Koszyk 0

Można powiedzieć, że piszę „ku pokrzepieniu serc” – rozmowa z Aleksandrą Tyl

Aleksandra Tyl. Autorka powieści obyczajowych (Magiczne lato, Aleja bzów, „Szczęście pachnie bzem”, „Miłość wyczytana z nut”). Optymistka i romantyczka. Odkąd skończyła trzydzieści lat jej licznik czasu się popsuł i nie zamierza go naprawiać. Relaksuje się malując akrylami na płótnie. Lubi kuchnię włoską, czerwone wino i hiszpańską muzykę. Uzależniona od czekolady. Fascynują ją ludzie, różnorodność charakterów i temperamentów. Uważa, że każdy jest osobnym wszechświatem, a tym co potrafi je trwale złączyć jest miłość. Każdy człowiek jest osobnym wszechświatem, bo przecież za każdym z nas stoi jakaś historia. Zachowajmy odrębność, ale też nauczmy się współpracować z poszanowaniem tej odrębności. Życie od razu stanie się wtedy prostsze i piękniejsze.

Od kiedy wiedziała pani, że chce pisać?

Myślę, że każda pasja rodzi się w dzieciństwie. U mnie, prawdopodobnie jak u większości autorów, zaczęło się od czytania. Czytałam dużo książek, różnorodnych gatunkowo i tematycznie. Potem, w szkole średniej, zaczęłam sama pisać. Głównie dla siebie i znajomych. Ale na tyle intensywnie, że rodzice podarowali mi maszynę do pisania. Pamiętam, że niemal się z nią nie rozstawałam. To był ten pierwszy impuls. Drugim była nauczycielka polskiego, która zauważywszy, że mam łatwość pisania, zachęcała mnie do eksperymentowania z różnymi formami literackimi i wspólnie omawiałyśmy to, co stworzyłam.

Podczas studiów kontynuowałam pisanie na zasadzie hobby, publikując w gazetkach studenckich. I tym sposobem doszłam do momentu, kiedy w sposób naturalny zaczęłam pisać więcej, a zarazem dłuższe formy, aż w końcu dojrzałam do powieści. Nie musiałam przekonywać ani siebie, ani innych, czy warto. Tak się po prostu stało. Myślę, że jeśli idziemy drogą zgodną z potencjałem który w nas drzemie, a przy tym pchani pasją i wspierani naturalnym talentem, to nie jest trudno. I nie mówię tu tylko o pisarstwie, ale o każdym innym zajęciu. Bo w każdym z nas drzemie jakiś talent, tylko trzeba go odkryć i rozwijać.

Pisze pani bardziej dla siebie czy dla innych?

Piszę głównie dla kobiet i o kobietach – ponieważ ta tematyka jest mi najbliższa. Tworzę takie książki, która sama chciałabym przeczytać. Moje książki z założenia mają wątek romantyczny, ponieważ sama jestem romantyczką i uwielbiam historie miłosne. Jednocześnie dotykam też trudnych i ważnych spraw, które toczą się przecież obok nas i od których nie uciekniemy. Ale moje książki są właśnie po to, by pomóc je okiełznać i pokazać, że życie, choć bywa trudne i nieprzewidywalne, to potrafi też przynosić pozytywne niespodzianki.

Uczyła się pani warsztatu pisarskiego?

Tak, szlifując warsztat często pokazywałam próbki swoich tekstów osobom, które miały już pod tym względem doświadczenie i zgodziły się udzielać mi wskazówek. Dzięki temu nie tylko pracowałam nad warsztatem, ale też uczyłam się, że to nie ja jestem najważniejsza, ale czytelnik.

Łatwiej jest pisać czy malować? Co sprawia więcej radości?

Jeśli chodzi o moje malowanie, to robię to amatorsko, hobbystycznie. Moje obrazy są czysto abstrakcyjne, mam wielką frajdę, kiedy chlapnę farbą na płótno i nadam temu jakiś kształt. Niestety ów kształt potrafię zinterpretować tylko ja, dla innych są to zwykłe mazy :)

Och, zdecydowanie łatwiej jest malować, szczególnie kiedy nie ma się do tego talentu:) Potrafię obraz stworzyć w godzinę, podczas gdy powieść powstaje wiele miesięcy. Ale mówiąc poważnie, uważam że malowanie to jednak wyższa szkoła jazdy. Gdybym miała namalować jakiś przedmiot lub człowieka to gryzłabym ściany się z bezsilności, bo choćbym i rok ćwiczyła, to malować nie potrafię. Ale być może malarz na tak postawione pytanie odpowiedziałby podobnie i dla niego z kolei napisanie kilku wersów byłoby drogą przez mękę.

Mimo że malowanie sprawia mi frajdę, to jednak tylko zabawa. Prawdziwą radość i satysfakcję czerpię z pisania, a już największe szczęście oblewa mnie, kiedy otrzymuję sygnał od czytelnika, że książka się podobała.

Często pokazuje pani swoje bohaterki na życiowych zakrętach, które jednak pokonują, zwykle z pomocą innych ludzi. To taka fantazja “ku pokrzepieniu serc” czy też także własne doświadczenie życiowe?

To nie tylko fantazja, ale też skutek wielu obserwacji. I oczywiście nie dotyczą one wyłącznie kobiet, bo przecież i mężczyźni miewają życiowe zakręty. Myślę jednak, że kobietom często jest trudniej, bo jesteśmy bardziej niż mężczyźni refleksyjne, wrażliwe, łatwiej nas zranić, częściej wszystkim się przejmujemy, nakręcamy. Częściej się boimy też podejmować nowe wyzwania, decydować się na zmiany. Oczywiście uogólniam, ale przecież często tak właśnie jest. Nie mówię o dziewczynach, które zaczynają życie i są otwarte na wszelkie doświadczenia, ale o kobietach, które mają już za sobą jakiś etap (małżeństwo, dziecko, rozstanie etc.) i właśnie poprzez poczucie odpowiedzialności za innych często nie podejmują kroków ku zmianom, mimo że o nich skrycie marzą. I rzeczywiście, można powiedzieć, że piszę „ku pokrzepieniu serc”, bo jestem optymistką i może dlatego wyłapuję z życiowych historii te właśnie pozytywne aspekty.

Co uważa pani za najważniejsze w relacjach międzyludzkich?

Myślę, że najważniejsze jest zrozumienie, że każdy jest inny. Zbyt często staramy się narzucić innym własny punkt widzenia, dopasować ich do własnych wyobrażeń. Brakuje nam zrozumienia i empatii. Zwykłam mówić, że każdy człowiek jest osobnym wszechświatem, bo przecież za każdym z nas stoi jakaś historia. Zachowajmy odrębność, ale też nauczmy się współpracować z poszanowaniem tej odrębności. Życie od razu stanie się wtedy prostsze i piękniejsze.

Są sprawy, o których nie chciałaby pani pisać? Gdzie przebiega granica?

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ ta granica z każdym rokiem się zaciera. Być może wynika to z tego, że zwyczajnie dojrzewam do pewnych tematów, które jeszcze kilka lat temu byłyby dla mnie nie do pomyślenia.

Jak rozumiem – Magiczne lato będzie miało co najmniej drugi tom :) Może pani zdradzić coś z fabuły dla czytelników pierwszego tomu?

Szczerze mówiąc, nie planowałam drugiego tomu. Ale Aleja Bzów też początkowo miała być jednotomową powieścią, a potem, w reakcji na prośby czytelniczek, powstała kontynuacja, czyli Szczęście pachnie bzem. Dlatego nie będę się zarzekać, że pożegnałam się z bohaterami „Magicznego lata” na zawsze. Oni wciąż żyją w mojej głowie, znam dalsze losy każdego z nich. Być może więc przyjdzie czas, kiedy do nich wrócę.

Rozmawiał(a): Małgorzata Sucharska

Pocałunek Boga 1 Pocałunek Boga Radosław Purski
33,46 40,00
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Zielony księżyc 1 Zielony księżyc Przemek Opłacki
4,90 27,00
Rabat 82% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Alarm w St. Omer 1 Alarm w St. Omer Bohdan Arct
29,20 34,90
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!