Koszyk 0
Opis:
Metro 2035. Kontynuacja i zakończenie historii Artema. Ukoronowanie i zamknięcie Metro 2035 kultowego cyklu Metro 2033, który właśnie staje się kompletną trylogią. Na tę powieść miliony czytelników czekały aż dziesięć lat, a prawa do przekładu zagraniczni wydawcy wykupili na długo przed jej ukończeniem przez autora. Metro 2035 jest przy tym książką zupełnie niezależną ... od pozostałych tomów trylogii – fascynującą przygodę w wykreowanym przez Glukhovsky’ego uniwersum, które podbiło Rosję i cały świat, można więc zacząć także i od niej. Polskie wydanie Metra 2035, jak i pozostałych tomów trylogii, zyska artystyczną szatę graficzną stworzoną przez Ilję Jackiewicza, znanego i utalentowanego rosyjskiego ilustratora, twórcy okładek takich m.in. FUTU.RE, a także wszystkich powieści serii Uniwersum Metro 2033. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Dmitry Glukhovsky
  • 2015
  • 1
  • 558
  • 210
  • 142
  • 97883653150-5-2
  • 9788365315052
  • ZCXZ0

Recenzje czytelników

A miało być tak pięknie

Ocena:
Autor:
Data:
Metro 2035 powstawała…za długo. O ile wcześniejsze dwie książki zawierały odrębne historie, ta - stara się spiąć je w jedną szerszą historię. Książka była dla mnie szokiem. Wcześniejsze pozycję posiadały wielowarstwowość i pewne niedopowiedzenia, dodające smaczku całej historii. W 2035 autor rozprawia się z nimi bezwzględnie, mutanty? Ziemia się „spociła” skoczyło promieniowanie – większość dead, elementy ponadnaturalne ledwo wspomniane – te bardziej znaczące – całkowicie pominięte ... Jednak to nie największy zarzut względem książki – jest nim skrajne wypatroszenie głównych bohaterów. Zapijaczony damski bokser, zapijaczony zabójca; zupełne odwrócenie się niektórych protagonistów od wcześniejszych systemów wartości, które nie mają żadnego uzasadnienia. Ścieżka upadku w przypadku 2035 jest podobna do „Za horyzont” Diakowa, z tą różnicą, że ten w zasadzie „zarżną” swoją serię. Najsmutniejsze jest to, że główna linia fabularna jest ciekawa, i mogłaby podtrzymać książkę, jednak dłużyzny, zbędnie przydługie opisy, całkowicie niezrozumiałe nowe „formatowanie” starych bohaterów, główny bohater, który zostaje zdradzony, okłamany, – co przypłaca…. (spoiler) – i całą jego reakcją jest wzruszenie ramionami i business as usual itd. Autor w swojej obecnej książce oderwał się od uniwersum, które sam stworzył. Szkoda. Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Zepsute Metro

Ocena:
Autor:
Data:
Kiedy kilka lat temu przeczytałem Metro 2033 Glukhowskiego byłem, razem z recenzentami i fanami sc-fi, zachwycony. Funkcjonujący [może nieco patologicznie, ale jednak] ekosystem metra, interesujący bohaterowie, ciągłe poczucie zagrożenia, przerażający przeciwnicy – to wszystko sprawiło, że Metro 2033 czytało się jednym tchem. Książka była krwista, sycąca, gwarantowała świetną rozrywkę i nutkę zastanowienia się, niepewności.
Późniejsze ... napisane niejako siłą rozpędu Metro 2034 przybliżało nam nieco bliżej funkcjonowanie moskiewskiego metra, ale książka nie zachwyciła. Przede wszystkim przez miałkich i bladych bohaterów- fabuła nie potrafiła wciągnąć tak mocno jak fabuła poprzedniczki [co nie znaczy, że nie wciągała!].
Od tych książek rozpoczął się projekt Metro- różni autorzy z różnych krajów pisali powieści w świecie Metra 2033. W Polsce wydanych zostało ich kilkanaście – głównie gniotów [z Korzeniami Niebios na czele], w Rosji kilkadziesiąt [i podobno zdarzył się ciekawe perełki]. Uważam, że niepowodzenie projektu jest proste- to moskiewskie metro, z jego dziesiątkami stacji, setkami zagrożeń, wymyślnymi pułapkami i żyjącym ekosystemem jest tym co tak bardzo wciąga. Nieważne są potwory w Watykanie, pływające platformy wiertnicze, czy heroiczni bohaterowie podróżujący na powierzchni spaczonego świata w ogromnych ciężarówkach. To już widzieliśmy, to już przerabialiśmy. Świat Metra, duszny, niedopowiedziany, ciasny- jednak był wielki.
I tej wielkości spodziewałem się po Metrze 2035. Ale o tym za chwilę.
Dmitry Glukhovsky od roku 2005 nie przestawał pisać. Odszedł od klimatu Metra i stworzył bardzo udany [i nieco niepokojący] Czas Zmierzchu, później zbliżył się do Strugacckich wydając zbiór opowiadań Witajcie w Rosji. Było bardzo dobrze, aż autor popełnił Futu.re.
Z założenia mocna powieść SF osadzona w utopijnym świecie. Niestety młody pisarz nie podołał. Książka nasycona jest prostymi metaforami, które co 5 stron walą nas w twarz [maski Apollina, proszę!], nudna akcja, idiotyczne realia świata [społeczeństwo które wynalazło leki na wszystkie choroby musi wysyłać zabójców do kogoś komu urodziło się dziecko- bez komentarza]. Do tego bohater, nijaki, zagubiony, wiecznie filozofujący, zwyczajnie miałki, postać z którą nikt nie chciałby się utożsamiać. Future nie miało też ciekawych bohaterów pobocznych, a główni źli też nie zapadali zbytnio w pamięć. Dlaczego wspominam Futu.re? Bo Metro 2035 niestety do Future jest bardzo podobne.
Uwaga spoilery.
Wracamy do Artema – bohatera [czy też antybohatera] metra, który w pierwszej książce Glukhovskiego z zera stał się rasowym stalkerem. Tutaj przez całą książkę zachowuje się jak płaczliwy idiota. Najpierw opętany, przez pół książki szuka sygnału radiowego od ocalałych z innych części świata, a kiedy dowiaduje się prawdy [no przecież, że ktoś musiał przetrwać], przez kolejne pół książki próbuje miotając się, drąc! Irytująco! Morde! Przekonać innych mieszkańców metra żeby wyszli z nim na zewnątrz i ruszyli w stronę zachodzącego słońca. W miarę inteligentny bohater pierwszej części przez napromieniowanie musiał stać się rasowym kretynem. Pomysł na fabułę też jest durny- oto obok metra w bunkrze mieszkają sobie VIPy [tak, mityczni obserwatorzy], kontrolują zagłuszarki fal radiowych i eliminują przybyszy z innych części Rosji. Rządzą sobie całym metrem, a po co? Może, żeby dalej sobie rządzić? Otóż nie, w trosce mają bezpieczeństwo narodu i skoro ktoś przetrwał w USA to jeśli wychwyci sygnał radiowy z Moskwy to zrzuci na metro kolejną bombę.
Mieszkańcy metra oczywiście to kupują i godzą się żyć tak jak żyją.
Ja rozumiem, że to taka metafora, że ludzie wolą znany choć gówniany świat od obcego, że pozwalają się prowadzić debilom, bo na miejscu zlikwidowanego debila będzie następny, że nawet do obozu koncentracyjnego da radę się przyzwyczaić. Ale błagam przecież to idiotyzmy szyte nićmi szerokości szyn.

Ok, braki w fabule mogłyby być załatane- przecież to Metro! Pamiętam jak czytając pierwszą część śledziłem podróż Artema i Huntera po mapkach, odnajdywałem stacje, przypominałem sobie ich ścieżki. Przez te dwa lata musiało się coś zmienić. W metrze największym zagrożeniem jest teraz kontrola graniczna, nie ma mutantów, bandytów, odwiedzamy znane stacje bez żadnych kłopotów. Oczywiście zahaczamy o znany schemat- bohaterowie są już o krok od stacji docelowej... a tu bach! Do ciupy, do obozu zagłady/ więzienia. No ale oczywiście po paru dniach katorgi są uwalniani [cudem!] i idą sobie dalej. W ogóle Artem jest ciekawą postacią ze względu fizjologicznego. Takie napromieniowane chuchro z połamanymi kolanami, a przyjmuje strzały z karabinu na klatę [czy też bark] i nic sobie z tego nie robi, goi się i leci dalej.
Powierzchnia też już jest względnie bezpieczna. Pamiętam ten stres gdy czytałem Metro 2033 kiedy stalkerzy wychodzili na zewnątrz i walczyli o każde 5 minut. Mutanty, inni stalkerzy, gaz, promieniowanie, prawie że chora magia... nie można było nawet patrzeć na Kreml. A w Metrze 2035? Artem spaceruje sobie po Moskwie bez skafandra, wszelakie mutanty zniknęły [?!]. Luzik.
Bohaterów pobocznych mogłoby nie być. Postać Homera była i jest dalej do dupy, nie wprowadza niczego ciekawego. Żona Artema chce tylko pić wódkę i uprawiać seks prokreacyjny. Losza, nowo-poznany sprzedawca kupy wprowadza nieco świeżości [hehe] ale niestety nie na tyle żeby na dłużej zapadł nam w pamięć.
I tak ze świetnej, klimatycznej książki, przygody w spaczonym metrze pełnym nieznanych niebezpieczeństw, gdzie wyjście samotne kończyło się w najlepszym wypadku śmiercią, dostajemy Futu.re 2: miałki bohater, idiotyczny główny wątek, nieciekawi bohaterowie poboczni, irytujące sceny. Choćby ta z Saszką w stacji- burdelu, jest bliźniaczo podobna do sceny z prosytutką z kościoła-burdelu w Futu.re.

Oczywiście nie jest tak, że książki nie da się czytać. Wręcz przeciwnie, styl Glukovskiego jest niepowtarzalny, czuć ogromną lekkość pióra. Fani serii dostają najlepszą powieść w klimacie od czasu Metra 2033.
Ah! Bzdurą też jest, że książkę można przeczytać nie czytając pozostałych części. Nieprawda- osoba nie znająca bohaterów i specyfiki metra zrazi się po przeczytaniu 100-150 stron.
Na uwagę zasługuje polskie wydanie, z nowymi lepszymi okładkami i obrazkami [gorszymi niż w Future]. Niestety książka źle się prezentuje na mojej półce – nie pasuje do reszty serii! No ale kto zaczyna teraz przygodę z Metrem na pewno będzie zadowolony z nowego wydania.
Reasumując: Panie Dimitrze! Nie! Idź! Pan! Tą! Drogą!
M.Orlinski
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.