Koszyk 0
Opis:
19 listopada 1942 roku. Na rynku w Drohobyczu zostaje zastrzelony Bruno Schulz.  Kilka lat później Sklepy cynamonowe i Sanatorium pod Klepsydrą zdobywają status arcydzieł i rozpoczynają wędrówkę do kanonu światowej literatury. Legenda genialnego artysty zaczyna żyć własnym życiem. Pośmiertnym sukcesom Schulza z pewnego oddalenia przygląda się tajemnicza kobieta… To Juna ... znana czytelnikom z dedykacji do Sanatorium pod Klepsydrą. Agata Tuszyńska w swojej najnowszej książce proponuje niezwykłą literacką opowieść, w której mieszają się dramatyczne wątki miłości i wojny. Pisarkę zainspirowała tym razem postać Juny, Józefiny Szelińskiej, jedynej kobiety, której Bruno Schulz zaproponował małżeństwo. „Józefina Szelińska, Juna, w latach 1933-1937 była narzeczoną Brunona Schulza genialnego pisarza, malarza, autora Sklepów cynamonowych i Sanatorium pod Klepsydrą. Ukrywała to przez niemal pół wieku. W powojennych ankietach podawała stan cywilny: samotna. Wszystko inne jest grą pamięci i wyobraźni”. (fragment książki) Miłość, sztuka, wojna i śmierć. Drohobycz, Warszawa, Gdańsk. Zasłyszane opowieści i nieliczne ślady, na podstawie których Agata Tuszyńska opisuje możliwe dzieje związku dwóch wybitnych osobowości. Dlaczego Schulz nigdy się nie ożenił? Dlaczego to on podpisał się pod polskim tłumaczeniem Procesu Kafki, choć przekładu dokonała Szelińska? Z jakich powodów Juna nie ułożyła sobie życia z innym mężczyzną? Jaki los spotkał Mesjasza, zaginiony rękopis ostatniej powieści Schulza? Piękna opowieść o miłości, stracie i sztuce, która po raz kolejny okazała się potężniejsza niż śmierć. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Agata Tuszyńska
  • 2015
  • 1
  • 324
  • 216
  • 156
  • *, 9788308-05433-8
  • 9788308054338
  • ZCRIU

Recenzje czytelników

WIELKA LITERATURA !

Ocena:
Autor:
Data:
Przez kilkanaście stron powieści „Narzeczona Schulza” Agaty Tuszyńskiej delektowałam się czytając.
Dzieje związku pomiędzy autorem „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą” a młodszą od niego o kilkanaście lat Józefiną Szelińską zwaną Juną to ciekawa i napisana pięknym językiem historia.
Agata Tuszyńska mówi na temat bohaterki swojej najnowszej książki […]Czasami granice zmyślenia i rzeczywistości zacierają się, a faktom „urastają skrzydła”[…]. Co jest prawdą a co fikcją literacką ... żeby stwierdzić trzeba by sięgnąć do źródeł z których korzystała autorka.
„Narzeczona Schulza" nie jest biografią Szelińskiej ani też Schulza. Jest opowieścią o miłości , sztuce, wojnie i śmierci.
Z książki wynika, że to Juna była tą, która kochała bez granic przez całe swoje życie. Choć była jedyną kobietą której Bruno zaproponował małżeństwo. On wiecznie niezdecydowany, otoczony wianuszkiem kobiet, przyjaciółek, które nawet po jego śmierci budziły w Junie zazdrość.
Pomimo ogromnego uczucia jakim darzyła Juna Bruna w pewnym momencie zdała sobie sprawę, że ich związek nie ma szans ze względu na brak zdecydowania ukochanego. Świadomie zerwała z nim kontakty.
Wybuchła wojna. Od tego momentu już nie sposób delektować się książką.
Czytając o życiu Bruna Schulza w Drohobyczu najpierw pod okupacją radziecką, a następnie hitlerowską targały mną różnorakie uczucia.
„Pracował w auli szkolnej na podłodze. Ręce mdlały, w karku łupało, ale towarzysz Stalin był jak żywy. Tyran i przyjaciel dzieci.”
[…]Żył tylko dlatego, że malował. Malował, więc żył.[…]Więc maluj Żydzie, maluj. Wszystko, co ci każą.[…]
Juna w Warszawie, Bruno w Drohobyczu. W obliczu śmiertelnego zagrożenia napisał właśnie do niej
„Co robić? Juna, co robić? „
Ta niedoszła żona robi wszystko, żeby umożliwić ukochanemu ucieczkę przed oprawcami. „Nie da się zamknąć, zaryglować przed oprawcami. Dopadną cię, jeśli będziesz czekał. Uciekaj. Przegrałeś proces, wyrok zapadł. Nie pozwól im go wykonać”
„Niespodziewana strzelanina zaskoczyła Bruna na środku ulicy.”
„Zabiłem dzisiaj twojego Żyda”

„To były lalki, ale jakie! Na gumowych szubieniczkach dyndały kukiełki. Białe opaski z gwiazdą Dawida na rękach, krogulcze nosy, czarne chałaty i brody. Podobni płonęli kilka kilometrów stąd…
Sprzedawca potrząsnął lalkami, szyje plątały się w gumowych pętlach. – Kup pani Żydka! Tanio policzę!”

Nie ma mowy o jakimkolwiek delektowaniu .Emocje, emocje czytającego sięgają zenitu.
„Narzeczona Schulza” Agaty Tuszyńskiej to powieść, nie literatura faktu. Może dlatego czyta się wspaniale. WIELKA LITERATURA ! GORĄCO POLECAM!
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Smutna miłość

Ocena:
Autor:
Data:
Lubię brzydotę. Lubię rzeczy, które nie wpasowują się w kanon piękna, czasem odrzucają, nie są dla każdego i trzeba być szczególnie skrzywionym wrażliwcem, by dostrzec w nich coś pięknego. Dla każdego z osobna będzie to oznaczać coś innego. Ja nigdy nie lubiłam perfekcjonizmu. I z tego właśnie powodu moim ulubionym opowiadaniem ze „Sklepów cynamonowych” jest „Ulica krokodyli”. To przestrzeń sztuczna, niemalże papierowa, gdzie każdy przechodzień jest w pewien sposób ułomny, wybrakowany ... pozbawiony czegoś w widoczny na pierwszy rzut oka sposób. To brzydkie miejsce z brzydkimi ludźmi. Z dziwolągami. Z tanimi substytutami elementów prawdziwych. Bo kiedy przeczytałam parę pierwszych stron „Sklepów cynamonowych”, zakochałam się z miejsca. Wiedziałam, że to miłość niekrótkotrwała. Więc przeczytałam zbiór jeszcze raz. A jakiś czas później, jeszcze raz. Do poduszki. Słowa wydawały się być tak piękne, że aż nieprawdziwe, by poustawiać je w tak fascynujących zestawieniach. Słyszałam, że zbyt wyuzdane, o pokrętnej seksualności i ze zbyt długimi zdaniami, które budowały nieskończone akapity szaleństwa. A ja po cichu kochałam Schulza, bo tak pięknie przecież pisał.

Józefina Szelińska, Juna, muza Wielkiego Artysty. Poznali się w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Ona, dostojna, postawna, smukła i powściągliwa. On, nieco nieudolny, niski, przypominający gnoma, jak sam mówił, pokraczny i przeciętnie urodziwy. Chciał ją malować. Natchnięty osobą Juny, postanowił związać z nią parę lat swojego życia. Dzieliło ich naście lat, i dużo, i mało. On, gonił niedoścignione ideały, zachwycał się pięknem kobiet i pił z Witkacym. Ona, zapatrzona w swojego małego mężczyznę, czerpała garściami z absurdalnego szczęścia jakie ją spotkało, życie u boku tak wyjątkowej osoby było aż nierealne. Na pierwszy rzut oka nie pasowali do siebie. On dzięki niej pobudzał zmysły. Ona, młoda i niedoświadczona, czuła, że to cenna lekcja u boku dojrzałego mężczyzny. Lecz latami ukrywała się i opisywała stan cywilny jako: samotna. O Schulzu powiedziano już wiele. Kto Schulza kocha, ma własne wyobrażenie, własnego artystę i własną interpretację jego dzieł. O Józefinie Szelińskiej się nie mówi i nie mówiło. To był jej własny wybór. Dziś Agata Tuszyńska ożywia kobietę widmo i tworzy scenariusz, który mógłby mieć miejsce. Mógłby, lecz nie musiałby.

Co wiemy o Junie? Strzępki informacji i zachowane listy pozwalają nam dowiedzieć się o niej, że uczyła języka polskiego w drohobyckiej szkole, była przechrzczoną Żydówką, narzeczoną Brunona Schulza oraz, na temat czego było wiele kontrowersji, autorką przekładu „Procesu” Franza Kafki. Była kobietą inteligentną, możliwe, że w porównaniu do partnera nieco władczą i poważną. W oczach Schulza jawiła się jako antylopa, tak o niej mówił. Co pociągało ją w związku z mężczyzną tak osobliwym, tak namiętnym, jednak niestałym w uczuciach i tak niepewnym? Juna była tą, do której Bruno wracał. Która jednak kobieta chciałaby być jedną z wielu? Schulz skupiał w narzeczonej wszystkie i te pierwotne, i te wynaturzone, które opisywał w „Sklepach cynamonowych”, fantazje popychające go do dalszego działania. Jak sam pisał, bez niej nie dałby rady. Bo to ona załatwiała sprawy w urzędzie, zakupy, przygotowywała obiad i dbała o wszystkie przyziemne sprawy, które jemu jakoś zdołały ulecieć z pamięci. To ona uczestniczyła w procesie twórczym wielkiego artysty, wszystkich wzlotach i upadkach, to ona była ramionami, których potrzebował w chwilach zwątpienia, ale i ona była pierwszą, którą odsuwał, gdy nadchodziła wena. Była naocznym świadkiem historii, legendy Brunona Schulza, drohobyckiego nauczyciela rysunku. Józefina Szelińska, kobieta, która choć ważna, nigdy nie najważniejsza…

Agata Tuszyńska balansuje na granicy ryzyka. Bo o Junie nie wiadomo wiele, nawet w listach utrzymywała dystans, skąd tym bardziej mamy wiedzieć, co się działo w jej głowie? Autorka tworzy monolog femme fatale. Wytworzona przez nią osobowość to często walka dwóch charakterów. Zafascynowanej artystą dziewczyny, która za ukochanym mężczyzną poszłaby i na koniec świata, podczas gdy ten mógłby nawet na nią nie spojrzeć oraz pensjonarki, która niczym w klatce żyje u boku niedojrzałego wariata. Dwie Juny przeplatają się, tworzą sprzeczność myśli i uczuć, impas. Ona była jednak świadoma wszystkiego, przeczytała listy. Zofia Nałkowska, Roma Halpern, Debora Vogel oraz inne znane i nieznane, na jedną noc czy na dwie, uczennice, przypadkowe kobiety i prostytutki… Bruno Schulz był wyjątkowy i każdy, kto go spotkał momentalnie o tym wiedział. Wiedziała też Juna. Dlatego też chyba godziła się na samotne życie tylko dla paru tych dni, godzin czy minut, kiedy poświęcał jej swoją uwagę Bruno. Jej Bruno.

Nie znamy faktów. Strzępki informacji i tak dzielimy na czworo. Agata Tuszyńska pisze, że każdy czytelnik Schulza ma swoje własne wyobrażenie o nim. Każdy ma swojego Bruno. „Narzeczona Schulza” to opowieść o Brunie Juny. Czuły i zdystansowany, bliski i odległy, Bruno wielu sprzeczności. Nie wiemy czy Józefina Szelińska kochała Bruna, nie wiemy jak zmarła, nie wiemy czy w ogóle żyła. To gra wyobraźni – to słowem wstępu powieści. Juna napisana przez Tuszyńską to bardzo smutna kobieta. Bardzo samotna i bardzo zakochana. A może jedynie zafascynowana? I ja mam sentyment do wariatów tej epoki… Lecz śmiem twierdzić, że jak niezwykłymi osobowościami byli, tak mężczyznami niegodnymi zaufania. Poszukiwaczami niezdolnymi do miłości. Bo w ich życiu wszystko było zmienne. I emocje, i miłostki, i miejsce zamieszkania, i muzy, i stan materialny. Przyziemne życie nie było ich warte, jak możliwe, że myśleli. Autorka wysnuła piękną historię smutnej miłości i ubrała je w schulzowe słowa. Dla zagorzałych czytelników może być to i profanacja, dla niektórych porywająca podróż do przedwojennej Warszawy wraz z Juną, a dla jeszcze innych początek fascynacji nieludzkim Bruno. Do „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod klepsydrą” jeszcze wrócę, do „Narzeczonej Schulza” uśmiechnę się od czasu do czasu, a przypominając sobie Junę Agaty Tuszyńskiej, obiecam sobie nigdy nie zakochać się w artyście.

[jasubiektywnie.blogspot.com]
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.