Koszyk 0

Małgorzata i Michał Kuźmińscy - piszą kryminały w duecie.

Małgorzata i Michał Kuźmińscy to pisarski duet z Krakowa, który ma już na koncie kilka powieści kryminalnych. W tym roku ukazał się Pionek, kryminał skupiony wokół tematu seryjnych morderców z Górnego Śląska. To druga część (po rozgrywającej się na Podhalu Ślebodzie) cyklu etnokryminałów, których bohaterami są antropolożka Anka Serafin i dziennikarz Sebastian Strzygoń.

Najnowsza powieść Kuźmińskich łączy umiejętnie skonstruowaną intrygę z ciekawym tłem społecznym i uważną refleksją na temat ludzkiej psychiki.  Brutalne morderstwo w gliwickim parku przypomina lokalnej społeczności o seryjnym mordercy, który zabijał kobiety w Bytomiu, Gliwicach i Zabrzu. Skazany za te zbrodnie Wampir z Szombierek niedługo wyjdzie na wolność. Anka i Sebastian wracają do sprawy sprzed lat. Mnożą się pytania, komuś bardzo zależy, by przeszłość pozostała pogrzebana. Teraźniejszość też nie daje o sobie zapomnieć...

Śleboda, pierwsza powieść z Anką Serafin i Sebastianem Strzygoniem, rozgrywa się na Podhalu. Akcję Pionka przenieśli Państwo na Górny Śląsk. Skąd wziął się pomysł na cykl etnokryminałów? Wcześniej pisali Państwo kryminały retro.

Rzeczywiście, nasze pierwsze powieści osadzone były w Krakowie, tuż przed i tuż po wojnie. Z nowym cyklem postanowiliśmy jednak przenieść się nie tylko w czasie, ale w przestrzeni. Popularność zdobyły już kryminały miejskie, osadzone w konkretnym mieście: Wrocławiu, Lublinie; autorzy eksperymentują też z mniejszymi miejscowościami, których specyfika jest zupełnie inna. Kryminał jest gatunkiem, w którym samo miejsce akcji ma, a przynajmniej powinno mieć, znaczenie, i to nie tylko topograficzne. Dla nas miejsce akcji jest nie tylko tłem, ale też aktorem, bohaterem, elementem zagadki. Dlatego wybieramy miejsca, które są wyjątkowe, wyraziste, odmienne kulturowo czy etnicznie. Żeby rozwiązać zagadkę kryminalną, nasi bohaterowie muszą się zmierzyć z tą kulturową odmiennością, zrozumieć ją, przeniknąć, poznać historię regionu czy miejscową mentalność. To element śledztwa. Obie historie, ta opisana w Ślebodzie, która dotyczy wstydliwie skrywanej historii kolaboracji Górali z Niemcami w czasie II wojny światowej (tzw. Goralenvolku) oraz ta opisana w Pionku, w której powraca śląska trauma wampira - seryjnego mordercy, nie mogłyby się wydarzyć w innym miejscu.

Doktor Anna Serafin jest antropologiem kultury. Dysponuje wiedzą i wrażliwością pozwalającą jej rozumieć kulturowe odmienności, widzieć to, co ukryte. Z kolei Sebastian Strzygoń - dziennikarz - jest świetny w docieraniu do prawdy i rozwiązywaniu zagadek. Posyłamy ich w miejsca, których wyjątkowość chcielibyśmy czytelnikom przybliżyć. Bo czasem wydaje nam się, że dużo o nich wiemy, a tymczasem okazuje się, że kilkadziesiąt kilometrów od naszego miejsca zamieszkania może rozciągać się fascynujący świat, o którym nie mieliśmy pojęcia. Przy czym sama fabuła kryminalna staje się pretekstem do opowiedzenia historii, które w tych miejscach drzemią.

W obydwu powieściach świetnie przedstawiają Państwo specyfikę obydwu regionów. Wyczuwa się w nich wrażliwość na szczegóły i uważne oko zewnętrznego obserwatora, który czasem widzi więcej niż sami mieszkańcy . Jak wyglądały przygotowania do pisania? Jakie źródła były dla Państwa najcenniejsze?

Nasi bohaterowie, a wraz z nimi czytelnicy, podróżują, poznają nowe regiony, muszą się z nimi zmierzyć. To powinno zapewnić czytelnikom rozrywkę i nowe wrażenia, a nam - nie pozwala się nudzić. Każda nowa książka to dla nas wyzwanie, któremu staramy się sprostać tak, żeby nie pozostać na poziomie stereotypów, obiegowych opinii, kalek i klisz, ale dotknąć czegoś istotnego. Nasi bohaterowie są w miejscach przez nas opisanych obcy - dla Górali to cepry, a dla Ślązaków - gorole. Perspektywa outsidera, który stara się zrozumieć, jest również naszą perspektywą. To zobowiązuje do dotrzymania rzetelności,  ale też daje prawo, żeby stawiać czasem trudne, a czasem oczywiste pytania, błądzić, pytać, dziwić się, fascynować i zżymać.

Dla nas przygotowywanie książki to czas intensywnego zgłębiania źródeł. Od gazet codziennych, które nierzadko mówią więcej o miejscu i czasach, niż opracowania naukowe, przez źródła historyczne (w przypadku Ślebody były to między innymi teczki IPN-u), materiały policyjne, prace psychologów, profilerów i dokumenty (szczególnie istotne dla zrozumienia specyfiki zbrodni seryjnych morderców), ale też miejscową popkulturę, czy “teksty założycielskie”. Równie ważne, co podhalańskie “godki” były dla nas obrazy śląskich malarzy naiwnych, wizyty na tatrzańskich szlakach i w postindustrialnych krajobrazach Śląska.

Ale przede wszystkim, najważniejszym źródłem są dla nas rozmowy i spotkania z ludźmi. Nasi informatorzy, którzy zgodzili się uchylić dla nas rąbka tajemnicy i wpuścić nas do swojego świata, są dla nas nieustanną inspiracją. Opowiadają nam historie prawdziwe, przy których blaknie najwymyślniej skonstruowana fikcja. A czasem po prostu dzielą się z nami tym, jak im się żyje. Bez nich nie odważylibyśmy się pisać o Podhalu czy o Śląsku, a spotkania z nimi to za każdym razem niezwykła przygoda.

Jak na Państwa powieści reagują czytelnicy z Podhala i Górnego Śląska?

Póki co, spotkaliśmy się z bardzo pozytywnym odbiorem naszych książek, zarówno na Podhalu, jak i na Śląsku. Wydaje się, że Górale czy Ślązacy doceniają, iż chcemy poznać ich regiony, wgryźć się w nie i coś zrozumieć. Są zadowoleni z naszych spostrzeżeń, nawet z tych niekoniecznie pochlebnych. A my z kolei też nie chcemy się wymądrzać, próbować mówić im, jacy są naprawdę, ferować wyroków i łatwych ocen. Jesteśmy przede wszystkim ciekawi ich. Zaś oni - ciekawi, jak my widzimy ich świat. A to już okazja do rozmowy.

Tytuły obydwu etnokryminałów są znaczące. Śleboda to nie tylko nazwisko zamordowanego górala, ale także „wolność” w gwarze góralskiej. Pionek to nazwisko bohatera, ale też nawiązanie do gry z mordercą.  W Pionku pojawia się też nazwisko Keler, co można skojarzyć z niemieckim „Keller”, czyli piwnicą, która także jest ważnym elementem fabuły. Czy od początku mieli Państwo pomysł na taką formę tytułów? I czy w powieściach kryją się jeszcze inne smaczki tego typu?

Nazwiska Śleboda, Pionek czy Keler są oczywiście nieprzypadkowe, za każdym razem mówią coś istotnego o postaci. Losy górala Jana Ślebody prowokują pytanie, co stało się z góralską wolnością, srodze doświadczoną z jednej strony przez niełatwą historię, a z drugiej przez codzienną walkę o byt, wyścig o klienta i jego dutki. I niech fakt, że Śleboda to ofiara morderstwa, wystarczy za komentarz. Norman Pionek, odsądzony od czci i wiary seryjny morderca, skazany na śmierć za swoje zbrodnie, uniknął kary przez prawną zawieruchę związaną z transformacją ustrojową. Ale jego losy okazują się bardziej skomplikowane, i wcale nie jest pewne, kto w niebezpiecznej grze z mordercą rozstawia figury, kto jest bestią, kto pionkiem, a kto czarnym koniem. A piwnica to miejsce - i pojęcie - dla tej książki ogromnie ważne. Gerard Keler zmaga się więc ze swoją piwnicą - w której czają się destrukcyjne popędy, wstydliwe tajemnice i przeżywane w samotności wściekłość i smutek. Jego ojciec, Hubert Keler, do piwnicy zepchnął niejasne początki swojej kariery i dzieciństwo swojego syna, który właśnie przestaje być dzieckiem. Ale swoją piwnicę, gdzie mieszka bebok, gdzie rodzi się i umiera bestia, ma też przecież Norman Pionek.

To nie jedyne nazwiska znaczące, ale pozostawmy satysfakcję z ich wytropienia czytelnikowi. Natomiast nie chcieliśmy w żaden sposób pisać powieści z kluczem. Nasze postacie to nie chodzące metafory, ich nazwiska mają być tylko subtelnym komentarzem do ich losów. Chcieliśmy, żeby nasze tytuły były wieloznaczne. A z drugiej wskazują one postacie będące osiami naszych historii. Postacie prowokujące, nieoczywiste i wymykające się łatwym ocenom.

Ile w Ance i Sebastianie jest Małgorzaty i Michała Kuźmińskich? Co przekazali Państwo swoim bohaterom oprócz wykonywanych zawodów?

Anka i Bastian - czyli antropolożka i dziennikarz - to nasi główni bohaterowie, śledczy. Korzystają z naszych doświadczeń zawodowych, dzielą z nami perspektywę outsiderów, patrzą naszymi oczami. Ale nie są nami. To od początku do końca nasze kreacje, autonomiczne postacie, które mają swoje doświadczenia i cechy charakteru, których nie można przypisywać nam. Jesteśmy dla nich bezwzględni, pakujemy ich w różne tarapaty, stawiamy przed trudnymi wyborami. Obnażamy ich wady i słabości, które sprawiają, że popełniają błędy. A czasem nawet znęcamy się nad nimi. Co nie zmienia faktu, że prowadzimy ich świadomie.

Dla autora główny bohater to zawsze bliska osoba, ale też okazja do poeksperymentowania z tożsamością. To świetna zabawa, ale za każdym razem musi służyć fabule. Mimo pokus nie zrobimy z Anki i Bastiana superbohaterów. Będziemy dalej wystawiać ich na próby. Wiemy też, że są czytelnicy, dla których Anka albo Bastian też stali się bliscy, ale też tacy, których czy to Anka, czy Bastion irytują. I bardzo dobrze, bo nasi bohaterowie tacy właśnie mają być - po prostu ludzcy. Mają budzić emocje. To znaczy, że są żywi.

Czy planują już Państwo kolejne etnokryminały?

Tak, już zaczynamy pracować nad następną książką. Ale gdzie i wśród jakiej grupy będzie się rozgrywać - tego nie zdradzamy. Niech to będzie niespodzianka.