maria ze zdziwienia otworzyła usta tak szeroko, że widać w nich było kęs jabłka. – Ja ci mówię o duchach, a ty tu... O życiu, o bagnie...

Myśl o starym Żydzie obudziła w Mocku zimną logikę i wyciszyła całkiem głos złego doradcy. Gdyby Maria była obłąkana, to jej szaleństwo objawiłoby się również na innych polach. Tymczasem rzekomy obłęd wiązał się wyłącznie z hałasami za ścianą. To był ważny wniosek. „Maria jest zdrowa psychicznie – myślał. – A hałasy? Jak wyjaśnić te cholerne hałasy?”

O tym, że od niespełna roku w jej domu straszy, Eberhard słyszał już u zarania ich znajomości. Na samym początku niewyjaśnione zdarzenia nie zatruwały bardzo jej życia. Raz czy dwa w nocy rozlegało się kilka tajemniczych kobiecych albo dziecięcych okrzyków, po czym do rana panowała już cisza. Teraz jego kochankę znacznie częściej budziły jęki i płacze – tak żałosne i przenikliwe, jakby kogoś bezlitośnie maltretowano. Do tego dochodziły przekleństwa i jakby klątwy rzucane pijanymi męskimi głosami. Czasami to wszystko słychać było w ciągu dnia – głównie rano. Mock dziewczynie nie bardzo chciał wierzyć, bo ani matka, ani pan Weigert nie potrafili uwiarygodnić jej spostrzeżeń. Najpierw składał to na karb kobiecej histerii i nie zaspokojonych potrzeb cielesnych – idąc za skandalizującymi i modnymi poglądami nowej gwiazdy austriackiej medycyny i neurologii, niejakiego Sigmunda Freuda. Kiedy jednak owe potrzeby zaspokajał – i to ponad miarę – a ona wciąż mówiła o duchach wyjących za ścianą, to wyjaśnienie Freudowskie upadło.

Kiedyś, pewnej ciemnej nocy, obudziło Marię warczenie i skowyt jakiegoś dzikiego zwierzęcia. Udręczona dziewczyna wyjaśniła to sobie – i swojemu kochankowi – w zabobonny sposób. „W piwnicach Dworca Górnośląskiego były kiedyś jakieś magazyny – tak to tłumaczyła Ebiemu, kiedy wracali pociągiem z owej wycieczki, na której się wzajemnie poznali w sensie biblijnym. – A potem, kiedy zbudowali nowy dworzec, to one stały puste. I tam, ponoć, tak słyszałam, wprowadziła się pewna Cyganka, felczerka i czarownica. Wiesz, ona spędzała płody... I to te dzieci, te embriony tak płaczą i jęczą”. Kiedy Mock – myślący o minionej upojnej nocy – pominął w myślach to tłumaczenie, Maria dodała: „A to warczące zwierzę to był sam Szatan”. Eberhardowi przyszło wtedy po raz pierwszy do głowy przypuszczenie, że Maria jest chora psychicznie. Mimo to wykazał dobrą wolę. Kilkakrotnie chciał potwierdzić lub obalić spostrzeżenia

dziewczyny. Ze względu jednak na jej matkę było to niemożliwe. Staruszka miała bardzo wyśrubowane poczucie przyzwoitości. „Nigdy! Co na to ludzie powiedzą!?” – krzyknęła, kiedy Maria nieśmiało ją poprosiła o to, by Ebi mógł przenocować u nich na kozetce w kuchni. Córka wiedziała, że jej opór nie ma nic wspólnego ze społecznym potępieniem, bo całe społeczeństwo, które mogłoby coś na ten temat powiedzieć, składało się z pana Weigerta, notorycznego pijaka, który dbał o to tylko, by mieć stały zapas kipusiów ze Złotego Orła. Przestała zatem matkę prosić o zrozumienie, a kochanka o jakąkolwiek interwencję. Aż do dzisiaj.
– Zrób coś z tym, Ebi, błagam cię – szeptała teraz oddzielona od niego klatką z kanarkiem, który ćwierkał wniebogłosy. – Nie mogę tu mieszkać, bo tutaj są duchy. Nie mogę nie mieszkać, nie mogę się wyprowadzić, bo matka beze mnie zginie. W swym starczym roztargnieniu gdzieś wyjdzie, nie wróci, tramwaj ją potrąci, będę ją miała na sumieniu!
Mock rozglądał się bezradnie dokoła. Ręce mu opadły wzdłuż tułowia, wzrok utkwił teraz w pastuszku, jakby u niego szukał pomocy. Dziewczyna wstała, podeszła do Eberharda i ukucnęła przed nim. Jej głos był bardzo spokojny, a oczy ciemne od gniewu.
– Potrafię sobie znaleźć mężczyznę, który o mnie zadba. Ty nie jesteś tym mężczyzną – syknęła, po czym wstała, wyjęła kwiaty z wazonu i z całej siły walnęła nimi Mocka po głowie.

Eberhard wstał zdumiony i zdmuchnął z całej siły płatek róży, który zsuwał mu się po policzku. Sięgnął po melonik, zdjął z włosów jeszcze kilka płatków, po czym włożył go na głowę. I wtedy poczuł ból na policzku. Kolce róży. Przesunął dłonią po swojej twarzy. Palce były lekko umazane krwią. Co gorsza, jakaś jej kropla spłynęła mu na śnieżnobiały mankiet koszuli. Zadrżał z furii.
Podszedł do Marii i wysunął szczękę – jak zwierzę gotowe do ataku. Dziewczyna się nie cofnęła. Stała i wpatrywała się w niego. Hardo i wyzywająco.
– Jeszcze raz to zrobisz – powiedział Mock – to ci przywalę.
Odwrócił się i wyszedł z pokoju. Maria wypadła za nim i wrzasnęła:
– Nawet tu nie wracaj! Nigdy!
– Wrócę – odparł. – Ale najpierw znajdę tego Szatana, który na ciebie tak warczy po nocach.

Opublikowano dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.

Idealna 1 Idealna Magda Stachula
31,06 34,90
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Piąty beatles 1 Piąty beatles Mariusz Czubaj
29,27 34,99
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Wampir 1 Wampir Wojciech Chmielarz
31,06 34,90
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Czytanie z kości 1 Czytanie z kości Jakub Szamałek
29,20 34,90
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Złodziej dusz 1 Złodziej dusz Graham Masterton
22,84 27,30
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Doktor Jekyll i pan Hyde 1 Doktor Jekyll i pan Hyde Robert Louis Stevenson
9,84 11,90
Rabat 17% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Za progiem grobu 1 Za progiem grobu Andrzej Ziemiański
33,38 39,90
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Władcy ciemności 1 Władcy ciemności Frank E. Peretti
31,79 38,00
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Czarny Wygon. Bisy 1 Czarny Wygon. Bisy Stefan Darda
29,28 32,90
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Tracę ciepło 1 Tracę ciepło Łukasz Orbitowski
42,66 44,90
Rabat 5% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Karaluchy (CD) 1 Karaluchy (CD) Jo Nesbo
40,81 49,90
Rabat 18% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Święto świateł Wyprzedaż 1 Święto świateł Krzysztof Kotowski
23,80 34,00
Rabat 30% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Bez pożegnania 1 Bez pożegnania Harlan Coben
30,71 34,50
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Wieża milczenia 1 Wieża milczenia Remigiusz Mróz
26,69 29,99
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Millennium. Tom 5. Mężczyzna, który gonił swój cień 1 Millennium. Tom 5. Mężczyzna, który gonił swój cień David Lagercrantz
29,99 39,99
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Oskarżenie 1 Oskarżenie Remigiusz Mróz
29,93 39,90
Rabat 25% Przedsprzedaż, Premiera 27.09.2017 r.  
Niespokojni zmarli Polecamy 1 Niespokojni zmarli Simon Beckett
29,99 39,99
Rabat 25% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
13 powodów 1 13 powodów Jay Asher
31,95 35,90
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Co nas nie zabije 1 Co nas nie zabije David Lagercrantz
35,59 39,99
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
I nie było już nikogo 1 I nie było już nikogo Agatha Christie
18,68 24,90
Rabat 25% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Prom 1 Prom Ove Logmansbo
31,15 35,00
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Czarne narcyzy 1 Czarne narcyzy Katarzyna Puzyńska
28,50 38,00
Rabat 25% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Miraż 1 Miraż Jack Du Brul Clive Cussler
7,49 9,99
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Mock 1 Mock Marek Krajewski
32,84 36,90
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Prokurator Polecamy 1 Prokurator Paulina Świst
26,18 34,90
Rabat 25% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Inwigilacja 1 Inwigilacja Remigiusz Mróz
29,93 39,90
Rabat 25% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Pogromca lwów 1 Pogromca lwów Camilla Lackberg
26,24 34,99
Rabat 25% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni